Opublikowane o 10:25, 27 czerwca 2009
autor: Konrad Hildebrand

Słyszeliście? Michael Jackson nie żyje. Wiecie, ten koszykarz Chicago Bulls, który postanowił nagle zacząć grać w baseball i zdobył mistrzostwo kraju, a potem został nagrodzony Oskarem za „Kosmiczny mecz”. A, to nie on? Michael Jackson, król popu? Kto?
Trzeba przyznać, że Michael Jackson był wczoraj wszędzie. W prasie, radiu, telewizji, internecie, a nawet w dyskusjach w pewnej praskiej piwnicy przerobionej na sale prób. Najlepsze jest to, że aby osiągnąć ten efekt, tym razem Król Popu nie musiał machać dzieckiem z balkonu, doprowadzać do ugody w sądzie, nie, po prostu umarł, a kraj, planeta, cały wszechświat, pogrążył się w żałobie.
Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że to nie jest żałoba po człowieku. Ludzie płaczą, bo nagle ktoś im przypomniał jego piosenki i zorientowali się, że te hity są sprzed prawie 20 lat, a oni sami, nie mają już lat piętnastu. Przecież nie chodzi tutaj, że Michael już nigdy pięknie nie zaśpiewa, pięknie nie zatańczy, ani nie wymolestuje pięknych chłopców – jego kariera była martwa od dobrych kilku lat i mało kto, poza 10 milionowym legionem najwierniejszych fanów, nie pamięta o wydanym w październiku 2001 „Invincible”. Ludzie pamiętają szlagiery Jacksona z lat 80 i początku 90, bo wychowali się na nich, za tydzień już nie będzie śladu po żałobie i z powrotem będzie można posłuchać tych kawałków, bez złośliwego przybijania piątki w autobusie, za każdym razem gdy w radiu pojawi się kolejny przebój. Choć nie, Michael Jackson Five jest zbyt fajne. Całą obłudę histerii wokół śmierci Jacksona demaskują wyniki Google Images na hasło „Michael Jackson”. Znalezienie jakiegoś w miarę ładnego, nie będącego spekulacją na temat jego nosa, zdjęcia jest mocno utrudnione.

Jednocześnie mocno irytującym jest to całe gadanie o „Królu popu”. Król? Raczej tego popu więzień, odchowane dziecko plastikowej, papkowatej machiny spod znaku MTV, Radia Zet i Bravo. Może wzbudzać tylko żal. Jak słyszę o jego niebywałym wkładzie w muzykę, to nagle zdaję sobie sprawę, jak bardzo ten świat mam gdzieś. Jackson był ponurą fantasmagorią, skrzywdzonym przez przemysł rozrywkowy produktem, który jeszcze parę miesięcy temu spokojnie umieszczano w rankingach dziwadeł i śmiano się, co też mu znowu odpadło. No a teraz umarł, wielka różnica. MTV cały wczorajszy dzień puszczało jego teledyski pod hasłem „Nigdy cię nie zapomnimy”. Pytanie tylko, jak często puszczało jego klipy wcześniej? To był raczej dzień „Dziś sobie o tobie przypomnimy i wstawimy zamiast kolejnego odcinka ‘Rape my mom’”. Gdy piszę ten tekst, w warszawskim Antyradiu leci przekrój przez jego twórczość. Co dobrze pokazuje, jak to jest, z tym całym „anty”.
Jaś Kapela słusznie zauważył, że tak naprawdę, wszyscy mają gdzieś Jacksona i traktują go jako masową zabawkę, chłopca do bicia, którego nie sposób zrozumieć i traktować poważnie, bo jest gdzieś daleko i wydaje się mało realny. I że właśnie najsmutniejsze jest to, że gdyby nie to, jaki Michael przez ostatnie kilkanaście lat był, toby się tak nie zachował w zbiorowej świadomości. Może jakieś fragmenty jego klipów byłyby wmontowane w złośliwe filmiki i moglibyśmy kogoś „zjacksonować”. Rozmawiałem z Martą na ten temat i z kolei ona stwierdziła, że teraz wreszcie od piosenek Jacksona odpadnie cała ta warstwa człowieka jakim był, jego dziwactwa, choroby, zboczenia – zostaną suche przeboje, do których ludzie znowu będą się bawić.
Z publiczną śmiercią Jacksona, który miał rzekomo umrzeć „na oczach milionów”, świetnie kontrastuje śmierć Farrah Fawcett, Aniołka Charliego, która przez ostatni miesiąc razem z mężem była bohaterką kolorowej prasy ze swoją opowieścią o miłości aż do ostatnich chwil. Umarła na raka, mąż był przy niej, bardzo romantyczna historia. Teraz Fawcett zostanie zapamiętana, jako ta, która umarła w najgorszym momencie. Cześć tej pamięci.
JAPONfan dnia 27 czerwca 2009 o 11:04
No i te 750 tysiecy ktore kupiło bilety na jego powrotną trasę.
Any way. Podzieliłem sie tą myślą z belem ale i wam ja przedstawie.
„ale byłby mega zajebisty moment jakby sie okazało ze to tylko taki numer na rozpoczecie trasy koncertowej i na pogrzebie michale wyszedl z trudmny i zaczal tańczyc thriller!”
Taka moje teoria spisku.
Bajaos dnia 27 czerwca 2009 o 11:18
Nho tak…zaraz beda teksty…nie płakałem po Jacksonie…
Strasznie mnie denerwuje ten cały lament telewizyjno-radiowy. Oczywiscie szkoda człowieka, zawsze to strata ale nie przesadzajmy z tym „że wszyscy płaczemy i straszny żal”. Media sa po prostu nie znośne po takich „wydarzeniach”, nie da sie telewizora włączyć, strach konserwe otworzyć. Po prostu masakra.
fafkoolec dnia 27 czerwca 2009 o 11:27
antyradio przestało być anty po wykupieniu przez Eurozet czyli ludzi od Radia Zet.
Po takim nagłośnieniu jego śmierci zacznie się walka o pieniądze – koncerty ku pamięci, wznowienia płyt etc.
mort dnia 27 czerwca 2009 o 11:28
masz sporo racji, ale jak na mój gust trochę mu się ten ‘Król’ należy. Bo jak nie jemu to komu? Na pewno cały ten szołbiznes przyczynił się do jego zniszczenia, ale nie można odmówić mu świetnych pomysłów na muzykę. Miesiąc temu pod wpływem znajomej zacząłem sobie odświeżać jego twórczość, obejrzałem Moonwalker’a, mam na ipodzie dwie jego płytki i co zachwyca? świetna muzyka pop. jakoś jednak wolę wierzyć, że Michael był jednak zbyt nieodporny na sukces i to co ze sobą niósł, niż w to że wszystko to od początku do końca było produktem, on miał talent i świetne pomysły, nie można tego odmówić. ale może się mylę.
a tak w sumie w tym komentarzu chciałem tylko dać znać, że nie dla wszystkich był ‘ponurą fantasmagorią’ a jednocześnie zaznaczyć, że nie wszyscy którzy szanują go za muzykę należą do ’10milionowego legionu’. chociaż, nie, nie znam Invincible, ale postaram się niedługo poznać, przez co niestety wpiszę się teraz w schemat ‘umarł to go se przypomne i posłucham’, choć ja sam tego tak nie postrzegam.
a teoria JAPONfana jest genialna :D
Orion dnia 27 czerwca 2009 o 11:30
„MTV cały wczorajszy dzień puszczało jego teledyski pod hasłem “Nigdy cię nie zapomnimy”. Pytanie tylko, jak często puszczało jego klipy wcześniej?”
No akurat dość często leciał zwłaszcza na VH1.
Szanowałem o jako muzyka, nie lubiłem jako człowieka. Ta śmierć nic nie zmieni w jego twórczości – bo tak, jak powiedziałeś Jackson jako artysta już praktycznie nie istniał. Istniał tylko jako medialny potwór, o którym znów pisano gdy nie było pomysłu na tekst. Żal mi go.
klos dnia 27 czerwca 2009 o 11:31
Właśnie to, że MJ był wczoraj na językach wszystkich mimo tych odpadających nosów, „zboczeń” i kiepsko sprzedającego się ostatniego albumu – o czymś świadczy. Prawda jest taka, że mimo wszystko, pod całym tym gównem plotkarsko-skandalicznym – Jackson był genialnym kompozytorem, tancerzem i piosenkarzem. Jego kawałki po prostu porywały, jego ruchy i głos hipnotyzowały. Oczywiście jest to mainstream, a nie niszowa alternatywa, którą tak „wszyscy” lubimy, ale to właśnie porywa 99% mieszkańców planety Ziemia i dlatego wczoraj szukali jego kawałków w sieci. IMHO
JAPONfan dnia 27 czerwca 2009 o 11:37
Wrzuce wam newsa. Nokia otworzyla sklep z muzyka. 3,40 za piosenke 34,90 za album. Zabijam tadycyjne sklepy z muzyką.
mort dnia 27 czerwca 2009 o 11:38
@fragos – filmweb
idiotyzm… no ale, to tak jak z radiem, telewizją o których wspominaliście. ja np. nie oglądam i nie słucham wyżej wspomnianych i mam święty spokój :)
konradh dnia 27 czerwca 2009 o 11:51
Orion – VH1 jest mimo wszystko inaczej sformatowane niż MTV – właśnie jako takie telewizyjne ograne przeboje ala RMF FM.
I oczywiście nie odmawiam Jacksonowi tego, że nagrał te kilkanaście lat temu parę nośnych kawałków.
Fragos – heh, ciekawe czy ze „Straszngo filmu” teraz też usuną. Debile.
Maciej dnia 27 czerwca 2009 o 11:54
Najlepszy pod wzgledem artystycznym okres twórczości ś.p. M.J. to nie prawie 20 a 30 (sic!) lat temu. Pierwsze hity M.J.(solo z produkcją Quincy Jonesa) nagrywał zanim jeszcze istniało MTV. „Off the Wall” z zajebistym Don’t Stop ‘Til You Get Enough to rok 1979.
Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 27 czerwca 2009 o 12:17
Jacksona lubię tylko z okresu Jacksons 5. „ABC” i takie tam hiciorki.
Dzięki, że wspomniałeś o Farrah Fawcett, jakoś mi jej bardziej szkoda. Może dlatego, że w czasach swojej świetności była super laską, a Jackson tańczył z zombiakami i chodził do tyłu?
rysielec dnia 27 czerwca 2009 o 13:02
Historia Michaela Jakcsona jest bardzo ważna dla popkultury – od strony niszczenia jego psychiki czy też od tej muzycznej strony. Jackson nie nagrał „parę nośnych hitów”, a trzy, klasyczne albumy z czego dwa są uważane za naprawdę ultra ważne. I są zajebiste do dziś.
Zmienił podejście do teledysków, Jackson z czasów Thrillera to nie żadne głupawe skandale, a tworzenie pozytywnej legendy. Moonwalker, podejście do teledysków, albumy wyprodukowane przez Quincy Jonesa – wszystko.
Był chyba pierwszą tak wielką gwiazdą, która od dzieciństwa żyła na scenie („ABC” wspomniane przez Agona wymiata, wymiata) i pierwszym tak jaskrawym przypadkiem (gruby okres Elvisa w Las Vegas to jednak nie to samo) zniszczenia człowieka przez sławę.
Media i szołbiznes po raz kolejny gwałcą martwego człowieka bezsensowną egzegezą. Myślę, że cała szopka zepsuje jego postać tak jak zepsuła inne ikony. Ja po prostu polecam posłuchać sobie jego muzyki.
ralfi dnia 27 czerwca 2009 o 13:03
MJ nawet obdarty z całej tej popkulturowej otoczki pozostaje geniuszem, który jednak coś stworzył. Gdyby nie on to w dziedzinie śpiewu, tańca, teledysków bylibyśmy jakieś 100 lat za wiadomo kim.
pawelk dnia 27 czerwca 2009 o 13:23
Ja tam się z Martą zgadzam – zniknęła osoba, więc może ludzie przypomną sobie o muzyce… I niektórym zostanie na dłużej.
Płakał nie będę, po prostu jak zwykle od czasu do czasu posłucham sobie „Beat it” z solówką Van Halena lub „Black&White” nagranego ze Slashem, albo obejrzę wyprzedzający swój czas efekciarski „Thriller” (dziś uznawany za „taniec z zombiakami”). Lubię jego kawałki, lubiłem i lubił będę, ale ołtarzyka stawiać nie mam zamiaru. Irytuje mnie medialna szopka, irytuje mnie głośne deklarowanie się za lub przeciw, irytuje mnie walka jednych z drugimi albo pisanie kto umarł lepiej. Chyba sobie net odłączę.
blu dnia 27 czerwca 2009 o 14:35
pełna zgoda z rysielcem
to jest trochę tak z twórcami, którzy dali podwaliny jakiemuś gatunkowi na tyle potężne, że zaczęły być kopiowane przez prawie wszystkich następców – z perspektywy czasu wydaje się ze to nie jest wielkie halo. właśnie dlatego ze zaczęło tego być wszędzie pełno. ale Jackson jest królem popu! bez dwóch zdań i nie nam to osądzać. prawda jest taka, że większości nas albo nie było na świecie gdy Michael był u szczytu swoich możliwości albo to były jeszcze pieluchy, tak czy siak wystarczy zapytac rodzicow – moi przyznali ze na kazdy owy teledysk Jacksona czekali jak na premiere filmową. Oczywiscie ze nas teraz video do Billy Jean nie powala na kolana ale to jest podstawa! i wszystkie Justiny, Britney i inni lepsi czy gorsi są tylko kopiami kopii a matrycą jest nikt inny jak MJ.
.C.Z. dnia 27 czerwca 2009 o 15:01
Majkela lubię o tyle, że uważam Thriller za najlepszą popową płytę ever. Jednak nie na tyle, by mieć go w domu – kolega kupił, przypomniałem sobie, nóżką potupałem (przy Bidecie i Bilidżin super się na rowerze śmiga) i tyle. Jak mnie najdzie to mam jutuba :-)
Nie mniej, za czasów J5 muzycznie to było kilka perełek jak chociażby Darling Dear ze świetnym bassem Jamesa Jamersona. Ehh… Motown.
pawelk dnia 27 czerwca 2009 o 15:25
„Może dlatego, że w czasach swojej świetności była super laską, a Jackson tańczył z zombiakami i chodził do tyłu?” ale chrzanisz…
Smutas dnia 27 czerwca 2009 o 15:41
Na Merlinie już zaraz wystawili promocję z jego płytami. jak przyjemnie zarabiać kasę na czyjejś śmierci.
Rob dnia 27 czerwca 2009 o 15:43
No, w Empiku już na następny dzień od samego rana (czyli w parę godzin po stwierdzonej śmierci) były już stoiska z Michaelem 1958-2009.
Glut dnia 27 czerwca 2009 o 15:44
@.C.Z. Dałem to parę komentarzy wyżej.
konradh dnia 27 czerwca 2009 o 16:04
blu: oczywiście trudno spekulować, jak wyglądałaby muzyka pop bez MJ, ale wydaje mi się, że przed nim miała się też całkiem nieźle, a on sam i jego twórczość była raczej kolejnym krokiem w ewolucji gatunku, niż jakąś rewolucją. W końcu przecież MJ był dzieciakiem wychowywanym w muzycznej rodzinie, od małego tresowanym na gwiazdę. To w końcu musiało zaprocentować.
nowacki dnia 27 czerwca 2009 o 16:53
smutas: to na Merlinie było już zapowiadane kilka tygodni temu.
JAPONfan dnia 27 czerwca 2009 o 17:33
Oh, My God! They killed Michael.
.C.Z. dnia 27 czerwca 2009 o 17:40
Glut – Trudno. Od przybytku … :-)
KMH – Zależy jak rozumieć pojęcie „POP” w kontekście muzyki. Czy jest to wszystko co popularne, czy może chodzi o muzykę lekką w odbiorze, wyprodukowaną dla uzyskania optymalnego brzmienia z dużą ilością środka, opartą o chwytliwą i powtarzalną melodię i wysunięciem wokal o kilka poziomów głośniej niż podkład.
Jeśli to pierwsze to zrewolucjonizował – Thriller sprzedał się jak żadna płyta w historii.
Jeśli to drugie to zrewolucjonizował – Thriller sprzedał się jak żadna płyta w historii.
Maciej dnia 27 czerwca 2009 o 18:43
Słucham sobie ostatnio mega kolekcji TOP 20 1955-2005. Na każdej płytce dwadzieścia największych (w kryteria wyboru nie wnikam) hiciorów danego roku. Właśnie zaczynam lata ’80.
M.J. niewątpliwie BYŁ królem popu.
kzmarch dnia 27 czerwca 2009 o 18:57
Właściwie Konradh to MJ nie był tresowany na gwiazdę. Zamysł ojca który dowodził zespołem spychał MJ na dalszy plan. Blokował jego talent na rzecz jednego ze starszych braci.
A jeśli idzie o wspomnienia z nim to będąc małym chłopcem miałem w pokoju tapetę z Majkelem ;P
orlinos dnia 27 czerwca 2009 o 20:16
konradh: Chopin też był „trenowany na gwiazdę” więc jego dokonania nie są już takie wielkie.
Oczywiście trudno spekulować, jak wyglądałaby technologia bez Edisona, ale gdyby nie on, to ktoś inny wymyśliłby pewnikiem żarówkę.
Przepraszam za zgryźliwość, ale widzę, że bardzo (subiektywnie) nie lubisz MJ. Twoje prawo, ale nie wiem, czemu negujesz coś, czego nie negują muzykolodzy oraz osoby pamiętające dobrze tamte czasy.
Z perspektywy czasu wiele rzeczy może wyglądać mało rewolucyjnie – tutaj zgadzam się w pełni z Blu.
Pawulon dnia 27 czerwca 2009 o 20:28
Tribute to Thriller. Ciekawe jak przeprowadzony został casting na rolę żeńską.
SpellCaster dnia 27 czerwca 2009 o 21:55
Jackson jednak był królem popu według mnie. Z tego co się orientuję, to on w większości zdefiniował gatunek taneczny, który uprawiał (a którego nazwy nie znam). Do tego każdy jego teledysk był ponoć przełomowy pod względem efektów specjalnych (zamiana w złoty pył, czy w czarną panterę w trakcie skoku). No i do tego do dzisiaj świetnie się giba przy jego kawałkach.
Ale zgadzam się, że ostatnio był tylko medialnym chłopcem do bicia, a jego lata świetności dawno już minęły.
Trreker dnia 27 czerwca 2009 o 22:30
„A, to nie on? Michael Jackson, król popu? Kto?”
Czy wedlug Ciebie serio Ktos w momencia uslyszenia newsa, nie kojarzyl tej postaci?
Istotnie, moze troszke pariodia samegeo siebie, rozpadajaca sie gwiazdeczka, ale swoje chłop zrobił. Za to mu sie jakis tam szacunek nalezy…
titos2k dnia 27 czerwca 2009 o 22:47
mało kto wie ale teledysk do utowru Scream jest do dziś najdroższym w historii. Wraz z Janet szarpnęli się $7 000 000.
pozatym w zestawieniu
7. Michael Jackson „Bad” $2,200,000+
18. Michael Jackson „Remember the Time” $1,200,000
19. Michael Jackson „Black or White” $1,200,000
24. Michael Jackson „Thriller” $800,000
Majkel sie nie szczypał
konradh dnia 27 czerwca 2009 o 23:29
Orlinos: ja nie neguje, że MJ potrafił nagrywać piosenki, które podobają się ludziom. Drażni mnie po prostu obłudna histeria po jego śmierci.
JAPONfan dnia 27 czerwca 2009 o 23:34
titos2k: najdrozszym po przeliczeniu. Bo puffy duffy tez wydaje wiecej niz kilka milionow na teledysk.
klos dnia 28 czerwca 2009 o 9:52
Niestety praktyka dowodzi, że ze 100 dzieci trenowanych na gwiazdy mamy jedną gwiazdę o różnej jasności, a na pop-nieboskłonie, MJ to Syriusz i tyle.
–
Co zrewolucjonizował? Wynalazł epokę teledysków, gdzie bogata oprawa wizualna (i fabularna!) plus grupowa choreografia uzupełniają muzykę tworząc zupełnie nową formę. Formę, która eksplodowała dzięki MTV, ale to MJ pierwszy pokazał, że teledysk nie musi być nudnym pokazywaniem śpiewającego artysty. Ciekawe o ile opóźniła by się popularność MTV gdyby nie MJ i jego kreacje, bo przez długi czas był to „mecz polska/niemcy” telewizji muzycznych.
konradh dnia 28 czerwca 2009 o 10:00
Gdy Thriller ujrzał światło dzienne, to MTV działało już od dwóch lat i film, czy też później klip, nie debiutował na nim dlatego, że to była niepopularna stacja :)
klos dnia 28 czerwca 2009 o 10:13
No i nie należy zapominać o poprawianiu nosa. Teraz robi to każdy, ale to, że można kreować swój wizerunek w tak dosłowny sposób było nowości. Ktoś nazwał to „artysta totalny” – facet stał się sam jako osoba integralną częścią swojej sztuki. Bez odniesienia się do jego wizerunku, teledysków, a nawet szczegółów z życia prywatnego – ciężko byłoby się wypowiadać o samej muzyce jako „twórczości MJ”. Kiedy ktoś mówi „MJ – piosenkarz amerykański” to taki opis pozostawia wrażenie niedoinformowania podobne do np. „Gwiezdne wojny (1977) – film fantastyczny”.
@konradh – Się nie upieram, ale czytałem o tym, że MJ realnie wpłynął na zwiększenie oglądalności MTV. MTV po pierwsze była na początku jedyną stacją muzyczną z tego co wiem.
konradh dnia 28 czerwca 2009 o 10:17
Zabawne, jak wiele około Majkelowych motywów uległo zapomnieniu, kiedyś przecież się śmiano, że MJ to ten, co łapie się w tańcu za krocze i to miał być jego znak rozpoznawczy. Chyba dobrze, że jednak Moonwalk się bardziej zapisał w pamięci. I kapelusz.
Rob dnia 28 czerwca 2009 o 10:18
Klos, litości. Korekcja nosa czyni z MJ „artystę totalnego”? Prędzej człowieka, który miał kompleksy na punkcie swojej rasy.
pjp dnia 28 czerwca 2009 o 10:31
Hej hej. Konrad pierdoli jak mnie nie ma. Uwazam, ze nic lepiej bfk nie zrobilo jak to ze mj umarl. Bo gdzie nie poszlismy pic to była TAKA ZAJEBISTA MUZYKA! Pozdro z bfk, z wykładu daniela. Internet mam z głowy.
Smutas dnia 28 czerwca 2009 o 13:00
Jeszcze inna sprawa dotycząca MJ – 16 miejsce na film webie jako aktor – cóż, bez komentarza.
Grim dnia 28 czerwca 2009 o 15:10
GW:
Radio Maryja poświęciło śmierci króla muzyki pop 1,5 minuty w głównym serwisie informacyjnym o godz. 20. To była ostatnia wiadomość serwisu. „W Los Angeles zmarł nagle Michael Jackson. Lekarze podejrzewają atak serca. Zasłynął on nie tylko jako piosenkarz i krzewiciel popkultury, ale ekscentryk i skandalista. Podejrzewany o molestowanie dzieci miał kilka procesów, które jednak wygrał. U schyłku swego życia czekał go jeszcze jeden proces z arabskim szejkiem, od którego wziął ponad siedem milionów dolarów na nagranie dwóch kolejnych płyt. Jak mówi prof. Piotr Jaroszyński Jackson to modelowa postać masowej kultury pozbawionej wyższej wartości.”
Jaroszyński, kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL oraz wykładowca należącej do o. Tadeusza Rydzyka Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, uzupełnił : „Za pośrednictwem tej muzyki masowej, bo to nie tyle popularna co masowa muzyka, niestety przekazuje się treści, które są często demoralizujące wręcz. Bo wiadomo, że ta muzyka masowa, ona od lat 50-tych jest zwłaszcza gdy chodzi o kraje zachodnie, w tym Amerykę, ona stała się pewnym przekaźnikiem treści demoralizujących, treści lewicowych, i to w sposób zdecydowanych. Ponieważ ta muzyka ma duży wpływ przede wszystkim na młodzież, która nie ma orientacji i nie rozumie skutków pewnych poczynań, ona w ten sposób jest jakby zarażana. I później to wpływa na ich postawę życiową. On umarł, ale biznes dalej będzie się kręcił.”
JAPONfan dnia 28 czerwca 2009 o 17:08
love this mambo jambo. chciałbym brać to co oni. „Bo wiadomo, że ta muzyka masowa, ona od lat 50-tych jest zwłaszcza gdy chodzi o kraje zachodnie”
konradh dnia 28 czerwca 2009 o 19:18
Świetnie, ale mimo wszystko to tyle w kwestii komentarzy zawierających jedynie link do śmiesznego obrazka.
kamionek dnia 28 czerwca 2009 o 23:44
no problem
Siegfried dnia 29 czerwca 2009 o 15:53
dzien po jego smierci bylem w gdyni na piwku – w pubie gral zespol „szantowy”. tak sobie grali i spiewali te szanty, az tu sruuu, zapodali „Billy Jean” MJ. I na koniec hasla do mikrofonu typu „M, nigdy cie nie zapomnimy”. poczulem sie troche zazenowany.
Roberto dnia 29 czerwca 2009 o 16:01
Panie Konradzie – bełkoczesz jak nawiedzony, tylko po to aby pokazać jak bardzo offowy jesteś, czy masz jakiś wyższy cel?
konradh dnia 29 czerwca 2009 o 17:51
Pasqd, dlaczego, bo nie zrobiła na mnie wrażenia żałoba po Jacksonie? Zapewniam Cię, nie jestem jedyny.
karolkonw dnia 30 czerwca 2009 o 16:55
miałem siedzieć cicho ale se mysle…
Konrad ja wiem że ty jestes ze dwa czy trzy pokolenia do przodu (jak nie 4) i wiem ze jestes offowy jak sam skurwysyn
ale MJ to kawał muzyki DEFINIUJACY ejtisy
jeżeli POP był kiedyś blisko czegoś co można nazwać artystycznym to własnie u znikającego nosa
aż się boje czytać innych twoich muzycznych opinni:|
konradh dnia 30 czerwca 2009 o 17:55
No ale, nie rozumiem, jak to ma się do tego, co napisałem? Gdzieś zaprzeczyłem, że MJ definiował muzykę w latach 80?
A może po prostu komentujesz tutaj, zamiast skomentować Roberta Leszczyńskiego?
karol dnia 30 czerwca 2009 o 20:01
„ak słyszę o jego niebywałym wkładzie w muzykę, to nagle zdaję sobie sprawę, jak bardzo ten świat mam gdzieś. Jackson był ponurą fantasmagorią, skrzywdzonym przez przemysł rozrywkowy produktem”
nie mówisz wprost potem w komentsach wychodzisz rakiem:)
a leszczynski to kto taki?
konradh dnia 30 czerwca 2009 o 20:06
Możesz sobie to interpretować jak chcesz. Mi chodziło o to, że się nie poczuwam do związku z muzyką pop lat 80 większego niż słuchanie przewałkowanych przebojów, które wszyscy znają, bo wszędzie już zostały przewałkowane.
Leszczyński Robert. On z kolei stwierdził, że MJ nie zostawił po sobie żadnej spuścizny muzycznej.
karol dnia 30 czerwca 2009 o 21:00
no i o to mi chodziło
że mówisz to właśnie, tylko brakowało mi tego „ja się nie poczuwam” bo cały tekst to taki kategoryczny sąd
ex catedra mówisz ee to chujowe było
mi lata 60 w muzyce nie leżą kompletnie, ale nie powiem że to czasy wywłoki dżoplin i przewałkowanego przez lata hendriksa
jasne MJ jest zjawiskiem pełnym bucówy i syfu
ale mówienie że majkel jest chujowy to łatwizna
ja tam nie płakałem po majkelu
ale tej sztuczki z nosem to będzie mi brakować
konradh dnia 30 czerwca 2009 o 21:03
Ale przecież ja nigdzie kategorycznie nie stwierdziłem „MJ był chujowy”, a w przytaczanym przez Ciebie cytacie napisałem „o nagle zdaję sobie sprawę, jak bardzo ten świat mam gdzieś” czyli wiadomo, że „ja”.
Nie doczytałeś. Ale to dobrze, że się zgadzamy.
konradh dnia 1 lipca 2009 o 12:25
Leszczyńskiego wyciągam z szafy jako przykład, że można było gorzej pojechać ode mnie :)
konradh dnia 1 lipca 2009 o 21:42
No bo, Robert L. został zaproszony do redakcji TVN24 aby wypowiedzieć się przed kamerą w sprawie śmierci MJ. No i nawet mi, znanemu dżeksonowemu profanowi, włosy zjeżyły się dębem, gdy usłyszałem z jego ust, że MJ nie pozostawił po sobie żadnej spuścizny muzycznej :)
Maciej dnia 2 lipca 2009 o 11:35
Widać Ryba-w-nazwisku chwyta się tabloidowych metod aby chwilkę błysnąć przed publisią.
konradh dnia 2 lipca 2009 o 11:42
Już nawet ma antygrupę fanów na Facebooku, którzy łączą się we wściekłości i żalu
Jaszczu dnia 2 lipca 2009 o 11:55
Się skończyły czasy prosperity bo Idol nie utrzymał się tak długo jak Taniec z gwiazdami, to chłopak kombinuje.
konradh dnia 2 lipca 2009 o 12:16
Z tego co się orientuje, to Leszczyński regularnie pisze do „Wprostu”, na różne około muzyczne tematy.
Jaszczu dnia 2 lipca 2009 o 12:34
Spoko, jednak honoriara Idol (czy Mopman) kontra tekścik w tygodniku, są pewnie bez porównania. Pan Robert pewnie by chętnie wrócił na łono tivi.
Maciej dnia 2 lipca 2009 o 12:55
Pan Robert kiedyś pisał do GW z czego zrezygnował na rzecz Idola. Teraz to już nikt by nie dał faka, kolejnej piosenki o sobie nie doczeka.
konradh dnia 2 lipca 2009 o 12:57
No i w tej epoce „przed idolowej” występował też w jakimś programie kulturalnym w czwartki na dwójce koło 19.
maga dnia 6 lipca 2009 o 17:20
Wie ktos może ile śa warte jego płyty???
justyna dnia 7 lipca 2009 o 10:55
Spoczywaj w pokoju Michael [*]
wieśka dnia 11 lipca 2009 o 16:00
w sumie dobrze, że michael zmarł przed trasą koncertową, gdyż on zgodził się na 10 koncertów a nie czytając formularza podpisał zgodę na 50 koncertów i to go na maxa wkurzyło… w sumie sie nie dziwie..!!! może i lepiej że zmarł przed trasą niż w trakcie…
iza dnia 16 lipca 2009 o 12:23
wkurza mnie to ze ktoss pisze ze on molestwal dziecii gówno prawdaa tez lubię dzieci i co.wszystkie gwiazdy robią sobie operacje plastyczne a tylko jemu się czepialiście pfffff zamiast zwracać na jego wygląd mogliście patrzeć jak on pięknie śpiewa i tańczy a teraz już nigdy tego nie zobaczę;(
Piotr dnia 19 lipca 2009 o 16:30
Ten „konradh” co napisał ten artykuł to skończony idiota. Po co się wypowiada o kimś o kim nie ma pojęcia.
Monika dnia 12 listopada 2009 o 23:33
Zgadzam się z tobą. Michael był zajebisty pod każdym względem. A jak ktoś sobie myśli że był pedofilem to jest głupi on by nie zrobił krzywdy żadnemu dziecku. Wkurza mnie jak ktoś wypisuje takie głupoty o nim! Chociaż nic o nim nie wie.
Cheshire Cat dnia 13 listopada 2009 o 10:42
@Monika
„Wystąpił błąd dzielenia przez 0. Aby kontynuować pracę, kliknij przycisk ignoruj”
Nat. dnia 8 stycznia 2010 o 16:08
wy wszyscy świrujecie , nakręcacie się że masakra , MJ nikogo nie molestował , zasrani dziennikarze to sobie wymyślili bo nie mieli co pisać ( widać że ludzie zawsze wierzą prasie) był królem popu , na zawsze nim pozostanie [*] . Lepiej byście nie zatańczyli , i lepiej nie zaśpiewali ;|
popieram w 100 %
@izę
” wkurza mnie to ze ktoss pisze ze on molestwal dziecii gówno prawdaa tez lubię dzieci i co.wszystkie gwiazdy robią sobie operacje plastyczne a tylko jemu się czepialiście pfffff zamiast zwracać na jego wygląd mogliście patrzeć jak on pięknie śpiewa i tańczy a teraz już nigdy tego nie zobaczę;( ”
poprostu aż żal dupę ściska
żal.pl was ( nie wszystkich ).
Michael FOREVER :*:*
PS.i żal tego co napisał te brednie ;/