Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Obrazki, kontekst, narracja.


komiksy · komentarzy 14

Maus
Dzisiejszy tekst, autorstwa Daniela Gizickiego nie jest tym, co codziennie spotykacie na Motywie. Jest to tekst naukowy o podtytule „Próba dookreślenia i zaktualizowania definicji komiksu”, który jest częścią jego pracy magisterskiej p.t. „Komiks jako współczesne piśmiennictwo”, a był już publikowany w 2005 roku w „Antologii referatów sympozjum komiksologicznego” pod redakcją Krzysztofa Skrzypczyka. Tekst jest dość długi, ale mam nadzieję, że Was zaciekawi. Ilustracjami są grafiki z komiksów, o których wspomina Daniel, a żeby zobaczyć je w większej wersji, wystarczy weń kliknąć. Zaimplementowaliśmy również wygodny system przypisów, który ułatwi Wam poruszanie się po tekście. Serdecznie zapraszam do lektury. (Ł.)

„Nasze próby definiowania komiksu to ciągły proces, który nie zostanie wkrótce zakończony”. (Scott McCloud)


Komiks to swoisty gatunek twórczej ekspresji, osadzany w tzw. kulturze popularnej, którego początki sięgają połowy XIX wieku[1]. W komiksie dominuje narracja obrazem, a przekaz werbalny dotyczy głównie dialogów (jak i zapisów myśli bohaterów), przypisów informujących o czasie zdarzeń czy odautorskich komentarzy.

Jak właściwie zdefiniować komiks, tak by uchwycić jego specyfikę i odrębność gatunkową – tak by nadmiernie nie uogólniać ale jednocześnie nie upraszczać? Problem ze znalezieniem właściwej definicji tego gatunku ma główne korzenie w „ulokowaniu” komiksu – na pograniczu innych sztuk. Bo przecież zawiera on w sobie elementy literatury, malarstwa, fotografii. Posługuje się językiem zbliżonym do języka obrazu filmowego, ale odróżniającym się swą statycznością. Jakie kryteria (w myśl których należy tworzyć definicję) należy przyjąć, a które odrzucić?

Understanding Comics

Definiując komiks należy pominąć kryterium tematyczne – często używane w ujęciach encyklopedycznych (np. „Komiks – typ publikacji rozrywkowej, zamieszczanej w gazetach lub stanowiącej osobną broszurę; historyjka obrazkowa opatrzona tekstem, o charakterze sensacyjnym, czasem humorystycznym (niekiedy przeróbka dzieła lit.)”[2] ) – gdyż nigdy nie będzie ono w stanie oddać szerokiej gamy tematów jakie poruszane są w historiach obrazkowych, a także powoduje wypaczające istotę uogólnienia. To jednak może okazać się trudne, gdyż sam wyraz komiks, pochodzący z angielskiego odpowiednika comics (utworzonego z połączenia słów comic strip – komiczny pasek) zakłada humorystyczny charakter gatunku. Również niewłaściwe wydaje się francuskie określenie bande dessinée (pasek rysunków) czy włoskie fumetti (dymki) które tak jak i angielski odpowiednik, opisują jakiś fragment komiksu – angielski i francuski jego krótką odmianę, zaś włoski jeden ze sposobów umieszczenia tekstu w przestrzeni semantycznej obrazka. Chyba najodpowiedniejszym określeniem powinna być nazwa „historia obrazkowa”, gdyż nie niesie ona sądów wartościujących i nie skupia się na jednej z cech komiksu. Również trafnym określeniem jest stworzony przez Krzysztofa Skrzypczyka termin „słowobraz” – który „podkreśla dobitnie nową jakość tworu złożonego z dwóch składników: słowa i obrazu – nie będącego jednak ich sumą, lecz syntezą!”[3].

Nie można również w definicji precyzować, w jaki sposób przekaz werbalny istnieje w komiksie (niekompletność fumetti), dlatego że sposób wprowadzenia słowa pisanego w obszar przekazu rysunkowego odbywa się na tak wiele sposobów, że próba wyszczególnienia tychże wydaje się niemożliwa do wykonania i wprowadzałaby dużo chaosu. Jedynym kryterium, jakie powinno być brane pod uwagę, jest kryterium formalne, w ramach którego należy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, jakie elementy składowe tworzą komiks i jakie cechy konstytutywne decydują, czy dane dzieło jest komiksem, czy jedynie posiada jakieś cechy „komiksowe”.

Polowanie

Niekompletność przywoływanej definicji encyklopedycznej ujawnia się już na samym początku, mianowicie w określeniu „typ publikacji rozrywkowej”, za którą przecież trudno uznać takie komiksy jak choćby „Maus” Arta Spiegelmana (w swej złożoności opowiadający m.in. o koszmarze obozów koncentracyjnych) czy „Polowanie” Pierre’a Christina i Enkiego Bilala (dzieło demaskujące bezwzględne mechanizmy rozgrywek personalnych wśród prominentów dawnych państw komunistycznych). Również określenie „broszura” nie oddaje właściwie formy funkcjonowania komiksu w obiegu wydawniczym. Kolorowe albumy w twardych okładkach, czy też liczące po kilkaset stron komiksy takie jak „Blankets” Craiga Thompsona lub „American Elf” Jamesa Kochalki trudno nazwać „broszurą”. Próba określenia nurtów tematycznych także jest niepełna, bo poza tą „specyfikacją rozrywkową” znajdują się przecież tak ważne odmiany jak typ komiksu obyczajowego, historycznego czy komiks grozy.

Trudność z definiowaniem komiksu przejawia się również w tym, że komiks to gatunek ulegający nieustannym przeobrażeniom. Twórcy komiksowi nieustannie poszukują nowych form ekspresji, zarówno na płaszczyźnie języka komiksu (trójdzielny narracyjnie, pozbawiony warstwy werbalnej komiks „Oczy kota” Alejandro Jodorowsky’ego i Moebiusa) jak i nawet w odniesieniu do miejsca aktu twórczego czy nośnika efektu finalnego (komiksy na ścianach domów, komiksy internetowe – powstające często wyłącznie przy użyciu komputera; czy takie ciekawostki wydawnicze jak komiks „Syn”, autorstwa Gillesa Lepore’a – mający udawać torbę na zakupy). Dlatego definicja sformułowana przez Krzysztofa Teodora Toeplitza w książce „Sztuka komiksu. Próba definicji nowego gatunku artystycznego” (z 1985 r.), wymaga pewnego zaktualizowania. Autor podaje że:

[…]komiks jest to ukształtowana na przełomie XIX i XX wieku, głównie w związku z rozwojem prasy, zwłaszcza amerykańskiej, szczególna forma graficznego powiązania rysunku i tekstu literackiego (jedności ikono–lingwistycznej), służąca rozwijaniu narracji lub obrazowaniu znaczeń, których czytelność jest możliwa w ramach tego powiązania, bez dodatkowych źródeł informacji; komiks występuje przeważnie pod postacią serii obrazków, powiązanych ciągłością czasową, przedstawiających działania powtarzających się postaci; komiksy rysowane są ręcznie, przez jednego lub kilku autorów, na papierze a ich powielanie związane jest z technikami drukarskimi właściwymi prasie lub wydawnictwom ilustrowanym.[4]

Uzupełnienia wymaga fragment opisujący sposób powstawania komiksu. Oczywiście, klasyczna forma pracy rysownika czy kolorysty z kartką papieru nadal funkcjonuje, jednak często autorzy tworzą rysunki, które mają kontakt z papierem dopiero w momencie druku. Możliwości, jakie dają komputerowe programy graficzne czy takie akcesoria jak tablety, pozwalają na tworzenie i kolorowanie, a nawet nakładanie tekstu na obrazy całkowicie przy użyciu komputera (jak choćby w przypadku serii „Megalex” Jodorowsky’ego i Freda Beltrama). Nakładanie „komputerowego” koloru jest obecnie bardzo popularne i dużo szybsze niż tradycyjne operowanie farbami, o czym świadczy choćby główny nurt amerykańskiego komiksu o superbohaterach, w którym tylko nikła część wydawanych woluminów jest kolorowana w tradycyjny, ręczny sposób. Z kolei fragment o powielaniu komiksu za pomocą technik drukarskich nie jest jedyną możliwością w obecnych czasach. Równocześnie bowiem z dużym powodzeniem funkcjonują komiksy internetowe, blogi graficzne, czy wreszcie (najczęściej pirackie) wersje komiksów „papierowych”, zeskanowane i umieszczone w sieci.

Megalex

Scott McCloud w swej „książce o komiksie w formie komiksu” ukazuje definicję tego gatunku (ze szczyptą humoru…), poprzez prezentację poszczególnych etapów jej powstawania (sam autor przedstawia swoje propozycje uzupełniane „głosami z widowni”). Jej ostateczna forma jest następująca: „zestawione obrazy (zarówno malarskie jak i innego rodzaju) w przemyślaną i uporządkowaną sekwencję, których celem jest przekazanie informacji lub wywarcie estetycznego wrażenia na odbiorcy”[5]. Michał Błażejczyk na swojej stronie internetowej podaje definicję komiksu, będącą uzupełnieniem i uściśleniem tej wysuniętej przez McClouda: „seria statycznych obrazków ułożonych obok siebie, stanowiących spójną całość narracyjną i znaczeniową, której głównym składnikiem są elementy graficzne nie będące słowami, aczkolwiek tekst może w niej odgrywać istotną rolę”[6]. Wydaje się ona być trafna. Błażejczyk zwraca uwagę, że bardzo istotną rolę w niniejszej definicji odgrywa zaznaczenie statyczności obrazu. Jak słusznie zauważa autor, gdyby nie owe określenie, mogła by ona równie dobrze posłużyć jako definicja obrazu filmowego. Faktycznie, ważnym aspektem komiksu, na co kładzie nacisk Błażejczyk, jest swoiste powiązanie ze sobą kolejnych obrazków, które muszą w ścisłym następstwie czasowym przedstawiać kolejność wydarzeń. Elementy graficzne, wspomniane w tej definicji oznaczają oczywiście warstwę ikoniczną, jednak dookreślenia wymaga fakt, że również słowa (zarówno te budujące dialogi czy komentarze autorskie, jak i onomatopeje) mają swoją formę graficzną, często bardzo znaczącą dla właściwej wymowy komiksu.

Jednakże Błażejczyk w swej definicji nie ustrzegł się pewnej nieścisłości. Autor pisze o „serii statycznych obrazków”, bagatelizując rolę kontekstu[7], który sprawia, że często jeden rysunek (kadr) może być postrzegany jako „komiksowy”, lub jako fragment komiksu oderwany od niego, a stanowiący dodatkową puentę, ale tylko i wyłącznie, gdy znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie komiksu, który dany kontekst „wytwarza”. Bardzo widoczne jest to w (najczęściej serialowych) cyklach pasków komiksowych – czyli krótkich opowiastek zbudowanych z kilku kadrów, mających wyraźną puentę. Zdarza się w danym serialu, że pośród tak klasycznie zbudowanego przekazu (pasek kadrów) pojawiają się pojedyncze rysunki (kadry) wypełniające w całości dany odcinek serialu. To właśnie wpisanie takiego odcinka w odpowiedni kontekst pozwala określić go jako komiksowy, choć nie posiada w swej strukturze uzyskiwanego sekwencją kadrów następstwa zdarzeń.

Blankets

Jerzy Szyłak, powołując się na malarstwo, pisze: „Malarz przedstawia na płótnie albo skutki jakiegoś zdarzenia (jak na przykład «Śmierć Marata», namalowana przez Davida) albo samo zdarzenie w chwili, gdy się ono dokonuje (jak na przykład «Bitwa pod Grunwaldem» Matejki). W pierwszym wypadku twórca zakłada, że odbiorca wie, jakie zdarzenie przyniosło pokazane skutki. W drugim przypadku przyjmuje, że odbiorca wie, jaki będzie skutek tego, co widzi. W obu wypadkach zrozumienie obrazu zależy od wiedzy odbiorcy na temat zdarzenia, które zostało mu pokazane. Jeśli odbiorca nie wie, kim był Marat lub kto i z jakim skutkiem walczył pod Grunwaldem, obraz do niego nie przemówi, chyba że jako płaszczyzna płótna pokryta farbami w pewnym określonym porządku – osiągnięcie w dziedzinie malarstwa, a nie opowieść o czymś, co się stało”[8]. Podobnie dzieje się w przypadku obrazków wyłączonych poza obręb głównego przekazu, a faktycznie stanowiących swego rodzaju „komiks kontekstowy”. W przypadku pojedynczych rysunków (kadrów) wpisanych w cykle pasków, a więc wtedy gdy jeden obrazek (często pozbawiony warstwy językowej) pozornie funkcjonuje jako samodzielny przekaz, bardzo istotna jest rola kontekstu. Wtedy odbiorca, znający wcześniejsze historyjki, potrafi dostrzec związek znaczeniowy utworzony pomiędzy nimi, a tymże „kłopotliwym” rysunkiem – który nabiera wtedy „właściwych” treści i zostaje dookreślony w taki sposób, że tylko i wyłącznie w takim połączeniu może zostać uznany za fragment komiksu. Jako doskonały przykład służy tu cykl pasków p.t. „Calvin i Hobbes” autorstwa Billa Wattersona, gdzie często pojawiają się takie pojedyncze rysunki. Jednak znając „wyższe ciągi narracyjne”, czyli te łączące kilka pasków w serial (a niekoniecznie działające wewnątrz poszczególnych historyjek), są one od razu zrozumiałe i wplecione w dany związek znaczeniowy. Gdy widzimy na rysunku rodzinę Calvina siedzącą przy stole podczas obiadu (chłopiec ma minę niewiniątka, a jego rodzice patrzą nań z wyraźną dezaprobatą), a w drzwiach stojącego dostawcę pizzy, to – nie znając innych historyjek, w których można obserwować szczerą nienawiść chłopca do „kuchni” jego mamy – ten rysunek nie może zostać uznany za fragment komiksu. Jego właściwy sens również może „umknąć” nieznającemu serii czytelnikowi. Dopiero gdy obrazek zostaje wpleciony w kontekst wiedzy wynikającej ze znajomości treści innych odcinków serialu, wówczas staje się zrozumiały.
Calvin i Hobbes

Nieco odmienną relację pomiędzy pojedynczymi kadrami ukazuje blog graficzny Agaty Nowickiej, tworzącej pod pseudonimem Endo. Jej „komiksowy pamiętnik” składający się z krótkich komiksów, a także odosobnionych kadrów, wpisuje się w wywód na temat istotności kontekstu w interpretacji przekazu komiksowego. Bo chociaż pojedyncze rysunki – mimo że wyrwane z większej, „nadrzędnej” całości mogą być niezrozumiałe, to ujmowane całościowo, w połączeniu ze sobą, dają ciąg narracyjny (może nie tak spójny jak „Calvin i Hobbes”, często z zaburzonym kryterium następstwa czasu, ale jednak tylko wtedy całkowicie czytelny). Do tego dodać należy, że forma pamiętnika pomaga w takim pojmowaniu poszczególnych kadrów jako pozornie zintegrowanych segmentów znaczących. Ale w tym przypadku możemy mówić jedynie o „pseudo-komiksowości”, gdyż pomiędzy poszczególnymi segmentami pamiętnika Nowickiej brakuje ciągu przyczynowo-skutkowego i nie tworzy się przez to (komiksowa) narracja.

Endo

Zastanawiając się, czy takie pojedyncze komiksowe kadry, połączone kontekstowo mogą być „komiksemem”, czyli najmniejszą cząstką znaczącą komiksu[9], dochodzimy do wniosku że nie, gdyż nie posiadają najważniejszych cech konstytutywnych komiksu. Taką cechą jest zaistnienie ciągu przyczynowo-skutkowego pomiędzy co najmniej dwoma kadrami generującymi intencjonalny przekaz treściowy i ukazującymi zmienność w czasie i przestrzeni (ruch)[10]. Pozorność występowania tej cechy, czy też zewnętrzne podobieństwo do komiksowego sposobu obrazowania, nie przesądza o jego „komiksowości”.

Próbując zdefiniować komiks jako osobny gatunek, starałem się uwzględnić wszystkie wątpliwości, które nasunęły mi się podczas analizy definicji ukutych. Tworząc (czy może raczej dookreślając już istniejące) „właściwą” definicję, chciałem połączyć wszystkie cechy konstytutywne gatunku, które świadczą o jego odrębnym i wyjątkowym charakterze. Doszedłem do wniosku, że najpełniejsza, w moim mniemaniu, definicja brzmieć będzie: „komiks – ciąg statycznych obrazków (kadrów), ułożonych sekwencyjnie w porządku znaczeniowym (przyczynowo–skutkowym), gdzie warstwa graficzna i językowa wspólnie pełnią funkcję narracyjną, wzajemnie się uzupełniając. Dziedzina sztuki o początkach sięgających połowy XIX wieku”.

FOOTNOTES
1.  Tu przychylam się do teorii Jerzego Szyłaka, który za okres powstania pierwszych komiksów uznaje powstałe w XIX wieku dzieła m.in. Rudolphe’a Topffera, Gustave’a Dore’a czy Wilhelma Buscha (J. Szyłak: „Komiks: świat przerysowany”. Gdańsk 1998, s. 9-11), choć inni badacze przywołują dużo wcześniejsze dzieła, w których dopatrują się elementów komiksowych jak np. Dywan z Bayeux, egipskie hieroglify czy „Pazur ocelota” – prekolumbijski epos odkryty przez Hernána Cortésa w 1519 r. (S. McCloud: „Understanding Comics”. Nowy Jork 1993, s. 10–15.)
2.  „Encyklopedia Powszechna PWN”. T.2, Warszawa 1974, s. 514.
3.  K. Skrzypczyk: „Komiks jako medium w kulturze współczesnej. Wstęp do charakterystyki zagadnienia. ABC komiksologii” – część 1. [w:] „Giełda Komiksów”. Słupsk 2002, nr 8, s. 8.
4.  K.T. Toepltz: „Sztuka Komiksu. Próba definicji nowego gatunku artystycznego”. Warszawa 1985, s. 40.
5.  S. McCloud, op. cit., s. 9.
6.  Błażejczyk: „Koń jaki jest, każdy widzi, czyli o definicji komiksu”.
7.  W tym przypadku rozumiem kontekst jako nadrzędny temat, któremu podporządkowany jest cykl pasków komiksowych. Wpisanie się pojedynczego obrazka w kontekst tych pasków pozwala na właściwe zrozumienie i dookreślenie go.
8.  J. Szyłak: „Komiks”. Kraków 2000, s. 13.
9.  Pomysł określenia „komiksemu” zaczerpnąłem z tekstu K. Skrzypczyka, op. cit., s. 7.
10.  Por.: J. Szyłak: „Komiks”, op. cit., s. 7.

komentarzy 14

  • Plask. Będę wycinał takie komenty jak te.

  • Definiując sztukę (czy jakiś jej gatunek) bardzo łatwo dorobić się grupy prześmiewców, którzy wykażą mylność jakiejkolwiek definicji. Ot, ulotna natura tejże ;)Przykład: Gdy próbujemy w sposób formalny zdefiniować malarstwo – w nieomal wszelkich wersjach takiej definicji – paleta malarza może być na upartego uznana za obraz. Jedynym kryterium, które tę nieścisłość usunie jest akt woli artysty, czyli – co artysta uważa za swój obraz, a co jedynie za paletę.To samo kryterium należy uwzględnić w przypadku komiksu.

  • takim tekstom mowie- tak.
    zalewowi rebusów- nie :P
    Inna sprawa, ze z paroma stwierdzeniami me serce zgodzić sie nie może, a samo definiowanie komiksu to tak jak pisze wyżej klos, troszkę syzyfowa praca, ale czytało sie całkiem milo:).

  • Aye, definiowanie sztuki wszelakiej, jak i większości pojęć wykreowanych przez człowieka na bazie jego umiejętności postrzegania świata jest często błędnym kołem… Ale błędne koła potrafią być fajne i ciekawe. Jak ten tekst na przykład.
    Chyba zabrakło mi poruszenia zagadnienia „powieści graficznej” tam na początku, a może i nie… Dunno.

  • o cos do przeczytania

  • Ej, kaman „gdzie warstwa graficzna i językowa wspólnie pełnią funkcję narracyjną”? A co z komiksami niemymi?

  • @Soll
    To samo chciałem napisać. Bardzo się zdziwiłem, kiedy w bardzo rzeczowym teksćie pominieto tak ważny szczegół.

  • JAPONfan

    A to nie jest tak ze w niemym komiksie slowa zastepowane sa obrazami „wypelnionymi” fragmentami ktore by byly tesktem?

  • Ciekawy i szczegółowy tekst.
    Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego pojedyncze kadry poprzedzone wielokadrówkami są uznawane za komiks, a komiksy złożone z jednokadrówek już nie?

  • Bardzo ciekawy tekst. Między innymi ciekawe spostrzeżenie z tym kontekstem.

    Z tym że imo wspominanie w definicji o warstwie językowej nie jest celne, skoro komiks obywa się doskonale bez tej warstwy językowej (dymków, ramek, onomatopej). Oczywiście chodzi o komiksy „nieme”.

  • A ja zastanawiam się nad statycznymi obrazami. Obecnie na pewno tak jest, a co jeśli wraz z rozwojem e-paperu zaczną pojawiać się historie z fragmentami dynamicznych obrazów? (np. ruchomych pojedynczych kadrów) Czy wtedy takie coś to będzie komiks czy film?

  • już takie istnieją w sieci. i Scott McCloud zalicza je jak najbardziej do komiksów. coraz częściej wszelkie formy „sztuki” zaczynają się przenikać i chyba niedługo łatwiej będzie przeboleć powrót słowa ‚multimedia’, niż sprecyzować, z czym dokładnie mamy w danym przypadku do czynienia.
    a co do „nazewnictwa” komiksów, to mnie podoba się jeszcze ‚literatura rysowana’ :P

  • Komiksy nieme pominąłem świadomie, gdyż biorąc pod uwagę, że komiks niemy to ułożone obok siebie obrazy pozbawione tekstu połączone następstwem przedstawionych zdarzeń wtedy w obręb komiksów powinno się zaliczać przedstawienia drogi krzyżowej czy impresjonistyczne cykle malowania jednej katedry o kilku porach dnia.
    Założyłem, że komiks „właściwy” pojawił się w momencie gdy zaczęto stosować dymki więc komiksy nieme są niejako wyjątkiem, które są tworzone jako komiksy ale świadomie pozbawiane tekstu.

    Co do jednokadrówek, które są komiksem tylko w otoczeniu kontekstu nad czym zastanawia się Mirzka, to skoro komiks jest narracją podążającą od punktu a do punktu b, gdzie a to przyczyna a b to skutek, to w momencie gdy jest tylko jeden kadr brakuje a lub b. Przedstawiona jest przyczyna lub skutek, natomiast czytelnik może się tylko domyślać wcześniejszych bądź późniejszych wydarzeń.

Dodaj komentarz