Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Hej Ash, w co tam grasz?


gry · komentarzy 95

Hey Ash, whatcha playin?

Wydaje się, że spośród licznych płciowych stereotypów narosłych wokół gier komputerowych poniższe dwa są najpopularniejsze: pierwszy, że dziewczyny grają wyłącznie w „Simsy”; drugi, że wystarczy pokazać facetowi grającą dziewczynę, aby ten oszalał z pożądania. Poznajcie więc Ashley Burch, która ma je gdzieś.

„Hey Ash, whatcha playin” jest cyklicznym internetowym programem, serialem, show traktującym o grach czy jakkolwiek chcecie to nazwać w tych zwariowanych, multimedialnych czasach. Ashley tworzy go wraz ze swoim bratem, Anthonym, który, tak się składa, jest jednym z redaktorów Destructoida, jednego z największych serwisów poświęconym wiadomej tematyce.

Zazwyczaj punktem wyjściowym każdego odcinka jest jakaś gra, jednakże nie są to typowe recenzje wideo, jakie można obejrzeć na co drugim branżowym portalu. Właściwie, rzadko kiedy są to recenzje. O ile recenzją można nazwać zrobienie kupy na łóżko Anthony’ego gdy ten gra w „Guitar Hero”. Właściwie gra jest tylko pretekstem do żartów na temat graczy i otaczającego ich świata. Choć w sumie, biorąc pod uwagę, ilu młodych ludzi gra, to czy nadal można ich traktować jako ogół, jak jakąś odrębną od rówieśników kastę z dziwacznymi obrządkami? Oczywiście, jak w każdym hobby i tutaj mamy grupę najbardziej zapamiętałych fascynatów, ale z każdym rokiem rozmywa się ona w coraz większej rzeszy osób, która po prostu chce sobie od czasu do czasu pograć.

Hey Ash, whatcha playin?

Burchowie należą bez wątpienia do tej grupy graczy, dla których elektroniczna rozgrywka to coś więcej niż godzinka relaksu dziennie. Z tego też względu humor momentami może wydawać się nieco zbyt hermetyczny, ale pomimo słabszych momentów, jak choćby ze wspomnianą kupą, jest pierwszorzędny. Sprawdźcie choćby ten o tekstowych przygodówkach czy Animal Crossing. Jeżeli zastanawialiście się, co takie gry jak „Braid” i „Metal Gear Solid” mają wspólnego z aborcją, a „Geometry Wars” i „Strażnicy” z przemocą domową, to „HAWP” szybko pokaże Wam istniejące powiązania. W ujęciu Burchów gry stają się takim samym składnikiem dzisiejszej kultury jak filmy, muzyka, literatura i… komiksy.

Jednocześnie Ashley zgrabnie przełamuje inny stereotyp – że jedyną rzeczą, którą jest w stanie przykuć uwagę męskich widzów jest seks, więc jeżeli jakiś program chce odnieść sukces, musi mieć ładniutką prowadzącą, która stanie się obiektem westchnień samców. Tak też, gdy na fanowskiej stronie Morgan Webb można znaleźć jej zdjęcia z rozbieranej sesji dla FHM, a Olivia Munn w stroju francuskiej pokojówki tarza się w bitej śmietanie, Ash siedzi w wyciągniętym podkoszulku przed telewizorem i stroi głupawe miny.

Hey Ash, whatcha playin?

W porównaniu ze wspomnianym wcześniej „Attak Of The Show”, „HAWP” jest od strony technicznej realizowany czysto amatorsko i w „youtubowej” jakości. Przynajmniej tej sprzed wprowadzenia HD. Jednakże nadaje to show pewien partyzancki posmak, a sama Ash ma w sumie całkiem niezłe zdolności aktorskie. Aktualnie Burchowie zmontowali około 30 odcinków, z czego część dostępnych jest na ich koncie na YouTube, część na jednym profilu na GameTrailers, a część na drugim. Ten ostatni jest chyba w tym momencie najbardziej oficjalnym i na bieżąco aktualizowanym. Jeśli korzystacie z Facebooka, to możecie dołączyć do ich grupy, na której powiadamiają o nowych odcinkach.

To, że dziewczyny grają, nie powinno już nikogo inteligentnego dziwić, tak samo do lamusa już chyba odchodzą opowieści weteranów pt. „jak zachęciłem swoją dziewczynę do grania”. Ash jest idealnym przykładem emancypacji kobiet w growym półświatku, jaka zaszła na przestrzeni ostatnich lat. I skopie Wam tyłki w „Geometry Wars”. Czy w cokolwiek innego. Boom di yada, boom di yada.

gry

komentarzy 95

  • JAPONfan

    W go?

  • Ktoś tu nie do końca skumał mój tekścik:) Pozwolę sobie zacytować sam siebie:
    „…wiesz, że nie zrobiłeś niczego specjalnego. To zawsze w niej siedziało.”
    I o to w nim chodziło. Do lamusa to trabanty przeszyły a nie moja historia.

  • Nie Śledziu, Twój tekścik jest jedną z wielu relacji na temat niesamowitego odkrycia jakim był fakt, że dziewczyny też grają. I takich relacji będzie coraz mniej.

  • Cóż, mylisz się i jeszcze się niepotrzebnie pultasz. SNP?

  • No dobrze, to specjalnie dla Ciebie, wyjaśniam: pisząc, że tego typu opowieści jak Twoja przechodzą do lamusa, miałem na myśli to, że z czasem staną się co najwyżej świadectwem prehistorycznych czasów niż podstawą do dyskusji na temat tego, jaką dziwną sprawą jest to, że dziewczyny grają.

    Mnie to dawno już przestało dziwić.

  • „pultasz”, fajne słowo. No, Twój post Śledziu zaczepia o taką relację, tak samo jak tekst gonza, w którym to pisze, że Ola to raczej nie gra. Chociaż może faktycznie trafniej byłoby napisać jak gonzo – relacja nt. tego „jak obudziłem w niej drzemiącego potwora”. Śledziu się pultasz ;P.

  • Chyba ty:D Gdzie ja tam niby robię wielkie oczy i OMG, ona trzyma pada? To historia parki wojaków jest, co sobie plecy kryją.

  • Dziewczyna. Kryje. Śledzia. Hyhy. Plecy. Plecy Śledzia, a nie konia. Hihi.

  • Ba. I vice versa. Dziwisz się, weteranie? lol

  • Ale ten serial jest chujowy!

  • Wszyscy się pultacie bez sensu zamiast dać sobie po razie :-)

    Konrad, takich zjawisk jak HAWP jest nadal dość niewiele, więc nie wydaje mi się ,żeby przełamywało to jakoś stereotypy na temat grających dziewczyn. Inną sprawą jest zależność (kuriozalna) tych 2 stereotypów właśnie.
    Otóż Ash jest idealnym przykładem ,że grające dziewczyny to te które nie wzdrygają się na myśl o publicznym wystąpieniu w rozciągniętym podkoszulku i z fryzurą w nieładzie. To nadal jest jakaś olbrzymia mniejszość :-) Albo są to ideowe emancypantki, albo młode kobiety pogodzone z niskim poczuciem własnej wartości (scheda po kryzysie młodych pokoleń drugiej połowy XX wieku) – często jedno i drugie.
    Większość dziewczyn nadal woli iść z kumpelami na zakupy, czy poplotkować w kawiarni, a te które zamiast tego wolą siepać w Gearsy to wyjątki potwierdzające regułę.

    Tak wiem, tez się pultam.

  • Jak dla mnie w sytuacji, gdy rzecz wyszła ze środowiska Destructoida, to jest to całkiem znaczące i może otwierać ludziom jakieś klapki w głowie. No bo reszta to stereotypy w stylu „została feministką bo była zbyt brzydka aby znaleźć męża” :)

    Sztybor: chyba ty jesteś.

  • Konradh: No proste, w końcu swój swojego pozna.

  • .C.Z. – ależ dziwny post – a dlaczego nie można grać w wersji uczesanej i w sukience? A to o zakupach i kawiarni to już doprawdy…

  • Oczywiście, że można.

    Spotkajmy się w parkach na girsach, Halo 3 lub Army of Two na Live! Zobaczymy, kto się będzie pultał ostatni:D

    Harharhar.

    Aśka napinała na SNES, kiedy motywujący biegali jeszcze z patykiem, udającym spluwkę, więc spotkałem ją już obciążoną chęcią marnowania czasu przy gierkach. Problemem dla niej był przeskok w trzeci wymiar, ale Portal okazał się dobrym nauczycielem. Ot i wszycho z mojej strony na ten temat.

  • Jak pykała na SNES to zwracam honor. O takich przypadkach nawet w książkach nie piszą :-)

    Olga. Jasne ,że można ale to jakiś mikropromil społeczeństwa nadal. Chyba ,że żyje w jakiejś głuszy otoczony dziwnymi kobietami wyjętymi z XIX wieku. Chodziło mi tylko o to, że prognoza Konrada jest mocno przesadzona.

  • Jeżeli chodzi o mnie, to zatrzymałam się w rozwoju na Herosach III wieki temu (i na Hospitalu), ale znam sporo grających dziewczyn, więc myślę, że prognoza jest jak najbardziej na miejscu i na miarę.
    No offence

  • Taki wykresik—> kliku klik Badania zlecone przez Gazetę Prawną. Akurat w temacie.

  • To teraz czepialstwo pouprawiam :-)

    Jak oni w tych badaniach definiują „gracza” ? Bo w pasjansa to każda księgowa gra.

  • bezpieczniej jednak żyć w przeświadczeniu że dziewczyny poza simsów,homm3,tertisa,pasjansa i kurnik nie wychodzą.

  • No bo tak naprawdę, każdy jest jakimś tam graczem. Moja matka właśnie od co najmniej dziesięciu lat spędza około trzech godzin dziennie nad pasjansem. Ale też nad niczym innym, kiedyś grała w „kulki” i okazjonalnie Mahjonga.

  • I jeszcze jeden link http://zagraceni.pl/deal . Oczywiście poglądy autora i jego „deal” z małżonką to wg Postępowego Konrada łabędzi śpiew zamierzchłych czasów( mroczniejszych niż moje WTF, OMG!). Oczywiście, no offence:D

  • Śledziu, wspomniałem Twój tekst jako przykład, a nie personalny atak na Ciebie czy Twoją dziewczynę. Przykro mi, że tak to odebrałeś.

    A tekst z Zagraconych czytałem wczoraj, dziwne układy.

  • Ależ ja tak tego wcale nie traktuję, niby skąd to wrażenie( i dlaczego moje dziewczę miałoby to odebrać w ten sposób)? Jeśli z powodu „Postępowego Konrada”, którego to określenia użyłem w tonie dobrotliwie żartobliwym to z kolei mi jest przykro.

    Twierdzę jedynie, że źle ten tekst odbierasz, bo nie ma w nim ani krztynki weterańskiego zadziwienia, o którym wspominasz.

  • Ok. Nie chodziło mi, że akurat w Twoim tekście to zdziwinie było, ale dla mnie po prostu wpisuje się w ten ciąg relacji z procesu „ugiercowania” dziewczyny, który się często właśnie łączy z tym „zdziwieniem”. Tak jak ten tekst Massca, który jest ode mnie starszy pewnie o te 8-10 lat, nieco mnie dziwi i nie wyobrażam sobie podobnych układów ze swoją dziewczyną, która jest moją rówieśniczką i gra, to pewnie za te kolejne 8-10 osoby od nas młodsze będą się łapać za głowy i mówić „o rany, ale to były dziwne czasy”.

  • Zapewne. Widzisz, „ugiercowanie” z mojej strony było tak naprawdę obudzeniem tego, co „zawsze w niej siedziało”( przeszłość ze SNES, o której nie wiedziałem). Grającym pannom się nie dziwię, bo zawsze były pierwsze do gier na różnorakich bibkach( Tekken w szczególności). Dziwię się jedynie, kiedy osoba(obojętnie jakiej płci) której nie posądzałbym o namiętne granie( bo zapracowana, jak cholera), przyznaje się do 4, 5 godzin dziennie z Oblivionem czy innym WoW. Jak oni znajdują na to czas???

  • Jest to egzystencjalne pytanie, które nurtuje mnie od półrocza – jak się znajduje na cokolwiek czas pracując na etacie?

  • Jak się znajduje na cokolwiek czas, będąc wolnym strzelcem?

    Etat to pikuś.

  • etat+samodzielne mieszkanie+pies to najbardziej zabójcza kombinacja

  • chudeusz

    hej to gdzie w takim razie przebiega granica? jak ktoś tylko pasjans i saper to nie gracz jeszcze jak sądzę. To co jeszcze trzeba dołożyć? Jest jakieś minimum absolutne od którego można się nazwać graczem? To mnie ciekawi więc pytam. Na przykład moja mama – gra non stop, ale w banalne gierki ściągane z sieci, które crackuje jej mój brat;) Na przykład Farm Frenzy. I te wszystkie room escape’y też. To się kwalifikuje?

  • No właśnie granicy chyba już nie ma, gracze są wszędzie!

  • nie chciałbym żeby moja dziewczyna np była lepsze w quake live ode mnie. ; (

  • Z góry zaznaczam, że nie jestem seksistą, antyfeministą czy co tam jeszcze wymyślili nieocenieni spece od socjologii, tym niemniej… Cóż, mózg mężczyzny działa nieco inaczej, niż analogiczny organ kobiecy – facet siedzący 30 godzin przed kompem wśród rozrzuconych pudełek po pizzy i puszek coli jest w siódmym niebie(przynajmniej do momentu, w którym mu prądu nie odłączą). Dla kobiety taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia (pomijam ekstremalne wyjątki). Nie, drodzy panowie – jeśli chodzi o kompa, to nasze maniurki z reguły ograniczają się do prowadzenia utrzymanego w różowej tonacji blogaska i może kilku miniaturek (nie odważę się nazwać ich grami) z kurnika tudzież innego portalu. Owszem, istnieje polski oficjalny żeński team grający w CS ale… Tylko jeden :P
    Jak wspomniałem powyżej, mózg kobiety jest dla faceta równie zrozumiały jak skomplikowany izotop w trakcie połowicznego rozpadu. Ich nie jara rozwałka w Quake czy Unreala, tak samo jak my nie odczuwamy palącej potrzeby malowania paznokci i obgadywania „kto, z kim, kiedy i za ile” przy każdej możliwej okazji (choć i po naszej stronie barykady są niezdrowe odchylenia w drugą stronę, na szczęście stosunkowo rzadkie).
    Jest kobieca liga futbolowa, choć dziewczyna grająca w piłkę zawsze będzie wyglądać śmiesznie – właśnie po to, by zadowolić te nieliczne chłopczyce, których wychowanie jest zakodowaną wiadomością „Oj… A chcieliśmy chłopca”. Zresztą – czy chcielibyście mieć dziewczynę, która ma lepsze skille w WoW-ie od was?

  • Oj, nie dość, że nie do końca na temat, to jeszcze pieprzysz.

  • „Z góry zaznaczam, że nie jestem rasistą, ale asfalt to powinien na jezdni leżeć”.

  • Jakoś mnie to tak totalnie nie zachwyca jak Ciebie panie Kmh, ale tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=5o-S2_bsspo od 1:20 do 1:30 jest totalnie słodziutko :)

    ogólnie miła sprawa

  • Misiael, to co napisałeś, jest idealnym przykładem bzdurnych stereotypów, o których wspomniałem pisząc o Ash. Jeśli próbowałeś być zabawny, to wyszedłeś nieco na głupka.

    Moja dziewczyna ma większą tolerancje na pudełka po pizzy i tony kubków dokoła kompa niż ja, zwłaszcza, gdy gra w Quakea. I mówi, że na 100 proc. ma od Ciebie lepsze staty w WoWie.

    Rysielec: totalnie to nie jestem, mają słabsze momenty :)

  • żeński tim w cs’a? chciałbym zobaczyć jak sie w nim układa współpraca. :]

  • Misiael, mam nadzieję, że jedyne kobiety jakie spotykasz, to właśnie te, które opisałeś i określiłeś jako „maniurki”.

  • @Misiael – dobrze mówią, pieprzysz waść… Gdybyś zobaczył moją dziewczynę tnącą w Age of Conan i Wiedźmina, to zwątpiłbyś w swoje teorie… A budowę mózgu przemodelowałaby Ci toporem oburęcznym. ;-) Gra od niedawna, ale wcześniej nie tykała nawet pasjansa ni flashy. Każda dziewczyna jest potencjalnym graczem, a naszym zadaniem jest tę pasję w nich obudzić. Bo je także blokują bzdurne stereotypy: „dziewczyny nie grają, dziewczynom nie wypada”.

    Mój kolega robił ostatnio wywiad z dziewczyną grającą w CS’a w tym teamie. Zadziwiło mnie, że ona sama przyznała w rozmowie, że będzie zrozumiałe, gdy żeńska liga w CS’a będzie miała fundowane mniejsze nagrody, bo dziewczyny nie grają i tak dobrze i tak licznie. To właśnie nazywam tkwieniem w stereotypie.

    Tak, chciałbym, żeby moja dziewczyna miała porównywalne statsy w RPG (w WoWa nie gram), dlatego jak się dorobimy domowej sieci to pierwsze co postawię, to będzie DiabloII. :) Chciałbym, żeby bawiła się równie dobrze i zrzucała ze mną na gry. Czemu ludzi może łączyć chodzenie po górach, a granie nie?

    Motyw Drogi murem za emancypacją graczek stoi. O! ;)

  • przepraszam czy to tutaj się wpisuje komentarz nt. serialu? jeśli tak to obejrzałem kiedyś kilka odcinków i dla mnie same suchary. dzięki, ale nie dzięki.

  • Blacksad

    Przyznaję, że z grami nieobcykany jestem, ale po zeszłorocznym zakupie PS2, to moja żona kupuje co weekend po kilka nowych pudełek z grami, których tytułów nawet nie potrafię przytoczyć. Poza tym „Wiedźmin”, „Fables” i pastelgames. No i na „Mafię 2” czeka jak na zbawienie… Ale są dwie, które mile mi łechcą „ubersamczość” – „Fight Night Round 3” i „Guitar Hero” – tutaj wychodzi, kto jest głową domu:)

  • PS2? kto jeszcze gra na PS2?

    w sumie z innej beki – czy przypadkiem ta platforma cały czas nie sprzedaje się u nas lepiej od X360 i PS3 razem wziętych? czy jak?

  • Chyba jakoś tak. Co się dziwić – tania jest, gier sporo. Nie wiem, czy jest zgodna z tytułami na PSX, ale jeśli tak, to kolejny argument za. Dwóch znajomych pecetowców, kupiło PS2, do grania w 2-3 tytuły głównie na imprezach lub z kumplem z tego samego pokoju (Tekken FTW!). Grosze kosztowała, a zabawy multum.

  • Dziwne ze kobiety nie grają….tak duzo. W sumie nie potrzeba do tego fizycznej siły jak przy innych sportach „meskich” ani nie ma przeciwwskazań, ani nic. Gierki sa stworzone do grania anonimowo więc mogą udowodnic ze są lepsze ale po co ?? Nho własnie, z jednej strony one chyba po prostu tego nie lubią (przynajmniej nie w takiej ilosci jak faceci) i nie chcą grac. Bo jakby tak chciały to to całe gadanie ze faceci je zniechecają jest do luftu bo zawsze moga grac solo (czyli single) a online to dac nick męski i tyle. Jak chca grac to niech grają i tyle. Pozatym faceci zawsze byli ponieceni tym ze jakas laska gra i to chyba troche wykrzywiło obraz, bo byc moze przyciągało te dziewczyny co chciały być fajne (a te co grają tak konkretnie to sie ukrywają). Bo jakby sie z tego nie robiło takiego halo to czy było by ich tyle. Moze moja opinia wynika z tego ze jak widziałem laske co uprawiała (co za debilne słowo) jakiś sport Extremalny to mi sie to zawsze wydawało takie na pokaz, dziwne, nie widziałem w nich tej krwiożerczej „najeby”.
    A jeszcze jest fakt ze gry sa robione pod facetów, wiec jak tu grać w FPS skoro sie jest kobieta ?? Moze powinny być FPS dla kobiet ?? Nie w sensie że rózowe , kwiatki czy coś takiego. Tylko takie dla kobiet, ale nie wiem czym by sie miał charakteryzować :D

    Po prostu jak chca grac, niec grają…

  • Z moich obserwacji wynika, że wystarczy, że w grze można postrzelać do hitlerowców, a już cieszy się zainteresowaniem kobiet. I nie muszą być różowi.

  • NHo w sumie racja :)

  • @konradh – jeśli można postrzelac do hitlerowsów to cieszy się moim zainteresowaniem. Ale wciaz uważam, że gry są dla ludzi, którzy mają problemy z odnalezieniem się w prawdziwym świecie.
    oczywiście no offence, więc nich nikt sie nie pulta do mnie teraz.

    więc najpierw umyję okna a potem potłukę niemców w Call of Duty.

  • JAPONfan

    Mam(miałem) ssące skile w WoW-ie. Znam laski ktore maja tam 3 postacie wymasterowane plus graja w jakas gaie, bija miliony punktów w Gid Wars. A ja zabijam hilterowców w Kompanii Braci. Choc tam akurat kobiet dośc mało online.

    Ps. Nie kumam zachwytów nad Castlevania. Gram na PS2.

  • Nie mówiąc już o tym, że w gildii w której grałem w WoWie, było kilka małżeństw i wszyscy razem biegali na rajdy robiąc przerwy na przewijanie dzieci.

  • Chociaż to akurat nieszczególnie na pochwałę zasługuje :D

  • ciekawe czy jakakolwiek kobieta gra w civ2 :D

  • Coś chciałem napisać, ale jak czytałem, to miałem gorączkę i inne objawy.

    Ash jest ewenementem, to, że ma taki a nie inny background i się wzięła z jakiegoś portalu tylko to potwierdza.

    Z moją Alą raz zagraliśmy w Shogo. Skończyło się tekstem „bo ty strzeliłeś, jak ja cię chciałam przytulić”. Teraz grywamy najwyżej w Mahjong na dwa kompy.

    Jak kobiety będą stanowić 34% graczy, to można mówić o tym, że to popularny trend, a nie przypadki. O, taka jest moja koncepcja. Tak ja to widzę. Oni… A nie, dość cytatów :D

  • maggotsinside

    kiedyś moja znajoma 3 razy z rzędu spuściła mi łomot w mortal kombat 4… to było dawno ale dalej boli xD
    jak dla mnie HAWP razem z big bang theory ładnie wpisuje się w modny teraz nurt emancypacji geeków – chociaż nie wiem czy można to tak nazwać, jakkolwiek jestem za :]

  • Godai, choćby z danych, które przytoczył Śledziu, w samej Polsce wynika, że kobiety stanowią już 41 proc. W Stanach ten odsetek jest jeszcze wyższy. A moja dziewczyna grała w „Shogo” :)

  • Nurt Emancypacji Geeków! FTW!!!
    Chcę się zapisać

  • Japon, jak nie kumasz co jest fajnego w Castlevanii to zagraj w „Symphony of the night” chyba dopiero niedawno przestala byc najlepsza czescia serii (w opinii fanow). ladna jest, czasem trzeba pomyslec, ale nie za duzo i jest masa roznego ekwipunku i dziabagow do koszenia.

    Ash jest calkiem zabawna, jeden odcinek sobie zobaczylem.

  • @konradh – wiem, że to sztuczny podział, ale ile z tych kobiet gra w kulki i mahjonga, a ile w nie-casuale? Bo chyba tej definicji gracza jest jednak bliższa koncepcja środowiska graczy (ja, osobiście, mojej Ali za gracza nie uważam, mimo, że w casuale sobie pogrywa czasem – ba, ja siebie za gracza nie uważam, chociaż ostatni tydzień miałem retro rozrywkę z Powrotem do zamku Wolfenstein).

    Zresztą statystyka statystyką. Jedyna nauka, która na podstawie tych samych danych pozwala wysnuć przeciwstawne wnioski.

  • „ile z tych kobiet gra w kulki i mahjonga, a ile w nie-casuale?”

    I gdzie zaliczyć te grające w „Puzzle Quest”? ;)

  • Nie wiem, to akademickie rozważania.

    Dla mnie „baba z okienka”, która pyka w kulki, zamiast mnie obsługiwać, nie jest graczem.

    Tak, jak mocz w słoiku nie jest dla mnie sztuką. Ale to rzecz dyskusyjna i o tym decydują akademicy, co się na tym znają lepiej, niż głupiec jak ja :D

  • Ale dlaczego baba z okienka nie jest graczem? Co ją różni ode mnie tnącego w GTA?

  • Mniej więcej to, co różni słoik moczu na fortepianie od Damy z łasiczką. Z formalnego punktu widzenia zupełnie nic.

  • > Ale dlaczego baba z okienka nie jest graczem? Co ją różni ode mnie tnącego w GTA?

    Nieśmiało zaproponuję tutaj dwa aspekty:

    1) finansowy – czy baba z okienka jest skłonna inwestować swoją pensję w gry, konsole, akcesoria. Wiem, że ten argument rozbije się zarówno o piractwo jak i darmowe gry, ale coś jest na rzeczy – jak zaczynasz inwestować własną kasę w jakiejś hobby, to jesteś nieco bardziej… hmmm… tru? Podobnie jak dla mnie komiksiarzem w większym stopniu będzie ktoś kupujący albumy i zeszyty od kogoś, kto z komiksem styka się wyłącznie na ostatnich stronach swojego ulubionego dziennika.
    2) ludyczny – czy baba z okienka jest skłonna grać również w czasie wolnym, w domu, dla własnej przyjemności a nie tylko po to, by czas szybciej w robocie zleciał.

  • Rob mnie ubiegł z dużo lepszą argumentacją :D

    Chciałem napisać:

    Baba z okienka to jak Pan Lutek, który co niedzielę czyta pasek Garfielda w Głosie Pcimia Dolnego.

    Gracz to jak pewien Paweł z pewnego magazynu, co czyta komiksy nieco bardziej ekstensywnie.

    Obaj, oczywiście, są czytelnikami komiksów, ale mówiąc o komiksiarzach i czytelnikach komiksu w Polsce rzadko myślimy o Panu Lutku. Bo to nie on kształtuje rynek, fandom i nie ma wpływu na polski komiks. Czytałby Hagara straszliwego zamiast Garfielda, gdyby tak akurat drukowali. Mało się liczy.

    Stąd moje obiekcje co do wagi obecności „bab z okienka” w statystyce.

  • mysle, konrad, ze twoja dziewczyna tak cie już ustawila, ze starasz sie niszczyc wszelkie stereotypy. a to, ze laski grają statystycznie rzadziej, jest bardziej niż oczywiste. znam 1 (slownie: jedną!) laske, ktora gra. ale ciężko ją nazwać laską, bo ma potworną nadwage, łuszczyce i charakter bardziej toksyczny niż mój. ty moze znasz wiecej, ale nadal, statystycznie, kobiety to żenująca mniejszość wśród graczy. nie liczac tych co graja w pasjansa z nudow.

    ja jak bylam mala, to gralam w króla lwa i virtual fightera. znudzilam sie wybitnie szybko i sama siebie nie nazwalabym graczem. ale jak ktos chce wierzyc, ze kobiety w niczym gorsze od facetow nie są, to sobie takie przypadki jak moj inaczej zinterpretuje.

  • No ale nikt tutaj nie twierdzi, że babki grają więcej faceci. Albo, że grają w takim samym stopniu. Po prostu grają i z roku na rok coraz więcej. I godai, gry są już teraz tak masowym zjawiskiem, że fandomów możesz co najwyżej szukać w obrębie miłośników danego tytułu czy serii. Ewentualnie fanbojów danej firmy. Granie to granie, a nie bawienie się w bycie „komiksiarzem”.

  • tak, z roku na rok babek grajacych jest wiecej, bo generalnioe z roku na rok ludzi jest wiecej. szczerze watpie, aby KIEDYKOLWIEK proporcje grajacych babek do facetow byly w przybliżeniu rowne. a godai ma troche racji i tez posluze sie analogią komiksową – czemu tak malo lasek rysuje komiksy (manga sie nie liczy)? przeciez do kartki i olowka kazdy ma rowny dostep. a jednak proporcje nie sa rowne. i z grami tez tak jest. i bedzie.

  • Wiem o co Ci chodzi, ale posługujesz się złą analogią. Rysowanie to proces twórczy, granie w gry jest tylko chłonięciem, odbiorem.

    Porównaj czytanie książek/komiksów (odbiór), a nie tworzenie tychże.

  • Unka, i co z tego, że nigdy nie będzie? Bo nie za bardzo łapie, jakie znaczenie mają tutaj jakieś liczby bezwzględne.

  • @konrad – wybacz, ale między kazualnym pykaniem w kulki, a siedmioma dobami w pełnym zanurzeniu jest w przybliżeniu taka różnica, jak między rowerem a motocyklem. Oba jednoślady, jakbyś nie patrzył. Zasadniczo i to jeździec, i to jeździec, co z nich korzysta. Nie powiesz mi, że pykanie z nudów w pasjansa jest tym samy, co napierdalanka na plastikowej gitarce. Tak samo, jak nie powiesz mi, że czytanie Kaktusa w sercu można porównać na jakimkolwiek niż stricte technicznym poziomie z czytaniem Ulisessa.

    Nie kwestionuję technicznej czynności.

    Ale nawet do statystyk czytelnictwa w Polsce nie wlicza się ludzi czytających książki kucharskie i telefoniczne (niewiele i tak by je podnieśli).

    Jest czytanie i czytanie, jest granie i granie. „Tu się nie ma co w fandomy bawić za bardzo” – miałem na myśli użytkowników i fanów raczej. Dla mnie Pan Lutek czytający Garfielda w dodatku niedzielnym do Głosu Pcimia Dolnego nie będzie partnerem do rozmowy, bo o czym możemy pogadać? Nawet nie o komiksie jako takim, skoro zna Garfielda jedynie. Łapiesz, co mam na myśli? Taki czytelnik jak Pan Lutek jest czytelnikiem komiksu jedynie dla statystyków.

    Tak jak Słoik moczu na fortepianie może być uznany za sztukę jedynie przez ludzi z doktoratami z czegoś. Albo z upośledzeniem, ewentualnie (abstrahując od przedmiotu dyskusji).

  • No, super, ale ja za bardzo nie rozumiem sensu tego wywodu, bo tak czy siak każdego roku coraz więcej ludzi na świecie, obojga płci, wykorzystuje różne elektroniczne urządzenia, pecety, konsole, handheldy czy telefony komórkowe do rozrywki. Czy w proste flashowe gierki, czy też w tytuły klasy AAA. I tego moim zdaniem nie da się podważyć i też za bardzo nie wiem po co można byłoby to robić.

    Ale skoro tak bardzo zależy Ci na intelektualnej gimnastyce, to znajdź mi w świecie gier odpowiednik czytania książek kucharskich i telefonicznych, coby można go ze statystyk wykluczyć i wykorzystywać później jako zabawny wtręt w dyskusjach nie na temat.

  • Odnośnie drugiego akapitu – już to zrobiłem.

    Uznajmy, że ty masz statystykę, która podpiera twoją tezę, a ja jej nie uznaję za dowód.

    Gra mało dziewczyn. Dramatycznie mało. Statystyka jest z dupy wzięta.

    I na tym skończmy, bo ty jesteś zafiksowany na udowodnienie swojego punktu widzenia (karkołomne zadanie a i tak większość nie uzna dowodu), a ja na utrzymanie swojego (niemożliwe, ale przynajmniej sympatia społeczna po mojej stronie ;) ).

    Zresztą w sumie, co mnie to obchodzi :D Ja nie jestem graczem (nawet, jeśli czyjeś statystyki tak mnie klasyfikują – NIE jestem), więc co mnie interesuje to środowisko…

  • Znaczy nie rozumiem, czemu granie w kulki przez 5 godzin (a tyle dziewczyna/księgowa potrafi) jest mniej graniem od 5 godzin z GTA.

  • W zasadzie tak, jak granie 5 godzin w wojnę różni się od grania 5 godzin w pokera na pieniądze. I to gra i to gra. Ale, ja mówiłem, to moje prywatne odczucie. A nie statystyki. Tak to widzę, nie poradzę, jakbym potrafił to dokładniej wytłumaczyć, to pewnie już bym to dawno zrobił.

    (Swoją drogą jak to jest, że w statystykach Rzepy PiS ma zawsze ze 2% więcej niż w statystykach robionych dla Agory).

    No i o to, co mówił Rob.

    Ja nie jestem graczem, bo po tygodniu Zamku Wolfenstein znów nie tknę gier przez iks miesięcy. Typowy dla mnie gracz, to ktoś, kto śledzi jakieś trendy, nowości, grywa w różne rzeczy (nawet jeśli z jednej stajni, z jednego typu, z jednego gatunku [z wyjątkiem ludzi grających wyłącznie w CośTam XXIII]), a typowa biurwa co najwyżej zainstaluje sobie kolejną wersję kulek.

  • „Unka, i co z tego, że nigdy nie będzie? Bo nie za bardzo łapie”

    jedynie to, że zgodnie z tym, co napisales wczesniej, czyli „To, że dziewczyny grają, nie powinno już nikogo inteligentnego dziwić” ja jestem albo nieinteligentna, albo jednak sie mylisz i laska znająca sie na grach jest zjawiskiem niszowym i takie opowiesni, jak sledziowa, jednak do lamusa nie odchodzą.

  • Znaczy nie rozumiem, czemu granie w kulki przez 5 godzin (a tyle dziewczyna/księgowa potrafi) jest mniej graniem od 5 godzin z GTA.

    Bo w robocie (skoro mówimy o księgowych, to automatycznie zakładamy że grają w pracy), to ona gra dla zabicia czasu, podobnie jak wchodzi na youtube, słucha muzy na wrzucie, przegląda naszą klasę, fejsbooka i Dilberta na Onecie. A potem wychodzi z roboty i nie tknie gier przez cały wieczór, bo będzie wolała pójść do kina, obejrzeć serial albo zajść klubu.

    Nie wiem no, podzielam tu zdanie godai’ego – śledzenie trendów, obcykanie w nowościach i klasyce. No i w sumie fakt zakupu konsoli, która służy tylko do gier.

  • Też podzielam wasze zdanie niejako, ale szukam granicy i definicji… ;-)

  • Prędzej znajdziesz granicę pornografii i definicję moralności. To akademicka dyskusja.

  • Godai, mój punkt widzenia jest po prostu taki, że coraz więcej dziewczyn gra w gry. I nie ma tu znaczenia, jak bardzo są „świadome bycia graczem”. Chodzi o czynność i sposób spędzania wolnego czasu. Czytelnictwo książek to czytelnictwo książek i nie w tym wypadku chyba znaczenia, ile osób chodzi na spotkania z autorami i uczestniczy w dyskusyjnych wieczorkach litrackich. Wiadomo przecież, że są osoby mniej i bardziej zainteresowane i „zaawansowane”, jak we wszystkim.

    Ta Twoja i Roba „baba z okienka” równie dobrze mogłaby rozwiązywać krzyżówkę lub czytać portal plotkarski, a jednak gra. I statystyki mają tylko tyle do rzeczy, że ten odsetek się wg mnie zwiększa. Granie to granie, pomysł na zabijanie wolnego czasu. Nawet wśród osób, które zagrywają się w najnowsze tytuły konsolowe są takie, których świadomość możliwości medium jest na poziomie tej nieszczęsnej księgowej, więc Wasze rozważania o definicji „gracza” nie mają tutaj większego znaczenia. Zwłaszcza, że to nie ja układałem statystyki i nie wiem, jakie były dokładnie zadawane pytania i jaka była próba :)

    Unka: no właśnie chyba o to chodzi, że nie całkiem łapiesz, o czym piszę i jak zwykle się wcinasz od czapy i odwalasz schizofrenicznego Hamleta w spódnicy. Nigdzie nie napisałem, że już teraz żyjemy w świecie growego równouprawnienia płci, napisałem tylko, że jesteśmy świadkami pewnego procesu zachodzącego w społeczeństwie.

    Po tym, jak ostatnio siedziałem w poczekalni na dworcu w Szczecinie i słuchałem rozmowy kasjerek o ich simsach, to nic mnie już nie zdziwi po prostu.

  • Tyle, że ja nie widzę ani zjawiska grania w kulki przez księgowe (w mojej firmie nie grają, akurat informers o takich rzeczach wie), ani tym bardziej nie znam kobiet „graczy-świadomych”, wieć nie obserwuję żadnego trendu, a już na pewno nie opisany.

    A księgowe, nie będę się powtarzał. Po prostu ta definicja jest dla mnie za obszerna. :D

  • konrad, daj sobie siana z wyszukanymi uszczypliwosciami. racje mi juz przyznales, mowiac, ze laski nigdy nie beda stanowily wiekszego procenta graczy. strasznie sie tez bronisz przed tlumaczeniami, ze stawianie pasjansa w przerwie na peta w robocie to nie to samo, co napażanie na konsoli w wolnym czasie.

    roznica miedzy graczem a baba gadajaca o simsach jest taka sama, co miedzy wislawa szymboska a szesnastolatka prowadzaca blogaska z rymami czestochowskimi, ktore lubi nazywac poezją.

    zadnej wielkiej tranformacji nie jestesmy swiadkami. o jakim procesie ty mowisz? o tym, ze jakas biurwa zamiast stawiac sobie faktycznego pasjansa stawia go sobie na kompie?

  • Unka niczym Ethan. ;)
    I jeszcze tu.

  • pawel, bez przesady, ja wiem, ze istnieja kobiety gracze. ale jest ich malutko.
    btw: tamagotchi tez mozna traktowac jako gre? bo jesli tak, to ja jednak jestem zapalonym graczem.

  • Co do samego serialu – niektóre odcinki świetne, niektóre żenujące, niektóre po prostu niezłe. Dałbym 6/10 za nierówność.

    Przeważającą część mojej klasy stanowią kobiety, pośród których znajduje się mała grupka graczek. Graczek, nie pogrywaczek. I nie są to jakieś ciężkie przypadki paszteciarstwa. Niektóre wręcz przeciwnie. Odkryłem to, że grają, po chyba 1,5 roku chodzenia do tej samej klasy.
    To, o co mi chodzi, to że naprawdę sporo dziewczyn gra w gry komputerowe. Jasne, nigdy nie będą tak hardcorowe jak co niektórzy faceci, ale nie są też casualowymi pogrywaczkami. Chodzi mi o to, że zwykle nie chwalą się tym, że grają, bo po co? A ja je o to nie pytam i przedstawiając się nie zadaję pytania „czy grasz i jak często?”. Zwykle temat sam wypływa po dłuższej znajomości, a i tak najcześciej kończy się na „a w co grasz?” – „w to, to i to”. I tyle.

    Uważam, że z jednej strony nie przechodzimy jakiejś rewolucji, emancypacji kobiet w świecie gier komputerowych, ale i dziewczyny nie są też jakoś specjalnie zielone w te klocki i jest dosyć sporo graczek.

  • Kobiety gracze to abominacja!

    Unka – skoro „the Sims” to gra, to tamagotchi także – zasady te same… ;-)

    Szkoda, że w tej dyskusji nie ma głosu louvette… Ciekaw jestem jej opinii, bo jest niejako po naszej stronie barykady. ;)

    @SpellC – ten stereotyp o tym, że graczki to pasztety to unka wymyśliła.
    „pogrywaczki” – fajne słowo.

  • Unka, to, że Ty tego nie widzisz, to naprawdę nie jest żaden argument, po prostu musisz zacząć się lepiej rozglądać. Seeing is believing.

  • Nho tak ale ładnie juz rozgraniczylismy ze są jednak pogrywanie w kulki to nie to samo co ciupanie po nocy w cośtam. A to że więcej kobiet gra w kulki i takie takie, to normalne bo więcj jest komputerów, konsol, wiecj ludzi gra w takie popierdółki. Mama mojej dziewczyny gra w kulki namietnie ale graczem bym jej nie nazwał. Objawem emancypacji albo też „zauważalną zmiana treendów wśród kobiet” też. Po prostu sobie kulkuje. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Nadal kobiet konkretnych graczy jest mało.

    Gorzej ze moja dziewczyna w Zume jest nie do podjebania i moge jej skoczyć. Wymiata konkretnie a na początku….jeZUUU ale ich duzo…aałaa.a.aa.aa ja nie chce :). Natomiast jak jej daje pada do ręki to NIE !!…ot :) ale jak gram to nawet kibicuje.

    Pozatym więcej jest konsol, gier, kompów, internet. Granie staje sie popularniejsze, jest z czego wybierac. To i kobiet sie trafia coraz więcej. Moze one zawsze grały, tylko teraz sie o tym dowiadujemy coraz czesciej. Bez neta o takiech Ash bys nie wiedział a byłaby :)…

  • A czy gdy Ash gra w lesie gdy nikogo przy tym nie ma, to gra, czy nie gra?

  • Gra ale nie dodaje sie do twojej teori :)
    Pozatym pozostaje pytanie czy gra w kulki czy w GTa i czy jest przy tym okienko Urzędu Skarbowego.

  • I czy zna na pamięć najbliższy rozkład rynkowych premier.

  • NHo to wtedy jest graczem…(chyba ze zna premiery ale nie gra ) bo ile jest premier kulkowych gier ??

    Chociaż tych puzzli jest od ch…. czyli jednak mozna grac tylko w kulki. ALe wtedy nie jest juz pogrywaczem tylko graczem kulkowym.
    Pozatym jest róznica miedzy tym ze ktos gra w to co akurat jest na kompie (bo brat/syn zainstalował albo było na firmowym komputerze) a tym ze ktos te gry kupuje, instaluje, szuka.

    Pozatym czasami kobiety pytają „czy nie mam jakiś kulek fajnych??”. ALe tylko pytają i nie zawracają sobie głowy szukaniem (czyli sa troche kulkowe ale nie do końca). PO prostu zabijanie czasu graniem w cokolwiek nie jest niczym nadzwyczajnym. Granie w coś „konkretnego” już raczje tak.

    Chaotycznie troche napisałem :)

  • pawel, juz starczy tych ctrl+, te komiksy w ogole nie sa smieszne.

    poza tym to nie ja wymyslilam ten stereotyp i nawet go nie popieram, po prostu znam jedną jedyną dziewuche co gra i jest gruba, dziwna i niesympatyczna.

    i raczej bym wiedziala o laskach wokol mnie, co graja, bo w przerwach na peta faceci z roku gadaja glownie o grach i imprezach, wiec chyba ktos, kto sie interesuje i jest plci zenskiej by sie dolączyl do rozmowy. czy nie? czy to normalne, ze jak jest dyskusja o czyms, co lubisz, to siedzisz cicho?

  • Unka sobie wcale tego nie wymyśliła. Tak samo, jak jest stereotyp, że hardcorowe gaming nerdy są pryszczate, chude i nieprzystosowane socjalnie, to samo tyczy się dziewczyn – jak już są graczkami pełną gębą, to są pasztetami. Taki stereotyp.

    Wg. mnie podana wyżej argumentacja świadcząca przeciw nazywaniu grających w pasjansa w godzinach pracy etc. graczami jest dość miażdżąca. Niby nie jest niewłaściwym nazwać kogoś graczem, bo wykonuje czynność grania. Ale z drugiej strony słowo to traci wtedy całą swą esencję i zostaje pustawym określeniem. To tak naprawdę zależy od perspektywy, z jakiej patrzymy na to słowo.

  • Unka – mnie śmieszą. Może dlatego, że jestem graczem. :P

  • Łoboże ile tu tych komentarzy, nie przyczytałam wszystkiego.
    Chcę tylko powiedzieć, ze bycie dziewczyną-graczem jest o wiele trudniejsze i moze dlatego wielu facetów żyje stereotypem że nie gramy. Bo sie ukrywamy.
    Bo tak, przeżywamy dylemat czy wydac kasę na grę czy może na jakiś fajny ciuch. Następnie – musimy liczyć się z tym, ze jak powiemy „tak, gram” to pomyślą, ze tylko w Simy (sama w nie gram, ale nie jest to jedyna gra jaką posiadam i nie uważam jej za nic genialnego!). Po trzecie – trzeba się lciyć z tym, ze są laski, które uważają gry za coś okropnego, geekowego, obrzydliwego i taka grająca dziewczyna jest narażona na to, że zaczną się sukowate docinki.
    Kolejno : sam fakt kupowania gry – niedalej jak wczoraj byłam w Media Markt i czułam się niezwykle dziwnie chodząc między półkami z grami, gdyż czułam się obco z tego względu, ze 90% klientów tam to faceci a reszta to matki z dziećmi. I ma sie wrażenie, ze wszyscy na ciebie patrzą jak na odmieńca, albo nie daj Boże, podejdzie do ciebie taki koleś i się spyta czy może doradzić.
    NIE, NIE MOZESZ, DOBRZE WIEM, ŻE CHCĘ KUPIĆ TĘ WŁAŚNIE GRĘ. CO Z TEGO, ŻE JEST O ŻOŁNIERZACH/GANGSTERACH/MUTANTACH.
    No i oczywiście trzeba dawać wygrywać chłopakowi/kumplowi/ojcu.

    Oczywiście jest to nieco z przymrużeniem oka.

    Sama gram to wiem.
    I bycie graczem też nie oznacza granie we wszystko co jest wydawane.
    Trzeba też zwracać uwagę na to, że niektórzy mają upatrzony gatunek gier i zdaża się tak, ze ci którzy nie lubią tego gatunku nie postrzegają tego za gry.. no.

Dodaj komentarz