Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Monte Cassino


papier · komentarze 93

Monte Cassino

Od jakiegoś czasu komiks historyczny w Polsce kojarzy się z różnymi antologiami na temat Powstania Warszawskiego. Bardzo dużą ilością antologii. „Monte Cassino”, jak można się domyśleć, o Powstaniu na szczęście nie opowiada i jak się okazuje, może zapisać się w pamięci nie tylko jako „komiks, z którego ponabijał się Śledziu”.

Powiedzmy sobie szczerze – po tych kilkunastu dostępnych od kilku miesięcy przykładowych planszach nikt, kto czyta więcej niż dwa komiksy rocznie, nie był w stanie traktować „Monte Cassino” poważnie. Nie do końca dobre rysunki, drętwa narracja, kompozycja plansz, koszmarna czcionka, ewidentne braki warsztatowe w tzw. „sztuce robienia komiksu”. Na dodatek czytając finalna wersję komiksu, szybko zorientujemy się, że autorzy, wkurzeni prześmiewczymi komentarzami pod wpisem Śledzia, olali dobre rady zawarte w tekście i nic nie zmienili – pod wszystkimi uwagami na temat wad przykładowych stron mogę się spokojnie podpisać i przekopiować je tutaj, bo nadal obowiązują.

I można by rozkładać „Monte Cassino” na czynniki pierwsze i znęcać się nad nimi po kolei, jednakże jest coś w tym komiksie, że jako całość czyta się go całkiem nieźle. Po pierwsze, album liczy 130 stron – nie pamiętam, kiedy ostatni raz stworzono w Polsce tak długą historię. Objętość sprawia, że zaczynamy ignorować niedostatki komiksu i zanurzamy się w jego świat.

Monte Cassino

„Monte Cassino” opowiada historię porucznika Jakuba Grebowskiego, przedwojennego pisarza, który dostaje rozkaz pilnowania Melchiora Wańkowicza, aby ten nie napisał o zakończonej bitwie nic, co mogłoby sprowokować Rosjan czy Aliantów. Jako jego kaganiec-asystent poznaje kolejne relacje żołnierzy, wspomnienia z bitwy, a także rozpacza nad swoją własną osobą i brakiem weny. Mamy więc z jednej strony nieco przegadane fragmenty poświęcone rozmowom Wańkowicza z żołnierzami i całej sytuacji po bitwie, a z drugiej danie główne – czyli frontowe historie na temat samej bitwy. Te pełne są wybuchów, granatów, rozrywanych na strzępy ludzi i przekleństw. Jednakże, te ostatnie są wykropkowane, chyba ze względu na docelowego, młodszego, czytelnika. Wojenne wstawki czyta się dobrze. Pomimo wszystkich braków warsztatowych twórców, potrafią wciągnąć i na szczęście dalekie są od od jakiegoś sztucznego heroizmu. Trup ściele się gęsto, żołnierze załamują się psychicznie, wszystko tonie w beznadziei i szaleństwie. Jest też kilka momentów z niezłym klimatem, choćby scena, w której żołnierze oglądają się na siebie i spoglądają na dolinę wypełnioną ogniami wystrzałów wspierającej ich artylerii.

Pytanie tylko, po co powstał ten komiks? Spojrzenie na listę „partnerów wydania” powinno odpowiedzieć nam na to pytanie: Instytut Pamięci Narodowej, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Narodowe Centrum Kultury, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stowarzyszenie Federacji Młodzieży Walczącej oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a całość została wydana przez Stowarzyszenie „Pokolenie”. Uff. Wszystko wiadomo? Więc nie jest zbytnią niespodzianką, że „Monte Cassino” opowiada o odwadze i męczeństwie polskich żołnierzy i od czasu do czasu na marginesie wspomina o ZSRR, zdradzie Aliantów i Jałcie, czyli ogólne „chcieliśmy dobrze, ale znowu dostaliśmy w tyłek”. Oczywiście w żadnej mierze nie jest to wada tego komiksu, ale znowu, gdyby robił go ktoś z lepszym warsztatem, wyszłoby to o wiele sprawniej. Tak, ten album jest laurką, ale na szczęście niezbyt nachalną.

Monte Cassino

Wbrew lutowym plotkom, nakład komiksu nie wyniósł 300 tysięcy egzemplarzy, tylko 4000, co jest liczbą dającą jako taką nadzieję, że tom drugi, bo taki został zapowiedziany, kiedyś się ukaże. Choć szczerze wątpię, aby powstał. Gdy wczoraj rozmawiałem z Łukaszem na temat „Monte Cassino” zapytał się, czy jestem w stanie polecić komuś ten komiks. Nie wiem, chyba nie. Dla każdego, kto choć trochę śledzi bieżące nowości wydawnicze na naszym rynku, album Zbigniewa Tomeckiego i Gabrieli Becli będzie sprawiał wrażenie bolesnej wprawki i trzeba naprawdę dużo dobrej woli, aby zignorować wiele „ale” i nie uznać go za stratę czasu i pieniędzy. Jednakże wiem, że gdybym miał 12 lat i nie czytał komiksów, to pewnie bardzo by mi się podobało. Prawdziwe jest zdanie Truścińskiego, że aby stworzyć dobry komiks historyczny, trzeba zaprosić do niego dobrych twórców. „Monte Cassino” jest bardzo, bardzo przeciętne, ale nie aż tak tragiczne, jak się początkowo spodziewałem.

komentarze 93

  • FLITLICZ wygrywa pierwszą nagrodę w kategorii najbardziej odjechana onomatopeja.

  • hej, właśnie chciałam się z tego powyśmiewać
    drrryyyt
    dik foth

  • Jest jeszcze:
    BUUWSZ!
    DDUCH!
    IISZSZSZ!
    BUUDUUWSZ!
    GDUUH!
    WSZUUH!
    KLANG!
    PUUG!
    PUUGH!
    TRRRUUTH!
    DIINK!
    ZZIUUU!
    FLIITK!
    PUUK!
    POW!
    k-chak!
    DRRRYT!
    FLIASKT!
    THUDUDU!
    FOTH!
    THYDYDYDY!
    FIATK!

  • Moją ulubioną jest „THYDYDYDY!”, spróbujcie to wymówić i się nie śmiać.

  • FLIASKT!
    aż przypominają się klasyczne
    czach
    oraz
    dat dat

  • JAPONfan

    „na dolinę wypełnioną wystrzałami” ekhm… WTF?

  • Japon: może teraz wyraziłem się jaśniej. Jest dolina i widać setki strzelających armat.

  • jesteście okropni. :D
    z punktu widzenia rysownika, za samo zrobienie 120 stron albumu to jest wielki rispekt.
    jak by to nie wyglądało (z tych skrinów co daliście to takie jakieś tragiczne nie jest).
    a onomatopeje – śmiejecie się. ale naprawde polski język nie oferuje nic ciekawego w tej kwestii. czasem lepiej ich w ogóle nie używać albo wstawiać amerykańskie jak empro.

  • No właśnie z rysunkami jest tak, że one nie są tragiczne, momentami są wręcz bardzo klimatyczne, ale jednak jako całość nie sprawiają wrażenia sprawnego rzemiosła. Zbyt wiele losowych kiksów jest po drodze. Co do 120 stron się zgadzam, robota tytaniczna.

  • kiedy ja zrobiłem 96 stron Yoela nikt nie bronił rysunków ze względu na objętość.

  • speaking of – w którymś tytusie z gwizdolotem bodajże był wielki FIUUUUUUUUUUT, nie?

  • „Yoel” był chujowy (Karol, you know…).

  • KMH – masz maila do autorów. Nie mogłeś zapytać, czy komiks powstał na zamówienie, czy dopiero na finiszu gotowego projektu pojawili się sponsorzy i patronaty? Bo mi się wydaje, że komiks „wstrzelił się” w oczekiwania a nie powstał pod dyktando. A to jest jakaś różnica.

    Sample wisiały w sieci już bodajże od kilku lat. Same rysunki, wierność realiom i objętość robią wrażenie. Duży szacun.

    Ale komiksu i tak nie kupię, bo zostawili tego chujaszczego fonta. Pomimo napastliwego tonu Sledzia, trzeba było jednak posłuchać jego dobrych rad.

  • Maciej: a jakie ma znaczenie, czy komiks był pisany „pod dyktando” czy się wstrzelił w oczekiwania? Niczego takiego zresztą nie sugerowałem przecież. Bardzo możliwe, że komiks powstał z potrzeby serca opowiedzenia o bitwie o Monte Cassino, ale nie wiem, jakie to ma znaczenie, skoro tak czy siak jest drętwym komiksem historycznym wydanym pewnie w jakimś stopniu za państwowe pieniądze.

    KRL: trzeba było docisnąć do 120 stron i wyrzucić Afflecka to od razu miałbyś lepsze recenzje.

  • Titek, ja sie nie śmieję z autorów i również oddaję szacun za benedyktyńską robotę. Ale musisz przyznać, że FLITLICZ jako odgłos wdepnięcia w trupa daje efekt komiczny, pomimo niekomicznych okoliczności:)

    A ja tam wolałbym jednego Yoela, nawet jakby miał 24 strony, niż sto albumów o II wojnie po 200 stron, zrobionych z comicsansem, kwadratowymi dymkami i stosunkiem tekstu do rysunku w niektórych kadrach 10:1.

    I przychylam Maciejowi, można się było nie zaparzać, tylko poprawić niedoróbki, które wytknął Śledziu. Autorka się napracowała nad rysunkami, a później zepsuła o 50% efekt tymi beznadziejnymi dymkami i fontem.

  • JAPONfan

    Widocznie Slurp albo ciamk kojarza sie z innymi rzeczami niz deptanie po trupach.

  • no to czas na małe sprostowania :-) Komiks nie powstał na zamówienie, ani nie zaproszono nas by go zrobić. Co do dobrych rad Śledzia, cóż wypowiedziałem się w tej kwestii gdzie indziej, ale powtórzę- musiałbym go znać i mu ufać jako artyście, a tak nie jest. Co do onomatopei w komiksie, to jak ktoś słusznie wyżej zauważył język polski nie ma nic do zaoferowania, stąd próbowaliśmy je stworzyć wzorując się na filmach.
    Co do kwestii, po co powstał ten komiks, to już temat na dłuższy wywód, ale nie chcę Was tu zanudzać

  • znikt: skoro już wiadomo, że nie powstał na zamówienie, to jak najbardziej możesz opowiedzieć, nie zanudzisz :)

  • musz go znać, żeby posłuchać rady…
    ok

    ale co powienien zrobić Śledź żeby wzbudzał zaufanie jako artysta?

  • KRL: dobrze wiesz, że tekst Śledzia był pełen złośliwości, które stanowczo utrudniają przyjęcie nawet dobrych rad w sytuacji, gdy kogoś się osobiście nie zna. Więc bardzo proszę, nie zaczynajmy tutaj kolejnej dyskusji o domniemanym Złu Jakie Czynią Młodzi Artyści Na Komiksie Polskim, tylko skupmy się na Monte Cassino, ok?

  • Krl z tego co wiem Śledź ma swoich zagorzałych fanów i wielbicieli, którzy mu ufają jako artyście i pewnie by się do jego rad zastosowali szczęśliwi, że się o nich rozpisał. Ja do nich z moją rysowniczką nie należymy, i nie ma tu nic osobistego. Po prostu tak bywa, że nie każdemu podoba się to, co Tobie. To jak w przypadku oceny pracy mojej rysowniczki przez konradha, dla niego to nieporadność i brak warsztatu, a dla innych coś wręcz przeciwnego i nic raczej tego nie zmieni.
    A co do rad, to dodam tylko tyle, że zawsze znajdzie się ktoś, kto nam zarzuci, że nie zrobiliśmy tego co nam w dobrej wierze radził. Szczerze powiedziawszy czasami lepiej nic nie robić…
    albo zaryzykować i zrobić po swojemu.

    Konradh nie chcę tu pisać tyrad, które i tak zostaną zlane, więc by ułatwić rozmowę, napisz, co Cię interesuje? Odpowiem jak na spowiedzi :-)

  • Prywatnie uwazam, ze rysownik kaleczy twarze postaci, plansze jak ta 8 z trailera prezentuja sie niezle…
    Uzbrojenie, stroje pojazdy wydaja mi sie narysowane co najmniej poprawnie…
    Bziuuum.

    (czcionka według mnie ładna:P:)

  • znikt: po prostu jestem ciekaw historii stojącej za tym, że postanowiliście za ten temat się zabrać. Zwłaszcza, pod postacią tak dużego albumu.

  • Kontadh, komiks ma być obszerny, bo sam temat jest obszerny i obłożony mnóstwem mitów, które po 65 latach wypadałoby obalić. A dlaczego zdecydowaliśmy się go zrobić? Po pierwsze nikt wcześniej w Polsce nie podjął tego tematu w sposób fabularny, po drugie bo to fajna historia wojenna, po trzecie, bo wbrew pozorom słabo znana wielu ludziom w tym kraju, po czwarte, bo nie cierpimy na syndrom „małego Kazia” i nie wstydzimy się opowiadać własnej historii i nie mamy jej „w dupie” jak choćby wymieniany tu wcześniej artysta, który chciał nam „pomóc”, a który obnosił się tym, choćby, w wywiadach na sieci. Dodam, że nie jest kimś szczególnym w tym podejściu.
    Pierwszy punkt omijam, bo jak pewnie wiesz jedynym fabularnym dziełem o bitwie jest książka Hassela „Monte Cassino”, świetna fabularnie, ale totalnie mijająca się z historią.
    Drugi punkt, to moje zdanie oczywiście:-)
    Trzeci punkt. Hm, tu listę powodów mam tak długą, że nie wiem od czego zacząć zwłaszcza, że ten punkt łączy się bezpośrednio z ostatnim.
    Powiem tylko tyle, chciałbym tym komiksem pokazać, że my też mamy fajną historię wojenną i że nie musimy jej mitologizować, albo spychać w zapomnienie tylko dlatego, że my w niej występujemy.

    A co do instytucji, które dały pieniądze, i które nam wypomniałeś to sprawa ma się tak, że zgłaszając się do ministerstwa kultury o pomoc zostaniesz skierowany do… większości z nich. Bo po to między innymi powstały. A co do uwarunkowań politycznych tych instytucji to nie dało Ci do myślenia, że jednym z bohaterów historii, dodam pozytywnym, jest Wańkowicz? Przy trwającej histerii oskarżeń o to, kto się sprzedał komunie, kto kapował itd.?

    Ja też mam pytanie, czy mógłbyś mi powiedzieć o jakich „totalnych brakach warsztatowych” napisałeś wcześniej?

  • wybacz pomyłkę:-) Konradh

  • No to w punktach, tak będzie czytelniej:)

    1. Co do bieżącej polityki i tego, kto pomógł Wam wydać komiks, to nie ma dla mnie to szczególnego znaczenia – Ołdakowski jest PiSu, muzeum Powstania powstało za warszawskiej kadencji Kaczyńskiego i nie ma to żadnego znaczenia. Jedyne czego tak naprawdę bym się czepiał w kontekście państwowych pieniędzy to tego, czy taki komiks ma szanse dotrzeć do czytelników. A zakładam, że docelowym jest nastolatek.

    2. Sama tematyka mi się podoba i uważam ją za miłą odmianę po tych wszystkich komiksach o Powstaniu. Do długości też nie mam zastrzeżeniem, wręcz jestem pełen podziwu, bo niewielu scenarzystów w Polsce jest w stanie napisać coś tak długiego. I na dodatek zobaczyć jeszcze za swojego życia efekty :)

    3. Nie napisałem „totalnych”, a „ewidentnych”:) W moim słowniku to jednak zasadnicza różnica. Zgadzam się ze Śledziem w tym, że wielokrotnie dymki są przegadane, spokojnie mogłeś poprowadzić dłużej te dialogi, dzięki temu postacie byłyby bardziej żywe. Takie sceny jak zameldowanie się Grebowskiego Wańkowiczowi, czy anegdoty o kompanii transportowej mogły zajmować znacznie więcej kadrów – wpychanie po 3-4 zdania w dymek co chwila to za dużo, tutaj zabrakło urozmaicenia. No ale rozumiem, że bałeś się, że gadanina wydłuży jeszcze bardziej komiks i przytłoczy fragmenty „frontowe”. W kilku miejscach źle zaplanowaliście rozmieszczenie dymków, że nie zawsze wiadomo, w którym miejscu i momencie kto mówi – dymki zbyt często „odpływają” z jednego kadru do drugiego.

    4. Zdaję sobie sprawę, że w chwili, gdy Śledziu pisał swój tekst, Wy byliście już daleko z materiałem, ale część scen, czy to nieszczęsne liternictwo można było spokojnie uratować. Choć zapewne kosztem niewyrobienia się na maj i równą rocznicę.

    Ogólnie, mam nadzieję, że jeżeli podejmiecie się tworzenia następnego tomu, to weźmiecie sobie część tych uwagorad do serca i przygotujcie znacznie lepszy komiks niż tom pierwszy. Wydaje mi się, że jest to w Waszym zasięgu :)

  • kurna, „TRRRUUTH!” przebija nawet ten „THINK!” sprzed paru dni.

  • 1.
    Nie wiem czy ma szanse, zbyt wiele czynników tu gra. Ale nie sądzisz, że warto próbować? Czesi jakoś się tego nie boją i zaczynają opowiadać nawet naszą historię, wprawdzie filmem, ale robią to. A u nas zawsze to samo „warto nie warto”, a kto to chce, a kto kupi, a po co to komu lub kogo to obchodzi? Konradh przez dwa lata zbierałem materiały o bitwie i powiem Ci jedno- nie jesteśmy dumnym narodem. Zresztą Twoje zdanie o konferencjach też o tym świadczy: “chcieliśmy dobrze, ale znowu dostaliśmy w tyłek”. Nie wiedziałem, że ktokolwiek z ówczesnych polskich polityków był na jednej choćby z wymienionych przez Ciebie konferencji. W tym miejscu to nie Polacy „dali dupy”. To nie my stworzyliśmy powojenny świat i to nie my potem ładowaliśmy miliardy dolarów w walkę z komunizmem i to nie my utraciliśmy imperium. Widzisz to nie był nasz scenariusz, ale nas w niego wpleciono. A jest to chyba różnica?
    A co do wcześniejszych wstawek, to trudno o nich nie wspominać skoro większość żołnierzy przeszła tą samą drogę, której nie muszę Ci chyba przypominać?

    2.
    Tu się rumienię i wstydliwie zerkam na boki.

    3.
    Czyli nie polecałbyś nikomu naszego komiksu, bo mamy według Ciebie złą czcionkę? Za mało kadrów przy niektórych rozmowach i za źle rozmieszczone w kilku miejscach dymki?

    Nie do końca dobre rysunki, drętwa narracja, kompozycja plansz, koszmarna czcionka, ewidentne braki warsztatowe w tzw. “sztuce robienia komiksu”.

    Mam propozycję, możesz ją odrzucić a ja nigdy do tego nie wrócę, możesz pisać na e-mail albo tu. Wszystko bez jakichkolwiek pretensji jeśli będzie nie. Proszę przybliż mi ten „warsztat sztuki robienia komiksu”.
    A co do „przegadania”, to powiem tylko tyle, moi bohaterowie mają sporo do powiedzenia:-). Zresztą chodzi o to, że ja kocham komiksy, gdzie jest dużo tekstu. Jak np. w „Prosto z piekła”, którego broniłbym przed nożyczkami „piewców sztuki komiksowej” niczym zdziczały ghul.

    4.
    Drugi tom już się tworzy a co do rad, zwłaszcza artysty o którym wcześniej wspominałeś to niestety, ale nie zrobimy tego i nie dlatego, że nas wkurzył. Ten komiks to coś, co nie jest robione na „odwal się”, więc gdyby rady artysty były dla mnie wartościowe, wykorzystałbym je zmuszając rysowniczkę do poprawek. Dlaczego nie są dla mnie wartościowe? Ano z prostej przyczyny, taki typ komiksu jest obcy owemu artyście o czym sam pisze w komentarzu odpowiadając na propozycję zrobienia komiksu wojennego, więc nie rozumiem dlaczego miałbym stosować się do jego rad? Dwa- tu będzie przykład na okładce. Artysta określił, że „żołnierze wyglądają jakby mieli sraczkę”. Cóż, napisał to złośliwie, choć my wzięliśmy akurat to za komplement, bo ci ludzie, którzy tam walczyli leżeli czasami przez trzy tygodnie wdychając jedynie trupi odór i cierpiąc na ustawiczne wymioty i biegunki. Dlatego sugerowany „szeregowiec Rayan” mniej odpowiada temu o czym opowiadamy. Trzy – napisał, że gdyby nie napis „ Monte Cassino” nie wiedziałby, że chodzi o tą bitwę. Hm, to niedobry przykład, bo tu wytykam raczej brak wiedzy o przebiegu bitwy, zresztą tekst o „sraczce” też raczej się w to wpisuje.
    Wytknął nam też brak zbliżeń twarzy bohaterów sugerując, że uciekamy przed nimi. Czy po lekturze też masz takie zdanie?
    Co do budowania plansz, czy stylu graficznego też nie jest dla mnie wzorem do naśladowania. Nie podobają mi się takie komiksy, co nie znaczy, że nimi gardzę. Są mi obojętne.
    Na koniec mógłbym też dodać, że nie chciałbym skończyć jak owy artysta, ale to już byłaby złośliwość no i nie jest to dobra wiadomość dla mnie, że skoro on, uznany i kochany artysta nie może żyć z tego co robi, to jakie ja będę miał szanse? Może w innej drodze i stylu? W sumie co nam szkodzi spróbować? Jak utoniemy to po swojemu a nie bezmyślnie i bezkrytycznie kopiując czyjąś drogę.

    A na koniec zostawiłem sobie propozycję konkursu. Z tego co zauważyłem rozbawiły tu wielu nasze onomatopeje. Cóż, gdy brak wzorców trzeba je stworzyć. Jako, że ten blog jest odwiedzany w sporej mierze przez twórców obu płci proponuję konkurs na stworzenie lepszych. Zasada będzie prosta, wygrywa każdy, kto stworzy minimum 5 onomatopei spełniających nasze oczekiwania. Oczywiście w konkursie może wziąć udział każdy niezależnie czy jest czy nie twórcą. Jako nagrodę proponuję pierwszy tom komiksu, plus do tego wpis do drugiego tomu i trzeciego no i egzemplarze autorskie, recenzenckie, czy jak je nazwać. Podejmujecie rękawicę?

  • 1. Pisząc „chcieliśmy dobrze, ale znowu dostaliśmy w tyłek” miałem na myśli ogólną pamięć historyczną dotyczącą polskiego udziału w Wojnie. Dywizjon 303, Monte Cassino, Afryka, Market Garden – wszystkie te symbole zdradzonego przez aliantów polskiego wysiłku wojennego. Twój komiks odczytuje jako próbę wystawienia pomnika tym, którzy oddali życie za przegraną sprawę. I doskonale zdaję sobie sprawę z geopolitycznych uwarunkowań pod koniec wojny i wiem kto na co miał wpływ :)

    3. Nie polecałbym Waszego komiksu, bo po pierwsze: rysunki Gabrieli są po prostu bardzo nierówne – ma momenty świetne i momenty znacznie gorsze. Jeżeli chodzi o warstwie graficzną komiksu, to kluczową dla mnie sprawą jest to, aby była na jednym, stałym poziomie. Po drugie, to samo jest z Twoim scenariuszem – widzę pomysł, widzę potencjał, ale w ogólnym odbiorze są dla mnie przytłoczone przez momenty gorsze. Pisząc „przegadany” miałem na myśli natłoczenie tekstu w kadr przy tej kadrów małej ilości. W „Prosto z piekła” ilość tekstu w kadrze jest ściśle podyktowana okolicznością – Gull jest gadułą, intelektualistą, więc gdy wykłada Netleyowi swoją teorie Londynu zajmuje to 38 stron po coś i jest połączone z odwiedzaniem tych wszystkich miejsc. Ty w Swoim komiksie starasz się zmieścić zbyt dużo treści na zbyt małej ilości stron i na tym moim zdaniem polega Twój błąd w sztuce robienia komiksu – nie rozwijasz narracji, przytłaczasz kadry tekstem. Spokojnie można było to rozpisać na więcej kadrów i dać im „odetchnąć” I piszę to z pozycji odbiorcy, nie znam się na robieniu komiksów, jestem w stanie jedynie powiedzieć, co mi w nich się podoba lub nie. Z „Monte Cassino” jest trochę jak z działami debiutantów. Można powiedzieć „no, jest całkiem niezły jak na…” albo „nie taki zły jak się spodziewałem”, ale nie jest po prostu „dobrym” komiksem.

    4. Wiesz, naprawdę myślę, że warto puścić mimo uszu te wszystkie złośliwości Śledzia i po prostu spojrzeć na jego rady jak na zdanie faceta, który już sporo komiksów w swoim życiu zrobił. Nawet jeśli Ci się one podobają.

  • 1.
    Przyznam, że nie rozumiem. Czyją ogólną pamięć miałeś na myśli? Świata czy rodaków? Po pierwsze wtedy nikt nie sądził, że sprawa jest przegrana. Po drugie nawet jeśli ma to być próba stawiania pomnika, to powiedz ile im do tej pory ich postawiono? Konradh, nawet o cmentarz nie potrafimy zadbać, a co dopiero o pamięć o nich. Przeprowadź mały eksperyment i przelicz sobie ile w Polsce ukazało się książek na temat tej tylko bitwy, a potem przelicz ile z nich jest napisana przez rodzimych autorów? Potem przelicz sobie ile dzieł beletrystycznych na ten temat powstało. Ja znalazłem tylko jedno, może Ty będziesz miał więcej szczęścia. Zostało jeszcze kino, tu ja jestem już bezradny nic mi do głowy nie przychodzi.
    4.
    Konradh, rzecz w tym, że mi się nie podobają. Jak już napisałem, nasz komiks nie jest robiony na „odwal się” i każda rada jest mile widziana o ile wypowiada się ktoś, komu ten gatunek jest bliski a nie nim gardzi. I komu zaufam, że wie co mówi. Po drugie boję się tych rad choćby dlatego, że nie mam bloga i nie będę mógł napisać, że tonę bo kondycja umysłowa polskiego czytelnika komiksu jest taka a nie inna.

    A na koniec, gdyby „Prosto z piekła” powstało w Polsce, napisane przez jakiegoś Zenona Kraka i narysowane przez Roberta Kurza na 100% czytałbyś o ich ewidentnym beztalenciu, braku warsztatu itd itp. To nie moja myśl, ale zgadzam się z nią :-).
    3.
    :-) rzecz w tym, że i Wańkowicz i nasz bohater to pisarze gaduły, ale dosyć o tym. Szanuję Twoje zdanie i nie mam zamiaru go zmieniać. Mam tylko nadzieję, że inni nie będą tego czuli

  • Ale ja nie mam nic przeciwko utrwalania pamięci, nie przeszkadza mi tematyka „Monte Cassino”:) Twórz następne tomy, powodzenia, sobie, jako czytelnikowi, życzę tylko, abyście wzięli sobie do serca uwagi czytelników (a mam nadzieję, że nie tylko ja kupiłem Wasz komiks i ktoś jeszcze coś napisze) i następne części wyszły Wam lepiej.

  • Ta rozmowa to jak tłuczenie głową w mur..człowiek chce pomóc drugiemu a ten jak zdarta płyta.
    Nie trzeba być Śledziem żeby zauważyć wszystkie wyżej wymienione uwagi, a ich poprawienie np. z czcionką i powiększenie dymków żeby dać oddech tekstowi to naprawdę dość prosty zabieg no i ułatwi to odbiór komiksu przez czytelnika. Jeżeli Autor ma te zmiany za zbędne to nie dba o czytelnika więc komiks robi dla siebie. Jeżeli uważa inaczej, to znaczy, że jest hipokrytą.

    Tłumaczenie, że ‚nasz komiks’ jest inny od śledziowych czy karpiowych nie ma tu nic do rzeczy bo komiks czy wojenny, czy erotyczny rządzi się tymi samymi prawami. Są ustalone podstawowe zasady, których powinno się przestrzegać dla dobra dzieła i jego odbioru(a już tym bardziej w komiksie realistycznym do jakiego aspirujecie). To tak jakby wydać książkę, czcionką numer 5 i wmawiać czytelnikowi, że tak musi być bo to nasze dzieło i nie robimy tego ‚na odwal’.

  • bronienie tej śmiesznej czcionki i tych pokracznych dymków jest jeszcze śmieszniejsze od samej tej czcionki i tych dymków. choć w sumie nie wiadomo co śmieszy bardziej. nie zrobimy dobrego fonta i czytelnych dymków bo Śledziu powiedział, że ma w dupie komiks wojenny. ja tu widzę, że Śledź ma na wasze życie cholerny wpływ. nie zrobicie dobrego komiksu bo jeden koles pierdnął na blogu, że nie lubi wojennych historyjek. nie chcecie słuchać jego rad, a jednoczesnie wszystko co teraz robicie podporządkowane jest kontrze do jedo słów. kurwa- on was zrobił jak mało kto, mało kogo na tej planecie.

  • To trochę tak, jakby ktoś kręcił film dokumentalny, a stary wyjadacz, reżyser thrillerów i kryminałów, radził, że kamerę ustawia się nie za plecami bohatera, aby pokazywała jego kark przez cały film, tylko zmienia od czasu do czasu kadrowanie. Na co dokumentalista odpowiada, że skoro nie zna osobiście reżysera thrillerów (który w życiu nie kręcił filmów dokumentalnych), to będzie nadal kręcił wyłącznie zbliżenia na szyję bohatera, jeszcze bez mikrofonu, bo po co – to nie ma być film na „odwal się”.

  • Ej, Wrestler jest tak nakręcony a to zajebisty film.

  • Bez mikrofonu? :D

    A poza tym, to dokument?

  • Panowie artyści, bez urazy, ale czy ja cały czas mam powtarzać to samo? Rany, jak mam przyjąć do wiadomości rady jednego artysty skoro w komentarzach pod jego tekstem znalazłem wpis innego artysty, który stwierdził, że do tej czcionki nic nie ma, a że go bardziej irytuje skupianie się na tworzeniu artu czcionki niż lepszych ilustracji.

    Litleninja to nie hipokryzja, ten komiks jest zrobiony dla czytelnika, choć mam nadzieję, że nie z tak wąskiego grona jakie tutaj bywa. I tyle.
    Wybierając czcionkę chcieliśmy by była… czytelna :-).
    Ale załóżmy- przyjmując rady artystów w drugim tomie zmieniamy czcionkę i jak myślicie, czy wszyscy będą zadowoleni? Bo ja mogę się założyć o pokrycie kosztu druku, że znajdzie się znowu kilku artystów, którzy stwierdzą, że po co to zrobiliśmy lub dlaczego taką a nie inną wybraliśmy. No to co, w trzeci tom wrzucimy kolejną propozycję…
    To bajzel bez konsekwencji w tym o się robi. Dlatego wszystkie tomy będą miały jednolitą czcionkę.

    Sumując, jeżeli kogoś ta czcionka kłuje i z tego powodu nie kupi komiksu, no cóż ja na to poradzę? Mówi się trudno i życzy kolegom artystom owocnej pracy, sukcesów.

    Krl tu chodzi o kompetencje. Z drugiej strony Twój kolega ogłosił „bankructwo”, zrzucając winę m.in. na kondycję umysłową polskich czytelników. Wniosek dla mnie jest prosty stosowanie zasad, które i mi chciał wpoić nie uratowały go przed tym. Woda skażona a ja mam tam się pchać bo takie są zasady?

  • Gdyby 9 na 10 osób mówiło, że czcionka jest zła, to bym ją zmienił. Ale to mój punkt widzenia, nie żadna obowiązująca zasada.

  • Gdy się tak stanie, że z 10 kupujących nasz komiks 9 będzie postulować tą zmianę zrobimy to. Umowa stoi?

  • Stoi. A to, że parę osób prawie na pewno czcionka zrazi już przy kartkowaniu albumu na półce w księgarni i uzbiera się grupa potencjalnych czytelników, którzy właśnie przez to komiksu potem nie kupią, to inna rozmowa.

  • Grim, co Ci stoi?

    Nie chodzi o potencjalnych czytelników tylko tych, którzy zdecydowali się na zakup. Osoby, które nie kupią komiksu nie są brane pod uwagę :)

    Dyskusja o foncie po wydaniu komiksu jest pozbawiona sensu. Zrobiliście jak chcieliście. Wasza brocha.

  • Grim druga grupa to będą ci, których zrazi rysunek, trzecia ci, których temat, czwarta, których patroni, piąta, których nasze osoby, szósta, których że to Polacy zrobili, a siódma bez powodu.
    Jaki na to mam wpływ? Podaj mi jeden komiks o tej tematyce, który zadowolił wszystkich i który się sprzedał. Ba podaj mi jeden tytuł z jakiejkolwiek tematyki, który wszystkim się podobał i się sprzedał a ja wtedy zweryfikuję swoje postępowanie, widząc na przykładzie, że coś takiego jest możliwe.

    To prawda Macieju, tak więc Grim nakład znasz, jeśli 90% kupujących postawi ten postulat, ja robię zmiany.

  • Wiecie co, ta cała dyskusja nie ma sensu. Nie ma co na siłę kogoś przekonywać, że do sandałów nie powinno się zakładać skarpetek.

    Znikt, życzę sukcesu, wysokich wyników sprzedaży oraz zadowolenia z dalszej pracy twórczej. W końcu wszyscy się tylko w te komiksy bawimy i najważniejsze, żebyśmy mieli fun podczas tworzenia.

  • Dziękuję

  • Racja, podłączam się do życzeń Jaszcza.

  • Podsumowanie Jaszcza jak najbardziej trafne:)
    Niemniej nie oceniajac komiksu bo nawet go w rekach jeszcze nie mialam to „FIATK” i „DDUCH” mnie rozbroily:D

  • Jestem czytelnikiem, nie twórcą komiksów, właściwie to rzadko po nie sięgam, ale kupiłem M.C. Cóż, zupełnie Was nie rozumiem. Komiks to ciekawy sposób pokazania jednego z nielicznych momentów II W.Ś. kiedy Polak może być dumny ze swojego wojaka i o czym wiedzą inni. Temat na zamówienie? Nie sądzę, zresztą co mnie to obchodzi. Współpraca z instytucjami państwowymi też w mniemaniu niektórych jest powodem do wstydu…zazdrość, głupota czy inny powód polityczny? Czcionka nie taka, no cóż można by też użyć liter gotyckich, no wtedy by były piękne, ale kto by to przeczytał, prawdę powiedziawszy dopiero po lekturze Waszych wpisów zwróciłem na nią uwagę, dla mnie litera jest po to by ją przeczytać, no ale może powinna jeszcze coś więcej wnosić. Rozbudowane wypowiedzi… hmmm w „Poczytaj mi mamo” było mniej literek, niektórzy niech skierują się w stronę tej lektury. Pamiętam jak w wieku tak 8-12 lat miało znaczenie dużo obrazków/mało liter, teraz to nie przeszkadza, filmy też wolę z napisami i nie zauważyłem aby tekst w jakiś sposób przytłaczał obrazki. Układ zaś ich może faktycznie trochę pogubić, na czym się parę razy złapałem, ale nie był to jedyny taki komiks. No ale gwoździem Waszego programu są kwadratowe chmurki…kobiety wolą obłe kształty, więc pewnie zniewieściałe typy też i to jest jedyna teza jaka przychodzi mi do głowy. Rysunki twarzy, jak ktoś stwierdził nie oddają emocji, fakt jest tu jeszcze pole do popisu no ale z mojego punktu widzenia, nawet szkice Leonarda by nie spowodowały znaczącej poprawy odbioru lektury. Na pewno mogło by powstać kultowe dzieło, którym zachwycali by się badacze pisma, a amatorzy, jak ja oprawiali by karty dzieła w antyramy, by je następnie powiesić na ścianach… Czy ktoś z Was coś takiego narysował, proszę podajcie link do galerii, może sobie coś na plecach wydziargam. Treść komiksu jest pomimo przemyśleń bohaterów łatwa w odbiorze, więc nawet nastolatek ją pochłonie i właściwie nie wiem czy to plus czy minus. Czepiacie się onomatopei. Trzeba powiedzieć ze są oryginalne, ale zobaczymy jak się popiszecie w konkursie, bo ja gratuluję pomysłów, niektórych dość zabawnych. No i na koniec nie rozumiem czegoś. Wyszedł polski komiks, a Wy twórcy takowych obrzucacie go błotem, obsmarowujecie gównem i ogólnie gnoicie. Dobrze że pierw go kupiłem, a potem wszedłem na tę stronę, bo pewnie po lekturze recenzji bym go nie kupił. I tak zrobi większość. Nie przyszło Wam do głowy, że jesteście potrzebni dopóki są czytelnicy komiksów? Komiks w Polsce leży a wszelkie próby zaistnienia są gnojone przez samych przedstawicieli gatunku. To sranie we własne gniazdo. Nie dziwię się że przy takim podejściu nie możecie z tego wyżyć. Ja na pewno teraz kupię drugi komiks i trzeci, bo go przez M.C. odkryłem, i nie ważne kto będzie jego autorem. Mam nadzieję że twórcy będą się dalej rozwijać, podejmą inne tematy, a może kiedyś karta z ich książki wyląduje w antyramie, a reszcie proponuję konstruktywną krytykę, propagowanie komiksu i jak największej ilości wydanych dzieł. Może w Polsce komiks odżyje, czego Wam wszystkim serdecznie Życzę

  • Amen, kurwa.

    Na swój sposób.

  • Dostałem linka z recenzją komiksu: kliku klik
    Dołączam, jako poparcie tego o czym pisałem w dyskusji „dobre rady”.

  • Znaczy się, rady Pawła Kowalskiego są lepsze, bo napisał, abyś przeczytał komiksy Van Hamme czy Bisleya?

  • nie są Konradzie. Znaczy się tylko tyle, co napisałem wyżej, że każdy będzie radził coś innego i że my jako autorzy możemy się w tym całkiem pogubić.
    A swoją drogą niedawno dowiedziałem się, że faktycznie, jak zauważył autor i tej recenzji, nie do końca udało nam się zrealizować założenia o „dokładnym pokazaniu broni i uzbrojenia z epoki” bo w jednym z dżipów Gabrysia zamiast 9 narysowała 10 wlotów powietrza z przodu wozu. Konradh to nie jest ani żart ani ironia

  • Popieram Artoos

    Przykre, że polacy gnoją polaków, niektórzy nie mają pojęcia jak pracochłonne jest naszkicowanie jednego obrazka. Tylko narzekać potraficie i krytykować inicjatywe drugiego człowieka. Komiks nie jest byle komiksem, jeśli ktos zna się na rzeczy, to widzi szczegóły niewidoczne dla laika. No cóż, widocznie to nasza narodowa przywara, że nigdy się wszystkim nie dogodzi.

  • Tom: Zapewniam Cię, większość osób, które wypowiedziały się w tym miejscu doskonale wie, „jak pracochłonne jest naszkicowanie jednego obrazka”. Jednakże słaby komiks pozostaje słabym komiksem, bez względu na narodowość jego autorów. Bo ta nie powinna być zupełnie brana pod uwagę.

  • Przeczytałem komiks Monte Cassino i czekam z niecierpliwie na drugi tom.
    Rysunki pani Gabrysi-EXTRA i TAK TRZYMAĆ!:)
    Tekstu nie jest zbyt wiele(może będzie nieco więcej w następnym tomie?).
    A to czepianie się czcionki i dymków przez różne makrele szprotki i śledzie jest kurewnie upierdliwe!

  • „Przykre, że polacy gnoją polaków,” pisząc takowych z małej litery…

  • JAPONfan

    @ Rekdrop: fonty. I tak jest cholernie upierdliwe. Ale font to obraz i uwazamy ze trzeba sie czepiac jesli dwa obrazy pasuja do siebie jak Rutowicz do koncertu Mahlera.

  • A tu ja się Japonfan nie zgodzę z Tobą. Font to nie jest obraz, bynajmniej nie do końca i bynajmniej nie w tym komiksie, tak samo jak nim nie jest w wielu innych komiksach. Owszem, bywa, jak np. w „Arkham Asylum”, ale tu znowu ucierpiała czytelność, przynajmniej w polskim wydaniu.

  • JAPONfan

    Ja tak ogolnie. kroj pisma jest obrazem. a to ze potrafimy obraz „pies” interpretowac jako zwierze psa to insza inszość. Wpisanie „jestem zlym czarodziejem i zjadam twoje dzieci” stencilem albo fontem z serduszkami zamiast kropek polozy cala kwestie i odbior postaci.
    Rozumiem ze uwazasz ze font nie jest najwazniejsza czescia tego komiksu. Ale dla wielu odbiorcow, w tym mnie, dobrane kroje pisma psuja obraz calosci.
    Font zamiast komponowac i wpasowywac sie w kadry jest tylko plaszczyzna ktora cos tam wyraza ale jej glowną funkcją jest zasłanianie.

  • zasłanianie czego?

    Dla mnie font jest nośnikiem słowa mówionego, lub myśli. To jego jedyna funkcja i nic więcej. Owszem może być artem, nie przeczę ani tym bardziej nie bronię tego, ale czy wszędzie ten art jest potrzebny i czy wszędzie pasuje, tu już szczerze wątpię. Wierzę natomiast w to, co napisał jeden z komentujących całą sprawę na blogu Śledzia, że w Polsce większość artystów skupia się na tworzeniu super fontów a nie na rysunku i historii, jaką opowiada.

  • pojawiła się recenzja na esensji. http://esensja.pl/komiks/recenzje/tekst.html?id=8007
    ciekawy jest fragment: „Fatalne liternictwo, idiotyczne onomatopeje (przykładowo: „buuduuwsz”, „buuwsz”, „fliaskt”, „gduuh”, „fiatk”, „fliitk” czy „thud”), błędy ortograficzne („ewakułować”, „pożądnie”) oraz całkowita dowolność w stosowaniu interpunkcji – wszystko to pogłębia jedynie zniechęcenie lekturą.”

  • Przyznać się, chujki. Który z was popełnił ten paszkwil?

  • Sebastian Chosiński od lat pisze dla „Esensji”, więc to żaden pseudonim, jeżeli o to Ci chodzi, Macieju.

  • A pod jakim nickiem Chosiński pisuje komcie na motywie?

  • A skąd pewność, że w ogóle je tu pisze?

  • Rob, czyżbyś sugerował, że jeszcze nie wszyscy w Polsce czytają Motyw? Jak mogłeś!

  • Dzięki KRL-u za podlinkowanie tej recenzji. Przeczytałem ją z uwagą i cóż, ten tekst jest dla mnie dowodem na to, że nasza inicjatywa jest jednak bardzo bardzo naprawdę bardzo potrzebna w społeczeństwie. Bez obaw KRL-u nie w kwestii artystycznej, bo w tym są znacznie lepsi zawodnicy i nie mamy zamiaru z nimi konkurować, ale w tej którą myśmy przyjęli sobie za główny cel, czyli EDUKACJA przez pokazanie całego i prawdziwego przebiegu polskiej bitwy.
    Ale po kolei:
    -nie polemizuję z opinią recenzenta na temat rysunków Gabrysi, to kwestia gustu, albo trafisz albo nie. U nas problemem też jest, niestety, jakość druku, która dość mono spłaszczyła rysunki, zwłaszcza w nocnych scenach bitwy.
    -za orty bardzo przepraszam, nie mam tu nic na obronę (choć słowo „liczne” uważam za nadużycie, bo prócz tych dwóch nie ma więcej). Gdyby recenzent znał niemiecki tam też wychwyciłby kilka literówek. Tak więc tych co znają przepraszamy i przyrzekamy, że będziemy baczniej tego pilnować przy kolejnych tomach
    -o stylistyce, cóż, tu mam problem, bo wiele kwestii dialogowych było tak budowanych świadomie, ale nie wiem czy te akurat ma na myśli recenzent.
    -wtręt o interpunkcji omijam, bo mi się też to nie podobało, ale ponoć takie są zasady języka polskiego, więc uległem.
    -wtręt o liternictwie olewam, była już na Motywie o tym dyskusja, więc nie będę się powtarzał.
    -wtręt o onomatopejach jak wyżej.

    A teraz meritum KRL-u:-), bo widzisz ja, w przeciwieństwie do recenzenta piszącego o nas- „W efekcie pozwoliło im to uniknąć wpadek merytorycznych”, nie mogę tego napisać o nim. Recenzent chyba niezbyt dokładnie (albo wcale) czytał materiały informacyjne na temat naszej pracy, gdzie założyliśmy, że pokażemy CAŁĄ polską bitwę, dwa tą PRAWDZIWĄ, a nie tą okraszoną megalomanią, narodowym chciejstwem i mitami, z którymi całe życie walczył m.in. sam Wańkowicz, niestety z marnym skutkiem, czego dowodzi nasz recenzent. Sumując ten wstęp, recenzent nie zna ani PRAWDZIWEGO przebiegu bitwy, ani życiorysu Wańkowicza, choć gdy czytasz jego tekst możesz odnieść inne wrażenie (ale to złe wrażenie KRL-u). Dlaczego mogę to napisać? Ano dlatego:

    Recenzent- „Co jednak ciekawe, sądząc z bibliografii, oparł się na – wciąż jeszcze bardzo okaleczonym przez cenzurę – wydaniu sprzed dwudziestu lat, które w momencie opublikowania w tym roku pełnej i nieokrojonej wersji dzieła stało się boleśnie nieaktualne. O tyle to istotne, że w materiałach promocyjnych wydawca zarzucił mistrzowi literackiego reportażu, iż „kilka razy podał nieprawdziwe fakty”. W niektórych przypadkach mógł jednak zostać do tego po prostu przymuszony…”

    Śliczny kwiatek:-). Gdyby recenzent przeczytał choć jedną(!) książkę Wańkowicza, którą umieściliśmy w bibliografii wiedziałby, że cenzura dotknęła i okroiła TYLKO wydania PRL-owskie. Na zachodzie jedyną nieskuteczną próbę podjął generał Kukiel, i dotyczyła pierwszego wydania 3 tomu w którym Wańkowicz nie szczędził krytyki ułańskiej fantazji dowództwu przy zdobywaniu Piedimonte. Starania Kukiela spełzły na niczym, bo tom ukazał się w zaplanowanym terminie, a Wańkowicz wysłał mu egzemplarz z odręczną dedykacją (nie muszę pisać, że był to spory policzek dla generała, który chronicznie nie znosił Wańkowicza). Innych prób cenzurowania książki nie było. Chyba, że się mylę, będę wtedy wdzięczny za informację i źródła.
    Nikt dzisiaj nie jest w stanie powiedzieć dlaczego Wańkowicz nie skorygował wielu błędów w tekście, choć całe życie poprawiał książkę i dostawał po wojnie odpowiednio udokumentowane relacje. W jednym przypadku wiem w 100% że został świadomie oszukany, przy innych można tylko gdybać, że relację znał z drugiej ręki, lub, niestety, często bardziej ufał sztabowi naginając pod ich opisy relacje żołnierzy, którzy tam byli (dowody znajdziesz u A. Majewskiego, T. Radwańskiego, W. Żdanowicza). Pisanie o „przymuszaniu” Wańkowicza do czegokolwiek w pracy przy tej książce, to wierutna bzdura.

    Recenzent- „Jakuba Grebowskiego (to, w przeciwieństwie do wielu innych występujących w tym komiksie, jest postać fikcyjna)”

    Problem w tym, że większość bohaterów w naszym komiksie to postacie fikcyjne :-). Powiem więcej zdecydowana większość. W końcu nie jest to dokument.
    A teraz wybacz KRL-u tak długie cytaty, ale, że to śliczne bukieciki nie mogłem się powstrzymać:-)

    Recenzent-„Skoro komiks Tomeckiego i Becli zatytułowany został „Monte Cassino”, należy podejrzewać, że to właśnie te partie opowieści, które bezpośrednio nawiązują do walk o klasztor powinny być najważniejsze i tym samym najlepsze. Niestety, nic z tego. Z przykrością należy stwierdzić, że najistotniejsze fragmenty swego dzieła autorzy klasycznie rozłożyli na łopatki. Dotarłszy bowiem do końca pierwszego tomu, pozostaje w czytelniku dość niesmaczne wrażenie, że „Monte Cassino” od samego początku tworzone było pod z góry założoną tezę. Aby pokazać bezsens tak krwawej ofiary, a tym samym – choć nie wprost – udowodnić winę dowódców (w tym głównie Andersa), którzy tysiące polskich żołnierzy posłali na pewną śmierć. Owszem, i takie głosy wśród historyków się pojawiały i zapewne długo jeszcze będą pojawiać. Stwierdzi więc ktoś, że tym bardziej Tomecki i Becla mieli prawo do przedstawienia takiej interpretacji. Zgoda – mieli! Ale nie zadbawszy o wyważenie proporcji, zaprezentowanie racji drugiej strony (dowództwa alianckiego i polskiego), muszą liczyć się z zarzutami o zamierzony brak obiektywizmu, a w skrajnych opiniach – nawet o nierzetelność.”

    Uf, jak pisałem już wyżej recenzent nie czytał żadnej informacji o naszym projekcie, bo gdyby było inaczej wiedziałby, że to TRYLOGIA, i że na PODSUMOWANIA i OCENĘ przebiegu bitwy przyjdzie jeszcze czas (bo dziwnym byłoby pokazanie bitwy bez pracy sztabów, a tego jak pewnie wiesz, KRL-u w 1 tomie nie ma). Choć już teraz mogę napisać, że jego wrażenie co do naszej oceny i „nierzetelności” wobec Andersa jest fałszywe, hm, lekko mówiąc :-). No ale trudno go winić, skoro nie wie, że to tylko 1 tom a napis na okładce i stronie tytułowej i na końcu komiksu jest niezbyt czytelny (choć to żadne usprawiedliwienie, bo gdyby przeczytał info o naszym projekcie i gdyby znał prawdziwy przebieg bitwy dałoby mu do myślenia, że w tym tomie pokazujemy tylko PIERWSZE natarcie. Logika podpowiedziała by mu więc, że albo będzie cdn, albo kłamaliśmy w info). Dobra, jedźmy dalej KRL-u

    Recenzent- „Problem z tym komiksem jest jednak szerszy i polega przede wszystkim na tym, że obiecuje on znacznie więcej, niż w rzeczywistości oferuje. To nie jest bowiem tak naprawdę historia walk o wzgórze górujące nad miasteczkiem Cassino; to zaledwie kilka luźnych, w żaden sposób ze sobą niepowiązanych epizodów, które pokazują co prawda gehennę żołnierzy wysłanych do boju, ale – całkowicie wyprane z otoczki – stają się nazbyt uniwersalne. Wystarczyłoby pozamieniać dialogi w dymkach, a akcja spokojnie mogłaby dziać się w zupełnie innym miejscu. Dość powiedzieć, że na stu dwudziestu ośmiu stronach ani razu nie pokazano klasztoru benedyktynów. Zapomniano o najbardziej rozpoznawalnym symbolu tej bitwy (a raczej całego szeregu bitew toczonych zimą i wiosną 1944 roku)!”

    Widzisz KRL-u tu masz koronny dowód na to, że mimo tego, że w kraju ukazało się już tyle książek przedstawiających PRAWDZIWY przebieg polskiej bitwy, to niestety, co dowodzi nasz recenzent, nie udało im się przedrzeć do przeciętnego rodaka. Nadal w naszym społeczeństwie (bo uwierz mi, KRL-u, nasz recenzent nie jest tu wyjątkowy) króluje bogoojczyźniana mitomańska wizja walki o Klasztor nie mająca nic wspólnego z faktami. Wracając do naszego recenzenta ten fragment dowodzi, że NIGDY nie przeczytał ŻADNEJ książki opisującej tą bitwę (mam tu na myśli opracowania historyczne) i jej po prostu NIE ZNA bo gdyby było inaczej wiedziałby, że:
    -żaden polski żołnierz 2 Korpusu NIGDY nie bił się o Klasztor ani w jego bezpośrednim sąsiedztwie! A więc byłoby bezsensem i dezinformacją pokazywanie go w pierwszym natarciu. No chyba, że chcemy umacniać megalomańskie mity wtedy racja jest po jego stronie (a swoją drogą kłamał, że w komiksie nie pokazujemy Klasztoru- patrz KRL-u na strony 18, 34, 59 (tu bardzo malutki, ale jest :-) ). Mogę tylko podejrzewać, że recenzent nie wiedział, że Klasztor został wcześniej zburzony i nie rozpoznał go na tych kadrach).
    -znałby główne obiekty natarcia obu dywizji czyli wzgórza 569, 593, Gardziel, M. Albaneta, wzgórza Widmo, 575, St. Angelo i wiedziałby, że TYLKO o te cele biły się obie dywizje w OBU NATARCIACH. A skoro my chcemy w naszym komiksie pokazać PRAWDZIWY przebieg polskiej bitwy to walki tylko o te obiekty pokazujemy. I uwierz mi KRL-u, fakt, że 2 Korpus NIE ZDOBYŁ a ZAJĄŁ Klasztor niczym mu w chwale nie ujmuje. 2 Korpus zwycięstwo okrasił wielkim wysiłkiem stratami i nie zasługuje na to by chwalić go przez pryzmat chciejstwa narodowego i mitomanii, ale za to co zrobił rzeczywiście.
    A wojna jest uniwersalna i nie wiem czym się różnił (oprócz motywacji) walczący i umierający Polak od Anglika, Amerykanina, Rosjanina czy Niemca?

    Recenzent- „Nie są bowiem w stanie wzbudzić jej nawet bohaterscy żołnierze II Korpusu, ponieważ pojawiają się zaledwie na kilka chwil, by niemal od razu powędrować – szlakiem swoich towarzyszy z Westerplatte – do nieba. A chyba nie tak powinno być!”

    Widzisz tu znowu dowód na to, że nasz recenzent nie czytał infa o naszym projekcie, bo gdyby było inaczej wiedziałby, że naszym celem jest pokazanie CAŁEJ PRAWDZIWEJ (wybacz KRL-u tego caps locka, ale to naprawdę bardzo ważne słowa) bitwy. Wiedziałby więc, że pierwsze natarcie zakończyło się masakrą(!), że Polacy nie osiągnęli ŻADNEGO celu ataku(!) i że jedynym sukcesem było ściągnięcie na siebie ognia większości niemieckiej artylerii, która przez to nie raziła tak mocno Francuzów, czy Anglików. Kurczę, choć tu się trochę zapętliłem, bo żeby to wiedzieć, to oprócz infa o projekcie musiałby przeczytać CHOCIAŻ JEDNĄ książkę o bitwie, (tu wystarczyłoby nawet „Monte Cassino” Wańkowicza, którego choć nie czytał to nie przeszkodziło mu skrytykować –„Jako punkt wyjścia do pracy nad scenariuszem Tomecki potraktował najsłynniejszą (ale nie najlepszą)…”. Pytanie skąd wie, że nie najlepszą skoro ani tej, ani żadnej innej nie czytał?

    Recenzent- „Na dodatek graficzka praktycznie przez cały czas posługuje się zbliżeniami, co sprawia, że rysunkom brakuje przestrzeni i oddechu.”

    KRL-u pamiętasz jak na mnie naskoczyłeś, gdy Ci napisałem, że nie mogę stosować się do rad Śledzia, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie oczekiwał czegoś wręcz przeciwnego. Tu masz dowód. Jak pamiętasz Śledziu zarzucił nam, że uciekamy przed zbliżeniami bojąc się pokazać emocje, a nasz recenzent… cóż :-)

    Czas więc na małe podsumowanie KRL-u. Jeżeli wczytałeś się w recenzję to zauważysz, że krytyka, zwłaszcza mojego scenariusza, opiera się na wiedzy (choć tu powinienem napisać niewiedzy(!), bo to jest bliższe prawdy) historycznej recenzenta w temacie. Tak więc ocena nie może być inna, gdy dostał do ręki komiks w którym pokazuje się sceny burzące jego megalomańską, może i ładną, ale nie prawdziwą wizję polskiej bitwy. Mi pozostaje tylko łudzić się, że recenzent przeczyta kolejne dwa tomy (nie wierz Konradhowi, będą:-) ), które jeszcze bardziej nadszarpną jego wizję i sięgnie wtedy (by udowodnić sobie, światu i nam jak bardzo się mylimy i przez to jak daremni jesteśmy) po JAKIEKOLWIEK opracowanie historyczne na temat bitwy i przeczyta je. To będzie mój oraz wszystkich instytucji, które dały i dadzą nam pieniądze na ten projekt, sukces! Dlaczego? Ano dlatego, że o ile nasz recenzent jest inteligentny (a to zakładam na razie z góry) nie będzie polemizował z historykami stawiając przeciw ich wiedzy i faktom swoje chciejstwo.
    Jest też już teraz wymierny pozytyw tej recenzji czyli fakt, że dzięki niej będzie mi i naszemu wydawcy łatwiej przekonywać donatorów o dalsze wsparcie naszego projektu. Bo widzisz KRL-u, gdy zwracasz się do kogokolwiek (instytucje państwowe) o wsparcie finansowe to wszystko kręci się wokół jednolitego schematu. A więc przedstawiasz projekt do oceny (tu scenariusz), który jest oceniany przez specjalistów w temacie pod względem wartości merytorycznych. Potem musisz przekonać donatorów, że projekt jest potrzebny, bo (tak było w naszym przypadku) świadomość i wiedza rodaków w temacie jest lekko mówiąc niedostateczna (i uwierz mi KRL-u nie potrzebujesz wtedy znajomych czy rodziny w tych instytucjach (jak sugerowali niektórzy koledzy Śledzia pod jego wpisem o nas) by takie wsparcie dostać), więc trzeba ją zbudować do czego my się zgłaszamy. Tu najlepiej wesprzeć się dowodem, który ja właśnie dostałem, za co jestem bardzo bardzo wdzięczny:-). Popatrz KRL-u oto poczytny i popularny serwis gwarantujący swoim czytelnikom rzetelność i wiedzę w temacie ludzi, którzy z nim współpracują (i w co ja nadal wierzę KRL-u, bo lubię go odwiedzać) i poważny recenzent z tegoż serwisu, który wziął się za ocenę komiksu poruszającego temat o którym absolutnie nic nie wie! Innymi słowy, powtórzę to kolejny raz, recenzent który postawił nam cenzurkę w oparciu o swoje chciejstwo wzmocnione bogoojczyźnianą mitomanią. Czego więcej trzeba :-)

  • @znikt – tylko czemu Ty piszesz do KRLa, który li tylko podlinkował reckę i zacytował jeden fragment. I komentujesz, jakbyś się spierał z KRLem a nie z recenzentem. Na oślep strzelasz. KRL dał linka, żeby zainteresowani se mogli przeczytać, ot co. Ja na Esensji dawno nie byłem, więc dobrze, że to zrobił.

  • znikt: „recenzent nie czytał żadnej informacji o naszym projekcie, bo gdyby było inaczej wiedziałby, że to TRYLOGIA”

    Co prawda to detal, ale zdaje mi się, że w materiałach od wydawcy napisane jest, że mają być dwa tomy, a nie trzy. ;)

  • Wybacz Jarek, ale dostałeś błędną informację. Na początku miały być dwa tomy, ale potem, po naszym zapewnieniu wydawcy, że dotrzymamy słowa i co rok damy kolejny, zgodził się na trzy.

    Lukaszb ale ja z KRL-em się nie spieram tylko piszę do niego odnosząc się tu i do cytatu (bo chyba nie chcesz mi wmówić, że dał go przypadkowo :-D ), i do tego co napisał o naszym projekcie wcześniej. Odniosłem wrażenie, że ten tekst ma być jego kolejnym dowodem na to co wcześniej pisał, dlatego się wysiliłem… chyba mogę, co?

  • Możesz. Przecież nie o tym mówiłem, że dużo napisałeś ;).

  • wiesz zrobiłem to też dlatego bo nie ma sensu pisać w tej sprawie ani do Esesnsji ani do samego recenzenta, bo to jak kopanie leżącego, nie godzi się, a dwa, po moich doświadczeniach z Konflikty.pl boję się, że znowu jako dowód dostanę „wydaje mi się” albo „jestem recenzentem i niczego nie muszę udowadniać”. KRL jest przynajmniej jakimś sensownym partnerem w sporze, ale jak nie chce, to ja to uszanuję.

  • A ja myślę, że swoją odpowiedź powinieneś wkleić pod recenzją – na forum esensji. Może Chosiński napisałby sprostowanie?

  • Macieju nie ma we mnie wiary, że warto tam to robić. Bo nawet jeśli recenzent, czy sam serwis przyznają mi rację to i tak nie zmieni to już faktu, że taki potworek jak ten tekst ujrzał światło dzienne.

    wolę ten wątek pociągnąć tutaj:-)

  • ta receznja to jakaś kpina!! dawno nie czytałem tak durnego mitomańskiego bełkotu. Megalomania autora rozsadza mu ego i mózg o ile go ma. znikt zgadzam się z lukaszb i Maciejem powinieneś napisac do Esensji.Daj im sznase i nam bo chętnie poczytam jakie argumenty ma na swoją obronę recenzent i redakcja

  • A więc na razie wygląda to tak, że napisałem do Esensji w sprawie recenzji i dostałem e-mail od jej autora, który na pewno czyta Motyw drogi:-) bo starał się bronić przed tym co tu napisałem. Na tą chwilę mogę tylko powiedzieć, że autor jest historykiem, co pozostawię na razie bez komentarza bo czekam na jego odpowiedź na mój e-mail w którym dałem mu dowody na potwierdzenie moich zarzutów. Zabawne w tej chwili jest tylko to, że gdybym zrobił taką historię, którą ten Pan postuluje to mieliby rację ci wszyscy, którzy widząc listę naszych donatorów pluli na nas na blogu Śledzia :-).

  • znikt: wiesz no, ja też, prawie, jestem historykiem, już niewiele mi zostało :) A linka do dyskusji Rob recenzentowi podrzucił. Kapuś jeden!

  • :-D
    kurcze a myślałem, że naprawdę jesteście popularni i wszyscy Was czytają!

    a swoją drogą Konradh, nie znam się na pisaniu recenzji, ale wydaje mi się, że recenzent, to ktoś kto pisze z pozycji “wiem”, a nie “przypuszczam” lub “wydaje mi się” . Więc masz szczęście, że w swoim tekście nie pojechałeś tak po bandzie jak ten pan bo przyrzekam Ci pastwiłbym się nad Tobą niemiłosiernie:-)

  • Jeszcze dwa tomy Monte Cassino przed nami, jeszcze możemy to nadrobić :)

  • Konradh błagam nie rób mi tego! Jak mam znowu przechodzić przez to samo co teraz to wolę sobie strzelić w łeb! Dlatego mam propozycję, jak już będzie tak daleko, daj znać pomogę Ci jako konsultant historyczny :-)

  • Chcesz być konsultantem w sprawie własnego komiksu? Nie, to chyba będzie średnio etyczne :)

  • znikt po prostu wyjaśni co artysta miał na myśli (bo wie to najlepiej), a recenzent uchwycić winien (bo jak nie, to jest historycznym abnegatem).

  • eee tam, po pierwsze kto o tym będzie wiedział? Po drugie, popatrz na to tak, stawiasz zarzut, że np. nie podoba Ci się bo pojechaliśmy w scenariuszu po bandzie, bo fakty historyczne temu przeczą jak Pan z Esensji. Jeżeli będziesz miał rację to dam Ci na to niezbite dowody, byś mnie mógł w tym tekście zmiażdżyć!:-)
    Bo gdy estetyka to rzecz gustu i trudno z tym polemizować, to przy omawianiu faktów historycznych nie śmie czegoś takiego być.

  • nie Pawelk, to komiks historyczny, tu nie ma miejsca na to „co artysta ma na myśli”. Jeśli recenzent zna temat więc od razu widzi prawda-fałsz.

  • http://esensja.pl/forum/viewtopic.php?f=5&t=2230

    Finał. Wiem, że mi to odradzano i wiem, że teraz nie będę już tylko tym który ociera się o szaleństwo :-)
    ale co tam, w kraju toczą się dyskusje na temat prawdy i fałszu w promowaniu różnych wersji historii, więc ten temat można potraktować jako wewnętrzny głos. A można go też podciągnąć pod inne dyskusje prawiące o rzetelności i uczciwości na komiksowym poletku.

  • „faktach autentycznych”? hmmm.

  • Jaszczu zapytujesz czy tylko tak sobie wzdychasz?

  • Nie no, klękam na kolana przed Twoją wiedzą i dzięki Tobie dowiedziałem się, że „Szeregowiec Ryan” jest oparty na faktach fikcyjnych. Szacu.

  • Dziękuję Jaszczu :-),
    a co do Twojej uwagi nie zrozumiałeś po prostu tego co tam napisałem:
    „…a nie podałby dlatego, że W PRZECIWIEŃSTWIE do „Szeregowca Rayana” pozostałe trzy („Bitwa o Anglię”, „Bitwa o Midway”, „Tora! Tora! Tora!”) opowiadają o zdarzeniach historycznych opartych na faktach autentycznych a nie biorą ich tła za podstawę fikcyjnej historii!”

  • a co do filmu „Szeregowiec Rayan” to na jakich innych niż fikcyjne fakty jest oparty?

  • Na czarnym śniegu i suchym deszczu chyba oparty. Chyba o to Jaszczowi chodzi. Niemniej… nie dociekajmy.

  • Z faktami autentycznymi się nie dyskutuje. Szacun.

  • Dziękuję Macieju

Dodaj komentarz