in import

Superman: Red Son

Superman - 600% normy

Wśród fanów, a zapewne i autorów komiksów, panuje przekonanie, że ciężko jest stworzyć dobrą i niesztampową historię z Supermanem. Coś w tym jest – postać człowieka ze stali wykreowano w zupełnie innych realiach, dziś ikona heroizmu i ucieleśnienie amerykańskich ideałów nie wzbudza już tak wielkich emocji, jak w połowie XX wieku. Jednowymiarowość Supermana drażni – często określany jest „harcerzykiem” i uznawany za nudnego, przewidywalnego herosa. Ratunkiem dla autorów, którzy chcieliby wykroczyć poza nakreślone dawno temu ramy postaci, są wydawnictwa z serii Elsewords, czyli „A co by było gdyby”. W nich możliwe jest nawet postawienie świata DC na głowie i zrobienie z Supermana… komunisty.

„Superman: Red Son” oparty na prostym założeniu – skoro wychowany w Ameryce obcy przybysz, Kal-El, został symbolem jej ideałów, to co byłoby, gdyby kapsuła z nim wylądowałaby w Związku Radzieckim? Na tym założeniu konsekwentnie zbudowany jest alternatywny świat, gdzie Superman jest bliskim przyjacielem Stalina, na piersi nosi sierp i młot, a dorastał w ukraińskim kolektywie. Brzmi groteskowo i wywołuje głupkowaty uśmiech na twarzy, ale nie ma się co obawiać, bo za scenariusz odpowiada Mark Millar znany z odświeżania różnych bohaterów („Ultimate X-men”, „The Ultimates”), przewrotów („Civil War”) oraz po prostu dobrego komiksu akcji („Wanted”). Formuła serii Elseworld pozwala mu zbudować konsekwentny alternatywny świat, gdzie oprócz Supermana-przodownika pracy pojawią się Lex Luthor – genialny naukowiec i prezydent czy Batman jako opozycjonista i terrorysta. Millar robi rzeczy, których nie doczekaliśmy (i pewnie nie doczekamy) się w regularnej serii – pokazuje starość bliskich Supermana i jego samego. Osoby z większym rozeznaniem w uniwersum DC będą miały dodatkową zabawę z wychwytywania zmienionych szczegółów – np. gdzie pracuje Oliver Queen alias Green Arrow i jakie miasto zamknięto w butelce tym razem. Jest ich naprawdę mnóstwo, łącznie ze scenami wzorowanymi na sławnych kadrach z oryginalnej serii. „Superman: Red Son” jest jednak zamkniętą całością i mimo wielu nawiązań może go przeczytać osoba z zaledwie podstawową wiedzą o herosie. Ba, zachęcam do sięgnięcia po niego nawet tych, którzy na co dzień Supeharcerza i herosów w lateksie unikają. Będą się może nieco gorzej bawić, ale podstawowy sens komiksu do nich dotrze.

superredson_cover

Esencją tego albumu, nie są bowiem zabawy formalne z budową świata i pochodzeniem postaci. Fikcyjne postacie przenikają się z historią Ameryki, która niczym w „Strażnikach” toczy się zupełnie inaczej – John F. Kennedy nadal jest prezydentem w 1978, zaś w 1963 zamordowano Nixona. Scenarzysta wykorzystuje opowieść o superherosach, by skrytykować ustrój totalitarny. Udaje mu się na szczęście uciec od czarno-białego podziału, obrywa się zarówno Ameryce jak i Rosji. Pokazuje, do czego doszedłby Superman, gdyby przybrani rodzice nie wpoili mu zasad moralnych, które jednocześnie ograniczają tę postać, czyniąc z niej papierowego harcerzyka. Tu ich nie ma, więc Superman chcący zapewnić ludziom absolutne bezpieczeństwo, musi objąć absolutną kontrolą ich niedoskonałe życia. Jednak nie sposób oceniać go negatywnie. Jest w pewnym sensie taki sam jak w regularnej serii: zapatrzony w ideały, w których go wychowano i zdecydowany czynić dobro, choćby jako dobro pojmował wprowadzenie komunizmu i chciał je czynić za wszelką cenę. Millar przypomina o obcości Supermana, który, niczym doktor Manhattan, nie do końca rozumie ludzi. Oprócz „Strażników” można tu zauważyć wpływy innego ważnego dla nurtu superhero albumu: „Dark Knight Returns” oraz nieco mnie udanego „The Dark Knight Strike Again”. Millar zresztą wcale się z tym nie kryje i znów puszcza oko, czyniąc z daty wydania „DKR” – 1986 roku – datę wojny domowej w USA. Nie ma mu się co dziwić, gdyż takie podobieństwa, to wystarczająca rekomendacja dla „Red Son”.

Batmankoff - wróg ludu!

Bardzo mi się podoba eksperymentowanie z wyglądem znanych postaci. Batmana w futrzanej czapie widać powyżej, warto tez zobaczyć Green Lanterna stylizowanego na amerykańskiego asa przestworzy i inne ciekawostki. Szkoda, że Dave Johnson nie zdecydował się na większą zmianę w wyglądzie głównego bohatera i tylko w szkicowniku prezentuje Supermana w kostiumie przypominającym wojskowy mundur i z bródką, niczym u rosyjskiego arystokraty. Na pochwałę zasługują okładki poszczególnych części stylizowane na plakaty propagandowe. Sama kreska nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot taki standard komiksów o Supermanie. Tylko w trzeciej części, gdzie jak zgaduję ołówek przejął Kilian Plunkett, dzieje się coś dziwnego z twarzą głównego bohatera.

„Superman: Red Son” to komiks o największym herosie, który można polecić chyba każdemu. Najlepiej bawić się będą fani wielkiego eSa, ale oni i tak już mają to dzieło na półce. Inni na pewno docenią pomysł na oryginalny świat i samą historię, która jako jedna z nielicznych pokazuje Supermana jako ciekawą i nieco dwuznaczną moralnie postać. Gorzej, że po lekturze tego albumu, zwykłe szeregowe przygody Kryptończyka wydają się w większości mdłe i bezbarwne. Tam pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć… Żeby z innej ikony czasów Zimnej Wojny, Kapitana Ameryki, zrobić herosa na miarę XX wieku, trzeba było go zabić i zastąpić kimś młodszym. A co zrobić z Supermanem?

Skomentuj

Comment

58 Comments

  1. Ja muszę sobie w końcu zakupić „Superman: True Brit”, gdzie scenarzystą jest znany skądinąd John Cleese.

  2. Za opowieściami o Supermanie nigdy nie przepadałem, ale „Czerwonego Syna” przeczytam. Choćby dla zobaczenia Batmana w tej rubasznej uszatce (czy jak to się tam nazywa).

  3. dobre dobre, fajna zabawa na zasadzie ‚bierzechy schemat i wtłaczamy go w inną formę’. supek poza elsewordami się średnio sprawdza, z elsów fajna jest eSowa wersja Metropolis. kurde. o.

  4. Guerilla marketing tu robisz, czy co? Chuj nas obchodzi jakiś Starbucks, naprawdę, c’mon, też se miejsce znalazłeś. Chyba że chodzi o jakiś salon z komiksami, o którym nie wiem.

  5. Dzięki Batmanowi w tym albumie termin „czapka uszatka” nabrał nowego znaczenia :D

  6. Dobry komiks. Chyba jedyny komiks w którym pojawia się superman i nie czytałem go pod przymusem (ot, fanem lalusia nie jestem :3).
    No i, jak zauważyli wszyscy, Batman i jego uszatka, rządzą.

  7. Wstrzymajcie się jeszcze z zakupem, bo w październiku wyjdzie edycja deluxe Czerwonego Syna, o: klik

    A True Brit czytałem i powiem tak – o ile dowcip jest cięty to Cleese dostał jakiegoś słabego rysownika, który słabo posługuje się językiem medium. Słabe to jest. Ale Red Son za to bardzo zacną rzeczą jest.

  8. @haku, to Ty inne komiksy z Superem pod przymusem czytasz? W domu, pracy Cię zmuszają, w ramach karnego jeżyka? Biedaku…

  9. Dragon: Starbucks? Chyba raczej STARFUCKS. nie wiem, po co interesujesz się tym korposyfem, mało jest kawiarni w kraju?

  10. Starfuckers, Inc.

    A czym się Starbucks różni od Coffee Heaven?

  11. To dlatego, że teraz jestem pijany. Pijany szczęściem z powodu pojawienia się kolejnej sieciowej kawiarni w kraju, w tym kraju, który spłodził Miłosza, Papieża i Pudziana. I gdyby każdy z nich jeszcze żył, pewien jestem, że stołowałby się w Starbucksie, cykałby sobie z tego wydarzenia fotki i uśmiechał się czule do pamiątkowego zielonego fartuszka.

    Rob: no właśnie niczym, to jest najlepsze. Ale ja tak spazmuje prewencyjnie, zanim ktoś pomyśli, że SB jest czymś fajnym.

  12. SB do Polski ponownie ściągnęło, co następne?! SS?! Ja się pytam! Pytam się!

    a nie, SS już było, ale padło…

  13. No własnie to mnie wkurza, jak była jedna fajna zagraniczna marka: StarBurst, ze świetnymi żelkami, to musiała paść :|

  14. będzie się ktoś czaił na tego Deluxa? bym się podczepił chętnie pod zamówienie.

  15. @grim Nie, tylko Superman nie należy do moich ulubieńców więc jeśli już biorę się za czytanie komiksu z owym fircykiem, to musi być to coś wartego uwagi. A że większość to średnie rzeczy (choć nie generalizujmy), to wiesz jak jest. Wolę inne marki/rynki, ot i tyle.

  16. Sounds like fun. Chociaż robienie na zasadzie „weźmy znanego bohatera i przewróćmy wszystko do góry nogami” się przejadło. Np. Batman wychowany przez Stracha na wróble i będący burmistrzem Gotham. Do tego krytykowanie systemów totalitarnych też już było poruszane w całym mnóstwie pozycji.
    Ale recenzja naprawdę zachęcająca. Jak będę miał okazję to na pewno przeczytam.

  17. Dr.Agon, ja byłem. Jest super. Kawa jest pyszna i taka amerykańska. Niezapomniane przeżycie. Zbrałem na pamiątkę papierowy kubek i flażkę z logo (flażka – mała flaga, nie mylić z flaszką).

  18. konrad, daj znać jak zaczniesz pianę toczyć z pyska z wrażenia, zrobimy cappucino.

  19. z SB jest jak z McDonalds\BurgerKing – wszyscy spuszczają się nad marką, a i tak wiadomo, ze lepsze hamburgery są w budce na Dworcu Śródmieście.

    (offtopuję pod własnym tekstem o.0 plask)

  20. @SpellCaster – no właśnie sęk w tym, że w „Red Son” ten świat nie jest zrobiony na zasadzie „zamieńmy miejscami co dziwniejsze postacie” – tu tylko eS stanął na głowie. Świat jest spójny, do tego stopnia, że DC zrobiło z niego kolejną alternatywną rzeczywistość.

  21. A z czego nie zrobiło :\ Oni zrobili Ziemię-666 nawet z tej historii o wampirach.

    Chociaż RS jest zasadniczo fajny. Ale ja na co dzień eSa łykam głównie w duecie z Batem – World’s Finest (ale nie Loeba tylko to prawdziwe), Generations (zacne formalnie i ze względu na smaczki) czy ostatnio w Trinity (dobre, ale nie aż tak dobre, jak oczekiwałem).

    Ogólnie Elseworldsy to był genialny pomysł. No, bardzo często :D

  22. jedyna prawdziwa Starbuck to porucznik Kara Thrace z BSG

  23. @SpellCaster – „Nieoczekiwaną zmianę miejsc” to masz np. w Thrillkillerze, gdzie Batman i Batgirl zamienili się miejscami w hierarchii (tam Babs jest szefem, a Bruce sidekickiem). W „Red Sonie” jest jednak coś więcej, aniżeli standardowe „puszczanie oka” do fana. Na pewno jest o wiele bardziej rozbudowany, niż Annual z Shadow of the Bat, o którym wspominasz.

    Tak przy okazji – godai, miałem zamiar o tym napisać w Twoim wpisie o Tinity, ale coś mi przeszkodziło, więc pisze tutaj – skoro Trinity Ci się podoba to spróbuj Batman/Grendel. Według mnie to najlepszy Batman Wagnera, nawet lepszy od „Faces”. Serio.

  24. Chciałem, ale mi to ktoś ostatnio przelicytował, a nie jest na tyle wysoko na liście zakupów, żeby teraz ciągnąć nówkę ze Stanów.

  25. Najlepsze hotdogi mają w budzie pod Tesco na Kabatach. 7 sosów do wyboru i sporo dodatków.

    A hambuksy, to nie wiem.

  26. Ze starbucksem jest jak z seskem z gruba kobieta. Nie przyznacie sie przed kumplami ze chcielibyscie sprobowac choc raz.

  27. Popieram z tymi hotdogami. A hambuksy najlepsze pod pałacem jadłem, ale teraz już chyba tej budy nie ma.

  28. W budzie pod patykiem jest tylko jedno jedyne słuszne danie – pizza z dużą ilością prażonej cebuli i majonezem. Idealna nad ranem, po powrocie z całonocnej najeby. Spożywana na murku plastikowymi sztućcami smakuje lepiej niż mamine ruskie pierogi.

  29. Ze starbucksem jest jak z grubymi kobietami, które nie chcą się przyznać, że choć raz chciałyby spróbować seksu z Japonem.

  30. no tam to zapiekanki kojażę, takie gąbczaste, ale majonez i cebula, i jest w deseczkę.

    hot doki faktycznie dobre, acz nietanie. spoko są te w kioskokawiarniach 1 minute. buła z parówą za 3 dzika. emkej.

    ale ten hamburger mnie intryguje, co ma rzekomo być lepszy od produktów z BK…

  31. Tak przy okazji czerwono-gwiazdkowych klimatów: sprawdzał ktoś Red Star? Wiem, że to Image i z grubsza wiadomo czego się spodziewać, ale swego czasu rzecz mnie zaintrygowała. No a teraz sobie o niej przypomniałem. A w kwestii gastronomicznej niestety nie jestem w stanie się wypowiedzieć…

  32. @gonz – na dworcu śródmieście pod ziemią na bocznym peronie w kierunku zachodnim jest taka budka, gdzie serwują wypasione hamburgery z chrakterystycznym sosem, świeżymi warzywami i prażona cebulką (nie powiem Ci z pamięci która, bo jest ich kilka). Od maca są lepsze spokojnie, a od BK minimalnie (o tę cebulkę ;)), bo jednak podwójnego Whoopera ciężko pobić i sam często na niego wpadam.
    Hot-dogi z kolei pytują w budce koło Łazienek, niezłe są też na starym mieście.

  33. Pomyśleć, że 15 lat temu jak otworzyli Mcdonalda pierwszego w Ufie to mój ojciec stał w kolejce 3 godziny. Poprzewracało się w dupach od tego kapitalizmu !

  34. Za Supermanem nie przepadam, ale dla tego scenariusza i czapki w stylu ‚z-tym-gościem-musi-być-coś-nie-tak’ Batmana – zaczaję się :)

    @Titos – ale jak to tak, że to uniform jest, czy potem S przebiera to kolorowe wdzianko w budce telefonicznej?

  35. co do nowopolskich potraw w centrum, to polecam kebaba w Bosforze na centralniaku.

    kwaśne fe.

  36. Ha, to jest nas więcej, niż dwoje – jeszcze rysownik ‚Red Sona’ ^^ No, chyba, że z nim też coś jest nie tak.

    Najlepsze żelki są ze Słowacji, kupione w kilogramowym pudełku i skonsumowane natychmiastowo.

  37. kebaby z centralniaka to tylko na sraczkę się nadają.

    w sensie co by powodować, nie leczyć.

  38. To fakt, syfiaste są. Niestety nwiele nawet dobrych punktów idzie w masówkę i jakość spada. Supermanie, ocal nas!

  39. na srake i żyganie to kebab u turka w KDT polecam. Bosfor trzyma za jaja wszystkie kebabuły na centralnym i jest ponad poziomem jebania kichy :)

  40. no stary. na centralniaku jest ŹLE. w KDT nie je się WOGÓLE. paradoksalnie – jedne z najlepszych kebabczy jakie ostatnio jadłem, to ta nowa budka z pod metra świętokrzyska. barani XXL w grubym rządzi. Mysza poświadczy.

  41. Gonz – która budka spod metra – tam dwie stoją?

    Spud – na centralnym kebaby robią Azjaci. Nie mam nic do nich, ale pewniej się czuję jak robią coś w pięciu smakach i z makaronem sojowym… Taka iluzja, że wiedzą, co robią. ;)

  42. Pawelk – gościu wyglądał na ponad 50% araba. Azjata czy Arab, co by nie było gościu ze wschodu.

    Gonz – skoro polecasz. nie omieszkam wszamać