Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Kompendium Żywych Trupów (#1-8)


import · komentarzy 19

Walking Dead Compendium
Kliknij po okładkę.

Serię „Żywe trupy” miałem w głowie na półeczce „Do uzupełnienia!”, od kiedy przeczytałem tom pierwszy. I zawsze coś mi przeszkadzało w zakupie całości. Gdy w Stanach ukazało się mamucich rozmiarów kompendium zbierające tomy #1-8, wiedziałem, że albo teraz, albo nigdy. Listonosz dziwnie na mnie patrzył, gdy z wypiekami odbierałem spore pudło, ważące dobrze ponad 2 kilo. O jego zawartości i wrażeniach z tomów #6-8 przeczytacie poniżej.

Kompendium „Żywych trupów” wydano w imponującym stylu. Wyobraźcie sobie zwyczajny tom tego komiksu, z kredowym papierem i tekturową okładką rozciągnięty na 1088 stron – istna cegła. Niestety, poza robieniem wrażenia na półce, ma to też istotne wady. Nie da się tego tomiszcza poczytać w tramwaju, wanna też raczej odpada. Samo wkładanie księgi na wyższą półkę może przyprawić o ból nadgarstka. A bardziej na serio – szkoda, że między kolejnymi rozdziałami nie umieszczono okładek zdobiących pojedyncze tomy. Podejrzewam, że problematyczne byłoby drukowanie co którejś strony w kolorze, ale za reprodukcje w odcieniach szarości bym się nie obraził. Mam też świadomość, że zapakowanie tej cegły w twarde okładki i zszycie podbiłoby cenę, ale wtedy nie bałbym się, że rozklei się od lektury. Myślę, że kiedyś, w przypływie pieniędzy i dobrego humoru, udam się z kompendium do introligatora. Tak nawiasem – zauważyłem, że amerykańskie TPB rozklejają się dużo rzadziej… Reasumując – jeśli jesteście kompletnie do tyłu z historią, a przede wszystkim chcecie dostać +5 do lansu u znajomych oglądających Waszą półkę z komiksami – kompendium jest dobrym wyborem. Zwłaszcza, że można je w tej chwili dostać za ok. 150 zł z wysyłką, co wychodzi nawet taniej niż pojedyncze tomy.

Walking Live vs Walking Dead

Tak się jakoś zbiegło, że gdy już odebrałem paczkę, to wydawnictwo Taurus obudziło się i wydało wreszcie tom siódmy. Jeśli ktoś kompletnie nie zna serii, to polecam zacząć od tekstów Konrada o tomach #1-3, #4 i #5. Ja pozwolę sobie przybliżyć tom szósty, siódmy i planowany w Polsce na jesień tom ósmy. Bez obaw – bez spoilerów – tylko zaostrzacze apetytu.

W zakończeniu tomu piątego Robert Kirkman zostawił część ekipy w nieciekawej sytuacji, jednocześnie uświadamiając im, że nie są jedyną grupą ludzi w okolicy i nie każdy jest tak miły jak oni. W szóstym, „To bolesne życie”, odstawia nieco na bok relacje personalne, dając czytelnikom porcję ucieczek i strzelania – niekoniecznie do zombie. Powrót do domu nie jest dla bohaterów oczekiwanym odpoczynkiem – znów muszą walczyć o przetrwanie, do czego zresztą już czytelników przyzwyczajono. Dopiero na koniec wracamy do w miarę stabilnego rytmu życia, do społeczności dołącza nowa, wartościowa osoba i na początku tomu siódmego nadal jest względnie spokojnie. Będziemy świadkami wydawałoby się zapomnianego obrzędu, a Lori zdecyduje się na ważne wyznanie. Ktoś opuści gromadkę ocalałych, ale do tego też już przywykliśmy. Jednak siódemka nie bez powodu zatytułowana jest „Cisza przed burzą”. Bohaterowie, wiedząc, że nie są sami w okolicy, zaczynają szykować się na nieuniknione. I faktycznie burza nadchodzi – ostatnie kilka stron będzie jak piorun – dla postaci i czytelnika. Chociaż spodziewałem się tego, to i tak wstrzymałem oddech przewracając kartkę.

Podziwiam Kirkmana za konsekwencję w budowaniu świata – w „Żywych Trupach” nigdy nie był przyjaznym miejscem i tom ósmy, wypełniony po brzegi akcją, znów dobitnie nam o tym przypomina. Nawet w tej serii, gdzie śmierć głównego bohatera jest normą, skala przetasowań jakie następują w „Made to Suffer” mocno mnie zaskoczyła. Kirkman nie daje zapomnieć – to jest zły świat i nikt nie żyje długo. Podczas lektury miałem nieodparte wrażenie, że inspirował się drugą połową pierwszego sezonu „Jerycho”. Nawet czołg jest tak samo na pokaz. Nie zmienia to faktu, że tomy siódmy i ósmy czytałem do czwartej nad ranem, a cliffhanger na koniec sprawił, że autentycznie zakląłem z irytacji. A powinienem był się już przyzwyczaić do takich chwytów…
Hermetycznego żarciku ciąg dalszy
By tradycji stało się zadość.

Nie wspomniałem o jeszcze jednej istotnej wadzie kompendium – by przeczytać resztę historii i zachować spójność kolekcji, muszę zaczekać aż wyjdzie następne. Na szczęście w stanach dobijają już do 11 TPB, więc jeszcze tylko pięć…

komentarzy 19

  • JAPONfan

    Listonosz dziwnie sie patrzyl bo z amazonu mogles zamowic tez inne rzeczy wazace dwa kilo ;>.

  • Ostatnio przeszukując multiversum znalazłem toto. Choć nie wiem w sumie, czy zamawiać… 200 zeta plus przesylka plus kasa za sporowadzenie. Niby taniej, niż jakby kupować pojedyncze TPB, ale chyba zadowolę się wydaniami Taurusa. Pozdrawiam.

  • No i okładka mnie niszczy!

  • Jestem na bieżąco z trupami. Ciągle jest swietnie :)

  • Pozostaje wierny polskiej edycji i cierpliwie wyczekuję kolejnych tomów od Taurusa.
    Siódemka trzyma poziom, ale mimo elementów, które obecne są w każdym tomie – w sensie kolejne zgony członków ekipy – jest tak jakoś niemrawo. Może nie spokojnie i nudno, ale właśnie niemrawo.
    No ale skoro to tytułowa „cisza przed burzą”, to z czekam na tom ósmy.

  • Grzybiarz – na amazonie jest taniej. ;)
    arcz – naprawdę ósemka niszczy…

  • a ja wciąż jestem biedna i nie moge kupić :C

  • Cholera. Od taurusa 3 tomy na półce stoją, na HDD do 7 tomu wszystko zassane; czy byłoby zbyt wielką rozrzutnością zamówić jeszcze HC wydanie? Hmm… Pawelk, cholero, narobiłeś mi smaka, dziadu ;)
    BTW TWD HC + Bone HC i człowiek pójdzie z torbami przez swoje hobby.

  • Mam pierwszy tomik zbiorczy (2 tomy w twardej oprawie) i trochę mi łyso kupować te kompendium. Podstawowe pytanie: jak grzbiet przetrwał czytanie? Złamał się już czy jeszcze dycha? Bo jednak musi się toto na półce prezentować, czyż nie?

  • Zdjęcie z półki jest już po lekturze – jak widać, grzbiet się trzyma.

  • Średnio widać ale dzięki za informacje :P.

  • Strasznie mi się podobają rysunki. Na którymś z festiwali przeczytałem na sępa cały pierwszy tom i byłem zachwycony. Wszędzie śmieci, bród, smród, rozwalone samochody, zrujnowane budynki, rozkładające się ciała i gnijące, żywe trupy. Rysownik doskonale wie, kiedy bawić się w szczegółowe tło, a kiedy je całkowicie olać, by skupić się na postaci czy jakiejś czynności. Miód.
    Co do historii – po prostu porządna powiastka z zombii w roli głównej. Zawsze łykałem historie obrazujące grupkę losowych ludzi rzuconych w nowe, niebezpieczne środowisko i ukazanie, jak sobie w nim radzą. Vide np. „Lost”.
    Chyba trzeba będzie nadrobić straty i kupić.

  • gdzie niedziela?

  • Paweł coś chyba zaspał i jeszcze swojej części nie przygotował.

  • Maaaan, dajcie pospać. ;) Grałem do trzeciej…

  • @Spell – tym bardziej bolesna jest przesiadka chyba już w 2gim tomie na o wiele gorszego rysownika.

  • Soll – na początku i owszem, ale jeżeli weźmie się pod uwagę, że potem całą resztę już robią Adlard i Rathburn to nie sposób traktować tych zeszytów Kirkmana inaczej jak gościnnego występu. To jest ich komiks po prostu.

  • Zgadzam się z Konradem w kwestii rysowników.

  • Paweł zazdroszczę Ci z całego serca tej cegły;). Co do „Walking Dead”, ostatnio na jednym forum o zombie czytałem jak koleś dał 130 dolców za pierwszy zeszyt.

Dodaj komentarz