Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Nieznośny ciężar barwy munduru


gry · komentarzy 50

Call of Juarez

Gdy w zeszłym tygodniu Paweł pisał na temat niebezpiecznych zabaw z infantylizacją nazistowskiej symboliki, jednym z głównych wątków dyskusji w komentarzach było to, czy w ogóle powinno się dawać graczom możliwość wcielania się w hitlerowskich żołnierzy. Niemalże w tym samym czasie, na drugim końcu internetu, wybuchł całkiem podobny spór, dla nas o tyle interesujący, że obok groźnego słowa „rasizm”, padł tytuł najnowszej gry wrocławskiego Techlandu – „Call of Juarez: Więzy krwi”.

Willie Jefferson, dziennikarz zajmujący się grami wideo w teksańskim Houston Chronicle wysunął w tytule swojego artykułu dość odważną tezę, jakoby rasizm miałby być „nową normą” w świecie gier. Pierwszym przykładem jest nadchodzące „Left for Dead 2”, którego akcja rozgrywać się będzie w okolicach Nowego Orleanu w trakcie klęski żywiołowej. Połączonej z atakiem zombie. Drugim, „Resident Evil 5”, gdzie jedziemy do Afryki walczyć z zombie. Trzecim, „Call of Juarez” właśnie, w którym nie strzelamy do zombie, ale główni bohaterowie są żołnierzami Konfederacji i jedna z misji rozgrywa się podczas Wojny Secesyjnej, gdzie przeciwnicy noszą niebieskie mundury.

Trochę trudno jest polemizować z zarzutem dotyczącym „Resident Evil 5” – został już przewałkowany przy okazji jego premiery i jeżeli ktoś nadal ma problemy z tym, że w grze toczącej się w centralnej Afryce strzela się do przemienionych w zombie i inne potwory czarnoskórych, to cóż, trudno chyba będzie mu pomóc. W „Left for Dead 2” część żywych trupów pewnie również będzie czarnych, ale wydaje się, że tutaj dziennikarzowi chodzi raczej o zbyt wczesne nawiązywanie do tragedii – a skoro w wyniku huraganu Katrina ucierpiało wielu afroamerykańskich mieszkańców Nowego Orleanu, to nowa gra Valve ma być obraźliwa dla ich rodzin, krewnych i innych Amerykanów o podobnym kolorze skóry. Zarzut, że na coś jest „jeszcze za wcześnie” jest podnoszony przy wielu innych tematach i zawsze jest tak samo chybiony, więc tutaj też trudno przyznać Jeffersonowi rację. Dochodzimy jednak do trzeciego, najbardziej nas interesującego, o „Call of Juarez”.

Jefferson pisze:

Nie mogę znieść konfederackiej flagi – za każdym razem, gdy ją widzę, muszę się powstrzymywać, aby jej nie spalić. Dla mnie, ta flaga reprezentuje nienawiść, obraża mnie i wielu innych do granic możliwości. Grać w grę, w której nie mam wyboru jak być po przegranej stronie, na dodatek tej, której nienawidzę, sprawia, że zaczynam się zastanawiać, ile czasu poświęcił Ubisoft na kwerendę do tej gry.

Byłoby dobrą rzeczą, aby dać graczom wybór – jasne, bądź żołnierzem Konferedacji albo Unii. Niedanie graczom tej możliwości zatruły dla mnie cały tytuł. A strzelanie do żołnierzy Unii sprawiło, że zatrzymałem grę i odszedłem od niej na parę minut. Jako przedstawiciel mniejszości, gdyby Południe wygrało, nie byłbym tu, gdzie teraz jestem. Oni chcieli utrzymać rzeczy takimi, jakie były – nie uwalniać ich darmowej siły roboczej, nie dawać mniejszościom praw wyborczych. Tak było aż do lat 60, gdy pod groźbą użycia siły, stare Południe zebrało się i pozwoliło czarnym głosować – sto lat po zakończeniu Wojny Secesyjnej.

Brzmi znajomo? Podejrzewam, że podobne opory mogłaby u nas wywołać gra, w której wcielalibyśmy się w żołnierza Wehrmachtu walczącego podczas Powstania Warszawskiego z oddziałami AK. Tylko że w przypadku „Call of Juarez” jest tak, że misja podczas wojny Secesyjnej to tylko epizod, na dodatek zakończony dezercją głównych bohaterów, a cała dalsza akcja toczy się na Dzikim Zachodzie i kręci dokoła poszukiwań legendarnego skarbu. A głównym złym jest były oficer wojsk Konfederacji. Dla czytelników komiksu w Polsce historia o zgorzkniałym, byłym żołnierzu Południa, który szuka swojego miejsca po zakończeniu wojny brzmi całkiem znajomo i jednoznacznie kojarzy się z „Loveless”. Skoro dotarł on nawet do nas, to nie wierzę, aby w Stanach nie było więcej tego typu historii – w filmie czy literaturze. Podejrzewam, że chodzi pewnie o to, że tym razem jest to w grze, która daje „fizyczną możliwość” postrzelania sobie do żołnierzy Północy.

Nie grałem jeszcze w „Call of Juarez: Więzy krwi”, ale podejrzewam, że gdyby pozwalała strzelać do zbiegłych z plantacji Murzynów i przyznawała dodatkowe punkty za czystość naszego białego stroju ze spiczastym kapturem, to na pewno byśmy o tym usłyszeli. W przypadku, gdy takie rzeczy nie mają miejsca, trudno traktować te zarzuty inaczej niż jako nadwrażliwość. Oczywiście wiadomo, o co chodzi – gdzieś tam, może znaleźć się grupka ludzi, dla których ten jeden poziom może być spełnieniem wszystkich snów, od kiedy obejrzeli pierwszy odcinek „Północ-Południe” i znajdą w nim pozorne potwierdzenie swoich poglądów i będą zagrywać się w go bez końca. Ale skoro cała gra ma zupełnie inną wymowę i dotyczy czego innego, to chyba nie ma problemu? W końcu pozostała cześć graczy ma chyba dość rozumu, aby potraktować tego rodzaju sekwencje nie jako apoteozę ideałów starego Południa, a jako część większego obrazu.

gry

komentarzy 50

  • „Nie grałem jeszcze w “Call of Juarez: Więzy krwi”, ale podejrzewam, że gdyby pozwalała strzelać do zbiegłych z plantacji Murzynów i przyznawała dodatkowe punkty za czystość naszego białego stroju ze spiczastym kapturem, to na pewno byśmy o tym usłyszeli. W przypadku, gdy takie rzeczy nie mają miejsca, trudno traktować te zarzuty inaczej niż jako nadwrażliwość. ”

    Ha, a czy w Batllefield można było mordować Żydów, Cyganów i Słowian? Nie. Nawet te symbole tylko „przypominały” te prawdziwe. A tutaj mamy flagi z wojny secesyjnej i strzelamy do członków jednej z frakcji. Czyli co, jak gra dotyczy naszej historii to są „niebezpieczne zabawy z symboliką” a jak wojny, która mało co nas obchodzi to „nadwrażliwość”?
    Trochę konsekwencji :)

    Peace i no offence
    Orion

  • Ale jest różnica między grą wojenną gdzie całość skupia się na pastowaniu swoich oficerek i lansie na SSmański płaszcz, a grą gdzie misja wojenna po redneckiej stronie ma tylko budował tło fabuły i przedstawiać nam bohaterów.
    Myślę, że pan Jefferson wszczął całe zamieszanie nie po przejściu gry, a zagraniu pierwszej misji, lub po obejrzeniu z nich gameplayów.

  • Orion: różnica, którą wskazał Ci Radek, to jedno. Druga jest taka, że o ile wiem, w żadnym Battlefieldzie nie można było „mordować Żydów, Cyganów i Słowian”, a w opisywanym w zeszłym tygodniu przykładzie chodziło o czynienie z nazistowskiej symboliki czegoś fajnego. Gdyby powstał „Battlefield: Civil War” w którym można byłoby ubierać swoją postać w stroje Ku Klux Klanu, to byłoby to tak samo durne, jak przypadek „Battlefield Heroes”.

    Trochę pomyślunku „:)”

  • Ja tę różnicę rozumiem, tylko że tak jak dla Ciebie bardzo wstrząsające jest robienie czegoś fajnego z symboliki nazistowskiej, tak dla Amerykanów może być takim wstrząsem strzelanie do żołnierzy Unii. Okej, w „Call of Juarez” nie robi się z tego czegoś fajnego, ale mimo wszystko twócy gry chyba nie do końca przemyśleli sytuację, w której gracz ma strzelać do żołnierza armii, w której służył np. jego przodek.
    Powtarzam – dla nas, Europejczyków, może to wyglądać na „nadwrażliwość”, ale kiedy autor pisze że mając strzelać do żołnierzy Unii odchodzi od gry no to chyba jednak coś w tym jest, prawda? Gdybyś w tej grze miał strzelać żołnierzem Wermachtu do powstańca warszawskiego, no to też chyba zbytniej przyjemności by Ci nie sprawiło, nawet jeśli byłoby usprawiedliwione fabularnie, a później zdezerterowałbyś z niemieckiej armii. ;]

  • @Nie mogę znieść konfederackiej flagi – za każdym razem, gdy ją widzę, muszę się powstrzymywać, aby jej nie spalić. Dla mnie, ta flaga reprezentuje nienawiść, obraża mnie i wielu innych do granic możliwości. Grać w grę, w której nie mam wyboru jak być po przegranej stronie, na dodatek tej, której nienawidzę, sprawia, że zaczynam się zastanawiać, ile czasu poświęcił Ubisoft na kwerendę do tej gry.

    Dobry Boże. Nie ma to jak społeczne fobie i infantylne sprowadzenie tej wojny do prostego mema… Poczciwe amigowe North & South też było rasistowskie? I film Anga Lee Przejażdzka z diabłem też? Oszołomstwo o tyle oryginalne, że u nas w Polsce jest nadprodukcja oszołomstwa raczej z przeciwnych temu panu pozycji światopoglądowych… (brukselski zakaz mówienia mama i tak dalej)

    @Skoro dotarł on nawet do nas, to nie wierzę, aby w Stanach nie było więcej tego typu historii – w filmie czy literaturze. Podejrzewam, że chodzi pewnie o to, że tym razem jest to w grze, która daje “fizyczną możliwość” postrzelania sobie do żołnierzy Północy.

    Przecież nawet w wielu stanach obchodzi się dni pamięci Konfederacji, a aż do czasów Clintona na budynkach stanowych i federalnych na Południu zazwyczaj wisiały sztandary CSA. Generalnie nie zauważyłem, że by była jakaś nagonka na CSAnostalgię w amerykańskiej kulturze popularnej czy też demonizowanie żołnierzy w szarych mundurach, vide film „Gods & Generals”

  • Orion: Ja rozumiem, dlaczego Jeffersonowi może się taka misja nie podobać, ale w sytuacji, gdy jest tylko elementem większej całości – to tak, uważam to za nadwrażliwość, bo to tak, jakby się krzywić na bohatera „Loveless”, że strzelał do Niebieskich w sytuacji, gdy w całym komiksie i grze chodzi o co innego. Gdyby powstała gra opowiadająca o Niemcu uwięzionym w hitlerowskiej machinie wojennej, przedstawiająca jego różne moralne rozterki związane z wykonywaniem zbrodniczych rozkazów i byłyby tam sceny z pacyfikacji warszawskiego getta czy Powstania, to z dużą przyjemnością zagrałbym w nią, aby poznać interesującą historię. Bo myślę, że byłoby to co innego, niż gra w „fajnego naziste w modnym mundurze”.

    Więc, wyobraź sobie, sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Symbolika nazistowska i konfederacka w „Battlefield: Heroes” jak i „Call of Juarez” zostały potraktowane w zupełnie inny sposób. Może Ci się wydawać, że jesteś sprytny wskazując mi oczywiste analogie, ale zaufaj mi, nie jesteś. Bez emotek.

  • @orion
    tylko że tak jak dla Ciebie bardzo wstrząsające jest robienie czegoś fajnego z symboliki nazistowskiej, tak dla Amerykanów może być takim wstrząsem strzelanie do żołnierzy Unii.

    Ale to przecież jest kuriozalna teza. Żołnierze Shermanna w „Przeminęło z wiatrem” jaki mają wizerunek, gdy palą Atlantę i uskuteczniają swój marsz do Atlantyku? Czy może powieść Mitchell i film na jej podstawie nie przynależą do amerykańskiej kultury? Film Anga Lee „Przejażdżka z diabłem” gdzie masz pokazaną południową perspektywę antyjankeskiej guerilli w Missouri jest produkcją amerykańską. Przecież tego jest mnóstwo w kulturze za Oceanem. Generalnie przypisywanie każdego przypadku południowej perspektywy w kulturze popularnej do rasizmu jest delikatnie pisząc przesadą. Tak jak i przypisywanie wyłącznie rasistowskiej motywacji przy opisie spraw secesji. To żadna nadwrażliwość, to dość kuriozalna histeria pokrewna szukaniu satanizmu w Harrym Potterze.

  • @Więc, wyobraź sobie, sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Symbolika nazistowska i konfederacka w “Battlefield: Heroes” jak i “Call of Juarez” zostały potraktowane w zupełnie inny sposób.

    No więc właśnie tu jest sedno sprawy. W punkt.

  • „Więc, wyobraź sobie, sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Symbolika nazistowska i konfederacka w “Battlefield: Heroes” jak i “Call of Juarez” zostały potraktowane w zupełnie inny sposób.”

    Ależ ja wcale tak nie twierdzę! Przecież sam napisałem, że to zupełnie inne gry!

    „Generalnie przypisywanie każdego przypadku południowej perspektywy w kulturze popularnej do rasizmu jest delikatnie pisząc przesadą. Tak jak i przypisywanie wyłącznie rasistowskiej motywacji przy opisie spraw secesji.”

    I znów: ja nic nie przypisuję, ja tylko mówię o przykładzie Jeffersona, który poczuł się dotknięty i miał według mnie do tego pełne prawo.

    „Gdyby powstała gra opowiadająca o Niemcu uwięzionym w hitlerowskiej machinie wojennej, przedstawiająca jego różne moralne rozterki związane z wykonywaniem zbrodniczych rozkazów i byłyby tam sceny z pacyfikacji warszawskiego getta czy Powstania, to z dużą przyjemnością zagrałbym w nią, aby poznać interesującą historię. Bo myślę, że byłoby to co innego, niż gra w “fajnego naziste w modnym mundurze”.”

    I cały sęk nieporozumienia między nami tkwi właśnie w tym: Ty uważasz reakcję Jeffersona za nadwrażliwość i mowisz że chętnie zagrałbyś w grę o takim przykładowym żołnierzu niemieckim, nawet jeśli miałbyś pacyfikować getto itp. Ja bym nie mógł.
    I od razu mówię, żeby mi tu nie przypisywać robienia z Ciebie jakiegoś potwora: okej, rozumiem zagrałbyś z chęcią w taką grę przecież nie dla strzelania do Żydów, tylko właśnie dla poznania historii takiego żołnierza. Ale ja bym po prostu nie przemógł sie do naciśniecią spustu i tyle. Każdy inaczej podchodzi do tych spraw i ma do tego prawo. I myślę że Jefferson też ma.

    Pozdrawiam
    z emotką :)

  • @I znów: ja nic nie przypisuję, ja tylko mówię o przykładzie Jeffersona, który poczuł się dotknięty i miał według mnie do tego pełne prawo.

    A ktoś mu prawo do własnych emocji odbiera? Natomiast dyskusja jak te emocje mają się do sensownego opisu pisząc szumnie „kondycji komputerowej popkultury” jest jak najbardziej uprawniona również. Jefferson ma prawo do swoich emocji (ba a nawet do swojego przewrażliwienia czy fobii), a ktoś inny ma prawo mu napisać, że jest wobec gry niesprawiedliwy.

  • JAPONfan

    Mialem napisane cos innego ale bedę złosliwym bucem.
    konradh Jefferson w przeciwieństwie do ciebie grał w grę. I poznał początek fabuły. Czyli dwaj kolesie walczyacy po stronie Konfederacji (nie wcielonych do niej siłą) uciekaja z niej żeby zdobyć złoto.
    No rzeczywiscie az chce się grac w gre o zachłannych zwolennikach niewolnictwa.

  • I jeszcze jedno, bo w tym wszystkim pomieszałeś dwie sprawy

    @I znów: ja nic nie przypisuję, ja tylko mówię o przykładzie Jeffersona, który poczuł się dotknięty i miał według mnie do tego pełne prawo.

    Zgoda. Każdy ma prawo do własnych emocji i do własnej oceny różnych sfer symbolicznych. Tylko, że tego chyba nikt nie negował. Natomiast co do fragmentu;

    @Ja tę różnicę rozumiem, tylko że tak jak dla Ciebie bardzo wstrząsające jest robienie czegoś fajnego z symboliki nazistowskiej, tak dla Amerykanów może być takim wstrząsem strzelanie do żołnierzy Unii.

    jest to moim zdaniem opinia dość kuriozalna, ponieważ takie „strzelanie” jest przecież częścią amerykańskiej właśnie popkultury. Żołnierz w niebieskim i w szarym mundurze, którzy strzelają do siebie i wchodzą w różne inne interakcje jest przecież częścią właśnie amerykańskiej kultury popularnej. Więc raczej Amerykanin dla, którego było by to wstrząsem byłby raczej oryginałem niż uśrednioną normą.

  • @No rzeczywiscie az chce się grac w gre o zachłannych zwolennikach niewolnictwa.

    A z czego wynika, że byli zwolennikami niewolnictwa?

  • JAPONfan

    A skad pewnosc ze ochotnicy w wermachcie chcieli bronic czystosci rasy?

  • @Zamorano

    Co do twojego ostatniego przykładu: chodziło mi osoby takie jak Jefferson, który nie chce strzelać do żołnierzy Unii. Myślę, że nie jest on jedyną taką osobą w Ameryce, ale masz rację, powinienem ująć to nieco inaczej.

  • @A skad pewnosc ze ochotnicy w wermachcie chcieli bronic czystosci rasy?

    Z niewiedzy?

  • z Twojej pewność czy z ich że chcieli bronić? ;)

  • nie ma to jak dobry flame war o poranku.
    ja w przeciwieństwie do większości tu piszących przeszedłem najnowszego kal of huareza. Czepianie się, że ta gra w jakikolwiek sposób promuje niewolnictwo i rasizm jest, nie przebierając w słowach, po prostu idiotyczne. To prawda, przez pierwsze 20 minut strzela się do kolesi w niebieskich mundurach. Ale to jest tylko 20 minut kilkugodzinnej rozgrywki, w której później (spoiler) strzela się także do konfederatów,
    głównym złym jest południowiec, a bohaterowie walczą o względy kobiety, która pochodzi (o zgrozo) z Meksyku i (motyla noga!) nie jest biała. Już nie wspominając o tym, że wymowa całej gry dotyczy wybaczenia i jest mocno pacyfistyczna.
    Napisał już o tym Konrad, ale ja powtórzę. Grę, jak i cokolwiek innego, należy oceniać przez pryzmat całości. To tak jakby zobaczyć ten fragment http://a.swistak.pl/000/126/126289_1024.jpg i zwyzywać Matejkę od najgorszych.

  • karolkonw

    to ja dorzuce ze śmeirtelną powagą coś co pokazuje jak wrażliwymi są tematy politycznej poprawności w grach
    otóż w naszej grze Tortuga 2 pojawił się kucharz-pirat murzyn
    i wszystko by było fajnie gdyby nie:
    1. włosy strąki
    2. zepsute zeby
    3 otyłość
    4 wykonywanie „służalczego” zawodu
    w efekcie afery która powstała musieliśmy zmieniać postać co było o tyle trudne że gra już poszybowała na kilkaset serwerów
    reakcja recenzentów i graczy była natychmiastowa ponad 100 mail z info zmieńcie to w cholere to rasistoooooskie
    mi by to do głowy nie przyszło
    podobnie jak i chłopakom z Techlandu…

    albo Baginskiemu w kinematografie ( żyd sklepikarz)

  • Karol: o rany, nieźle, aż sprawdzę jak gra wygląda teraz, bo grałem w wersję przed zmianą.

    Japon: no, próbowałeś, masz cuksa za próbę. a teraz siadaj.

  • karolkonw

    konradh: nieźle jak nieźle musieliśmy DOSLLOWNIE przepraszać łącnzie 270 urażonych graczy którzy napisali

    druga sprawa to reści rasistowskie na iPhonie – znajomy brytyjski developer chciał wypuścić strzelankę ladną fajną zakrenconą bo z zulusami…

    Zgadnij co było problem? strzelanie do zulusów:/
    czyli cały fun uleciał w diabły

  • to jest chyba większy problem. domalowywanie ryja rasizmu wszędzie gdzie się da. i do czego się da. nadgorliwość…

  • Karol: hmmmm teraz kucharz jest chyba rudym Włochem :) I jasne – wyobrażam sobie, że to musi być średnio przyjemne przepraszać za coś, co zrobiło się bez złych zamiarów.

  • karolkonw

    ale lobby wloskie nie zareagowało:D a bylismy w lekkim stresie:)
    a łatka rasizmu praktycznie pogrzebała gre

  • > Jako przedstawiciel mniejszości, gdyby Południe wygrało, nie byłbym tu, gdzie teraz jestem.

    To chyba główny problem tego Pana, jego kolor skóry.

  • JAPONfan

    Jakiego cuksa? bo ja lubie takie mordoklejki owocowe.

    Poprzednią razą zarzucilem linka do gry history Channel gdzie można facetem w czerwonej koszuli strzelac do zulusa.

  • Jeśli jest coś bardziej rasistowskiego, niż rasizm, to jest to poprawność polityczna.

  • Konradh:
    „Gdyby powstała gra opowiadająca o Niemcu uwięzionym w hitlerowskiej machinie wojennej, przedstawiająca jego różne moralne rozterki związane z wykonywaniem zbrodniczych rozkazów i byłyby tam sceny z pacyfikacji warszawskiego getta czy Powstania, to z dużą przyjemnością zagrałbym w nią, aby poznać interesującą historię. Bo myślę, że byłoby to co innego, niż gra w “fajnego naziste w modnym mundurze”.

    Bo byłaby to gra o cierpiącym moralnie Niemcu? Konradh, dla mnie to nadal dość bliskie temu co napisałeś na końcu tego cytatu- fajny mundur, fajna broń, no i można się wczuć w rolę rozbitego moralnie zmęczonego zbrodniarza co i tak jest lepsze od wiecznej roli frajera, który zawsze dostaje w dupę. Bo widzisz, jestem pewien, że gdyby powstała gra o powstańcach czy innych rodzimych wojakach to od razu w Polsce dostała by miano hurrapatriotycznego przekłamanego na zamówienie bełkotu zanim ktokolwiek zdążyłby w nią zagrać.

    A co do pana Jeffersona to myślę, że wierzy w „amerykańskie ideały” i kieruje się haczącą o paranoję poprawnością polityczną. Ale z drugiej strony ma do tego prawo, bo ocena historii i uczucia z tym związane rzadko idą w parze z faktami historycznymi.

  • > autor pisze że mając strzelać do żołnierzy Unii odchodzi od gry no to chyba jednak coś w tym jest, prawda? Gdybyś w tej grze miał strzelać żołnierzem Wermachtu do powstańca warszawskiego,

    Ja myślę, że nie ma sensu porównywać wojny secesyjnej do Powstania Warszawskiego, jeżeli chodzi o polskie warunki. Prędzej do walk partyzantki antykomunistycznej z władzą ludową.

    Dlaczego strzelanie do żołnierzy Unii ma być złe, a do żołnierzy Konfederacji już nie, skoro potomkowie tych ostatnich wciąż żyją i stanowią ogromną rzeszę na Południu?

  • znikt: ano, gdyby była grą o cierpiącym moralnie Niemcu i byłaby przy okazji dobrą, wyważoną grą, to właśnie dlatego bym w nią zagrał. Skoro mogą być dramaty wojenne o żołnierzach niemieckich spod Stalingradu czy Leningradu, to myślę, że i gra wideo może w podobny sposób opowiadać o bezsensie wojny.

  • TL;DR

    Kto zagrałby w grę „Pogrom w Jedwabnem”, żeby zobaczyć perspektywę? Mogły by być nawet dwa gameplaye do wyboru – Pola i Żyd. Żeby punkt widzenia był wszechstronny.

  • Żeby nie było wątpliwości, moje TL;DR zaczyna się mniej więcej w połowie komentarzy i nie jest wcale zabawne.

  • czy w tej grze obaj bohaterowie nie walczą po stronie konfederacji żeby ocalić swoją rodzinną farmę? i nie dezerterują gdy się to nie udaje?
    A w grę [najlepiej sieciowy, drużynowy shooter] o powstaniu warszawskim rozgrywający się w autentycznie oddanej stolicy i z jakąś fajną mechaniką zdobywania punktów za utrzymanie konkretnych dzielnic ala battlefield zagrał bym baaaardzo chętnie :D

    PS „Pogrom w Jedwabnem” chyba był by z kolei nudny…

  • zamieńmy nazistów na nazistów zombie. we wszystkich grach.

    jak w uk łatkach do carmageddon?

  • W Call of Duty 5 jest też taki dodatek, ale jakoś mnie nie kręci.

  • komuś od tej politycznej poprawności na łeb padło. dziwne, nikomu nie przeszkadzało jak w Medal of Honor można było grać żołnierzem niezwyciężonej Armii Czerwonej? moze jak się nie słyszało o zbrodniach czerwonoarmijców, o co w Stanach nietrudno, to nie przeszkadza, ale po naszej stronie świata mogło to budzić protesty, o których jakos nie słyszałem. może dopiero jak wyjdzie dodatek dziejący się po zwycięstwie a nawiązujący do filmu „Kobieta w Berlinie”:/
    jak była mowa o BF:H to przegapiłem, ale podobną dyskusję mieliśmy z kolegami airsoftowcami niedawno: ilekroć jest strzelanka ze scenariuszem historycznym, typo D-day albo Market Garden, a ostatnio były Ardeny, to gracze generalnie zlewają stylizacją i przychodzą w tym co zawsze, nawet nie zdejmują kolimatorów ze swoich g36- wiadomo, nie wszyscy są maniakami, żeby mieć mundur i broń na każdą okazję, ale chociaż te kolimatory mogliby zdjąc…- w kazdym razie to dotyczy strony alianckiej, po której na stu graczy w mundurach z epoki przychodzi może z pięciu (w tym ja ze swoim wiernym Thompsonem). ale po stronie niemieckiej w mundurach wehrmachtu przyłazi tylu, że można skompletować pluton. w WYPRASOWANYCH mundurach. z replikami kar98 albo mp40. w stahlhelmach jak spod prasy.
    nie mówię, ze ci ludzie mają cos nie po kolei w głowach, niektórych z nich dobrze znam, sa całkiem normalni. moze niektórzy mają sprzęt po dziadku? ale jak na „Ardenach” kilku maszerowało śpiewając niemieckie piosenki to robiło się dziwnie.
    to chyba tylko świadczy o tym jak bardzo do chuja jest cała polityczna poprawność. zasadniczo zabrania tylko o pewnych rzeczach mówić. to nie ułatwia tych rzeczy zrozumieć.

  • Gdy rozpoczęliśmy zbieranie materiałów do Monte Cassino zaczęliśmy jeździć z Gabrysią na rekonstrukcje grh. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce jest tak, że nigdy nie brakuje grup niemieckich (rosyjskich, amerykańskich) a zawsze jest niedobór polskich. Nie wiem dlaczego tak jest, choć, gdy się stoi w tłumie widzów i słyszy te wszystkie komentarze domorosłych speców od historii Polski, to przestaje się dziwić.
    A poprawność polityczna to rodzaj zakłamania, który często bierze się z kompleksów i nieznajomości historii. Jeśli wczytać się w polskie czasopisma i gazety, posłuchać opinii wielu rodaków to odnosi się wrażenie, że i w tym wiedziemy prym (w odniesieniu do historii) Dlatego pan Jefferson jest dość żałosnym, ale zawsze, pocieszeniem, że nie dotyka to tylko nas.

    A na marginesie w zeszłym tygodniu odświeżyłem sobie boski „Dobry, zły i brzydki” S. Leone i tam żołnierzom Unii też najlepszej opinii nie wystawiono

  • to chyba jest i tak, ze nieznajomośc historii wynika z poprawności politycznej. jak o czymś się nie mówi ani w podręcznikach o tym nie ma… można odnieść wrażenie, ze to taki rodzaj cenzury politycznej w państwach demokratycznych. nie przyjdzie cenzor i nie wytnie, na sybir nikogo nie poślą- ale opublikujesz coś, co się komus nie spodoba- licz sie z pozwem. może nie każą płacić odszkodowania, ale i tak następnym razem dwa razy się zastanowisz, zanim opublikujesz coś podobnego.
    co do polskich grup rekonstrukcyjnych to na szczeście jest ich coraz więcej- magazyn komandos w prawie każdym numerze ma artykuł o jakiejś- w ostatnim jest o grupie „artylerzystów” z torunia- nawet mają moździerze!- ale to hobby dość kosztowne, więc pewnie potrwa zanim osiągnie polularność jaka ma w np. Stanach.
    a kto pamięta serial Północ-południe? uwielbiałem to jako dzieciak:D

  • JAPONfan

    U nas jak robili rekonstrukcje bitwy wyrskiej to zabronili stronie „niemieckiej” nosic oznaczenia. Chociaż kazdy zołnierz jest zazwyczaj znany z nazwiska i oznaczenia sa historycznie prawidłowe. Dlatego http://www.bitwawyrska.profort.org.pl/index.php?page=aktualnosci&cmd=wysw_news&id=293&news=bie jest zolty krzyz zamiast oznaczenia Wermachtu.

  • taa, o swastyce to tez już była mowa…
    swoją drogą:
    jak w grze czarnoskóry jest kucharzem- źle bo stereotyp.
    jak Żyd ma sklep- źle bo stereotyp.
    to kiedy Niemcy zaczną się upominać, ze we wszystkich filmach to Niemcy sa faszystami? toż to sterotyp! zło!
    zaraz, chyba zaczęli juz, był ten artykuł parę miesięcy temu o tym, jak to inne narody pomagały w holocauscie.
    teraz się posypią pozwy.

  • Hm co do „poprawności historycznej” to przypomniał mi się jeden przykład, który podważa to, co napisałem wcześniej. Swego czasu wziąłem z moją rysowniczką udział w konkursie PW44. Pracując nad scenariuszem szukałem materiałów i speców od tematu, który wzięliśmy na warsztat. Udało mi się dotrzeć do pewnego historyka, dla którego PW44 nie ma żadnych tajemnic. Skontaktowałem się z nim przesłałem ilustracje i wszystko szło dobrze do momentu, gdy opowiedziałem jaką historię chcemy pokazać. Najpierw ten historyk próbował namówić nas na inny temat, a gdy się nie zgodziliśmy odmówił współpracy i zerwał z nami kontakt motywując to, że nasz komiks wypacza obraz PW44 i powstańców. Na początku odebrałem to jako próbę fałszowania historii przez cenzurę tematu, lub poprawność historyczno- polityczną zwalczającą wszystko, co może przybrudzić obraz PW44 (o nie znajomość historii tego pana nie poważyłbym się oskarżyć). Myliłem się, bo potem dowiedziałem się, że ten historyk walczył o prawdę o PW44 zanim ja usłyszałem, że takie powstanie miało miejsce. Że dla niego ten temat jest bardzo osobisty i że konkurs na komiks pojmował jako promocję ogólnej wiedzy o PW44 wśród młodzieży, wiedzy, która potem doipiero ma być pogłębiana o te trudniejsze zagadnienia. I przyznam się szczerze, że choć do dzisiaj budzi to we mnie opór, rozumiem go i cieszę się, że ten komiks nie wyszedł poza wąski krąg światka komiksowego.

  • A który to był komiks?

  • to jak Tomek Bagiński zrealizuje swój projekt biedny starszy człowiek pewnie dostanie zawału.

  • Nie, myślę, że tak nie będzie, tym bardziej, że projekt wspiera Muzeum Powstania, dwa, ten film, mimo wszystko ma propagować te pozytywne wizerunki powstania i powstańców. Myślę, że kwestia ofiar cywilnych w filmie będzie marginalna, inaczej zacznie wypaczać obraz choćby dlatego, że trzeba się wtedy odnieść do „słuszności- niesłuszności” decyzji dowództwa o wznieceniu powstania (i uwzględnieniu zbyt wielu czynników, które zamażą czystość przekazu).
    Mnie jednak martwi fakt, że ten film ma przybliżyć młodemu widzowi w Polsce i na świecie temat PW44. Etos narodowy i owszem, ale temat… Nie wiem czy ten film będzie w stanie wytłumaczyć choć tylko symbolicznie, komukolwiek na świecie dlaczego uważamy się za naród zdradzony (i to nie tylko w kwestii powstania), dlaczego to powstanie w ogóle wybuchło i jakim narodem staliśmy się po wojnie…
    Martwi mnie też „ zachodni uniwersalizm”, którym o ile dobrze pamiętam kierował się też Wajda przy „Katyniu”. Kiedy dowiedziałem się, że Francuzi skrytykowali ten film, pomyślałem sobie- i dobrze, bo to naprawdę kiepski film. Kiedy dowiedziałem się jakie zarzuty postawił recenzent „Katyniowi”, ręce mi opadły. Tak więc jeśli twórcy filmu nie wrzucą do fabuły bohaterskiego Żyda też mogą być oskarżeni o ”polski antysemityzm”.

  • nie wiem jak z ta kwestią ofiar cywilnych, materiały w mediach mówią o filmie, który ma pokazywać „zagładę miasta i wszystkich jego mieszkańców”. ukazanie hitlerowców jako potworów o aparycji Cthulhu i Aliena jest pomysłem co najmniej dziwnym, że powstrzymam się póki co od ostrzejszych sformułowań, i jeśli cos jest zafałszowaniem historii to właśnie wmawianie widzowi, ze przeciwnik nie był człowiekiem tylko jakimś potworem z piekła, bo przeciwnik BYŁ człowiekiem i to właśnie jest najgorsze, że- by tak polecieć frazesem- to ludzie ludziom zgotowali ten los.
    nie uważam, żeby to był dobry pomysł. w tym projekcie wszystko mnie odstręcza, poczynając od tytułu.

    cytat z googla, drugi wynik od góry: „Bagiński o „Hardkorze”: To będzie rozwałka”- no na litość boską! następny film będzie o Auschwitz? juz to widzę: „Bagiński o „Auschwitz”- to będzie masakra!”. to nie jest odpowiednie podejście do sprawy, nie mówię, żeby do konca świata pochylać się nad tematem z martyrologicznym nabożeństwem, ale traktowanie Warszawy a.d. 1944 jak tła do gry typu Quake to przesada w drugą stronę. bo mówienie „to będzie rozwałka” to przystoi 15-letnim kibicom przed meczem.
    tu chyba wychodzi ogólne ubóstwo polskiej kinematografii- nie potrafimy wyważyć. taki „Szeregowiec Ryan” jest filmem napakowanym akcją jak u Schwarzennegera, a jednocześnie przerażajacym przekazem antywojennym, ale znalazło sie w nim i pare momentów do smiechu. nawet tak zwane komedie wojenne są robione tak, że jakos nie bulwersują.
    ewentualne oskarżenie o „polski antysemityzm” to bedzie najmniejszy problem z tym filmem, obawiam się. zresztą ciekawe co po nim powiedzą Niemcy, dziś niepoczuwajacy się zupełnie do ciągłości z trzecią rzeszą- „my jako potwory?”- chyba będą oburzeni.

  • Mnie cieszy, że Bagiński chce zekranizować Mutant Chronicles bo film z Pearlmanem był niestety słaby. Mam nadzieję na srogą masakrę z udziałem grenadierów Bauhausu v.s. kamikadze Mishimy. Dodatkowy plus za wrzucenie akcji w realia PW! Przekozak!

  • nie był taki zły. miał urok tego starego Beowulfa z Lambertem. chociaż brakowało takiego jasnego punktu, jaki w Beowulfie stanowała Rhona Mitra.

  • Racja, ale było w nim za mało oryginalnego WarZone. Na szczęście patrząc na projekty ekipy Bagińskiego przeczuwam że Hardkor będzie miał w sobie więcej ducha oryginału. tylko mutanty z kanałów pasowałoby bardziej podrasować. Wyglądają jak normalni ludzie tylko w łachmanach (no i są otagowani biało-czerwonymi opaskami). Nie mówię już o kosach zamiast rąk ale przynajmniej jakieś deformacje byłyby okej.

Dodaj komentarz