Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Lupus tom 2


papier · komentarzy 9

Lupus, not Lupus. Nie rozumiem tego żartu, ale Łukasz mi powiedział, że jest zabawny.

Przyjęło się uważać nadzieję za matkę głupich. Jednakże na polskim rynku komiksowym Nadzieja pisana jest z dużej litery, stawia jej się pomniki i czci jak boginię. Tym razem przyszło mi złożyć jej sutą ofiarę dziękczynną z okazji wydania przez Post drugiego tomu „Lupusa”. Cztery lata po wydaniu pierwszego. Nie pozostaje nic innego, niż wznieść jedną z pieśni pochwalnych, tę zaczynającą się od wersu „Lepiej późno niż wcale, o Nadziejo”.

„Lupus” opowiada historię późnego dojrzewania tytułowego bohatera, Lupusa Lablennorre, dwudziestokilkuletniego absolwenta zoologii, ksenobiologii i kilku innych mądrze brzmiących kierunków. Jak każde zbyt długo przetrzymywane pod rodzinnym kloszem dziecko odczuwa potrzebę poznania siebie i tzw. „prawdziwego życia”. Razem ze swoimi najlepszym przyjacielem, Tonym, pakują w kieszenie tyle narkotyków ile się da i wyruszają w podróż po wszystkich planetach systemu.

Lupus

Mamy więc w „Lupusie” motyw drogi jako inicjacji, przemiany i dojrzewania. Pierwszy tom, bez zbytniego zdradzania szczegółów, był dla mnie gorzkim rozliczeniem z mitem tzw. męskiej przyjaźni, tego typowego związku jaki zachodzi pomiędzy kumplami, którzy owszem, gadają ze sobą ciągle, imprezują, żartują, mają jakieś wspólne zainteresowania, ale tak naprawdę nie za wiele się sobą interesują. Pojawienie się trzeciej osoby, kobiety, pokazuje dwóm facetom, że przepaść jaka ich dzieli jest znacznie większa, niż wcześniej zakładali. Tom drugi zdaje się zaś pytać, nieco jak Eastwood w „Gran Torino”, o to, kto ma wychowywać dzisiejszych facetów, skoro ich ojcowie postanowili poświęcić się pracy i wycofali się. Oraz, sakramentalnie nieco, czy możliwa jest przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną?

Cztery lata temu na mój odbiór pierwszego tomu „Lupusa” rzutowały dwie rzeczy: pierwsza, że był to jeden z nielicznych komiksów jakie dostałem w prezencie od Marty, druga, że była to nowa opowieść Frederika Peetersa, autora rewelacyjnych „Niebieskich pigułek”, więc siłą rzeczy komiks mi się spodobał, choć z perspektywy czasu muszę napisać, że wówczas nie doceniłem w pełni jego specyficznej atmosfery. Po drugim mogę spokojnie napisać, że ta historia broni się sama w sobie, bez patrzenia na poprzednie pozycje autora.

Lupus

Peeters w „Lupusie” w mistrzowski sposób potrafi tworzyć klimat kosmicznej podróży na egzotyczne planety, zilustrować je rewelacyjnymi rysunkami, jednocześnie łącząc to wszystko z żywymi, niemalże namacalnymi bohaterami, w których wzajemne relacje można z łatwością uwierzyć. Z jednej strony są świetne pomysły na pozaziemskie światy, dziwaczne zwierzęta i rośliny, a z drugiej postacie, w których odnajdujemy coś z nas. Akcja toczy się nieśpiesznie, leniwie, ale od czasu do czasu Peeters wali w bęben z głośnym „ŁUP!” i sprawy nabierają zupełnie innego obrotu.

Cała seria zamyka się w czterech tomach i jak udało mi się dowiedzieć, tom trzeci ma pojawić się na rynku w przeciągu miesiąca, a czwarty w lipcu. Nadzieja okazuje się być ostatnio łaskawa, ale chyba nie zaszkodzi jej czegoś podrzucić. Tak na wszelki wypadek. A pierwszy tom możecie jeszcze spokojnie kupić w paru miejscach.

komentarzy 9

  • Ja z racji pojawienia się w sprzedaży drugiej części Lupusa, postanowiłem wreszcie zakupić część pierwszą. I jak już przyszła paczka, to się okazało, że komiks ma pogniecione rogi, dużą rysę na okładce i pobrudzone krawędzie. Paczkę odesłałem i czekam na reakcję sklepu.

    A przy najbliższych zakupach nie omieszkam zakupić tomu drugiego :)

  • Ja akurat najpierw kupiłem lupusa 1 i sie kompletnie zajarałem Petersem, do tego stopnia, ze pigułki kupiłem uzywane za dziwne pieniądze…

  • ja jestem właścicielem trzech egzemplarzy pigułek. jeden jest już nie do ściągnięcia.

  • Piękne Peeters robi komiksy. A dzień, w którym kupiłem „Niebieskie pigułki” wspominam jako najlepiej spędzony dzień w Katowicach (z wielu względów).

  • No właśnie ja miło wspominam „Niebieskie pigułki” też z kilku pozakomiksowych względów:)

  • @krml – to może zechciałbyś jeden z nich sprzedać? Za w miarę rozsądną cenę czywiście.

  • Iron, sprawdź maila.

  • Ej, ja tez Niebieskie Pigułki kojarze z masą przyjemnych rzeczy ktore mnie spotkaly – ze tak to nazwe – w trakcie.

    Ten komiks ma jakas magiczna moc :P

  • lukaszb – sprawdziłem, odpisałem, skorzystałem. Dzięki wielkie!

Dodaj komentarz