Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pogrzeby Łucji


papier · komentarzy 18

Pogrzeby Łucji
Jest w „Kill Billu 2” taka świetna scena, gdy Bill opowiada, jak mała B.B. poznała różnicę między życiem i śmiercią. Rybka trzepocząca się na dywanie i rybka nietrzepocząca się, czy jest coś prostszego? Umysł czteroletniej B.B. okiełznał tę absurdalną abstrakcję, z którą od najmłodszych lat mierzyć się musi każdy. I każde takie okiełznanie jest na swój sposób wyjątkowe. Dlaczego o tym piszę? Bo w przypadku Łucji w tej materii widzę tylko i wyłącznie sztampę.

Sięgając po „Pogrzeby Łucji”, już po samej okładce wiemy, czego się spodziewać. Sugestywny rysunek i tytuł mówią wyraźnie, że sześcioletnia Łucja w jakiś sposób będzie mierzyć się ze swoim wyobrażeniem śmierci, nieśmiało będzie się z nią zapoznawać. Oczywiście w komiksie Benoît Springera właśnie to się dzieje… ale po kolei. Tytułowa bohaterka spędza wakacje u dziadka, w małej francuskiej mieścinie, gdzie życie ma swój własny, spokojny rytm. A to pomoże w zakupach, troszkę się ponudzi, pobawi pisklętami… ot, typowe lato poza miastem. Gdy jeden ze znajomych dziadka umiera, dziewczynka zaczyna zadawać fundamentalne pytania o śmierć…
Łucja
Podczas gdy Alison jest ze śmiercią zaznajomiona do tego stopnia, że odejście jej ojca wywołuje u niej tylko głupawy uśmiech; gdy Joachim – w przeciwieństwie do swojego ojca – godzi się z tym, że jego drogi skrzyżowały się z Ponurym Kosiarzem; gdy dla Jotaro śmierć jest nieodzownym elementem życia – dla Łucji jest wciąż zagadką. Z tego też powodu zadaje mnóstwo pytań typu: „Co się dzieje po śmierci?”, „Czy ja też umrę?” i „Dlaczego?”. I chociaż ma to nadawać refleksyjny ton całemu komiksowi, to jest po prostu naiwne, byle jakie i niewyróżniające się. W tym aspekcie komiks nie ma do zaoferowania nic ujmującego, cała symbolika jest wymuszona i to rzutuje na całkowity wręcz brak emocji podczas lektury.

Z drugiej jednak strony „Pogrzeby Łucji” świetnie ukazują starczą samotność większości owdowiałych mieszkańców wspomnianej już mieściny. Ich życie składa się z ciągłych spotkań z tymi samymi osobami, plotkowania i okazjonalnego oglądania wyścigów konnych zaprzęgów. Dopiero gdy po paru nużących dywagacjach na temat przemijania, jak grom z jasnego nieba spada na nas scena zbliżenia się dziadka Łucji i jego przyjaciółki, Amelii, możemy być prawdziwie ujęci. Ten moment – bardzo dosadny i autentyczny – mógłby być punktem kulminacyjnym całego komiksu, lecz Springer postanowił, że to jednak zmaganie się Łucji ze śmiercią będzie wątkiem spinającym historię. Szkoda, bo zakończenie jest najzwyczajniej banalne.

Łucja

Oddzielną sprawą są rysunki, które bardzo zachęcają do sięgnięcia po ten tytuł. Kreska Springera jest miejscami brudna, pośpieszna, ale z drugiej strony bardzo wyrazista – szczególnie, gdy mowa o najważniejszych detalach kadru, które często uwypuklone są dokładnymi, grubymi pociągnięciami. Niestety jest jeden mankament – podczas gdy Springer wspaniale opanował portretowanie Łucji (spójrzcie na pierwsze osiem stron), niekiedy twarze dorosłych – zwłaszcza w zbliżeniu – trącą sztucznością. Czego nie można powiedzieć o fantastycznym kocim epizodzie, prezentowanym przez Taurusa w przykładowych planszach.

Ostatnią rzeczą, która nie spodobała mi się w „Pogrzebach Łucji” jest liternictwo, które nie ma nic wspólnego z tym oryginalnym. Powiem szczerze, że po niemym początku wywołało ono u mnie lekki zgrzyt. Nie umiem zdecydowanie polecić bądź odradzić kupna „Pogrzebów Łucji” – jest to prosty komiks, dobrze wykonany pod względem rzemieślniczym, z niewątpliwie paroma interesującymi elementami. Jednak przy wcześniej wymienionych przykładach, w pewnej mierze traktujących o stosunku dziecka do śmierci, wypada pospolicie.

komentarzy 18

  • Jednym z najwspanialszych dzieł sztuki (nie bójmy się tego określenia) traktujących o mierzeniu się dziecka z tematem śmierci jest piękny francuski film „Ponette” Jacquesa Doillona. Przy nim „Pogrzeby Łucji” wypadają bardzo blado.

  • Dobrze odrobiłeś lekcje przed napisaniem recenzji;)
    Skonfrontowanie bohaterki tego komiksu z młodymi postaciami z „Fun Home”, „Trzech Cieni” i „Usagiego” bardzo udane.

  • Eee tam, czcionka przynajmniej na gildiowych skrinach wygląda w porządku.

  • Kwestia gustu naturalnie. Mnie ta lekka kursywa się nie podoba, a już na pewno nie tak jak oryginalne liternictwo.

  • A „z” nie miało ogonków przypadkiem?

  • Ty to się nie wypowiadaj, panie times-new-roman-i-comic-sans w „Szramie” ;P. No nie podoba mi się to liternictwo i tyle. I nie jest to przypieprzanie się, po prostu na tle oryginalnego wypada źle.

  • Co do liternictwa w Szramie to kierunek: rysownicy. Nie miałem czasu przeliterować całości, pewnie jakbym miał z dwa tygodnie więcej, to bym to zrobił.

    Nie wiem, czy to przypieprzanie, czy nie, skojarzyło mi się z tamtą, kretyńską zresztą, akcją. Z mojego ulubionego forum, które jest kopalnią takich akcji.

  • No, ale bez przesady. Ja nie rozdzieram szat nad literką. Nie pasuje mi najzwyczajniej.

  • tzw. porównania, świadczą raczej o bezmyślnej szermierce słowotokiem. dorosła alison zestawiona odmiennością kulturową, postacią bajkową i dzieckiem. szczyt radosnej pisaniny.

  • timof, ja Cię proszę… to nie jest porównanie, tylko pokazanie, że w (uwaga, uwaga) INNYCH komiksach temat jest ugryziony z zupełnie innej, wg mnie, ciekawszej strony. Nieważne, jaka jest konwencja komiksu – temat śmierci tam się przewija.

    Inną rzeczą jest to, że o Alison mówię w tonie „od dziecka była zaznajomiona ze śmiercią, do tego stopnia, że gdy ojciec umarł, śmierć nie robi na niej wrażenia”. Szkoda, że nie pomyślałeś o tym w taki sposób, że zwracam uwagę na proces… ale Ty wolisz mi coś wkładać pod palce, czego nie miałem na myśli (że porównuję z dorosłą Alison).

    Ty widzisz tam bezmyślne porównanie, ja tylko pokazuję, jakie obrazy dziecka mierzącego się z tematem śmierci mogliśmy spotkać ostatnio w komiksach. Innymi słowy – weź to jeszcze raz przeczytaj i powiedz, gdzie tam jest porównanie.

    Ale spoko, wal we mnie śmiało, bo odważyłem się skrytykować Twoje wspaniałe liternictwo ;).

  • Ja tu pochwaliłem (a rzadko chwalę) a Timof wszystko zepsuł;)

  • idź do psychiatry

  • Czy Ty nie umiesz normalnie gadać?

  • umiem, ale jak ktoś ma paranoję, to proponuję mu najlepsze rozwiązanie, bez zbędnego rozwodzenia się.

    jakby miał coś do innych części tekstu to bym napisał.

  • Czyli nie umiesz, dzięki.

  • a jakie było liternictwo w oryginale? Muszę przyznać, że jak przekartkowałem komiks, to była druga rzecz (po kociej wstawce), nad którą się zatrzymałem. Kota kupiłem w całości, ale literncitwo jest zbyt czyste/regularne, nie wiem jak to dokładnie opisać. Tu by ręczna czcionka lepiej wpasowywala sie w rysunek.

  • qba, pod koniec linkuję do plansz, na których możesz zobaczyć jakie było w oryginale.

  • spoko, wchodziłem w link, ale rzuciłem okiem tylko na kilka pierwszych plansz, a tam tekstu niet :-) teraz oblookałem wszystkie i się znalazło- niematotamto- takie liternictwo trzeba było zachować- nie wygląda na robione z czcionki, ale jak ktoś lepiej takie niuanse miedzy literkami wyłapauje, to niech się wypowie.Taka czcionka absolutnie nie zgrzyta z rysunkiem. Bardzo ładnie estetycznie to wygląda.

    a co do treści samej- myślę, że jednak takie sztampowe podejście do kwestii wynika z punktu widzenia dziecka. To trochę jak w Marzi- zachowano ten punkt widzenia z rozmysłem.

Dodaj komentarz