Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Droga


książki · komentarzy 14

droga
Według blurbu, Jacek Dukaj porównał „Drogę” do muzyki Nicka Cave’a przełożonej na prozę. Blurbom raczej wierzyć nie należy, ale nawet jeśli nie jest to dokładny cytat z Dukaja, to ciężko odmówić temu porównaniu trafności. Od siebie jednak dodam, że nie polecam łączenia tej muzyki z książką – dół gwarantowany.

Dotychczas w popkulturze natykałem się na dość podobne obrazy postapokalipsy. Gry, książki, filmy, komiksy zabierają odbiorcę do światów wzorowanych na „Mad Maxie 2” i kolejnych częściach „Fallouta” – najczęściej na pustynię, zamieszkaną przez małe społeczności, które starają się zbudować nową cywilizację z resztek starej. Taka połatana i tymczasowa rzeczywistość, wypełniona fajnymi gadżetami, okazuje się atrakcyjniejsza od przeszłości. Może pokuszę się o herezję, ale w „Falloucie” klimat zagłady dało się poczuć tylko na początku, gdy bohater z nożem w łapie i butelką wody w plecaku sam przemierzał pustynię. Potem docierał do miasta, gdzie ludzie świetnie sobie radzą, mają bar i kasyno. A w bazie wojskowej pod ziemią kryją się technologie, które i przed kataklizmem wzbudzałyby podziw. I szlag trafiał klimat zagłady.

"The Road" the movie

Cormac McCarthy napisał inną książkę postapokaliptyczną. W „Drodze” zrezygnował z typowych dekoracji ze złomu i śmieci. Zrezygnował też ze stopniowego rozwiązywania zagadki: kto i dlaczego nacisnął guzik. Najważniejsze jest to, co zostało – pokryta szarym popiołem kraina, gdzie z trudem walczy się o przeżycie. Zaprezentowana wizja jest bardzo sugestywna – słowo apokalipsa odzyskało swoje właściwe znaczenie, bowiem świat po niej nie nadaje się do życia. Nieliczni ocaleni zdegenerowali się do poziomu bliskiego zwierzętom. A nie, przepraszam – przecież zwierzęta rzadko kiedy polują na osobniki własnego gatunku. Tym bardziej zadziwiają dwaj bohaterowie – ojciec i syn, którzy przemierzają kraj, popychani nadzieją lub tylko ślepym uporem. Choć cel jest niejasny, wędrówka nadaje sens ich życiu. Pisarzowi pozwala ukazać małe akty heroizmu i wyrzeczenia, w jakie obfituje codzienne życie ojca, który stara się zapewnić synowi bezpieczny byt w postapokaliptycznej rzeczywistości. Tu śmierć jest cały czas o krok za bohaterami, zapasów nigdy nie ma za wiele, a czytelnik zaczyna doceniać to, co odeszło wraz z katastrofą.

Viggo Mortensen jako ojciec, Kodi Smit-McPhee jako syn

Nie udało się niestety uniknąć elementów, które sprawiają, że „Droga” może wydać się pretensjonalna. Jednym z nich jest niestety zakończenie – mocno rozczarowujące i niepotrzebnie wyłamujące się z konwencji ogólnej beznadziei. Drugi element, to długie dialogi ojca i syna, z których składa się 2/3 książki. Z jednej strony doskonale obrazują nieludzkość świata, w chwilach, gdy ojciec próbuje go wyjaśnić synowi. Urzekło mnie, że chłopiec nadal potrafi okazać dziecięcą ciekawość, naiwność i bezradność. A z drugiej strony – pojawiające się w rozmowach refleksje na temat życia, są w istocie dość banalne. Drażnić może sposób zapisu rozmów – z zupełnie niezrozumiałych przyczyn pozbawiono je myślników oraz innych wskaźników na wypowiadającego kwestię. Zabieg oryginalny, zmuszający do skupienia dodatkowej uwagi, ale w efekcie dość sztuczny i zaburzający płynność lektury. W dodatku kojarzy mi się z tanią prozą psychologiczno-obyczajową.

„Droga” ukazała mi punkt widzenia inny od „madmaxowego” modelu postapokalipsy. Łapałem się wielokrotnie na tym, że oczekuję jakichś elementów dla takowego typowych, by przerwały monotonię egzystencji bohaterów w spopielonym świecie. A jednak nie mogłem się oderwać od lektury, nawet mimo dołującego, dusznego klimatu. Zastanawiam się, czy uda się go oddać w planowanym na ten rok filmie. Oglądając takie zdjęcia, obawiam się, że „The Road” zostanie, na potrzeby masowego odbiorcy, wzbogacony o elementy mainstreamowej postapokalipsy. No i Viggo Mortensen jakoś nie pasuje mi do roli ojca – chyba za bardzo kojarzy mi się ze swoim heroicznym wizerunkiem.

Pytanie, dlaczego opisuję „Drogę” dopiero teraz? Wydawało mi się, że to książka na raz. Jednak po drugiej lekturze znów pogrążyłem się w zadumie, a na języku poczułem gorzki smak popiołu.

komentarzy 14

  • Może miałeś zgagę?

  • 591 słów, a Ty komentujesz 6 ostatnich :P

  • Bo najbardziej zapadają w pamięć :D

  • Może Paweł zakurzył fajka po lekturze i w zadumie włożył nie tą stroną co trzeba.

  • Ta książke kopie tak mocno, że nie mogę się przemóc, żeby przeczytać ostatnie 40 stron. Po prostu dopadają Cię podczas czytania pytania, na które nie chcesz sobie odpowiadać, a McCarthy Cię ciśnie i w końcu zaczynasz się zastanawiać nad sobą.

    Ostatnio wyszło też jego „Dziecię Boże”. To inna książka, ale też całkiem fajna. Najfajniejsze jest w niej to, że bazuje na policyjnych aktach z Tenesee.

  • Cóż, „Droga” jest książką, która chyba najlepiej pokazuje oblicze zagłady świata (fizycznego i moralnego). Tak sugestywnej i przytłaczającej wizji wcześniej nigdy nie spotkałem. A co do filmu – czuję, że będzie to straszny średniak. Po prostu nie da się przełożyć języka książki na ekran. To niemożliwe.

  • Mówienie o książce „Dziecię Boże”, że jest całkiem fajna to dla mnie jakieś nieporozumienie…

  • bartek załóż bloga i napisz dlaczego książki nie mogą być ‚fajne’.

  • Tomek, może przeczytaj książkę, to pogadamy.

  • Ciekawe. Zapraszam też do mnie.

  • Ok, przyznać się. Kto to takie socjoeksperymenty wyrabia? Bo „Ed” to na pewno dowcip któregoś z nas.

  • Też mi się to nie do końca poważne wydaje…

  • @Sztybor
    Mnie się spoko ją czytało ze świadomością, że to bazuje na aktach policyjnych i ciągle chciałem wiedzieć, co będzie dalej. Na pewno nie jest to wybitna książka, ale jej klimat mi się udzielił. O.

Dodaj komentarz