Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Potwory kontra Obcy


film · komentarzy 19

Potwory kontra Obcy
Kliknij, by zobaczyć pełny plakat.

„Potwory kontra Obcy” to jeden z tych filmów, o których zapomina się już dwie godziny po seansie. Dziś, ponad tydzień po premierze, pamiętam wyjście do kina, kupno popcornu i jedzenia z fast-foodu, ale o samej animacji muszę chwilę pomyśleć, inaczej jej obraz zaciera mi się w pamięci.

„Potwory kontra Obcy” to historia młodej kobiety – Susan – której w dniu ślubu przytrafia się nieszczęśliwy wypadek – uderza w nią meteoryt. Brzmi niedorzecznie, ale cóż zrobić, główna bohaterka ma prawdziwego pecha – ze wszystkich katastrof ślubnych, takich jak podarty welon i plama na sukni, jej przypadło ciało niebieskie o średnicy czterech metrów. O dziwo, Susan nie ginie na miejscu – wręcz przeciwnie. Wstaje, trochę skołowana, a zaaferowana matka szybko prowadzi ją do kościoła. Tam jednak zaczyna się prawdziwy dramat – przy ołtarzu bohaterka zaczyna gwałtownie rosnąć, a jej oczy i włosy zmieniają kolor. Wszyscy wybiegają z krzykiem, a biedną pannę młodą przechwytuje rząd i przenosi do specjalnego, tajnego ośrodka dla potworów. Tak jest! Susan jest teraz „potworem”, otrzymuje imię „Gigantika” i musi żyć w zupełnie nowym świecie, gdzie wszyscy mieszczą się w jej pięści, a jedynymi przyjaciółmi są inne monstra.

Pomysł na film świetny, historia zapowiada się super, ale niestety od momentu uderzenia meteorytu nie dzieje się nic, co mogłoby widza zaskoczyć (jeśli ma on więcej niż 13 lat). Wszystko jest do bólu przewidywalne i mało finezyjne. Lejtmotywem opowieści jest kwestia tożsamości głównej bohaterki, jej podróż od niepewnej siebie, słabej Susan, do niezależnej i potężnej Gigantiki. Silna, ratująca świat kobieta jest miłym akcentem, ale jak na to, ile uwagi poświęcono sprawie ślubu i związku z niedoszłym panem młodym (którego od początku podejrzewamy o bycie palantem), brakuje alternatywnego romansu, a przynajmniej jego zapowiedzi. Z drugiej strony samotna, zdecydowana Gigantika podkreśla feministyczne przesłanie filmu. Jest to ciekawy i oryginalny (podróży do samopoznania u kobiet jest znacznie mniej) koncept, ale brakuje fabuły, w którą można by go ubrać. A bez fabuły nie ma zabawy.

Potwory kontra Obcy

Przyjaciele Susan, inne potwory, ratują trochę sytuacje, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że ich głównym celem jest bycie modelami dla nowych zabawek w McDonaldzie. Zdecydowanie najśmieszniejszą postacią jest Mister Prezydent, parodia każdego lidera z filmów o UFO. Z nim związanych jest najwięcej dowcipów, takich jak granie na keyboardzie YAMAHA na powitanie kosmitów (nawiązanie do „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”).

Od strony wizualnej film zasługuje na podziw, również dzięki 3D. Tym razem ma ono zastosowanie, świetnie prezentują się w nim futurystyczne statki kosmiczne, eksplozje, dymy i lasery. Oczywiście, dla niektórych obraz wciąż pozostaje chwilami rozmazany, ale można przeżyć tę drobną niedogodność. Ciekawa jest również kwestia skali – mamy wielką Susan, ogromnego Insektozaura, karalucha o rozmiarze człowieka oraz zwykłych ludzi. Ta różnorodność sprawia, że momentami nie wiemy, kto jest mały a kto duży i na co właściwie patrzymy – jest to dodatkowa zagwozdka dla widza.
Muzyka jest przyzwoita, należy do gatunku „nieprzeszkadzających”. Dodatkowe utwory które zwracają uwagę to „Woolly Bully” autorstwa Sam The Sham & The Pharaohs oraz znany wszystkim – częściowo dzięki wytworowi 3D, Szalonej Żabie – motyw z „Gliniarza z Beverly Hills” (wspomniana gra na keyboardzie). Polski dubbing stoi na wysokim poziomie, naprawdę nie można się do niczego przyczepić.

„Potwory kontra Obcy” spodoba się dzieciom, które będą śmiały się na sali do rozpuku. Dorośli również uśmiechną się parę razy, ale zakończenie filmu znali będą już w jego pierwszych 5 minutach i kolejne 75 będą tylko czekali, aż każde z ich przypuszczeń sprawdza się minuta po minucie. Zabija to całą zabawę, toteż wrażenie pozostaje niewielkie i ogranicza się do paru zapamiętanych żartów oraz podziwu nad efektami specjalnymi.

film

komentarzy 19

  • chudeusz

    A ja się przez prawie cały film zastanawiałam, kogo mi przypomina Susan z mimiki, i przypomniałam sobie – Cameron z House’a!
    Jedna rzecz mnie rozwaliła – „na krzesłko Hawkinga!”. Hyhyhy.

  • a czy tylko ja zauważyłem ze 3 dwuznaczne teksty? o_O
    i to dość ostre jak na film dla 13 latków

  • ja to już w ogóle nie pamiętam tego filmu:P

  • Blacksad

    @ chudeusz – do „House’a” jest jeszcze jedno nawiązanie – w oryginale głos Karalucha podkłada Hugh Laurie.

  • a mi sie zajebiscie podobal. widzialam go z pare miechow temu na filmikz.net i do teraz pamietam. glownie dlatego, ze tworcy byli najwyraźniej fanami starych gownianych horrorow – dokladnie tak, jak ja (: bob jest żywcem wyciagniety z filmu the blob, mamy postac z the fly, czlowiek-ryba czy cotam jest z filmu „creature from the black lagoon”, futrzana glizda z „godzilla kontra mothra” a glowna bohaterka z „attack of the 50 foot woman”. mnostwo smaczkow, swietna zabawa. motyw z dwoma guzikami, jeden od kawy drugi od atomowek mnie rozwalil. goraco polecam.

  • Rzeczywiście, jak ktoś lubi horrory i filmy o obcych to będzie się dużo lepiej bawił. Niestety mnie średnio łapią takie klimaty…

  • nigdy nie myslalam, ze powiem cos takiego o komediowym filmie animowanym, ale… „to nie jest film dla każdego” (;

  • mi tam tez gladko weszlo…
    nie zebym jakies spazmatyczne orgazmy przezywal w ciasnym kinowym foteliku,
    ale spoko odmozdzajaca rozrywka.

    ale ja to sie notorycznie onanizuje przy produkcjach typu „the blob”

  • bo wiesz, co dobre.

  • Ja widziałem po angielsku i świetnie się bawiłem, ale ja tam jak koleżanka Unka – mam słabośc co starych horrorów.
    I do Setha Rogena, który w oryginale był Bobem. Zawsze mnie bawi.
    No fakt, film nie dla każdego. Tak jak „Coraline”. Oba filmy mi się bardzo podobały.
    I jak Susan rośnie w kościele. Mmm. Wielkie nooooogi.

  • Ja zapaliłem się do filmu po obejrzeniu pierwszego zwiastunu – był zabawny i pocieszny. Potem obejrzałem drugi z jakimiś żartami o pierdzeniu i ochota na oglądanie mi przeszła.

  • za wielu zartow o pierdzeniu to nie pamietam… skuś sie.

  • co się dzieje z motywem? co się tu dzieje?

  • JAPONfan

    Octopussua sie zgubiła!

  • Niemcy atakują!

  • -my dog has no nose
    -how does he smell?
    -awful!

  • Wenn ist das nunstruck git und slotermeyer?

  • JAPONfan

    Ja!… Beiherhund das Oder die Flipperwaldt gersput!

  • Słabizna. Więcej sensu nie opowiadać.

Dodaj komentarz