Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Bez komentarza, bez kompromisów


papier · komentarze 52

Bez Komentarza
Żyjemy w spokojnych czasach, przynajmniej tutaj, teraz, w dużym mieście, w Polsce, w Europie. Spokojne czasy mają to do siebie, że potrafią rozleniwiać, sprawiają, że zapominamy o pewnych problemach, albo po prostu nie chcemy zdawać sobie z nich sprawy. „Bez komentarza” Ivana Bruna jest komiksowym kopniakiem prosto w twarz, który momentalnie pozbawi Was dobrego samopoczucia.

„Bez komentarza” to zbiór dwudziestu historii opowiadających o najprzeróżniejszych syfach dzisiejszego świata: apatii, reality shows, korporacjach, biedzie, prostytucji, przemocy, wykorzystywaniu nieletnich, bezmyślnej konsumpcji, społecznej beznadziei, powiększającej się przepaści pomiędzy bogatymi, a biednymi, wyzysku trzeciego świata etc. Oczywiście patrząc na tę listę można powiedzieć, że większość z nich to nie są problemy wyłącznie teraźniejsze, że zawsze tak było, jest i będzie, że ktoś ma gdzieś gorzej od nas. To prawda, tylko co z tego? Tytuł albumu jest nieprzypadkowy – Brun opisuje problemy, przedstawia rzeczywistość i… zostawia ją bez komentarza.

Bez Komentarza

Jest to swego rodzaju test na wrażliwość i świadomość czytelnika. Ci bardziej zorientowani w mig rozpoznają znane motywy i problemy, powiedzą sobie ″no właśnie!″, jak choćby ja po lekturze ″El Gringo″ czy ″Zapuszkowane″. Inni zapytają ″Juarez? Jakie Juarez?″ i zaczną szukać. Wreszcie trzecia grupa tylko wzruszy ramionami i wróci z powrotem przed ekran komputera ciesząc się z własnej znieczulicy. Brun zdaje się podstawiać pod nos całą serię bezlitosnych obrazów mówiąc ″tak właśnie to wygląda, co Ty na to?″, w nadziei, że komuś zaskoczą trybiki w mózgu i zacznie myśleć.

Lektura „Bez komentarza” wywołuje niepokój. Po pierwsze, swoją tematyką. Opisywane sytuacje są trudne, ciężkie, beznadziejne, a momentami wręcz wstrząsające. Po drugie, oprawą graficzną. Wszystkie postacie rysowane są tak, że mają duże głowy, oczy i wyglądają jak wielkie porcelanowe laleczki. I czytając musimy patrzeć, jak te laleczki zabijają się, gwałcą, przemierzają brudne ulice i robią sobie nawzajem masę świństw. Zawarte w albumie komiksy są niemalże nieme – bohaterowie porozumiewają się za pomocą obrazków i rebusów. Jesteśmy więc jeszcze bardziej pozbawieni jednoznacznego tekstu i wszystko musimy sobie sami dopowiadać. Na dodatek, Brun posiadł niesamowitą umiejętność opowiadania o skomplikowanych problemach za pomocą dwóch kadrów, czasami wręcz pojedynczych, całostronicowych ilustracji. Zestawienie fizjonomii postaci, pewnej skrótowości i tematów historii robi niesamowite wrażenie, wywołuje ponury, złowieszczy dysonans, który sprawia, że lektura „Bez komentarza” męczy. Na serio, męczy i przytłacza, ale jednocześnie sprawia, że nie można się od komiksu oderwać. Dochodzimy do ostatnich stron, patrzymy na okładkę i możemy zacząć się cieszyć, że to nas przecież nie dotyczy. Ale czy aby na pewno?

Bez Komentarza

Ivan Brun był wokalistą w punkowych zespołach, teraz właściwie występuje jako jednoosobowy zespół, i jego komiks jest najbardziej punkową rzeczą jaką czytałem od czasów „Prosiaczków”. Zarówno pod względem tematyki, jak i formy. Czytając krótkie historie z „Bez komentarza” czułem się, jakbym słuchał brudnych, wściekłych, półtora minutowych kawałków o wściekłości jaką wywołuje brud otaczającego nas świata. W Polsce nie lubi się, gdy komiksy poruszają społeczno-ideologiczne tematy związane z współczesnymi problemami. Jakoś wolimy czytać obyczajówki, a i sami polscy twórcy na ogół nie lubią zabierać głosu w trudnych sprawach, woląc zajmować się znacznie bezpieczniejszymi komediami, które nie zmuszają do opowiadania się za którąś ze stron i nie wywołają reakcji przeciwników. Dlatego też, wyłączając „Likwidatora”, tę dziurę na rynku od czasu do czasu zapełniają zagraniczni twórcy. Ci, którzy ofukali „DMZ” Briana Wooda jako zbyt „lewicowe” mogą potraktować „Bez komentarza” jako agitkę. Ale to nie jest agitka, tak po prostu wygląda świat. Wystarczy się rozejrzeć.

komentarze 52

  • Kurczaki kentucky, akurat wczoraj miałem to kupić ale wybrałem funhoma. Nie wiem kiedy wyszły prosiaczki ale pixy to nie był czasem zajebiscie punkowy komiks?

  • Fun Home też świetny, więc jeszcze nadrobisz :) „Pixów” nie czytałem, jedynie „Śmierć i dziewczynę” – „Prosiaczki” to były zbiory punkowych komiksów Owedyka, które w różnych reedycjach ukazywały się przez całe lata 90.

  • Prosiacek 1,2,3,4+6 jest łatwo dostępny na allegro (sprawdziłem, jakiś koleś sprzedaje co chwila za 8 zeta). Polecam jakby coś tym którzy nie czytali.
    A po lekturze tego artykułu wrzucam „Bez komentarza” do listy zakupów

  • DMZ nie jest zbyt lewicowe. Jest natrętnie lewicowe. To co innego.

    „Bez komentarza” jeszcze nie czytałem, ale przykładowe strony pokazane w sieci zapowiadały mniej więcej to, o czym piszesz.

  • Jeżeli DMZ jest dla Ciebie „natrętne”, to przy „Bez komentarza” oczy Ci wypłyną uszami.

  • Jeśli rozpatrywać „DMZ” i „Bez komentarza” pod kątem lewicowości to ten pierwszy jest zwyczajnie naiwny, natomiast drugi – tak jak napisał Konrad – ukazuje gorzką prawdę.

  • Bardziej niż w sferze ideologicznej „DMZ” raziło naiwnością i uproszczeniami w fabule – w szóstym tomie to się już kompletnie porozjeżdżało.

  • Lista komiksów do kupienia mnoży się, mnoży, a pieniędzy nie ma, nie ma.

  • Ostra rzecz. taki HC w obrazkach. Miejcie oczy szeroko otwarte.

  • a co to?
    Konrad sam został na motywie?

  • „W Polsce nie lubi się, gdy komiksy poruszają społeczno-ideologiczne tematy związane z współczesnymi problemami”- że co?? całe lata ’90te się miało wrażenie, ze w Polsce nie ma innych komiksów niz politycznie zaangażowane. może tęsknota za obyczajówkami i prostymi akcyjniakami to właśnie stąd.

    nie wiem jak reszta, ale ta historia o żołnierzu to jest naiwna jak filmy Moore’a.
    słyszeliście może, kto pojechał po funduszach na leczenie i opiekę nad inwalidami wojennymi? taki jeden na O?

  • „a co to?
    Konrad sam został na motywie?”
    Nie, a co?

  • fakt, „historia o żołnierzu” jest chyba najsłabsza w całym albumie.
    ale reszta… generalnie podpisuję się pod recenzją Konrada. mocna rzecz.

  • Dziwny jest dla mnie ten komiks. Oczywiście bardzo fajna warstwa graficzna, zwraca uwagę na wiele ważnych problemów. Ale wizja świata Bruna jest bardzo spolaryzowana – uciskane doły i te mendy z korporacji. A że komiks nie ma faktycznie żadnego komentarza, jest to problematyczne. Jak autorka „No logo” oskarża korporacje to posługuje się faktami. Brun posługuje się emocjami. Nie wiem, czy to właściwe jeśli ma być to historia na temat „tak wygląda świat”.

  • „No Logo” ukazało się blisko 10 lat temu, w środowisku z którego wywodzi się Brun te „emocje” od dawna są podparte wieloma dyskusjami i źródłami, że nie ma sensu zamieszczać przypisów. Od płyty muzycznej też byś tego wymagał? Piosenek pt. „korporacje śmierdzą, ale jedna z nich ma program pomocy biednej młodzieży w Gwatemali, więc w sumie nie wszystkie są złe”?

  • Dobrze wiesz, jak wygląda tzw CSR w wydaniu niektórych korporacji. Sam sobie odpowiedz. Komiks to nie płyta. To nie wsio rawno. Znam środowisko hc punk doskonale, sam byłem kiedyś nawet SE. Może właśnie dlatego „No comment” mnie razi. Poza tym tendencyjność nie jest dobra w żadnym wydaniu. Jak dla mnie „tak nie wygląda świat”. Co najwyżej jego fragment.

    Nie znaczy to, że niektóre nowelki w tym tomie nie są dobre. Ta o reality show np. i te, które przedstawiają biedę na Filipinach. Ale historie, w których Brun “analizuje” proces myślenia człowieka korporacji są tanie.

  • No przecież wiadomo, że to tylko jego fragment. I każdy choć trochę rozgarnięty czytelnik doskonale wie, że nie można tego komiksu traktować jako źródła i prawdy objawionej, a jedynie jako pacnięcie w czoło, aby samemu zacząć się rozglądać. Tak jak chyba jeszcze nie ma reality shows w którym ludzie są gwałceni, zjadają własne odchody, a na koniec są zabijani, tak wiadomo, że nie wszystkie korporacje tak wyglądają. Dla mnie „Jaja” świetnie pokazują łańcuch frustracji jaki tworzy się między ludźmi, w dowolnej firmie.

    Dlaczego komiksu nie możemy traktować tak jak płyty? Przecież może być, jako medium, wykorzystane do niesienia takich samych treści, tylko, że w inny sposób.

  • Ale to nie jest agitka, tak po prostu wygląda świat – Twoje słowa

  • Owszem, moje.

  • Ja do punkowych płyt mam duży dystans, więc analogicznie – do tego komiksu również.

  • JAPONfan

    Sadzac po przykladowych planszach „widzieliscie „urodzonego 4 lipca” „platoon” „rambo” „NWO”? jesli nie to nie musicie, strescimy to na 3 stronach”.
    Konrad, jaki test na wrażliwosc czytelnika? „ojoj, biedni amerykanie strasznie drogą mają ta benzynę” czy ” ojoj, straszne te zaglodzone dzieci” czy moze „ojoj, no rzeczywiscie to straszne z tymi kobietami, ogladalem kiedys o tym program”.
    Sedno: Piszesz o tym komiksie jak o wielkim wstrzasajacym punkowym dziele który rusza z posad swiat. A to taki sam komiks jak filmy na tvpinfo po 23 o zlym kwikmarcie, zawyzonych wydatkach rzadu USofA czzy tym ze kiedys budzet to byla jedna 100 stronicowa ksiazka z liczbami a teraz to 5 300 stronicowych wolumenow z kolorowymi wykresami. Ty mowisz ze to pacniecie w czoło a ja odpowiadam „Na bank komiks dotrze do tych ciemnych mas ktore wierza w broń masowego rażenia w Iraku” Duuuuuuuh.

  • No właśnie Japon siadaj, oblałeś.

  • Dobrze, że komiks wywołuje dyskusje. Na marginesie, wczoraj jedynka przed południem puściła naprawdę zajebisty film: „Syryjska narzeczona”. Recz o Palestynie, Izraelu etc. Obok różnych, związanych z tym tematem problemów, pokazana też została chujowatość biurokracji. Polacy bezsens takiej sytuacji powinni dobrze zrozumieć. Ot, np. tak ja dzisiaj wyprowadzając się z akademika (acz to całkowicie inna, nieporównanie mniejsza, skala). Polecam film, a powyższy komiks bankowo sprawdzę.

  • @PKP – ja na ten film natknąłem się przypadkiem i już miałem go przełączyć, gdy sam nie wiem co mnie podkusiło, żeby leciał sobie dalej. Dobry, przejmujący film, który w sumie, odświeża wiele wspomnień dla co poniektórych Polaków.

    A co do komiksu, to szkoda, że artykuł nie pojawił się o godzinkę wcześniej. Bym dodał go do zamówienia :) Ale nic to; na oficjalnym blogu autora można spokojnie przejrzeć co lepsze komiksy a i gdzieś mi śmignął „linek” do torrenciaka. Ale postaram się wytrwać i dorwać wersję papierową, bo komiks wart jest postawienia na półce.

  • Aby ściągać skany komiksu, który jest dostępny od ręki w kraju, to naprawdę, potrzebna jest wyższa szkoła jazdy. Gratuluję.

  • Oj tam; nie wymyślaj.

  • Oj, chyba masz rację, niepotrzebnie sprowokowałem. Pardnon. Nie chciałem. :/

  • Po prostu za pół roku wpadniemy do Ciebie i sprawdzimy, czy będziesz miał ten komiks na półce. Jeśli nie, to Cię zakopiemy w dole wypełnionym pozostałym po BFK sushi.

  • pjp, siedzisz do 21.00 w pracy?

  • Na mnie największe wrażenie wywarła (niejako dwustronicowa) parafraza „Tratwy Meduzy”. To właśnie jedno-, dwuplanszówki są najsilniejsze w tym komiksie.

  • Konrad, nic nie zostało:)

  • Mocno się łamię, bo przejrzałem ten album. Historie na przykładowych stronach mnie średnio zachęciły, ta o żołnierzyku to żałosna demagogia jest. Oczywiście sporo w niej prawdy, ale pokazanie tego w taki sposób wali propagandą jak u Moore’a albo Gierka.

    Zaliczyłem też 12 dni, które mam nieszczęście ocenić „od tylca”, bo pracowałem przy takich programach i to, co Brun tam sadzi, to wydumane koncepty ludzi z przodu ekranu. W rzeczywistości niewiele ma to wspólnego z tym, co się faktycznie dzieje (co widzi widz, inna inszość).

    Mam wrażenie, że to taki komiksowy Moore, tylko bardziej niepokorny i pankujący.

    A stylizacją na obrazki dla dzieci zrobił to, co od dawna robi lepiej Trevor Brown – postanowił poszokować odrobinę więcej.

    Nie wiem, przeczytam całość, to może zmienię zdanie, ale z bardzo dobrego nastawienia generalnie przechodzę na obojętne po zapoznaniu się z częścią materiału.

    A może retoryka „korporacje to szatany sodomizujące świat” jest już dla mnie zbyt śmieszna. Albo ja za stary, żeby wejrzeć w swoje serce i jeszcze ją pojąć.

    A może mam w dupie te wszystkie problemy? Mam swoich wystarczająco dużo, nie potrzebuję więcej. I w sumie wali mnie, co się stanie z tym światem za 50 lat.

  • „Zaliczyłem też 12 dni, które mam nieszczęście ocenić “od tylca”, bo pracowałem przy takich programach i to, co Brun tam sadzi, to wydumane koncepty ludzi z przodu ekranu. W rzeczywistości niewiele ma to wspólnego z tym, co się faktycznie dzieje (co widzi widz, inna inszość).”

    Bruno, jak większość ludzi, może wydumywać koncepty tylko z przodu ekranu. Nie każdy pracuje w telewizji.

    „I w sumie wali mnie, co się stanie z tym światem za 50 lat.”

    Dziwnie to brzmi spod klawiatury człowieka, który ma małą córeczkę.

  • @Jaszczu, to będzie JEJ świat. To ją musi obchodzić, czy sobie w nim poradzi – tego ją mam zamiar nauczyć.

    Nie podawać nic na tacy. Wiem już, z perspektywy doświadczeń, że w pewne sposoby świata się nie da zmienić, na pewno nie lewackim buntem.

    Wiem, że trochę trudno takie podejście ocenić i zrozumieć, ale mam własne, podobne doświadczenia – do wszystkiego dochodzić sam.

    Ja za 50 lat pewnie będę gryzł piach w rodzinnym grobowcu albo hulał z wiatrem, zależnie na co się zdecyduję.

  • Godai, kumam, że jej świat i będzie musiała o siebie zadbać. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że Ty dziś masz w dupie jak ten jej świat będzie wyglądał. Tak po ludzku życzysz jej chyba, żeby miała jako taki grunt, na którym będzie mogła o siebie dbać. Jak świat jest jedną wielką rozpierduchą, to możesz być sobie obrotny i zaradny, a rozpierducha zrobi swoje. Podsumowując, nie wierzę, że masz to tak do końca w dupie, tylko dlatego, że Ty akurat będziesz wtedy hulał z wiatrem.

  • > Bruno, jak większość ludzi, może wydumywać koncepty tylko z przodu ekranu. Nie każdy pracuje w telewizji

    I oto jest pytanie – czy lepiej czytać wydumane koncepty do jakich dochodzą tysiące (o ile nie miliony odbiorców) czy jednak ciekawsza będzie jedna relacja człowieka „ze środka”?

  • @Jaszczu – nie wiem do końca, jaka jest twoja recepta na uczynienie tego świata lepszym. Moja na zadbanie, aby się nie pogorszył, jest inna niż punkowski bunt przeciw wydumanym korporacjom. Moją jest praca u podstaw. A ta jest nierozerwalnie związana z pielęgnacją „systemu” i drobnymi ruchami mającymi na celu umożliwienie tego funkcjonowania.

    Jeśli chcę, aby dziecko dało sobie radę, a mieszkam w dżungli – nie wykarczuję dżungli, tylko nauczę dziecko polować, odróżniać grzyby halucynogenne od trujących i łapać węże.

    :)

    Nie mam w dupie, jak będzie wyglądał świat. Ale to nie ma żadnego punktu stycznego z tym, że retorykę Bruna uważam za chybioną. Jest dobra dla nastolatków. Jeśli odmawiając przyjęcia jego punktu widzenia i stuknięcia się w czoło staję się podporą „Babilonu”, to chętnie stanę się twarzą na koszulkach w sklepie z konfekcjonowanym buntem.

    A jeśli mówimy o poważnej, merytorycznej rozgrywce ze skurwieniem tego świata, to w tym materiale, który dotąd przeczytałem, Brun tego nie dotyka. On leci po fizjologii mechanizmów, nie po ich przyczynach. Po politurze tego skurwienia, a nie po jego konstrukcji.

    @Rob: relacja „ze środka” byłaby równie nudna, jak samo reality show. Żałosne nic w porównaniu z ruchaniem w dupę i wypruwaniem jelit. :D Takie emjakmiłość.

  • Godai, ja się w ogóle nie czepłem Ciebie w kontekście komiksu Bruna. Dziwnie mi po prostu zabrzmiało napisane przez Ciebie zdanie, w kontekście tego, że masz potomka, który za te 50 lat na tym świecie ciągle będzie. Nie chodzi mi o zmienianie świata, czy naukę jak w nim przetrwać. Tylko o ludzkie „dobrzeżyczenie” światu, żeby jednak był za te 50 lat do zniesienia:)

  • Jaszczu… Jak to ująć. Nie uważam, że mogę mieć wpływ na ten świat. Z takich poglądów, jak z czytania komiksów, niektórzy wyrastają. Jedni z nudów, inni z lenistwa, inni pod wpływem osobistych przeżyć.

    Nie interesuje mnie, jak będzie świat po śmierci mojej wyglądał. Interesuje mnie, czy Zu sobie poradzi. Jeśli nie – to znaczy, że zawiodłem.

    Robię to, co mogę zrobić, nie porywam się na to, czego nie mogę.

    Nie uważam też, że świat będzie dużo gorszy niż jest.

    70 lat temu na cały świecie ludzie się mordowali w imię cesarza, kanclerza i co tam jeszcze – nikt mi nie powie, że jest teraz gorzej :D

  • Ech Bartek, nie do końca rozumiesz co mam na myśli, albo ja nie potrafię tego napisać:) Przy najbliższej okazji piwkowej, wyłuszczę Ci co i jak:D

  • Bardzo chętnie. Wydaje mi się, że chyba wiem, co chcesz powiedzieć i to faktycznie jest dziwne. Znaczy – moje do tego podejście.

  • A ja Godai myślę, że teraz jest jednak gorzej. Problem leży w tym, że dzisiaj człowiek jest bombardowany z każdej strony dezinformacją, której podstawowym celem jest wzbudzenie w nim albo wątpliwości co do danego tematu, albo, co jest bardzo bardzo, ech, baaardzo skuteczne, całkowitej obojętności wobec niego.
    A co do Twojego postępowania, rozumiem je i nie jest czymś szokującym, choć lekko zabarwiłeś je goryczą.

  • Wiesz co, czy jest gorzej?

    Porównaj standard życia (kanalizacja w domu, bieżąca woda, elektryfikacja), porównaj poziom śmiertelności noworodków, poziom śmiertelności w ogóle, porównaj jakość transportu.

    Z powiedzmy danymi z rocznika statystycznego z roku 1950.

    A potem powiedz mi, że jest gorzej.

    :D

    Owszem, wtedy ludzie jakby mniej się mordowali, ale o dezinformacji w obozie wschodnim można pisać (i pisze się) całe biblioteki.

    Wszystko jest, niestety, jak zawsze, tylko punktem widzenia.

  • > Owszem, wtedy ludzie jakby mniej się mordowali,

    Nie tyle mniej się mordowali co wykrywalność i skuteczność organów ścigania była mniejsza.

  • Ty_draniu

    Godai masz rację jest lepiej :)
    Mimo że w 2004 roku PKB w Polsce wzrósł o 5,3%, większość wskaźników ubóstwa uległa pogorszeniu. Według GUS w zeszłym roku poniżej minimum socjalnego żyło prawie 60% Polaków. W 2003 roku było to 59%, w 2002 58%, w 2001 57%, w 1996 47%, a w 1989 wskaźnik ten wynosił tylko 15%.

  • Godai ale nie o to mi chodziło. Moje zdanie nie dotyczy tylko tego co się dzieje na naszym podwórku, czytaj, region, kraj czy też UE. Myślałem tu o bardziej globalnym obrazie mając na uwadze tylko konflikty zbrojne a nie przestępstwa kryminalne.

  • Znikt: Hm, cóż, jak się przejrzy historię, to nie ma teraz więcej wojen niż dawniej. Na pewno nie są to większe konflikty niż w 1944 chociażby. Albo w 1993 na Bałkanach. A 20 tysięcy ludzi zabitych pod Sekigaharą to mało było? Szczególnie w porównaniu do ówczesnej demografii?

    Zresztą mnie bardziej interesuje wskaźnik zabić „za dychę” na ulicy w Warszawie, niż ilość rozjechanych czołgiem Somalijczyków.

    Może i jest teraz gorzej, bo mamy AIDS. Za to długość życia jest dłuższa, umieralność ogólna niższa, przeżywalność noworodków wyższa. To są wskaźniki, które mnie mocno przekonują.

    Ty draniu – a jaki był ten statystyczny wymyślony niedawno wskaźnik progu ubóstwa 100 lat temu? Nawet 50. Chociażby. Sądzę, że dzisiejsze „ubóstwo” to i tak o niebo wyżej, niż przednówek chłopa pańszczyźnianego z XVIII w. Chyba, że się mylę? A w średniowieczu, ile osób żyło poniżej „granicy ubóstwa”? Może nie mieli czasu na takie pierdoły jak statystyka, bo zapierdalali, żeby mieć czym żyć?

    Pany, albo „kiedyś było lepiej” albo „za komuny było lepiej” albo „dla mnie historia ma tylko 15 lat wstecz”.

    Zdecydujmy się, jakie kryteria „kiedyś” przyjmujemy.

    W X p.n.e. wieku większość terytorium tego kraju porastała dziewicza puszcza. Było super. Ale mało kto dożywał sędziwego wieku 40 lat. Lepiej było wtedy?

    A za epoki lodowcowej, jak 25 letni starcy przy ogniu opowiadali bajdy, ludzie chodzili w skórach i polowali na mamuty, to też lepiej było? Nawet sztukę obrazkową już mieli.

    Dla mnie świat jako miejsce bytowania człowieka się poprawia. Ludzka kondycja owszem, słabnie. Jako gatunku, z biologicznego punktu widzenia. Ale co to ma do rzeczy?

  • Jakiś czas temu oglądałem „Dzieci z Leningradzkiego” Hanny Polak i Andrzeja Celińskiego. Jest to dokument portretujący grupę bezdomnych dzieci, żyjących w okolicach moskiewskiego metra. Walnął mnie bardzo, podobnie jak lektura”Pocztówki z grobu”. A dlatego, że film nie opowiada o wielkich machinacjach w wielkim świecie. Dotyczy prostych osób, małych dzieci, które raczej nigdy nie zostaną punkami, chcącymi zmienić porządek świata. Wątpię nawet czy będą mogły zrobić coś ze swoim życiem. Była tam jedna scena gdy grupka młodych osób dawała, bezdomnym dzieciakom ubrania. Kamerzysta uchwycił jak jednemu z chłopców zostaje wyrwana dostana dosłownie chwilę wcześniej rzecz. Po co ta pomoc, skoro prowadzi do czegoś jeszcze gorszego? Przecież nawet jeśli chcemy komuś pomóc, to zawsze trzeba dokonać selekcji, a to boli. Jeszcze jedna scena mnie uderzyła, kiedy grupa chłopaków biła menela. Oni bili, ale kiedyś to oni będą bici przez podobnych sobie. Koło obłędu. Po obejrzeniu „Dzieci” poczułem ból i bezsilność, bo nie wiem, czy da się coś zrobić z tym światem?

    Zgadzam się z godaim, że rozważania kiedy było lepiej są co najmniej dziwne, przecież dzisiaj jest dzisiaj. I tak chyba powinniśmy patrzyć. Przecież w czasie sie nie cofniemy, a wypatrując utraconych chwil, nic nie zmieni, więcej tylko bardziej może przytłoczyć.

  • @stoniu: straszliwy to film jest. Po nim na długo odeszła mi ochota na dokumenty.

  • Widzę, że lekcję z Pasoliniego Brun też odrobił (finał z historyjki o „big braderze”).

    Mam nadzieję, że nie zaspoilerowałem.

  • Godai, nie czytałem tego komiksu, i szczerze powiedziawszy nawet nie wiem czy będę w stanie, ale być może właśnie dlatego nie do końca rozumiemy się. Zestawienie, które podałeś dla minie ma o tyle sens, jeżeli ustawisz w nim odpowiedni region. To, że my mamy teraz lepiej nie oznacza, że gdzie indziej jest tak samo. Problem leży w tym, że na świecie proporcjonalnie liczba tych, którzy „teraz” mają się gorzej od liczby tych, którzy „kiedyś” tak mieli, z powodu coraz większego przeludnienia jest wyższa. Co gorsza, szaleństwo i determinacja tych „teraz” jest znacznie większe niż tych „kiedyś” choćby z powodu łatwiejszego masowego dostępu do broni, to raz, a dwa specyfiki prowadzenia walki (mam tu na myśli partyzantkę i „terroryzm”) i szerokiej polityki naboru (dowolny czy siłowy, nie ma to znaczenia).
    Co do liczb ofiar, to się też nie mogę całkowicie z Tobą zgodzić. Problem leży w tym, że ludzie w naszym, bardziej stabilnym i bezpiecznym świecie, nie zwracają uwagi na liczby ofiar w świecie podawane w wiadomościach (to abstrakcja mniej ważna niż przeceny w centrach handlowych), to raz, dwa, niektóre z nich są fałszowane. Tu przykładem może być choćby Irak. Pamiętasz relacje ze zbombardowanej przez Amerykanów autostrady, która zamieniła się w gigantyczne złomowisko spalonych aut? Amerykanie twierdzili, że jedynymi ofiarami byli żołnierze iraccy, a tak naprawdę w ciągu jednej nocy zginęło tam szacunkowo od 30 do 40 tysięcy cywili.
    Yslaire w „Niebie nad Brukselą” cytował jak wyglądały „relacje” z tej wojny. Popatrz o ileż są krótsze niż te prawdziwe w tv a i tak wielu znudziły.

Dodaj komentarz