Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

World of Goo


gry · komentarzy 20

World of Goo

Wydany w październiku zeszłego roku „World of Goo” nieco odleżał na sklepowych półkach zanim go kupiłem, ale dzięki temu mogłem sobie w spokoju pograć, gdy już opadł kurz po fali entuzjastycznych recenzji. Jeżeli jednak jakimś cudem ominęliście dziecko studia 2DBoy, to śpieszę Wam o nim przypomnieć. Bo jest świetne i absolutnie warte Waszej uwagi.

Na początku było słowo, a nieco później, w 2000 roku małe studio Chronic Logic wydało grę pod wszystko mówiącym tytułem „Bridge Builder”. Jak możecie się domyślać, polegała na budowie mostów. Naszym zadaniem było zaprojektowanie takiej konstrukcji, która łącząc dwa brzegi rzeki czy urwiska, zdołałaby utrzymać przejeżdżający po niej pociąg. Przy planowaniu mostu trzeba było brać pod uwagę obciążenia, wytrzymałość materiałów oraz zmieszczenie się w limicie dostępnych funduszy. Gra, której powstawały kolejne coraz bardziej skomplikowane części, nigdy nie przebiła się do świadomości masowego gracza, ale dostarczała sporo świetnej i zarazem trudnej zabawy.

Kilka lat później, w 2005 roku, Kyle Gabler stworzył małą gierkę, „Tower of Goo”, w której walcząc z fizyką gracz musiał budować wieże z bliżej nieokreślonych glutów. Jedynym celem była wysokość naszej budowli, nic więcej. Gra nie była niczym więcej niż zabawką, ale pomysł – glutowy prototyp – zakorzenił się w głowie Gablera, aby wreszcie pod koniec 2008 objawić się światu na sklepowych półkach pod postacią „World of Goo”, gry łączącej chwiejność budowania dziwacznych wieży, z jasno określonym celem rodem z „Bridge Buildera”.

World of Goo

Celem tym jest doprowadzenie jak największej ilości glutowatych kulek do ściekowej rury znajdującej się na końcu danej planszy. W zdecydowanej większości etapów będzie wymagało to od nas zbudowanie jakiegoś mostu lub wieży, jednakże często będziemy musieli nieco pokombinować i skorzystać z różnych właściwości kolorowych glutów. Budowanie mostu ze śliny w trakcie wichury? Tworzenie z łatwopalnych glutów lontów prowadzących do bomby? Zarażanie kulek wirusem aby zmienić ich właściwości? Pomysłów jest tu sporo i było kilka momentów, że aż klaskałem w dłonie z uznania i wołałem Martę, aby opowiedzieć jak sprytna jest ta gra. Na poziomie „niedzielnego gracza” podstawowym wyzwaniem jest doprowadzenie wyznaczonej liczby glutów do mety, co nie powinno zabrać więcej czasu niż parę godzin. Bardziej zdeterminowane osoby będą się znacznie więcej czasu głowić, jak „wymaksować” wszystkie etapy, czy to pod względem ilości ocalonych kulek, jak najmniejszej ilości wykonanych ruchu lub jak najszybszego skończenia poziomu. To już stanowi spore wyzwanie. Im więcej glutów doprowadzimy do mety, tym więcej z nich będziemy mieli do dyspozycji w specjalnym „wolnym” trybie, który jest w gruncie rzeczy starym dobrym „Tower of Goo”, z tą różnicą, że teraz za pośrednictwem sieci możemy porównać nasze wieże z budowlami ludzi na całym świecie.

Wykonanie „World of Goo” nie olśni Was milionami polygonów, efektownymi wybuchami i innymi efektami świetlnymi. Może Was jednak zauroczyć rysunkową grafiką, różnorodnością etapów i kapitalną muzyką kojarzącą mi się z francuskimi filmami animowanymi, Vangelisem i westernami. Ścieżka dźwiękowa jest zresztą dostępna za darmo do ściągnięcia. Warto jednak zaznaczyć, że elementy składowe, które tak świetnie wypadły razem w „World of Goo” pojawiły się we wcześniejszych projektach Gablera, np. „Blow” czy „Gravity head”.

World of Goo

Tworzenie zwariowanych glutowatych konstrukcji mogłoby się spokojnie obejść bez jakiejkolwiek warstwy fabularnej, na szczęście jednak Ron Carmel i Kyle Gabler postanowili inaczej i przygotowali jedną z bardziej kwasowych fabułek w najnowszej historii gier. Piszę „fabułka” nieco protekcjonalnie, bo „World of Goo” to raczej seria luźno powiązanych ze sobą opowieści, które łączą gluty, absurdalny humor i osoba tajemniczego Artysty Malarza, który zostawia tajemnicze wiadomości pod postacią tabliczek rozsianych po całej grze. Jednym z najlepszych momentów w grze jest cyfryzacja glutów, kiedy to przemierzamy wnętrze komputerowego systemu. Wizja opuszczonej przez użytkowników sieci i osamotnionej wyszukiwarki, która wysyła wiadomości do samej siebie naprawdę daje do myślenia i choćby dla niej samej warto sprawdzić ten tytuł.

Na to, że w „World of Goo” warto zagrać składa się kilka czynników. Po pierwsze, jest to niezależna gra stworzona przez dwóch facetów, która przebiła się świadomości graczy z głównego nurtu. Po drugie, na tle owego nurtu jest całkiem świeża i interesująca. Po trzecie wreszcie, jest po prostu świetną grą. Obszerne, zawierające cały pierwszy rozdział demo powinno dać Wam pogląd, z czym się gluty je. A jeśli przypadną Wam one do gustu, to gra została wydana po polsku w cenie 20 zeta i jest warta każdej złotówki.

gry

komentarzy 20

  • Grałem, przeszedłem, trzymam na kompie.
    Grafika jest według mnie świetna, lekko zwariowana, lekko psychodeliczna i świetnie pasująca do gry.
    KMH ma rację co do soundtracka, pasuje idealnie, szybsze kawałki do dynamiczniejszych poziomów, epicka nuda do „wznioślejszych” etapów. Rozwiązania w „WoG” naprawdę są rewelacyjne, polecam popatrzeć na Youtube, jak niektórzy gracze kombinowali, by zdobyć jak największą ilość glutów.

  • To będzie drugi obok „Puzzle Quest” growy filar mojego laptopa. ;)

  • Z samego opisu mi to trochę pachnie Lamingami. Jest coś na rzeczy?

  • PKP: Coś jest na rzeczy :)

    Świetna gra! O ile przed ‚Puzzle Quest’ się broniłem i bronię nadal, to tutaj nie dałem rady i zassałem demo. Bombowe demo. Może nawet pokuszę się o pełną wersję.

    Mam tylko pytanie – czym się strzela i jak się zmienia bronie?

  • arcz: w sumie można strzelać, jak się człowiek uprze

  • yy ta gra to MIAZGA :) toż to miszczostwo świata jakich mało :) gooble sa kozackie :) Zuma to przy tym wizyta u dentysty.

    Mnie sie strasznie spodobał klimat gry i muzyka !! Dosłownie jak z bajki.

  • przed chwilą dokończyłem ;)
    ogromną zaletą tej gry jest jej wieloplatformowość
    no i sama jest mistrzowska:
    fajna grafika, świetna muzyka, sympatyczna fabuła i przede wszystkim mega grywalność, o którą ostatnio coraz ciężęj – gry teraz idą głównie w efekty niestety

  • przeszedłem już jakiś czas temu. WoG to świetny dowód na to, że do stworzenia porządnej gry nie potrzeba miliarda poligonów, dajrekta 90 i budżetu Hollywoodzkiej produkcji. przyciągnął mnie na długie godziny, a niektóre utwory z soundtracku nadal mam w foobarowskiej playliscie.

    przy okazji tego artykułu przypomniałem sobie „Bridge Buildera”, pierwszy dzień z komputerem i geeka, który na „budowaczu mostów” uczył mnie instalować. : )

  • Proszę bardzo :)

    „Ode to Bridge Builder” i otwierający grę kawałek to moje dwa ulubione.

  • “Ode to Bridge Builder” jest świetny.
    A co z Kaptain Polka? Utwór podczas planszy w takim bębnie… Też świetny.

  • Panowie Redaktorzy, co się stało z wpisem o battlefield heroes?

  • Grałam, grałam, jeszcze nie przeszłam ale na pewno przejdę.

    W każdym razie – bardzo przyjemna i miła gra. Na pewno w pewien sposób oryginalna. Może nie wciągnęła się w nią tak jak moja siostra (ona ma bzika na punkcie takich gier z budowaiem jakiś konstrukji z kulek/kwadratów/diamentów) ale zaciekawiła mnie.
    Muzyka – genialna, az sobie ściągnełam (o ile się nie myle dostępna na stronie twórców) i bardzo przyjemnie się słucha poza grą.
    Oby wiecej takich przyjemnych produkcji było.

  • Oryginalna? Nie wydaje mi się. To najzwyczajniej w świecie miks sprawdzonych klimatów. Design z Pataponów, a rozgrywka z Goo Tower unlimited (czy takoś jakoś). Ale. Wciąga! Nieźle zasysa. Dlatego ograniczyłem się do godziny z nią. Przyjemnie było. A muzyki, małpiatko, ściągać nie trzeba. Leży grzecznie w folderze gry pod postacią plików .ogg ;)

  • asta: ale muzykę można ściągnąć bez konieczności kupowania gry i sobie w spokoju słuchać. Ja tak zrobiłem a dopiero po jakimś czasie miałem okazje naprawdę zagrać, więc może kogoś to też zainteresuje. No a co do rozgrywki z Goo Tower to wiesz, skoro GTU to był prototyp, to nie rozumiem zarzutu. O ile to w ogóle zarzut. Ale fakt faktem, w WoG Gabler wykorzystuje swoje pomysły na rozgrywkę czy mechanikę, które wypuścił w świat wcześniej. Nawet przed Pataponami czy Locoroco. Bo z zarzutami o zrzynanie z tego drugiego też się spotkałem. Mi najbardziej WoG przypomina miks wspomnianego Bridge Buildera z Lemingami.

  • Ale mix moze być oryginalny. No bo jako pierwszy coś łączy, prawda?
    Ja osobiscie muzykę ściągnęłą wtedy, gdy nie miałam zainstalowanego WoG.
    I proszę mnie nie nazywac małpiatką.

  • Mnie też!

    Uuk!

  • Przepraszam. Dla mnie to swoisty komplement.

  • kupiłem, przeszedłem, dobre, krótkie..

  • Wymaksowałeś wszystko? :)

  • nope, a ty?:)

Dodaj komentarz