Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Trzy powody, by nie oglądać „Wolverine”


film · komentarzy 76

Chciałeś obejrzeć... Przeczytaj i przemyśl!
Uwaga! Ten tekst zawiera szczegóły tzw. fabuły tzw. ekranizacji komiksu. Możecie go przeczytać i czuć się ostrzeżeni przed projekcją „X-Men geneza: Wolverine”. Możecie też wrócić tu po seansie i napisać: „Miałeś rację”.

Poszatkowany i uproszczony scenariusz
Nie jestem komiksowym purystą, który spodziewał się wiernej ekranizacji. Rozumiem, że Hollywood, by dobrze sprzedać film, musi zrobić go tak, by mogli go oglądać także ci, którzy nie spędzili ostatnich 10 lat swojego życia na czytaniu kolorowych zeszytów. W przypadku „Wolverine” oczywiste wydawało się wykorzystanie potencjału komiksów: „Wolverine: Origin” i „Weapon X”. Tymczasem ten pierwszy skrócono zaledwie do 3 minut na początku, skąd niejasno wynika, że Wolverine i Victor Creed to bracia. Jeśli zaś czekaliście na wojenne przygody Rosomaka, to z żalem donoszę, że zredukowano je do czołówki, gdzie Victor i James przeskakują przez wszystkie konflikty: od wojny secesyjnej do Wietnamu. Niektórzy, nieco na wyrost, porównali ją do początku „Strażników”. Owszem, jest dynamicznie zmontowana i kręcona w świetnych dekoracjach, jakich nie powstydziłyby się filmy wojenne. Daje jednak dość niejasne wyjaśnienie mocy i losów obu braci, co prowokuje pytanie od laika: „Czy oni są nieśmiertelni?”. Moim zdaniem, upychając lata wojenne w kilku minutach, zmarnowano szansę na dopowiedzenie epizodów, których w komiksach nie było. Zresztą, cały film został poszatkowany (szponami, haha!) na krótkie, często zbędne fragmenty. Postacie pojawiają się dużej ilości, ale na chwilę. Gambit, Wade Wilson czy Blob mają swoje 10 minut i znikają. Szczytem skrótowości jest scena, gdy uciekający Wolverine chroni się na farmie pary staruszków, którzy dają mu ubrania i schronienie, pomagając mu uwierzyć w człowieczeństwo – by po chwili zginąć. „Wolverine” to teledysk z ładnych plenerów, efektownej scenografii i różnorodnych postaci, w którym za mało jest Wolverine’a i jego refleksji nad losem człowieka i bestii w jednym ciele. Chociaż jeśli weźmiemy pod uwagę, co zrobiono z historią Rosomaka, to może tak jest lepiej…

Wolverine: Why? Marvel: For money!

Przeinaczenia w stosunku do pierwowzoru
Skrócenie wątków z „Wolverine: Origin” to nic w porównaniu ze swobodnym wykorzystaniem motywów z „Weapon X”. Wiem, czepianie się szczegółów, to objaw fanatyzmu – ale czy nie fani będą sporą częścią publiczności? Pominę już, że Victor Creed jest bratem Logana – to akurat ułatwiło osadzenie obydwu w fabule, bez motania zbędnych wątków (co zmieniłoby ten film w jeszcze większą sieczkę). Do pewnej chwili nie drażniło mnie też dowolne konstruowanie mutantów, w wyniku czego powstał manipulujący elektrycznością Bradley – jego pierwowzory to Bolt i podobno Box, choć niektórzy podają, że Blackwing. Bardziej irytował mnie Agent Zero – hybryda Mavericka i chyba Agenta X. Superszybki, supercelny i superskoczny – nie ma nic wspólnego z prawdopodobieństwem, nawet tym komiksowym. Ofiarą zasady: „jest mutantem, może wszystko” padł też Gambit, który kijem tnie mury i biega po ścianach. To właśnie irytuje fana najbardziej – mieszanie przy życiorysach i charakterystykach znanych i lubianych postaci. Jak Wam się widzi Cyclops porwany przez Weapon X do eksperymentów i uratowany przez Charlesa Xaviera, który niczym deux ex machina zjawia się w końcówce – chyba tylko po to, by jakoś nawiązać do już nakręconych i powstających filmów o X-men, zwłaszcza „First Class”. Mam zresztą wrażenie, że został wklejony komputerowo – nie znalazłem go w spisach aktorów (choć może gdzieś jest). To jednak tylko małe wypaczenia, przy tym, co zrobiono fanom Deadpoola. Owszem, na początku filmu oglądamy wygadanego najemnika Wade’a Wilsona. Jednak później ginie on w tajemniczych okolicznościach, by pojawić się w finale jako DeadpooloBaraka – übermutant z czynnikiem gojącym, katanami wysuwanymi z nadgarstków, teleportacją Wraitha i promieniami laserowymi! Mało? Cały ten wynalazek ma kamery w oczach i jest sterowany z komputera… komendami tekstowymi. Na takim tle nie razi mnie już dobrowolne zgłoszenie się Logana do Weapon X. W końcu ma motyw, bo kościanymi pazurami nie zdoła zabić Victora Creeda, który zabił mu żonę, która wcale żoną nie była, bo była na usługach Weapon X. Od czego więc Logan stracił pamięć? Od strzału w głowę z rewolweru z adamantowymi kulami. Kurtyna nad debilizmem wytwórni 20th Century Fox, przekonanej, że fani komiksu łykną wszystko, byle się ładnie błyszczało. Wcale nie.
wolvie_origins3

Sceny zbędne i głupie
Wybaczyłbym skróty czynione na rzecz dynamiki i przeinaczenia, by film przystosować dla szerokiej publiczności, gdyby całość nie porażała mnie co chwilę oczywistością, głupotą i nieśmiesznymi gagami. Wywróciłem oczami już przy w scenie w posiadłości Howlettów, gdy mały chłopiec rozrzuca ręce na boki i wznosząc głowę do nieba wrzeszczy rozpaczliwie, dając przy okazji pokaz miernego aktorstwa. Na domiar złego scena „okrzyku w niebo” powtórzyła się w filmie 4 czy 5 razy, za każdym razem budząc niesmak swą wtórnością. Momentów, gdy mówimy sobie „Znooowuuu!” jest w tym filmie kilka. Nie zabraknie sceny marszu w kierunku zachodzącego słońca. Wspominałem już, że rażą przesadzone moce bohaterów – a najbardziej wszystkotnące szpony, czego kulminacją jest scena z szatkowaniem Hummera i helikoptera. Superostre pazury są też pretekstem do gagów: Logan przypadkowo przecina umywalkę – sala ryczy ze śmiechu. Uderza też głupota niektórych scen: para staruszków daje obcemu ubrania i motocykl, wyraźnie widząc, że zamierza on coś złego? Logan zostawia martwa żonę pośrodku lasu, by Weapon X mogło ją spokojnie zabrać? Generał Stryker idzie tydzień czy dwa po wyspie? W połowie zgrzytałem zębami nawet na idiotyzmy, na które w lepszym filmie przymknąłbym oko – np. lasery w oczach działające po odcięciu głowy i szatkujące budowlę na równe plastry. Oraz na typową dla amerykańskiego kina dosłowność: gdy ktoś mówi „Idź, aż stopy zaczną krwawić”, mamy zbliżenie na stopę, a „skóra twarda jak diament” oznacza ciało z błyszczących oszlifowanych kryształków.

No i wisienka na torcie uproszczeń – w całym filmie nie ma praktycznie krwi, wszystko w imię kategorii PG-13, o której informuje każdy trailer. Logan nadziewa Victora na pazury i wyciąga je czyste i lśniące jak skalpel chirurga. Nie jestem jakimś maniakiem krwistych filmów, ale żądam decyzji – albo robimy poważny film o mrocznym herosie albo plastikowe walki dla dwunastolatków. Wytwórnia Fox postawiła na drugą opcję, więcej realizmu było w animowanym „Hulk vs Wolverine”. Nie ratują niczego obiecywane różne zakończenia, bo chyba mało kto będzie czekać na część drugą.
OMG! That movie is that bad!
A poza tym?
Czy jest coś, co sprawia, że warto ten film obejrzeć? Choćby kreacja Hugha Jackmana, który nie gra, a jest Wolverinem. Podobał mi się też Liev Schreiber jako Victor Creed – to naprawdę cyniczny zły typ, któremu przemoc sprawia radość. Wypadł o wiele lepiej, niż zarośnięty mięśniak Tyler Mane w „X-Men”. Szkoda, że nie rozwinięto ról Gambita (Taylor Kitsch) i Wade’a Wilsona (Ryan Reynolds), ale jest nadzieja, że doczekają się osobnych filmów.
Wrażenie robią też efekty specjalne, jednak i tu czasem film kuleje – w niektórych scenach (np. w łazience) szpony wyglądają jak doklejone atrapy. Słabość fabularną mogłyby rekompensować sceny walk, ale też są nierówne. Za dużo jest teatralności i spowolnień – dwa pojedynki braci zaczynają się tak samo beznadziejnie: Logan skacze „na szczupaka”, a Victor biegnie ku niemu na czworaka. Film choruje na matriksozę, nadmiar nierealnych skoków i akrobacji – zwłaszcza wspomniani Gambit i Agent Zero, latający po całym ekranie. A finałowa walka z teleportującym się co chwila DeadpooloBaraką jest po prostu śmieszna. Oczywiście można się mimo wszystko odstresować przy tym filmie – akcji w nim nie brakuje, choć bywa bezsensowna i efekciarska. Przymknijcie mocno oczy i nastawcie się na film o Rambo ze szponami, a nie Loganie. Naprawdę, lepiej na tym wyjdziecie. Ta produkcja doskonale wpasowuje się w stereotypowy obraz głupich komiksów i ich jeszcze głupszych ekranizacji.

Dla widzów polskich jest jeszcze jeden kwiatek. Blob dostaje rozkaz zniszczenia zbiornika, po czym radośnie rozgniata… czołg. Rozumiem, tłumacz mógł nie mieć dostępu do filmu. Ale żeby nikt potem napisów nie sprawdził?

komentarzy 76

  • Ten czołgo-zbiornik przejdzie do historii.

  • Barakkapool.
    Masz rację w wielu kwestiach. Jednak ja się nieźle bawiłem na tym filmie. Pomimo jego chujowości. Pewnie dlatego, że wole zdecydowanie filmowych X-Menów od tych komiksowych.
    A co do Deadpoola, to pytam się każdego – co wiesz o scenie po napisach? Bo ja wyszedłem po ujęciu ze Strykerem, gdyż myslalem, ze to już koniec.
    Podobno jest pokazany normalny Deadpool, a Weapon XI był zrobiony na duplikacie Wade’a?

  • Pod linkiem nad fotką Gambita masz słabo nakręcone dwa różne zakończenia: z Japonią i trupem Barakapoola.

    Gdzieś w komentarzach natknąłem się na tekst o jeszcze trzecim: gdzie normalny Deadpool podchodzi do trupa Deadpoolobaraki pytając: „Who the fuck are you?”
    Ale nie widziałem takiego.
    W ogóle żadnego – też wyszedłem zaraz na początku napisów, bo wytrzymać nie mogłem.:D

    X-menów filmowych też wolałem, bo to niezłe filmy są. Na pewno lepsze od Wolverine’a… Nawet „Ostatni Bastion”.

  • No, ja właśnie czytałem o tym, ale go nie widziałem. Wczoraj na youtube znalazłem jakąś słabą wersję i jeśli się dopatrzyłem to chyba była ta wersja z głową Deadpoola i rozcięciem ust. Ale gówno było słychać, więc nie wyłapałem że to było „Shhh”.
    Jeśli jest wersja z „Who the fuck are you” to film ma szanse zyskać troche do zajebistości, bo Reynolds jako Wade Wilson był super. Na początku.

  • Już miałem wykrzyknąć „Toż to doskonały film klasy B musi być!” gdy doszedłem do wzmianki o braku krwi. Chyba nie pójdę do kina w takim razie.

  • Hahaha! Obejrzałem tę scenkę z helikopterem. To jakiś cichy hołd dla Tytusa? Rosomak wyskakujący z ekranu?

    Chyba, że się teleportował, bo po jego wyskoku do przodu jest dalszy kadr, w którym go już nie ma. A przecież helikopter turla się za nim.

    A nie, nie, sori, respekt, widać jego nogę w rogu. No to spoks. Dobry film. Trzeba się wybrać.

  • Nie mam pojęcia czemu się tak wszyscy nakręcali. Już po pierwszym rzucie oka na plakat wiedziałem, że to będzie chujnia. Mówcie mi Nostradamus. Hehe.

  • Soll – po plakatach można by skreślić wiele filmów superbohaterskich. A jednak jest wiele bardzo dobrych.

  • No dobra, może masz rację. Po prostu dziwi mnie te ogólne zaskoczenie, że „jednak Wolverin jest kijowy”. Np. obok takiego o niebo lepszego „30 days of night” wszyscy przechodzą obojętnie.

  • Strasznie długo (bo od piątku, kiedy to bardzo cierpiałam po filmie) czekałam na Waszą recenzję, z ciekawości, jaki będzie Wasz odbiór nowego X-mena. Nie zawiodłam się.

    Moim zdaniem postać Scotta była odwzorowana bardzo wiernie, ale to kwestia raczej tego, że nigdy go nie lubiłam, ani w komiksach/serialach, ani w filmie. ;d

    Natomiast przy Deadpoolu niemal zapłakałam.

    P.S. Osobne filmy o Gambicie i Deadpoolu? Kolejna „Geneza” w tym guście? Uważaj, o co prosisz ;)

  • tzw. fabuły tzw. ekranizacji

    No to już dalej nie muszę czytać. :)

  • To był taki hint dla tych, którzy nie będą czytali reszty, ze strachu przed spoilerami. ;)

  • Na film się nie wybieram, zwłaszcza, że pomysł fabularny do mnie nie trafia. Przez ostatnie kilka lat Marvel serwował nam tyle historii o przeszłości Wolviego, że zaczyna to być męczące. Moim zdaniem Logan był ciekawszą postacią, gdy jego origin był bardziej zagadkowy.

    A ten Bradley to ma cechy nie Blackwinga (chociaż były zapowiedzi, że ta postać miała się pojawić w filmie), tylko Boxa, wymieszanego z Boltem.

  • No właśnie tak mi się ten Blackwing\Beak nie zgadzał, ale parę stron tak podało.

  • Nawet chciałem na to pójść… A chociaż puścić w domu sobie…

    Ale tego, co zrobili z Deadpoolem nie wybaczę.

  • No to origins Magneto raczej się już nie pojawi. Może to i lepiej.
    A film, rzeczywiście, dość słaby. Fan wolverina ma prawo czuć się jak po zabawie z wielkim czarnuchem.

    DeadpoolBaraka – ech… :/

  • Ja ten film obejrzę tylko dlatego, ze w końcu pojawia się Gambit. Reszta mnie nie interesuje.

  • Przy katanach z nadgarstków byłem podjarany, ale też zwiędłem przy braku krwi. Chyba jednak ukradnę z netu kiedyś, jak mi się przypomni. BTW podobała mi się forma wpisu, takie niemal rozwinięcie idei cracked’owej wyliczanki w reckę.

  • Czemu Magneto miałby się nie pojawić? Finansowo Wolverine wypadł bardzo dobrze, mimo średnich recek i wycieku do sieci przed premierą. I w sumie to dobra wiadomość, bo słaby wynik mógłby utrudnić realizację ciekawiej zapowiadających się ekranizacji.

  • Przypominam nieśmiało, że ta też zapowiadała się ciekawie… ;)

  • Jak dla kogo :P

  • cholera, żebyś to ze dwie godziny wcześniej napisał, to byłbym dwie dyszki do przodu :/
    strasznie się zawiodłem. w dodatku nie mogę się zgodzić z tym, że niby efekty specjalne dobre – strasznie przeciętne przez cały czas. a jak Wolvie ogląda pazury w łazience u dziadków, to się nie umywa do tego, co było 18 lat temu w drugim Terminatorze.

    [SPOILERY BEDOM]

    ja zostałem po napisach i trafiło mi się zakończenie japońskie: ot, Wolvie siedzi w barze i pije shota za shotem, kiedy zagaduje do niego barmanka (ona po japońsku, on po angielsku), czy pije by zapomnieć. na co ten jej sprytnie odrzekł, że ‚pije byu sobie przypomnieć’. tada!

    a teraz pytanie, bo nie jestem aż tak oblatany w świecie X-Menów. na końcu łapią Strykera i go aresztują. czy to ma jakieś nawiązanie? że potem w komiksie jeszcze odgrywa on/jego proces jakąś znaczącą rolę? albo chociaż w filmach poprzednich jest o tymże procesie wzmianka? bo odnoszę wrażenie, że dokręcili tę scenę, żeby jednak go jakoś „ukarać”, bo ostatecznie uznali, że bąble na stopach od długiego chodzenia to za mało.

  • Jak dla mnie było to zakończenie-zmyłka, by ludzie wyszli przed tym właściwym drugim… ;) No i scenarzysta chcial pokazać, że jest słowny i dowcipny: Stryker miał iść, więc szedł.
    Jak dla mnie mogli go pokazać maszerującego w stronę zachodzącego słońca przy muzyce z Lucky Luke’a – sensu tyle samo, a ile zabawniej. :)

  • nie zgadzam się z Tobą. po raz kolejny.

    to jest porządny film akcji. jak dla mnie lepszy od wszystkich poprzednich Xmenów. Brak krwi mnie zmarszczył rpzed oglądaniem. w trakcie nie przeszkadzał wogóle (w 30 dniach nocy była krew, i nic to filmowi nie pomogło, sceny przemocy były i tak drętwe).

    Owszem – deadpool z końca to lipa. Owszem – dzieciak z początku to też lipa.

    ale cały film oparty jest na Jackmanie, a to jest mocny punkt naprawdę. I Schreiber też, jak sam zauważyłeś.

    Matrixowość – mnie pasiło. po raz kolejny – to film akcji. nie zapominaj że w komiksie oni zwykle leją się w powietrzu i jeszcze mają czas na wymiany zdań pomiędzy zadawanymi sobie ciosami, gdy walka zamyka się w paru kadrach. dlaczego wg Ciebie kolesie co prowadzą dialog w trakcie strzelania do siebie i cięcia się adamantytowymi szponami nie mają odwalać pomiędzy tymi kadrami matrixowych jazd? ja naprawdę nie widzę przeciwwskazań.

    co do wojennych wstawek – mnie podeszły, też miałem uczucie strażnikowości (taki sam pomysł w sumie), ilość jak znalazł, w końcu to nie cała biografia bohatera. Origin mieli może przez pół godziny ciągnąć? to i tak nudziarska seria.

    co do braków w tłumaczeniu mocy – a czy w każdym kolejnym Bondzie tłumaczą gdzie pracuje 007, co oznaczają zera, kto to Q, kto to M, i skąd się biorą te wszystkie gadżety? nie. a Xmenów jak wiemy nakręcono już trzy części, dość tego dobrego.

    są bzdury co mi przeszkadzały (np wspomniane kulki adamantytowe), ale to mała część tego filmu, który mnie ubawił. Olę też. nawet bardziej ode mnie. Wogóle nie zwróciła uwagi na te bzdury, a tym bardziej na uchybienia wobec oryginału. które i mnie mało przeszkadzały. po pierwsze – dosłowne adaptacje nudzą, po drugie – zlepiono tu 3 poprzednie filmy i pierdyliard zeszytów, po trzecie – do cholery! przecież nawet mitologia Marvela (a obdarzonego nazbyt hojnie amnezją Wolviego w szczególności) jest sama w sobie niespójna, więc kamaaaan.

    Nie będę pisał że Paweł bredzi, ot, mamy inny gust (co kolejne dzieło udowadnia), ale olejcie go, idźcie do kina, i sami sobie do cholery wyróbcie zdanie. Ja tam gorąco polecam. A piszę to z perspektywy wielkiego fana Rosomaka (reszta Marvela może poza Daredevilem może dla mnie sczeznąć).

  • Ja się po części podpiszę pod wypowiedź kolegi Gonza. To rozrywka. Wiem, że po Mrocznym Rycerzu wszystkim skoczyły wymagania, ale bez przesady. To nie jest idealny film, ale nie jest też tak fatalnie zły. Ot niezła rozrywka. Ja na dvd zakupie zapewne.
    Rzekłem.
    A teraz idę „Incredible Hulka” obejrzec, bo mnie na ekranizacje komiksów Marvela nakręciło.

  • no właśnie problem w tym, że Marvel pokazał Iron Manem i Hulkiem, że można na podstawie ich komiksów kręcić dobre filmy – nie pretendujące do miana dzieł, ale naprawdę solidne filmy.
    tutaj się to po prostu wg mnie nie udało.

  • @gonz…
    Usprawiedliwianie miernoty filmu hasłem rozrywka do mnie nie trafia. Za dużo było elementów, które zaniżają jego ocenę – można zrobić lepszą i gorszą rozrywkę. Zresztą ja to zaznaczyłem – da się przy tym bawić.

    Mojej Kamili też się podobało, bo nie zna pierwowzorów, ale ja je znam i dodatkowo widziałem już ileś tych ekranizacji. I z każdą wymagania rosną. I nie ostatni Batman jest tu odnośnikiem, bo można zrobić rozrywkowy film, bez silenia się na psychologizm i inne bzdety, a zachowując ducha komiksu – vide Spidermany.
    Edit: harry wypisał kolejne dwa udane filmy rozrywkowe, ale nie głupie.

    Napisałem, że nie żądam wiernej ekranizacji – a sensownego składania motywów w nową całość. Nie ma być w 100% zgodny, ale ma nie gwałcić pierwowzoru.

    Matriksowość jest już teraz w każdym filmie i zaczyna przeszkadzać, gdy używana jest bez sensu. Gonz obejrzyj jeszcze raz jak Agent Zero skacze przez bramę i powiedz, że to wygląda ok.

    Brak krwi Ci nie przeszkadzał? Właśnie widać, na jakie uproszczenia się zgadzamy… On ma chrzanione szpony, on nimi tnie, for god’s sake. Nie żądam bryzgającej juchy, a minimum realizmu.

    To nie jest kwestia gustu, ten film jest po prostu kiepski i potwierdzają to opinie widzów. A że się komuś podobają kiepskie rzeczy…

    Twierdzenie, że jest lepszy od X-menów wszystkich trzech, rzuciłeś tak sobie, dla kontrowersji, jak to masz w zwyczaju, bo nijak go nie obronisz.

    Generalnie mam wrażenie, ze nie zgadzasz się ze mną dla zasady. :D

  • A właśnie. Nie podpisuję się pod tym, ze to najlepszy z X-Menowych filmów. Bullshit. Daleko mu nawet do Ostatniego Bastionu. Ale bardzo lubie filmowych mutantów, wiec to łechtało moje oko.
    Paweł. Nie. Spidermany ciągnęły pałkę i to solidnie. Właśnie Incredible Hulk i Iron Man miały klasę. Spidermany były fatalne. Z każdym kolejnym było gorzej. O ile pierwszy był dnem, to trzeci tkwił w mule po uszy.
    Marvel chce teraz odświeżyc F4. W tamtych gniotach Alba się sprawdzała i scena na moście.

  • Czemu? Spidey jest rozrywkową postacią i te filmy dobrze to oddały.
    W F4 nic się nie sprawdzało… Nawet alba w niebieskim lateksie. Ani surfer w srebrnym.

  • Alba sie sprawdzała. Ona jest rozrywkową postacią i te filmy dobrze to oddały. Sin City oddało to lepiej, ale nie mozna miec wszystkiego.
    Filmy ze Spidermanem mi się nie podobały. Niestety. O ile pierwszy jeszcze był znośny, to trzeciego sie juz prawie nie dało oglądac. Ale czekam na czwórkę. :D

  • spidermany były fatalne. Nowy batman zaczyna się w połowie.

    Paweł – nie zgadzam sie, bo mi się podobało.

    ‚To nie jest kwestia gustu, ten film jest po prostu kiepski i potwierdzają to opinie widzów. A że się komuś podobają kiepskie rzeczy…’ – brawo, nie przypominam sobie kiedy ostatnio komenty na Motywie sięgnęły poziomu Filmwebu, a tym bardziej kiedy było to dzięki któremuś z was.

  • > Nie żądam bryzgającej juchy, a minimum realizmu.

    Toż to szaleństwo, domagać się realizmu od filmów superhero!

  • Robie – w komiksach z Wolviem to minimum jest – jeśli on wbija w kogoś szpony, to ten ktoś krwawi, a szpony są zakrwawione.

    @gonz – skoro twoim zdaniem sięgnęliśmy filmwebu (nie wiem, nie czytam tamtejszego forum) to ja pasuję. Moje zdanie jest wyżej. No offence.

  • przeczytaj jeszcze raz Twoją wypowiedź, którą zacytowałem. zastanów się, co myślisz o gościu, który Ci coś takiego pisze.

  • Supermoce supermocami, ale kiedy człowiek słyszy, że ktoś ma super regenerację, umie się teleportować, ma przysłowiowe lasery w oczach i, bogowie, KATANY W NADGARSTKACH (jak to w ogóle brzmi)…
    …to zaczynam sobie wyobrażać bandę freaków siedzących nad scenariuszem i przekrzykujących się „wiem, wiem! Niech jeździ jeszcze na słoniu! – Tak! I ten…ten słoń będzie latał!”

  • JAPONfan

    „Hej dalismy mu w pierwszej czesci piłe mechaniczna do karabinu, co moze być jeszcze lepszego zeby druga czesc sie sprzedala?”.

    Any way, a nie czujecie ze bedzie jak w teledysku Boney M? Ten facet sie pojawi zacznie robic dzikie harce i okaze sie ze polowa filmu to byla sztuczna pamiec? Znajac marvela moze wyskoczyc z takim „hej hej hej to byl zart”.

  • z napisowych kwiatkow mnie najbardziej ubawiło jak gambit ratuje logana i ‚you’re welcome” tłumaczone jest na „witaj”

  • Gonzo: ale przecież są filmy, komiksy, cokolwiek, o których jesteś w stanie jednoznacznie stwierdzić, że są „złe” i na 100 proc. znajdzie się ktoś, kto powie „wcale nie”. Pawłowi ten film nie spodobał się aż tak bardzo i chyba nie ma w tym nic takiego, bo sam w swojej obronie „Wolverina” jesteś równie kategoryczny.

  • ale dopuszczam możliwość że może się nie podobać, i nie sugeruję że ten kto uważa inaczej niż ja (i niż ogół, ale o tym za chwilę), ten ma zaburzone postrzeganie.

    ciekawostką jest że ten cytowany fragment (‚ten film jest po prostu kiepski i potwierdzają to opinie widzów’) jest indywidualną opinią Pawła i paru osób, ale nie ogółu, co próbuje w ten sposób mi (nam? Tobie? wszystkim?) wcisnąć. a to już czysta demagogia.

    przykłady – statsy z IMDB. głosowało 15K luda. czyli nieco więcej niż komentujących powyżej. 80% oceniających dało temu filmowi ocenę powyżej średniej (6 i w górę). ‚ale to amerykany’, powie ktoś. dupa, większą średnią głosów film zdobył poza USA. ‚ale to fanboje!!!’ ktoś krzyknie. a ja i Paweł to nie? i co z tego? ale to masa, krzyknie kto inny. ale to ma się podobać wielu, a nie wybranym, w końcu to kino rozrywkowe, zresztą każdego się nie zadowoli.

    Konradzie, to że ktoś jest w stanie stwierdzić o czymkolwiek kategorycznie że jest to złe, nie oznacza że tak jest. I w drugą stronę. Dlatego sugeruję obejrzenie samemu, zanim zacznie się rzucać w nieobejrzany film łajnem tylko dlatego że film jest PG-13, i ‚na motywie napisali że jest be’.

  • Ej ludzie c’mon, najwazniejszym plusem filmu jest brak kwadratowej peruki z kędziorkami u Jackmana. Szedłem do kina na kawał rozrywki, i ją dostałem, a bawiłem się świetnie. Nastepne plusy to Creed i Stryker. Bardzo fajnie zagrane role. imho. Creed to taki wyrachowany dupek bez serca, a Stryker to taki bezlitosny koleś z Pentagonu co lubi wyskoczyć na rundkę po dżungli z kałachem.

    Za to serce Jezusa musiało zacząć mocniej krwawić kiedy zobaczył co zrobili z Deadpoolem. Bolesne nie było nawet to, że Wolverine od adamantowych kul stracił pamięć. Bolesne było to że nie rozwiązali jej braku na temat przeszłego życia Logana u Gambita, Bloba, Creeda i Strykera. To jest jakaś fabularna dziura. Bo przy najbliższej okazji, kiedy jeden zapolowałby na drugiego i odwrotnie, braciszek Victor opwoiedziałby braciszkowi Jamesowi o życiu którego nie pamięta. Co za bezsens ( nie wiem jak w komiksie, ale w TAS-ie rozwiązali to tak, że wszyscy biorący udział w projekcie Weapon X mieli namieszane w pamięci, mieli lewe wspomnienia lub ich brak ).

  • oczywiście się unoszę, nadymam itd, ale wychodzę z założenia że szkoda miejsca u Was na tego typu argumentację, o co się zaperzyłem.

    Oczywiście peace i no offence, i nikt nikogo nie przekona. i dobrze. ale. amen.

  • Gonzo: no właśnie się zaperzyłeś, policz do dziesięciu, przeczytaj jeszcze raz co Ci w pierwszym komentarzu odpisał Paweł, a zobaczysz, że nie ma tam jakiejś potwornej kategoryczności. Są argumenty, na które zamiast odpowiedzieć wyskakujesz z wyzywaniem od komentarzy na FilmWebie. Przecież poza Pawłem film nie spodobał się jeszcze kilku osobom, kilku innym przypadł do gustu, a w boxofficie i tak radzi sobie całkiem nieźle. Ale nie wiem, o czym to ma świadczyć. Pawłowi się nie spodobało, napisał o tym, Ty stoisz w opozycji. Kilka miesięcy temu odwrotna sytuacja była z Testamentem, kiedy to z kolei Ty się nad komiksem Rushkoffa znęcałeś.

    I nie wiem, kogo tu chcesz wychowywać truizmami w stylu „Dlatego sugeruję obejrzenie samemu, zanim zacznie się rzucać w nieobejrzany film łajnem tylko dlatego że film jest PG-13, i ‘na motywie napisali że jest be’”.

  • ‚To nie jest kwestia gustu, ten film jest po prostu kiepski i potwierdzają to opinie widzów. A że się komuś podobają kiepskie rzeczy…’ – w dalszym ciągu uważam to za słabe. to sposób formułowania myśli polityków. Paweł to ma Gust, a ci co myślą inaczej się nie znają. no wybacz… sam jednak przyznajesz, że widzowie potwierdzają co innego, więc coś w tym co pisze ma sens.

    a nad Testametnem znęcałem się w kontekście jego lewackiej naiwności. nie dzieła. napisany jest sprawnie. acz głupio.

    a jak mi ktoś erystykę do wywodu wplata, to nie widzę przeciwwskazań dla częstowania truizmami. jakoś tak samo wychodzi.

  • No ale co chcesz udowodnić? Jeżeli już mamy sięgać oczywistych argumentów, to ilość kasy zarobionej na biletach przecież o niczym nie świadczy, miliony much i tak dalej.

    Nie podoba Ci się tak sformułowana opinia Pawła? Trudno, bywa.

    Tym razem po prostu spodobała Ci się kiepska rzecz. Nie pierwszy raz, zresztą :)

  • Konradzie – nie kwestionuję opinii Pawła. nie kwestionuję sposobu wyrażenia opinii w tekście.

    tak, kwestionuję sposób skomentowania. ale nie sformułowania opinii, a nadania sobie pewnego autorytetu, którego jednak nie posiada. tak samo jak nie posiada wyższej racji, którą sobie przypisuje. a którą kwestionuję. kwestionuję to samo, co ty z przekory zrobiłeś na koniec powyższego komentarza.

    ja mam tak w ogóle (nie pierwszy raz zresztą) wrażenie że nie tyle bronisz jego wypowiedzi, czy też prawa do przypisywania sobie racji absolutnej (co było by głupie), co zdajesz sobie sprawę że chlapnął bez sensu, ale głupio Ci przyznać że na waszej stronie ktoś pieprznął w tonie recenzentów z ‚Co jest grane’.

    a do kasy jaką film zgarnął to odwoływałeś się Ty, nie ja. tak gwoli ścisłości.

  • Nie, dla mnie sprawa jest inna: po raz kolejny przychodzisz i wyrażasz się z pozycji autorytetu, którego nie posiadasz. Z całego długiego komentarza Pawła wyciągnąłeś tylko fragment, na podstawie którego starasz się jego, a teraz także i mnie wychowywać. Jedną linijkę z wymiany zdań pod tekstem! Wybacz, ale mamy już rok 2009, nie 2004, czasy się zmieniają. Ludzie również.

    Zamiast czytać o tym, jak bardzo staczamy się w filmwebowo-cojestgraniowe przepaście, wolałbym tutaj widzieć dalszy ciąg dyskusji na temat tego jak bardzo złym/dobrym filmem jest „Wolverine”. Bo po to powstał ten tekst – aby było o czym rozmawiać w komentarzach, a nie żebyśmy po raz kolejni musieli wysłuchiwać Twoich wychowawczych tyrad. Nie jesteś odpowiednim nadawcą dla nas w tej materii.

  • Własnie, zapomniałem dopisać, tego, bo zapomniałem jak się nazywa postać z komiksu – jak chcieli juz zrobić postać, „superżołnierza”, przepakowaną mocami, to mogli do tego użyć Mimica, jakby poturbowali tego villiana to bym się nie obrażał.

  • Konrad – gdy Silvio Berlusconi mówi, że każdy, kto nie zagłosuje na jego opcję polityczną w wyborach to cham i prostak, to ja to jakoś rozumiem.

    gdy podobnej retoryki (nawet jak mniej dosadnej) używa ktoś w rozmowie ze mną, to ja pola do dalszej dyskusji nie widzę.

    mogę tylko zwrócić uwagę na to, że bezpodstawnie stawia się ta osoba na stanowisku autorytetu. co nie wiem na podstawie czego chcesz zarzucić mnie.

    naprawdę mnie dziwi żę tak odwracasz cały czas kota ogonem, bo ośmielam się polemizować z faktem, czy Paweł zjadł wszystkie rozumy, czy też nie.

    tak czy siak – EOT.

  • Patrząc na tą dyskusję/wymianę zdań, przypomina mi się dowcip ==>
    Pijany jak bela mąż wraca do domu, a żona pyta:
    Ż: Gdzieś ty był przez całą noc?
    M: Zbierałem poziomki…
    Ż: Zimą???
    M: Taką wersję obrałem i takiej się będę trzymał!

  • Spidermany były straszliwie nudne. Już fanatyczna czwórka była lepsza.

  • Ano, Spidermany to nuda, a „Iron Man” to film dla dzieci, którego jedyną zaletą jest obecność Gwyneth.

  • Konrad, wyjdź. Nic mnie nie obchodzi, że to twoja strona. Wyjdź.

  • Ja wiem, że się utożsamiasz z Downeyem, ale Bele, cmon. cmon. cmon.

  • Nie wyszedłeś.

    Doskonałe wieści chłopcy i dziewczęta. „Wolverine” się sprzedał. Oficjalnie potwierdzono już rozpoczęcie prac nad „Wolverine 2”, który ma się dziac w Japonii. Hooray for Snikt!

  • Oh kurczę, następnym razem się uda i „Wolverine 3” już się nie ukaże!

  • „który ma się dziac w Japonii.”
    Mam nadzieję że nie w Japonii ale w Madripoor. Wtedy może będzie naprawde fany film.

  • JAPONfan

    Madripoor? Madripoor MAdripoor… Deadpool!

  • Oglądając Wolverine i kilka innych ekranizacji komiksów ostatnich czasów, mam wrażenie, że twórcy wychodzą z założenia: „każdy pomysł przejdzie” i wprowadzają do nich najbardziej idiotyczne idee. Już nie powiem, że czasem mam wrażenie, że w trakcie prac nad scenariuszem, scenarzyści oddają niegotowy szkic swoim sześcioletnim dzieciom do dokończenia. Stąd potem takie sceny, jak walka pseudoDeadpoola z Loganem i Sabretoothem na kominie elektrowni atomowej. Brakowało tylko ninja i pirata.

    Sam na filmie walną trzy „ojapierdolę”, byłoby więcej, ale żona mnie powstrzymała. Jej i znajomemu się podobało, mi nie.

  • Nie wiem, czy przegapiłam, czy nikt nie poruszył – co z siostrą ekhm „Kayli” Silverfox (Silver Fox), która, jak podpowiadają mili panowie scenarzyści, ma być Emmą Frost aka White Queen? Kamyczek do ogródka skopanej treści.

    Ujęcia scen wojskowych bym się nie czepiała, w końcu gdyby zaczęli je rozwijać, to zapewne przekroczyliby limit minut produkcji spod znaku X-Men, oscylujący w granicach 110 (nie licząc X-2). A tak wyglądało to ładnie, estetycznie, a że wyszli niezniszczalni to tylko świadczy o predyspozycjach do przyszłego superbohaterstwa.

    Reżyser filmu popełnił parę lat temu „W pustyni i w puszczy”, tak na marginesie.

  • Miałem napisać o Silver Fox i jej siostrze, ale w natłoku innych absurdów zapomniałem. :)

  • Mimo recenzji poszłam wczoraj do kina i boże! co za zgroza, co za trauma. Nie będę już powtarzać powyższych refleksji, ale jak Stryker steruje Deathpoolem… „Decapitate”… Brakowało mu tylko joysticka. No i widownia, wycie ze śmiechu przy każdej okazji „Myślę, że w naszej stodole jest nagi człowiek” aaaaaaahhhhhaa ha ha.

  • Jaka szkoda że nikt nigdy nie nakręcił filmu fabularnego z moim ulubionym Deadpoolem. I tego się będę trzymał.

  • A jak komuś się specjalnie nie spieszy do oglądania Wolverina, a chciałby się wypowiadać na temat filmu (tak jak ja), to polecam przeczytać to http://www.the-editing-room.com/wolverine.html.

  • editing room jest genialne, odkąd przyszłam do pracy nie czytam nic innego. Thx

  • Też mnie urzekło. Tak bym napisał, gdybym umiał dużo lepiej pisać… :)

  • Film moim zdaniem był świetny bo to nie DOKŁADNE odzwierciedlenie komisku! Widzimy sto razy ciekawszą historie Wolverina i swietnie bawimy sie przy walkach-niemówiąc już o fabule lepszej niź w tych super filmach akcji (przypominam że X-men geneza: Wolverine to film SF). Co chcemy od ludzi (hollwood/filmowócw) którzy przez ostatnie 10lat kręcili tylko durne romantyki /obyczajówki? teraz to się rozkręcą a ja filmowi daje 9.5/10 xD

  • O Boże, Fanie, co ty mówisz?
    Nie, nie, ni, takim filmom to daje bardzo niską ocenę. Mogli zrobić naprawdę lepiej ten film o wiele.
    Porównując z innymi komksowymi ekranizacjami, które tez nie były idealnymi odzwiercieleniami komiksów -ten był b. słaby. To nie to, ze hollyood nie umie robić lepiej. Bo są zdolni lduzie tam. Np. taki „Iron Man” – całkiem przyzwoity film im wyszedł. A też nie był dokładną ekranizacją i też nie był robiony za złotych czasów filmowej Kalifornii.
    A historia Wolverina byłaby ciekawsza, jakby nie skrócili wątków wojen do 30 sekund na początku.

  • JAPONfan

    Fan. Nawet nie będąc ekranizacja a kolejna wariacja „co by było jakby” ten film ssie po calosci. Kumpel ktory na komiksach sie nie zna, czyta tylko to co ja mu dam powiedział: Wtf? czemu on byl z kanady i walczył w stanach? I czemu nie bylo krwi, kurwa Szeregowca Ryana nie ogladali?

    Btw. CZego fanem jestes skoro twierdzisz ze przez ostatnie lat nie krecili nic poza romantykami i obyczajówkami? Poprzednie 3 x-meny krecili na spolke bollywood z RPA?

    A nie sory rzeczywiscie, to nie oni je krecili. Gdyby oni je zrobili zauwayzyli y ze w porpzednich trzech czesciach moc Summersa nie była cieplnym promieniem z oczy.

  • Każdy wie, ze to był sok żurawinowy.

  • Trochę racji masz.
    Moim zdaniem powinni idealnie się wzorować na komiksach.Ogólnie wszystkie części „X-Men” są tak jakby zmieszanymi fragmentami poszczególnych serii.Czasem ta amatorszczyzna wydaje się fajna.Jak się jest psychofanem…Ta część ekranizacji komiksu była moim zdaniem najsłabsza.A ta co wyszła w kinach czyli „X-Men:Przeszłość która nadejdzie” akurat wyszła.Niektóre efekty specjalne widać, że były robione w jakimś tandetnym programie.

  • Nie miałeś racji.
    Film jest świetny, polecam!!!

Dodaj komentarz