Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Lie to me


telewizja · komentarzy 47

Lie to me
„Colombo”, „Dexter”, „Dr House”, „Californication”… co łączy te seriale? Jeden prosty i skuteczny zamysł: kołem zamachowym jest magnetyzująca postać, posiadająca jakiś specjalny talent, który sprawia, że jest bardzo dobra w swym fachu. Jedną z takich postaci jest Dr Cal Lightman, główny bohater serialu „Lie to me”.

Cal Lightman, grany przez świetnego Tima Rotha, to ekspert w dziedzinie mikroekspresji i mowy ciała, mówiąc jednak bardziej obrazowo – jest żywym wykrywaczem kłamstw, kimś, kto z miejsca powie Wam, że kłamiecie. A kłamie każdy. Założona przez niego firma pomaga FBI, rządowi i prywatnym firmom w odkryciu prawdy. Przy okazji Cal sam jest dobrym kłamcą oraz manipulatorem i co rusz wykorzystuje to w prowadzonych przez siebie śledztwach. Pomagają mu: Dr Gillian Foster – psycholog, często stanowiąca głos rozsądku dla kompulsywnie poszukującego prawdy Lightmana; Eli Loker – praktykujący zasadę bezwzględnej szczerości i Ria Torres – jedyna w zespole, która nie wyuczyła się, jak rozpoznać kłamcę, ona po prostu wie. I tak naprawdę te postaci nie są ważne, bo jak wcześniej zaznaczyłem, jest to serial typu one man show.
Lie to me

Siłą serii jest inteligentny, przenikliwy i ironiczny Cal luźno wzorowany na prekursorze badań nad sygnałami niewerbalnymi – Paulu Ekmanie. Nie bez powodu wymieniłem wcześniej „Columbo” – tak jak słynny porucznik, tak też nasz doktor rozwikłuje zagadki, wiedząc już na początku gdzie przycisnąć, jakie pytania zadać i jak podejść delikwenta, by ten sam wpędził się w kozi róg kłamstw. Jest to też dla mnie bohater house’owski – aspołeczny racjonalista o niezwykłym, analitycznym umyśle, który widzi to, czego inni zobaczyć nie mają prawa. Jego zdolność jest też jego przekleństwem, które przeszkadza mu w normalnych ludzkich relacjach. Dużym plusem jest również zbytnie niewdawanie się w życie osobiste bohaterów – jest ono sobie gdzieś, tam na uboczu, ale nie robi się z niego esencji serialu. Co mi się jednak najbardziej podoba, to zestawianie mimiki i gestów, na których operuje grupa Lightmana, ze znanymi scenami z życia publicznego, siłą rzeczy głównie amerykańskiego. Dlatego też historii często towarzyszą przebitki na znanych kłamiących polityków: Nixona, Clintona, Busha wypowiadających znamienne słowa, czy też na innych, chociażby Obamy, wykonujących konkretne gesty świadczące o ich stosunku do wypowiedzianych właśnie słów.

Niestety są też minusy, a największym z nich jest uproszczenie, że każdą sprawę da się rozwikłać wyłącznie przez rozmowę z odpowiednimi ludźmi i wskazanie, którzy kłamią. Nieważne, czy mowa o pomocy w uwolnieniu jeńców w Jemenie, ustalenia wiarygodności pilota NASA lub odkryciu, czy ceniony senator nie chodzi na dziwki. Wszystko wydaje się proste, a sprawy są rozwikłane jak po sznurku. Ale jak mowiłem wcześniej, jest to schemat colombowski, konwencja, którą należy zaakceptować jak czternastu rozbitków na bezludnej wyspie. Niedostatkiem wynikającym ze struktury serialu z postacią przewodnią, jest papierowość reszty bohaterów – brak im charakteru, który posiada Cal. Loker zapowiadał się być tą postacią nadającą humorystyczny ton – ze swoją bezwzględną szczerością potrafił przecież powiedzieć dopiero co napotkanej Torres, że z chęcią by się z nią przespał. Na nieszczęście, w połowie sezonu, szczerość gdzieś się zapodziała, a wraz z nią wyjątkowość Lokera.

Jedno jest dla mnie pewne – „Lie to me” jest chyba najlepszym serialem stacji FOX od czasów, gdy na ekrany wchodził „Dr House” lub „Arrested Development” i mimo paru niedociągnieć, potrafi wciągnąć ciekawym pomysłem, który wyróżnia go spośród wielu dramatów o sensacyjnym zabarwieniu. Jutro finał pierwszego sezonu, i nie mogę się doczekać. Nie kłamię.

komentarzy 47

  • tymczasem nasza tv zarzyna nas kolejnym sezonem „Fali zbrodni” i „Trzecim oficerem”…

  • Jakoś pierwszy odcinek mnie mocno nie zachwycił, więc zostawiłem oglądanie serialu na okres posezonowy.

    Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na bardzo podobny serial, a mianowicie „The Mentalist”. Oglądając pierwszy odcinek „Lie to me” miałem już za sobą dwa pierwsze odcinki „Mentlisty” (polski tytuł serialu – wkrótce na C+) i pewnie dlatego Cal nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

    Obecnie mam parcie na sitcomy, które przerywam obecnie rewelacyjnym Lostem i dogorywającym Prisonem.

  • To Prison jeszcze żyje? Dałem sobie spokój jakoś w listopadzie z tą telenowelą.

    „Mentalisty” widziałem pilot, ale to dawno. Może wrócę do tego, chociaż jak patrzę, że to serial co to w sezonie ma 23 odcinki, to mi się odechciewa. Jakoś ostatnio wolę te midsezonowe… trzynaście, dwanaście odcinków („Breaking Bad” – pierdolona rewelacja, o której pewnie napiszę niebawem, bo teraz drugi sezon dobiega końca)… dwadzieścia to se mogę „Scrubs” oglądać, gdzie jeden odcinek trwa 20 minut.
    Bo też zbyt wiele już widziałem, żeby się w byle co mające dużo odcinków angażować, parę błędów popełniłem (Kyle XY, Kidnapped, Vanished) i wyciągnąłem wnioski.

  • No widzisz, ja też staram się nie mnożyć oglądanych seriali, żeby właśnie nie tracić czasu na takie bzdety, jakie wspomniałeś w ostatnim zdaniu.

    Dla mnie nie ma znaczenia, czy serial ma 13, 20, czy 24 odcinki – ważne, by „dawał radę”. A na wpis o „Breaking Bad” czekam z niecierpliwością, bo na dniach pewnie się za niego będę zabierał.

    Ze „Scrubs” jestem na bieżąco – chyba jeden z najlepszych seriali komediowych jakie widziałem. Teraz kończę „How I meet Your Mother” (wpis już się tworzy) i jak tylko się skończy, to na warsztat pójdzie też „Big Bang Theory”.

    No a Prison, to się skończył wraz z drugim sezonem – od trzeciego oglądam tylko z przyzwyczajenia (chociaż 4 sezon jest już lepszy niż to tragiczne coś zwane sezonem trzecim).

  • JAPONfan

    I tak najlepszy jest „Carnivale”.

  • Wytrzymałem półtora odcinka „Lie to Me” i wymiękłem. Nuda, nuda, nuda, a rozwiązywanie spraw bo komuś drgnęła warga czy powieka jest mocno śmieszne.

    Za to polecam „Damages” – świetny thriller prawniczy z doskonałą Glenn Close – trzyma w napięciu jak jasna cholera!

  • arcz, no nie ukrywam, serial może być dla niektórych nudny. Generalnie jest tak samo nudny jak wspomniany już „Columbo” – przez większość czasu rozmowy i rozmowy… Taka ciekawostka – Columbo w trakcie wszystkich odcinków serialu strzela z pistoletu tylko raz. I na dodatek go to przeraża :D.

  • ‚Lie to me’ to niezły serial, moim zdaniem bardziej naukowy niż ‚Mentalista’. Ten drugi nie skupia się na fabule w taki ‚pseudo-naukowy’ sposób, jest taki trochę łatwiejszy w oglądaniu. A co do Breaking Bad – pierwszy sezon był świetny, a drugi nadal przede mną.
    P.S. aż się dziwię, że jeszcze nikt nie wspomniał o ‚kampanii’ Lie to me i dodatkach jakie można było swego czasu przejrzeć na stronie serialu. Testy z wykrywania mikroekspresji czy wiedzy statystycznej o kłamstwach…

  • Czyli pokonany przez Hulka , Abomination uciekł rządowi i gdy wrócił do true formy Blonskyego to odkrył że ma super moc – widzenia kłamstwa , Tak ? Ekstra.

  • @Iron
    “Big Bang Theory” jest naprawdę dobry – tylko nie za dużo na raz. Ale jeden odcinek do obiadu to zawsze chętnie. Muszę się wreszcie zabrać za drugi sezon. :)

  • Serial dobry i całe szczęście, że jest jakaś porządna alternatywa FOXA od Dr. Housea :)

    A poza tym, ktoś mógłby zrobić notkę o brytyjskich „survivors” lub „jekyll”. Bo oba to zacne mini seriale, a w Polsce chyba mało znane.

  • Jeśli to faktycznie takie „kolombowate”, to chętnie bym obejrzał. Cóż, należę do ludzi, dla których książką pełną akcji jest „Głos Pana”. :P

  • @pawelk – jesteś już którąś z rzędu osobą, która tak mówi. Ostatnio mi nawet Konrad to polecał :) Po tylu rekomendacjach nie ma bata, bym się za to nie zabrał. Pewnie już za parę dni zacznę.

  • Z „Big bang theory” sprawa wygląda tak, że próbowałem oglądać z Marta to i „How I Met Your Mother”. I to właśnie BBT jej się bardziej spodobało, HIMYM nie wywołało żadnych emocji. I zrozum tu taką.

  • Ja rozumiem. HIMYM nie jest AŻ tak dobre.

  • Niby, ale też nie jest serialem o gościach cytujących Gwiezdne Wojny. Albo to ja po prostu mam takie szczęście i go nie dostrzegam.

  • Czy HIMYM jest AŻ tak dobre jak BBT będę mógł ocenić, jak zabiorę się za BBT. Póki co HIMYM zdecydowanie daje radę i obecnie tylko ten serial oprócz Scrubs (którego najprawdopodobniej ostatni, 8 sezon jest cieniutki) i właśnie (zapewne) BBT, da sie oglądać. Nic lepszego obecnie nie ma jeśli chodzi o sitcomy.

  • Aktualnie przejrzałem kilka odcinków czwartego sezonu HIMYM i muszę jednak przyznać, że para zeszła nieco z tego serialu.

  • Iron, o przepraszam – „My name is Earl” jest jeszcze.

  • gdzie wy oglądacie te wszystkie seriale?

  • A ja z sitcomów, to bardzo lubię „The King of Queens” czyli po polsku „Diabli nadali”. Serioooo.

  • Karolu, ja oczywiście oglądam na stronie internetowej korzystając z legalnej opcji video on demand. Czasem tylko, żeby sobie coś obejrzeć, muszę pojechać do US and A, ale poza tym wszystko jest OK.

  • flight. of. the. conchords.
    specyficzne i trzeba wpasc w klimat, ale momentami super. odważam sie tym podzielic, bo bardzo podoba mi sie wiekszość wymienionych powyzej, wiec a nuz choć troche pokrywaja nam sie gusta:P

  • HIMYM jest fantastyczne. Jak dla mnie to najlepszy serial komediowy od czasów „Przyjaciół”. Dużo lepszy od BBT. Więc zrozum tu Martę i Łukasza. Pfff.
    BBT też jest dobre, ale jako taka chwila relaksu, aby zaspokoic wewnętrznego nerda.

    @Iron: Scrubs już się skończyło. 8 sezon jest sezonem finałowym i serial jest zakończony. (Chodzą plotki o 9 sezonie, ale już raczej bez JD i Coxa, więc nie sądzę by wypaliło). 8 sezon jest dobry. Zdecydowanie lepszy niż 6 i 7. Czuc powrót do poziomu z pierwszych serii.

    a z seriali komediowych to mnie jeszcze kładzie za każdym razem “Dwóch i pół”, mimo iż nie oglądam na bieżąco. Ale każdy odcinek mnie bawi strasznie. Kto by pomyślał, że można 6 lat robic dowcipy o ciapowatym ojcu, grubym synu i zboczonym wujku tak, aby wciaz byly śmieszne.

  • To teraz ja.
    „Mentalist” zjadłem trzy odcinki, serial niesamowicie zacny, główny bohater bardzo przypadł mi do gustu. Będę musiał niedługo sobie odświeżyć ten serial, bo niedługo kończy się pierwszy sezon.
    Co do House’a, nie sądzę, aby pomocnicy Grega byli jednowymiarowi, od dłuższego czasu niesamowicie raduję się, gdy któryś z bohaterów (czy to Chase czy to Kutner) wyskoczy z jakimś tekstem lub zachowa się spontanicznie.

  • @asdf – słyszałem trochę o tym serialu i w zasadzie tylko pozytywnie, wiec to tylko kwestia czasu, żeby to sprawdzić :)

    @lukaszb – widziałem kilka odcinków i ciśnienia mi nie podniosło. Owszem, ogląda się bez bólu, ale jakoś mnie nie wciagnęło.

    Zapomniałem jeszcze o „30 Rock”, ale to znam tylko z opinii. Podobno całkiem dobre, więc też do sprawdzenia.

    @bele – odczucia co do HIMYM mam podobne, ale o tym mam nadzieję trochę później :)

    A to, że Scrubs się skończyło to wiem, tyle że mi został właśnie ostatni odcinek do obejrzenia wiec nawet nie wiem jak się skończył :) I właśnie o takich plotkach myślę i jestem świadom, że bez części ekipy, ale to się zobaczy później. W końcu już nie raz walizki zielonych powodowały zmianę zdania u gwiazd. I nawet jeśli zrobią 9 sezon bez Brafa i McGinleya, to pewnie i tak obejrzę z sentymentu.

  • jak to scrubs sie skończyło jak są?

  • iron – jescze office daje rade imo caly czas. i pewnie pare innych rzeczy by sie jescze znalazlo,wiec przesadzasz.

    jaszczu: a diabli nadali to dla mnie taki typowy przecietniak. obejrze na comedy central jak nie ma nic lepszego,ale ze by jakos bardzo teges to niet. nalezy do tej samej kategorii co inne sitcomy z cc: on,ona i dzieciaki, ray, jim(choc ten akurat troche bardziej mnie rusza)

  • powiem szczerze, ze nieznosze seriali. trzeba dlugo czekac na zakonczenie, sledzic uwaznie kazdy odcinek, bo inaczej mozna czegos nie zakumac i w zadnym z wymienionych przez was nie ma potworow ): jak chcecie cos wartego uwagi – obadajcie serial „fear itself”. w zasadzie ciezko to nazwac serialem, bo kazdy odcinek jest praktycznie krotkim filmem o innych rzeczach i innych bohaterach, wiec niczego nie trzeba sledzic na bierzaco i nic sie nie traci, jak sie przegapi jeden odcinek. i ZAWSZE ma zajebiste zakonczenie. moge tez polecic primeval – fajny brytyjski serial. miejscami jak film familijny, ale z sezonu na sezon maja coraz lepiej wygenerowane komputerowo dinozaury i coraz ciekawsza fabule.

    haha- macie czeska zajawke fear itself: http://www.youtube.com/watch?v=OejVsKJkUEo&NR=1
    i primeval: http://www.youtube.com/watch?v=xWbOLKBd94Y

    a nie jakieś przyjacioły i losty.

  • unka co ty wiesz?

    :D

  • no wiem, ze losty sa zbyt pojebane, zebym je mogla sledzic, house to nudny gniot, przyjaciele sa niesmieszni, breaking bad ujdzie a dekster jest spoko ale i tak wole fear itself. tyle wiem ): caly czas sie zbieram zeby napisac recenzje paru horrorow to moze ludzie zrozumieja, czewmu sa takie zajebiste i trzeba je ogladac.

    albo ze mam chujowy gust, co w sumie tez wiem.

  • ja nie tkne Dextera metrowym kijem, bo przeczytałem książkę i powiem, Wam, że gorszego gówna nie widziałem od czasu jak mi wpadła w ręce „Achuja” ziemiańskiego, a poza tym poprę pytanie KRLa o od siebie dodam jeszcze „kiedy, kurwa??” bo ja czasami pracuję. nie wiem jak Wy to robicie. nie wiem.

  • No, fenomenu House’a to nie pobije skoro nie ma wnikania w bohaterów i (a zwłaszcza) ich łóżka. O ile przez pierwsze trzy sezony interesowały mnie jeszcze zagadnienia medyczne, to w czwartym i piątym śledziłam tylko życie osobiste lekarzy.
    Prison? Litości. Idol nastolatek z paraliżem mięśni mimicznych osadzony w fabule Strusia Pędziwiatra i Kojota. Jedynym plusem tego serialu była fajna dziara.

    Ciekawa jestem jak tam z wiarygodnością „Lie to me”, bo jakoś nigdy wierzyłam produkcjom zza oceanu. Dałoby się wykorzystać w real life? Tim Roth nie wzbudza zaufania, ma asymetryczną twarz i jedne oko większe od drugiego, a potem się dziwi, że ludzie go okłamują. <; Ale recenzja zachęcająca, więc chyba zacznę oglądać, o ile przeżyję planowany na przyszłość maraton Twin Peaks, bo nadal nie wiem, kto zabił Laurę Palmer. @au - Achaja (przynajmniej pierwszy tom) jest zajebista. A co do reszty, to Ci tyle powiem, że gdybyś pił tyle, co Ziemiański, to nie dał byś rady usiąść do klawiatury. Niestety, cholera.

  • au, mam ta magiczna zdolnosc, ze jestem niepismienna i nie wiem, z jakiego gniota zostalo to zmontowane. nie mowie, ze dex to megazajebiste cacuszko, bo dlugo sie do niego przekonywalam, ale urzekl mnie w koncu nie wiem czym.

    miales czas przeczytac dextera? to ja sie pytam, kiedy? bo ja tez czasem pracuje, robie cos manualnie, przy bioreczku (np 6 godzin wycinam linoryt albo maluje jakies gowna), a ze szybko umarlabym z nudow i poczucia, ze trace czas, wykonujac jedna czynnosc, to puszczam sobie wyklady kanalu TED na youtubie albo jakis serial. albo film. albo cokolwiek. przebrnelam w ten sposob przez rzeczy, ktorych prawdopodobnie normalnie bym nie ruszyla np. dwugodzinny bodaj dokument o teorii strun.

  • mr.ciacho

    Prison to typowy serial, który oglądam mimo że poraża mnie jego głupota, a jestem osobą która wiele wybacza. Przynajmniej potem dobra beka jest jak opowiadam o nim znajomym ;p Choć i tak gorszą sieczką z mógzu są Herosi.

    Breaking bad jest jak dla mnie najlepszym serialem zeszłego roku. Naprawdę mistrzostwo świata.

  • lie to me rozkręca się powoli, więc 1-2 odcinki to za mało. co do samego rozmawiania, to ostatni odcinek udowodnił, że nie tylko w taki sposób da się robić cokolwiek.

    ja bym polecał jeszcze jako odskocznie fajne fanasty legend of the seeker

  • Unka, w metrze się czyta. jeszcze tam mnie nie mogą zmusić do robienia storyboardów.

  • właśnie właśnie. kiedy?

    ja swego czasu przerzuciłem się nawet na audiobooki, ale złapałem się na tym, że zamiast rysować to siedzę wgapiony w ścianę jak gekon z autyzmem i słucham. w końcu zostałem przy słuchaniu muzyki. filmy nadrobię na emeryturze.

  • ja nie mam w domu telewizora ani internetu, a i tak nie mam czasu na nic. a do pracy mam trzy przystanki tramwajem, dramat. A potem gdzieś idę i nie wiem, o czym ludzie mówią (a mówią o serialach)

  • @Qbiak – no wiem, że to średniak. Ale jakoś bawi mnie ten grubas i stary Stiller. Też nie jest tak, że się czaję i oglądam wszystkie odcinki, ale jak trafię, to się całkiem dobrze bawię. Na taki „On, ona i dzieciaki” to już patrzeć nie mogę. Wpienia mnie ta rodzinka niesamowicie.

  • JAPONfan

    Czy wy nigdy nie korzystacie z „międzyczasu”? 3 ksiazki w ciagu dwoch dni da sie tak przeczytac. Tylko jest problem z jedzeniem bo jak sie nie patrzy co sie e to wszystko smakuje jak styropian.

  • to fakt, w przerwach na peta i obiad ze 3 ksiazki przeczytalam. ale teraz pale przed kompem i nie czytam ):

  • Odnośnie „Dextera” – odglądam serial i przeczytałam książkę.
    Powiem szczerze, ze to jeden z tych niewielu przypadków, gdzie ekranizacja jest o niebo lepsza niż książka.
    Serial naprawde dorbze zrobiony, szczególnie pierwsza seria.
    Książka – dobry pomysł ale kiepskie wykonanie.

    A „międzyczas” zawsze się znajdzie.

  • Blacksad

    House’a jako postaci bronić mogę zawsze i wszędzie, polecam artykuł porównujący go do Sokratesa w „Polityce” (na www można odgrzebać). A najlepszy serial wszechczasów to i tak „The Sopranos”:)

  • Ostatnio jak czytałam w „międzyczasie” to cukinia upadła mi na „Strażników” Głowonoga… nie polecam.

  • z lie to me na razie dotrwałem do 5 odcinka i serial mnie szczerze znudził.
    może to wina, że jestem fanem csi, cold case… i strasznie trudno mi uwierzyć, że dopiero prywatna agencja i jej pracownicy dokopują się do jakichś pikantnych szczegółów z życia osób (jak było w przypadku senatora). Cal Lightman to postać niezwykle ciekawa (a szczególnie jego gabinet:)), na miarę House’a, ale fabuła, inaczej niż w Housie, marnuje ten potencjał.

Dodaj komentarz