Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kinematograf


film · komentarze 24

domek
17 czerwca w Złotych Tarasach odbyła się premiera nowego krótkometrażowego filmu Tomasza Bagińskiego – opartego na komiksie Mateusza Skutnika„Kinematograf”, wzbogacona dodatkowymi pokazami. Sala była wielka, ludzi sporo, wykłady długie, a sam film… króciutki.

„Kinematograf” to historia wynalazcy–perfekcjonisty o imieniu Francis, który opracowuje metody zapisu obrazu i dźwięku[w dalszej części tekstu spoilery]. Udało mu się stworzyć czarno-biały film z fonią, ale nie dzieli się odkryciem, gdyż do pełnego sukcesu brakuje mu jeszcze koloru. W tym czasie jego żona – Elizabeth – zaczyna chorować (nieuleczalny kaszel śmierci), ale zaaferowany bohater nawet tego nie zauważa, choć to właśnie ona służy mu za główną aktorkę. Gdy w końcu Francis osiąga swój cel, okazuje się, że dla jego ukochanej jest już za późno. Zrozpaczony wdowiec popada w depresję i siedząc w ciemnym pokoju, ogląda nakręconą Elizabeth wiele razy, podczas gdy w mieście rozlega się głos gazetowego, wrzeszczącego o nowym wynalazku braci Lumière. Francis traci swoją szanse i żonę zarazem. Obraz przechodzi w czerń, pokazują się napisy, a widz myśli „to już?”.

Opowieść jest może rozbudowana, ale oglądając „Kinematograf” wydaje się jakby publiczność została wprowadzona w jej środek. Nie wiadomo, jak wynalazca doszedł do czarno-białego obrazu i dźwięku, nie jest tez jasne, na ile poświęceń musiała się wcześniej zdobyć jego żona, i co właściwie doprowadziło ją do choroby. Być może ktoś stwierdzi, że są to jedynie informacje wprowadzające, ale jeśli iść tym tokiem myślenia, to okazuje się, że brakuje pewnego większego dramatyzmu w finale opowieści. Od śmierci Elizabeth film trwa już tylko krótką chwilę, w ciągu której widowiskowe dymy przenoszą obraz ze szpitala na cmentarz. Owszem, bohaterowi jest smutno, ale bez dodatkowych informacji jego depresja nie ma głębi. Na szczęście, historia broni się trochę ostatnią sceną, gdzie Francis ogląda kolorowy obraz żony i załamuje ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że film pozbawiony jest uczuć – esencji – a widz nie zostaje odpowiednio wprowadzony w klimat i sytuację małżeństwa głównych bohaterów. Oczywiście, „Kinematograf” jest filmem krótkometrażowym, toteż trudno zarzucać mu brak jakichś scen – każda z nich to co najmniej miesiąc pracy wielu ludzi. Pytanie brzmi, czy dało się opowieść o Francisie lepiej rozplanować.

bohaterowie

Od strony wizualnej film przedstawia się świetnie, choć nie ustrzega się przed paroma zgrzytami. Bardzo dobrze prezentują się wszelkie dynamiczne ujęcia, takie jak żywiołowe przygotowywanie taśm i początek – zjazd kamery z chmur na miasto, poprzez ulice, aż do domu Francisa. Wspomaga je muzyka, delikatna i ciekawa. Kolory utrzymane są w jasnych brązach i zieleniach, nie licząc krótkiej retrospekcji głównego bohatera pokazującej, jak poznał Elizabeth – dominuje w niej fiolet, niebieski i róż. Bardzo kontrastuje ona z resztą filmu, być może miała podkreślić różnicę pomiędzy ówczesną sytuacją a momentem, gdy bohaterowie byli wciąż młodzi i się nie znali (jest to przedstawione wręcz bajkowo, bohaterka ubrana jest w piękną suknię, a Francis nosi granatową, rzucającą się w oczy kamizelkę). Osobiście mniej podobały mi się tekstury, ale może być to kwestią gustu – w zbliżeniach linie papilarne postaci tworzą wystylizowane szlaczki, jak u wróżki, choć bohaterom do takich stworzeń niewątpliwie daleko. Ich wygląd w niczym nie przypomina oryginałów z komiksu, gdyż ten trudny był do zaadaptowania na 3D – niektórzy woleliby jednak zobaczyć rysunki Mateusza Skutnika w filmie. Sama nie czytałam „Rewolucji” toteż nie odczuwam takiej potrzeby, design postaci uważam za udany, zwłaszcza w przypadku Francisa, jedynie twarz Elizabeth wydaje mi się być odrobinę zbyt płaska.

Wspomnianym wcześniej zgrzytem jest ruch ust, choć trudno stwierdzić, czy jest to wina dubbingu, czy animatorów. Skłonna jestem uwierzyć, że przy trzykrotnie przekroczonym budżecie, koszta przeznaczone na dubbing sięgnęły minimum i bardzo to słychać. Bardzo. Głosy postaci są jakby żywcem wzięte z kaset do nauki angielskiego pokroju „chatterbox” („Kinematograf” przygotowywany jest głównie na zagraniczne festiwale, dlatego nie ma polskiego udźwiękowienia). Aktorzy są sztywni i zabijają dialogi, co psuje też płynność na froncie animacja-dopasowanie do dźwięku. Jest to dużą szkodą dla filmu, w którym reszta elementów jest dopracowana.

Francis

Ciekawe, jak „Kinematograf” poradzi sobie na zagranicznej scenie – życzę mu jak najlepiej, jest to duże przedsięwzięcie studia „Platige Image” oraz Tomasza Bagińskiego. A możemy już czekać na kolejne – na pokazach po filmie autorzy mówili o kolejnych projektach studia. Należy do nich trójwymiarowa mapa zniszczonej w czasie wojny Warszawy (bardzo ciekawy, ale pracochłonny projekt) oraz kolejny film krótkometrażowy, przedstawiający historię Polski, w której następujące po sobie okresy będą płynnie łączone ze sobą poprzez sprytne przejścia kamery. Na uwagę zasługuje również „Hardkor 44”, obrazujący w niekonwencjonalny sposób Powstanie Warszawskie. Nie wspomniano o produkcji „Wszyscy Święci”, czyli zapowiadanej współpracy pomiędzy Bagińskim a braćmi Minkiewicz. Prócz planów na przyszłość, pokaz obfitował w concept arty, rysunki i animatiki. Dla każdego, kto interesuje się animacja był on dużą frajdą, zwłaszcza, że niektóre przedstawione prace prezentowały niezwykle wysoki poziom (szkice bohaterów, tła do filmu o Polsce). Byłam nimi zachwycona.

Szkoda tylko, że Polska animacja 2D nie może poszczycić się takim projektem. Sam Bagiński powiedział, że w naszym kraju trudno o dobrych animatorów i między innymi dlatego zdecydował się zrezygnować ze stylu Mateusza Skutnika (który można by było uchwycić w 2D) i zmienić go na korzyść 3D. Na szczęście tradycyjna animacja ma swoje małe sukcesy – jednym z nich jest film „Laska” autorstwa Michała Sochy, pokazywany jeszcze przed samym „Kinematografem”. Kto wie, może owa krótkometrażówka doczeka się oddzielnego tekstu, bo na pewno na niego zasługuje.

film

komentarze 24

  • asu na zdjeciu wyglada jak michael cera!

  • Boje się czytać, ze względu na ostrzeżenie o spoilerach. Wiecie może gdzie teraz można obejrzeć ten film?

  • michael cera to mój brat

    jak ktoś się boi spojlerów niech opuści cały drugi akapit

    co do filmu:
    dubbing położył ten film
    wręcz taki megakontrast powstał
    cała prezentacja to dłuuuugie gadanie o milionach pikseli rozdzielczości tekstury rękawa swetra animowanego oddzielnie od samej postaci i setkach procesorów to obsługujących
    a potem nagle szybkie:
    „cipanowierobilidźwięk”
    o dubbingu nic nie powiedziane

    i to w filmie widać/słychać

    dialogi są przepuszczone przez coś jakiś rodzaj IVONY

  • po zwiastunach odniosłem wrażenie, że całe ruchy postaci są niekiedy trochu sztywne

    czekam kiedy będzie można obejrzeć

    (w ogóle jeszcze ze dwie animacje Bagińskiego i może wtedy kupie zbiorcze dvd ;D)

  • karolkonw

    wojciech kurwa co?

  • Mann. Wojciech Mann.

  • To prawie jak Tomasz Mann.

  • I nawet troszkę jak SuperMann.

  • karolkonw

    no tak w sumie, superbohater strzelajacy z dupy tomami klasycznej powiesci

  • JAPONfan

    No i nie zapomnijcie o Michaelu Mann’ie.
    I Biblijnej Mann’ie z Nieba.

  • I smell sitcom!

  • Michael Mann, filmy akcji… następny w kolejce jest „Hardkor 44″… mam nadzieję, że ten tytuł to jakiś żart, bo mi słowo ‚hardkor’ kojarzy się już tylko z tym: http://www.youtube.com/watch?v=EGSmH_qbfck

  • JAPONfan

    „Hardkor 44” to tytuł roboczy narazie.

    W polsce nie ma dobrych animatorow? Czy moze nie ma dobrych (czyt. sumiennych i dokladnych) rysownikow ktorzy by te tysiace kadrow narysowali. Bo jednak troche tych animacji w polsce powstaje.
    Ale moze mi sie wydaje.

  • Animacji powstaje mało i są króciutkie, a zazwyczaj daleko im w stylu do takiej ‘disnejowskiej’ animacji, są raczej artystyczne, fajne, ale nakładem pracy nie zbliżają się do scenn gdzie ruch ust postaci pasuje do dzwięków, a ruchy ciała są zupełnie płynne, to dwie rózne rzeczy. A do kinematografu potrzeba by było kogoś kto będize animował na taką pełną skale. Summienny i dokładny rysownik który by narysował te tysiące kadrów = dobry animator

  • „Summienny i dokładny rysownik który by narysował te tysiące kadrów = dobry animator” – to akurat materiał na dobrego fazistę.

  • Poza tym w Polsce animacji powstaje całkiem sporo. Są do obejrzenia głównie na festiwalach, ale są. „Zazwyczaj daleko im w stylu do takiej ‘disnejowskiej’ animacji” – ale disneyowska, płynna i bezbłędna animacja to nie jest żaden ideał w filmie animowanym… Dla mnie dużo ciekawsze są te autorskie, czasem pełne błędów krótkie metraże, w których widać że ktoś to robił własną żywą ręką. I trochę tak wyobrażam sobie świat Skutnika zinterpretowany w filmie rysunkowym – żywa, pulsująca kreska, plama. Nie wiem, czy potrzebna mi jest kolejna śliczna, kolorowa, gładziutka produkcja…

  • Wszystko sprowadza się do tego czy idziemy w mainstream czy nie. Polska ma już dużo artystycznych, autorskich animacji, więc mainstream jej nie zaszkodzi- inaczej nigdy nie wyjdziemy poza to co jest teraz.
    „disneyowska, płynna i bezbłędna animacja to nie jest żaden ideał w filmie animowanym…” – bardzo mi przykro, ale w pewnym sensie jest. Jest to szczyt możliwości jakie może osiągnąć animator, dineyowska animacja podziwiana jest przez każdego, nawet tych bardziej awangardowych twórców, bo to najwyższy kunszt.

  • JAPONfan

    I tak sobie mozemy gadac o tym ze w polsce mainstrimu nie ma bo poza animacjami autorskimi nie powstaje nic bo nie ma kasy and so on, and so on.
    Wydaje mi się że w polsce jest duzo dobrych animatorow. Tylko znajdzcie firme ktora wylozy kase zeby ich wszyskich zebrac na pol roku w jednem miejscu zeby pracowali nad filmem. I potem dopiero jak facet dostaje nominacje do Oskara to ludzie „o ja pierdziu mamy animacje puscimy ja w kinach”. A Ichtys leciało w kinach? Sztuka spadania? Ile osob slyszało o „Gwiedzie Mikołaja” która miała byc skończona pol roku temu?

  • A gdzie mozna znalesc tego kinematografa w pelnej wersji? tyle czasu mieno od premiery a tu nic!

    Gdzies maja wszystkich internautow i ludzi ktoryz chcieliby obejrzec ten film.. Co mnie obchodaz jakies jazdy po polsce z prezentacja filmu w kinach skoro sam do kin nie chodze i nie mam zamiaru!!!

    Pozatym mieszkam za granica!
    Wkurzajace to jest!

    Dzieki Baginski! ze o nas wszystkich pieknie myslisz.

  • Jasne, dzięki Bagiński, że produktu, nad którym się napracowałeś, nie rozdajesz za darmo na lewo i prawo, tylko wymyślasz jakieś kina, niewiadomoco :D

    Poprawiasz mi humor.

  • Wez idz sie lecz czlowieku. Co z tego ze w marcu ma byc wydany album z kulisami produkcji razem z filmem na DVD..Tyle czasu czekania to ja dziekuje. Napewno nie kupie! tylko poczekam az ktos wrzuci na neta – wtedy sciagne plytke i mam nadzieje ze inni tez!

    Gdyby od razu dali mozliwosc kupienia filmu na dvd to bym kupil. A tak to niech sie sie bujaja!

    Pozatym zaloze sie ze aby kupic dvd z filmem pod koniec marca bedzie trzeba kupic razem z albumem nawet jesli nie chcesz ogladac kulis produkcji tylko sam film! Smiechu warte.

  • „Wez idz się lecz”? „Niech się bujają”?

    Oh lol.

    Śmichu warty to jest twój komentarz. W rzeczy samej.

  • nie no, właśnie. czemu na ten przykład Avatara to mozna tylo w kinie ogladać? tyle czasu minęło od premiery a tu nic! Gdzies maja wszystkich internautow i ludzi ktorzy chcieliby obejrzec ten film. Co mnie obchodzi że puszczaja go w kinach skoro sam do kin nie chodze i nie mam zamiaru!!!
    ludzie to sa chuje jednak, napracuje się taki, swój czas poświęci, po nocach siedzi, ludzi do pomocy zatrudni, kredyty weźmie, a potem nie chce dać ludziom za darmo.
    zupełnie jak te pedały od komiksów, nie? nic tylko chcieliby zeby im płacić za pracę. i to jeszcze tyle, żeby im na życie starczało. jebac kapitalizm.

  • karolkonw

    no ale przecież to jasne celowali w oscary i sie zesralo
    wiec teraz cos w tym wsadzeniu sobie w dupala tego artbuka jest…

Dodaj komentarz