Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Faith No More For The Win!


koncerty · komentarzy 19

Other bands play, Faith No More KILL!
Zdjęcie pochodzi z oficjalnej galerii festiwalu Open’er.
Gdy pojawiły się pierwsze informacje o przyjeździe Faith No More do Polski, byłem pewny: nie ważne gdzie – ja tam będę. Byłem też pewny, że po Mike’u Pattonie nie można spodziewać się zwykłego koncertu. Decyzja o wyjeździe na Open’er zapadła błyskawicznie.

Jako wpadający na festiwal na jeden dzień, nie czuję się kompetentny, by wypowiadać się o organizacji lub występach pozostałych artystów. Czerstwy żart do kolegi, regularnego bywalca Openera: „Miło że z okazji koncertu Faith No More zorganizowano tę całą imprezę” dobrze oddaje, po co tam pojechałem. Chciałem wprawdzie zobaczyć ska-formację Madness, jednak przesunięcie ich koncertu sprawiło, że usłyszałem tylko kilka utworów. Podobał mi się jeszcze występ Pendulum, grającego drum&bass na żywych instrumentach, z metalową energią – jednak oglądałem go na telebimie, siedząc gdzieś na trawie i odpoczywając po Faith No More, do których siłą rzeczy należał wieczór.

Idąc od World Stage w stronę Main Stage czułem, że będzie się działo – gdzie nie spojrzeć, ludzie szli w tym samym kierunku. Choć do koncertu było jeszcze pół godziny, brakowało już miejsca pod sceną, a na dodatek zaczął padać deszcz – wcześniej nic tego nie zwiastowało. Jednak ścisk i przemakające ubranie przestały mieć znaczenie, gdy scena rozbłysnęła na czerwono, a dźwięki gitary zakłóciły ciszę. Z czerwieni świateł wyłonił się Mike Patton, w garniturze czerwonym wściekle, niczym ognie piekielne. Zaczęli niepozornie, od spokojnego „Reunited” z repertuaru Peaches&Herb. Tak rozpoczął się show, który zostanie w pamięci na zawsze…

Nie z Openera, ale za to z dobrym dźwiękiem.

Powroty zespołów zawsze wywołują obawy – czy po kilkunastu latach zostało coś z magii, która kiedyś napędzała muzyków? Faith No More grali, jakby nie rozstawali się nigdy, a jedenaście lat w ogóle nie minęło – widać było po nich, że bawią się doskonale i szczerze dają z siebie wszystko. To był jeden z koncertów, które pochłania się całościowo, nie zastanawiając się nad kolejnymi kawałkami. Po prostu dajesz się porwać muzyce i budzisz się już po. Nie zanotowałem więc setlisty, ale była dość podobna do ogłoszonej wcześniej. Wiadomo było, że w końcu pojawi się w sieci – znajdziecie ją pod tekstem. Na pewno nie zabrakło takich hitów jak „Evidence”, wywrzeszczanego „Surprise! You’re Dead”, „Be Agressive”, „I Started a Joke”, „King for A Day”, „Caffeine”, „Digging The Grave” czy „Midlife Crisis” zapowiedzianego jako piosenka autobiograficzna. Chwilę wytchnienia dało nam „Easy”, a pod koniec zmiażdżyło oczywiście „Epic”. Przy bisowanym „We Care A Lot” nie miałem sił śpiewać i skakać. U Mike’a Pattona siły rozłożyły się dokładnie odwrotnie – im dłużej trwał koncert, tym bardziej szalał. Wplatał w wokale krzyki, szepty, beatbox i od razu przekształcał je w niepokojące dźwięki za pomocą stolika z efektami – szczekał, piszczał, gwizdał i wydawał inne odgłosy niewłaściwe człowiekowi. Często sięgał po megafon, wyciągał wokale niemalże operowo, a w pewnej chwili nawet położył się na scenie. Zszedł do fosy, szukając kogoś, kto zaśpiewa z nim bodajże „Evidence”, ale po polsku – śmiałka takiego nie znalazł, za to straszył mikrofonem ochroniarza. Mając czterdzieści jeden lat, wyglądał na trzydzieści, a energii pozazdrościć mógłby mu niejeden dwudziestolatek. Dzielnie sekundował mu basista, Billy Gould, który wymachiwał głową i skakał, jakby nigdy nie opuścił zespołu Brujeria.

Other people watch, polish people KILL!
…napisał klawiszowiec Faith No More na swoim twitterze.

„It’s raining, but you’re fuckin patient, Poland. We appreciate it!”. Mike Patton wyglądał na szczerze zaskoczonego ilością ludzi i reakcją publiczności, która niezmordowanie skakała, krzyczała, śpiewała, klaskała i piszczała, wywołując wielkie uśmiechy na twarzach muzyków. Patton doskonale czuł zgromadzonych i łapał z nimi kontakt. Zażartował, że to muzyka FNM zatrzymała deszcz i dziękował zebranym za przybycie. Nie była to zwykła kurtuazja – niech świadczą o tym chociażby dwa osobne bisy, które przeciągnęły koncert ponad festiwalową normę godziny i piętnastu minut. Niech świadczy o tym Patton posyłający całusy i machający butelką „Żubrówki” wprost do kamer albo perkusista Mike Bordin pokazujący jak bardzo kocha zebranych. A było ich mnóstwo – pierwszego dnia festiwal odwiedziło 60,000 osób, zaś trzeciego podczas występu Faith No More spokojnie mogło ich być dwa razy tyle. Najlepszym podsumowaniem atmosfery niech będzie powyższy wpis na twitterze Roddy’ego Bottuma. Liczne zachwyty fanów będą się jeszcze długo przewijać przez internet.

Nie ma co spekulować, czy ten powrót to skok na kasę, chęć zabłyśnięcia po raz ostatni, a może początek nowego rozdziału. Faith No More potwierdziło swoją legendę wśród starych fanów i na pewno zdobyło sobie nowych. Zespół udowodnił, że wiek nie ma znaczenia, a stary FNM też może. Światła, nagłośnienie, a przede wszystkim forma zespołu sprawiły, że występ Faith No More przez wielu uważany będzie za najlepszy koncert festiwalu, roku albo w ogóle występ totalny, któremu nie brakowało niczego. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję ich zobaczyć – zróbcie to. Chyba że po tej trasie znów rozpadną się na lat dziesięć.


„Stripsearch” i „Easy” z Gdyni.
Na więcej wrażeń, wzbogaconych muzyką, zapraszam dziś na 23:00 do Złomowiska.

Na bis
Na serwisie setlist.fm wypłynęła openerowa setlista, która na ile kojarzę jest setlistą prawidłową:

1. Reunited (Peaches & Herb cover)
2. Land of Sunshine
3. Caffeine
4. Evidence
5. Surprise! You’re Dead!
6. Last Cup of Sorrow
7. Cuckoo for Caca
8. Easy (Commodores cover)
9. Ashes to Ashes
10. Midlife Crisis
11. King for a Day
12. I Started a Joke (Bee Gees cover)
13. The Gentle Art of Making Enemies
14. Be Aggressive
15. Epic
16. Just a Man
Encore:
17. Chariots Of Fire/Stripsearch
18. We Care a Lot
Encore 2:
19. This Guy’s in Love with You (Burt Bacharach cover)
20. Digging the Grave

komentarzy 19

  • Byłem!!! Skakałem w pierwszych rzędach,
    jak Patton szukał kogoś do zaśpiewania to byłem 4 osoby od mikrofonu ale tak wszyscy się rzucili, że nie było siły sie dostać.
    Już kombinuję jak znaleść kasę na koncert w pradze.

  • nie byłem. na Pragę nie mam kasy. niewiele jest rzeczy których w życiu żałuje. niebycie na FNM jest zdecydowanie jedną z nich

  • Nie byłem.
    Żałuję.

    Czekam, aż przyjadą ponownie na jakiś mniejszy koncert.

    Oni albo Fantomas.

  • Byłem :) Zarąbisty koncert zgadzam się ze zdaniem “Miło że z okazji koncertu Faith No More zorganizowano tę całą imprezę” :)
    @radek: stałem tzn. skakałem gdzies w twojej okolicy :)

  • Byłem. :) Zajebisty koncert! Najlepszy z całego Openera. Przynajmniej z 3 dni.

    Byłem gdzieś blisko środka z lewej strony gdzieś w 1/3 długości między sceną a reżyserką i też skakałem i zdarłem gardło. :) Midlife Crisis z tym „flash mobem” na scenie było genialne. W ogóle zagrali chyba wszystko co najlepsze i co bardzo mi się podobało – dużo kawałków z Angel Dust.

    Patton niesamowity. On jak i jego głos się w ogóle nie zestarzał.

    Mam przeczucie, że ta trasa to nie tylko chęć nareperowania budżetu ale też przymiarka do powrotu na dobre i nowej płyty. :)

  • A nie byłeś przypadkiem gdzieś koło mnie… Stałem przy tej fosie dzielącej widownię na pół, właśnie po lewej stronie, niedaleko od sceny,

  • No to byliśmy niedaleko siebie, faktycznie. Ramię ramię przy mnie na prawo ode mnie ktoś właśnie wydzierał się podobnie jak ja, to może byłeś Ty? ;)

    Ja przy samej fosie nie stałem. Byłem dokładnie na przeciwko klawiszowca Roddy’ego Bottuma. Do fosy miałem ze 3-4 metry.

  • Byłem. W Katowicach. 11(?) lat temu. Na „ostatnim” koncercie:)

  • No to już nie na ostatnim – musisz rwać laski na coś innego. ;)

    Dorzuciłem setlistę.

  • Nie byłem w Gdyni, ale udało mi się zobaczyć ich na żywo w Austrii trzy tygodnie temu i powiem krótko: CHCĘ WIĘCEJ!! Panowie są wspaniali i warci naprawdę wielkich pieniędzy. Przeżycie niesamowite i jeden z najlepszych koncertów mego życia. Praga już jest wpisana do kalendarza i mam nadzieję że się uda.

  • ;( nie byłem. żałuję, ale czekam na Fantomasa i Melvinsów

  • Właśnie wróciłem z Gdyni. Dla mnie najlepszy koncert Openera.

  • no, czekałem aż ktoś puści farbę na temat tego występu. Nie byłem na FNM, nici z Machine Head i Biohazardu, ogólnie festiwalowa wakacyjna dupa w tym roku. za to na DM dotrę, bilety czekają, piwo schłodzi się już w sobotę.

    a “Surprise! You’re Dead” nawet zarzuciłem jako soundtrack do filmiku, który wymyśliłem, na podstawie popieprzonego snu. Scenar leży juz kilka lat u kuzyna, ale jeszcze nie widziałem żadnych efektów pracy :lol:

    „Byłem. W Katowicach. 11(?) lat temu. Na “ostatnim” koncercie:)”- a, to ten koncert, na który FNM sami wybrali jako saport Flapjacka, rajt? a może nie rajt, bo co ja tam wiem, parafrazując Snoopy’ego- „jak nie byłeś na FNM, to nic nie wiesz o życiu” :-)

  • byłam. nie urwali dupy. bardzo poprawny koncert.

  • Uzasadnij?

  • badszelong

    Byłem 4 dni, ale FNM zmiotło pozostałe wrażenia dokumentnie. Muzyczny orgazm^^ Byłem naprzeciwko klawiszy i wielokrotnie strzeliłem z główki jakąś grubą emolkę… Jeżeli to czytasz- wybacz:]

  • Też byłem. Potwierdzam. Najlepszy występn na całym openerze. Ale to już było wiadomo wcześniej… ;)

  • Byłem!
    Ostatnie 25 minut 3-4 metry od sceny z jej prawej strony (przy barierce fosy). Czad i wzruszenia – chłopaki wymiatają. Stare hity dają radę!
    Ps. Fajny tekst Pawle.

  • Na Heinekenie nie byłem… Ale za to zobaczyłem ukochany zespół w Pradze. Po kiepskim supporcie doświadczyłem uczty, na którą tyle lat czekałem. Mike i spółka są rewelacyjni. Koncert na najwyższym poziomie… no i te teksty do publiczności. Np. pytanie Pattona odnośnie zamiłowania Czechów do piłki nożnej. Tłum potwierdził, a Mike: „I heared, you’re suck”… Podobały mi się także wszelkie improwizacje, parodia tej Lady (z)GaGi jako intro do Chinese Arithmetic, wykorzystywanie przez Pattona melotronu znanego z występów Fantomasa, czerwone kurtyny niczym z „Miasteczka Twin Peaks”… Ach działo się, działo… Dzięki Faith No More poczułem się, jakbym miał 20 lat. Teraz tylko z nadzieją czekam na wydanie przez Nich nowego materiału… i trasę promującą. Myślę, po tym co zobaczyłem w Tesla Arena, że Panom starczy jeszcze energii na kilka płyt ;))

Dodaj komentarz