Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ziniol #5


komiksy · komentarzy 20

Ziniol okładka
Patrząc na ilość opinii o „Ziniolu” na forach, blogach i serwisach, można odnieść wrażenie, że specjalnie dla jedynego magazynu komiksowego na rynku wskrzeszono Magazyn Artykułów Niechodliwych w Bydgoszczy, który – z rezultatami sobie właściwymi – zajmuje się dystrybucją periodyku. Czy piątym numerem „Ziniola” redakcja stara się jakoś wyjść z tego impasu objawiającego się trzystuegzemplarzowym nakładem, czy raczej konsekwentnie dąży do jeszcze większej niszowości, do której garstka czytelników zdążyła się już przyzwyczaić?

Myślę, że jednym z rozpoznawalnych znaków „Ziniola” jest jego osobista linia, odzwierciadlająca chociażby gust Dominika Szcześniaka i Kuby Jankowskiego. Nie jest to bynajmniej zarzut, raczej stwierdzenie faktu. Taki stan rzeczy ma swoje plusy i minusy – pismo ma swój charakter, którego brakuje obecnie wielu gazetom (lub czasopismom), dzięki temu „Ziniol” zyskuje na spójności, co jest niewątpliwie dużym pozytywem. Drugą stroną medalu jest to, że magazyn chyba nie do końca potrafi sprostać wymaganiom szerokiej publiczności, a osoby decydujące o jego kształcie za bardzo zawierzają swojemu gustowi, nie biorąc pod uwagę, że nie gwarantuje on popularności i niekoniecznie świadczy o jakości prezentowanego materiału.

Komiksy, które pojawiły się w ostatnim numerze „Ziniola”, są śnięte jak ryby w Zegrzu miesiąc temu. Brak tu historii błyskotliwych, poruszających lub zabawnych. W większości wieje nudą i słabymi gagami. Wydaje mi się, że Kuba Jankowski nie zauważa, że nie wszystko złoto co się portugalszczy, Dominik natomiast, że znane zagraniczne nazwiska wcale nie są gwarantem dobrej opowieści. Ale po kolei. „Listening, not Hearing” Nicka Abadzisa brak jest wymowy, która tak świetnie grała w „I want your body and soul” z poprzedniego numeru – tym razem Nick prezentuje komiks banalny, niezapadający w pamięć – jak na otwarcie numeru jest to rzecz wyjątkowo przeciętna. To samo zresztą można powiedzieć o „I jednego Fetzera” Mawila i – co należy zaznaczyć, bo scenarzysta został pominięty w paru miejscach – Jochena Schmidta. José Carlos Fernandes, autor „Najgorszej kapeli świata”, postanowił zrezygnować z inteligentnie prowadzonej opowieści przepełnionej nieoczywistym humorem i opowiedział czerstwy dowcip, jednocześnie zapominając o jego dopracowaniu graficznym. Jeszcze gorzej wypada „Smutny chłopiec” – jest to autotematyczna historia bohatera komiksu opowiadającego o byciu bohaterem komiksu, co jest, powiedzmy sobie szczerze, oklepane jak ryj dresiarza (porównanie za Dominikiem). Po kilku stronach już wiemy, do czego zmierza opowiadanie Mascarenhasa, lecz musimy przebrnąć przez pozbawione polotu szesnaście, które przypominają nam o marnowanych rokrocznie tonach drzew – w takich momentach dziękujemy „Ślepemu Bogu Idiocie” (opowiadaniu Fernandesa, przez które „Ziniol” nie trafił do Empików, podobno), że nakład kwartalnika wynosi 300 a nie 1000 egzemplarzy.

Ziniol

„Wirus” Sonii Oliveiry jest w sumie komiksem o niczym, który jest podany w sposób zaburzający naturalny tok czytania komiksów, a chyba najlepszym portugalskim shortem jest „Claudia” Abranchesa, który, mimo pewnej chaotyczności, jest dużo ciekawszy od poprzedników. Największym zawodem okazały się prace Patricio Betteo odgrzebanego jakiś czas temu z odmętów sieci przez Kolorowe Zeszyty. Jego grafiki prezentowane na blogach i deviantarcie wyglądają fenomenalnie, co jednak nie ma przełożenia na historie prezentowane w „Ziniolu”, wydrukowane zresztą w słabej jakości. Może Patricio nie udostępnił swoich lepszych historii? Nie wiem – wiem za to, że się rozczarowałem. Pozostałe komiksy nie przełamują złej passy: fajnie narysowany, ale byle jaki komiks Konstantego Komardina; „Wpadka” Szcześniaka i Pawlaka, która potwierdza, że ten drugi musi jeszcze sporo poćwiczyć nad rysunkami; lekko już nużący i – powtórzę to raz jeszcze – źle wyglądający w skali szarości świat „Morfium”; nietrafiający do mnie estetycznie Otoczak i komiks „Kurwy” Kumpniewskiego i braci Stefanców – świetnie narysowany ale zupełnie bezcelowy, zapadający w pamięć wyłącznie z powodu głupawej puenty. Dopiero „Fotostory” Szcześniaka i Trejnisa można uznać za komiks, jakich chciałoby się widzieć więcej w „Ziniolu”. W tym numerze jakby słabsze, z pospiesznymi, lekko niechlujnymi rysunkami i dość naiwnym zwrotem akcji, co nie zmienia faktu, że chociażby dzięki świetnym dialogom jest to wciąż najmocniejszy punkt programu. Gdyby natomiast przyznawać tytuł „gniot numeru” to do rywalizacji ze „Smutnym chłopcem” spokojnie mógłby stanąć „Tate” Piotrka Nowackiego. To takie jaszczowe „Na szybko spisane” tylko bez świeżości i humoru, które towarzyszyły komiksom Śledzia, za to z dużą dozą bezpuentowości. No i nie jestem również przekonany, czy kreska Piotrka w pełni pasuje do tego typu historii. Komiksową część piątego „Ziniola” zamyka przyjemna jednoplanszówka Wyrzykowskiego i Podolca, sprawiając, że ostatnie wrażenie nie jest tak złe, na jakie mogłoby się zapowiadać.

Rebelka
Jedna z prac Jakuba Rebelki ilustrująca wywiad w „Ziniolu”, aby zobaczyć całość, przejdź na blog Jakuba.

Publicystyka zaś reprezentuje dużo wyższy poziom od komiksów, jest jej jednak zauważalnie mniej niż w poprzednich numerach i stanowi nieco ponad 20% objętości „Ziniola”, z czego lwia część przypadła wywiadom. Dlatego możemy ubolewać nad małym zróżnicowaniem materiału i nadmiarem wywiadów w stosunku do opinii i tekstów przekrojowych, których poszukuję jako osoba interesująca się komiksem. Chociaż nie jestem wielkim entuzjastą wywiadów, uważam, że każdy zawarty w piątym „Ziniolu” warto przeczytać. Najlepsze to te z Rebelką i Milliganem, pozostałe mają drobne wady: ten z Hornschemeierem – jak zauważył repek – jest niespójny i odrobinę przekombinowany, natomiast w tym z Robem Millerem i Frankiem Quitely pada parę m.in. banalnych pytań i rozczulająca odpowiedź Roba Millera nt. problemów brytyjskich niezależnych twórców, którą z przyjemnością zacytuję:

Wydaje mi się, że trudno przekonać ludzi by docenili wartość komiksów. Tak jak w przypadku muzyki – skoro jest tak wiele komiksu dostępnego za darmo w sieci, to po co za niego płacić? Ostatnio zdecydowałem, że zacznę nazywać taki komiks „webkomiksem” albo „webstripami”, gdyż dla mnie komiks to rzeczywisty przedmiot, a nie strona w internecie.

Jak widać problemem niektórych brytyjskich twórców jest też pokrywa lodowa, która potrafi takiego twórcę zaskoczyć gdzieś w ciemnej uliczce Glasgow i więzić przez całą dekadę.

Ziniol

Teksty to przede wszystkim mainstream i chociaż wolałbym dostać jakiś felieton, więcej o komiksie polskim i europejskim, to te czytało mi się z przyjemnością. Najlepsze wrażenie robią „Dziwne komiksy Petera Milligana” i „Zielony facet z gadzim grzebieniem na głowie” – są to przekrojowe artykuły, dobrze napisane, idealne dla kogoś, kto wcześniej nie miał styczności z twórczością Milligana i Erika Larsena. Przy nich tekst o „Human Target” wygląda na skierowany do wąskiej grupy – autor próbuje w nim zawrzeć jak najwięcej szczegółowych informacji, przez co nie zwraca uwagi na to, jak je podaje. Standardowo mamy również tekst Dominika o amerykańskim undergroundzie – jak zawsze bogaty w informacje; przegląd zinów Macieja Pałki, potrzebny lecz trochę zbyt skrótowy – spokojnie mógłby być o stronę dłuższy po to, by Maciej mógł napisać więcej o najciekawszych komiksach w danym zinie; a na samym końcu tekst najbardziej odpowiadający mojemu gustowi – czyli przegląd rarytasów zza oceanu autorstwa Pawła Timofiejuka, który polecając jedne komiksy, jednocześnie odradza „Marzi” – napisane przystępnie, oprócz leadu.

Na koniec mała refleksja. Piąty „Ziniol” prezentuje komiksy, które odchodzą od najbardziej komiksowego sposobu podawania tekstu – w dymkach, za pomocą dialogu – na rzecz monologu, najczęściej z offu. Jest to też spowodowane stylistyką wybraną przez twórców – obierają kurs, mniej lub bardziej udanie, na komiksy refleksyjne, w których nie liczy się dialog i akcja – elementy poszukiwane przeze mnie w shortach. Jak umiejętnie poprowadzić historię bez offu pokazuje jedynie Szcześniak i Trejnis, tworzący duet, jakich mało na naszym rynku, szczególnie ostatnio. Im więcej komiksów operujących jednym typem narracji, tym gorzej, ponieważ wydaje mi się, że czytelnik szybciej nudzi się formą. Czego jeszcze zabrakło mi w „Ziniolu”? Chyba komiksu Jakuba Rebelki, choćby jednostronicowego, co jest dość oczywiste przy okładce jego autorstwa i wywiadzie z nim. Z pewnością podniosłoby to komiksowy poziom pisma, które mimo paru mocnych elementów wciąż dąży do coraz większej niszowości.

Ile numerów "Ziniola" masz na półce?

  • ani jednego (64%, głosów: 99)
  • komplet (15%, głosów: 24)
  • jeden (10%, głosów: 15)
  • dwa (5%, głosów: 7)
  • trzy (4%, głosów: 6)
  • cztery (2%, głosów: 4)

Głosujących: 155

Loading ... Loading ...

komentarzy 20

  • kliku klik

    Gniot numeru? Fajnie, zawsze to jakiś tytuł:)

  • Z puentą to wiadomo jak jest. Osobiście uważam, że zakończenie Twojego komiksu, które nie znalazło się w „Ziniolu”, było dużo lepsze i w ogóle pasujące do historii.

  • Też tak uważam. Moje zakończenie było takie…na szybko spisane. Bartek fajno wymyślił, szkoda, że nie poszło.

    Opinię o gniotowatości komiksu przyjmuję honorowo na klatę, ale nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jakiś rodzaj kreski nie pasuje do jakiegoś typu historii. Jendak Twoje „nie jestem również przekonany” odbieram raczej jako zadumę nad zagadnieniem, niż kategoryczne stwierdzenie.

  • Tak, to jest raczej zastanowienie się na zasadzie „czy jakby krecha nie była trochę inna, to lepiej by to grało”.

  • ZAPRASZAM DO WYPEŁNIENIA ANKIETY NT. „ZINIOLA”.

  • Póki co mam cztery numery. Piątego jeszcze nie kupiłem. Sam tekst bardzo ciekawy, szczególnie jako przeciwwaga do dosyć pozytywnego tekstu repka.

  • W końcu się doczekałem tego piątego pstryczka. Dzięki, Łukasz.
    Tak mnie zastanawia to „oklepane jak ryj dresiarza (porównanie za Dominikiem)”. Wybacz, no ale nie pamiętam niczego takiego.
    Co do ankiety – ja też mogę? To chyba byłoby bez sensu, ale mogę?

  • Pewnie, że możesz ;). W moim przypadku też niezbyt był sens, bo skoro sprzedałem pięć pstryczków, to logiczne, że mam komplet, ale dla pełnego obrazu zagłosowałem.

    A z tym porównaniem, to powiem szczerze, że nie potrafię teraz wskazać gdzie takie coś było, a większość „Zinioli” mam poza obecnym miejscem pobytu. Ale na 99% gdzieś to było i tak mi się kojarzy. Będę główkował i dam znać, jak sobie przypomnę, to sprostuję albo powiem co jak i gdzie. Ale jestem wręcz pewien ;).

  • ok, trzymam za słowo.

  • Też mi się wydaje, że to Luckowy tekst.
    No i też zagłosowałem że mam komplet.

  • ech, gust gustem, ale ja tylko proponuję portugalskości, żadnej nie forsuję, że ma być opublikowana. To, co ja bym chciał, żeby było, jest „dziwniejsze”, ale niestety poza zasięgiem, za wysokie progi na ziniolowe nogi.

    Smutyny Chłopiec #2 został zrobiony, podobnie jak #1, na zajęciach z tłumaczeń, jako ćwiczenie. Pokazałem, redakcja zdecydowała, że idzie, to i poszło. Nie uważam, że to cudo nad cudem, studenci też tak uznali ;-) a album zdobył nagrodę dla najlepszego fanzinu na festiwalu w Amadorze, chyba 4 lata temu, albo więcej nawet :-)

    no to ja też zagłosowałem.

  • O, też mam komplet. Tyle czytelników Motywu ma wszystkie pięć numerów? Łał.

    Wydawanie takiego magazynu na naszym rynku uważam za syzyfową pracę. Czwarty Ziniol zawiera wysokiej próby alternatywne komiksy, a piąty nie gorszy mejnstrim – dowcipny i lekki, dla mniej obytego czytelnika. Ale co z tego, gdy trzeba na zbiór szortów wydać tyle kasy. Człowiek woli poświęcić ją na pełnometrażowy album.

    Zresztą ciekaw jestem ile egzemplarzy kupili ludzie nie związani tak maniakalnie z komiksem, jak my?

    Przynajmniej dobrze się bawimy przy robieniu tego i mam nadzieję, że większość czytelników dobrze się bawi, czytając, a nie kupuję tylko z poczucia obowiązku – by nie padł jedyny magazyn komiksowy w Polsce.

  • Numer niezły. Chociaż mnie męczy dobór komiksów momentami, ale ja po prostu mało gustuję w alternatywie i nawet nie zbliżam się do np. Otoczaka.

    Ogólnie magazyn, dobrze, ż jest. Chociaż, (i, Danielu, z twojego ostatniego zdania jakoś też tak bardzo nieśmiało przebija) nasuwa się refleksja „lepszy taki niż żaden”… Albo się mylę.

  • Zresztą ciekaw jestem ile egzemplarzy kupili ludzie nie związani tak maniakalnie z komiksem, jak my?

    Zero?

  • Zero przecinek NIC.
    BADUM-PSZZZ!

  • Konsternacja!
    Na pytanie konradha czy „zero?”, miałem już przygotowaną odpowiedź, że nie zero, ale ubiegłeś mnie, pawelk, ze swoim „badum-pszzz!”.
    Czy mogę zapytać skąd masz takie informacje, na ile są wiarygodne i na czym, kurka, je opierasz?:D

  • Szczerze, to nawet znam jedną osobę, która komiksów nie tyka a Ziniola kupiła – to jedna ze studentów, którzy tłumaczyli „Smutnego Chłopca #1”.

  • Dominik: na przeczuciu, ale jeżeli jednak ktoś spoza komiksowego grajdoła kupił Ziniola, to bardzo fajnie.

  • @pawelk: koleżanka z radia jak mniemam.

Dodaj komentarz