Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Superman: Red Son


import · komentarzy 58

Superman - 600% normy

Wśród fanów, a zapewne i autorów komiksów, panuje przekonanie, że ciężko jest stworzyć dobrą i niesztampową historię z Supermanem. Coś w tym jest – postać człowieka ze stali wykreowano w zupełnie innych realiach, dziś ikona heroizmu i ucieleśnienie amerykańskich ideałów nie wzbudza już tak wielkich emocji, jak w połowie XX wieku. Jednowymiarowość Supermana drażni – często określany jest „harcerzykiem” i uznawany za nudnego, przewidywalnego herosa. Ratunkiem dla autorów, którzy chcieliby wykroczyć poza nakreślone dawno temu ramy postaci, są wydawnictwa z serii Elsewords, czyli „A co by było gdyby”. W nich możliwe jest nawet postawienie świata DC na głowie i zrobienie z Supermana… komunisty.

„Superman: Red Son” oparty na prostym założeniu – skoro wychowany w Ameryce obcy przybysz, Kal-El, został symbolem jej ideałów, to co byłoby, gdyby kapsuła z nim wylądowałaby w Związku Radzieckim? Na tym założeniu konsekwentnie zbudowany jest alternatywny świat, gdzie Superman jest bliskim przyjacielem Stalina, na piersi nosi sierp i młot, a dorastał w ukraińskim kolektywie. Brzmi groteskowo i wywołuje głupkowaty uśmiech na twarzy, ale nie ma się co obawiać, bo za scenariusz odpowiada Mark Millar znany z odświeżania różnych bohaterów („Ultimate X-men”, „The Ultimates”), przewrotów („Civil War”) oraz po prostu dobrego komiksu akcji („Wanted”). Formuła serii Elseworld pozwala mu zbudować konsekwentny alternatywny świat, gdzie oprócz Supermana-przodownika pracy pojawią się Lex Luthor – genialny naukowiec i prezydent czy Batman jako opozycjonista i terrorysta. Millar robi rzeczy, których nie doczekaliśmy (i pewnie nie doczekamy) się w regularnej serii – pokazuje starość bliskich Supermana i jego samego. Osoby z większym rozeznaniem w uniwersum DC będą miały dodatkową zabawę z wychwytywania zmienionych szczegółów – np. gdzie pracuje Oliver Queen alias Green Arrow i jakie miasto zamknięto w butelce tym razem. Jest ich naprawdę mnóstwo, łącznie ze scenami wzorowanymi na sławnych kadrach z oryginalnej serii. „Superman: Red Son” jest jednak zamkniętą całością i mimo wielu nawiązań może go przeczytać osoba z zaledwie podstawową wiedzą o herosie. Ba, zachęcam do sięgnięcia po niego nawet tych, którzy na co dzień Supeharcerza i herosów w lateksie unikają. Będą się może nieco gorzej bawić, ale podstawowy sens komiksu do nich dotrze.

superredson_cover

Esencją tego albumu, nie są bowiem zabawy formalne z budową świata i pochodzeniem postaci. Fikcyjne postacie przenikają się z historią Ameryki, która niczym w „Strażnikach” toczy się zupełnie inaczej – John F. Kennedy nadal jest prezydentem w 1978, zaś w 1963 zamordowano Nixona. Scenarzysta wykorzystuje opowieść o superherosach, by skrytykować ustrój totalitarny. Udaje mu się na szczęście uciec od czarno-białego podziału, obrywa się zarówno Ameryce jak i Rosji. Pokazuje, do czego doszedłby Superman, gdyby przybrani rodzice nie wpoili mu zasad moralnych, które jednocześnie ograniczają tę postać, czyniąc z niej papierowego harcerzyka. Tu ich nie ma, więc Superman chcący zapewnić ludziom absolutne bezpieczeństwo, musi objąć absolutną kontrolą ich niedoskonałe życia. Jednak nie sposób oceniać go negatywnie. Jest w pewnym sensie taki sam jak w regularnej serii: zapatrzony w ideały, w których go wychowano i zdecydowany czynić dobro, choćby jako dobro pojmował wprowadzenie komunizmu i chciał je czynić za wszelką cenę. Millar przypomina o obcości Supermana, który, niczym doktor Manhattan, nie do końca rozumie ludzi. Oprócz „Strażników” można tu zauważyć wpływy innego ważnego dla nurtu superhero albumu: „Dark Knight Returns” oraz nieco mnie udanego „The Dark Knight Strike Again”. Millar zresztą wcale się z tym nie kryje i znów puszcza oko, czyniąc z daty wydania „DKR” – 1986 roku – datę wojny domowej w USA. Nie ma mu się co dziwić, gdyż takie podobieństwa, to wystarczająca rekomendacja dla „Red Son”.

Batmankoff - wróg ludu!

Bardzo mi się podoba eksperymentowanie z wyglądem znanych postaci. Batmana w futrzanej czapie widać powyżej, warto tez zobaczyć Green Lanterna stylizowanego na amerykańskiego asa przestworzy i inne ciekawostki. Szkoda, że Dave Johnson nie zdecydował się na większą zmianę w wyglądzie głównego bohatera i tylko w szkicowniku prezentuje Supermana w kostiumie przypominającym wojskowy mundur i z bródką, niczym u rosyjskiego arystokraty. Na pochwałę zasługują okładki poszczególnych części stylizowane na plakaty propagandowe. Sama kreska nie wyróżnia się niczym szczególnym, ot taki standard komiksów o Supermanie. Tylko w trzeciej części, gdzie jak zgaduję ołówek przejął Kilian Plunkett, dzieje się coś dziwnego z twarzą głównego bohatera.

„Superman: Red Son” to komiks o największym herosie, który można polecić chyba każdemu. Najlepiej bawić się będą fani wielkiego eSa, ale oni i tak już mają to dzieło na półce. Inni na pewno docenią pomysł na oryginalny świat i samą historię, która jako jedna z nielicznych pokazuje Supermana jako ciekawą i nieco dwuznaczną moralnie postać. Gorzej, że po lekturze tego albumu, zwykłe szeregowe przygody Kryptończyka wydają się w większości mdłe i bezbarwne. Tam pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć… Żeby z innej ikony czasów Zimnej Wojny, Kapitana Ameryki, zrobić herosa na miarę XX wieku, trzeba było go zabić i zastąpić kimś młodszym. A co zrobić z Supermanem?

komentarzy 58

  • urzekła mnie czapka batmana

  • Ja muszę sobie w końcu zakupić „Superman: True Brit”, gdzie scenarzystą jest znany skądinąd John Cleese.

  • Za opowieściami o Supermanie nigdy nie przepadałem, ale „Czerwonego Syna” przeczytam. Choćby dla zobaczenia Batmana w tej rubasznej uszatce (czy jak to się tam nazywa).

  • dobre dobre, fajna zabawa na zasadzie ‚bierzechy schemat i wtłaczamy go w inną formę’. supek poza elsewordami się średnio sprawdza, z elsów fajna jest eSowa wersja Metropolis. kurde. o.

  • Był ktoś z was już w warszawskim Starbucks?
    A co do komiksu, Superman pasuje jak ulał, 300% normy człowieczeństwa.

  • Guerilla marketing tu robisz, czy co? Chuj nas obchodzi jakiś Starbucks, naprawdę, c’mon, też se miejsce znalazłeś. Chyba że chodzi o jakiś salon z komiksami, o którym nie wiem.

  • @Dr.Agon
    Specjalnie dla Ciebie pójdę i napiszę relację.

  • Dzięki Batmanowi w tym albumie termin „czapka uszatka” nabrał nowego znaczenia :D

  • Dobry komiks. Chyba jedyny komiks w którym pojawia się superman i nie czytałem go pod przymusem (ot, fanem lalusia nie jestem :3).
    No i, jak zauważyli wszyscy, Batman i jego uszatka, rządzą.

  • Wstrzymajcie się jeszcze z zakupem, bo w październiku wyjdzie edycja deluxe Czerwonego Syna, o: klik

    A True Brit czytałem i powiem tak – o ile dowcip jest cięty to Cleese dostał jakiegoś słabego rysownika, który słabo posługuje się językiem medium. Słabe to jest. Ale Red Son za to bardzo zacną rzeczą jest.

  • @haku, to Ty inne komiksy z Superem pod przymusem czytasz? W domu, pracy Cię zmuszają, w ramach karnego jeżyka? Biedaku…

  • Dragon: Starbucks? Chyba raczej STARFUCKS. nie wiem, po co interesujesz się tym korposyfem, mało jest kawiarni w kraju?

  • Konrad, nie poznaję Cię ): kiedyś taki nie byłeś…

  • Starfuckers, Inc.

    A czym się Starbucks różni od Coffee Heaven?

  • To dlatego, że teraz jestem pijany. Pijany szczęściem z powodu pojawienia się kolejnej sieciowej kawiarni w kraju, w tym kraju, który spłodził Miłosza, Papieża i Pudziana. I gdyby każdy z nich jeszcze żył, pewien jestem, że stołowałby się w Starbucksie, cykałby sobie z tego wydarzenia fotki i uśmiechał się czule do pamiątkowego zielonego fartuszka.

    Rob: no właśnie niczym, to jest najlepsze. Ale ja tak spazmuje prewencyjnie, zanim ktoś pomyśli, że SB jest czymś fajnym.

  • SB do Polski ponownie ściągnęło, co następne?! SS?! Ja się pytam! Pytam się!

    a nie, SS już było, ale padło…

  • No własnie to mnie wkurza, jak była jedna fajna zagraniczna marka: StarBurst, ze świetnymi żelkami, to musiała paść :|

  • będzie się ktoś czaił na tego Deluxa? bym się podczepił chętnie pod zamówienie.

  • @grim Nie, tylko Superman nie należy do moich ulubieńców więc jeśli już biorę się za czytanie komiksu z owym fircykiem, to musi być to coś wartego uwagi. A że większość to średnie rzeczy (choć nie generalizujmy), to wiesz jak jest. Wolę inne marki/rynki, ot i tyle.

  • Sounds like fun. Chociaż robienie na zasadzie „weźmy znanego bohatera i przewróćmy wszystko do góry nogami” się przejadło. Np. Batman wychowany przez Stracha na wróble i będący burmistrzem Gotham. Do tego krytykowanie systemów totalitarnych też już było poruszane w całym mnóstwie pozycji.
    Ale recenzja naprawdę zachęcająca. Jak będę miał okazję to na pewno przeczytam.

  • Dr.Agon, ja byłem. Jest super. Kawa jest pyszna i taka amerykańska. Niezapomniane przeżycie. Zbrałem na pamiątkę papierowy kubek i flażkę z logo (flażka – mała flaga, nie mylić z flaszką).

  • przenieśmy tam wsk

  • konrad, daj znać jak zaczniesz pianę toczyć z pyska z wrażenia, zrobimy cappucino.

  • Konrad : Red Son – walczący z kapitalistycznymi najeźdźcami.

  • z SB jest jak z McDonalds\BurgerKing – wszyscy spuszczają się nad marką, a i tak wiadomo, ze lepsze hamburgery są w budce na Dworcu Śródmieście.

    (offtopuję pod własnym tekstem o.0 plask)

  • to nie taki oftop.
    mówimy o kapitaliźmie w kraju postkomunistycznym.

  • @SpellCaster – no właśnie sęk w tym, że w „Red Son” ten świat nie jest zrobiony na zasadzie „zamieńmy miejscami co dziwniejsze postacie” – tu tylko eS stanął na głowie. Świat jest spójny, do tego stopnia, że DC zrobiło z niego kolejną alternatywną rzeczywistość.

  • A z czego nie zrobiło :\ Oni zrobili Ziemię-666 nawet z tej historii o wampirach.

    Chociaż RS jest zasadniczo fajny. Ale ja na co dzień eSa łykam głównie w duecie z Batem – World’s Finest (ale nie Loeba tylko to prawdziwe), Generations (zacne formalnie i ze względu na smaczki) czy ostatnio w Trinity (dobre, ale nie aż tak dobre, jak oczekiwałem).

    Ogólnie Elseworldsy to był genialny pomysł. No, bardzo często :D

  • gilo (z pracy)

    jedyna prawdziwa Starbuck to porucznik Kara Thrace z BSG

  • @SpellCaster – „Nieoczekiwaną zmianę miejsc” to masz np. w Thrillkillerze, gdzie Batman i Batgirl zamienili się miejscami w hierarchii (tam Babs jest szefem, a Bruce sidekickiem). W „Red Sonie” jest jednak coś więcej, aniżeli standardowe „puszczanie oka” do fana. Na pewno jest o wiele bardziej rozbudowany, niż Annual z Shadow of the Bat, o którym wspominasz.

    Tak przy okazji – godai, miałem zamiar o tym napisać w Twoim wpisie o Tinity, ale coś mi przeszkodziło, więc pisze tutaj – skoro Trinity Ci się podoba to spróbuj Batman/Grendel. Według mnie to najlepszy Batman Wagnera, nawet lepszy od „Faces”. Serio.

  • Chciałem, ale mi to ktoś ostatnio przelicytował, a nie jest na tyle wysoko na liście zakupów, żeby teraz ciągnąć nówkę ze Stanów.

  • @pawelk – a to ciekawe, a o które budzie mówisz?

  • Najlepsze hotdogi mają w budzie pod Tesco na Kabatach. 7 sosów do wyboru i sporo dodatków.

    A hambuksy, to nie wiem.

  • JAPONfan

    Ze starbucksem jest jak z seskem z gruba kobieta. Nie przyznacie sie przed kumplami ze chcielibyscie sprobowac choc raz.

  • Popieram z tymi hotdogami. A hambuksy najlepsze pod pałacem jadłem, ale teraz już chyba tej budy nie ma.

  • W budzie pod patykiem jest tylko jedno jedyne słuszne danie – pizza z dużą ilością prażonej cebuli i majonezem. Idealna nad ranem, po powrocie z całonocnej najeby. Spożywana na murku plastikowymi sztućcami smakuje lepiej niż mamine ruskie pierogi.

  • Ze starbucksem jest jak z grubymi kobietami, które nie chcą się przyznać, że choć raz chciałyby spróbować seksu z Japonem.

  • no tam to zapiekanki kojażę, takie gąbczaste, ale majonez i cebula, i jest w deseczkę.

    hot doki faktycznie dobre, acz nietanie. spoko są te w kioskokawiarniach 1 minute. buła z parówą za 3 dzika. emkej.

    ale ten hamburger mnie intryguje, co ma rzekomo być lepszy od produktów z BK…

  • Tak przy okazji czerwono-gwiazdkowych klimatów: sprawdzał ktoś Red Star? Wiem, że to Image i z grubsza wiadomo czego się spodziewać, ale swego czasu rzecz mnie zaintrygowała. No a teraz sobie o niej przypomniałem. A w kwestii gastronomicznej niestety nie jestem w stanie się wypowiedzieć…

  • Wszechburger jest w pytunie, polecam. Burger King w sensie.

  • @Jaszczu – o tak!

    @JAPON – żyjesz i się nie zgłaszasz?

  • @gonz – na dworcu śródmieście pod ziemią na bocznym peronie w kierunku zachodnim jest taka budka, gdzie serwują wypasione hamburgery z chrakterystycznym sosem, świeżymi warzywami i prażona cebulką (nie powiem Ci z pamięci która, bo jest ich kilka). Od maca są lepsze spokojnie, a od BK minimalnie (o tę cebulkę ;)), bo jednak podwójnego Whoopera ciężko pobić i sam często na niego wpadam.
    Hot-dogi z kolei pytują w budce koło Łazienek, niezłe są też na starym mieście.

  • mr.ciacho

    Pomyśleć, że 15 lat temu jak otworzyli Mcdonalda pierwszego w Ufie to mój ojciec stał w kolejce 3 godziny. Poprzewracało się w dupach od tego kapitalizmu !

  • supermanie gdzie jesteś

  • a przy okazji
    http://jaytablante.deviantart.com/art/Queer-Eye-Clark-Kent-55056342
    „what if Clark Kent was made over by the gays from Queer Eye?”

    :))

  • Za Supermanem nie przepadam, ale dla tego scenariusza i czapki w stylu ‚z-tym-gościem-musi-być-coś-nie-tak’ Batmana – zaczaję się :)

    @Titos – ale jak to tak, że to uniform jest, czy potem S przebiera to kolorowe wdzianko w budce telefonicznej?

  • O, witamy fankę twórczości Jona Lajoie ;).

  • maggotsinside

    czy ktoś powiedział żelki?!!!

  • Ja lubię takie kwaśne.

  • co do nowopolskich potraw w centrum, to polecam kebaba w Bosforze na centralniaku.

    kwaśne fe.

  • Ha, to jest nas więcej, niż dwoje – jeszcze rysownik ‚Red Sona’ ^^ No, chyba, że z nim też coś jest nie tak.

    Najlepsze żelki są ze Słowacji, kupione w kilogramowym pudełku i skonsumowane natychmiastowo.

  • kebaby z centralniaka to tylko na sraczkę się nadają.

    w sensie co by powodować, nie leczyć.

  • To fakt, syfiaste są. Niestety nwiele nawet dobrych punktów idzie w masówkę i jakość spada. Supermanie, ocal nas!

  • na srake i żyganie to kebab u turka w KDT polecam. Bosfor trzyma za jaja wszystkie kebabuły na centralnym i jest ponad poziomem jebania kichy :)

  • no stary. na centralniaku jest ŹLE. w KDT nie je się WOGÓLE. paradoksalnie – jedne z najlepszych kebabczy jakie ostatnio jadłem, to ta nowa budka z pod metra świętokrzyska. barani XXL w grubym rządzi. Mysza poświadczy.

  • Gonz – która budka spod metra – tam dwie stoją?

    Spud – na centralnym kebaby robią Azjaci. Nie mam nic do nich, ale pewniej się czuję jak robią coś w pięciu smakach i z makaronem sojowym… Taka iluzja, że wiedzą, co robią. ;)

  • Pawelk – gościu wyglądał na ponad 50% araba. Azjata czy Arab, co by nie było gościu ze wschodu.

    Gonz – skoro polecasz. nie omieszkam wszamać

Dodaj komentarz