Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Suppli


manga · komentarzy 26

supplititle
Wydawnictwo Hanami ma zwyczaj zdobywać licencje na ciekawe tytuły. Jednym z pierwszych nabytków firmy było, i nadal jest, „Suppli” – obyczajowa manga autorstwa Mari Okazaki. Do tej pory ukazało się 7 tomów, każdy po ok. 220 stron. Oznacza to 1540 stron zmagań i dramatów codziennego życia pracownicy typowej japońskiej firmy. Dla wielu taki opis brzmi nudno, i trudno się im dziwić, ponieważ w „Suppli” nie znajdziemy rozbudowanej fabuły oraz dynamicznych zwrotów akcji. Na szczęście komiks oferuje czytelnikowi coś innego – klimat.

Stereotypów na temat Japończyków jest mnóstwo, a jeden z najpopularniejszych mówi o tym, że mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni są wciąż przepracowani. Manga Mari Okazaki potwierdza ową opinię i wokół niej buduje problemy i radości głównej bohaterki. Jest nią Fujii Minami, utalentowana 27-latka zajmująca się planowaniem reklam i nadzorowaniem ich produkcji. Czytelnik poznaje Fujii w momencie porzucenia jej przez chłopaka, który nie potrafił dopasować się do kobiety tak aktywnej zawodowo. Osamotniona bohaterka zwraca się w stronę swoich współpracowników i powoli zaczyna ich poznawać. Znajdzie wśród nich zarówno pocieszenie, jak i nowe kłopoty. Otoczenie, w którym pracują postacie wydaje się być bardzo realistyczne (choć ich firma nie ma nazwy) – Mari Okazaki sama należała kiedyś do agencji reklamowej, ale porzuciła stanowisko dla rysownia mang. Można więc założyć, że wiele przedstawionych sytuacji rzeczywiście jest na porządku dziennym w wielkich japońskich korporacjach – wracanie do domu o piątej nad ranem bądź przesypianie w firmie całych nocy, wymagana dyspozycyjność 24 godziny na dobę i naprawdę surowi szefowie. Oczywiście to nie projektowanie i planowanie reklam jest głównym tematem „Suppli”, tylko relacje interpersonalne. Na szczęście sama praca nie jest zepchnięta na tę samą pozycję, co temat nauki w serialach o szkole i nastolatkach. Autorka gdzieniegdzie wrzuca tłumaczenia dotyczące procesu powstawania klipu, objaśnia, kto jest za co odpowiedzialny i pokazuje ustawianie scenografii oraz filmowanie.
pokoj
Jak już wspomniałam, manga posiada klimat – melancholijny, momentami smutny. Fujii ma wiele kłopotów i lubi na ich temat dużo myśleć. Bardzo często są to przemyślenia trafne, z dobrą konkluzją, ale czasami bohaterka popada w zbyt wielką depresję i rzuca tylko nic nieznaczące pytania w przestrzeń („Czym jest praca?”, „Co ja tu robię?”, „O Boże, czym jest praca?”). Mniej odpornych na melancholię i nostalgię seria odrzuci od razu i niestety znajdzie się w tej części sporo panów. Tym, którzy lubią takie nastroje, „Suppli” przypadnie do gustu, zwłaszcza że w komiksie pełno rysunkowych metafor ilustrujących myślenie bohaterki i innych postaci. Bardzo ładnie komponują się one z resztą akcji, autorka wplata je subtelnie, z narracją podpadającą pod shōjo (dla dziewczyn) – np. po stronie przewijają się ozdobne kwiatki, choć bohaterowie w ogrodzie nie są (nie zapominajmy również o wszędobylskich płatkach wiśni…).

Same postacie są wysokie i szczupłe, mają duże oczy i pełne usta. Ich twarze są proste, co skutkuje tym, że przy większej ilości bohaterów wszystkie zaczynają być do siebie podobne. Osobiście podoba mi się sposób planowania stron i nakładania rastrów – często plansze są „pustawe”, znajduje się na nich niespożytkowana biała przestrzeń. Pozwala to czytelnikowi odetchnąć, wprowadza powietrze. Gdy jednak autorka chce przekazać więcej na mniejszej przestrzeni, wypełnia tło lub zwiększa ilość kadrów. Mimo zmiennego tempa akcji, strony współgrają ze sobą, tworzą spójną całość i jednocześnie są przejrzyste. Ciekawe planowanie plansz przeplatające się ze zgrabną narracją to jeden z głównych atutów „Suppli”.
szpital
Niestety przejrzystość i narrację psuje trochę tłumaczenie. Nie miałam nigdy w ręku japońskiej wersji komiksu, ale czasami można wyczuć błędy. Sztywna rozmowa, zła kolejność zdań. Na szczęście takich zgrzytów jest coraz mniej wraz z kolejnymi tomami, widać progres. Niezrozumiałe jest dla mnie jedynie zostawianie popularnego japońskiego westchnienia „Eeee”, oznaczającego zdziwienie bądź zaskoczenie. Bardzo prosto można by je zastąpić polskim „Ach”, „Och”, lub paroma słowami, jednak tłumaczka, a raczej wydawnictwo Hanami zdecydowało się zostać przy, jak mi się wydaje, mylącym dla Polaków „Eee”. Prócz tego w „Suppli” znaleźć można parę sytuacji, w których przydałby się polski odpowiednik kulturowy dla wyjaśnienia, ale został on pominięty. Oczywiście, każdy mądrzejszy człowiek sprawdzi kontekst lub sam się go domyśli. Prócz tych paru wad, Hanami bardzo dobrze wydało komiks – dzięki dużemu (jak na mangę) formatowi i kredowemu papierowi zabrane tomy bardzo ładnie wyglądają na półce.

komentarzy 26

  • A ja z bólem przebrnęłam przez pierwszy tom i na tym zakończyłam. Manga wydała mi się bełkotliwa i delikatnie mówiąc bez sensu. Główna bohaterka wzbudziła moją natychmiastową niechęć swoim niezdecydowaniem i „rozmemłaniem”. Chyba jestem mało odporna na melancholię…

  • I ja podobnie – w pewnym momencie klimat zbyt przytłacza. I to nie w pozytywnym sensie.

  • Przyłączam się do grona osób, które zniechęciły się do tej mangi… Okazaki za bardzo kombinuje z kadrami, co w końcu skutkuje u czytelnika syndromem pomieszania z poplątaniem. Z Hanami cenię sobie za to ‚Balsamistę’. Zuzanno, czy w przyszłości skrobniesz również recenzje innych ‚czarno-białych mang’? :) pozdrawiam.

  • fajny font. przypomniały mi monte cassino. pojawia się tam gdzieś w jakiś flitlicz?

  • a ja jestem zdecydowanie na tak, jeśli chodzi o Suppli właśnie. jest to niewątpliwie miła odskocznia od mang pokroju ‚Tokyo MewMew’, które niestety ropleniły się okrÓtnie na polskim ‚rynku mangowym’ (o ile takiwy istnieje).
    a jeśli chodzi o niezdecydowanie głównej bohaterki – jak dla mnie to tylko pokazuje, że jest to historia, która ma ludzki wymiar. a to więcej niż można powidzieć o większości komiksów w ogóle. niestety.

  • Niezdecydowanie niezdecydowaniem, ale ona jest po prostu rozmamłana jak ciućmolud :)

  • Ciućmolud? Panie Grim, prawdziwa wycieczka do dzieciństwa :D

    Komiksu nie czytałem, ale kilkustronicowe zajawki na Gildii Komiksów skutecznie mnie zniechęciły. Kwiatki? Pyłki? Piórka, jakieś płatki sakury w tle? Nie, nie, nie, zdecydowanie nie przepadam za takimi mangami.

  • „Zuzanno, czy w przyszłości skrobniesz również recenzje innych ‘czarno-białych mang’? :)”

    A i owszem, skrobnę :)

  • @Spell – dziewczyna mnie tak nazywa :)

  • @kas, Grim – byłem twardszy, wytrzymałem i mam pierwsze 5 tomów… :) Potem pogubiłem się w postaciach i odechciało mi się rozgryzać tego od początku.

  • „Mari Okazaki sama należała kiedyś do agencji reklamowej”- hej, hej, hej. ja rozumiem, że stereotyp: agencja=korporacja=Babilon=Zło, ale bez przesady. my tam pracujemy. nie jestesmy ich własnością.

  • @au
    Tak ci się tylko wydaje ;)

  • chcesz się kłócić?

  • Stereotyp jest inny: agencja=wpychanie ludziom kupy=zło

  • Poprawiając tekst spytałem o ten zwrot znajomą, której mąż pracuje w pewnej dużej telewizji muzycznej. Ponoć tam zwrot „należeć do… ” nie jest niczym dziwnym. Korposlang.

  • ja znam inny stereotyp krążący wsrod grafikow. agencja=ludzie chcą kupy, więc im ją dajemy=zło.

  • Ja nie jestem do końca przekonany, czy agencja reklamowa to już taka „wielka japońska korporacja”, ale ja się nie znam.

  • a ja od dziecka chciałam mieć swoją złą korporację.

  • N. , zaopatrz się w taką grę, co się nazywa „Evil Genius”, tam będziesz mogła budować swoje imperium zła.

  • A tam gra. Ja chcę prawdziwe imperium zła.

  • Czy to ta manga, w której bohaterki zmieniają fryzurki?
    Bo to fajne było :)

  • Aż tak dużo fryzur to tam nie zmieniają… ale ciuchy cały czas :)

  • ja lubię takie mangi gdzie bohaterki zmieniają ciuchy: http://kusanyagi.blogspot.com/

  • ja lubię takie mangi, gdzie bohaterki nie mają ciuchów.

  • Dołączam do grupy, który nie dała rady. Jeden tom w zupełności wystarczył, by mnie zniechęcić. Bełkotliwe to, jakieś takie pokraczne; nie, dzięki ;)

    Za to inne produkty Hanami – jak najbardziej na tak. Możesz Zuza kiedy napisać trzy słowa o niektórych z nich ;)

Dodaj komentarz