in animacja

Tekkonkinkreet

tekkontitle
Od mieszkańców mniejszych miast i wiosek bardzo często można usłyszeć niepochlebne opinie o wielkich miastach. Ludzie nazywają je „dziurami w ziemi” lub „betonowymi lasami”. Jest w tym może trochę prawdy, ale nikt nie zaprzeczy, że każda metropolia ma swój niepowtarzalny klimat, odzwierciedlający charakter jej i mieszkańców. Taką metropolią jest Treasure Town (miasto skarbów), miejsce akcji filmu „Tekkonkinkreet”, wciągające i kolorowe, ale również tajemnicze i niebezpieczne, rodzące najbardziej zawiłe osobowości.

Najbardziej skomplikowanymi postaciami „Tekkonkinkreet” są oczywiście główni bohaterowie – dwaj chłopcy o imionach Kuro i Shiro, czyli „Czarny” i „Biały”. Kuro jest starszy i silniejszy, agresywny i sprytny. Shiro natomiast to wcielenie łagodności, którego umysł zatrzymał się na etapie pięciolatka (przez co jego partner musi mu stale pomagać). Chłopcy tworzą zgrany duet i żyją w mieście jak „koty”. Biją się z Yakuzą oraz innymi postaciami, którzy śmią działać na ich terytorium. „To MOJE miasto” – powtarza często Kuro, ignorując ostrzeżenia o niebezpieczeństwie i przestrogach, jakoby Treasure Town nie mogło należeć do nikogo. Prawdziwe zagrożenie zdaje się być niewidoczne, ale widz wie, że czai się ono za miastem – w postaci wpływowego businessmana o imieniu Snake. Ten zamierza całkowicie zmienić Treasure Town, ku niezadowoleniu niektórych członków Yakuzy. Losy gangsterów, chłopców, policjantów, a także samego miasta, tworzą wspólną całość, przeplatając się szaleństwem, zdradą i dziecięcymi marzeniami.
tekkon2
Film świetnie pokazuje relacje pomiędzy Kuro i Shiro, ich wzajemną zależność, ale i oddanie. Fabuła stawia przed nimi wiele wyzwań oraz pytań – który z nich tak naprawdę bardziej potrzebuje drugiego? Czy pozostanie razem to najlepsze rozwiązanie? Co więcej, na te pytania i widz, i chłopcy dostają jasną odpowiedź – nie są to tylko myśli rzucone w przestrzeń. Pozostali bohaterowie, choć już nie tak ważni, również mają swoje problemy – gangster Kimura rozdarty jest pomiędzy nowoczesnymi metodami Snake’a a staroświeckim życiem Yakuzy, a jego starszy przyjaciel Suzuki (znany także jako Szczur), nie może pogodzić się ze zmianami zachodzącymi w mieście. W tym samym czasie dwóch policjantów stara się pomóc chłopcom na swój sposób. We wszystkich tych zawiłościach i związkach kryje się jeszcze jedna postać – tajemniczy Minotaur, najsilniejszy wojownik, rzekomo trzymający władze nad miastem.

„Tekkonkinkreet” to film
, który fabularnie ciekawi, wizualnie zachwyca, a muzycznie uspokaja. Treasure Town jest miejscem niezwykłym, pełnych świecących kamyków, mieniących się ozdób, ciemnych zaułków i przepełnionych straganów, które w tłach żyją własnym życiem, są bowiem niezwykle dopracowane pod względem graficznym. Seans można zatrzymać w dowolnym momencie, tylko po to, by spojrzeć się na drugi plan oraz podziwiać detale ulic i schodów. Postacie są dużo prostsze, ale również wystylizowane. Mają ostre rysy i raczej płaskie twarze, wyglądają bardzo „kreskówkowo” dzięki czemu pasują do dziwnego i kolorowego miasta. Choreografia walk również stoi na wysokim poziomie – potyczki są dynamiczne i brutalne. Za muzykę odpowiada brytyjski duet Plaid. Utwory dwóch panów jednym przypadają do gustu, inni zaś uznają je za rozlazłe i nazbyt spokojne. „Rozlazłość” i spokój to zresztą zarzuty, które wiele osób stawia samemu filmowi. Choć fabuła zdaje się zapowiadać dużo akcji, pełno w niej rozmów egzystencjalnych i gapienia się w przestrzeń – ma to swój urok, ale u niektórych takie fragmenty wywołują tylko irytację.
tekkon3
O ile polskie wydanie „Tekkonkinkreet” przypomina amerykańskie – a zakładam że tak jest – to na płycie znajdują się również wspaniałe dodatki pokazujące batalię, jaką stoczyć musiał Michael Arias (reżyser) oraz cała ekipa studia 4°C. Film można kupić jako DVD lub Blu-Ray.

Skomentuj

Comment

16 Comments

  1. Wizja plastyczna kojarzy się z Papriką i innymi filmami Satoshiego Kona. Dla mnie wystarczający powód, aby sprawdzić to anime :]

  2. Ani słowa o komiksie, którego ta manga jest adaptacją? Szkoda, bo to absolutnie wyjątkowa manga.

  3. No wlasnie ktos by mogl to w polsce wydac :P

    a animka miszcz ogladalem juz chyba jakis miliard razy a co chwile ogladam poszczegolne sceny

  4. Tfu, tfu, tfu!
    Nie manga jest adaptacją tylko „którego ta anime jest adaptacją”.

    Sorry!

  5. Bardzo dobre anime. Jeśli czegoś nie pochrzanię – twórców Animatrixa.
    Szybkie, dynamiczne, graficznie – miód. A sama historia również w miarę. Suma summarum – warto obejrzeć.
    A z podobnych (graficzny odjazdów) można polecić Asian Kung Fu Love. Zuziako, masz w planach zrecenzowanie owegoż ;)?

  6. Sprostowanie: Anime nazywa się Amazing Nuts!, a Asian Kung Fu Love to utwór przewodni. Sorry. My fault :(.

  7. Anime nie widziałam, ale manga, że się tak wyrażę, miażdży cyce :)

  8. Ja mangi nie czytałam, może kiedyś przeczytam… nie liczyłabym jednak na wydanie jej w Polsce…

    W planach miałam inne anime do zrecenzowania, autorstwa wspomnianego w komentarzach Satoshi Kon’a :), raczej staram się wybierać to co da się w Polsce dostać. Ale zobaczymy :)

    @Marceli Szpak
    Film jest na tyle graficznie odjechany, że nie opłaca się go oglądać na veoh.

  9. „tekkonkinkreet” jest wizualnie fantastyczny, ale niestety fabuła w pewnym momencie skręca na tory, których w anime nie potrafię zdzierżyć.

  10. @Zuziako: nie powiem teraz kto, ale ktoś tę mangę na Polskę zapowiadał kilka miesięcy temu. Czytałem to w odcinkach w PULP, mocno daje po garach.

    Cholera, aż zaraz poszukam, kto to zapowiadał.

  11. A nie było to czasem JPF? Dali nawet sondę na ten temat: „co wolicie? Harukana Machi-e czy Tekkonkinkreet?” Mieli to ponoć wydać w postaci jednego potężnego tomu.

  12. Ja tylko wiem ze „bleach” i „ouran high school host club” zostanie wydany (tekst o bleachu juz niedługo), o tekkonkinkreecie nic nie słyszałam. Wiem tez ze Waneko coś tam szykuje, ale co to będzie to nie wiem.

  13. Bardzo fajne, obejrzałem zaraz po przeczytaniu. Graficznie, to to jest coś fantastycznego. Muzyka też super.

  14. @hakuPL: właśnie nie pamiętam. A jednotomowe wydanie byłoby czymś mocno zacnym.