Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Battle for Wesnoth


gry · komentarzy 13

Battle For Wesnoth

Elfy, orki i krasnoludy to regularni aktorzy gier wszelkich maści i rodzaju od dziesięcioleci. Mieliśmy gry RPG, strategie czasu rzeczywistego, kilka miksów obu gatunków, na horyzoncie czai się kolejna wariacja na temat futbolu amerykańskiego. Jeśli nie macie ich serdecznie dość i chcielibyście sobie zrobić wycieczkę w zapomniany świat turowych strategii, odświeżyć wspomnienia z czasów „Warlords” czy „Fantasy General”, to „Battle for Wesnoth” jest czymś dla Was.

„Battle for Wesnoth” powstaje nieprzerwanie od 2003 roku jako jedna z wielu darmowych gier tworzonych przez grupę zapaleńców. U swoich podstaw jest turową strategią opartą na heksach. Rekrutujemy jednostki i pędzimy je przez planszę, gdzie czeka na nas przeciwnik ze swoją armią. Ras, czy też stronnictw, jest kilkanaście – m.in. bandyci, elfy, nieumarli, orki, rojaliści, mermeni, krasnoludy, trolle, każda nieco się różni, ale można wyróżnić kilka podstawowych typów jednostek: wojowników pierwszej linii, oddziały walczące na dystans, kawalerię i magów. O wyniku starcia decydują indywidualne statystyki naszych żołnierzy, rodzaj terenu, na którym stoją oraz szczęście. Losowość walk może być pewną wadą, z drugiej strony nie ma sytuacji, w której jakaś jednostka ma 100 proc. skuteczność i jest niezwyciężona, więc nigdy nie wiadomo, jaki będzie rezultat bitwy.

Battle For Wesnoth
Ekran starcia: „7 – 2” u Rozbójniczki oznacza, że ma szanse dwukrotnie zadać siedem punktów obrażeń. Szansa każdego ataku wynosi 40 proc. Szkielet, o ile zaatakowany wręcz, może odpowiedzieć trzema atakami po 11 punktów z 50 proc. szansą powodzenia. Jeśli wybierzemy procę, to nie będzie mógł oddać. I to tyle.

Limit tur w większości scenariuszy sprawia, że gracz musi być agresywny i pchać swoje oddziały naprzód aby pokonać przeciwnika. Jednocześnie pod naszą komendą będzie się znajdować zazwyczaj do 12-15 jednostek, więc większość bitew to raczej potyczki, niż walka na całym froncie. Za udział w starciu i pokonanie przeciwnika oddziały zdobywają punkty doświadczenia, dzięki czemu awansują na kolejne poziomy i stają się mocniejsze. Często jest też tak, że zostajemy postawieni przed wyborem w którym kierunku chcemy rozwijać naszą jednostkę, na przykład Elficki Wojownik może awansować na Bohatera lub Kapitana. Pierwszy jest mocniejszy w walce, ale drugi potrafi zwiększać statystyki przyległych oddziałów. Albo Mag Uczeń, który może specjalizować się albo w magii leczniczej, albo ofensywnej magii ognia. Co wybrać? Takich wyborów jest sporo, a na dodatek jednostki przechodzą w ramach kampanii ze scenariusza na scenariusz, co sprawia, że przywiązujemy się do nich i możemy komponować naszą prywatną armię wg. własnego widzimisię.

Battle For Wesnoth
Battle for Wesnoth jest też oczywiście tłumaczone na dziesiątki języków, między innymi na polski.

Najciekawsze w „Battle for Wesnoth” jest jednak to, że każdy może wziąć udział w jej tworzeniu, a grupie głównych projektantów udaje się wszystko tak koordynować, aby końcowy efekt był w miarę spójny. Każdy może stworzyć własną kampanię, dodać do niej jednostki, bohaterów i tereny, napisać fabułę, a jeśli będzie dość dobra i zgodna ze światem Wesnoth, to zostanie dodana do listy „oficjalnych” kampanii dostępnych w kolejnych wydaniach gry. Twórcy map do tematu podchodzą różnie: część z nich rozwija elementy RPG, snuje całkiem ciekawe fabuły, inni niestety nie wychodzą ponad poziom kolejnej epickiej bitwy z orkami o uwolnienie wioski. Jedne kampanie składają się z czterech scenariuszy, inne z dziewięciu, trafiają się też takie, które łączą w sobie 25 bitew! Poziom trudności też jest różny i często zdarzało mi się zaczynać planszę od początku i zmieniać taktykę.

Jak w każdej antologii, czasem jest lepiej, czasem gorzej i trudno z początku wyczuć, która kampania jest godna uwagi. Jednakże bez względu na różne fabularne przeboje scenarzystów i graficzne krzaki rysowników, rozgrywka sama w sobie wciąga, głównie przez swoją prostotę. Choć dla bardziej wytrawnych strategów może być za prosta. Chciałoby się czasem dowodzić frontem rozciągającym na całą szerokość mapy, ale trudno, chowanie się elfami po lesie też bywa zabawne. Dodatkowo istnieje jeszcze możliwość grania z żywym przeciwnikiem, ale jeszcze nie miałem okazji jej przetestować.

Battle For Wesnoth
Czasem, gdy ma się już dość zarzynania orków, dobrze odpalić kampanię, w której zabija się elfy. I jednoczy hordę pod jednym sztandarem, oczywiście. Bo co innego można robić z orkami?

Ostatnio chodziły za mną heksy. Najpierw trafiłem na zgrabną flashówkę „Hex Empire”, potem „Online Frontlines”. „Battle for Wesnoth” heksowy głód zaspokoiło w pełni, pobudzając nawet do snucia planów stworzenia własnej kampanii, ale okazuje się, że to jednak nie takie proste. Może w wakacje, przy niewielkiej pomocy bardziej plastycznie uzdolnionych przyjaciół.

To na co jeszcze czekacie? Na Linuksie też działa.

gry

komentarzy 13

  • Rzygam fantasy…

  • A coś poza tym? Grałeś w coś podobnego? W jaki gry grałeś, że już rzygasz? (Przypuszczam, że w wiele, wiele, skoro rzygasz).

  • ten koleś z prawej wygląda jak Sztybor

  • Sztybor – książe elfów. BfW jest też chyba jedyną grą, w której imię „Konrad” zostało uznane za wystarczająco egzotyczne aby nadać je jakiemuś tam księciu w potrzebie.

  • Ja widzę z opisu, to coś w klimacie gry Age of Wonders, którą mogę polecić miłośnikom turówek na heksach. Trylogię 3 części kupiłem w markecie za 7 złotych, a gra jest przednia, z rewelacyjnym trybem taktycznym: po spotkaniu się oddziałów lub ataku na miasto kamera zjeżdża w dół i komenderujemy poszczególnymi postaciami, które rozwijają się indywidualnie.

  • zdecydowanie potrzebują rysownika lepszego. :D

  • Lepszego nie lepszego, byle by umiał tak ładnie Sztybora narysować. Bez kitu, padłem :D

  • Rysownicy nawalają, to fakt, ale gości od pixel artu mają niezłych, większość jednostek jest naprawdę ładnych i ciekawie zaprojektowanych.

  • Grałem w to kilka lat temu – rysowników dalej mają ‚przeciętnych’ ale pamiętam, że gierka była całkiem przyjemna

  • Gra jak gra, no ale jak Sztyborem można zagrać, to ja już idę zasysać.

  • zasysać Sztybora??

  • Ale Sztybor ma inne włosy, co wy gadacie!

  • dokładnie. chyba sztybora nie widzieliście.

    teraz to jest konkretny pedał z włosów.

Dodaj komentarz