Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ziniol #4


papier · komentarzy 13

Ziniol Spawn

Nowy „Ziniol” zadaje czytelnikowi szereg pytań: „Która okładka jest lepsza?”, „Co tym razem zjebaliśmy?”, „Mainstream czy awangarda?”, „Ile płyt DVD ma naczelny »Paralaksy«?” i „Kiedy Bartosz Sztybor wyskoczy z Twojej lodówki?”. Jako wierny czytelnik nie umiałbym zachować odpowiedzi nań tylko dla siebie.

Co z tym „Ziniolem”?
Zmienia się. W bardzo pozytywny sposób. Najważniejszą modyfikacją jest przerzucenie lwiej części krytycznej (z założenia) publicystyki na stronę kwartalnika. Dzięki temu recenzje, zarówno z wersji papierowej i internetowej, są bardziej rozbudowane i nie składają się z dwóch zdań na krzyż, w których recenzent zdążył jedynie streścić fabułę komiksu – jak to zdarzało się w poprzednich numerach. W czwartym otrzymaliśmy teksty o dziewięciu tytułach ostatnio aktywnych edytorów – sprawiedliwie, po jednym od każdego – natomiast recenzje najświeższych komiksów możemy przeczytać w tzw. wersji cybersferycznej „Ziniola”. Myślę, że jest to najlepsze rozwiązanie uwzględniające zarówno cykl publikacji, jak i rolę, jaką dzisiaj w dotarciu do czytelnika pełni internet. Pożegnano również toporny layout magazynu, a wraz z nim drukarnię specjalizującą się w wycieranych okładkach i w końcu wszystko wygląda jak należy, sprawiając, że „Ziniola” czyta się z przyjemnością. Czekamy jeszcze tylko na kilkustronicowe kolorowe wkładki.

Mainstream czy awangarda?
Odpowiedź jest prosta: zredefiniuj te pojęcia, „Ziniolu”. Ten umowny podział nie ma chyba dzisiaj racji bytu, bo co dzisiaj jest głównym nurtem? Według mnie nie „Spawn”, Portacio i „Ghost Rider”, a raczej to, co dzisiaj wydaje Kultura Gniewu, Mroja, Taurus i timof. Ale również musimy zadać sobie pytanie: czy wolimy wciąż rozpamiętywać czasy, gdy królował TM-Semic? Sam nie lubię sentymentalnych podróży, bo za dużo dzieje się tu i teraz, zbyt wielu jest nowych twórców, którzy co rusz są odnajdywani przez ww. wydawców. Bynajmniej nie poddaję w wątpliwość dokonań Norma Breyfogle czy Whilce’a Portacio, ale mnie bardziej interesuje np. Lutes, Jason, Fernandes i Mawil. W „Ziniolu” do mainstreamowego wora wrzucono m.in. Mahlera, „Za garść posoki”, Portacio, „Morfium”, „Fotostory” i „Ghost Ridera” – w moim odczuciu spójność tego działu się po prostu rozmywa. Duży plus należy się za blok portugalski, w którym można przeczytać trochę słabszy niż zazwyczaj short Fernandesa, ale też „Smutnego Chłopca” – lekki i refleksyjny komiks João Mascarenhasa. Odpowiadając na pytanie ze wstępniaka: tak, wolę okładkę Krzysztofa Tryka, tę awangardową.

Ziniol Fotostory

Plus czy minus?
W części publicystycznej, prócz wcześniej wymienionych recenzji, raczej bez zmian. Otrzymaliśmy kolejny tekst Dominika Szcześniaka z cyklu „Grzebiąc pod ziemią”, który zaciekawił mnie bardziej niż poprzednio, lecz nie ukrywam, że w pewnym momencie artykuł się mi dłużył, tj. ma swoje słabsze momenty. A jeżeli o tych mówimy, to należy wspomnieć o materiale autorstwa Pawła Sawickiego dotyczącym komiksów wydawnictwa Astra, który po prostu nie jest dobrym tekstem, wygląda na wymęczony i mam nadzieję, że podobne w „Ziniolu” ukazywać się będą jak najrzadziej. Lekko pisze natomiast Paweł Deptuch o komiksach z motywem zombie, chociaż zamiast nieudanymi żartami mógł zakończyć polskim akcentem w tym temacie. Nie, nie chodzi mi o dennego „Polskiego Zombie” Jerzego Szyłaka, lecz o „Zombie Cop” Szymona Kudrańskiego. Oczywiście nie jest to jakieś rażące zaniedbanie, wzmianka byłaby po prostu miła i udowodniła, że publicysta jest na czasie. Abstrahując od poziomu samego komiksu. Największym rozczarowaniem jest dla mnie „Okiem twórców: Rok 2008”, gdzie Fernandes, Breyfogle, Mahler i Abadzis opowiadają ze swojej perspektywy o minionym roku. Generalnie jest to tekst o niczym i zachwyci chyba tylko prawdziwych fanów tych dżentelmenów. Ja, chociaż fanem Fernandesa jestem, nie czerpię przyjemności z czytania wyliczanki polecanych płyt. Przeciwny biegun, jeżeli chodzi o atrakcyjność, reprezentuje wywiad z Jasonem Lutesem, do którego lektury gorąco zachęcam.

Ziniol Helektor
„Helektor”, czyli komiks, o którym nie piszę.

Gdzie Szcześniak nie może tam Sztybora pośle?
Gdzieś narzekałem na nadmiar tekstów i komiksów Dominika Szcześniaka w „Ziniolu” i chociaż w czwartym numerze jest ich stosunkowo mniej niż w numerze wcześniejszym, to wciąż czuję przesyt… ale Bartkiem Sztyborem. Bez scenariusza którego ostatnio nie może się obyć żaden szanujący się (albo i nie) zin. Stąd mój apel: Bartku, przestań tworzyć setki historyjek na pół gwizdka (jak ta z „Ziniola”, pierwotnie nadesłana na konkurs MFK) i weź się za pełen metraż. Chociaż „No bo przecież złodziej” nie brak humoru i powabu, mój apel jest wciąż w mocy. Chyba że będą gdzieś wręczać jakąś nagrodę dla komiksowego stachanowca. Oczywiście no offence.

Ziniol

W czwartym „Ziniolu” przeważają komiksy przeciętne, a to przeciętniactwo uwydatniają dodatkowo dwie dobre historie – wspomniany przeze mnie „Smutny Chłopiec” i „Fotostory” Szcześniaka i Trejnisa. Dominik udowadnia, że pisząc dłuższy, odcinkowy komiks jest naprawdę dobrym scenarzystą, który nie tylko konstruuje solidne dialogi, ale też umiejętnie zawiesza akcję i współpracuje z rysownikiem. W czwartym odcinku tego komiksu otrzymamy nie tylko rozwinięcie mrożącej krew w żyłach akcji z poprzedniego numeru, ale także parę niezbyt ciepłych słów i aluzji kierowanych do blogerów. „Fotostory” widziałbym w zbiorczym albumie, gdy jej publikacja w „Ziniolu” już się zakończy. Drugi komiks Szcześniaka, „Pajęczy fortel”, nie powoduje już takiego pisku fana i nie bez znaczenia są tutaj rysunki Grzegorza Pawlaka, który fajnie bawi się czernią i bielą, ale często zapomina chociażby o proporcjach i dynamice. Prawie dwudziestostronicowy „Zakład” Timofiejuka i Chmielewskiego utwierdza mnie w przekonaniu, że wydawcy powinni wydawać, a scenarzyści pisać komiksy. Bo ten jest ciekawy formalnie, a poza tym mizerny i niepotrzebnie rozciągnięty. „Morfium” z kolei nie spada poniżej pewnego przyzwoitego poziomu, lecz tym razem, jakby bardziej niż zazwyczaj, doskwierał mi brak typowej dla tego cyklu palety barw – wydaje mi się, że w czerni i bieli ten komiks po prostu traci (stąd nieśmiało wcześniej pisałem o kolorowej wkładce).

Co tym razem…?
Niewiele. I tak trzymać. Tak jak mówiłem, nie jestem wielkim fanem tego, co stereotypowo nazywa się mainstreamem, więc wcale nie byłoby mi żal, gdyby „Ziniol” obrał stały kurs na Europę, prezentując dokonania Portugalczyków, Austriaków, Czechów, Niemców i innych. A może, korzystając wciąż z ziniolowego rozróżnienia tych pojęć, raz zrobić cały numer mainstreamowy a następnie awangardowy? No, ale to by miało sens gdyby „Ziniol” był chociaż dwumiesięcznikiem. Czego sobie i innym życzę, tak samo jak kolekcji pięciu tysięcy płyt DVD, dorównującej tej posiadanej przez naczelnego „Paralaksy”.

komentarzy 13

  • A żadnych literówek nie wyłapałeś?

  • Wyłapałem ;). Chcesz listę?

  • Ok, to ja się odniosę
    bo jestem w trakcie lektury:

    1. Cykl wspominkowy – jak dla mnie bardzo okej. Mam sentyment do tych twórców tak jak „prawdziwy fan komiksu” ma sentyment do Tytusa i Fanki Kowala. Chętnie czytam te wywiady. Zauważ, że Szcześniak dopiero się rozkręca. W kolejnym numerze Pan Milligan!!!! \m/

    2. Mainstream v.s. awangarda – jest mi bliska Twoja wizja mainstreamu.

    3. „No bo przecież złodziej” to zajebisty komiks, ale faktycznie Sztyborak niech się bierze za wielotomowe powieści graficzne, które zmienią oblicze POLSKIEGO KOMIKSU.
    TEGO KOMIKSU.

    4.Fotostory – ziniolowy debeściak.

  • Ja jestem bardzo na tak. Nowy numer przeczytałem praktycznie za jednym zamachem od deski do deski i się nie zmęczyłem, co zdarzało mi się przy wcześniejszych numerach. Tak dalej!

  • @Maciej:

    1. No za Milligana to ja po stopach całuję. Okej, są wyjątki ;).
    2. To się cieszę.
    3. Lol. Nieno, to jest dobry komiks, nie żeby zaraz zajebisty, że miałby konkurs wygrać jak to na Alei ktoś napisał. Co nie zmienia faktu, że można w pewnym momencie mieć dosyć, ciągle tylko ten Sztybi i Sztybi. No offence, Bartek, hihi.
    4. I tu też się zgadzamy ;).

    Aha, a co do rzeczonych literówek to chyba najpoważniejszą wpadką jest zrobienie z Pawlaka Nowaka w spisie treści.

    @Jaszczu: No. Ten numer w moim odczuciu najlepszy. Fala wznosząca imho. W dużej mierze jest to zasługa wywalenia tych pięćdziesięciu recenzyjek, bo one potrafiły zmęczyć.

  • Jeszcze chciałem dodać, że polecanki muzyczne Fernandesa spodobały mi się. W kategorii pop-rock trafił w mój gust, więc chętnie poszukam tego co polecał z jazzu.

  • Pewnie gdybym się przyjrzał niektórym płytom, to by mi się spodobały. Ale tu nie o to chodzi – jak otwieram kwartalnik komiksowy, to spodziewam się publicystyki prawdziwej, a nie takiej suchej wyliczanki. A w całym tym artykule część Norma zupełnie bezsensowna. Białych wierszy to ja mam dosyć po panu poecie Kopciu ;).

  • A w kolejnym numerze Pan Larsen!!!! \m/

  • Na WSK udało mi się kupić Ziniola #1. Może na MFK uda mi się zdobyć kolejne numery. W każdym razie „Ziniol” dobrym pismem jest.

  • Zaplątaliśmy się w tej kwestii mainstreamowo-undergroundowej, to fakt. Te terminy zdezaktualizowały się dość dawno temu, tak więc dzięks za słuszne i trafne uwagi. W #5 zrobimy ostre przemeblowanie, a sama tematyka jest na tyle ciekawa, że może na bloga poleci jakiś tekst w tych klimatach.

    Z tym Sztyborem to coś jest na rzeczy, wszędzie go pełno i nie zawsze są to dobre kawałki. Ale na publikację komiksu jego i Tkacza sam nalegałem, bo uważam, że jest świetny. I niech mi koleżka z komentów na alei utnie rękę, jeśli jest inaczej.

    Co do reszty to dzięki za sugestie. Biorę je na klatę i uwzględniam. Pozdrawiam.

  • Dzięki za miłe słowa o artykule o zombiakach ;) Co do polskiego akcentu to masz rację, mogłem to napisać; spieszę jednak donieść, że artykuł powstał w 2007 roku, a przy oddawaniu go do publikacji w Ziniolu, komiksu Szymona jeszcze nie czytałem (z resztą do tej pory) :(

    Co do cyklu wspominkowego, to ja jestem na tak. Bardzo mi się on podoba i z miłą chęcią czytam. Ja osobiście widziałbym jeszcze wywiadzik z Jimem Lee, a przy jego okazji i autora w Polsce, który to ponoć pomieszkuje sobie rzut beretem od nas, czyli we Włoszech…

  • Jeśli już przy tym tekście o zombiakach jesteśmy – czy on nie był wcześniej publikowany w którymś z numerów Czachopisma? Bo na pierwszy rzut oka takie mam skojarzenia, a że Cz. nie mam akurat przy sobie to nie mam też jak sprawdzić.

  • Zgadza się. Jednakowoż Czacha przeznaczona była raczej do wąskiego grona czytelników (jak to w praniu wyszło) i dzieki uprzejmości Lucka, tekst miał okazję zaświecić po raz drugi w szerszych i bardziej komiksowych kręgach.

Dodaj komentarz