Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

The Big Bang Theory i geekizacja stosowana


telewizja · komentarze 32

What makes you think she wouldn't have sex with me? I'm a male and she's a female. - Yes,but not of the same species.
Termin fizyczny „The Big Bang Theory” tłumaczy się zwykle jako „Teorię Wielkiego Wybuchu”. W przypadku serialu polski tytuł ma alternatywne tłumaczenie: „Teoria wielkiego podrywu”. Urban Dictionary podpowiada, że „bang” przełożono dość łagodnie, w stosunku do jego slangowego znaczenia. Równie dobrze tytuł mógłby brzmieć „Teoria Wielkiego Zaliczenia”. I tak po polsku umyka nam urocza dwuznaczność, która streszcza fabułę serialu o fizykach, którzy teorię wielkiego wybuchu znają na pamięć, a na seksie znają się tylko w teorii.

Pomysł na sitcom „The Big Bang Theory” jest prosty – oto dwóch facetów, którzy w sumie mają IQ wynoszące 360, ale ich relacje społeczne ograniczają się do 200 znajomych na Myspace i dwóch jeszcze bardziej zdziwaczałych kumpli. Śmiało można ich nazwać geekami[1]. Do ich spokojnego światka mechaniki kwantowej, science-fiction, komiksów i gier wrzucamy uroczą sąsiadeczkę, która może nie skończyła koledżu, ale za to nie brak jej urody i specyficznej mądrości życiowej. Teraz pozostaje tylko obserwować perypetie ludzi, którym tytuł naukowy i znajomość klingońskiego wcale nie gwarantuje powodzenia w życiu.

Or we could walk right behind each other all night and look like one person going really fast.

Wydawałoby się, że dowcipy o geekach, to pomysł na jedną serię, tymczasem właśnie kończy się druga i po 40 odcinkach nadal jest zabawnie. Twórcy pamiętali o żelaznej zasadzie dobrego sitcomu – stworzyli przerysowane i różne od siebie charaktery. Sheldon Cooper to nerd do kwadratu, myślący zgodnie z żelazną logiką, rzadko łapiący ironię czy sarkazm i kompletnie niezainteresowany czymkolwiek poza nauką. Grający go Jim Parson wyczynia cuda z mimiką i językiem ciała – często zastanawiałem się, czy Sheldon jest aby na pewno z tej samej planety co inni. Przy nim normalniejsi wydają się pozostali: Howard Wollowitz – niepoprawny podrywacz, przekonany o swoim wdzięku i gustujący w ekstrawaganckich strojach oraz Rajesh Koothrappali – niepotrafiący odezwać się do kobiety na trzeźwo i mający nadopiekuńczych rodziców szukających mu zdrowej hinduskiej dziewczyny. Najnormalniejszy jest Leonard Hofstadter, próbujący poderwać uroczą Penny, która wprowadziła się naprzeciwko. Scenarzyści na szczęście odeszli od robienia z niej głupiej gąski i w miarę rozwoju sezonu kelnerka marząca o zostaniu aktorką nierzadko okazuje się mądrzejsza od czterech naukowców razem wziętych. Na perypetiach miłosnych Leonarda i Penny opiera się główny wątek całego serialu – miło, że scenarzyści dbają o pewną konsekwencję i łączą luźno odcinki ze sobą, co nie zawsze się w sitcomach zdarza. Oczywiście każdy epizod jest jednocześnie osobną całostką, gdzie osią akcji jest zazwyczaj dziwaczne przedsięwzięcie geniuszy: od kupowania maszyny czasu na ebayu, aż po nierozsądne wprowadzenie Penny w świat gier MMO.

We don't need strength-- we're physicists. We are the intellectual descendants of Archimedes. Give me a fulcrum and a lever and I can move the Earth.

Żarty w „TBBT” dzielą się na dwie, niejako łączące się ze sobą grupy. Część widzów śmieje się z nerdowości Leonarda, Sheldona, Wollowitza i Rajesha, ciesząc się, że nie jest taki jak oni i zastanawiając jak ktokolwiek może tak żyć. Druga grupa żartów to nawiązania popkulturowe, z których niektóre są oczywiste dla każdego, a reszta bawić będzie tylko widzów, którym do Sheldona i spółki niewiele brakuje. Przy tym serialu mogą się pocieszyć, że nie jest z nimi tak źle: „There’s always a bigger geek”. Można jednak „TBBT” spokojnie oglądać, nie wiedząc kto był ojcem Luke’a Skywalkera i jaki napęd miał Enterprise.

„TBBT” jest często porównywany do powstałego wcześniej „The IT Crowd”, gdzie także pokazane są relacje geeków z normalną ludzką kobietą. Mam jednak wrażenie, że czwórka fizyków stanowi pewien krok naprzód w stosunku do Roya i Mossa z działu IT wielkiej korporacji. Pomijam już różnice w typach humoru jakimi operują te dwa seriale – „The IT Crowd” to humor brytyjski, czasem absurdalny i nieco bardziej slapstickowy i dosadny. A Roy i Moss prezentują jednak nieco przykurzony już typ geeka: trochę obleśnego, bardziej hermetycznego – zetknięcie z nim może być prawdziwym szokiem. Szef określa ich krótko: „Stadard nerds” – są zmierzchem epoki 1.0. „The Big Bang Theory” bierze udział w dokonującym się od jakiegoś czasu w popkulturze procesie: zrywa z typem geeka, który określić można jako 1.0, postulując nowy – geeka 2.0. Chłopaki z „TBBT” bez trudu zdobyli sympatię znanych mi dziewczyn, które obejrzały choćby odcinek.

Każda potwora znajdzie swego amatora... A nawet amatorkę.

Geek nadal jest jednostką inną od reszty, jednak bycie takim jest w pewien sposób cool. Leonard, Sheldon i spółka posługują się modnymi gadżetami, nic więc dziwnego, że serial stał się polem dla rozmaitych akcji product placement: przewija się i Nokia i iPod, chłopaki grają na Dellach w „World of Warcraft” lub w „Halo” na Xboxie, a Rajesh używa MacBooka do kontaktu z rodzicami. Przewija się Facebook, Myspace, blogi. Szczytem tego jest odcinek trzeci drugiego sezonu, poświęcony w całości grze „Age of Conan”. Jeśli jednak część z tych gadżetów pojawia się tam nie za pieniądze ich producentów – w co ciężko mi uwierzyć – to znaczy, że twórcy serialu także biorą udział w tworzeniu obrazu geeka, jako osoby nowoczesnej, obeznanej z trendami i nowinkami, a jednocześnie nie tak innej od reszty i nawet radzącej sobie z kobietami. Wkurzających informatyków Roya i Mossa nie każdy polubił – był to bardziej geekowy serial „o nas, dla nas i takich jak my”. „TBBT” stanowi pewien manifest – bycie geekiem może być fajne i zapewnić pozycję w życiu. W którymś trailerze na ekranie migały nazwy wielkich korporacji – od Microsoftu po Apple – z podpisem: „Bądź miły dla geeków, kiedyś będziesz dla nich pracował”.

Bill Gates w 1978 r. też był geekiem - to ten chłopaczek w lewym dolnym rogu.Microsoft w 1978. Kliknij po aktualną wersję zdjęcia.

Słowo „geek”, kiedyś oznaczające osobę wyautowaną z życia, dziś traci swoje pejoratywne konotacje – określa raczej maniaka czegoś, pasjonata jakiejś dziedziny. Znane osoby przyznają się od bycia nerdem – o ile u Kevina Smitha to nic nowego, to już Steve Jobs może zrobić wrażenie także na osobach do tej pory nie związanych z tą subkulturą. Dobrze wykorzystał to Barack Obama, pokazując, że ma i potrafi używać komórki BlackBerry oraz iPoda, istnieje na Facebooku i na YouTube oraz potrafi przywitać się jak Wulkanin. Media przytaczają przykłady graczy, którzy dostali pracę, bo zrobili na pracodawcy wrażenie swoimi umiejętnościami[2]. Cały ten proces zachodzi głównie w USA, do Polski docierają skutki: geek postrzegany jest raczej jako osoba zafascynowana technologią lub inną dziedziną, wiedzącą więcej niż przeciętny jej konsument. To powoduje, że do bycia geekowymi aspiruje coraz liczniejsza grupa osób. Niegdysiejszy obciach i sfera zarezerwowana dla nielicznych: programistów, informatyków, dziś staje się domeną mas. Powstaje ruch „modnych geeków”, którzy przekonani są, iż laptop od Apple, grube okulary i koszulka ze Spidermanem z markowego sklepu są cool i czynią z nich geeków. Do tego trzeba mieć oczywiście konta na rozmaitych serwisach web 2.0, choć nie zawsze wiadomo po co. Popularyzowanie geekowego stylu życia ma oczywiście i dobre strony: cool zrobił się Firefox, a powoli dzieje się tak z innym darmowym i wolnym oprogramowaniem. Ale jednocześnie nadal źle postrzegani są prawdziwi geekowie, ci 1.0, informatycy i programiści, którzy sprawiają, że działają twittery, facebooki i myspace’y. Tłum spycha ich na samo dno piramidy geekostwa. Bo przecież to my jesteśmy normalni, a oni są geekami. „There’s always a bigger fish”.


Zobaczcie koniecznie fanowski trailer kinowej wersji „The Big Bang Theory”, która pewnie nigdy nie powstanie. A na osłodę kawałek „Hail to the Geek” grupy Deaf Pedestrians.

FOOTNOTES
1.  Lub nerdami. Oba terminy stosuję wymiennie i przyjmuję jako określenia pozytywne, z powodów wymienionych w tekście.
2.  Przykłady pochodzą z tekstów „Geeking Out for democracy” Henry’ego Jenkinsa, który szerzej zajmuje się tą tematyką: część pierwsza i druga.

komentarze 32

  • Po sześciu odcinkach mogę stwierdzić na razie, że Sheldon to moja ulubiona postać z serialu. Dobrze wiedzieć, że scenarzyści rozwijają Penny, bo na początku sprawia wrażenie nieco przygłupiej.

  • czy pod piramidą geekostwa nie powinien być inny link?

  • Hmm, Paweł zniknął z sieci, ale wydaje mi się, że ten właśnie.

  • Powinien być i już jest inny. au miałeś jeszcze stronę załadowaną przed moją zmianą (z 14:40), a Konrad już po ;).

  • Kostium z atrapą mięśni? nice :D

  • Krystian

    TBBT jest swietne. W 4 dni przerobilem calosc i pozniej zalowalem, ze tak szybko to obejrzalem. Nie moge sie doczekac nastepnego sezonu! :D

  • JAPONfan

    Ha1 1’m 1.1. 46r4m5 4nd 1 1457 g37 la1d.

    Roznica miedzy hypem na geekowstwo a macho jest taka ze „geek” potrafi lepiej pisac i ma wieksza umiejetnosc obsługi urządzeń masowego komunikowania się.

    Za 3 lata pryznacie mi racje kiedy teraz stwierdze ze terazniejsi „Geek” czyli faceci z ipodem i laptopem znów będą zwykłymi ludzmi z odtwarzem mp3 i laptopem a nie „kasta tych ktorzy wiedza kim byl William Shatner”

  • Zgadzam się z Japonem, że moda jest chwilowa. Za jakiś czas, gdy takich ludzi będzie dużo, przestaną być nazywani geekami – będą normą, bo każdy będzie miał smartphona, konto na facebooku, twitterze itp. Choć nie wierzę, by każdy czytał komiksy. ;)

    Dorzuciłem na koniec świetny trailer kinowej wersji, o którym zapomniałem wcześniej.

  • A dla mnie Geek nie wiąże sie tylko i wyłącznie z techniką i informatyką.
    Dla mnie „geek” to osoba, która ma świra na punkcie czegokolwiek. Nie muszą to być akurat gry czy RPG. Bardziej nerd kojarzy mi się ze scisłym umysłem – geek to pojęcie szersze.
    Bo fan komksówMarvela geekiem będzie ale nie musi umieć programować.
    Geeki sa i będą zawsze. Te wszystkie „fejki” się wykruszą, wraz z modą na grube, czarne oprawki do okularów.
    Jeżeli za 10 lat każdy bedzie mieć pod pachą laptopa i wiedział jak obsłużyć najnowszą technologię, to i tak znajdą się swiry, które czyms się będą Zawsze znajdzie się dziewczyna która będzie pisać fanfiki do komiksów Marvela i koleś co będzie miał kolekcję znaczków ze wszystkimi postaciami z gier Konami. O.
    No i mimo iż bycie geekiem jest fajne, to i tak człowiek czuje się wyoutowany.

  • Dla mnie to całe „geekowie” w polskim wydaniu wygląda nieco jak ślepe małpowanie zachodnich wzorców: w sensie, jasne, w Polsce zawsze byli fani komiksów/planszówek/Bieszczad w sandałach i swetrach, a teraz z braku laku używa się jako protezy słowa „geek” i licytuje w znajomości coraz większych dziwactw, które znowu – w zdecydowanej większości pochodzą ze Stanów.

    I przepraszam, konto na Facebooku ma kilkaset milionów ludzi, w serwisach społecznościowych od dobrych kilku lat nie ma już nic „offowego”. Mikroblogi na zachodzie też dotarły już do szerokiego odbiorcy, a z „elektronicznych gadżetów” korzysta niemalże każdy przedstawiciel klasy średniej, do której zresztą cała ta geekoza czy nerdoza, i humor wokół niej, jest kierowana.

  • No dlatego ja nie utożsamiam bycia geekiem z nowinkami technicznymi bo to normalny rozwój kultury ludzkiej, taka ewolucja.
    Geek to raczej osoba która czyms się wyróżni i będzie uważana za niegroźnego dziwaka, do którego sie zwracasz o pomoc w skrajnych przypadkach a potem nie odzywasz…
    Albo wyśmiewasz.
    Bijesz.

    Nienawidzę gimnazjum, kiedyś się zemszczę za wyzwiska.

  • a ja nie mam konta na facebooku ;-)

    geek- nigdy, od kiedy poznałem to słowo, nie przyszło mi do głowy, żeby uzyć go w kontekście negatywnym. Dla mnie geek to stopień wyższy pasjonata, ale hej, dopóki panujesz nad tym i nie tracisz kontaktu ze światem zewnętrznym (tj. z tym, co istnieje poza tym, co czyni z ciebie geeka) to jest ok.

    Nerd- hmm, mimo serii filmów Zemsta Frajerów czy jak to tam sie nazywało, to jednak zdecydowanie negatywnie odbierane przeze mnie słowo.

    a czy kiedyś częściowo tego, co określa się dziś geekostwem nie nazywano freakostwem?

    ale też robienie z geekowsta offowej pozy??? to już jest żałosne, jak wszelkie rzeczy, które się robi, żeby być modnym. Co innego szukać jakiegoś okreslenia dla swoich pasjii/manii, a co innego obudzić się rano, przeczytać artykuł o geekach, (albo o ostrym kole) i stwierdzić: ok, idę na zakuopy, od dzisiaj będę geekiem.

  • Ja sądzę, że to jest teraz jak z Emo – dzieciaki nie mają pojęcia co to naprawde jest i skąd się wzięło, przeczytały o tym w Bravo i obkupiły się w czarno białe paski.

  • Też mi się wydaje, że stereotypy ze stanów się średnio przekładają na polskie realia. Moi znajomi, którzy jarają się komiksami, grami i filmami to nie są pryszczaci chudzielce w za dużych okularach, którzy nie potrafią się odezwać do dziewczyny.

  • Chłopaki z „TBBT” tez tacy nie są. Jakby ich ubrać i uczesać, to nawet przystojni by byli. ;)

  • JAPONfan

    No, ten po prawej nawet opalony jest.

  • A ten po lewej nosi fajne koszulki. :)

  • W poniedziałek, 25 maja, obchodzi się od niedawna „Geek Pride Day” (w tekście chyba o tym nie było)!

  • w którymś odcinku serii Penny wypowiada słowa: „so in your world your the cool guys.” (czy jakoś tak) a innym sloganem promującym TBBT jest „smart is the new sexy”. prawda jest taka ze czterej bohaterowie tak naprawdę są rzeczywiście bardzo „cool” bo spełniają się naukowo, wszyscy są pracownikami uniwersytetu (wollowitz zajmuje sie badaniem Marsa – how cool is that?) otoczeni są różnymi gadżetami w całkiem ładnym apartamencie itd itd. wiec sądzę że jeśli potraktować serial jako przykład dla „prawdziwych nerdów” (czemu nikt jeszcze nie wpadł na polski odpowiednik tego słowa?) który zasugeruje im jak można sobie radzić z pewnymi sprawami i zamieniać wady w zalety to jak najbardziej tak. a swoja droga kolejny dowód na to że geekostwo staje sie popularne – film Fanboys.

  • Uwielbiam ten serial. No szeldon jest faktycznie debesciak. Przez szeldona zaczalem ogladac teraz startreka hahaha

  • @arcz – brzmi jak Gay Pride, więc nie napisałem… ;)

    Ale jakbym wiedział, to tekst byłby dwa dni wcześniej.

  • Sheldon, jak na człowieka, który nigdy nie łapie sarkazmu, sam zadziwiająco często z niego korzysta.

  • bo on się uczy. Na początku nie kumał, potem z odcinka na odcinek zaczął używac częściej.
    A serial jest niezły, aby wstac sobie we wtorkowy poranek i trzasnac nowy odcinek przy kawie przed pracą. Na dobry początek dnia.

  • Sheldon ma sarkazm Kalego – swój rozumie, cudzego nie. ;)

  • strasznei jaram sie tym serialem , fajnie , ze w pl puscili go prawie odrazu , a nie jak czasami bywa po 10 latach od premeiery , ogladanie zripowanych odcinkow z kompa jest ok , ale tv to jednak tv( nawet z nieradzacym sobie polskim tlumaczem)

    swietne byly w ktoryms odcinku rozwazania o zapoconym stroju supermana

  • Bazinga!

    Dla mnie geek to nieco więcej niż pasjonat. Taki czytelnik, który czyta bardziej.

  • Teoria Wielkiego Depnięcia

  • Elizabeth

    Moim zdaniem tak jak zostało napisane przez autora tekstu „Cały ten proces zachodzi głównie w USA, do Polski docierają skutki” A dzieje się tak ponieważ nasze społeczeństwo wyglądało i nadal wygląda inaczej (choć jak powszechnie wiadomo następuje amerykanizacja). Wystarczy porównać nasze liceum z ich high school. Na pewno każdy z Was zauważył podział społeczności szkolnej w USA. Tam po prostu istnieją odzielne grupy społeczne. Geeks stanowią oddzielnom, mocno odseparowaną i nierzadko wyszydzaną grupę. W Polsce natomiast kujonizm nie jest tak bardzo spychany na margines społeczeństwa. Piramida geekowstwa wygląda tak, że najmądrzejsi chodzą do liceum ogólnoksztalcącego(tych ktróe są zazwyczaj najwyżej w rankingach) póżniej są licea nieco niżej w rankingach, dalej te na samym dole razem z technikami a doliny społeczne to szkoły zawodowe. Wiem, że to dość uproszczony obraz i mądre osoby również można znaleźć w technikach i zawodówkach- sama mam takich znajomych, ale chciałam przedstawić ogólny zarys.

  • Elizabeth

    przepraszam za błędy

  • Elizabeth

    Kontynuując mój wywód na temat społeczności nerdów u nas i w Ameryce. Nie uważacie, że to niedorzeczne iż społeczeństwo spycha na margines takie osoby?

    Ciekawy post/artykuł. A Big Bang Theory jest naprawdę genialnym serialem.

  • siemka mam pytanie w co grajom głuwni bohaterzy na laptopach w 3 odcinku prosze o odpowiedzi

    piszcie na mój email iskiera8@o2.pl

  • Grają w World of Warcraft. O ile się nie mylę, pada tam nazwa Azeroth, która to sugeruje – choć taki miecz w prawdziwej grze nie istnieje.
    http://wiki.the-big-bang-theory.com/wiki/Sword_of_Azeroth

Dodaj komentarz