Opublikowane o 16:19, 17 lipca 2009
autor: Paweł Kamiński

Komentarze: 2

Okładka Claytona Cubitta
Kliknij po galerię autora okładki – raczej dla dorosłych.
Gorące lato nie sprzyja przyswajaniu wymagającej literatury, dlatego z półek bibliotek błyskawicznie znika tania science-fiction, tania fantasy, tanie romanse i tanie kryminały… Takie jak „Crooked Little Vein”. Ale zaraz… Debiutancka powieść Warrena Ellisa – tego Ellisa od „Transmetropolitan”, „FreakAngels” i „Authority” – to byłby zaledwie tani kryminał?

I tak i nie, jak się zapewne domyślacie. Niby wszystko zaczyna się jak w kryminalnej historii, z lekkim odcieniem noir. Michael McGill jest prywatnym detektywem, jego kariera właściwie nie istnieje, o kobietach zapomnijcie, biuro to dziura, a zmutowany szczur regularnie sika mu do kawy. Mike ma jednak szczególną umiejętność – jeśli może się zdarzyć coś paskudnego, to jemu na pewno się zdarzy. Nazywają go „shit-magnet”, bowiem to on wpada bez przerwy na ekscentryków, wykolejeńców albo zwyczajnych zboczeńców i mniej lub bardziej szkodliwych wariatów. I właśnie ta cecha sprawia, że zostanie Wybrańcem szefa sztabu Białego Domu, by odnaleźć dawno zaginiony dokument. Poszukiwana książka ma pomóc przywrócić nurzającą się w liberalizmie Amerykę na stary dobry kurs. Z połową miliona na koncie i palmtopem wypełnionym poszlakami, Mike rusza w podróż.

Inna, brzydsza okładka

Warren Ellis powiedział, że powieść detektywistyczna posłużyła mu tylko jako punkt wyjścia. Faktycznie, „Crooked Little Vein” przypomina bardziej powieść drogi, a historia poszukiwania książki jest zaledwie pretekstem do ukazania kawałka współczesnej Ameryki. W drodze Mike’owi towarzyszyć będzie Trix, zbierająca materiały do pracy dyplomowej o fetyszach seksualnych. Jak na ironię okaże się najlepszym przewodnikiem po współczesnych Stanach Zjednoczonych. Bowiem osoby, w które ręce wpadała książka, używały jej najczęściej do tuszowania swoich ekscesów, nierzadko seksualnych. A Warren Ellis z upodobaniem prezentuje sporą ich galerię, racząc czytelnika dokładnymi opisami. Co ciekawe – jeden z takich epizodów miał posłużyć do odstraszenia upominającej się o książkę agentki, bo Ellisowi wcale nie chciało się pisać. Macie więc wyobrażenie jakie typy pojawiają się w tej powieści.

I właśnie dlatego ciężko nazwać „Crooked Little Vein” kryminałem. Ciężko też powiedzieć o niej coś więcej, by nie opowiedzieć książki w całości. Sprawa właściwie rozwiązuje się sama – jeden ślad prowadzi do drugiego i tak jak po sznurku aż do zakończenia. Ciekawiej obserwuje się rozwój relacji nieco konserwatywnego Mike’a z młodą wyzwoloną Trix. Wskutek tego pojawia się dylemat moralny – lekko konserwatywny detektyw zaczyna wątpić, czy próba przywrócenia przez rządzących starej dobrej Ameryki, to aby na pewno dobry pomysł. Zakończenie lekko mnie tutaj zaskoczyło. Zaś największa radość lektury płynie z odkrywania wraz z Mike’em jak wygląda podziemny świat Ameryki – mieszczą się tam nawet fani seksu z Godzillą. Miłośnicy „Transmetropolitan” będą się czuli jak u siebie w domu. Ale uwaga – to nie jest przeniesienie „Transmetropolitan” na karty powieści – Mike McGill przyciąga problemy, a Pająk Jeruzalem je tworzy. Druga istotna różnica wynika z czasu akcji obydwu historii…

Warren Ellis

„Crooked Little Vein” nie ma sprecyzowanego czasu akcji. Przez dłuższy czas miałem wrażenie, że dzieje się w niedalekiej przyszłości, a świat przedstawiony przypomina ten wykreowany w futurystycznym „Tansmetropolitan”. Jednak im bliżej byłem końca, tym bardziej jasne było, że Ellis opowiedział o tym, co już się stało, a tylko tego nie dostrzegliśmy. Największym zaskoczeniem w powieści, jest jej paradokumentalność. Autor w wywiadzie dla „Newsaramy” mówi to wprost – osoby i sytuacje przedstawione w książce są z życia wzięte, wyszukane w internecie. Nie jest to może nic specjalnie odkrywczego, ale Ellis zwraca uwagę, że nie zawsze mamy do czynienia z rewolucją obyczajową. W dzisiejszych czasach zmiany obyczajowości, zwyczajów seksualnych dokonują się powoli, wiele trendów istnieje już teraz, lecz w podziemiu i po prostu o nich nie wiemy. Czasem trafiamy na nie w internecie i szybko zamykamy przeglądarkę lub przez chwilę oglądamy wstydliwie, z niespokojnymi wypiekami. Wkrótce wypłyną na światło dzienne – wczorajsze tabu wślizgną się do głównego nurtu i przestaną szokować, a znudzeni ludzie zaczną szukać nowych wrażeń. I tak naprawdę zepsuty świat znany z cyberpunka zaczyna się już – zaczął się, gdy filmy porno przestały ograniczać się do kilku podstawowych chwytów. Warren Ellis nie stawia na ten temat diagnozy – zaznacza natomiast, że ostrożny, ale nie uprzedzony, Mike McGill nie jest odbiciem jego poglądów. Sami musimy zastanowić się, czy nam się to podoba i dokąd prowadzi.
Niezależnie od tego „Crooked Little Vein” pozostaje jednak lekką powieścią wakacyjną, a nie moralitetem – zapewni Wam kilka godzin dobrej zabawy i znaczące rozszerzy wasz zasób slangowych określeń na czynności seksualne. O ile nie brzydzicie się opisu wstrzykiwania solanki w jądra.

Niezdecydowanym polecam przeczytać spory fragment udostępniany przez Amazon.

Komentarze

r.sienicki dnia 17 lipca 2009 o 17:57

Przeczytałem fragment z Amazona. Fajne opisy i teksty, ale początek zapowiada się strasznie z dupy. Główny bohater – detektyw – rzucony wbrew własnej woli w jakąś sprawę. A potem patrzmy jak sobie poradzi z wydostaniem się z niej.
Nie mniej jednak zaciekawiło mnie i chyba sobie to sprezentuję któregoś pięknego dnia.


cienkamila dnia 20 lipca 2009 o 19:06

książkę ściągnąłem z Amazona na fali tanich dolarów i recenzji na BoingBoing, choć oparta na prostym motywie, dla wielbicieli freak’assów przyjemna, świat Ellisa trzeba znać(z innej twóczości) albo lubić jego prawdziwe zakamarki by tę książkę dobrze odebrać.


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: