Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Crooked Little Vein, czyli Ellis powieściopisarz


książki · komentarze 2

Okładka Claytona Cubitta
Kliknij po galerię autora okładki – raczej dla dorosłych.
Gorące lato nie sprzyja przyswajaniu wymagającej literatury, dlatego z półek bibliotek błyskawicznie znika tania science-fiction, tania fantasy, tanie romanse i tanie kryminały… Takie jak „Crooked Little Vein”. Ale zaraz… Debiutancka powieść Warrena Ellisa – tego Ellisa od „Transmetropolitan”, „FreakAngels” i „Authority” – to byłby zaledwie tani kryminał?

I tak i nie, jak się zapewne domyślacie. Niby wszystko zaczyna się jak w kryminalnej historii, z lekkim odcieniem noir. Michael McGill jest prywatnym detektywem, jego kariera właściwie nie istnieje, o kobietach zapomnijcie, biuro to dziura, a zmutowany szczur regularnie sika mu do kawy. Mike ma jednak szczególną umiejętność – jeśli może się zdarzyć coś paskudnego, to jemu na pewno się zdarzy. Nazywają go „shit-magnet”, bowiem to on wpada bez przerwy na ekscentryków, wykolejeńców albo zwyczajnych zboczeńców i mniej lub bardziej szkodliwych wariatów. I właśnie ta cecha sprawia, że zostanie Wybrańcem szefa sztabu Białego Domu, by odnaleźć dawno zaginiony dokument. Poszukiwana książka ma pomóc przywrócić nurzającą się w liberalizmie Amerykę na stary dobry kurs. Z połową miliona na koncie i palmtopem wypełnionym poszlakami, Mike rusza w podróż.

Inna, brzydsza okładka

Warren Ellis powiedział, że powieść detektywistyczna posłużyła mu tylko jako punkt wyjścia. Faktycznie, „Crooked Little Vein” przypomina bardziej powieść drogi, a historia poszukiwania książki jest zaledwie pretekstem do ukazania kawałka współczesnej Ameryki. W drodze Mike’owi towarzyszyć będzie Trix, zbierająca materiały do pracy dyplomowej o fetyszach seksualnych. Jak na ironię okaże się najlepszym przewodnikiem po współczesnych Stanach Zjednoczonych. Bowiem osoby, w które ręce wpadała książka, używały jej najczęściej do tuszowania swoich ekscesów, nierzadko seksualnych. A Warren Ellis z upodobaniem prezentuje sporą ich galerię, racząc czytelnika dokładnymi opisami. Co ciekawe – jeden z takich epizodów miał posłużyć do odstraszenia upominającej się o książkę agentki, bo Ellisowi wcale nie chciało się pisać. Macie więc wyobrażenie jakie typy pojawiają się w tej powieści.

I właśnie dlatego ciężko nazwać „Crooked Little Vein” kryminałem. Ciężko też powiedzieć o niej coś więcej, by nie opowiedzieć książki w całości. Sprawa właściwie rozwiązuje się sama – jeden ślad prowadzi do drugiego i tak jak po sznurku aż do zakończenia. Ciekawiej obserwuje się rozwój relacji nieco konserwatywnego Mike’a z młodą wyzwoloną Trix. Wskutek tego pojawia się dylemat moralny – lekko konserwatywny detektyw zaczyna wątpić, czy próba przywrócenia przez rządzących starej dobrej Ameryki, to aby na pewno dobry pomysł. Zakończenie lekko mnie tutaj zaskoczyło. Zaś największa radość lektury płynie z odkrywania wraz z Mike’em jak wygląda podziemny świat Ameryki – mieszczą się tam nawet fani seksu z Godzillą. Miłośnicy „Transmetropolitan” będą się czuli jak u siebie w domu. Ale uwaga – to nie jest przeniesienie „Transmetropolitan” na karty powieści – Mike McGill przyciąga problemy, a Pająk Jeruzalem je tworzy. Druga istotna różnica wynika z czasu akcji obydwu historii…

Warren Ellis

„Crooked Little Vein” nie ma sprecyzowanego czasu akcji. Przez dłuższy czas miałem wrażenie, że dzieje się w niedalekiej przyszłości, a świat przedstawiony przypomina ten wykreowany w futurystycznym „Tansmetropolitan”. Jednak im bliżej byłem końca, tym bardziej jasne było, że Ellis opowiedział o tym, co już się stało, a tylko tego nie dostrzegliśmy. Największym zaskoczeniem w powieści, jest jej paradokumentalność. Autor w wywiadzie dla „Newsaramy” mówi to wprost – osoby i sytuacje przedstawione w książce są z życia wzięte, wyszukane w internecie. Nie jest to może nic specjalnie odkrywczego, ale Ellis zwraca uwagę, że nie zawsze mamy do czynienia z rewolucją obyczajową. W dzisiejszych czasach zmiany obyczajowości, zwyczajów seksualnych dokonują się powoli, wiele trendów istnieje już teraz, lecz w podziemiu i po prostu o nich nie wiemy. Czasem trafiamy na nie w internecie i szybko zamykamy przeglądarkę lub przez chwilę oglądamy wstydliwie, z niespokojnymi wypiekami. Wkrótce wypłyną na światło dzienne – wczorajsze tabu wślizgną się do głównego nurtu i przestaną szokować, a znudzeni ludzie zaczną szukać nowych wrażeń. I tak naprawdę zepsuty świat znany z cyberpunka zaczyna się już – zaczął się, gdy filmy porno przestały ograniczać się do kilku podstawowych chwytów. Warren Ellis nie stawia na ten temat diagnozy – zaznacza natomiast, że ostrożny, ale nie uprzedzony, Mike McGill nie jest odbiciem jego poglądów. Sami musimy zastanowić się, czy nam się to podoba i dokąd prowadzi.
Niezależnie od tego „Crooked Little Vein” pozostaje jednak lekką powieścią wakacyjną, a nie moralitetem – zapewni Wam kilka godzin dobrej zabawy i znaczące rozszerzy wasz zasób slangowych określeń na czynności seksualne. O ile nie brzydzicie się opisu wstrzykiwania solanki w jądra.

Niezdecydowanym polecam przeczytać spory fragment udostępniany przez Amazon.

komentarze 2

  • Przeczytałem fragment z Amazona. Fajne opisy i teksty, ale początek zapowiada się strasznie z dupy. Główny bohater – detektyw – rzucony wbrew własnej woli w jakąś sprawę. A potem patrzmy jak sobie poradzi z wydostaniem się z niej.
    Nie mniej jednak zaciekawiło mnie i chyba sobie to sprezentuję któregoś pięknego dnia.

  • książkę ściągnąłem z Amazona na fali tanich dolarów i recenzji na BoingBoing, choć oparta na prostym motywie, dla wielbicieli freak’assów przyjemna, świat Ellisa trzeba znać(z innej twóczości) albo lubić jego prawdziwe zakamarki by tę książkę dobrze odebrać.

Dodaj komentarz