Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

W szponach miernoty


papier · komentarzy 127

Jeju

Są dni, które szczególnie dobrze wpływają na nasze redakcyjne ego. Jednym z nich był ten, w którym Szymon Holcman z Kultury Gniewu zapytał, czy nie mielibyśmy ochoty opublikować jego wrażeń z lektury wskowego zalewu zinów. Ochotę jak najbardziej mieliśmy, więc z przyjemnością zapraszamy do przeczytania poniższego tekstu. (K.)

Po każdej komiksowej imprezie, czyli umówmy się – MFK lub WSK, moją ulubioną chwilą jest ta, kiedy wracam do domu, kac w końcu przeszedł, a do dalszego picia też już jakoś nikt nie namawia. Mogę wtedy spokojnie zająć się przeglądem naniesionych do domu publikacji (zwanych przez konkubinę „makulaturą”). I zawsze, zawsze zaczynam od zinów.

Po pierwsze dlatego, że mam ciągły głód nowości. Jasne, kolejny Sfar, Moebius, Jodorowski, Moore, Usagi – super. Ale bardziej mnie interesuje, czy przypadkiem nie objawi się w kolejnym polskim zinie jakiś niezwykły talent, nowy mistrz komiksu, ekscytująca gwiazda medium.
Po drugie: uwielbiam wszelkie zbiory krótkich komiksowych opowieści – maga(ziny), antologie itp. Krótka forma to prawdziwy sprawdzian narracyjnych umiejętności, to potencjalna różnorodność i bogactwo między okładkami jednego tomu, to szansa na więcej zachwytów/rozczarowań za tę samą cenę. Ubolewam, że to uwielbienie nie jest w naszym kraju powszechne.
Po trzecie w końcu – ziny to dla mnie barometr stanu komiksowego medium. Im więcej takich oddolnych inicjatyw, tym lepiej ma się komiks i komiksowy rynek. Bo to znaczy, że są prawdziwi fascynaci – wydawcy i autorzy – którym chce się poświęcać czas lub pieniądze na zabawę w opowieści obrazkowe. Dla których komiks jest najlepszym narzędziem do opowiadania historii, opowiadania siebie.

Aquarius

Do lektury nowych numerów „Jeju”, „Maszina”, „Kolektywu” i „RRY” przystąpiłem zatem z tradycyjnym entuzjazmem. I co? I nic. Dziesięć minut po odłożeniu ostatniego z tych zinów musiałem dokonać sporego umysłowego wysiłku, by przypomnieć sobie jakiś przed chwilą przeczytany komiks. Czytam więc raz drugi, trzeci, nawet czwarty, a w międzyczasie zastanawiam się, gdzie leży problem? Bo to, że jestem starym dziadem to jedno. Ale z jakich jeszcze powodów nowy rzut rodzimych zinów tak bardzo mnie rozczarował?

Bylejakość. Czytam te kilkadziesiąt komiksów i nie budzą one we mnie żadnych emocji, zero zaskoczeń, uśmiechu. Nuda. Bardziej ożywiam się tylko w chwilach, gdy trafiam na coś już totalnie potwornego1. Strona graficzna albo przeciętna2, albo słaba3, albo straszna4, prawie nic się nie wyróżnia. O niechlujności przy wpisywaniu tekstów już tylko napomknę. Scenariusze… No właśnie nie wiem. Były jakieś? Większość to przerażająco błahe anegdotki, które sprawiają wrażenie wymyślonych w ciągu pięciu, góra dziesięciu minut5. Dialogi niedobre. Żaden z autorów nie próbuje czytelnika przekonać do bohatera i jego problemów, powiedzieć czegoś ciekawego, szczerego. Zainteresować po prostu. Ten elementarz opowiadania zastępują próby „robienia nastroju”. Średnio udane6. Natomiast spora cześć próbuje rozśmieszyć. Chyba wolałbym, żeby tego nie robili7.

Kolektyw

Tematyczność. Kiedy Tomek „Asu” Pastuszka postanowił, że każdy numer prowadzonego przez niego zina „Jeju” będzie miał temat przewodni, był to świeży, dobrze rokujący pomysł, który wyróżniał tę publikację. A dzisiaj stało się to niemal powszechną praktyką. I mam wrażenie, że więcej przynosi złego niż dobrego. Dlaczego?

  • Bo rozleniwia twórców. Teraz to redaktor wymyśla temat, oni tylko dokonują dość bezrefleksyjnych wariacji na jego temat, czasami traktując go boleśnie pretekstowo8. Tzn. komiks mógłby swobodnie obyć się bez tego elementu przewodniego i nie byłby ani gorszy ani lepszy, niestety.
  • Bo sprawia, że większość komiksów staje się pustą zabawą formalną9 a nie szczerą wypowiedzią twórców, którzy nie robią już komiksów dla siebie (choćby i do szuflady), z potrzeby serca, tylko piszą nudne wypracowania na zadany temat10.

Maszin

Kolesiostwo. Wiadomo, że polski rynek komiksowy to mała wioska. Znają się wszyscy i mniej lub bardziej lubią. Oczywistym jest więc to, że redaktor prowadzący zaprasza do zina tych twórców, których lubi bardziej, z którymi się kumpluje. Stąd taki a nie inny podział autorów pomiędzy poszczególnymi zinami (w dalszym ciągu jednak za mało zróżnicowany) i nie ma w tym nic zdrożnego. Problem pojawia się jednak wtedy, kiedy puszczane do druku są rzeczy słabe. A jest ich niestety dużo za dużo. Zawsze wydawało mi się, że kumpel to ktoś, kto pierwszy powie, że coś „wali kałem”, „ssie pałkę (no offence, oczywiście)”, „jest chujowe” albo „zmień trochę układ kadrów”, „to jest dość niejasne”, „ten żart nie jest śmieszny”. Bo kumpel nie musi niczego udawać, podlizywać się, wkradać się w łaski. Okazuje się, że taki mechanizm wewnętrznej cenzury nie działa. I dlatego ostatnie numery „Jeju”, „Maszina”, „Kolektywu” to stanie w miejscu bądź regres. Na koniec tego akapitu dodam, jako stetryczały moralista i idealista, że klepiąc się po plecach i trykając pisiorami to można partię robić a nie sztukę.

Jeju

Dobra, wywaliłem żale. Żale zawiedzionego czytelnika i jednocześnie wydawcy, który szuka, wspomnianych na początku tekstu, młodych talentów i mistrzów komiksu. I żeby nie zostawiać siebie samego z takim czarnym obrazem napiszę też, co mi się podobało. Też w punktach.

  • Rysunki Przemka Surmy. I w „Jeju” i w „Maszinie” (tu nawet jego autorstwa był ten jeden z nielicznych naprawdę zabawnych komiksów). Absolutne mistrzostwo formy, która nigdy nie schodzi poniżej bardzo wysokiego poziomu.
  • „Glon i dziewczyna gangstera” Tomka „Asu” Pastuszki. Fajna, zgrabnie wymyślona historia. Tylko trochę rysunkowo niedopracowana.
  • Jacek Świdziński i jego komiksowy świat. Są momenty, które podobają mi się mniej („Komiks o mojej matce”), są takie, które podobają mi się bardzo („Żyć jak dżdżownica”), ale przynajmniej wierzę w szczerość (nie faktograficzną tylko emocjonalną) każdego komiksu Jacka.
  • „Zaznaczam: mogę się mylić” Olgi Wróbel. Świetny pomysł, konsekwentna realizacja. Bardzo dobry autorski komiks. Niestety „Pamiętnik znaleziony w rynnie” tej samej autorki w „Maszinie” zupełnie do mnie nie trafił.
  • „Jak mogłeś?” Ewy Juszczyk. Bardzo, bardzo intrygujące. Czekam na więcej.
  • „Ah… Zaraza. Kobieta mych snów” (w komiksie „Żyć, nie umierać” Piotra Bartosiaka w „Kolektywie”). Tu się uśmiechnąłem. Szkoda, że sam pomysł ze zmęczoną swoją robotą Śmiercią trochę mi jedzie Pratchettem. No i kompozycyjnie bałagan na stronie straszny.
  • „Aquarius” Bartka Sztybora i Daniela Gutowskiego. Rysunki i kadrowanie nie do końca mnie przekonują, klimat tej anegdotki już tak. Tylko dlaczego nie znalazła się ona na końcu „Maszina”?!
  • Ostatnia strona „Modistilatizzle” Bartka Sztybora i Macieja Pałki w „Maszinie”. Robi wrażenie. Budzi jakiś niepokój. W ogóle muszę przyznać, że szaleństwo tej epickiej opowieści drukowanej na łamach rozmaitych zinów, zaczyna mnie przekonywać. Pierwsze odcinki cały czas wydają mi się bełkotem, ale ostatnie są całkiem niezłymi szortami, które nie potrzebują kontekstu jakiejś większej całości.
  • „Szarny humor” Jakuba Grocholi w „Maszinie”. Bezpretensjonalny obyczajowy komiks.
  • „Lubię deszcz” Unki Odyi w „Maszinie”. Głównie za ostatni kadr. Tu się udało stworzyć świetny nastrój. A w „Kolektywie” komiks tej autorki niepotrzebnie przegadany i dużo gorszy graficznie (poza dwoma pierwszymi kadrami).

Gdybym miał zacięcie naukowe, trochę bym to co powyżej przerobił, dodał mądre słownictwo i wysłał na najbliższe Sympozjum Komiksologiczne odbywające się podczas MFK. Mogłoby się załapać, gdyby jego temat był jeszcze aktualny, pamiątką niech będzie tytuł tego tekstu.

RRY

PRZYKŁADY:
1 – „Mój własny jeździec”, „Kapitan Mineta. Czterej najeźdźcy z przestrzeni kosmicznej”, „Zawsze na temat”, „Zaciął się”, „Deszcz po prostu”, „Bez tytułu” (Piotr Machłajewski)
2 – „Wielkie tragedie małych ludzi”, „Żyć, nie umierać”, „Grzybowa”, „Bez tytułu” (Jarek Kozłowski), „Ma”, „Kapitan Sheer”
3 – „Licencja na zabijanie”, „Sous le ciel de Paris”, „Autentyczny zen oświeconego artysty”, „Kwartet”, „Jednorożec”, „Pan Zoliparnia”, „Plac monet”, „Misiaczek”
4 – „skarża presents”, „Bez tytułu” (Gizicki, Miśkiewicz), „Pętla”, „Wroclove”, „Popelyna”, „Deszcz po prostu”
5 – żarty Otoczaka, „Pan Zoliparnia”, „Książęcy urok”, „Jednorożec”, „Misiaczek”, „Ma”, „L’uomo e mobile”, „Siąpi mżawka”, „Licencja na zabijanie”, „Martwe ptaki”, „Kiełbasy Harmanna”, „Fale rozpaczy”, „Kapitan Mineta”, „Zaciął się”
6 – „Pamiętnik znaleziony w rynnie”, „Sen 2”, „Królik”, „Martwe ptaki”, „Grzybowa”
7 – „Głód – cierpienie uszlachetnia”, „Fale rozpaczy”, „Zaciął się”, „Kapitan Mineta”, „Licencja na zabijanie”, żarty Otoczaka, niektóre odcinki „Kapitana Sheera”, „Pan Zoliparnia”, „Solidarność jajników”
8 – „Ma”, „Vendetta”, „Grzybowa”, „Kiedy już będę duży, to zostanę Godzillą”, „Kiełbasy Harmanna”, „Zaciął się”
9 – „Kwadrans mesjanistyczny”, „Susza”, „Kochana córka chmur”
10 – „Martwe ptaki”, „Bez tytułu” (Sapkowska, Gizicki), „Lyndon Carter”, „Scena z życia Śmierci”, „Deszczowa księżniczka”, „Plac monet”, „L’uomo e mobile”, „Pete Tedyboy”, „Solidarność jajników”

Rubin

komentarzy 127

  • Z rosnącą paniką szukałem w przypisach Najwydestyluchniejszego. Podniosłeś mi ciśnienie.

  • > Kiedy Tomek “Asu” Pastuszka postanowił, że każdy numer prowadzonego przez niego zina “Jeju” będzie miał temat przewodni, był to świeży, dobrze rokujący pomysł, który wyróżniał tę publikację.

    W zasadzie to pierwszy pod tym względem był „Maszin” Mikołaja Tkacza, jakiś rok wcześniej przed pierwszym tematycznym „Jeju”.

  • Całkiem możliwe, że się walnąłem. Nawet podejrzewałem taki rozwój wypadków. Tylko zamiast w googlu sprawdzić to próbowałem bezskutecznie odnaleźć pierwszy numer „Maszina” na półce. Mikołajowi Tkaczowi zwracam zatem należny mu honor. Tekstu nie będę już zmieniał. Niech będzie świadectwem mojej pomyłki.

  • Jestem zadowolona, kierunek rozwoju na najbliższe miesiące wytyczony.

  • Pusty formalizm jest zwieńczeniem szczerego poszukiwania przeze mnie sensu życia. La bande dessinée pour la bande dessinée!

  • E tam, Szymon, zamiast mówić co jest źle, podałbyś lepiej gotowe rozwiązania na tacy :D

  • Przecież podał – robić komiksy z potrzeby serca, a nie na siłę i na zadany temat.

  • te „:D” to chyba nerwowy śmiech

  • szukałam stosownej mangowej miny wyrażającej nerwowy śmiech, ale nie znalazłam

  • Nie, Konrad, to indukowana piwem wesołość nad miarę. Ja tam nie jestem nerwowy. Piszę zresztą z potrzeby serca, a, że serce mam dobre (dla siebie), to publikę u siebie, zamiast zawracać dupę kolegom. To jest dopiero wynaturzenie koleżeństwa, o którym Szymon wspominał.

    A tak na serio, to nie mam teraz czasu na komiksy, bo kręcę film dokumentalny o rzece.

  • gilo (z pracy)

    >> Kiedy Tomek “Asu” Pastuszka postanowił, że każdy numer prowadzonego przez niego zina “Jeju” będzie miał temat przewodni, był to świeży, dobrze rokujący pomysł, który wyróżniał tę publikację.

    >W zasadzie to pierwszy pod tym względem był “Maszin” Mikołaja Tkacza, jakiś rok wcześniej przed pierwszym tematycznym “Jeju”.

    przede wszystkim to się „Katastrofa” kłania.

  • „A tak na serio, to nie mam teraz czasu na komiksy, bo kręcę film dokumentalny o rzece.”

    temat rzeka.

  • Gilo. No tak, ale mówimy o nowej fali zinów. Tych, które jeszcze żyją przede wszystkim, nie?

  • Nowa fala zinów czyli pogrobowcy starego Ziniola. Od około 2005 do teraz.

  • Post-ziniol, post-produkt, jak zwał tak zwał. Ale widać Maciej wie o co mi chodzi ;).

  • Produkt nie był zinem.

  • Nie jest źle. Debiut komiksowy uważam za satysfakcjonujący :]

  • Kurwa, Maciej, a ja mówię, że był?

  • Szymon brakuje ci tej iskry jaką miał manifest Spideya.

  • Kliknąłem w ten Unkowy link do komentarzy DD Głowonuka.

    Masakra!

  • Ależ nie kłóćcie się.
    Ha, nadal jestem zadowolona, mam pełne błogosławieństwo na rysowanie nadal siebie i o sobie.
    Ale zaraz idę na lekcję rysunku i zadowolenie się skończy.

  • Kurwa, pomyliłem wpisy O_o’

    ten link.

  • >Gilo. No tak, ale mówimy o nowej fali zinów.

    fali hm czy ja wiem?
    pierwszy numer „Jeju” ukazał się miesiąc po ostatnim numerze „Katastrofy”
    Czy „RRY” to nowa fala?
    PRQ robił „Kwadraty” i „Obstruktory” długo przed „Jeju” i „Maszinem”
    spora część ekipy publikująca w „zinach nowej fali” publikowała w „Katastrofie”, „Ziniolu”, „KGB”…
    Nie ma nowej fali moim zdaniem, obecne ziny są naturalną kontynuacją wcześniejszych, podejrzewam, że gdyby Ronkowi czy Zawadzkiemu się chciało nadal wydawać ziny, to by w nich publikowała ta sama ekipa, która teraz robi dla Maszina czy Jeju.
    ale co ja tam wiem.
    przecież się nie znam

  • Jaka drama queen – „przecież ja się nie znam” – oh, oh ;).

    „Gdyby się chciało”. Właśnie. Ale się nie chce. I ich nima. A są ci, co im się chce. A „nowa fala” dlatego, że teraz w zinach publikuje głównie kolejna, młodsza ekipa – 20-25 lat. A nawet młodsi, jak spojrzeć na Tkacza. Zresztą, to tylko nazewnictwo.

  • jak nima?
    Ronek trzaska albumy dla Timofa i NK
    Zawadzki publikuje w Ziniolu, miał własne wydawnictwo gdzie publikował swoje komiksy (m.in.) i teraz się przeniósł do timofa.
    Szcześniak – prowadzi nowego „Ziniola” i trzaska albumy dla timofa
    Skutnik (też miał swojego zina) – trzaska albumy dla Egmontu, kg i timofa
    Pałka – też miał zina – trzaska albumy dla timofa
    Szłapa (też miał zina) trzaska albumy dla timofa, GW i kg

  • ..to nie chodziło o wydawanie przez nich zinów?

  • Klucz – „miał zina”. Teraz nie mają. O to chyba chodziło z „nima”.

  • Okurwa. A czy ja coś mówiłem o lucku? Pałce? Szłapie? Nie. Powiedziałem, że ci których wcześniej wymieniłeś (a byli nimi Ronek i Zawadzki) nima w swoich zinach (przepraszam za skrót myślowy, bo napisałem samo „nima”). A ciągle też odnosiłem się do ludzi dużo młodszych od Pałki czy lucka. To oni teraz prowadzą ziny – szaweł, asu, tkacz i w nich publikują w PRZEWAŻAJĄCEJ liczbie (tu to nawet nie wiem od kogo zacząć).

    edit: o! ktoś zrozumiał skrót myślowy! godai, z nieba mi spadłeś.

    edit2: no ale dzięki gilo, że mi powiedziałeś gdzie, kto robi, bo naprawdę… nie wiedziałem. Swoją drogą to trochę nieścisłości w tej Twojej liście, ale się nie czepiam.

  • nie no
    w sumie poniekąd udowodniłem to co mówisz.
    że tamta „fala” poszła o krok dalej już, a nowa teraz trzepie ziny.

  • A tak. To dziękuję Ci za to, skoro tak :).

  • ja miałem zina.Koks. ale u nas były same zajebiste komiksy.

  • Jak to szło z tym megalo-narcyzmem?

  • no dobra. ale większość była zajebista.

  • Jeszcze mi dzwoni w uszach „kultowość” i „dokonania”. Hm… ;]

  • no dobra. zdarzały się zajebiste.

  • A tak w ogóle to kto ma taki świetny skaner? Ten beżowy z delikatnym rozmazaniem brzegów czarnych linii wchodzących w róż działa niesamowicie kojąco.

    Tak mi się to podoba, że chyba wszystkie egzemplarze następnego mojego komiksu zostawię w kałuży przez dobę, by osiągnąć podobny efekt na papierze.

  • A to Szymon skanował. Pewnie w robocie ;).

  • a juz miałem wklepane „był jeden zajebisty”

  • Autor artykułu wykazał się kolesiostwem umieszczając mój komiks w liście znośnych nawet.
    :P
    Bo to kupa była jak sobie teraz przypominam.

    A na komiksologiczne sympozjum musisz to zgłosić. Ponoć płacą za referaty. Piwo stawiać będziesz!

  • KRL, pomyślałem, że już nie będę Cię dręczył. Jak Daniel z tymi kojącymi beżami wyskoczył.

  • A to przepraszam, że Wam cock-blockująco wszedłem w kadr. Wyretuszuje się w fotoszopie.

  • postulowałbym o zniesienie trendu na pisanie komiksów do zinów pod jeden temat.

    Bo temat rzadko jest ciekawy i ciężko jest do niego podpiąć np. aktualne wydarzenia, albo ostatnie refleksje autora. Wyobraźmy sobie sytuację, że autor chciałby stworzyć komiks o Teksasie który występuje ze Stanów Zjednoczonych i ogłasza niepodległość. Naprawdę świetny temat. Autor szuka zina w którym mógłby opublikować swój komiks gdy już go skończy, ale w tym miesiącu tematami w zinach okazują się być… (tu od czapy) zdrowie, samochody, wino. Co robi autor ? Albo odkłada świetny temat na potem i rysuje byle co, co mu przyjdzie do głowy w związku z jednym z haseł, albo dodaje na siłę super-samochód (jak z serialu Nieustraszony), który ni chuja nie pasuje, do swojego scenariusza i wychodzi mu nie wiadomo co, a czytelnicy narzekają na niski poziom zina.

    A nawet gdyby taki „zin tematyczny” nie miał słabych stron, same ciekawe produkcje, to i tak byłby monotematyczny, czyli też w pewnym sensie nudny.

    Ziober przemówił.

  • Ziober dobrze prawi.
    Przychylam.

  • Ziober: jak autor przynosi zajebisty komiks nie na temat, to idzie poza tematem.

    To się zdarzało w każdym tematycznym zinie.

  • skoro zajebisty taki komiks to czemu chce go do zina wysyłać
    niech śle do Ziniola

  • To też dobra myśl.
    Prosta i genialna.

    Czytam poprzednie komcie i widzę, że powyżej gilo nieźle zaputał w kwestii komiksowych fal.
    Moim zdaniem nowa fala po 2005 roku okrzepła (Asu to już chyba zalicza się do klasyków polskiego komiksu) i zaczyna wydawać swoje albumy. Zaczynają pojawiać się kolejne ziny i kolejni debiutanci co było widać na WSK.

    Co do Katastrofy, to zin ten choć zacny to nie był jednak tak „wpływowy” i wybitny jak Zinio(L).

  • zarzuty o bylejakosci i tym, ze scenariusze proste i wymyslone w 10 minut (nie wiem, autor spodziewal sie, ze ludzie bede jakies niebywale zawile historie z dramatycznym zakonczeniem snuć? nie bylo na to za dużo miejsca. w jakims autorskim tomie to może) to moge znieść, ale ta bzdura, że w maszinie to zrobilam graficznie lepszy komiks to mnie troche skolowala. maszin byl kserowany, w ostatnim kadrze ksero zjadlo mojemu kotu noge! zostal jakis fantomowy kikut, wszystkie szarosci sie pozlewaly, masakra. troche sie wystraszylam, jak to zobaczylam, ale milo, ze ktos uznal, iż postaralam sie bardziej niż do kolektywu. ksero moim sprzymierzeńcem w walce z subtelnymi szarościami, zapamiętam.

  • Poprzedni MASZIN był ładnie drukowany, a powrót do ksero nieźle namieszał. Mój komiks też strasznie chujowo wyszedł w druku, ale nie tak źle żeby spowodować u mnie pęknięcie hemoroida.

  • no teraz już wiem, że chyba tylko mi sie zdawalo, że wyszedl źle, bo ktoś bardziej otrzaskany ode mnie mowi mi, ze wyszedl dobrze.

  • @ unka
    Spodziewałem się po prostu, że skoro ktoś daje komiks do publikacji a redakcja go puszcza, to jest to intrygująca, ciekawa, oryginalna historia, anegdota bądź żart. Zamiast tego dostałem powierzchowne banały, w dodatku średnio zrealizowane. Ale ciekawa wydaje mi się teza, że im więcej ma twórca miejsca tym lepsze, głębsze rzeczy może stworzyć. Dobrze, że Bill Waterson o tym nie wiedział.

    Co do Twoich rysunków – tak, bardziej podobają mi się te z „Maszina”. I nie wiem, czy postarałaś się bardziej, ale efekt końcowy dla mnie jest lepszy. Bo historia z „Kolektywu” jest tak potwornie graficznie wymęczona, że w ogóle bez życia. Postaci i twarze – manekiny i maski, zero emocji. Monotonne to jest (nie wspominając, że o niczym). Ale rozumiem, że pokutuje cały czas mit, że Matejko wielkim artystą jest, bo ładnie dziergać potrafił.

  • Waterson -> przykład kompletnie od czapy.

  • @ Maciej

    Dlaczego?

  • jaka tu przyjemna, rodzinna atmosfera panuje.

  • Waterson nie jest autorem JEDNEGO-JEDYNEGO-GENIALNEGO paska komiksowego, tylko całej serii, którą zebrano w wielkie tomy.

    Pojedyncze paski są na różnym poziomie – raz są genialne, raz lepsze a raz gorsze.

    Lepiej rzuć nazwiskiem jakiegoś komiksiarza, który jest znany z rysowania tylko i wyłącznie genialnych szorciaków nie będących częścią serii. Bez wątpienia sa tacy twórcy i ich przykład byłby bardziej adekwatny.

  • za glupia jestem, zeby skumac o co ci chodzi z matejką. nie wiem też, jaka jest różnica miedzy tym, co zrobilam do kolektywu i maszina. w tym drugim to też za dużo ekspresji na twarzach nie ma, bo za dużo twarzy nie jest pokazanych.
    o wattersonie to sie nie wypowiem, bo nie mam pojecia czy poza calvinem i hobbesem cos robil, bo calvin i hobbes nigdy mnie nie bawili, wiec sie nie wglebialam.
    w ogole to ja nic nie wiem. ale przyjmuje, ze ci sie nie podobalo.

    chyba przy stripach zostane.

  • Szymon, a czy wcześniejsze numery omawianych zinów były lepsze od tych ostatnich, w Twojej ocenie, czy ogólnie jest z nimi źle od dawna, tylko teraz właśnie coś w Tobie pękło i postanowiłeś o tym napisać?

  • Macieju, z Wattersonem chodziło mi tylko o to, że nie potrzeba mieć całej ryzy papieru do stworzenia świetnego komiksu (co zdaje się sugerowała unka). I jeśli o mnie chodzi, to najgorszy pasek Wattersona byłby ozdobą i perłą w każdym polskim zinie, Ziniolu, itp.

    Nikt nie robi tylko genialnych rzeczy i każdemu zdarzają się chwile słabości. Ale blisko doskonałości jest Nicholas Gurewitch. A jeszcze jeden twórca, którego komiksowe szorty (1, 2, czasem więcej stron) uwielbiam to Grzegorz Janusz. Absolutny mistrz.

    @ Jaszczu

    Teraz coś we mnie pękło :-)
    Ale możliwe, że to ze starości.

  • nie zasugerowalam, ze nie da sie zrobic dobrego szorta (sama takie robie hehe), tylko, ze ciezko jest stworzyc wciagającą historie, zaprezentowac intrygujacych bohaterow i ozdobić niespotykanym zakonczeniem majac do dyspozycji 3-5 stron. to już nie jest szort chyba i chyba kompletnie nie wiem, jak moznaby spelnic twoje wymagania. jakbym znalazla 3stronnicowy komiks, w ktorym autor przekonal mnie do swoich fascynujacych bohaterow, bylabym mocno zaskoczona. nie da sie na 3-5 stronach czegos takiego zrobić. chyba, że robisz serie i czytelnik zna twojego bohatera, jak to jest w przypadku calvina i hobbesa.
    pewnie dlatego zaczynam robic serie.

  • Myślę, że to bardzo potrzebny tekst, który da do myślenia zarówno zinowym twórcom jak i wydawcom tychże. Przynajmniej wydaje mi się, że tak może zadziałać i twierdzę tak na podstawie moich osobistych odczuć.

  • Seria mnóstwo okej.

  • jaszczu, tez mysle, ze teksty takie sa potrzebne. nikt nigdzie nigdy nie zaszedl, jak byl caly czas glaskany po glowce i wsrod zinow znajduje sie MASA historii, ktore sa gniotami. ale z drugiej strony z wieloma zarzutami (nie tylko pod swoim adresem) sie nie zgadzam. z niektorymi pochwalami też nie w sumie.

  • Do kolejnego ZINIOLA szykuję swój subiektywny przegląd zinów z wiosny 2009. Będą też zinki, których nie uwzględnił Szymon. Ale za to nie będzie JEJU.

  • teraz wszystko zmieni sie na lepsze. Bartek Sztybor obiecał nie pisać więcej scenariuszy do zinów.

  • Zapomniałeś dodać, że Bartek będzie pisał więcej scenariuszy na pełnometrażowe albumy. Może nawet jakąś nowelę graficzną popełni?

  • tak, mamy w planach komiks z moim scenariuszem i jego rysunkami.
    będzie to dość ciekawa historia o ziemniakach.

  • uwielbiam historie z ziemniakami. a najbardziej z frytkami.może to jakiś sentyment?..

  • Ja nie obiecuję, ale będę się bardzo starał nie męczyć już moimi wypocinami w zinach. Stary dziad jestem, czas zrobić miejsce dla młodej fali:)

  • jesli sie komus chce poczytac moje wypociny na temat krytyki, to wpadajcie na blogaska. cmokasy

  • Dokładnie – wypociny, które wynikają tylko i wyłącznie dlatego, że nie zgadzasz się z czymiś zdaniem. Więcej – bez argumentów starasz się podważyć rolę, jaką mają recenzenci (czyli chociażby ja), pisząc, że to beztalencia, którzy nie potrafią nic wytworzyć. Ja wytwarzam teksty, Ty wytwarzasz komiksy. Ale to, że Ty wytwarzasz komiksy, wcale nie oznacza, że wiesz więcej na ich temat, masz większą wrażliwość na medium, ba, nie oznacza nawet, że się znasz, że więcej czytasz, że cokolwiek etc. Może tak być, ale nie musi.

    Masz problem z przyjmowaniem krytyki. Masz problem, gdy ktoś się z Tobą najnormalniej nie zgadza. Strzelasz w stopę, deprecjonując kogoś, kto najzwyczajniej ma kompetencje. Piszesz, że Szymona nie ma za co podziwiać. To prawda. Bo nie za co podziwiać człowieka, który wydaje jedne z najzajebistszych komiksów na polskim rynku? Można być mu tylko wdzięcznym. A jak się nie wyleczysz z jakiegoś takiego dziwnego wkurwu, to wróć. Pogadamy. Oczywiście nie jak równy z równym, bo ja jestem z tej niższej klasy – publicystów. Ale może pogadamy.

    Aha – gdy ktoś pisze „bo nie dostaję za to kasy”, to już jest ostatnia deska ratunku, by się bronić. By obronić miałkości swoich słów i dzieł. Nie rób tego, jeżeli chcesz być traktowana poważnie.

  • lukasz, ja, w przeciwienstwie do was, mosci publicystow, nie mam aspiracji, zeby ktos mnie traktowal powaznie. przynajmniej nie w materii komiksowej, bo z komiksami nie wiaze swojej kariery zawodowej. i nie traktuj tego, co napisalam personalnie (bo tak to traktujesz) i prosze cie, nie mow mi, ze nie przyjmuje krytyki, bo przyjmuje sa bardzo dobrze, ale nie mam zamiaru przyprowadzac ci na bloga tabuna znajomych ktorzy powiedza ci „tak, tak wlasnie jest”. nie jestem nawet w 1/10 tak fajnym rysownikiem, jak bym chciala i doskonale o tym wiem. ale kiedy ktos, kto uznal autobiografie dzitkowskiego za cos godnego uwagi wytyka mi bylejakosc, to nie wiem, czy mam sie smiac czy plakac. ze wydaje, to bardzo ladnie z jego strony, ale nie bede go za to po rekach calowac. moj tata tez robi duzo dobrych rzeczy, ale jak probuje sie wypowiadac na tematy zwiazane ze sztuka to po prostu wychodze z pokoju bo nie da sie sluchac.

  • o jezu, dzitkowskiego.. dziedzica znaczy sie

  • Czyżby to małe potknięcie skrywało jakieś Twoje pragnienia? :]

    Una, kogo chcesz oszukać? Każdy na jakiś sposób chce, by traktowano go poważnie. Mówienie, że nie jest takim samym absurdem, jak zbuntowany nastolatek mówiący, że „nie obchodzi go, co inni o nim myślą”. Gówno prawda.

    Nie traktuję tego, co napisałaś personalnie. Przynajmniej nie tak, jak myślisz ;). Napisałaś coś o ogóle, do którego w mniejszym lub większym stopniu należę, oraz napisałaś rzecz bez sensu o tekście, który sam publikowałem, autorstwa osoby, którą cenię. Tylko tak to traktuję.

    Ja doskonale wiem, że nie jesteś tak dobra, jak byś chciała. Większość ludzi z ambicjami tak ma. I bardzo dobrze. Ale wracając – oceniasz czyjś gust, na podstawie tego, czy podobała mu się praca Dziedzica, czy nie. I z tego wyciągasz takie wnioski, jak powyżej i na blogu, i nie wiesz, czy się śmiać, czy płakać. Mnie się też praca Dziedzica podobała (chociaż ma minusy, o czym pisałem w wiadomym wpisie)… ale wiesz, mnie się „Paproszki” nie podobały. Po czym, z biegiem czasu, zmieniłem zdanie. Jeżeli to się nie pokrywa z Twoimi odczuciami, to oznacza, że to, co piszę, nie ma zupełnie sensu? Chociaż, patrząc na godzinę… chyba nie ma. Dokończymy jutro. Znaczy po śniadaniu.

  • no do dzitkowskiego tez mam wąty naturalnie, bo do kogo ja nie mam… a tak na serio, nie mam zamiaru go krytykowac publicznie. publicznie to ja chętnie, ale tylko skarże.

    to bardzo mile, ze wiesz lepiej ode mnie, jaki jest moj stosunek do komiksow. widze, ze znasz sie nie tylko na komiksach, ale tez na ich autorach. dwie osoby ostatnio zaproponowaly mi wydanie autorskiego tomiku i niby chce, ale ciągle sie waham. bo moja dziedzina to w sumie typo i grafika a komiksy to takie glupotki dla odreagowania. i mam mieszane uczucia, czy chce z nich robic pelnoetatowe zajecie na pare tygodni, bo wtedy nie wiem, co glupiego bede musiala wymyslic dla odreagowania komiksow.

    ok, a teraz powiedz mi – dlaczego wg ciebie, jakis pan, ktory mnie nie zna ma pelne prawo wylewac mi na glowe wiadro pomyj i chwalić mnie za jakies bzdury a ja wg, ciebie robie cos totalnie glupiego i nie na miejscu oceniajac to, co on napisal? czemu on moze pisac ze slabizna, chala a marne ksero – ok a ja nie moge napisac ze ta recenzja to slabizna i chala? bo on ma wydawnictwo a ja nie? bo on sie zna na komiksach a ja nie? jak dla mnie osoba ktora w zyciu nie rysowala zna sie na komiksach mniej wiecej tak samo dobrze jak ksiadz-prawiczek na stosunkach plciowych. w angorze napisali wczoraj o jednym ojczulku co to robi kazania i naucza o seksie. pewnie tez zyje w przeswiadczeniu, ze ma jakas wieksza wrazliwosc i boskie przyzwolenie na szerzenie swych nauk. ale chyba w glebi serca kazdy czuje, ze typ nie ma pojecia o czym gada….

  • On ma prawo oceniać i Ty masz prawo oceniać jego. Ale jeszcze przed chwilą (kilka godzin temu) twierdziłaś:
    „mam tylko problemy, kiedy krytykuja mnie ludzie, ktorych nie ma za co podziwiac.” ergo Szymon i my nie mamy prawa oceniać komiksu, bo sami ich nie tworzymy. Kij z tym, że taki Szymon jest wydawcą, a wybierane przez niego komiksy świetnie się sprzedają. Zaraz napiszesz, że to nie znaczy, że się zna, bo schlebia masowym gustom…blablabla.
    Wyłania mi się taka wizja, że artystów mogą krytykować tylko artyści, bo oni wiedzą o czym mowa. Tak? I wtedy zamkniecie się w takim grajdołku autorytetów, a plebs nieznający się na sztuce, nie będzie miał wstępu.

    Rany, co za paranoja. Czyli muszę być stolarzem, żeby ocenić, czy stół mi się podoba albo czy jest krzywy?

    No i porównanie do księdza nauczającego o seksie zupełnie od czapy, bo my te komiksy chociaż czytamy, a poza tym nie chcemy nikogo nauczać – piszemy tylko czy nam się coś podoba.

  • @jak dla mnie osoba ktora w zyciu nie rysowala zna sie na komiksach mniej wiecej tak samo dobrze jak ksiadz-prawiczek na stosunkach plciowych.

    kurde Unka, lubię Cię, ale nie pogrążaj się.

  • abstrahujac od wszystkiego, co powiedzialam, czy ktos to bierze do siebie, czy nie i czy ktos uwaza, ze sie pograzam, bo takie a nie inne skojarzenia mam, powiem jeszcze pare rzeczy i to bedzie juz chyba wszystko.

    lubie ta stronke bo sa na niej ciekawe linki i informacje o rzeczach, ktorymi normalnie bym sie nie zainteresowala albo nie trafila na nie. jesli dzieja sie tutaj jakies recenzje, czytam je rzadko bo… bo mam jakiestam nieistotne powody i nie chce mi sie ich tlumaczyc. ciezko mi powiedziec, zebym was za cos podziwiala. doceniala, ze sypniecie informacją, owszem, ale to nie podziw. poza tym nikomu nie mowie, ze ma sie nie wypowiadac, czy mu sie cos podoba czy nie. ale jest roznica, miedzy stwierdzeniem „to mi sie nie podoba, bo…” oraz „to jest centralne gówno”. nie bedac architektem moge stwierdzic, ze dla mnie fasada gdanskiego asp jest obrzydliwa. ale nie szarpalabym sie, zeby oglosic swiatu „luuudzie! ta fasada to centralne gówno!” bo nie jest gównem, ponoc jest bardzo dobra. po prostu nie w moim stylu. glupia i mala rożnica, ale dosc istotna.

    wydaje mi sie, ze niektorzy ludzie zajmuja sie krytykowaniem innych tylko dlatego, ze sa swiecie przekonani, ze normalny czlowiek nie jest w stanie sobie wyrobic opinii, jesli nie przeczyta wczesniej co na dany temat mysli ktos znany i lubiany. to odnosnie twojej analogii do stolu, pawel. nie trzeba byc stolarzem, nie trzeba nawet zadnego stolarza sluchac, zeby wiedziec, co ci sie podoba. a jesli kupiles w zyciu duzo stolow nie od razu znaczy, ze jestes znawcą. po prostu masz dużo stolow.

  • Ten ksiądz to pewnie w życiu już swoje wyruchał a teraz wali ściemę, że tak to se z „głowy” wykminił.

    A tekst Szymona to jego osobista opinia. Tylko (jako jakiegoś tam Szymona z netu) i aż (jako wydawcy i osoby opinotwórczej). Nie trzeba go traktować jako prawdy objawionej, bo przecież każdy swój rozumek ma. Każdy może sobie wymienione zinki kupić i samodzielnie dokonać własnej oceny.

    A, tak btw na stronie ziniola ukazał się świetny wywiad z Baboszem.

  • w sumie fakt. wydawca/krytyk/znawca i tak zawsze stoi po drugiej stronie barykady niż sam rysownik. ja tam od kiedy rysuje komiksy dużo przychylniej patrze nawet na największe gnioty, bo okazuje sie ze wyprodukowanie takiego to czasem ciezka robota. i pewnie dlatego bezsensownie sie irytuje czytajac, jak ktos lekką ręką jedzie rowno po wszystkich.

  • Jako osoba znająca kulisy powstawania tego tekstu mogę Cię zapewnić, że lekkiej ręki tu nie było.

  • od razu mi lepiej.

  • „niektorzy ludzie zajmuja sie krytykowaniem innych”

    Sądze, że tutaj tkwi cały problem, w słowie „innych”, krytycy nie krytykują ludzi, a ich dzieła.

  • „Żaden z autorów nie próbuje czytelnika przekonać do bohatera i jego problemów, powiedzieć czegoś ciekawego, szczerego. Zainteresować po prostu. Ten elementarz opowiadania zastępują próby “robienia nastroju”. Średnio udane. Natomiast spora cześć próbuje rozśmieszyć. Chyba wolałbym, żeby tego nie robili.”

    jak dla mnie to raczej krytyka osoby a nie dziela, ale pewnie znowu sie myle.

  • Unka, ale wolisz okrągłe słowa i mowę-trawę „żeby nikogo nie urazić”? Podobnie jak w samych dziełkach jak i ich krytyce ważna jest szczerość.

    Nie mam na myśli anonimowych krytykantów, którym kotwica w dupę.

  • ja nie powiedzialam, ze wole. znaczy w sumie sa osoby, od ktorych wole okragle slowa. mialam takiego jednego profesora, co zamiast robic mi korekte robil mi psychoanalize i zamiast stwierdzić „tu i tu pani poprawi” mawial „po tej pracy widze, ze jest pani taka a taka”. ale generalnie czy mi ktos powie „komiks nie jest smieszny” czy mi powie „nie zrobilas smiesznego komiksu” to na jedno wychodzi. po prostu stwierdzam fakt, ze nie do konca jest to krytyka tylko i wylacznie czyjejs pracy. to akurat nie byl zarzut do szymona, tylko spostrzeżenie.

  • „Nie muszę być kucharzem, zeby wiedzieć czy mi smakuje” – cytując klasyka Jebskiego, tak apropo zarzutów, ze recenzenci, co nie robią komiksów się na nich nie znają.

    Mam cały czas wrażenie, ze, dogra unko, czasami sama sobie zaprzeczasz, gubisz się, w sumie to wiesz co chcesz powiedzieć/napisać a ci po prostu nie wychodzi.
    Uraziły cię czyjeś słowa? Trudno, popłacz w poduszkę, dyskusją niczego nie zmienisz. A tylko zanudzisz publikę swoim ponownym, jakże epickim wystąpieniem.
    W świecie już jest tak, ze co by się nie powiedziało, to każdy bedzie miał jakieś „ale” albo kogoś to zaboli – i co? I nic, żyjemy dalej.
    Jeżeli odczytujesz krytykę dzieła jako krytykę autora to moze czas rozróżnić osobę od tworu? No chyba, ze ejst z ciebie taka wielka artystka, która całkowicie, całym sobą i emocjonalnie łączy się ze swoim wytworem.

  • krytyke to sie najlepiej czyta po czasie.
    na świeżo zawsze wkurza. Zwłaszcza wypowiedziana ze strony kogoś mało znaczącego dla naszej twórczości.
    Moderowałem 2 latka na digu i juz widziałem chyba całe spektrum wyrażania krytyki prac graficznych i reakcji na nią. Nie ma reguł związanych z poziomem tworzenia a osobowością i zdolnością krytyki przyjmowania. Nieraz są superzdolne ‚buce’ (jak czasem zdarzało sie Mazurowi) a nieraz krytykooporni amatorzy którzy nic nie potrafią i idą w zaparte.
    Krytyka nie powinna sie opierać na analizie psychologicznej człowieka, jaki by nie był – to nie ma związku z tym co tworzy. Nie w komiksie.

  • ojezu, nastepna osoba, co chce mi robic psychoanalize. panna n, moja ulubiona milczaca okolomangowa artystka! i nastepna, co nie rozumie, co napisalam, albo czepia sie nieistotnych i pobocznych watkow. faktycznie, moja wina, beznadziejnie ubieram mysli w slowa, chyba jednak poplacze sie w poduszke. naprawde zawsze kazdy bedzie mial zawsze jakies ale? swiat jest taki niesprawiedliwy 9_9

    inna sprawa, ze ciezko nie odczuwac krytyki dziela, jako krytyki autora, kiedy ktos pisze „żaden z autorów nie próbuje…”, ale chyba ci to umknęło. jeszcze inna sprawa, ze niespecjalnie łącze sie ze swoimi tworami emocjonalnie (co?) i raczej nikomu nie polecam, bo wtedy specjalnie nie ruszy do przodu z robotą.

  • No ja nie sądzę, ze jestem okołomangowa.
    Nie robię ci psychoanalizy, tylko wypowiadam się o twojej osobie. To roznica.
    No, jeżeli któraś osob z kolei podobno cię nie rozumie, no to chyba już twój problem a nie czytającego? Widocznie te twoje „poboczne” wątki budza najwięcej kotrowersji.

  • wiesz, nie bede cie przekonywac, ze teksty w stylu „urazily cie czyjes slowa, ale musisz zrozumiec ze kazdy zawsze bedzie mial jakies ale” śmierdzą mi mocno jakimis domoroslymi technikami psychoanalitycznymi. przedstawiasz mi jakieś truizmy z zalożeniem, że to coś odktywczego.
    i nie musisz sądzić, że jesteś okolomangowa. może… pseudomangowa bardziej ci pasuje? http://www.digart.pl/praca/2554905/Czystosc.html to bardzo „udana” pseudomangowa praca.

  • Nie zkaładam, ze to takie odkrywcze, bo nie ejst, tylko sprawiasz wrażnie, jakbyś tego nie wiedizała, ot co.

    Och, pseudo? No to przepraszam. Unko, unko, jestem na tyle dorosła, ze sama wiem, jakie rpace mam udane a które nie. I moge ci teraz napsiać że tak praca nie jest udana, i biję się w piersi. No ale co mam zrobić? Uczę się dalej, nie wyszło mi, idę dalej, robię swoje.
    I na pewno nie jestem mangowa.

  • na pewno, skąd.

  • Proponuję najpier żebyś się dowiedziała jak manga wygląda.

  • zaczyna mnie bawić twója pseudoironia : )

  • ciesze sie (:

  • To teraz idź potworzy „ARTYSTKO” : D

  • ide potworzy.

  • Mój nud-o-metr zaczyna wchodzić w głębokie rejestry czerwieni. Znacie swoje gg.

  • cóż, potworze.

  • nie mam zamiaru znać jej gg, bo ejszcze mnie obrazi i bedzie mi smutno :C

  • Ktoś zamawiał kisiel?

  • konrad, ja nie znam. chyba nie mam potrzeby gadac przez gg z panną n. poza tym co, przeszkadza ci? (; do tego tematu i tak juz malo kto zaglada.

    btw: sprawdzilam co to manga. http://nibilondiel.deviantart.com/art/Vein-72700681 to ani troche nie jest mangowe. ani ani.

  • No, mangowe jak cholera, wyjade do japonii chyba.

    Zresztą, coś ty się tak tej mojej kreski uczepiła?
    I te stare prace wyciągasz.

  • To jest mangAwe Unka.
    Mylisz pojęcia.

    Dziewczyny, weźmiecie się za kudły? :)

  • Tak Unka, przeszkadza mi. Ty Kaśka też skończ, nie mam ochoty na czytanie jakiś debilnych pół pyskówek.

  • ok, http://4.bp.blogspot.com/_JRgLzYXDTPg/Se2RbaN7I-I/AAAAAAAAAA8/XJ3pKKzpY4M/s1600-h/malaami.jpg to tez nie ma nic wspolnego z mangą. ani z w.i.t.c.h.`ami. zwlaszcza z w.i.t.c.h.`ami

  • Unka, błagam cię,c zy ty wszędzie widzisz witche, mangi, inne podobne? Nie wiem co cię tak teraz boli.
    Dobrza, z mojej strony to już koniec, nie mam zamiaru dyskutować natemat mojej kreski, tylko dlatego, ze unka jej nie lubi.

  • znakomicie, wracając do meritum, to myślę Unko, że się wpieniłaś na komentarze na Digarcie, a potem walnęłaś rykoszetem w tekst Szymona, nieco bezpodstawnie.

  • Ten wątek zrobił się zabawniejszy niż testy na facebooku.

  • konrad, teksty na digarcie to mnie wnerwily juz jakis czas temu i troche wody uplynelo zanim zebralam sie, zeby zrobic o tym komiks. tekst szymona wyplynal przy okazji. pierwsza czesc mojego wpisu tyczy stricte digarta, druga, od slow „jakis czas temu” dotyczy krytykow ogolnie a trzecia samego tekstu szymona. w ktorym najbardziej wnerwily mnie nieuzasadnione pochwaly. nie tylko ten tekst, ze w maszinie zrobilam cos lepiej, ale takze to, ze pierwsze dwa kadry z kolektywu uznane zostaly za najlepsze. ja z kolei uznalam to za bzdure, bo korekte na ich temat i na temat pierwszej strony dal mi http://anathos.digart.pl/ – ale nie wyrobilam sie z poprawianiem. z reszta i tak nie wyszloby w druku to, co bartek mi zaproponowal. chodzi jedynie o to, ze kiedy ktos chwali mnie za rzeczy, ktore uwazam za nieudane nastawiam sie na „nie” do calego tekstu. brzmi to dziwnie, ale taka analogia: jestes malarzem. zaproszono cie na wystawe zbiorową, na ktorej sa zarowno ludzie gorsi od ciebie jak i dużo lepsi. ty jestes sredni, ale kompletnie ci to nie przeszkadza, bo malowanie sprawilo ci frajde i nie zalujesz, ze poswieciles na nie czas. wtem na sale wpada znany krytyk, ktory miesza z blotem prace ludzi lepszych od ciebie, prace ludzi gorszych od ciebie, dochodzi do ciebie, gnoi twoje prace po czym zauwaza w kacie szmate w którą wycieraleś pędzle i mowi, ze „to jest to”. czujesz się:
    a) szczęśliwy
    b) jak kretyn
    c) jesteś bardzo rozgoryczony i zawiedziony krytykiem.

    nie twierdze, ze to, co zostalo pochwalone to szmata. staram sie robic prace tak dobre, jak potrafie, ale chyba rozumiesz, o co chodzi.

    i tak, jak w przypadku miesa lecacego na digarty glowonoga i earlana, wnerwilam sie tez za mieso lecace na komiksy, ktore mi sie podobaly.
    impulsywnie i chyba przesadzilam.

  • No ale to kwestia gustu przecież jest, przecież to, że Szymonowi podobała się bardziej praca z której Ty jesteś mniej zadowolona, to nie jest powód, aby spazmować. Rozumiem, że możesz się dziwnie czuć, ale to już tak przecież jest, że nigdy nie wiesz, co spodoba się odbiorcy i w jaki sposób.

  • kompletnie nie bylam przygotowana. kompletnie nie tego sie spodziewalam. lepiej znioslabym, gdyby calosc mojej pracy uznano za bezwartosciową. czasem jest tak, ze w konkursach na uczelni typuje swoje pewniaki wsrod prac znajomych i wygrywają jakies mierne gnioty. zawsze mnie to rozczarowuje.

    tylko mi nie mow, ze mam isc plakac w poduszke.

  • No coś Ty, to jest jak najbardziej naturalne. Sam czuję się lekko zażenowany, jak ktoś wspomina jakiś antyczny pasek Ke, który mi się już nie podoba i mówi, że jest ekstra. Tylko takie rzeczy przyjmuje się po prostu na klatę, a nie tłumaczy się odbiorcy, która rzecz z własnej twórczości ma mu się bardziej podobać.

  • wiesz… szymon nie jest takim sobie pierwszym lepszym odbiorcą. jak odbiorca wysmarowuje soczystą litanie na temat czyjejs beznadziejnosci, to normalne jest tez, ze costam odpowiesz. nie zawsze, ale sie zdarza.

  • No to jeszcze dodam od siebie mały rysunkowy komentarz: http://img403.imageshack.us/img403/8100/krtek.gif

  • macieju, ja mam takie pytanie, posiadasz byc moze jakas makulature z twoimi rysunkami, z ktora nie masz co robic? bo ja bym chciala przyjąć bardzo…

  • m a k u l a t u r e ?

    Dla Ciebie wszystko Unka
    ale zakukaj do mnie na maila.

  • dobra, zle slowo:
    dziela wiekopomne chcialam powiedziec.

    tak, spodziewaj sie (:

  • Najnowszy Wulf-cośtam-er dodaje kolorytu całej sytuacji!
    kliku klik

  • A gdyby Wulffmorgenthaler powstawał w Polsce.

    (uwaga: zawiera hermetyczny i betoniasty dowcip!)

  • N. stosuje skuteczny marketing do promocji blogaska :)

  • rob, tylko, jesli przyjmiemy, ze nie istnieje negatywna reklama.

    pawel hehe (;

  • Odwieczna batalia między krytykami i twórcami. Urocze.

    Co do tekstu pana Holcmana – zupełnie jak mój tata, który siedzi w teatrze od wieków, tańczy, reżyseruje, choreografuje, gra, czego on nie robił i to od wieków. A dzisiaj jak rozkapryszone dziecko, nic mu się nie podoba, na wszystko kręci nosem, wszystko krytykuje, nic dla niego nie jest dostatecznie dobre. Nieważne, że aktorzy początkujący – gra aktorska słaba, ruch sceniczny słaby, wszystko słabe, i w ogóle to przedstawienie, co trwa 15 minut wcale nie jest jak „Makbet” albo inny Shakespeare, a przecież powinien.
    Więc czytając ten tekst widziałem jakby tatę. Pan Holcman „widział już wszystko”, nic mu się nie podoba i czeka na objawienie, na komiks, który go zrzuci na kolana i po którego przeczytaniu mógłby umrzeć szczęśliwy.

    W sumie trudno doceniać małych, kiedy na codzień obcuje się z i wydaje WIELKICH.

  • No, ale trochę racji to ten Twój tato ma. Może to z innej beczki, ale kiedy lejdis dostały nominację na komedię wszech czasów sam zacząłem tak myśleć…

  • :)
    Ja proponuję po 3 kil C4 w tyłek i wszyscy się wysadźcie w pizdu

    bum

  • A ja proponuję, żebyś przestał cokolwiek proponować, albo żebyś się wysilił i zaproponował coś sensownego, o ile Cię na to stać… hm w co jakoś wątpię :-D. Nie, jestem raczej o tym przekonany.

Dodaj komentarz