Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Planet Hulk


import · komentarzy 10

Planet Hulk
Autorem dzisiejszego wpisu jest Piotr Lipa, Slay, znany Wam być może ze swojego bloga – K.

Głównie na łamach „Incredible Hulk” vol. 3 #92-105 oraz w kilku zeszytach „Fantastycznej Czwórki” rozegrała się historia zielonej sałaty Marvela, znana czytelnikom lepiej jako „Planet Hulk”. Do lektury zasiadłem nastawiony na czystą demolkę, bo przyznam, że tylko z tym kojarzy mi się ta postać i w sumie dostałem to, czego oczekiwałem, a do tego mały dodatek…

Hulk, gdy dostanie szału, staje się nieobliczalną istotą, która niszczy cokolwiek, co napotka na swej drodze. Niestety cierpią na tym wszyscy: przypadkowi ludzie, miasta a nawet superbohaterowie, którzy dostaję lanie. Jak można się domyślić taka sytuacja nie mogła trwać długo i „wielcy tego świata” pod postacią Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki, profesora Xaviera, Doktora Strange’a i króla Inhumans – Black Bolta postanawiają wysłać Hulka w kosmos. Nadarza się ku temu świetna okazja, ponieważ wielka sałata, na prośbę szefa organizacji S.H.I.E.L.D., udał się na orbitę okołoziemską. Ma zniszczyć satelitę z niewyobrażalnie potężną bronią, którą zawładnęła sztuczna inteligencja – a z „Terminatora” wiemy czym to się kończy. Po wykonaniu zadania po naszego bohatera przylatuje kawaleria dzielnych amerykańskich żołnierzy, którzy zamiast sprowadzić go z powrotem na Ziemię, wysyłają go w kosmiczny portal prowadzący na specjalnie wybraną, niezamieszkaną nową ojczyznę Hulka. A on sam w międzyczasie zdążył już się mocno zdenerwować! Jak to zawsze bywa, coś idzie nie tak i zielony gigant trafia na planetę Sakaar.

W tym miejscu zaczyna się właściwa opowieść, która jest marvelowską wersją takich filmów jak „Spartakus” lub „Gladiator” oraz amerykańskiego snu: „Od pucybuta do milionera”. Hulk trafia na planetę zamieszkaną przez inteligentne rasy, tworzące cywilizację, o określonym ustroju i podziale na klasy społeczne. Na samym początku nasza sałata zostaje pojmana, uznana za niewolnika panującego władcy i z racji swoich zdolności zmuszona do walk na arenie jako gladiator. Hulkowi to nie w smak – staje się coraz bardziej wściekły, robi się coraz bardziej silny – w konsekwencji czego wygrywa wszystkie walki i zostaje bohaterem. Następnie dokonuje przewrotu, zakochuje się (!), zwycięża niezliczone ilości przeciwników i kilka innych rzeczy. Na swej drodze spotyka również Silver Surfera i to według mnie jest świetny wątek, który sam w sobie wart jest poznania. Tak przedstawia się historia, jednak to nie ona podobała mi się w niej najbardziej. Najciekawszy jest sposób przedstawienia głównego bohatera. Fakt, to dalej jest nieobliczalny potwór, który niszczy wszystko na swej drodze. Jednak na planecie gdzie wszyscy są potworami, gdzie za przyjaciół ma „równych” sobie zaczyna współpracować, pomagać innym, troszczyć się o współtowarzyszy, a nawet kochać.

Planet Hulk

Od strony graficznej komiks prezentuje się w porządku, choć jakoś niespecjalnie. Niech świadczy o tym, że nie zapadła mi w pamięć kreska ani jednego rysownika, który maczał palce w tworzeniu tej opowieści. Najciekawiej prezentują się same okładki, tworzone przez artystę ukrywającym się pod pseudonimem Ladronn – fragment możecie zobaczyć powyżej, na grafice pochodzącej z numeru 102 – moim zdaniem najlepszej.

Greg Pak stworzył historię która zmieniła mój sposób patrzenia na postać Hulka. Choć „Planet Hulk” jest czysto rozrywkową opowieścią, z przewidywalnym zakończeniem, to czyta się to naprawdę przyjemnie i wywołuje zaciekawienie – co będzie dalej. Interesująco również został przedstawiony sam Hulk, który w momencie otrzymania zaszczytów na nowej planecie bardzo długo ich odmawia, ponieważ czuje że jest potworem i nic dobrego z tego nie wyjdzie. Już nie jest przedstawiony jako bezmyślna maszyna do demolki, lecz jako prawdziwy bohater, do którego świetnie pasuje sławne komiksowe motto: „Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”.

komentarzy 10

  • Jeden z niewielu komiksów z Hulkiem, które mi się podobały, trochę takie oldschoolowe Conanowe fantasy.
    (Ale Word War Hulk było już tragiczne)

  • Mi się WWH podobało, trochę byłem pod wpływem Planet Hulk jeszcze, więc oczekiwałem od tej historii głównie Hulka bijącego wszystkich po twarzach.
    Mam wrażenie, że Hulk jest jeszcze jednym z tytułów, w których Marvel stosunkowo mało namieszał, tzn. nie trzeba znać wydarzeń z kilku innych, żeby zrozumieć o co biega.

    Zresztą ja w ogóle lubię Hulka.

  • Z nowości Hulkowych to na horyzoncie czai się „World War Hulks”, a Jeph Loeb zastanawia się nad wprowadzeniem do uniwersum kolejnego Hulka, tym razem o niebieskim kolorze skóry. Niedługo dojdzie do tego, że przygody Bannera i spółki będą równie kolorowe, co obecnie Green Lantern.

  • JAPONfan

    Nie chce byc złosliwy czy cuś. Ale czy Superman nie mial takiej samej przygody? Tej po ktorej dostal jako nemesis kolesia co wygladał jak Etrigan i wypalil sobie S na klacie? I Matrix się pojawiła też.

  • Japon: to ta przygoda, co wspominano o niej w „Superman: Aliens”?

  • JAPONfan

    Tak, ta. Z Draagą.

  • Pozycja z gatunku miłe ładne wtórne czytadło. Dla każdego inaczej: rozrywka bądź strata czasu.

  • Ladronn jest świetny. Znam go też z serii Elephantmen. Polecam.

Dodaj komentarz