Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Czy polecanie własnych komiksów jest męskie?


komiksy · komentarzy 96

Męski mężczyzna czyta męskie komiksy.
Ilustracja: Robert Sienicki

Czy czytanie komiksów jest w ogóle męskie? Tak jak bycie drwalem. Albo jeszcze lepiej – spoconym drwalem. Raczej nie. Czytanie komiksów należałoby uszeregować pośród innych – ni to męskich, ni niemęskich – zajęć: baletu, haftowania łańcuszkiem i jazdy traktorem. Ot, po prostu sobie jest. Ba, naszym czytelnikom takie dywagacje powinny od razu wydać się śmieszne – przecież czytanie komiksów to nasz, Wasz, chleb powszedni. Wyobrażacie sobie, na jakie drwiny narażałby się redaktor magazynu „Twoje oddychanie”, gdyby zaczął się zastanawiać, czy oddychanie jest męskie? No. To sobie już ustaliliśmy, jak się czuję. Niemęsko. Jeszcze bardziej niemęsko poczułem się, gdy sięgnąłem po czasopismo Oliviera Janiaka, „Malemen”, i zestawienie polecanych przez nie komiksów.

Zestawienie „Pięć (z 20) komiksów, które trzeba znać” jest okraszone wstępem Tomasza Kołodziejczaka, naczelnego wydawnictwa Egmont, który pasuje do niego jak pięść do oka. Bo ani nie jest o tym, dlaczego warto sięgać po komiksy, ani dlaczego polecane komiksy są wyjątkowe – nic z tych rzeczy. Tekst bardzo powierzchownie traktuje o specyfice rynku frankofońskiego, amerykańskiego i japońskiego. Możemy się z niego dowiedzieć między innymi, że „Amerykanie najpierw drukują zeszyty, które potem zbierają w wydania książkowe – graphic novels”. Ale przecież nie o tym chciałem. Ani o tym, że ktoś napisał „super bohaterzy” czy „super bohaterowie”, jak kto woli. Obok takiego zestawienia nazwisko Tomasza Kołodziejczaka, który jest na pierwszym miejscu wydawcą – a nie, jak twierdzi „Malemen”, publicystą – budzi niesmak. Pytania o obiektywność nasuwają się same. Czy Kołodziejczak odpowiadał za sam nieistotny wstępniak, tekst, czy również za zestawienie? Czy miał nań jakiś wpływ? A jeżeli tekst, to czy również ten wzmiankowo opisujący polecane komiksy? Tego możemy się jedynie domyślać, bo „Malemen” w całej swej chaotyczności takich informacji nie podaje. Jakby nie było, przyjrzyjmy się bliżej zestawieniu…
Prawdziwy mężczyzna czyta komiksy nawet w sytuacji zagrożenia życia.
Gołym okiem widać, że jest ono dość tendencyjne. Jedenaście (licząc „Tytusa” – dwanaście) z dwudziestu polecanych komiksów wydał Egmont, po dwa Kultura Gniewu i timof, a po jednym: Post, Taurus, Waneko i JPF. Czy ta dysproporcja nie jest co najmniej dziwna? Jest jeszcze inny ciekawy aspekt tego zestawienia: komiksy Egmontu, które w nim występują są na ogół ekskluzywne, w twardej okładce. Chociaż… uwzględniając target magazynu, co tu się dziwić? Oto magazyn dla ekskluzywnych męskich mężczyzn poleca prawdziwie ekskluzywne męskie komiksy, które każdy szanujący się mężczyzna (męski) musi znać. Co więcej, duża część z polecanych komiksów jest obecnie niedostępna na rynku. „Umowa z Bogiem”, „Batman: Azyl Arkham” czy „Blankets” są dostępne jedynie w drugim obiegu, często za niemałą kwotę. Chociaż… męskim dobrze sytuowanym mężczyznom raczej to nie będzie przeszkadzać. Jednak w gruncie rzeczy czar polecania pryska, gdy polecanego produktu nie ma na rynku. A może jest tu drugie dno? Może to nieśmiałe podwaliny pod dodruk takich hitów jak „Azyl Arkham”? Przypominam – dodruk, przed którym Egmont od roku zapiera się kulasami i grabami (pomyślałem, że tak będzie bardziej męsko). Bo pytań jest tutaj wiele. Może za zestawienie odpowiada po prostu jakiś redaktorzyna, który chciał przypodobać się wydawcy, skoro ten napisał wstęp? Mogło tak być. Co nie zmienia faktu, że zestawienie w takim kształcie wygląda na nieobiektywne, a wydawcy raczej powinni grzecznie odmawiać występów w takich okolicznościach przyrody. By nie było niejasności. By nie było fermentu. Bo Tomasz Kołodziejczak mógł faktycznie nie mieć nic wspólnego z tym tendencyjnym zestawieniem, ale to trochę jak w tym kawale o ginących pieniądzach. Niesmak pozostaje. Niesmak testosteronu, dodajmy.
Czytanie komiksów jest kobiecie!
Powyższe wątpliwości o obiektywizm pojawiać się będą, co jest naturalne, i pojawiać się powinny. Nie tylko, gdy mówimy o wydawcach – ale np. gdy publicysta pisze o komiksach wydanych przez własnego wydawcę. Albo też gdy wydawca publicznie dyskutuje z recenzjami wydanych przez siebie komiksów. Takie sytuacje się zdarzały i zdarzają. Ot, chociażby na samym początku istnienia blogu Kultury Gniewu. (Strategia „cierp w milczeniu” była tu chyba najmądrzejsza). I nieważne, czy to uzasadnione czy też nie – czytelnik oczekujący przejrzystości ma całkowite prawo się zastanawiać, czy wszystko gra. A czy wydawcy w ogóle nie powinni pisać o komiksach? Oczywiście, że nie – zazwyczaj są to bardzo oczytani ludzie, publicyści i, co chyba najważniejsze, ludzie posiadający duże doświadczenie w oddzielaniu komiksowych ziaren od plew. Dopóki zatem Paweł Timofiejuk pisze w „Ziniolu” o komiksach zagranicznych, a Szymon Holcman, dajmy na to, o zinach, wszystko jest w porządku. Gorzej byłoby, gdyby oprócz not prasowych swoich komiksów pisaliby jeszcze recenzje lub te komentowali. Jakikolwiek przekaz zostałby zatarty przez pojawiające się wątpliwości dotyczące niejako „gry fair play” z czytelnikiem i rynkowym konkurentem. A spójrzmy zresztą na autorów szeroko dyskutujących z recenzjami własnych komiksów – by wymienić tylko dwóch: Jerzego Szyłaka lub Zbigniewa Tomeckiego – nie będę tutaj owijał w bawełnę, powiem męsko, dla niektórych patrzących z boku takie zachowania ocierają się o szaleństwo. Ale tutaj znacznie odbiegłem od tematu…

W taki półotwarty sposób chciałbym pozostawić pole do dyskusji o obiektywizmie, bo środowisko jest małe: wydawcy bywają publicystami i scenarzystami; publicyści autorami czy tłumaczami; rysownicy liternikami; autorzy wydawcami, a wszyscy się na dodatek znają. W takiej sytuacji, raz na jakiś czas, trudno uniknąć konfliktu interesów, ale ważne jest, by w razie czego jasno powiedzieć, które białe jest białe a czarne czarne. Czego, jako czytelnicy, oczekujecie od tekstów? Jak wpływa nazwisko autora na Wasze podejście do tekstu? To są niektóre ważne pytania, jakie chciałem zadać. A nie „Czy gdy polecasz komiksy, to cała kamienica dostaje orgazmu?”. Bo to jest po prostu niemęskie.

komentarzy 96

  • Jak dla mnie to zestawienie nie jest tendencyjne. Przekrojowe i całkiem trafne. To że Egmontu jest najwięcej wynika z ich dominującej pozycji na rynku i z tego że wydają dobre komiksy. Nie ma w tym nic dziwnego.

    „300” to dobry wybór na pierwsze miejsce w kategorii „męski komiks”. Ba, ja bym nawet bardziej umieścił tam „Sin City”. Swoją drogą ciekawe czemu Miasto grzechu się w ogóle nie znalazło w tym zestawieniu? Może właśnie dlatego, że Kołodziejczak jednak miał opory żeby umieszczać na pierwszym miejscu komiks ze swojego wydawnictwa, a niewątpliwie Miller na nie zasłużył?

    A co do sugerowanego tematu dyskusji to mi to niespecjalnie przeszkadza. Po pierwsze dlatego, że wiem mniej więcej kto jest kim, a po drugie bardzo rzadko czytam jakiekolwiek recenzje i jeszcze rzadziej się nimi kieruję. :p

  • Przychylam. Egmont samymi proporcjami zgniata konkurencję. A od czasu gdy zaczął celować w target do tej pory obsługiwany przez KG (+ Post + Timofa) to już nie ma pytań. Samo zestawienie eleganckie. Kanon.

  • przychylam. nie widzę nic niezwykłego w tym zestawieniu.

  • Cheshire Cat

    No bez przesady, parę komiksów jest całkiem z d…y. Nie mówię, że złych, ale w tym kontekście… W ogóle całe to zjawisko jest delikatnie mówiąc niesmaczne. Można to było inaczej rozegrać.

  • A niektórzy korektorzy publicystami :) Łukaszu, zastanawiam się jak magazyn „MaleMan” wpadł w Twoje ręce…

  • Kuba: normalnie, wchodzisz do Empiku, przeglądasz różne magazyny aby wiedzieć, co w trawie piszczy. Nie robisz tak? Dziwne.

  • Czy na miejscu 12 jest komiks „Polowanie Gen”?

    „Umpa-pa” – co za męski komiks!

  • Nie ma Thorgala! Najbardziej męskiego i POLSKIEGO (tak jak i „Frankenstein’s Womb) komiksu. Jak mogli!

    ;)

  • Każdy wie, że sztandarowym komiksem dla prawdziwych mężczyzn jest „Kron”. Brak tej pozycji na liście to dopiero skandal! :)

  • Coś takiego nie powinno mieć miejsca. Wydawca nie może oceniać swoich komiksów, no panowie! Bez jaj. Dziwnie, że Tomasz Kołodziejczak na coś takiego poszedł lub dziwne, że redakcja Male Mana coś takiego zrobiła. Jeśli już – powinna być informacja, że jest on wydawcą i tyle. Obydwie strony tracą na wiarygodności.

  • „300” jest na pierwszym miejscu dlatego, że jest to zestawienie alfabetyczne. Nikt tego jeszcze nie zauważył?
    No, a jak jest Umpa-pa to czemu nie ma Asterixa?
    A z polskich rzeczy brakuje mi Status 7 – to jest dopiero męski komiks :] Tylko, że całe zestawienie nie jest zestawieniem męskich, lecz po prostu fajnych komiksów (skierowanych do różnych czytelników). Ot, taka standardowa wyliczanka, którą co jakiś czas serwują rozmaite periodyki (kiedyś „Playboy” miał takie zestawienie przy okazji wywiadu z Alanem Moorem i tekstu o ekranizacjach komiksów).

  • umpa pumpa zdradza kulisy tej wyliczanki. Tomek ma jobla na punkcie tego komiksu.

  • PKP: kolejność pozycji na wyliczance nie ma znaczenia, pozostaje kwestia tego, kto ją układał.

    I też mnie brak Asteriksa dziwi :)

  • Jeśli ktoś interesuje się fantastyka, to polecam zobaczyć najświeższy numer SFFH, który wydawany na obecna chwilę jest przez Fabrykę Słów. Recenzje własnych książek, na okładce najnowszego numeru, okładka książki. Wewnątrz co rusz reklamy ich książek. Czasami widać trudno o obiektywizm. Takie wtrącenie niekomiksowe, ale niech będzie.

  • Czemu nie powinno? Jasne, że może nie być w takiej sytuacji obiektywny (co nie oznacza, że w istocie nie jest) ale najważniejsze, żeby czytelnik wiedział kim jest osoba, która napisała dany tekst polecający.

    Dlatego pod tym zdaniem „Jeśli już – powinna być informacja, że jest on wydawcą i tyle.” się podpisuję. Jeśli tego zabrakło to jest to mało profesjonalne posunięcie ze strony tego pisma.

  • Oczywiście, że jest podpisane, iż on jest wydawcą. Lecz, kiedyś, to pismo publikowało różny pisarzy, niekoniecznie z jakiegoś konkretnego wydawnictwa. Teraz dawni czytelnicy dziwnie sie czują, gdy czuje się powiew najbardziej płodnego Fabrycznego pisarza z każdej strony. Bo z okładki, komiksu, recenzji i jeszcze opowiadania. I rozumiem, ze wykupując pismo Fabryka, ma prawo do takich kroków, tylko czy nie robi tego kosztem starszych czytelników.

  • takie pismo powinno mieć po prostu dopisek „oficjalny magazyn wydawnictwa Fabryka Słów”;). To, że takie rzeczy się dzieją, nie oznacza, że powinny być brane za normę

  • Z tym dopiskiem dobre. Chociaż, obecny numer, śmiało można stwierdzić poświęcony jest jednemu autorowi. Więc dopisek mógłby być również inny:)

  • Co tam Kołodziejczak i Male Man, bele cycki wreszcie zaczął rysować! :o

  • Odpowiadając na pytania, podczas gdy ja czytam dany tekst nazwisko autora praktycznie nie ma dla mnie znaczenia. Ważniejsze jest jak pisze i o czym. Gdyby było inaczej pewnie nie czytałbym blogów, darowałbym sobie obserwowanie tagów na blipie, czekając, aż ktoś poleci dobre (jego zdaniem) filmy, książki czy komiksy. Gdyby było inaczej to pewnie darowałbym sobie czytanie tego tekstu. Przyciągnęły mnie tylko cycki narysowane przez Belego.

    Na to, kto dany tekst pisał zwracam uwagę dopiero po przeczytaniu. Po to by zapamiętać autora, zarówno, kiedy mi się tekst podobał i będę chciał śledzić jego felietony/recenzje/artykuły etc., jak i wtedy, a właściwie – zwłaszcza wtedy, gdy to co napisał okazuje się stekiem kłamstw, nie jest poparte żadnymi dowodami albo gdy opinie zawarte w tekście mi nie odpowiadają. Żeby tego człowieka omijać.

    Bo od autora oczekuję, że dokładnie zbadał opisywany temat, że jeżeli pisze o „najbardziej męskich komiksach” to nie opisze komiksów, które najbardziej lubi, tylko te, które mieszczą się w ramach pewnych stereotypów męskości. Czyli komiksy z twardym głównym bohaterem, podchodzące pod thriller czy sensację. Jednak tytuł tego zestawienia to „Pięć (z 20) komiksów, które trzeba znać”. Sam tytuł jest dla mnie zagadką, ale może przeczytanie artykułu trochę by mi wyjaśniło. Samo zestawienie jest zagadką jeszcze większą, bo znalazły się tu pozycje, o których nigdy bym nie pomyślał układając podobny ranking, a nie pojawiło się sporo, które nasunęły mi się od razu (jak choćby wspomniane już wcześniej Sin City czy Thorgal). Nie zgodzę się więc, że wszystkie te komiksy trzeba znać.

    Po dłuższych przemyśleniach, dochodzę do podobnego wniosku co Wilku, że Egmont po prostu wydaje dużo dobrych komiksów i sam złapałem się na tym, że na mojej liście wiele pozycji też jest tego wydawnictwa. A te przedstawione w artykule? No cóż, każdy chce zarobić. Zadziwiający jest jedynie ten równy podział między mniejszymi wydawnictwami. Jakby autor nie chciał nikogo urazić.

    Trochę się rozpisałem. Przepraszam. Textarea takich rozmiarów nie sprzyja takim długim komentarzom.

  • @Rob: a tam bele. Tu Azjatka w białych majteczkach czyta Fables. Czego chcieć więcej?
    Co do przemyśleń – przychylam się do wypowiedzi fafkoolca (żeby nie pisać drugi raz tego samego).
    A co do zestawienia – nie jest najgorsze, choć żeby było jakoś szczególnie dobre, też ciężko je takowym nazwać (brakuje mi m.in. usagiego, 100 naboi, sin city i wielu innych „męskich tytułów”).

  • Fafkoolec: „A te przedstawione w artykule? No cóż, każdy chce zarobić. ” jasne, a standardy niech siedzą cicho.

  • :-D Łukaszb może masz rację, może to i szaleństwo, ale popatrz na to z tej strony, od chwili kiedy zacząłem się udzielać i bronić sprzedaż naszego komiksu wzrosła i po dwóch miesiącach uzyskaliśmy dość dobry wynik, co oznacza, ze kupujący nasz komiks mi ufają. Druga rzecz to jakość tych recenzji, która jest delikatnie ujmując żenująca. Powiedz Łukaszb co Ty być zrobił na moim miejscu mając problem z takimi panami recenzentami jak ja? Jeden z nich oskarżył moją rysowniczkę o to, że zrzyna ze zdjęć. Gdy poprosiłem go o dowody choćby w takiej postaci jak tu:
    http://motywdrogi.pl/2009/06/08/czy-leci-z-nami-pilot/
    dowiedziałem się, że panu się tak tylko wydaje i że tak naprawdę to on nie jest recenzentem tylko grafikiem i dla konflikty.pl będzie coś rysował, dlatego mu to zlecili:-). Mnie zaś oskarżył o „eksploatowanie mocno zużytego motywu”, jak myślisz, co mi napisał, gdy poprosiłem go o przykłady gdzie ten motyw był wcześniej „eksploatowany” :-D i przede wszystkim jakim cudem w mojej historii znalazł „cenzora”???
    Drugi pan, to pan historyk z Esensji. Sam udzielałeś się na blogu Śledzia, więc pamiętasz, jak koledzy artyści pluli na nas, że komiks powstaje na zamówienie, bo jak tacy donatorzy to musi być hurrapatriotyczna bogoojczyźniana bajeczka :-)
    Nie zrobiłem tego i nagle pojawia się pan, historyk, krytykujący mnie za to, że ten komiks nie jest bajeczką. Jak myślisz ilu kolegów artystów, którzy wcześniej nas o coś takiego oskarżali zareagowało na jego tekst?

    Standardy Konradh, hm, nie mam w nie wiary :-)

  • konradh: Nie znalazłem logicznejszego wyjaśnienia na takie zachowanie, to znaczy wklepanie na tą listę komiksów, które niekoniecznie muszą się na niej znajdować. Chęć zysku. Nie znaczy to, że pochwalam takie zachowanie, ale dłuższe rozpisywanie się nad tym, zamiast wprowadzać coś do tematu, stałoby się gadaniem o niczym. Autor (czy to Tomasz Kołodziejczak, czy ktoś kto ten ranking układał i poprosił go o wstęp) po prostu i zwyczajnie zareklamował Egmont, ale pokazał też inne polskie wydawnictwa, więc teoretycznie każdy może coś na tym zarobić.

    Przecież po to te rankingi są w takich czasopismach, w których nie ma podobnej, stałej rubryki. Nikt nie wpada na taki pomysł od tak, nikt bez powodu nie wyskoczy w takim Malemenie z pomysłem „hej, zróbmy sobie nagle zestawienie komiksów, bo nasz target na pewno się nimi strasznie interesuje”. Fani komiksu na chwilę się ucieszą, bo widzą artykuł o komiksach, jakiś czytelnik, który chce być trendy kupi komiks, wydawnictwa mają reklamę… czasopismo też musi na tym zyskać. Nie wierzę w nagłą filantropię i litowanie się nad polskim rynkiem komiksowym.

    Sprawą bardziej sporną, że w takim artykule pod szyldem „trzeba znać” można łatwo przemycić nawet największe gówno i trochę zarobić.

    Powiększcie tutaj textarea, bo w takim małym nie da się pisać ;)

  • fafkoolec: znaczy się co, sugerujesz, że inne wydawnictwa zapłaciły aby znaleźć się na tej liście? Czy też Maleman bawi się w filantropie, bo pozwala im „zarobić” przez zaistnienie na liście? Zdecyduj się.

  • @znikt
    „koledzy artyści”
    Oooochtaaak! Dzień bez formalnego eksperymentu jest dniem straconym!

    Tej lekkości w kleceniu zdań natury komediowej, wciąż panu zazdroszczę, panie Tomecki!

  • jejku, Konradzie, gdzie ty wyczytałeś taką sugestię? Bardziej chodziło mi o to, że reszta wydawnictw została tam umieszczona, żeby zachować pozory przyzwoitości. Żeby nie było tak, że Egmont i tylko Egmont. Może nie napisałem tego wprost.

  • Do Znikt.

    Jako autor nie powinieneś bronic swojego dzieła. Ty zrobiłeś komiks. Od oceny są krytycy, recenzenci itd. Jeśli piszą bzdury, to siebie narażają na śmieszność. Bronienie swojego komiksu jest co najmniej zabawne – on powinien bronić się sam. Nie mieszajmy ról to będzie dobrze.

  • Może lepiej, jakby był sam Egmont. Sprawa byłaby jasna i z głowy.

  • :-D Cóż, panie Śledziu połechtało mnie to, w końcu jakby nie było docenia mnie sam mistrz komiksowej komedii.

    Sebaf kiedyś też w to wierzyłem, ale porozmawiaj sobie z kimś kto handluje komiksami, książkami itd. Zdziwisz się czym często kierują się nabywcy.

  • @ sebaf

    > Jako autor nie powinieneś bronic swojego dzieła. (…) Bronienie swojego komiksu jest co najmniej zabawne – on powinien bronić się sam.

    Myślę, że obrona własnego dzieła przez twórcę jest do pewnego stopnia. Komiks to nie stolec (przynajmniej w większości przypadków), który się wydaliło w toalecie i spuściło wodę, aby popłynął w siną dal do wygłodniałych much. No chyba że ktoś „pisze bo musi”, to wtedy metafora będzie adekwatna w tym wypadku.

    Twórca jednak ma psychiczny związek z własnym dziełem, nie dziwne zatem, że stara się promować, wyczekuje reakcji, dyskutuje, polemizuje, broni. Dla mnie to wszystko jest rzeczą naturalną.

    Czym innym jednak jest kulturalna obrona a czym innym wyzłośliwianie się na recenzenta, polowanie na niezręczności w składni/słownictwie po to by zdyskredytować jego kompetencje, pisanie kalumnii pod przykrywką polemiki, żądanie „konstruktywna krytyka albo wypad” (wspomniał o tym kiedyś Konrad w temacie Hardkorporacji) – wtedy takie zachowanie robi się całkiem niesmaczne.

  • Rob twierdzisz, że coś takiego zrobiłem?

  • Nie, to takie ogólne stwierdzenie, podsumowujące różne reakcje różnych twórców. Tobie mógłbym wypomnieć tylko wyzłośliwianie się, które uprawiasz również w komentarzach do tego tekstu.

    A co do tekstu Łukasza – przypomniała mi się sytuacja sprzed paru lat, kiedy Szymon Holcman w „Przekroju” pisał o filmach opartych na komiksach i wspomniał o nominowanym od Oscara za scenariusz „Ghost World”, a komiks dopiero co się ukazał lub miał ukazać w Polsce nakładame Kultury Gniewu. Strasznie go wtedy za to poturbował Kamil Śmiałkowski, że uprawia kryptoreklamę, konflikt interesów etc. Myślę, że nie ma co popadać w skrajności, zwłaszcza że część z komiksów Egmontu polecanych przez Malemana w ogóle już nie da się kupić nigdzie indziej niż na rynku wtórnym, więc akurat to obrotów Egmontowi nie zwiększy.

  • Rob chodzi Ci o „kolegów artystów”, hm jeżeli ktokolwiek z nich poczuł się urażony bardzo przepraszam, nie chciałem być złośliwy. Mój problem jest taki, że bywam pamiętliwy, ale będę się starał słowo i piszę to naprawdę serio.

  • taaa a ja panie lukaszub czytam co pan twiterujesz i wydaje mi się co najmniej niestosowne aby KTOŚ taki wydawał osądy o tym co jest męęęskie a co nie…
    Kto sam bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień.

    Do dzisiaj nie mogę się otrząsnąć po słowach twych:
    „Mówię do siebie, zakładam damskie ciuchy, jem pół kolo żelek na raz”

  • Oj, Karol. Figlarzu. Nie wierz we wszystko, co przeczytasz. I mów wprost, bo nie mam czasu na podchody. Proszę – co masz na myśli, mówiąc „ktoś taki”? I nie za bardzo wiem o jakie „osądy” Ci chodzi. Postawiłem tutaj jedynie parę hipotez i pytań, mówiąc przy okazji, jak niektóre sytuacje mogą wyglądać z boku. A że ktoś może mieć wątpliwości w stosunku do mnie. Spoko, sam takie wątpliwości przecież dopuściłem. Pisałem tekst z pełną świadomością, że trafi się jakaś konewa, luz. Dziwne, że tego nie zauważyłeś.

    Natomiast jeżeli chodzi o moje korekty dla KG – nie kryję się z tym, nie piszę recenzji komiksów KG, mimo że jako korektor nie jestem zależny od wydawnictwa (jak np. jest autor, współwłaściciel, naczelny). Powiem więcej – ja z założenia, do komiksu, nad którym pracuję, podchodzę bardzo sceptycznie. Bo tak pracuję – im mniej ufam, tym lepiej mi wychodzi. Większości komiksów, nad którymi pracowałem, nie potrafię ocenić – z prostego powodu – nie mają szans w pełni mi się spodobać przy założeniach, z jakimi do nich podchodzę i w jaki sposób je czytam. Żadnego komiksu (oprócz „Trzech cieni”) wydanego przez Kulturę od grudnia nie czytałem na papierze. Bo mi zbrzydły. W bardzo pozytywnym znaczeniu jeżeli chodzi o moje językowe ciągoty, w negatywnym, gdy chodzi o podejście czytelnicze. O, tak to wygląda z mojej strony. Raczej te sfery rozdzielam, jestem na takim etapie, że mogę rozdzielać. Wydawca już średnio.

    Swoją drogą – zgadzasz się z moim artykułem? Masz coś do dodania? Chcesz o czymś merytorycznym pogadać? Czy postanowiłeś rzucić koment ad personam w swoim stylu (czyli zrozumiałym wyłącznie dla Ciebie)? Fajnie by było, żebyś sie ustosunkował do tego, co napisałem.

  • Ej no, Karol se chyba normalnie jaja robi i chyba nie ma tam nic o korektach. A jeśli nie, to baaaardzo to zawoalował.

  • karolkonw

    ja pierdole:| Bombiel ty wez sie strzel w czoło i to solidnie…
    pisząc ktoś taki miałem na mysli damskie ciuszki i żelki ale chyba nie skumałeś…
    Odniosłem się bezpośrednio do męskości bo wybacz ale komiksy są dla pedałów jak mówiła mi Wisława

    o korektach to wybacz ale ja nic nie wiem:| w sensie twoich bo średnio czytam

    a jeżeli chcesz się powodu mojego żartu popstrykać ad prersonam to proszę bardzo mogę pojechać w ODPOWIEDZI na konewy, „w swoim stylu”itd
    mógłbym napisać dwa zdania o tym jak łatwo komuś może odpierdolić jak łatwo zbucowacieć ( taki neologizm wiesz…) żyjąc w nadmuchanym świecie kolorowych obrazków
    ale że nie miał nic złego na myśli a chciałem zażartować przyznając się do twiterowego obcowania z gwiazdą ( się okazało) komiksowej korekty nie powiem i nie napiszę tego

  • karolkonw

    aha zapomniałem dodać: „Fajnie by było, żebyś sie ustosunkował do tego, co napisałem.”

  • mi zawsze mówili, ze komiksy są dla infantylnych chłoptasi mających problem z czytaniem. O homoseksualistach nie słyszałem

  • A o komiksowych ciotach też nie?

  • No to sorry Karol, ale skoro ja sobie żartuję na twitterze, a Ty dalej ciągniesz ten nieśmieszny żart, to nie dziw się, że Cię nie jarzę, czy Ty mówisz na poważnie, czy nie.

    Aha – i nie wyjeżdżaj mi tu z gwiazdami i innymi. I się nie obrażaj znowu. I nie pisz o zwieraczach, bo już to się nuuuudzi. O korektach pisałem bardziej do Twojego grouppie niż do Ciebie, bo ta kwestia została przez niego podniesiona wcześniej bez szerszego kontekstu.

  • karolkonw

    Łukaszu uczciwie przepraszam…
    faktycznie jestem bucem wytknąłem ci twój nieśmieszny żart

    Rzeczywiście mogło Cię to zmylić( słowa korektor i damskie ciuszki mają przecież ten sam źródłosłów – o żelkach nie wspomnę)

    Nie obrażam się a jedynie zwracam uwagę żeś wrzeszczał jak pojeppppany zupełnie bez sensu.
    Od dup nie uciekniesz – każdy mężczyzna lubi rozmowy o zwieraczach spytaj Sztybora.

    O grouppie nic niestety nie mogę powiedzieć bo skończyć musiałoby się to na klasycznym „a dostałeś kiedyś pytą w pysk”

    A przecież tak się nie godzi, szczególnie gdy nadwrażliwość interlokutora potrafi zwieść go na emocjonalne manowce, uznam zatem że podobnie jak obrona korektorsko-publicystycznej Częstochowy ( którą szczerze podziwiam sam cierpiąc na wszelkie możliwie dys-funkcje co widać w ilości literówek) jest to przejaw najzwyklejszej intelektualnej obstrukcji, której padłeś Łukaszu ofiarą.

    Jak pisał Nitsche:
    Wybaczam, coś mi uczynił ale żeś sobie to uczynił – jakże mógłbym ci przebaczyć?

    I widzisz nawet wielki Fryderyk o zwieraczach pisał.

    aha – mam też komentarz do TREŚCI wpisu twego:
    Jeżeli Kołodziejczak sam to spisał to cóż to ŻENADA jest

  • Jezu, ale spinka. Panowie, więcej uśmiechu!

    Chciałem nawet głos poważny zabrać w dość istotnej sprawie poruszonej przez Łukasza w tej notce, ale już zwiało ten temat na straszne mielizny.

  • Godai z ręka na sercu nie. A co to za jedni?

  • karolkonw

    Szymon- jaka SPINKA?:|
    ja się zajebiście dobrze bawie!
    To lukasz tak to on! spina – ale nie moge powiedzieć co konkretnie spina:D

  • A ja z Karolem se już prawie wyjaśniłem. Ale naprawdę bez spinki, ja takie głupoty piszę na luzaku. Po prostu go nie rozumiem, zarówno jak pisze serio, jak też sobie żartuje.

    Możemy kontynuować…

  • Ja jestem wstrząśnięty tym, że Karol uznaje jedzenie żelek za coś niemęskiego.

  • Rob!

    żelki są niemęskie?:|
    gdzie ja to napisałem?:|

  • Pawelk czyli Motyw drogi? Inne serwisy? Twórcy? Czytelnicy?

  • znikt: to taki żart, z pierwszych odcinków Wilqa.

  • aaa rozumiem. Nie czytałem tej serii więc zacząłem się trochę bać :-)

  • @PKP Ale ta lista rzeczywiście jest alfabetycznie…! Bajer :)

    Dla mnie to dość jasne że w czasopiśmie które normalnie nie zajmuje się komiksie pojawi się właśnie taka lista. A o wyższości Egmontu nie ma nawet co mówić.
    Zresztą, nie postrzegam polecanie swoich rzeczy jako coś złego. Jak coś wydałeś i nad tym pracowałeś i wiesz ze jest to dobre to wolisz to polecić niż co innego. Nie polecanie się to fałszywa skromność. Tak to już jest z promocją. I tak dobrze, że znalazły się tam jakiekolwiek inne publikacje.

  • zuza: ależ oczywiście, że w chwaleniu się i polecaniu nie ma nic złego, ale niech będzie dla każdego czytelnika w takiej sytuacji jasnym, że osoba która poleca jest wydawcą, a nie „publicystą”.

  • Konradzie, pod nazwiskiem Tomka Kołodziejczaka w piśmie Maleman widnieje oprócz „publicysty” „scenarzysta” i „wydawca komiksów”. Więc o co chodzi?

  • ale nie ma, że jest z Egmontu. Powinno być

  • Ano właśnie, mały szczegół i wszystko jest już jasne.

  • Polecam Jeju i wkrótce Karton polecam też.
    O nie!
    Teraz mi obsmarują dupę!

  • Takie polecanie to se gdzieś wsadź :]. To reklama jest. A reklam na Motywie niet!

  • Do Zuziako i Asu:

    To nie był artykuł – „szef Egmont poleca swoje komiksy”. Sprzedawano to jako obiektywny tekst dziennikarski, a założenia taki być nie może, jeśli opisuje je wydawca. Jeśli Wam to nie przeszkadza to – mówiąc bez ogródek – bardzo współczuję. Już wkrótce trudno będzie odróżnić PRowy slang o rzetelnej informacji. I dziwne jest dla mnie to, że to rozróżnienie nie ma dla Was żadnego znaczenia. Asu, tak na forum to możesz sobie polecać nawet pismo dla hodowców pszczół. Ale jeśli zaczniesz gdzieś w mediach recenzować własny magazyn, albo zrecenzuje go ktoś z ludzi w nim publikujących to już będzie żałosne. Niefajna jest również praktyka Zinola. Skoro magazyn wydawany jest przez Timofa – recenzje komiksów Timofa raczej nie powinny się w nim znaleźć. A przynajmniej, trudno uznać je za wiarygodne. Jakoś nie wyobrażam sobie, żebym gdziekolwiek miał recenzować komiksy Pawła Zycha, który jest moim kumplem. Bo to byłoby śmieszne.

    „Tak to już jest z promocją. I tak dobrze, że znalazły się tam jakiekolwiek inne publikacje” – piszesz Zuziako. Czy to był tekst sponsorowany? No chyba nie. Jeśli stawiasz znak równości między promocją a dziennikarstwem to w takim razie czytanie twoich tekstów może być ryzykowne, bo nigdy nie będę wiedział czy czytam artykuł czy robisz komuś PR.
    straszne

  • Sebastian: „Jeśli stawiasz znak równości między promocją a dziennikarstwem to w takim razie czytanie twoich tekstów może być ryzykowne, bo nigdy nie będę wiedział czy czytam artykuł czy robisz komuś PR.” – spokojnie, jeszcze tu czuwam :)

  • Sebastianie, dla mnie ten materiał nie był sprzedawany jako „obiektywny tekst dziennikarski”. Nie wiem, gdzie to wyczytałeś. To jest po prostu lista 20 ulubionych / ważnych komiksów ułożona przez jedną osobę – Tomasza Kołodziejczaka. I jak to w przypadku takich list – czy ułożyłbym ją ja, Timof, Ty, czy ktokolwiek inny – jest ona subiektywna. Odzwierciedla gusta i spojrzenie na to, czym jest komiks tylko jednej osoby. Takie listy to zabawa i nie przejmowałbym się tym przesadnie.

    I przyznam szczerze, że w takim piśmie wolę zobaczyć listę stworzoną przez Tomka Kołodziejczaka, niż gdyby to miała być lista ułożona przez kogoś z 80% piszących dzisiaj do gazet czy internetu o komiksie.

  • Dziwne rzeczy mi zarzucasz Sebastianie.
    Współczujesz mi? Dziwne. Ja nie widzę logiki w twoim toku myślowym, ale nie współczuję ci.

    Ja zdziwiłbym się, gdyby Tomasz Kołodziejczak nie wymienił wydawanych przez siebie komiksów. Miał wymienić te co lubi. Czyli wynikałoby, że te co wydaje to są gówno i kupa?
    A pisząc o Ziniolu strzelasz sobie samobója. Podążając tym tropem można uznać, że jak TVP produkuje film to nie powinna go reklamować, polecać i chwalić.
    Człowiek ma głowę by jej używać i kojarzyć fakty. Kto to jest Kołodziejczak? Kto wydaje Ziniola? Kto jest producentem?
    Jeśli kogoś to nie interesuje to jest zwykłym baranem, bądź ignorantem, którego nie powinno być szkoda, że w błąd jest wprowadzany. Ale czy oby na pewno?
    Czy Tomasz Kołodziejczak polecił złe komiksy?
    Czy zapytany, które komiksy lubi, Tomasz Kołodziejczak podać musi Gangi Radomia i Kwaziu, bo inaczej okaże się oszustem?
    Ja się dziwię, że podał jakiekolwiek inne komiksy, bo logiczne dla mnie jest, że wydawca powinien mieć wśród wydanych jak najwięcej komiksów, które lubi, kocha i szanuje. Jeśli tak nie jest, to ten wydawca jest właśnie chujem.

    Nie żal mi Ciebie Sebastianie. Zwyczajnie inaczej patrzymy na różne sprawy.

    ps: Szymon dobrze prawi

  • Nie rozumiesz Asu. Nie chodzi o to, JAKIE komiksy Tomasz Kołodziejczak poleca, ale w JAKI sposób zostało to przedstawione w czasopiśmie. Nie każdy ma obowiązek wiedzieć, kto jest czyim wydawcą, zwłaszcza w tak niszowej działce jaką są u nas komiksy, więc warto, aby czytelnik był o tym poinformowany. Dla przejrzystości sytuacji.

    TVP jak reklamuje film przez siebie wyprodukowany, to reklamuje go jako film produkcji TVP. W punkowym zinie Pasażer, wydawanym przez wydawnictwo o tej samej nazwie, ukazującym się w kilkukrotnie większym nakładzie niż Ziniol, znajdują się i recenzje płyt z Pasażera i ich reklamy. I wszystko jest czytelnie opisane i wiadomo, kto jest kim.

  • W Ziniolu od trzeciego numeru nie ma recenzji komiksów. Są na blogu Dominika Szcześniaka.

  • Maciej: masz na myśli blog kwartalnika kultury komiksowej „Ziniol” znajdujący się pod adresem Ziniol.pl?

  • Ziniol = Dominik Szcześniak

  • Do Asu i Szymona. Nawet jeśli to jest prywatna lista Tomasza Kołodziejczaka ( i nie mam nic do tego, że takowa powstała) to czytelnik POWINIEN wiedzieć, jakie wydawnictwo reprezentuje (bo MaleMan to nie pismo dla komiksiarz). tym bardziej, że jest tam kilka różnych wydawnictw. Uważam, że brak tego dopisku jest tam nieprzypadkowe.

  • Asu TVP nie tylko produkuje, promuje i chwali „recenzjami” swoje filmy. TVP także nagradza je na festiwalach, które współorganizuje:-) dobrym przykładem może tu być „Katyń”

  • znikt: owszem, jeszcze lepsze jest ITI, które filmy produkuje, promuje w TVN, a potem wyświetla w Multikinach. Wszystko w zamkniętym obiegu. Pionowymi monopolami na zachodzie już dawno zajęła się Unia i odpowiednio to reguluje, u nas jeszcze jakoś na to nie wpadli.

  • Znikt: I jest to paskudne. Gdybym w „Przekroju” robił ranking najlepszych polskich rysowników komiksów, to nie wrzuciłbym do niej Pawła Zycha – choć uważam, że jest w pierwszej piątce – dlatego, że robimy razem komiksy dla „Focus Historia”. Nawet jakby to miała być moja „prywatna lista”. Wiem, że środowisko komiksowe jest małe, wszyscy się znają itp. Ale mimo wszystko trzeba umieć wyznaczać subtelne granice. A że te granice bardzo często są przekraczane, nie uznawałbym tego za normę.

  • Wybacz Sebaf, ale według mnie w ostatnim zdaniu mylisz się. Bowiem przez to właśnie, że są często przekraczane, stanowią już normę, standard, który nie szokuje, nie niepokoi.

  • Gdyby nie niepokoił, to byśmy o tym teraz nie rozmawiali

  • Ano właśnie. Mnie niepokoi.

  • oj tam, wyjątki z Was, chlubne, dające nadzieję, ale wyjątki.

  • To ja mam takie pytanie – zakładając hipotetycznie, że każdy z czytelników Malemana przejrzy tę komiksową listę (tak wiem, to bardzo optymistyczne założenie), to ile procent z nich zwróci uwagę, że są tam pozycje z różnych wydawnictw?

    Ludzie przecież nie wiedzą, kto jaki film do kin wprowadził. To, że przy nazwisku Kołodziejczaka nie widnieje nazwa wydawnictwa nie ma żadnego znaczenia. Środowisko i tak wie, a reszta ma w dupie.

    Dla mnie – jakby nie było konkurencyjnego wydawcy – nie doszło do żadnego przekroczenia granicy. Częściej tę granicę rzetelności i wiarygodności przekraczają „recenzenci” komiksowi. I to dla mnie jest dużo poważniejszy problem. Bo jakoś tak się zrobiło, że podobnie jak na filmie i piłce nożnej na komiksie znają się już wszyscy.

  • @Sebaf
    „Jeśli stawiasz znak równości między promocją a dziennikarstwem to w takim razie czytanie twoich tekstów może być ryzykowne, bo nigdy nie będę wiedział czy czytam artykuł czy robisz komuś PR.
    straszne”

    Nie wiem gdzie doczytałeś się tam znaku równości, nie będę dociekać, ale wyznam że nie uważam się za dziennikarza. Pisze o tym co mnie aktualnie interesuje bądź intryguje, i zupełnie szczerze, jeśli coś mi się bardzo podoba, to specjalnie napisze więcej, żeby to jeszcze promować, bo przecież uważam to za coś porządnego. Masz ci ten PR… Podejrzewam też że Kołodziejczak również myśli podobnie- poleca swoje bo dobre. Zgadzam się z Holcmanem, czytelników Maleman najpewniej w ogóle nie obchodzi kto złożyl listę, bardzo prawdopodobne (uwaga!), że mało obchodzą tez ich same komiksy.

  • Całkowicie wracając do samego początku dyskusji.
    Wiem że komiks jest zajebiście popularny w tym kraju i stoja za nim wielkie pieniądze.
    (Tu przerwa bo otwieram whisky i odcinam ten koniuszek od cygara)

    Gdyby było inaczej ludzie ze środowiska nie pluliby na kogokolwiek, kto chce z komiksem wyjść gdzieś dalej.
    Dla mnie to bardzo klawe, że w takich czasopismach komuś chce się poświęcić miejsce nie na kolejną reklamę Hugo Bossa a na chociażby kryptoreklamę komiksów.
    JA TEGO CHCĘ!
    Lubię Łukasza, ale tym artykułem nasikał do wciąż zbyt małej piaskownicy naszej komiksowej.

  • No, jeszcze kilka takich artykułów, MFKiG i już nic nie zostanie z komiksu w Polsce. Tylko ziny.

  • Asu. Co za różnica, czy komiks jest niszowy, czy nie. Czy jest dochodowy, czy nie. Mam prawo (i każdy ma) zadawać pytania o standardy.

    Asu drogi. Zauważ, że nikt tutaj nie mówi, że artykuł o komiksach w takim czasopiśmie, to coś złego. Mój tekst dotyczył jedynie jego standardów.
    Coś Ci się pomieszało. Cieszę się, że artykuły o komiksach publikuje prasa taka i owaka. Tutaj zadawałem jedynie pytania, pozostawiałem kwestię do rozważenia.

    Asu. Podążając Twoim tropem myślenia, nie powinniśmy np. pisać o tym, że ktoś dał dupy, bo komiks jest niepopularny, tak? Lepiej poczekać, aż będzie popularny. Dopiero wtedy można bez skrępowania pisać zarówno pozytywnie jak i negatywnie, nie będąc posądzonym o „plucie” i „sikanie do piaskownicy”. Asu, weź się zastanów co Ty piszesz, bo na razie to jedynie demagogia o whiskey.

    I bądź uprzejmy napisać mi, o co Ci chodzi z tym pluciem. Kto pluje, gdzie i kiedy. Co uważasz za plucie? Jak według Ciebie powinny wyglądać artykuły o komiksach. Proszę o konkrety i generalnie konstruktywną odpowiedź.

  • chuja tam będę pisał :)

  • ooo widzę, że Pan się ładnie przedstawił przed nami tutaj w tej chwili czytelnikom, przed milionami czytelników.

  • albo:

    problem tkwi, rozumiem w tym, że nie zostało podpisane, że Tomasz Kołodziejczak to wydawca komiksów.
    Wydawnictwa Egmont. Ewentualnie pożądane byłoby zaznaczenie czerwonym kolorem komiksów, które to właśnie są tego wydawnictwa.

    Wokół tego jest Twój tekst.

    A ja
    nie widzę w tym problemu.
    Osobiście uważam, że wcale nie trzeba było w tym artykule zaznaczać, że Tomasz Kołodziejczak jest wydawcą tego a tego z tej listy.

    Widziałem ten artykuł na długo zanim pojawił się ten tekst na motywie. Nie poczułem by czegoś brakowało.
    Bo kwestia w tym, że mamy inne podejście do tematu. Ja się nie pocę o byle co. A za byle co uważam brak podpisania, że Kołodziejczak to wydawca.
    Wynikiem czego uważam tekst na motywie za czepialstwo.

    Ale to moja subiektywna opinia na ten temat.

    Każdy może mieć inną. Jak też każdy może mieć inną listę ulubionych komiksów. :)

    ŁuKaszub

  • hmm
    a ja miałem zdanie przeciwne ale je zmieniłem i to w dodatku pod wpływem SebastianaF

    z tym całym polecaniem to syf jakis
    bo jak pisze SebastianF nie poleci nigdy rysownika Zycha bo „moj(jego) ci on”

    i to jest wielka porażka jeśli on twój jesli dobry to co wstyd go polecic?

    tosz to bezsenssss
    w dodatku bezzzzzsenssss szkodliwy o czym najlepiej świadczy przykład Trusta
    o którym można powiedzieć wiele ale akcja promowania przez niego komiksiarzy wszędzie i zawsze zrobiła dobrze ( przede wszystkim tym rysownikom)ale też i komiksom
    i szczerze mówiąc kładę na to lache ze to koledzy jego

    Zdarzyło mi się komiksowo/growo pracowac z kilkoma i jak ktoś spyta to odpowiem że każdy z nich jest zajebisty

    i pytanie czy będę wtedy ciulem złym nierzetelnym?

    sorry za nieskładnosć wypowiedzi – pilzner U x4

  • karol,chyba mnie nie zrozumiałes. Ale 4 pilsnery swoje robia

  • a ja tylko powiem jedno: od samego autora tekstu po wszystkich wypowiadających się moralistów o podwójnej moralności kalego, którzy jakimś dziwnym trafem prawią morały w tym temacie: nie mierzcie ludzi swoją marną miarką!
    i spójrzcie na to co sami robicie zanim zaczniecie…

  • Hej, timof! Pozdrawiamy Demona Żółciowego!

  • To kto tutaj ma tą moralność Kalego Timof? No powiedz. Bo jak na razie, to trzy osoby prawią tutaj morały: Sebastian, Łukasz i ja. No to co mamy na sumieniu?

  • Nie wiem, czy mówienie o tym, że czytelnik ma prawo wiedzieć kto, jest kim czytając tekst (a założę sie, że 90% czytelników MaleMana nie ma pojęcia o komiksach) jest niepotrzebne. Z resztą, jak znam życie i obyczaje w tego typu redakcjach, to być może o brak tej informacji „zadbała” redakcja „Malemena” właśnie.

  • No to ja mam kolejne pytanie (wszystkie mojej poprzednie posty są podejrzanie ignorowane) – czy jeśli stawiamy hipotezę, że to redakcja „Malemana” „zadbała” o brak takiej istotnej informacji, to czy możemy winić za to Tomka Kołodziejczaka?

  • Po pierwsze – polecanie komiksów przez wydawcę jest co najmniej średnie. Ale jeśli już (przyjmując twoje założenie, że jest to prywatna lista) – istotna jest pełna informacja, kto jest kto. Stawiam taką hipotezę, bo zdarzały mi się sytuacje, kiedy wysyłałem tekst do jakiejś redakcji (nie był to „Przekrój” na szczęście) i były one tak zmienianie, że potem mogłem się tylko za nie wstydzić. Np, w recenzji „Incala” redaktor zamienił mi Moebiusa z „klasyka science-fiction” na „klasyka fantasy”. Ostatnio pewna redakcja wycięła źródło cytatu – (a źródłem był Kazet) – i w tym momencie wychodzisz na głupka i złodzieja. Ale sprawę z listą w Malemanie można załatwić jednym mailem do Tomka Kołodziejczaka. I poproszę go o wypowiedź w tej sprawie.

  • A dlaczego jest średnie? I czy bardziej średnie niż polecanie komiksów przez np. niekompetentnego dziennikarza?

    Fajnie, że poprosisz Kołodziejczaka o wypowiedź, to powinien był zrobić Łukasz przed napisaniem tej notki.

    Ale czy to wyjaśni wszystkie wątpliwości?

  • Szymonie, powinienem, gdybym chciał tę sprawę wyjaśnić. Ja jej nie wyjaśniam – lecz stawiam pytania, nie wyjaśniam, bo artykuł w „Malemenie” miał być jedynie punktem zaczepienia do dyskusji, która własnie się toczy. Stawiam jedynie pytania.

    Gdybym tutaj kogoś oskarżał, to masz rację – powinienem się skontaktować.

  • „Szymonie, powinienem, gdybym chciał tę sprawę wyjaśnić. Ja jej nie wyjaśniam – lecz stawiam pytania, nie wyjaśniam, bo artykuł w “Malemenie” miał być jedynie punktem zaczepienia do dyskusji, która własnie się toczy. Stawiam jedynie pytania.”

    Ja pamiętam, że Lepper kiedyś też tylko stawiał pytania :) (ale to zupełnie poza dyskusją, nie mam stanowiska, ja w ogóle staram się nie miewać poglądów w sprawach komiksowych)

  • Dużo pracy. Zaniedbałem temat, ale wracam do niego. Wklejam tutaj wypowiedź Tomasza Kołodziejczaka, który odpisał na mojego maila. Publikuję to za jego zgodą:

    > Jako dziennikarz zajmuje sie pisaniem i omawianiem ksiazek (fantastyka) i
    komiksów od cwierci wieku, mniej wiecej. Od dziesieciu lat jestem wydawca
    komiksów, ale tez w mediach bardzo czesto wypowiadam sie na ich temat –
    dziennikarze traktuja mnie po prostu jako specjaliste, znawce zagadnienia.
    >
    > Dylemat poruszony w Pana tekscie nie jest dla mnie niczym nowym. Od zawsze
    znajdowalem sie w sytuacji, w które pisalem o ksiazkach/komiksach, których
    wiekszosc byla pisana/wydawana przez moich blizszych lub dalszych znajomych.
    Srodowisko wydawców, pisarzy, krytyków, dzialaczy fandomu literatury
    fantastycznej (komiksu tez) jest w Polsce na tyle nieduze, ze prawie wszyscy sie
    znamy, kolegujemy, czasem przyjaznimy.
    >
    > Dlatego od dawna stosuje prosta zasade – mówie tylko o tych utworach,
    które lubie, a w recenzjach (w przypadku wyboru do Malemena – krótkich
    notkach) staram sie objasnic – dlaczego uwazam je fajne. Na omawianie rzeczy slabych
    (lub takich, które nie sprawily mi frajdy) szkoda mi czasu i energii,
    przyjmuje tez do wiadomosci, ze mogly po prostu nie trafic w mój gust.
    >
    > Malemen dysponowal kompletem informacji na mój temat oraz informacja, co
    do tego, które zaproponowane komiksy zostaly wydane przez jakie wydawnictwo.
    Redakcja uznala najwyrazniej, ze podaje dane wystarczajace.
    > Ja tez tak uwazam. Zaproponowany zestaw komiksów zawiera bodajze 11
    pozycji Egmontu. Za malo, szczerze mówiac :-), bo rynkowy udzial naszej firmy
    oceniam na 60-65%, a udzial w publikowaniu najwazniejszych dziel historii
    komiksu – na jeszcze wiekszy. Ale poniewaz zamówiono u mnie tekst jako u
    specjalisty od medium komiksu, przy selekcji tytulów próba oddania sprawiedliwosci
    rynkowi byla jednym z czynników selekcji (dlatego na przyklad wybralem komiks
    300 Millera, a nie Sin City – klasa obu dziel podobna, a brakowalo mi tytulu
    wydawnictwa Taurus).
    >
    > Czynników tych bylo znacznie wiecej, a ulozenie sensownej listy 20
    tytulów to moim zdaniem naprawde niezla ekwilibrystyka i lamiglówka do
    rozwiazania. Polecam takie cwiczenie kazdemu. Jasne jest tez dla mnie, ze kazdy znawca
    gatunku spreparuje liste nieco odmienna niz inni. Uwazam, ze zaproponowane
    przeze mnie zestawienie jest dobre, pokazuje gatunek przekrojowo, w notkach
    wskazane sa inne wazne dziela. Z samych notek tez jestem bardzo zadowolony :-).
    >
    >
    > Na koniec zalaczam pierwsza wersje wstepu do tekstu, która ostatecznie
    nie poszla, zastapiona innymi informacjami (równiez przygotowanymi przeze
    mnie). Redakcja Malemena, jak kazda redakcja, najlepiej zna swoich czytelników i
    wie, jaki lead najbardziej zacheci ich do lektury.
    > ===
    > Dwadziescia komiksów, które kazdy powinie miec na pólce!
    > Jak je wybrac z dziesiatków tysiecy narysowanych historii, opublikowanych
    na calym swiecie? Które serie przypomniec, a które pominac? Jakie
    konkretne tytuly wybrac z dokonan mistrzów gatunku? Czy sugerowac sie liczba
    zdobytych nagród, sukcesem komercyjnym, wkladem w rozwój medium, czy moze pozycja,
    jaka dane dzielo zajmuje w podrecznikach?
    > Zadanie dla selekcjonera-kamikadze.
    > Ostatecznie, zdecydowalem sie wybrac pozycje reprezentujace rózne style
    graficzne (karykaturalny, realistyczny, malarski itp.), typy opowiesci
    (obyczajowa, science fiction historyczna, humorystyczna itp.), rózne komiksowe
    kultury (Europa, USA, Japonia) i pokolenia twórców. Tytuly sa tak dobrane, aby
    ich autorzy sie nie powtarzali. Wszystkie ukazaly sie w Polsce.
    > Oczywiscie, jak kazdy przeglad tego rodzaju, i na ten nalozyly sie
    subiektywne gusta autora. Jestem jednak pewien, ze pokazana 20-tka moze stanowic
    kanon kazdej biblioteki, dajac czytelnikowi wglad w to, czym jest i jaka jest
    wspólczesna swiatowa sztuka komiksu.
    > ===
    >
    > I juz zupelnie na koniec: uwazam ze nalezy popierac wszelkie media
    meinstreamowe, które pokazuja komiks, omawiaja wazne dziela gatunku, wspieraja
    fandom i artystów. Nawet jesli czasami materialy zawieraja jakies bledy czy
    niescislosci (czesty przypadek w przypadku tekstów pisanych przez dziennikarzy
    nie bedacych specjalistami) – komiksowi robi to dobrze.
    >
    >
    > Pozdrawiam
    > Tomasz Kolodziejczak

Dodaj komentarz