Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

G.I. Joe: Czas Kobry


film · komentarzy 29

GIJoe
Bardzo łatwo jest pogrążyć dzieło artystyczne, przyczepiając mu niesprawiedliwą łatkę. Przez wielu krytyków obraz Stephana Sommersa został szybko i bezrefleksyjnie zaklasyfikowany jako głupi popkorniak dla gimnazjalistów, zanim jeszcze skończyli oglądać pierwszy zwiastun filmu. Prawda jednak często bywa inna. Jak bardzo, przekonajcie się w dalszej części tekstu.

„G.I. Joe: Czas Kobry” jest przejmującym melodramatem opowiadającym o ludziach będących niewolnikami własnej przeszłości i wspomnień. Ludziach, którzy cierpią, starających się wyzwolić z oczekiwań, jakie pokłada w nich społeczeństwo i rodzina. Główny bohater filmu, McCullen, jest handlarzem bronią szkockiego pochodzenia owładniętym żądzą wypełnienia rodzinnej tradycji – jego prapraprapradziad zarabiał na dostarczaniu zwaśnionym stronom narzędzi mordu, więc czymże innym on miałby się zajmować? Chcąc sprostać legendzie przodka, obmyśla plan, aby przejąć władzę nad światem. Bo któż inny lepiej zarobi na wojnie, niż ten, kto ją kontroluje? Ta obsesja przytłumia niemalże wszystkie uczucia McCullena, poza jednym – miłością. Tylko czy człowiek tak mocno patrzący w przeszłość, może kochać?

Działalność McCullena ma bezpośrednie przełożenie na losy innych bohaterów. Ana, młoda wrażliwa kobieta, nie może pogodzić się ze śmiercią swojego brata, Rexa. Owładnięta żalem, porzucona przez trawionego wyrzutami sumienia Duke’a, przystaje do organizacji terrorystycznej Cobra i staje się Baroness, bezwzględną zabójczynią. Aby uciec od wspomnień, zostawia za sobą wszystko: kraj, narzeczonego, nawet kolor włosów. Sam Duke również ma problemy ze swoją przeszłością. Mimo że minęły cztery lata, on nadal obwinia się za śmierć Rexa i za to, że nie mógł spojrzeć Anie w oczy. Ucieczki szuka w wojsku i w długich jazdach na motorze podczas ulewy. Pomimo dobrze znanej oczyszczającej mocy deszczu, jemu nie udaje się w pełni pogodzić ze wspomnieniami i przeszłością – zwłaszcza, że ta dopada go w najmniej spodziewanym momencie – podczas misji wojskowej w Kirgistanie. Jednakże ile potrzeba czasu, aby zabić prawdziwą miłość?

GIJoe

Więźniami przeszłości są również Snake Eyes i Storm Shadow, postacie o tyle tragiczne, że niczym orzeł i reszka stanowią dwie strony tego samego Jin-Jang. Są dwoma mistrzami miecza rywalizującymi ze sobą już od dzieciństwa, kiedy to pobierali nauki w jednym dojo. Tamże, z powodu wybujałych dziecięcych ambicji, Storm Shadow zabił wspólnego mistrza. Opanowany żalem Snake Eyes składa śluby milczenia i wyobcowany kroczy przez życie, nie chcąc nikomu pokazać swojej prawdziwej twarzy. Cierpi jednak również Storm Shadow, którego wyrzutów sumienia nie potrafiło stłumić ani wstąpienie w szeregi Cobry, ani kolekcja białych garniturów.

Jest wreszcie, chyba najważniejsza dla całego filmu, postać Doctora, skrywającego mroczną tajemnicę geniusza złej nauki. Wymyślone przez niego serum psychotyczne jest niczym innym niż doskonałą metaforą ograniczających nas więzów przeszłości – więzów, z których nasi bohaterowie muszą się wyzwolić, aby wreszcie zaznać szczęścia. Komu się to uda, musicie jednak przekonać się już sami, w kinie. Choć tak naprawdę, ten film najlepiej obejrzeć w domowym zaciszu razem z ukochaną lub ukochanym. Dokoła świece, nastrojowe światło, a Wy, siedząc pod kocem, możecie chłonąć piękno tej historii, wzruszać, płakać i śmiać się razem z bohaterami. Koniec końców – co lepiej może opowiedzieć o walce z przeszłością jak nie film o naszych zabawkach z dzieciństwa?

Całe szczęście, że w zalewie komercyjnej papki w rodzaju „Transformers”, „Transformers 2: Zemsta Upadłych” oraz nadchodzących „Transformers 3”, można odnaleźć filmy, które nie boją się mówić o rzeczach ważnych i uniwersalnych. Wychodzić pod prąd i pokazywać „kino akcji z ludzką twarzą”. Bez dwóch zdań „G.I. Joe” jest mocnym kandydatem do Oscara. W jakiejkolwiek kategorii.

film

komentarzy 29

  • szczerze się wzruszyłam.

  • jeżeli to jest żart to kiepski, bo przecież to wszystko o cyzm piszesz to prawda najprawdziwsza

  • wspaniale ujęte. dziękuję, Konradzie.

  • Cheshire Cat

    @ KMH
    Zasiałeś niepokój w moim sercu.

  • Zastanawiałem się długo czy iść, czy jednak nie iść i przekonałeś mnie jednak żeby zaczekać aż wyjdzie na DVD i w zimowy wieczór z dziewczyną obejrzeć. Dzięki Konrad. Naprawdę znakomita recenzja. Bardzo podobał mi się fragment o deszczu i motorach, bo sam często topie smutki w strugach deszczu (nie widać łez spływających po policzkach) i jeśli taka scena jest w filmie, to jestem przekonany ,że będę mógł się identyfikować z postacią Duke’a (34 wersje, skubany).

    Czy w filmie Snake Eyes ma swojego szarego wilka ? :-)

  • To właśnie jest najpiękniejsze w GIJoe, każdy z bohaterów ma tyle wersji, że bez trudu odnajdziemy taką, z którą możemy się identyfikować!

    Niestety, Wilka i ogólnie zwierząt brak. Mi najbardziej brakowało rysia. I tego marynarza z papugą.

  • Wziosle i wzruszające.
    Nie myślałeś może Konradzie, że mógłbyś zrobić coś dla własnego kraju i zająć się rekrutacją Nowych Bohaterów w szeregi Polskiej Armii?

  • Chyba z Armią mi niezbyt po drodze. Ale Godai podobno był i sobie chwali, więc może on będzie zainteresowany.

  • pogubiłam się.
    no, ale jakoś nie miałam dylematów iśc-nie iśc, więc przynajmniej w moim sercu recenzja nie zasiewa niepokoju.

  • Phi nie oglądasz wiadomości? Armia tonie w długach i ma teraz nadmiar bohaterów

  • Oj, nie wiem, czy teraz ktoś jeszcze się odważy napisać recenzję tego arcydzieła X Muzy. Nie każdy weźmie po Bekwarku lutniej…

  • JAPONfan

    uwielbiam ogladac jak ktos pieprzy, stąd moja słabośc do pornosów. I arykułów KMH.
    AFAIK Snake Eyes nie pokazuje twarzy bo ona nie jest ludzka.

    I tak, chcę zeby Baronowa została moją dominą.

  • Cheshire Cat

    „nie jest ludzka”
    A niby jaka? Węża?
    Pewnie myślałeś o Reptile’u z Mortal Kombat? Też nindża a twarz ni jak nie ludzka.

    Nie wiem czy film się mi spodoba. Nie ma mojej ulubionej postaci: Jinx :D

  • JAPONfan

    Jak kiedyś G.I. Joe wychodziło u nas w postaci komiksów to był taki odcinek w którym metoda przesłuchania było to ze snake eyes pokazuje swoja twarz i facet od razu przerazony zaczynac spiewac.

  • Cheshire Cat

    Pewnie chodzi o to, że jest niesłychanie „przystojny” – przynajmniej na Wiki tak podają. Ktoś mu przefasonował buźkę, Cobra czy jakiś klan nindża, nie wiem bo tylko rzuciłem okiem.

  • W pełni się zgadzam. Rewelacyjne, przejmujące kino na miarę Altmanowskich wielowątkowych i wielopostaciowych arcydzieł.

  • Ja nie lubię już G.J. Joe, bo mam traumę z dzieciństwa. Były takie gumy G.I. Joe z nalepkami przedstawiającymi figurki. Do nalepek dostawało się specjalny dwustronicowy folderek, co by je tam wklejać. A jak się uzbierało komplet, to należało je wysłać na konkurs. Pamiętam, że wysłałem i w „nagrodę” dostałem… drugi pusty folderek do wklejania tych samych naklejek. Za Chiny nie pójdę do kina

  • Sebastian: to się ciesz, że chociaż folderek dostałeś! Ja nigdzie nie mogłem trafić go, więc bardzo podobne naklejki z gumy Xmen naklejałem na chusteczki higieniczne, bo się tak ładnie dzieliły na równe prostokąty.

  • folderek można było sobie wziąć tak po prostu od pani ze sklepu. leżało tego w cholerę. A ktoś pamięta gumy He-man? Smakowały okropnie, ale naklejki – pierwsza klasa.

  • Jedynym folderem jaki mi się udało w życiu dorwać, to ten na naklejki z pierwszej serii samochodowej serii Panini :(

  • To też musiałeś mieć traumę

  • Anoo, owszem.

  • ja zbierałem coś takiego: kliku klik i Toxic Crusaders. nazbierałem też 2 kompletne serie samochodzików z gumy turbo i dostałem za nie dwie koszulki. nie podałem rozmiaru, więc podesłali mi 2 XXL (uratowała mnie mama krawcowa). no i pamiętam jeszcze gumy z turtlesami, a wśrodku o dziwo, możnabyło trafić np: Bruca Lee, Commando, Rambo i inne fajne wynalazki.
    ja nie mam traumy. ja mam po prostu przez to zryty mózg dzisiaj.

    ach. no i miałem wiadro ludzików G.I. Joe. nie wiedzieć czemu każdy ludzik, choc kupiony w sklepie, miał każdą część ciała od innej postaci. głowa od innej, nogi od innej, tłów od innej,ręce od innej. no po tym to faktycznie mam traumę, bo do tej pory nie wiem jak kompletnie wyglądałiposzczególni bohaterowie.

  • zwiodłem się
    nie było robotów

  • Ja zbierałem do folderka naklejki z HE-Manem!

  • @Karmelek: O ja p***lę! Też to zbierałem! :D

  • A ja naklejki WWF. KRL ma racje, naklejki musiały ukształtować naszą postawę na całe życie.

  • @CHC
    Nie naklejki tylko toksyczne chemikalia zawarte w gumach ^_^

  • Najsmaczniejsze chemikalia były w gumie Turbo.
    Na G.I.Joe nie odważyłem się w końcu pójść, ale niedawno wróciłem z Janosika. Było klimatycznie. Film powinien powalczyć nie tylko w rejonach, na których grasował zbójnik. Warto zobaczyć.

Dodaj komentarz