Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Saga o Potworze z Bagien


komiksy · komentarzy 13

Okładka "Sagi o Potworze z Bagien" zachwyca

Pierwszy tom „Sagi o Potworze z Bagien” kupiłem niedawno, skuszony tym, że część druga jednak się ukaże. A nie było to pewne, bo Egmont kazał na nią czekać dwa lata. Będę teraz udawał, że moja opieszałość, to był szczwany plan, który pozwoli mi lada chwila zabrać się za drugi tom. W ten sposób nie mam za długiej przerwy w opowieści i poczuję się prawie jak w USA… A tak naprawdę, to żałuję, że nie sięgnąłem po „Sagę…” wcześniej. Choć wtedy czekanie byłoby mordęgą.

Pisząc o „Sadze o Potworze z Bagien” wypada wspomnieć o jej szczególnym miejscu w historii komiksu. To jedna z wczesnych prac Alana Moore’a – pierwsza dla wydawnictwa DC. W 1983 roku ten nieznany szerzej w Stanach scenarzysta został zatrudniony, by ratować upadający komiksowy horror „Swamp Thing”. Dziś wiadomo, że nie tylko udało mu się serię ocalić, ale też zdobyć nowych czytelników. A pozycja, którą uzyskał, pozwoliła mu zrealizować własne projekty, np. „Strażników”, a z „V jak Vendettą” dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Dziś bardziej znany jest z tych tytułów, a Potwór z Bagien pozostaje nieco w cieniu. A niesłusznie, bowiem ten tytuł ma jeszcze kilka innych zasług – była to pierwsza mainstreamowa seria, która odrzuciła reguły Kodeksu Komiksowego. Moore postanowił stworzyć komiks skierowany zdecydowanie do dojrzałego czytelnika. To dzięki „Swamp Thing” zaczęło pojawiać się coraz więcej takich tytułów, co pozwoliło wydawnictwu DC stworzyć imprint Vertigo, specjalizujący się w historiach mroczniejszych i poważniejszych. Także w „Swamp Thing” zadebiutował jeden z flagowych bohaterów tegoż imprintu – John Constantine. Znaczenie historyczne tego tytułu jest więc niebagatelne i cieszy mnie, że Egmont umożliwił podpatrzenie jak Moore stawia pierwsze kroki w mainstreamie.

Rysunki "Sagi o Potworze z Bagien" są nieco oldschoolowe

Powstaje jednak pytanie – czy ten komiks da się czytać, nie patrząc przez pryzmat jego zasług? Czy nie mamy do czynienia tylko z ramotką, ciekawostką historyczną, promowaną nazwiskiem Moore i marką Vertigo? I tak, i nie. Do pojawienia się Moore’a, „Swamp Thing” był przeniesieniem na grunt grozy i horroru schematu doskonale znanego z produkcji o superbohaterach. W dodatku schematu dość sztampowego: mnóstwo razy czytaliśmy o wybuchu w laboratorium, który łączy naukowca z jego eksperymentem w niezwykłą istotę. Tu efektem jest wielki stwór porośnięty roślinnością, któremu w pierwszych numerach kazano walczyć z androidami, kosmitami i wilkołakami. By tchnąć nieco świeżości w serię, Moore oderwał Potwora od tego wzorca. Zrobił to dość radykalnie, całkowicie redefiniując tę postać – Swamp Thing zaczął być czymś więcej, niż kolejnym człowiekiem, o niezwykłych mocach, stał się istotą wprost nieludzką. Opowiadające o tym pierwsze cztery rozdziały czyta się jednym tchem, wyczuwając w klimat charakterystyczny dla późniejszych pozycji Vertigo: wędrówki przez własną świadomość, naukę przeplatającą się z magią, szaleństwo, przemoc, a przede wszystkim lekki niepokój. W pierwszej historii jest go nieco mniej, grozą wieje raczej od „Gdy rozum śpi…” i następnych rozdziałów. Jednak dziś, po przeczytaniu wielu innych komiksów spod szyldu Vertigo, motyw polowania na żywiącego się ludzkim strachem demona wydaje się nieco zbyt ograny. Na pewno bardziej niż w latach osiemdziesiątych.

He lives in a swamp. He is Swamp Thing!

„Saga…” to jednak jeszcze nie Vertigo, a nadal obrzeża świata DC, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie chodzi mi nawet o pojawienie się Ligi Sprawiedliwości, gdyż Moore doskonale poradził sobie z nimi, ukazując bezradność superherosów wobec potęgi natury. Bardziej uderza kreacja Floronic Mana – jedni, w tym ja, nazwą go świetnym, skonstruowanym według starych zasad superzłoczyńcą, który jest do cna szalony, wygłasza wielkie przemowy i bezsensownie, acz efektownie, manifestuje swoją potęgę. Zdaję sobie jednak sprawę, że niektórych może drażnić taka konstrukcja historii oraz ogólne założenie, że w ogóle musi jakiś superprzeciwnik być. Chociaż są też momenty, autentycznie wzbudzające odrazę i dreszcze – gdy nazywa ludzi mięsem, eksperymentuje z bulwami Potwora lub gorączkowo usiłuje udawać człowieczeństwo. Irytowała mnie za to kiepsko skrywana wymowa proekologiczna, bez której ta historia mogłaby się obejść – postać głównego bohatera i jego działania są wystarczająco wymowne. Ciekawie zarysowują się za to wątki poboczne związane z przyjaciółmi Potwora z Bagien. No i nawet mimo zastosowania schematu bohater-złoczyńca, „Lekcję Anatomii” i trzy następne rozdziały spowija nastrój tajemniczości i grozy – pochwały we wstępie nie są przesadzone. Gdy Potwor odkrywa prawdę o sobie, lub gdy Floronic Man wkracza do miasteczka, można poczuć ciarki na plecach…

"Saga o potworze z Bagien" i mroczne wspomnienia głównego bohatera

Odrobina kurzu i patyny pokrywa też rysunki Steve’a Bissette i Johna Totlebenea – proste, realistyczne z niezbędną ilością detali i gęstym kreskowaniem. Niekiedy potrafią zniechęcać jakąś krzywo narysowana twarzą lub dziwnie położonym cieniem. A jednocześnie świetnie oddają dynamikę, a przede wszystkim rozmaite zniekształcone bestie przewijające się przez karty „Sagi…”. Dyskusyjne mogą być też dość żywe, nieco sztuczne kolory – aż chciałoby się zobaczyć w takim komiksie więcej mroku i półcieni, bo użyta kolorystyka kojarzy się raczej z wczesnym komiksem superbohaterskim lub właśnie tanimi horrorami, z których „Swamp Thing” się wywodzi. A świetnie namalowana okładka nie sugeruje takiej zawartości. Rysunki mogą niektórych odrzucić, stanowią w końcu znak czasu i wieku tego komiksu – dla mnie miały sporo uroku.

„Saga o Potworze z Bagien” na pewno nie spodoba się każdemu – czas zostawił tu swoje ślady i niektórych może to odrzucić. Nie jest to już rewolucja – Alan Moore zdążył stworzyć głośniejsze tytuły, które zagwarantują mu miejsce w panteonie, a Vertigo zdążyło wydać mroczniejsze i straszniejsze historie. W dodatku „Saga…” cały czas tkwi jedną nogą w świecie DC, co ludzi uczulonych na kolorowe peleryny może zniechęcić – choć nie powinno. A jednak dla mnie ta oldschoolowość jest zaletą i czerpałem przyjemność nie tylko z obcowania z historią gatunku, ale też po prostu z lektury. Gdzieś w środku staram się wierzyć, że Egmont jednak zdoła wydać kolejne odcinki „Swamp Thing”, a przynajmniej te zeszyty, które napisał Moore… Jak to mówią? Nadzieja matką głupich, ale umiera ostatnia.

komentarzy 13

  • Tomów Potworka stworzonych przez Moore`a jest chyba tylko 6 więc matka jest nadzieją głupich ale chyba nie w tym przypadku. Ja po cichu liczę że w tym roku doczekamy się jeszcze jednego tomu Swampa w Obrazach Grozy. To właśnie takie podejście jak Twoje sprawiło że na drugi tom czekaliśmy tak długo. Źle się sprzedawało i Egmont już był pewien zawieszenia serii. Na szczęście tak się nie stało:)
    Ja mam takie podejście do Manzoku i „Y”. Puki nie zmądrzją i nie będę miał choć cienia wątpliwości że jest szansa na kolejne tomy to ja „Y” nie kupię. Błędne koło:)

    Pierwszy:)

  • Wstydź się, Paweł! Wszystko przez Ciebie!

  • Tez niedawno czytalem…masa nagromadzonych kozackich patentow, piekna sprawa. Mi dobrze zrobily te superbohaterskie motywy ale faktycznie nie kazdemu sie to podoba.

    kolory mocno z dupy, ale to chyba w wiekszosci komiksow z tamtego okresu…

    zacieram moje spocone lapy na tom II

  • Kendo, możesz mi pożyczać kasę albo zostać moim sponsorem. ;) Wtedy i „Sagę…” kupiłbym szybciej i Sandmana HC nie przegapił.
    Bo to jest drugi, bardziej prozaiczny powód.

    A Ty kupuj tego cholernego „Y”, bo jak będziesz czekał aż wydadzą, to nie wydadzą. :)

  • przegladalam w empiku, bo jak cos zawiera potwora w tytule to mnie ciągnie, ale kolory i kreska okazaly sie zbyt niestrawne. a okladka jest dosc paskudna. typ wyglada jak zarośnięty hulk z naręczami kwiatów. i jeszcze rameczka obowiazkowo.

    nie wiem.
    w sumie mnie zacheciles i moze dam potworowi druga szanse.

    chetnie bym tu zobaczyla recenzje lovecrafta btw

  • Paweł: Braku kasy na zakup Sandmana lub któregokolwiek komiksu Moore`a prawie nic nie usprawiedliwia w momencie kiedy kupi się w tym czasie jakikolwiek inny komiks:D Jedyne usprawiedliwienie w przypadku Preludiów to wcześniejsze posiadanie lub conajmniej znajmość „Snu Sprawiedliwych” i „Nadziei w piekle” a w przypadku Potwora to że głupi Egmont wrzucił serię do HC:)
    Właśnie. Kasa… Ja już kombinuję jak znaleźć fundusze na kolejne komiksy… Właśnie skonsumowałem Reduktora Prędkości. 50 minut czytania i wziaaammm – 35 zeta poszło;P Mamy droższe hobby od wędkarzy:D

    unka: Okładka jest przecież świetna, jedna z lepszych jakie widziałem ever… Kreska rządzi tylko trzeba się przyjrzeć ale co ja tam wiem, w końcu najbardziej na świecie podoba mi się rysunek w „Weapon-X”:) Kolory oldskulowe, takich się w potworze spodziewałem i takie dostałem. Jestem zadowolony. Zresztą kto by się tam przejmował rysunkiem w komiksie Moore`a. Dla mnie mogliby to nawet zilustrować ci goście od Pierwszej Brygady i tak bym kupił;) Dlaczego kupować? Bo Alan Moore. Przeliterować? A-L-A-N M-O-O-R-E :) Gaiman mnie kilka razy zawiódł a ten pan jeszcze nigdy;) Oficjalnie polecam ten komiks.

    Ps. „Y” nie na razie nie kupuję, Manzoku nie jest poważnym wydawnictwem a ja jako poważny człowiek (dość poważny;) )nie wchodzę w interesy z mniej powaznymi od siebie:)

  • brygady nie zilustrowali kolesie tylko koles. i jest zajebisty. w przeciwienstwie do okladki potwora.

  • Ja tam mam swoje prywatne najmojsze zdanie co do Pierwszej Brygady ale dam jej jeszcze jedną szansę przy okazji wydania tomu drugiego:)
    Kurcze unka, jesteś pierwszą osobą której nie podoba się okładka Potwora…
    A okładka drugiego tomu Ci podchodzi?

  • JAPONfan

    „Mój rysownik jest lepsiejszy niż twój” kombat begin!

  • kendo, ja nie wiem, jak ona sie moze komukolwiek podobac szczerze powiedziawszy ); a mam wysoka tolerancje na kicz. a drugiej nie widzialam.

  • ok, ramka w ramce to nadal zly zabieg, ale nie ma już różanych naręczy i anatomia jest nagięta w bardziej przyjazny sposob.

  • Będzie dzisiaj rebus?

Dodaj komentarz