Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Mały świat Golema


papier · komentarzy 18

Mały świat Golema - prawie w pełnej krasie
Joann Sfar jest twórcą tak płodnym, że przy obecnej mocy przerobowej polskich wydawnictw, zajmujących się prezentowaniem nam jego dzieł, moglibyśmy mieć na naszym rynku co najmniej dziesięcioletni cykl publikacji komiksów wspomnianego Francuza żydowskiego pochodzenia. Tak się raczej nie stanie, ale cieszy fakt, że Post, mimo ślimaczego tempa, wydaje „Kota Rabina” (Nagroda Eisnera w 2006 roku i nominacja w bieżącym); Kultura Gniewu w przeciągu miesiąca wypuści „Klezmerów”, a nowy imprint wydawnictwa timof i cisi wspólnicy – Mroja Press – miesiąc temu wystartował z „Małym światem Golema”, czyli minileksykonem sfarowskiego uniwersum. Podobno zakładki i wszystkie litery zet w komiksie miały być wysadzane kryształkami, ale drukarnia nie podołała…

Na początek małe sprostowanie noty wydawcy, które jednocześnie pozwoli mi przedstawić bohaterów:

Joann Sfar zaprasza w podróż do swego fantastycznego świata! Michel Douffon, Vincent Ehrenstein, Humpty Dumpty, Wampir Fernand, Mandragora – wszystkie te postaci znamy z innych opowieści autora.

No właśnie, niestety, jak zapewne większość nabywców „Małego świata Golema”, nie znam tych postaci z innych komiksów, chociaż nieznajomość owego tygla raczej nie przeszkadza w odbiorze. Z perspektywy polskiego czytelnika będzie to na razie ciekawostką, że w omawianym komiksie, który powstawał w latach 1993-1996 i był publikowany w magazynie „Lapin”, pojawiają się postaci, które doczekały się swoich występów w pełniejszym metrażu chociażby w wydanych później „Petit Vampire” czy „Professeur Bell”. Co by jednak nie mówić, Sfar czyni z komiksu pole do przenikania się wykreowanych przez siebie małych światów i to intryguje już na samym początku lektury. Ale o czym właściwie traktuje „Mały świat Golema”…

Ach, te mandragory
Skrótowe określenie fabuły tego komiksu nie będzie tak wymowne jak wymienienie bohaterów, łączących parę nowelek, z których się składa. Zakochany wampir w depresji, mandragora niemająca wpływu na swój los, drzewiec zastanawiający się nad kierunkiem swojej życiowej wędrówki, duet Ehrenstein-Douffon pociągający za sznurki i w końcu Golem robiący za symbol – te postaci i ich dylematy najlepiej opisują „Mały świat Golema”. A ten mówi o rzeczach przelotnych i nietrwałych: miłości, pokusach, złości czy zdolności wpływania na przeznaczenie. Ale, jak to u Sfara bywa, tematem przewodnim jest też religia… i właśnie tu zaczynają się schody.

Czytając „Mały świat Golema”, mam pełną świadomość, że bez znajomości żydowskiej tradycji duża część symbolicznego wymiaru tego komiksu najnormalniej mi ucieka. Sfar w swoich komiksach lubi rozprawiać się z religią, ale tak jak w „Klezmerach” jest długie posłowie tłumaczące wykorzystane motywy, tak tutaj czytelnik jest wyposażony jedynie w nieliczne wskazówki i swoiste didaskalia. Czy raczej notatki, które czasem stanowią podtytuł, czasem komentarz, albo wręcz kalendarium, jak w przypadku napomkniętego przez Sfara wydarzenia z 1 maja 1995 r., gdy aktywiści Frontu Narodowego wepchnęli do Sekwany pewnego Marokańczyka, co skończyło się jego śmiercią. Wracając jednak do religii – jeżeli od ostatniego komiksu z Golemem w drugim planie, zapomnieliście jaka jest jego symbolika, to warto to nadrobić. W „Małym świecie…” wydaje się on być symbolem judaistycznej religii, która zjada własny ogon. Golem jest tu tworem niepotrzebnym, ironicznym wręcz – bo będąc z definicji strażnikiem, sam wymaga doglądania, a jego mały świat jest takim samym światem dla Humpty’ego Dumpty’ego czy wampira Fernanda.

Nietoperki

Obok pochylenia się przez Sfara nad żydowską tradycją i wykorzystanego charakterystycznego motywu dobrego żyda, „Mały świat Golema” jest komiksem pełnym humoru, który najzwyklej w świecie dobrze się czyta. Perypetie wampira Fernanda to komiksowy samograj i nie dziwota, że Sfar pociągnął tę postać dalej, a scena ustania narracji rozbawi każdego fana oniryzmu i zabaw formą. Swobodne, tuszowe rysunki Sfara podkreślają lekkość historii i może dlatego na metaforyczny jej aspekt zacząłem zwracać uwagę po jakimś czasie. Jedynym mankamentem komiksu jest dla mnie zakończenie, którego morał nie będzie dla uważnego czytelnika żadnym zaskoczeniem. Uważam, że na sam koniec zabrakło przytupu, co nie zmienia faktu, że w „Małym świecie Golema” można się zauroczyć jak w pięknej mandragorze.

Słowa uznania kieruję do wydawcy, który zadbał o świetne liternictwo autorstwa Daniela Chmielewskiego i dobrą jakość wydania, charakteryzującą się grubym papierem i okładką zupełnie odmienną od tych, do których przyzwyczaił nas timof albo Taurus. Oczywiście jest też druga strona medalu – od tej pory podobnej dbałości będę oczekiwał w przypadku, gdy tworzący Mroję będą wydawali pod swoimi flagowymi szyldami.

komentarzy 18

  • Polecam ten komiks. Przeczytałem wczoraj i jako bardzo krytyczny przecież czytelnik daję komiksowi najwyższą notę. Co do apieru faktycznie jest świetny:)
    Aha, pierwszy:)

  • Lucek na blogu ziniola był pierwszy.

  • Lol, Maciej… a masz coś więcej do powiedzenia w temacie omawianego komiksu, czy o jakichś zawodach tutaj będziesz gadał? Bo jak to drugie to nie zapomnij napomknąć, kto ma ma dłuższego i jak jest w przypadku innych tytułów ;P.

  • Nie mam nic do powiedzenia w temacie komiksu bo go nie kupiłem. Ale rysunki są zacne.

    Najdłuższego ponoć ma Konwerski.

  • No to kup ;P.

    A Karolowi winszuję, skoro tak.

  • Tak przynajmniej pisał kiedyś u siebie na blogu.

  • Potwierdzam.

  • Komiks jest fajny. Ale to taka rozgrzewka Sfara przed „Pascin” „Vampire Loves” i innymi jego historiami. Rzecz porządna, ale bez jakiegoś „musiszmieć”. Z tą tradycją żydowską też nie ma co przesadzać – czytelny jest zupełnie. No i akcja dzieje się w Wilnie:) Choć ten komiks przejdzie do historii chyba w kategorii „największe darcie gęby o głupią literkę”. Swoją drogą – jak bym na forum Gildii nie przeczytał, to w życiu bym nie wpadł, że to „z” jest jakieś niekoszerne. Aj, waj

  • No, dla mnie jest tam parę takich kwestii, które Sfar mógłby rozwinąć. No i akcja dzieje się w Wilnie, wiadomo ;P.

    A z tym zet, to tak jak arcz z Kolorowych Zeszytów powiedział – chyba za dobrze mamy, jak nam takie rzeczy zaczynają przeszakadzać ;).

  • Myślę, że stworzenie tego komiksu sponsorowała literka „z” po prostu;)

  • Właśnie, literka „z” w ogóle nie przeszkadza w czytaniu tego komiksu, od razu widać że to „z” do cięzkiej piczy. Ten temat na forum gildii był tragiczny moim zdaniem. Klezmerów łykam za miesiąc w dniu premiery:D

  • A jakie jest „z” do lekkiej piczy?

  • Mniej zakręcone. Do ciężkiej piczy trzeba lepszego, bardziej zakręconego sprzętu:D

  • Sztybor, a zerknij na przykładowe strony. Linuję na początku komiks w bazie gildii, tam są przykładowe strony. Literka zet jest taka fracuska, z zawijasem, taka trójeczka.

  • A w Łajce, skoro to w Związku Radzieckim się dzieje, dałem wszystkie wypowiedzi bohaterów znaczkami przypominającymi cyrylicę, ale jak się wczytać, to te słowa są po polsku.

  • No i zapadła grobowa cisza. Następnym razem nie zapomnę dodać na końcu ;), czy innego ;P.

  • Ja tam żart doceniłem, ale jeszcze komiksu nie czytałem, więc sam rozumiesz.

  • A ja się zastanawiam – jaki, kurde bele, inni mają problem z eksperymentowaniem?

    No?

Dodaj komentarz