Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Emerytowani piraci z Wyspy Burbonów


papier · komentarzy 13

Wyspa Burbonów

Co dzieje się z piratami, gdy mają już dość rozbójniczego rzemiosła? Nie mają zbyt dużego wyboru – ścigani przez swoich zaciekłych rywali, ninja i wymiar sprawiedliwości, do końca swoich dni muszą się ukrywać. Chyba że znajdą wyspę, której gubernator oferuje im amnestię. Taką szansę dawała im w pierwszej połowie XVIII wieku wyspa Burbonów i to właśnie na niej rozgrywa się akcja komiksu autorstwa Appollo i Lewisa Trondheima.

Tytułowa wyspa, istniejąca naprawdę, choć obecnie pod inną nazwą, trzysta lat temu zamieszkana była przez wyjątkowo kolorową i egzotyczną zbieraninę. Można było tu znaleźć Francuzów i innych Europejczyków, którzy prowadzili plantacje kawy, na których pracowali pochodzący z Afryki i Azji niewolnicy. Na dodatek dużą grupę ludności stanowili właśnie ułaskawieni piraci – część z nich zostawała plantatorami, inni zwykłymi robotnikami i rolnikami. Niewolnicy co jakiś czas uciekali w głąb wyspy, aby tam w spokoju żyć sobie w dżungli. Jako taka równowaga na wyspie zostaje naruszona gdy Królewscy chwytają Myszołowa, jednego z ważniejszych piratów regionu, któremu teraz grozi stryczek. Jego dawni kamraci nie zamierzają zostawić go samego. W tym gorącym momencie 1730 roku na wyspie pojawia się Despentes, ornitolog, który wraz ze swoim asystentem Rafaelem chce odnaleźć legendarnego ptaka dodo. Tymczasem Rafaela fascynuje piracka wolność i niezależność…

Wyspa Burbonów

Jeżeli spodziewacie się po „Wyspie Burbonów rok 1730” monumentalnych bitew morskich, abordaży, tawernianych bójek i walk z krakenami, to cóż, zawiedziecie się. Nie oznacza to jednak, że komiks jest nudny, o nie. Autor scenariusza, Appollo, a właściwie Olivier Appollodorus, poświęcił sporo czasu na lekturę książek, które przybliżyłyby mu dawną historię wyspy, na której spędził swoje dzieciństwo. Przedstawiona opowieść jest fikcją, która została oparta na solidnym fundamencie zbudowanym z historycznych faktów. Dzięki temu podczas zanurzania się w opowieść miałem wrażenie, że zanurzam się w prawdziwy, żywy świat i dowiaduję się czegoś nowego. Jak choćby o istnieniu samej wyspy. Sporo o niej można dowiedzieć się również z zamieszczonych na końcu albumu przypisów.

Odtworzony przez Appolla świat pełen jest podstarzałych, smutnych piratów, którzy nie są specjalnie zadowoleni ze swojej obecnej sytuacji życiowej. Oczywiście lepsze to niż stryczek, ale wiadomo, że każdy tęskni za dawnymi czasami, kiedy było się młodszym, przeżywało przygody i nie przejmowało się jutrem. Taki obraz piratów stoi w jawnej sprzeczności z wyobrażeniami młodego Rafaela, który w korsarzach widzi jedynych prawdziwie wolnych ludzi w tym dziwnym, oświeceniowym świecie. Ale skoro piraci są tacy wolni, to czemu posiadają niewolników? Jest też Virginia, córka jednego z plantatorów, która czuję się bardziej związana ze zbiegłymi niewolnikami niż ze światem jej ojca, ułaskawionego pirata. Dla niej ucieczka w głąb wyspy jest jedynym sposobem na życiową niezależność, jednakże i ona ma swoją cenę. Na „Wyspie burbonów” nic nie jest czarno-białe, no może poza rysunkami Trondheima. Z opowieści bucha jakiś smutek, tęsknota za czymś utraconym – młodością, i czymś nigdy nieposiadanym – wolnością. Jednocześnie jest to komiks miejscami bardzo zabawny, choć raczej jest to mocno krzywy i złośliwy uśmiech.

Wyspa Burbonów

Lewis Trondheim, znany u nas z komiksu „A.L.I.E.E.N.” i „Przygód Mikołajka” tym razem prezentuje się jako rysownik z zupełnie innej strony. Rysuje jakby od niechcenia, lekko, ale jednocześnie poszczególne kadry są zapełnione mnóstwem szczegółów. Bohaterowie zostali zantropomorfizowani, część z nich jest ptakami, część różnymi miśkami i psami, przez co komiks momentalnie kojarzy się z „Usagi Yojimbo”, jednak kreska jest o wiele mniej dokładna. Podobnie jak w twórczości Sakaiego, tak i tu następuje swego rodzaju dysonans, gdy widzimy gadającą kaczkę z zimną krwią zabijającą bezbronnego człowieka, jednakże nie jest to komiks brutalny. Choć nie jestem pewien, czy nadaje się do czytania młodszym dzieciom do poduszki.

Pomimo kinowych triumfów „Piratów z Karaibów” ostatnimi laty na polskim rynku nie ukazało się zbyt wiele komiksów w pirackich klimatach. W zeszłym roku Łukasz pisał o „Piracie Izzaku” i nie przypominam sobie nic więcej. Jeżeli tęskniliście więc za taką tematyką, ale szukaliście spojrzenia odmiennego od klasycznej przygody i awanturnictwa, to nie powinniście przegapić „Wyspy Burbonów”. Jej wszystkie trzynaście przylądków czeka na swoich odkrywców.

komentarzy 13

  • Bardzo przyjemna lektura. Rysunki Trondheima bardzo smaczne. W ramach empikowego Dnia Książki dostałem ten komiks za 2 grosze i są to zdecydowanie najlepiej wydane 2 grosze w moim życiu:)

  • czy tytuł notki aby nie ma się na bakier z gramatyką?

  • „proszę, ustąp mi miejsce” :)

  • @au
    Nie na bakier, tylko to po angielsku jest..

  • au: owszem, ty mieć racja, ja dziękować.

  • JAPONfan

    Bardzo zacny komiks. Ale najlepsi są anglicy.

  • Scena z odstrzeliwaniem ich flagi jest chyba najsmutniejsza w całym komiksie.

  • obalono mit pirata jako bohatera romantycznego i tyle. Bardzo przyjemna lektura. Właśnie zatęskniłem za grą Sea Legends, której nie udało mi sie nigdy skończyć. A gdzieś jeszcze mam nieodpalone Monkey Island. Chyba czas odpalić tego lepszego kompa od gierek :-)

  • Świetny komiks. Z jednej strony lekki, z drugiej, pomimo spokojnie prowadzonej historii jednak jest ta zagęszczająca się atmosfera na wyspie. Uczta dla oczu i… mózgu?

  • qba polecam odświeżone „Pirates!”

  • JAPONfan

    To byl la mnie taki fragment ze prawdziwych piraow juz nie ma. A ci ktorzy sie za nich podaja sa po prostu zalosni.
    Smutnym momemntem jest zbieranie sie do ataku na wiezenie.

  • Zemsta Hrabiego Skarbka też podchodzi pod pirackie opowieści:)

  • Phi, i tak nic nie przebije „Przygód pirata Rabarbara”! ;-)

Dodaj komentarz