Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Go go Dragon Rangers!


film · komentarze 52

Dragonball
Tekst Zuzanny opublikowany został pierwotnie na blogu animacja.blox.pl. (Ł.)

– It’s Morphing Time!
– Right!

Film „Dragonball Evolution” miał swoją premierę 17 kwietnia. Tego również dnia na ekrany kin zawitała inna powalająca produkcja, a mianowicie „Hannah Montana”. Być może był to dzień, w którym upadło kino, może był to dzień, w którym spełniły się marzenia wielu 7-letnich dziewczynek, ale dla mnie był to dzień, w którym, oglądając aktorskiego „Dragon Balla”, przypomniałam sobie popularny serial – „Mighty Morphin Power Rangers”.

Skąd takie skojarzenia? Otóż „Dragonball Evolution” to nic innego, jak kinowa wersja rangersów z nieco lepszymi efektami specjalnymi (poziom „Mortal Kombat”). Fabuła jest prosta do bólu, nielogiczna, a jej rozwój przyśpieszony i porwany. Raz, wraz z bohaterami, jesteśmy w typowej szkole z Beverly Hills, potem w futurystycznym mieście, następnie okazuje się, że należy przebiec przez pustynię z pięćdziesięciokilogramowym plecakiem, wpadamy do wielkiej dziury, siedzimy tam pięć godzin choć umiemy z niej wyskoczyć, szybko jedziemy do pseudo-tybetańskiej świątyni z Murzynem z białymi rzęsami jako głównym mędrcem, po drodze zahaczamy o nijakie miejsce treningowe (40 sekund), coś sie dzieje, a główny zły schodzi z wielkiego statku i trzeba go pokonać. Ot i cały film.

W międzyczasie główny bohater – Goku – co pięć minut słyszy, że musi uwierzyć w siebie, znaleźć własną drogę i słuchać głosu serca. Niestety niepewnemu nastolatkowi słabo przychodzi przyswajanie treści słuchanych, ledwo rozumie, co się do niego mówi. Reszta jego kompanii również nie należy do najbystrzejszych. Bulma, śliczna pani inżynier, ma „magistra” z broni palnej, ale nie potrafi wydedukować, że przy strzelaniu przez trzy minuty na oślep szybko skończą się naboje (niespodzianka!). Mistrz Roshi (czyli nasz Żółwi Pustelnik), jest potężny, lecz z niewiadomych przyczyn musi wytrenować Goku, żeby pokonał głównego złego (Piccolo). Yamcha to dowcip sam w sobie, w czasach gdy ludzie budują kilometrowe wieżowce, ten kopie dziury w ziemi i czeka aż ktoś w nie wpadnie.

Dragonball

Złe postacie to Piccolo i Mai, zbierają „dragon balle” (w naszym tłumaczeniu nie ma „smoczych kul”, są „dragon balle”), nikt nie wie skąd się wzięli i czego chcą. Wszystkie najważniejsze fakty z fabuły są tylko przedstawione, ale nie wytłumaczone. Goku po prostu MUSI pokonać Piccolo, a ten CHCE zniszczyć świat, koniec kropka. Prawdopodobnie nawet „Power Rangers” w czasach swojej świetności prezentowało lepszy poziom intrygi niż „Dragonball Evolution”.

Filmu nie ratują sceny akcji. Są dziwne i chaotyczne, końcowa walka Goku-Piccolo trwa może 50 sekund i ogranicza sie do wrzeszczenia („Kaaa-Meee…”). Reszta w tym czasie biega po jaskiniach i wystrzeliwuje naboje w ściany. O dziwo, podczas podróży do świątyni, drużyna napotyka na swojej drodze Kitowców (mięso armatnie z „Mighty Morphin Power Rangers”). Nie mają co prawda tarczy celowniczej na piersi, ale kompania jakoś sobie z nimi radzi.

Walki i muzyka w „Dragonball Evolution” są gorsze niż te powyżej.

„Power Rangers” i „Dragonball Evolution” dzielą jeszcze jedną wspólną cechę: poziom gry aktorskiej. Złość oznacza jedynie ściągnięcie brwi, a zakłopotanie i zdziwienie obracanie głowy na wszystkie strony. Oczywiście, nie wszyscy aktorzy prezentują ten sam poziom. Zdecydowanie gorzej wypada męska część obsady – Goku, Yamcha i Roshi.

Film nie ma NIC wspólnego z oryginalną mangą i anime „Dragon Ball”, w przypływie dobroci można powiedzieć, że jest on komiksem INSPIROWANY, ale nawet to stwierdzenie będzie dalekie od prawdy. Oryginalna animacja posiadała klimat, ciekawych bohaterów i rozbudowany świat. O filmie trudno powiedzieć, żeby miał chociaż fabułę.

komentarze 52

  • przekonałaś mnie, muszę to zobaczyć!

  • Widziałem! To było straszne i z DB faktycznie nie miało nic współnego! Film do jednokrotnego obejrzenia, niekoniecznie w kinie.

  • absolutnie się zgadzam z tekstem. Film jest zły, po prostu zły. Mi osobiście te czarne stworki też kojarzyły się z kitowcami :)

    jak samo anime miało dłużyzny w stylu „patrzenie się przez dwa odcinki na siebie gniewnym wzrokiem” i jęczenie „o ch nie, on jest silny jak sto słoni!” to w filmie fabuła pędzi tak szybko, że sensu w niej bardzo mało.
    A podobno pierwsza wersja filmu została odrzucona przez producentów, bo była jeszcze gorsza.

    brrr, aż strach pomyśleć co mogło być gorsze od tego O_O

  • Podobno kiedyś na UAMie był klub miłośników kiczu. Zbierali kiczowate gadżety i oglądali wspólnie najbardziej tandetne telenowele oraz właśnie Power Rangers.

  • JAPONfan

    A mnie nurtuje i nęci pytanie: po Chuj?
    Po Chuj kupowac prawa do ekranizacji i robic cos zupelnie odmiennego i to zazwyczaj na poziomie indyjskiego matrixa. Z fabuła, postaciami, sensem orginału ma to tyle wspólnego co guma arabska z gumą do żucia. Naprawde licza że fani zapelnia kina i zwroca im wydatki i jeszcze dadza zarobic?

  • ej no, człowieki. ten film jest zły, oficjalnie i nieodwołalnie, nie można się z tym nie zgodzić. ale miał coś, czego autorka recenzji zapomniała podkreślić. coś, co sprawiło, że z tego filmu dało się pośmiać.

    chociażby scena, kiedy Roshi umarł, a Goku zaczyna modlić się do jego kolana. albo wejście Piccolo, który chciał naśladować Vadera. albo te wszystkie lotrowskie motywy (orki, Orodruina, palantiry, te sprawy)!

    nie mówię, że film był dobry, bo to by było bluźnierstwo. ale NAPRAWDE miał swoje… momenty, nazwijmy to. trzeba po prostu sie dobrze przypatrzeć. : )

  • O ile Power Rangers to już klasyka kiczu sama w sobie i aż łezka się w oku kręci, to Dragon Ball aktorski to MUSI byc porażka. Nie widziałam i widzieć nie mam zamiaru. Jako dziecko wolałam Sailor Moon ale parę odcinków DR widziałam więc wolę zostawić w wyobraźni obraz starego anime.
    Ja się modlę, zeby Sailor Moon filmowego nie zrobili (w Japonii już mają i jest tragiczne, sądze, ze USA by zrobiło jeszcze gorsze). A jak już, to niech Tarantino zrobi i niech będzie tam dużo krwi, seksu i przemocy – jak w mandze.

  • Widziałem film i chujnia straszna, nie przebierajac w słowach. Jest jedna fajna scena – która trwa kilka sekund – jak Goku i Piccolo się spierają na te swoje fale i Goku przebija się przez fale przeciwnika i powala go swoją Kamechamą. Jezu jak to żenująco brzmi. Ale ta scena jest spoko bo ma klimat własnie Dragonball Zet. Więcej fajnych scen nie pamiętam, piętnastu złotych żałuję. Chociaż nie, bardzo poprawił mi ten film humor – śmiałem się na całą salę.

  • N. – muahahaha. seks, krew, przemoc w SM? i to w mandze? coś Ci się pomyliło. no, chyba, że fakt, że główni bohaterowie mieli dziecko uznamy za elementy seksu a przemocy machanie patykami z księżycem na końcu. o krwi się nie wypowiadam.

    zresztą – ja tam się bardziej nie mogę doczekać/boję się Death Note’a z Zackiem Efronem! to będzie znacznie gorsze.

  • @Sharp – oj nie oglądałeś\czytałeś dokładnie. SM aż kipi od zawoalowanych aluzji seksualnych…

  • mr_white

    Ja czeka m na Yattamana reżyserią zajął się Takashi Miike więc może być ciekawie:)
    http://www.filmweb.pl/f465573/Yatt%C3%A2man,2009

  • A ja chcę SM zagranego przez żywe aktorki. W mundurkach szkolnych.

  • Sharp, trochę przymrużenia oka ; )
    Zresztą, teraz mówiąc całkiem serio, w SM było manga traktującą o lesbijskich związkach. No i nawet w USA cenzurowali niektóre odcinki SM bo podobno były zbyt brutalne. dla dzieci.

  • Nie, najlepiej jakby połączyli Transformesy i Sailor Moon.

  • Związki lesbijskie wielkich robotów w mundurkach szkolnych.

    O.o

    A tak patrzę na to pierwsze zdjęcie – jakieś fajne laseczki chociaż w tym filmie są?

  • Ja gdzieś widziałam taki rysunek tranformersa sailor moon, jak znajdę to sie podzielę z wami.

  • Lol – chyba więcej nie można napisać o tym filmie. To jeden wielki LOL.
    A JAPONFan masz rację – po chuj te wszystkie zabiegi marketingowe i wykupowanie praw jak takie „wesołe cudeńka” nie mają kompletnie żadnej grupy docelowej i nie opłacą się nikomu. Ech… co się dzieje z dzisiejszą kinematografią.
    A indyjski matrix był zabawny :3 Ten sam poziom co indyjski Superman.

  • Niestety, muszę się zgodzić. Chociaż z początku miałem nadzieję na prosty, nieskomplikowany, ale przyjemny i w miarę sensowny film, nawet średnio związany z DB.

  • Amerykanie cenzurują wszystko ^^

    ale faktycznie, jakby się nad tym zastanowić to i tam lesbijki były i kompleks Elektry… coś w tym jest ^^ przyznaję, dawno czytałam SM (końcowe chaptery mangi, z tymi strażniczkami wszechwszechświata, lambdami zupełnie nie miały dla mnie sensu :) ) zwłaszcza w porównaniu z DB

    nawiasem mówiac N. – dzięki za linka. epic! naprawdę przecudny. ; )

  • Kiedy w końcu zrobią pełnometrażową wersję „Dr.Slumpa”…

  • Serial „Power Rangers” był kozacki. Zawsze mi się zdawało, że tarcze na kitowcach rozpieprzające ich po trafieniu w nie były poważnym błędem fabrycznym.

  • Ostatnio jakoś zdarzyło mi się na domówce obejrzeć odcinek Power Rangers, w którym wspominają kilka poprzednich sezonów i kluczowe wydarzenia. Wszystkim poszła łezka wzruszenia. Ale potem puścili kolejny, normalny odcinek i musieliśmy przełączyć, bo pewnych rzeczy nie da się oglądać w pewnym wieku.

    JAPONfan i hakuPL – oj, biedni idealiści. Jeszcze nie wiedzą, że w Stanach kręci się już filmy tylko na podstawie książek/komiksów/zagranicznych filmów, bo to pewny zysk kosztem zidiociałych fanów. Nie mogę sobie przypomnieć jakoś filmu, który był DOBRY i miał oryginalny, nie oparty o nic scenariusz. Ale ja nie jestem kinomaniakiem, więc pewnie kilka takich jest. Niewiele.

  • Jest mnóstwo. Jak się nie znasz, to nie pieprz :).

  • Tia, nie znam się, ale ostatnio mam skłonności do pieprzenia. To z lenistwa.

    A wymień kilka, bo jestem ciekawy.

  • Wall-e, Juno, In Bruges, Labirynt Fauna, Walc z Bashirem… to tak z ostatnich 3 lat, co do których jestem pewien, że to nie było o nic oparte. A sięgając jeszcze wstecz, to Między Słowami i Miasto gniewu na pewno, pamiętam, bo Oskary podostawało…

    A se zobacz jakąś listę „best original screenplay”. Tam od chuja filmów jest pewnie, od Pulp fiction po Star Wars zapewne.

  • No, Spell, tym tekstem to mnie zabiłeś.
    Ciekawe na jakim komiksie/książce/łotewa był choćby „Obywatel Kane” wzorowany.

  • Grim, ale tutaj mowa o filmach z ostatnich kilku lat, a nie o ramotach wyprodukowanych blisko siedemdziesiąt lat temu, kiedy faktycznie wszystko było nowe i świeże.

    A skoro mowa o „łotewa”, to w końcu był wzorowany po części na postaci Hearsta.

  • @lukaszb Coś ty. Jest jeszcze Elegia, Wrestler, Spacer na Linie, Inland Empire, Rusałka, 33 Sceny z Życia, 4 Noce z Anną, Wiatr Byszujący w Jęczmieniu, Senność, Vicky Christina Barcelona, Tatarak, Boisko Bezdomnych, Capote, Niczego nie Żałuję, Popioły Czasu Redux, Antena, Godziny. Pewnie bym coś jeszcze znalazł, ale mało znam nowych filmów :( A jeżeli chodzi o ekranizacje, to naprawdę mi nie przeszkadzają, póki są tak dobre, jak Bracia Karamazow, Tony Takitani, albo Lektor. A Obywatel Kane był po części wzorowany na historii pewnego bogacza. Mój ulubiony film <3

  • @asta – dzięki. Ale przecież nie mówiłem, że wymieniłem WSZYSTKIE ;). Tylko takie, co mi się nasunęły od razu na myśl. A Capote jest na podstawie książki Geralda Clarke’a. Więc tutaj pudło. Godziny są na podstawie Cunnighama z kolei. Też pudło.

    Ale za to przypomniało mi się, że jeszcze Królowa była z oryginalnym scenariuszem. Też dobry film.

  • No dobra, Rob. Po prostu mnie trochę Spell rozśmieszył, to rzuciłem pierwszy tytuł, jaki mi do głowy przyszedł.

  • Gwoli ścisłości – „Elegia” jest ekranizacją powieści. A 33 sceny z życia, 4 noce z Anną, Tatarak, Senność i Boisko bezdomnych to filmy polskie, więc nie wiem, jak to się ma co wypowiedzi, w której Spell krytykował kino amerykańskie.
    W Stanach oprócz niezaprzeczalnych bogów kinematografii, czyli Burtona, Tarantino, Rodrigueza, Lyncha, Afronsky’ego, Gilliama, Allena i Finchera oraz całkiem dobrych rzemieślników, czyli Nolana, Mangolda, Jacksona i Darabonta nie powstaje nic nowego. Za to świetne pozycje można znaleźć w kinie europejskim i azjatyckim (patrz: połowa filmów wymienionych przez astę). Dla mnie oficjalnym końcem amerykańskiej kinematografii był remake [Rec] wypuszczony na rynek rok po premierze pierwowzoru. -.-
    @lukaszb – Królowa była brytyjska, a Labirynt Fauna hiszpański. Filmy animowane to już zupełnie inna kategoria, bo jak na razie nic, oprócz studia Ghibli, nie jest w stanie dorównać Pixarowi i Disney’owi w pełnometrażówkach.

  • Disney jeszcze robi animowane pełnometrażówki? Bo nie zauważyłem nic pomiędzy „Hanną Montaną”a „Wzgórzem czarownic”…

  • A czemu filmy animowane to inna kategoria niby? Wall-e konkurował o Oskara w tym roku, w kategorii o której tutaj gadamy ;).
    A tak BTW.

    Wiem, że Królowa i Faun to nieamerykańskie, po prostu przeniosłem dyskusję na kino… hm… nazwijmy to mainstreamowe, masowe.

    @Grim – Disney jest właścicielem Pixara. Wall-e to produkcja Disney-Pixar chociażby. Tak samo jak Ratatuj czy Auta. Piorun był disneyowski. Ze starszych Lilo i Stitch. Teraz Disney-Pixar robi Toy Story 3. Słabo się rozglądasz, Grim, albo się po prostu nie znasz ;).

  • @lukaszb – żeby zrobić dobry, pełnometrażowy film animowany, który mógłby stać sie kultowy i znany na całym świecie potrzebne są całe stada specjalistów i wielkie studia filmowe (pomijam takie twory, jak te tworzone techniką non-kamerową, zresztą, to i tak zazwyczaj dzieła niszowe). Żeby nakręcić kultowy film, wystarczy mały budżet, paru aktorów, kamera i wieeelka akcja promocyjna. (Oczywiście w wielkim uproszczeniu.)
    Akademie filmowe traktują animacje jako krnąbrne dziecko, które czasem trzeba pogłaskać po główce i dać jakąś nagrodę czy nominację. Dowodzi tego, że jedynym filmem animowanym, który dostał nominację do Oskara w kategorii Najlepszego Filmu była „Piękna i Bestia”, a to, proszę państwa, śmiech na sali.

  • Wszystko zgoda. Tylko co to zmienia, gdy mówimy o „dobrych filmach”.

  • Ech, pojedzcie sobie do Wrocławia na Erę Nowe Horyzonty, to zobaczycie dobre amerykańskie kino. Dobre światowe kino. Wybitne nawet. Albo zobaczcie plan i pościągajcie rzeczy z torrentów.

    Albo pójdźcie do wideoteki i spójrzcie na jakąś górną półkę, ale nie tam, gdzie są pornosy.

    Ostatnio jakaś gimnazjalistka w Empiku zerka po półkach w Empiku i mówi do swojego chłopaka: Żadnej dobrej muzy nie ma.

    Więcej jest dobrych filmów, muzy, i wszystkiego innego teraz, niż kiedykolwiek było. Bo każdy ma dostęp do technologii. I każdy może wrzucić swoje rzeczy do sieci lub wysłać na festiwal jakiś.

    Tylko konsumenci wciąż myślą, że te rzeczy znajdzie się w Empikach lub Multipleksach. Nie, nie, nie!

    To jest stary model. Macie oczekiwania, które stary model nie spełnia. Więc przestańcie gadać takie idiotyzmy i poszukajcie sobie dobre filmy.

    Nie, nie zamierzam marnować czasu i przykładów dawać, sami sobie poszukajcie.

  • Ja umarłem, gdy zobaczyłem Oozaru. To był taki nóż w plecy, utrata nadziei etc. A Kamehameha to szczyt śmiechu i orgazm głupoty. Ten film to czipsy, takie najgorszej jakości, ma totalnie zapełnić mózg gównem tak jak czipsy robią to z żołądkiem.

  • @lukaszb – to, że mówiąc o filmie animowanym zawsze będzie to tylko dobry film animowany, a nie dobry film. Dlatego biorąc pod uwagę opinie krytyków, stosunek społeczeństwa i nakłady pracy, film animowany to dla mnie osobna kategoria. Ale to tylko moja opinia. ;>

    @Daniel Cha – nie widziałam, nie wypowiem się.

  • JAPONfan

    Jaka jest roznica miedzy filmem animowanym a Benjaminem buttonem?

  • różnica żadna. jedno i drugie to medium zwane „ruchome obrazy”. z tym że na gale oskarową czy pierwsze strony gazet nie zaprosisz zespołu animatorów czy grafików, bo by zajęli 3/4 sali

  • Brad Pitt.

    @lukaszb: z tym właścicielem to pewny nie jestem, bo oni się o coś tam poprztykali i Pixar się tak niedługo przed „Incrediblesami” usamodzielnił i odciął od protektora, który zachował co prawda większość udziałów, ale już zrobił się osobny zarząd i dział wykonawczy wytwórni, więc robię zawsze rozróżnienie pomiędzy Pixarem a Disneyem. Disney kasę daje, ale Pixar filmy sam robi, a Disney sam. A po „Planecie skarbów” i „Lilo” to żadnej (oprócz telewizyjnych i na video) żadnej pełnometrażówki animowanej macierzystej wytwórni nie kojarzę.

  • No Brad Pitt akurat ma o wiele więcej wspólnego z filmem animowanym, niż może się wydawać.

  • No ma, ale i tak się od filmu animowanego różni :)

  • A, wróć. Piorun jeszcze faktycznie mi umknął jako produkcja Disneya.

  • JAPONfan

    Spojrzcie na liste płac. W filmie animowanym jest moze stado animatorow. W filmie aktorskim stuntow, best grip boyow itd. Nie mozna tez rozrozniac ze w tch graja ludzie a w „animkach” nie. Benjamin jest nalepszym przykładem ze miedzy takim filmem a opartym na rotoscopingu czy motion capture roznicy brak. Zreszta jaka jest roznica miedzy kurde „A scanner Darkly” zakwalifikowany jako animacja a „waking life” uznawany za film aktorski.

  • Albo „Polar express”.

  • Oj Grim. Ale pierdolisz.
    Są filmy Disney-Pixar (weź se na plakat Wall-e spójrz) i sa filmy Disneya. I nie bądź mądrzejszy od wszystkich ze swoim rozróżnieniem z dupy. Bo ja widzę np. w durnej Wikipedii, że najważniejsi ludzie w spółce są z „Walt Disney Animation Studios & Pixar Animation Studios”.

  • Rozróżnienie może i z dupy, a sam stosujesz. A mnie w pytaniu o pełnometrażówki animowane chodziło wyłącznie o Disneya. Bez Pixara. Sam Disney. Jak w „Piorunie”.

  • Oh. No to skąd miałem wiedzieć, że masz na myśli tylko Disney Animation Studios a nie cały konlomerat. Tym bardziej, że Mirzka wcześniej mówiła „Disney i Pixar”.

    Co nie zmienia faktu, że i tak się nie znasz, bo nawet tych filmów przez samego Disneya robionych jest parę. Zresztą – nie można tak sobie oddzielić Pixara od Disneya. Bo to jedna firma. I Disney w tych animacjach, które składa Pixar też ma swoje udziały.

  • Wiem przecież, sam to napisałem trochę wyżej. Na przyszłość po prostu będę jaśniej się wyrażał i po problemie. A jakbym się znał, to bym pytania nie zadawał, prawdaż? :)

  • Ja wiedziałem, że z ten Evolution to nie wyjdzie. Tak jak i remake Zetki – Kai. Ale pójdę do kina i tak. Bo trzeba mieć jaja jak Super Saiyan…
    http://www.youtube.com/watch?v=ZCi_01cSM7A
    :D

Dodaj komentarz