Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

The Punisher: Born


papier · komentarzy 15

The Punisher: Born - Dzień Pierwszy
Wojna… Wojna nigdy się nie zmienia. Zmienia za to ludzi, których wciągnie w swoje tryby. Garth Ennis często sięga w swoich komiksach po antywojenną retorykę, skupiając się głównie na wstydliwej i bolesnej dla Ameryki tematyce konfliktu w Wietnamie. A „The Punisher: Born” oprócz piętnowania wojny jako takiej, uświadamia nam, że Wietnam odcisnął swoje piętno na każdym Amerykaninie. Frank Castle nie jest tu wyjątkiem.

„Born” rozpatrywać można z dwóch perspektyw. Jako komiks wojenny prezentuje się dość słabo. Historia ostatniego plutonu żołnierzy jest jedną z wielu tragicznych i typowych dla tej wojny. Jeśli ktoś zastanawia się, czy ten komiks mu się spodoba, powinien przypomnieć sobie, czy podobały mu się chociażby takie filmy jak „Byliśmy żołnierzami” czy „Pluton”. „Born” nie zasługuje jednak na porównanie z nimi – ma dość przewidywalną fabułę, a grupa żołnierzy to zaledwie naszkicowane postacie, z którymi ciężko się zżyć. Steve Goodwin, narrator historii, jest typowym amerykańskim chłopcem zagubionym w Wietnamskiej dżungli. On i jego koledzy wiedzą już, że walka nie ma sensu, a zwycięstwo w kolejnej bitwie i tak nie pozwoli im wygrać wojny. Walczą dla swoich, często dziwacznych motywów – jak Tedrow, który lubi rzucać granatami w ludzi. Poza nimi nie walczy nikt – żołnierze w bazie Valley Forge piją i ćpają na umór, a niespodziewane inspekcje, nawet najwyższego dowództwa, nie robią na nikim wrażenia. A dookoła wciąż kłębi się wróg, który fanatycznie pragnie usunięcia amerykańskiej zarazy ze swojej ziemi. Ennis pokazuje Wietnam, jakiego nie pokazywały plakaty propagandowe, a jaki Ameryka odkryła dopiero wtedy, gdy została zmuszona do podkulenia ogona. Darick Robertson, współtwórca „Transmetropolitan”, doskonale dopasowuje się rysunkiem do tej wizji – żołnierze amerykańscy to nie wymuskani chłopcy – mają ostre rysy, zmęczone twarze, z których wyziera nienawiść do wroga. Całości dopełniają genialne okładki Wieslawa Walkuskiego, których fragmenty możecie podziwiać w tym tekście. Oczywiście komiks pełen jest przemocy, jednak w tym wypadku nie jest tak przesadne wynaturzona, jak to się zdarzało Ennisowi z Dillonem w „Kaznodziei”. Z racji tematyki przemoc w tym komiksie jest równie naturalna jak powietrze, co uzasadnia umieszczenie go w imprincie MAX. Jednak cały Wietnam, to tylko tło dla prawdziwego bohatera dramatu.

The Punisher: Born - Dzień Drugi

Punisher nie był nigdy typowym superbohaterem, jednak geneza jego działań stawiała go w jednym rzędzie z Batmanem obserwującym śmierć rodziców, czy Spider-manem, który nie zapobiegł zamordowaniu wujka Bena. Czytając przygody tychże dwóch herosów, łatwiej jednak przymknąć oczy na ich, w gruncie rzeczy dziwną, motywację – konwencja pozwala na lekkie nagięcie zdrowego rozsądku. Jednak „Punisher” zawsze aspirował do bycia komiksem nieco bardziej realistycznym i na serio. Czy nikogo nigdy nie zastanowiło, jak długo trwać będzie krucjata Franka Castle, wywołana, jakby nie było, jednym wydarzeniem? Czy nie wydawała Wam się absurdalną liczba żyć, jaką lekką ręką odbiera on, w zamian za te kilka odebranych jego najbliższym. Spójrzmy prawdzie w oczy – Frank Castle już dawno przekroczył granicę sprawiedliwej zemsty. Przygody mięśniaka wyrzynającego setki bandytów stały się równie nierealne, co podskoki i fikołki Spider-mana. Tylko u Franka jakoś gryzie się to z poważną i realistyczną konwencją i może dlatego nie byłem fanem jego przygód wydawanych przez TM-Semic. Duży krok ku uwiarygodnieniu tej postaci poczynili Dan Abnett i Andy Lanning w świetnym „The Punisher: Year One”, pokazując pełnię tragedii Franka po utracie rodziny. Garth Ennis poszedł jeszcze krok dalej, sięgając w przeszłość, by odnaleźć głębszą motywację. Przy czym – głębsza, nie znaczy słuszna.

The Punisher: Born - Dzień Trzeci

Osadzenie przeszłości Punishera w Wietnamie oddziera go z całej superbohaterskiej mitologii – Frank jest w „Born” jednym z wielu, żołnierzem wmanipulowanym przez politykę w głębokie szambo, z którego nie widać wyjścia. Jednak zmuszony do walki z przeważającymi siłami wroga, nie ogranicza się, jak inni, do prób przetrwania. Ennis wyraźnie pokazuje, że Frank Castle nie jest jak inni. Z początku może wydawać się, że jest, jak mówi Goodwin „zakochany w wojnie”, co już budzić może lekki niepokój. Z czasem przekonujemy się, że Castle, to nie tylko prawdziwy pies wojny, który oddycha zapachem napalmu o poranku. Nie trafił do mnie pomysł, by z Nicka Fury’ego uczynić starego wiarusa, który nie umie żyć bez wojennej zawieruchy. Może dlatego, że zawsze kojarzył mi się ze strażnikiem prawa i porządku. Tymczasem kreowanie Franka Castle na uzależnionego od wojny i nie do końca zdrowego psychicznie, trafia do mnie tym bardziej, że wiem, kim stanie się i jak będzie postępował później. „Born” pokazuje bardzo dobitnie, że to sam Frank pragnie, by wojna wokół niego trwała bez końca, gdyż sprawia mu to… satysfakcję i umożliwia odnalezienie celu w życiu. Nie zawaha się zapłacić za to najwyższej ceny i zawrzeć paktu z… No właśnie? Ennis nie dopowiada, możemy zastanawiać się, czy to zwichrowana psychika Franka, czy… W końcu symbol na piersi nigdy nie jest przypadkowy i u większości bohaterów wskazuje na ich genezę.

The Punisher: Born - Dzień Czwarty

Gdyby ktoś zechciał „Born” sfilmować, miałby szansę na stworzenie obrazu poważniejszego od „Mrocznego Rycerza” i brutalniejszego od „Sin City”. Z chęcią zobaczyłbym taki miks wątków z „Born” i „Year One” – zrealizowany na serio dramat o zwykłym człowieku, który, nadużywając prawa do słusznej zemsty, powoli stacza się w szaleństwo niekończącej się vendetty. Dopiero w ostatniej scenie mógłby założyć swój sławetny symbol. Ale póki co mamy tylko kiczowate strzelaniny z kolejnym herosem, od innych różniącym się tylko czaszką na piersi.

Więcej o Punisherze jeszcze w tym tygodniu…

komentarzy 15

  • bardzo fajne te obrazki co tu dałeś.
    punishera fanem zbytnim nie jestem, zawsze jest to komiks gdzie muszą tłumaczyć jego moralność i zachowanie, bo faktycznie bilans zemsty został wyrównany ładne kilkanaście lat temu chyba (tak na oko – wyskakujące z czaszki)
    Co do filmów z punisherem, przez te idiotyczne konwencje nigdy nie miałem okazji obejrzeć bo puszczali w TV zawsze gdzieś po pierwszej w nocy. W sumie sam nie wiem czemu.
    A na kinówe to nie był film ‚z dziewczyną’ :)

  • Te obrazki to okładki czterech zeszytów – dodałem o nich info, bo mi umknęło. Genialne są, zaprawdę.

  • Dobry komiks, taka esencja Franka. No i fajnie, że jest jakiś polski akcent w Marvelu, co się często nie zdarza. A tutaj można obejrzeć szkic niewykorzystanej okładki.

  • nie przepadam za Punisherem, ale ta seria mi zayebiście podeszła

  • Przypadek, ale przeczytałem wszystkie cztery wczoraj. Na prawdę świetny komiks, rysunki porażają, a i fabuła jest dobra. Polecam resztę serii Punisher MAX, no i oczywiście wspomnianego – już nie punisherowego – Transmetropolitanina. :)

  • dziabadaba

    jo, własnie odebrałem swój komiks z poczty, dzieki

  • Ja tam zawsze miałem sentyment do postaci Punishera. A Born stawiam na równi z War Zone i Year One. Kawał dobrej lektury.

  • @Ystad – to tak jak ja – z tm-semic podobał mi się tylko „Year One”, dopiero Ennis przekonuje mnie do tej postaci.
    Jak skończę Vol. 3 i 4. zabieram się za kupowanie tpb z MAXa.

    @Pawulon – dzięki za wywiad, podlinkowałem.

    @Łukasz – oby takie przypadki zdarzały się częściej. ;-)

  • trochę szkoda, że zamiast spróbować sobie wyrobić niezalezne zdanie wszyscy teraz patrzą na wojne w Wietnamie przez łatwy pryzmat propagandowych filmów Stone’a.
    Year One mi się nie podobał. podobał mi się War Zone.
    ” Nie zawaha się zapłacić za to najwyższej ceny i zawrzeć paktu z…” – no, czy na pewno nie zawaha? zwleka z tym do kończa ostatniego odcinka. i wyraża zgodę dopiero wobec groźby śmierci. a gdy zdaje sobie sprawę co zrobił natychmiast żałuje. to chyba nie jest takie proste.

  • Okładki dobre, bo polskie :)

  • Całkiem zgrabny i do rzeczy tekścik, ale nigdzie w nim chyba nie pada, że Frank to uzalezniony od zabijania psychopata, a nie romantyczny mściciel i to jest chyba sedno rewolucji Ennisa.

    No i wreszcie tekst o komiksach na Motywie!

  • JAPONfan

    Rambo najlepszym filmem o Wietnamie ever!

  • „W końcu symbol na piersi nigdy nie jest przypadkowy i u większości bohaterów wskazuje na ich genezę.”

    To ja bym obstawiał, że Frank wpadł na transformator, albo sieć trakcyjną ;)

    Mam sentyment do Punishera. Jednymi z moich pierwszych TM-Semiców były kolejne części „Suicide run”. Była też rewelacyjna nawalanka od Capcomu, no i film z Dolphem :] Dzięki Ennisowi moda na Franka powróciła. Ciekawe ile potrwa tym razem?

  • @JAPONfan
    Rambo raczej był filmem o wpływie Vietnamu na psychikę, nie był filmem czysto o Vietnamie

Dodaj komentarz