Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Nie fair


gry · komentarzy 29

give up
Piotrek Nowacki (nie mylić z Jaszczem) odezwał się do nas kiedyś z pytaniem, czy nie zechcielibyśmy opisać dwóch ciekawych gier w stylu, który już gościł na Motywie… zaproponowałem Piotrkowi, że może sam zmierzy się z tematem. Efekty możecie przeczytać poniżej. Zapraszam do lektury. (Ł.)

Niedawno, w tekście „Pięć platformówek, które sprawią, że Wasze palce zaczną krwawić”, Konrad opisał kilka niezwykle trudnych gier, świadomie jednak pomijając te, w których poziom był sztucznie zawyżany. Dzisiaj przyjrzymy się właśnie tej ciemniejszej stronie wideogrania.

Pierwsza gra, „Eversion” (na polski można ten tytuł przetłumaczyć jako przenicowanie lub wywinięcie), z początku wydaje się być dosyć banalną platformówką w stylu Mario – w do bólu ślicznym świecie skaczemy po platformach i głowach pokracznych wrogów. Szybko jednak okazujemy się zmuszeni do użycia tytułowej, nieopisanej w żaden sposób w instrukcji mocy. Za pomocą przenicowania trzeba modyfikować rzeczywistość, stopniowo przemieniając idyllę w coraz to mroczniejszą krainę.

Wpływa to na doznania z rozgrywki w sposób wieloraki. Po pierwsze (chociaż nie najważniejsze), znacząco rośnie poziom trudności – przede wszystkim pojawia się ogromna ilość pułapek tak szybkich, że gracz nie ma żadnych szans ich uniknąć i jedyną możliwością jest zapamiętanie, w których miejscach się znajdują. Jednakże często tempo jest tak szybkie, że się o tym nie myśli. Rezultatem jest bycie skazanym na powtarzanie tych samych fragmentów rozgrywki w nieskończoność.

eversion

Warto odnotować fakt, iż pomimo tego, że cały mrok jest potraktowany tutaj z przymrużeniem oka, to udało się stworzyć w dalszych etapach niemiłą, niepokojącą atmosferę, pomimo 8-bitowej stylistyki – podobnie zresztą jak w rewelacyjnym „Don’t Look Back”, chociaż tam widać raczej poważniejsze podejście. Ostatnia sprawa, która zwraca tutaj uwagę to mnogość interpretacji odnośnie do tego, czym właściwie to „przenicowanie” jest. Jak wcześniej pisałem, autor milczy i nie wyjaśnia natury tej „umiejętności”, więc fani gry puścili wodze fantazji i stworzyli pełno najrozmaitszych teorii – jedni twierdzą, że jest to podróżowanie między różnymi wersjami tej samej rzeczywistości, dla innych przemieszczanie się w czasie, zaś niektórzy sądzą, że to jedynie świadectwo choroby psychicznej protagonisty. Dociekliwy mogą sobie przeczytać więcej teorii tutaj.

Druga gra – „I Wanna Be The Guy” – w pewnym stopniu obiera podobny kurs do wspomnianego przez Konrada „Unfair Platformer”. Jednakże, kiedy sukces w „UP” można osiągnąć przede wszystkim dzięki zwyczajnemu nauczeniu się na pamięć miejsc, w których są pułapki, tak „IWBTG” wymaga małpiej zręczności i posuniętej do granic idiotyzmu precyzji – chociażby dlatego, że platformy, po których skaczemy często są sadystycznie małe. Nie obędzie się też bez sporej ilości pomyślunku, gdyż pokonanie przeszkód wymaga często więcej wysiłku umysłowego niż gry typowo logiczne. Ale najważniejsze są niezmierzone pokłady cierpliwości, szczególnie w konfrontacji z sadystyczną pomysłowością twórcy: gdy po kilkunastu minutach babrania się z arcytrudnym odcinkiem gry o jeden skok przed checkpointem zabił mnie – dosłownie – grom prosto z nieba, byłem bliski załamania.

IWBTG

Co warto zauważyć, w przypadku tej gry, podobnie jak w”Eversion”, poziom trudności nie jest jedyną oferowaną wartością. Tutaj też mamy ładną (chociaż bardzo prostą, sam autor przyznaje, że ma małe pojęcie o grafice), stylizowaną na 8-bitowe gry oprawę wizualną, a także podobno masę nawiązań do produkcji z tamtego okresu. Słowo „podobno” padło z dwóch powodów – po pierwsze, byłem dzieckiem Amigi i Commodore i z żadnymi SNESami styczności nie miałem, a po drugie, pomimo szczerych chęci, moja cierpliwość dla „IWBTG” wyczerpała się po kilkudziesięciu minutach i kilkuset śmierciach, co i tak jest wynikiem niezłym – większość moich znajomych dała sobie spokój nie doszedłszy do końca pierwszego ekranu.

I jeszcze mała refleksja na koniec – pomimo tego, że te gry z założenia są nie fair w stosunku do gracza, to pod niektórymi względami traktują gracza lepiej niż wiele starszych produkcji. Mam tu na myśli przede wszystkim zapisywanie stanu gry – w obu wyżej opisanych produkcjach checkpointy pojawiają się po relatywnie małych kawałkach etapów, zaś chyba do końca życia po nocach będzie mi się śnił taki chociażby „Superfrog”, w którym kody można było otrzymać po ukończeniu gigantycznego poziomu, ale tylko w wypadku, gdy się miało na dodatek kupę szczęścia i wygrało się rzeczone kody w jednorękiego bandytę. I nie muszę chyba mówić, że szanse na pokonanie tego potwora były na ogół dość nikłe.

Ale tak szczerze – pieprzyć te gry, lepiej sobie spalcie linę, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście.

gry

komentarzy 29

  • Eversion jest cwane i niekoniecznie zgodziłbym się z opinią, że jest takie nie fair, trzeba po prostu sporo kombinować.

    Natomiast „IWBTG” to już czysty masochizm, nie przeszedłem za trzeci ekran.

  • kliku klik – już sam ostatni boss pokazuje ile krwi ta gra może napsuć. Czysty HC.

    A Eversion całkiem znośne. Szkoda, że takie krótkie. Ale ending pozytywny :)

  • I tak burn the rope wymiata ;D

  • @haku- Ha ha, wejście w stylu Manhattana :D

  • I muzyczka z Super Mario 3. Strasznie fajny jest sposób w jaki autor „IWBTG” łączy te wszystkie motywy w jedną kwasową całość. Niezły recykling.

  • jezu żeby przejsć takie gry to chyba trzeba umieć robić tak

  • Burn the rope to chyba jedyna platformówka jaką w życiu przeszedłem i czuję się spełniony w tej dziedzinie ;].

  • Jeśli o powolne staczanie się w psychodelę, to pamiętam pewną ciekawą platformówkę online, w której nasza postać budziła się na ‚zielonych łąkach’. Różowy królik witał bohatera i ostrzegał przed złośliwymi małpami. Na początku wyglądało to jak cukierkowata platformówka, jednak z czasem robiło się coraz gorzej. Zielone łąki zmieniały się w mechaniczny świat, a ten w ponury szpital. Na gracza czekały takie atrakcje jak nieokreślona grawitacja, mieniące się jaskrawe kolorki pod koniec i ostatecznie pogoń za mroczną częścią swojego umysłu. Koniec gry był dla mnie pewnym zaskoczeniem, a końcówka była niesamowicie psychodeliczna. Niestety nie pamiętam tytułu (google nie reaguje poprawnie na frazę „arcade game pink bunny green fields psychedelic” :P). Jeśli ktoś wie o co mi chodzi i zna tytuł, to byłoby super, bo narobiłem sobie smaka czytając tą recenzję…

  • Kurcze, coś mi się po głowie kołacze, ale nie pamiętam… a kojarzysz, na jakiej stronie mogłeś w to grać? Newgrounds? Armorgames?

  • Mi też… Czy my o tym nie gadaliśmy…?
    A nie można tam zmieniać samemu tego świata – przełączać się?

  • Dziękuję… :P

  • Nie znałem tego wcześniej, całkiem cwane. Dzięki Barry :)

  • I kolejna gra na wieczór :)

  • zazdroszczę wam oceanów wolnego czasu.

  • zamiast w pixel popierdułki się bawić, zassałem na Xa Alien Hominid HD, bo jest za 50%. Też palce krwawią, nawet na easy przy bossach. Ale i tak z Olą ciśniemy do przodu, zabawna giereczka.

  • Ok, jesteś lepszy, przepraszamy.

  • włacha.

    zresztą nie czaję ironii. o ile pamiętam to gra jest ful grywalna online. o tukej http://www.mofunzone.com/online_games/alien_hominid.shtml# . cartoon grafika, upierdliwa z lekka trudność, śmieszna jest. Acz owszem, nie naśladuje pixelowego retro z przed 30 lat, co dla niektórych zapewne może być problemem.

  • Dzięki Gonzo, jeżeli następnym razem będę potrzebował linka do flashowej gry sprzed siedmiu lat o której wszyscy, choć trochę interesujący się niezależną sceną gier, słyszeli i grali, to będę wiedział, do kogo się zgłosić. Plus jeszcze, od samych twórców AH:

    „The console version of AH contains COMPLETELY redone code, graphics, sound, levels, etc. Please do not confuse this web game with the console version!”

    Dyskusja jest o upierdliwych platformówkach, a Ty wpadasz, nazywasz je popierdółkami i zaczynasz się chwalić, co też sobie ściągnąłeś, mimo, że jest to totalnie nie na temat.

  • uważam je za popierdółki. AH HD też uważam za popierdułe. i też jest upierdliwy, więc nie wiem czemu niby ma nie być na temat. ta gra na medium dla mnie jest nie do grania.

    fleszówa owszem, inna jest, ale to fajna namiastka, i nie jest to stylizowanie na retro, które ostatnio jest coraz częściej wymówką dla osób z małymi zdolnościami, tudzież okazją na zrobienie czegoś dla osób bez zaplecza. co nie zmienia faktu że jest to godzenie się na opcję minimum, w momencie gdy świat jest kolorowy i w wysokiej rozdzielczości.

  • Dajcie se po razie.

  • Widzę Gonzo, że chcesz przenieść dyskusję o plecach konia na gry komputerowe. Brawo, powodzenia. Choć oczywiście pewną rację masz, jednej osobie zrobienie gry na poziomie graficznym znanych z dużych studiów, może zająć więcej czasu i chęci, której ta pewnie tyle nie ma zazwyczaj.

  • ależ ja wiem że co jedna osoba z paintem, to nie sztab dobrze opłacanych typów z profesjonalnym oprogramowaniem.

    Kwestia oczekiwań, ambicje i zapał to dla mnie za mało.

  • No ale…
    w ostatecznym rozrachunku liczy się frajda z gry przecież. A jak się liczy frajda to nie wiesz, skąd kto ją czerpie jako gracz. Czyli tutaj o gust sprawa się rozbija. Czyli tera wychodzi, że masz te jakieś uprzedzenia do pixelartu i tyle, Twój gust. No i przecie nie będziemy siebie nawracać wzajemnie, co, chłopaki?

  • to nie kwestia uprzedzeń. to tak jakbym odmawiał sobie sprawdzania co na bierząco w kinie, bo nie obejrzałem jeszcze wszystkich filmów z niemieckiego ekspresjonizmu czy tam francuskiej nowej fali, oraz wszystkich dzisiejszych odprysków nawiązujących do tej estetyki.

    gust – true, pisałem o oczekiwaniach. a dla mnie na frajdę liczy się cała oprawa, nawet udźwiękowienie i płynność animacji uwzględniam. powaga. słyszeliście, że Samuel Jackson podkłada głos do gier?

  • Słyszeliśmy, przynajmniej od czasów GTA:San Andreas.

  • to i tak nieźle.

  • gonz, jak zwykle strzelasz ze skrajności w skrajność – masz takie czarno-białe szufladki. Jak ktoś lub staroszkolne piksele, to znaczy, że nie gra w HD. A Ci co grają w HD nie mogą przyznać, że podobają im się piksele, bo to foPA i inne takie… zabawny sposób postrzegania świata.
    Dobrze wiesz, że Konrad jest w miarę na bieżąco z nowościami, co jednak nie przeszkadza mu pochylić się czasem nad starociem (Baldur) albo nad taką stylizacją na lata ’80.
    Oprawa jest ważna, ale dużo gier nadrabia samą oprawą. Assasins Creed to jedna wielka oprawa, w którą opakowano dość banalną platformówkę…

  • ależ ja nie krytykuję zajarki pixelami, jednakowoż jak się idzie patrząc za siebie, to można wleźć na latarnię. albo nie zauważyć idącej z naprzeciwka urodziwej niewiasty, która – może się potem okazać na naszą niekorzyść – mieć dużo mniej ciekawe części tylnie niż przednie. i w dodatku jest miłością naszego życia. a my za siebie, za siebie…

    a AC nie ma nic poza oprawą. podobnie jak PoP nowy.

Dodaj komentarz