Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Gang Hemingwaya


papier · komentarze: 23

Jason
Spytacie, kim jest ten spowity w błękit i róż śmieszny koleżka o, jakby to niektórzy określili, psiej gębie. Nie, to nie Daniel Chmielewski za 20 lat tylko Jason – zdobywca dwóch nagród Eisnera, nominowany właśnie za „The Last Musketeer” do kolejnej. Twórca ten powinien być Wam znany z „Pssst!” i publikacji w drugim „Ziniolu”. A ja chciałbym zwrócić Waszą uwagę na najlepszy jego komiks wydany do tej pory w Polsce – „Gang Hemingwaya”, który przyniósł Jasonowi pierwszego Eisnera.

Czterej kumple, rysownicy komiksów: Ernest Hemingway, F. Scott Fitzgerald, James Joyce oraz Ezra Pound żyją sobie gdzieś w Paryżu w środku międzywojnia i zastanawiają się, co począć ze swoimi ciężkimi losami komiksiarzy, którzy psują sobie oczy i hodują garby nad kolejnymi planszami przynoszącymi im nikły zarobek. Ich żony skarżą się na nudę, brak pieniędzy, a taka Zelda Fitzgerald szuka ukojenia w ramionach Jeana-Paula (po pasiastej bluzce da się poznać, że jest Francuzem), który ewidentnie ma większego Gatsby’ego. I tkwią sobie wszyscy w takim zawieszeniu, prowadząc nudne rozmowy o komiksach i o tym, jak to jest źle… dopóki Hemingway nie wpada na pomysł zorganizowania napadu na bukmacherów. No i nie należy się temu dziwić, bo gdzie gang, tam i napad.

jason2

„Gang Hemingwaya” to komiks lekko awanturniczy, przesycony humorem i autoironią. Jason chociażby tak sobie drwi z Dostojewskiego (rysownika, a jakże!): „To porządny rysownik, ale jego postacie wyglądają jednakowo. Wszystkie mają tę samą twarz[...]„ i nie przepuszcza okazji, by w swoim komiksie – najczęściej zabawnie puentując dowcip – łamać zasady, o których mówią jego bohaterowie. Jednocześnie bohaterów charakteryzuje swoista blaza, która dopada każdego, który żyje tylko i wyłącznie komiksami. Ich rozmowy o komiksach są pozbawione przebłysków, z których są znani, a wszystko wydaje się być kolejnym banałem, jaki można podsumować pytaniem „Po co my w ogóle zajmujemy się komiksami?”. Nic więc dziwnego, że chcą poczuć się innymi ludźmi, założyć maski i odczuć przypływ adrenaliny, kradnąc pieniądze.

Jason jest przy tym mistrzem prowadzenia historii, z jednej strony umiejętnie korzysta z narracji niemej, z drugiej wyważa dialogi tak, aby nie przynudzić i raz skupia uwagę czytelnika na tematyce komiksowej, później lawiruje wokół kobiet, by w końcu zakończyć dłuższą pogadankę jednym celnym zdaniem bądź gagiem. Wszystko to sprawia, że pewna monotonia jasonowej formy – przez klasyczne kadrowanie po charakterystycznie rysowane postaci – schodzi gdzieś na drugi plan. Czytelnik w pełni skupiony jest na historii, która dzieje się w wykrzywionym świecie klasyków literatury tworzących komiksy. Jason potrafi też zaskoczyć, co udowodnił drugą połową „Gangu…”, w której napad pokazany jest z perspektywy siedmiu różnych osób, a co nowy punkt widzenia, to i intryga narasta. Jest to fenomenalne rozwiązanie – jak to już ktoś zauważył, w stylu „Wściekłych psów” – dzięki któremu akcja rodem z „Gangu Olsena” nabiera świetnego suspensu.

Gang Hemingwaya

Jednocześnie należy powiedzieć, że kreska Jasona, mimo iż minimalistyczna i monotonna, jest oryginalna, konsekwentna i pozostająca w pełnej harmonii z fabułami serwowanymi przez autora. Nie zaprzeczam jednak, że może w pewnym momencie nużyć – sam po przeczytaniu „Skasowałem Adolfa Hitlera” musiałem zrobić sobie przerwę, zasiadając do „Gangu…”. Nie są to bynajmniej rysunki złe, raczej chodzi tutaj o odbiorcę, odzwyczajonego od ligne claire i całej idącej za tym stylem maniery.

Jason jest jednym z najciekawszych autorów publikowanych obecnie w Polsce, a Taurus, wydając jego komiksy, idealnie wpisuje się w kurs obrany przed rokiem, do niedawna wyznaczany wyłącznie przez Kulturę Gniewu. Sam sposób wydania „Gangu Hemingwaya” z jednej strony nie jest jakiś nadzwyczaj wyszukany, z drugiej jednak jaki miałby być, biorąc pod uwagę minimalizm prezentowany przez Jasona? Po wielokrotnym kartkowaniu komiksu jestem jednak zaniepokojony o jego integralność i chyba wolałbym, by Taurus korzystał z usług drukarni, która wzięła się za „Mały świat Golema”. Kończąc tę dygresję, a wracając do tej psiej gęby wywołanej na początku – czy nie uważacie, że tak jak właściciele psów upodabniają się do swoich pupili (i na odwrót), to tak samo dzieje się z twórcami komiksów i ich dziełami?

komentarze: 23

  • „Jednocześnie należy powiedzieć, że kreska Jasona, mimo iż minimalistyczna i monotonna(…). Nie zaprzeczam jednak, że może w pewnym momencie nużyć…”

    Krew mnie zalewa, jak czytam takie rzeczy.

    „Sam sposób wydania “Gangu Hemingwaya” z jednej strony nie jest jakiś nadzwyczaj wyszukany, z drugiej jednak jaki miałby być, biorąc pod uwagę minimalizm prezentowany przez Jasona?”

    Mógłby być np. taki, jak w przypadku tych samych komiksów wydawanych przez Fantagraphics.

  • „Krew mnie zalewa, jak czytam takie rzeczy”.

    Ale niby dlaczego? Jakie rzeczy? Nie zaprzeczysz chyba, że:
    1. Jason ma minimalistyczny styl (ligne claire).
    2. Graficznie jest to „na jedno kopyto”. Naturalnie są pewne urozmaicenia, ale też w dość ograniczonym zakresie.

    Jest to celowy zabieg i konkretny styl, który sobie obrał i nie jest to dla mnie żadna wada, tylko po prostu cecha, która ma swoje plusy i minusy. I żeby była jasność (bo może dlatego krew Cię zalewa), ja nie stawiam znaku równości między „monotonny” a „nudny”, użyłem tutaj tego słowa w znaczeniu „jednostajny”. Naprawdę nie wiem na co tutaj się jeżyć. Seks też może być jednostajny, ale to ciągle seks, nie? ;P

    I tak, może w pewnym momencie nużyć… podkreślam – „pewnym”, nie „każdym”. Dla mnie „tym momentem” jest przeczytanie trzech jego komiksów w przeciągu dwóch dni. „Pssst!” sobie przypomniałem jednego dnia, a „Skasowałem…” i „Gang…” przeczytałem drugiego. I żałowałem, że zostawiłem sobie „Gang…” na sam koniec, bo tak, Jason mnie poniekąd znużył. Po odsapnięciu czerpałem dużo większą przyjemność z lektury.

    W ogólnym rozrachunku to i tak moje subiektywne odczucia, spowodowane chyba lekkim przesytem, jaki sobie wtedy zaserwowałem. Tak samo zresztą jak to, że uważam, że „Gang…” jest najlepszą rzeczą Jasona wydaną u nas. Niektórzy twierdzą, że jednak „Pssst!”. Mam nadzieję, że krew się w nich nie będzie gotować, jak przeczytają, że ja tak nie uważam ;).

  • Mnie się wydawało swego czasu, że Daniel Chmielewski z odpowiedniej odległości, przy odpowiednim świetle i pod odpowiednim kątem wygląda jak James Rolfe. Ale mogłem być wtedy pod wpływem. A „Gangu” jeszcze nie łykałem, na razie jestem po „Skasowałem Adolfa Hitlera” (btw nie wiem czy jest tak samo wydany, ale to wydanie chyba wszystko ma na swoim miejscu).

  • gilo (z pracy)

    „idealnie wpisuje się w kurs obrany przed rokiem, do niedawna wyznaczany wyłącznie przez Kulturę Gniewu”

    a timof i post?

  • Nie mogłeś sobie darować żartu z „Wielkiego Gatsby’ego” jak go wymyśliłeś, co ? :-)

    Odkładałem sobie „Gang” i „Hitlera” na potem, ale jak tylko portfelowi trochę pójdzie w boczki, to na któryś z nich go odchudzę.

  • Moim zdaniem taurus trochę przegiął. 32 zł za 48 stron komiksu w formacie b5 – nie stać mnie na takie komiksy

  • @gilo – Timof jeszcze przed rokiem takiego kursu nie miał, stąd w tym zdaniu się nie pojawił, teraz kurs ma podobny, co nie zmienia faktu, że do niedawna wyłącznie KG go wyznaczał.

    Post wydaje ostatnio tak nieregularnie, że po prostu go nie uwględniam mówiąc o „politykach wydawniczych”.

    @.C.Z. – ale to prawda! Oni tam o wackach gadają ;). Zobaczysz, jak przeczytasz.

    @kazik – no wiesz, takie niestety są realia. Mnie to tak strasznie nie boli, gdy kupuję ze zniżką 25%, ale porównując do np. „Trzech paradoksów” albo dajmy na to „Suki” (te same ceny obu) to faktycznie troszkę niekorzystkie to wygląda.

  • Mi się bardziej podobało „Jak skasowałem…”. Fabuła idzie z kreską w idealnej harmonii . Nie wiem czy śmieszyłoby mnie to tak jakbym mógł zobaczyć jakieś szczególiki , wyolbrzymioną mimikę itp.
    Dobra rzecz

  • Mnie osobiście bardziej przypadła do gustu historia z Adolfem Hitlerem. Nie, nie dlatego, że jest tam płatny zabójca. Po prostu tam aż czuć było te emocje na niezmiennych wręcz twarzach psowatych postaci, z każdej karty coś biło, a zakończenie to majstersztyk. „Gang” też jest niezły, ale jednak tutaj poleciała faktycznie intryga. I tak jak „Hitler” był bardzo ciepłą, słodko-gorzką historią, to „Gang” jest zimny, chłodny niemal ciągle i kończy się intrygą, która owszem, zaskakuje, ale nie zostawia w duszy takiego gwoździa jak historia o Adolfie.

  • Ale une wszystkie wyglądają tak samo w tym komiksie i pod koniec to już nie kumałem który jest który…

  • VIVA GOOGLE TRANSLATOR!

  • ;).

    No trochę srogo.

  • Hej, jeśli Scott Fitzgerald jest biały, a reszta czarna, to znaczy, że jest azjatą?

  • też sobie wymyślił pseudonim artystyczny, Jason to się wszystkim kojarzy z Voorhees`em :)

  • Trzy pierwsze litery tego pseudonimu wziął sobie z inicjałów – John Arne Sæterøy. Może „N” wyszło od Norwegii?

  • Sztybor

    John Arne Sæterøy of Norway…

  • A ja uważam, że kreuje postacie bohaterów patrząc w lustro..

  • Nieee, mają za dużo sierści.

  • Przeczytałem wreszcie dzisiaj i jest to strasznie sympatyczny komiks. Bardzo spodobał mi się dialog o „Zbrodni i karze”, wynurzenia o życiu twórcy komiksów i sam pomysł, aby z literatów zrobić autorów opowieści obrazkowych. Późniejsze poszatkowanie akcji też super. Ten komiks tak mi się podobał, że mi nie przeszkadza, że kupiłem go przez pomyłkę, zamiast „Skasowałem Adolfa”.

  • Blacksad

    „to porządny rysownik, ale jego postacie wyglądają jednakowo. Wszystkie mają tę samą twarz, i te rosyjskie imiona.” – ten pasus dotyczy „Wojny i pokoju”. Tołstoja. Nie Dostojewskiego. O Dostojewskim jest dopiero potem:)

  • He, już nie miałem komiksu pod ręką gdy to pisałem :)

  • Nieprawda, Blacksad. Wypowiedź dotyczy „Wojny i Pokoju”, ale z wypowiedzi następnej wynika, że „Wojnę i Pokój” rysował ten sam rysownik, co „Zbrodnię i Karę”. Przeczytaj dokładnie następny dymek po „pasusie” – on ciągle mówi o tym samym rysowniku. Czyli dla mnie o Dostojewskim, który rysował do scenara Tołstoja.

    Niestety nie przytoczę tutaj tych słów, bo komiks został w Warszawie, ale dokładnie je analizowałem, bo użyłem tego zdania w mojej recenzji.

  • Dla mnie komiks był za krótki! Czytałam sporo o wątku emigracyjnym w literaturze amerykańskiej i z przyjemnością wyłapywałam różne smaczki. Szkoda, że w komiksie nie ma ani słowa o trójkącie, w który przez wiele lat wplątani byli Ezra z żoną. ;)

Dodaj komentarz