Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Stan Gry


film · komentarzy 19

Stan Gry

Macie czasem tak, że idziecie do kina, ale nie wiecie właściwie, co grają i wybieracie coś na szybko? Ja nie za często, ale – o dziwo – zazwyczaj udaje mi się trafić całkiem nieźle. Tak też było w piątek ze „Stanem gry”, na którym wylądowaliśmy z Martą.

Tak po prawdzie, to nie mieliśmy zbyt dużego wyboru – w ten weekend w podmiejskim multipleksie rządzą drętwe komedie romantyczne i filmy animowane. W takiej sytuacji, gdy w opisie filmu widnieją słowa „dziennikarz”, „kongresman” i „morderstwo”, a z plakatu zerka Russel Crowe i Ben Affleck, postanowiliśmy zaryzykować.

Cal McAffrey, w tej roli Crowe, jest starym, otrzaskanym dziennikarzem, nieco w stylu Pająka Jeruzalem – jeździ rozklekotanym gruchotem, nie przywiązuje zbyt dużej wagi do swojego wyglądu, ciągle coś popija i zna się na swojej robocie. Tym razem zajmuje się z pozoru rutynowym morderstwem z półświatka – martwy diler, przypadkowy dostawca pizzy w śpiączce, morderca zniknął. Tymczasem, jego młodsza, nieopierzona jeszcze, koleżanka z redakcji, Frye (Rachel McAdams), prowadzi plotkarskiego bloga o politykach i w obszarze jej zainteresowań znajdzie się kongresmen Collins (Affleck), którego asystentka popełniła samobójstwo. Sprawę komplikuje fakt, że Collins jest starym znajomym McAffreya, a te pozornie niepowiązane ze sobą sprawy, powiązane ze sobą oczywiście są.

Stan Gry

„Stan gry” jest politycznym thrillerem, który swoimi licznymi zwrotami akcji trzyma w napięciu do samego końca, jednocześnie wrzucając w tło szereg interesujących i całkiem bieżących tematów: prywatyzacje amerykańskich wojen, kryzys na rynku prasy, niejasne powiązania i układy pomiędzy polityką, biznesem i prasą oraz konflikt pomiędzy starymi i nowymi mediami. Ten ostatni zarysowany jest za pomocą McAffreya i Frye – doświadczony wyga kontra nieopierzona dziennikarka-blogerka, która dopiero przy starym zgredzie uczy się, że teksty pisze się dopiero wtedy, gdy wstanie od komputera. Fajnie w filmie została przedstawiona gwarna atmosfera redakcji dużego dziennika, dyskusji z naczelnym, targowania się nad tekstami. Są też naklejki z hasłem „Nigdy nie ufaj redaktorowi”. Przez wpisanie tej atmosfery w sytuację na rynku prasy, otrzymujemy nieco nostalgiczny obrazek ze świata, który ma niejako odchodzić w zapomnienie, bo teraz tylko te blogi i upadek standardów. Choć jeśli przypomnimy sobie wywiad z szefową redakcji Onetu opisującą atmosferę w swoim miejscu pracy, to może jednak będziemy mieli za czym tęsknić.

Podczas seansu najwięcej skojarzeń miałem z „Michaelem Claytonem” – tutaj też mamy ten klimat kameralnego śledztwa pełnego zbierania dowodów i słownych gierek, które mogą nas zaprowadzić na najwyższe szczeble władzy, ale jednocześnie widzimy, że podział na dobrych i złych właściwie nie istnieje, bo każdy ma coś za uszami: korupcję, nadużycia, kłamstwo, zdradę. McAffrey, podobnie jak Clayton, również jest zmęczony i zblazowany, ale mimo wszystko napędzany przyzwoitością.

„Stan gry” to całkiem zgrabny film, pomimo bardzo oszczędnego aktorstwa i płaczącego Afflecka. Intryga jest cwana i nie trzeba za bardzo mrużyć oczu, aby uznać ją za wiarygodną. Jeżeli chcecie pójść na coś do kina i szukacie czegoś, co ani nie zmęczy, ani nie obrazi Waszej inteligencji, to „Stan gry” jest naprawdę dobrym pomysłem na spędzenie dwóch godzin.

film

komentarzy 19

  • Ja mam tak prawie zawsze, że idę do kina i dopiero wtedy patrzę co leci.
    Wczoraj trafiłem na „Anioły i Demony” i w sumie mogę polecić.
    A „przy kasie” Anioły wygrały właśnie ze Stanem Gry:)

  • ja zawsze planuje i dawno nie byłem na ciekawym filmie.
    Zgrzeszyłem idąc na Mamamia
    i od tamtej pory krąży nade mną klątwa beznadziejnych filmów.
    Nie wiem jeszcze jakim cudem nie widziałem HanyMontany…
    ale DragonBall, Wolverine, Antychryst… mam pecha

  • Mój pierwszy absolutnie niezaplanowany film to „Fight Club”. Od tamtej pory staram się nie planować;) I zawsze trafiam:)

  • Film rzeczywiście świetny. Trafiłem podobnie jak autor. Poza Piątkiem 13 i Antychrystem grali tylko to. Zaświtało mi, że gdzieś coś o nim czytałem, czy nawet trailer przed innym seansem widziałem, więc postanowiłem zostać. No i się nie zawiodłem. Intrygująca historia, ciekawi bohaterowie. Jedynie Affleck mi średnio tam pasował.
    @asu:
    Dragon Ball i Wolverine rzeczywiście porażka, podobnie jak osławione Anioły i Demony.
    Antychryst jednak nie był wcale taki zły. Miłą odmianą było pójść na coś co nie jest kolejnym zagłuszaczem popcornu.

  • Ivyl: Dlaczego uważasz że „Anioły i Demony” to porażka. To dobry film. Myślałem, że będzie gorszy;)

  • „Antychryst” akurat bardzo mi się podobał. Przynajmniej myślałem o nim dłużej niż 2 minuty i 58 sekund po seansie.

    „Anioły…” są złe z definicji – to Dan Brown. ;)

  • @kendo777
    Anioły i Demony to bardzo średni film akcji. Jedynie soundtrack go trochę ratuje. Książka (którą przeczytałem) nigdy nie zostałaby zekranizowana gdyby nie rozgłos wokół autora i jego kolejnej książki.
    Obie książki Dana Brwona opierają się o ten sam schemat. Ileż można?
    @pawelk
    W rzeczy samej, „Antychryst” zapada w pamięć i skłania do refleksji.

  • Tylko ktoś go opacznie go zaklasyfikował jako horror i zmontował mu mylący trailer, więc miłośnicy „Blair Witch Project” i „Piły” mogą być zawiedzeni. A Lars nie straszy… Raczej zagnieżdża w w twoim mózgu obrazy, które Cię potem uwierają.

  • Dokładnie. Ja na film poszedłem nie oglądając trailera ani nie sprawdzając klasyfikacji, jedynie słyszałem, że podobał się w Cannes. Na seansie na którym z i tak prawie pustej sali wyszło dziesięć osób (w czasie projekcji). Większość pozostałych, wnioskując po zasłyszanych rozmowach była zawiedziona, bo spodziewali się czegoś innego.

  • mam kolegę, który po Antychryście od tygodnia w kółko gada coś o nożyczkach i waginie, więc chyba zagnieżdża się w głowie aż za bardzo. ja nie pójdę, bo nie trawię von Triera.
    a State of play to remake brytyjskiego miniserialu- świetnego, jak wszystko co brytyjskie*- który zresztą leciał bodajże w telewizyjnej Dwójce nie dalej jak ze 3 miesiące temu, co po raz kolejny skłania do refleksji nad kondycją amerykańskiego scenopisarstwa. wraz z Terminatorem-jak- można-tak-zarżnąć-film-Ocalenie.

    *)poza kuchnią i Bennym Hillem. nawet brytyjska edycja „Jak dobrze wyglądać nago” jest lepsza od amerykańskiej.

  • Na State of Play trafiłem tak jak ty, trochę przez przypadek, i potwierdzam – film daje radę. Tylko mam lekkie wrażenie że niektóre wątki mogły by być rozwinięte nieco bardziej. Nie wiem czy miała być tutaj uchwycona atmosfera pośpiesznego przecież dziennikarskiego śledztwa, czy po prostu film nie miał się zrobić za długi, ale czasami brakuje jeszcze kilku informacji.

  • Nie widziałem ani nie czytałem Kodu Da Vinci także nie wiem jaki jest schemat;)
    Musiałem tylko na parę rzeczy przymknąć oko i AiD oglądało się bardzo dobrze:) Dobry film ale i tak uważam że Tom Hanks zaczyna upadać:)

  • Za dużo ostatnio produkcji z serii: „dobry film, ale trzeba przymknąć oko”.

  • JAPONfan

    Schemat jest taki
    a) Naukowiec w srednim wieku zostaje przeniesiony ze swojego srodowiska do zupelnie innego

    b Atrakcyjna mloda laska mu pomaga

    c) Wielki spisek

    d) uprawiaja seks (naukowiec i laska znaczy sie)

    e) czerstwe dialogi „to chyba to powiedzial, tak to to- potwierdzila, a wiec to to-przyznali zgodnie”

    f) intryga zaczrpienieta z malo znanych ksiazek o NWO lub innyc sposobach przejecia wladzy.

    Acha i nie zapomnij do schematu dolozyc cliffhangera na koncu kazdego rozdzialu. W filmie to wygląda pewnie tak „a wiec to ty, nie to nie ja, wiec kto, to byl khhhhhh, NEXT on CSI Vatican”.

  • W filmie Hanks nie rucha tej laski:)

  • JAPONfan

    TO juz nie wiem po co to ogladac.

  • Dla sceny w bibliotece, kiedy zabrakło tlenu;)

  • jakim cudem umknął mi ten wpis o filmie z Benem?

  • Na weselu byłeś.

Dodaj komentarz