Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Oko Jelenia


książki · komentarzy 28

Weźmisz czarno kurę...
Okładki cyklu „Oko Jelenia” są zupełnie nijakie, więc tekst ilustrujemy znanym bohaterem prozy Pilipiuka.

Każdy z nas nie raz marzył, żeby cofnąć się w przeszłość i obejrzeć, jak żyło się w dawnych czasach. Ba, powstały o tym setki książek i dziesiątki filmów. Czy można więc zaciekawić czytelnika czymś nowym w tym temacie? Lepiej zastanowić się nad tym pytaniem, gdy sięgamy po nową polską sagę „Oko Jelenia” Andrzeja Pilipiuka.

Dokładnie rok temu największy grafoman Rzeczpospolitej wydał pierwszy tom owego cyklu – „Droga do Nidaros”. Książka zapowiadała się bardzo dobrze, zresztą Pilipiuk jest całkiem dobrym pisarzem. Wszyscy dobrze znają egzorcystę i bimbrownika Jakuba Wędrowycza, który rozbawia do łez, czy trylogię „Dziedziczki”, za którą Pilipiuk otrzymał nagrodę Janusza Zajdla. Nie wspominając już o zwalających z nóg „Pamiętnikach norweskich”, czy wielu, wielu innych książkach. Pan Andrzej znany jest też z niesamowitego tempa pisania. W ciągu roku potrafi wydać nawet do 16 książek (2006 – Fabryka Słów). Wydał też 19 tomów kontynuacji „Pana Samochodzika” pod pseudonimem Tomasz Olszakowski, co mnie zresztą niesamowicie zaskoczyło. Prędkość wydawania „Oka Jelenia” też zwala z nóg. W ciągu roku (marzec, maj, wrzesień, luty) pokazały się cztery kolejne tomy, każdy po około pięćset stron. W tym momencie trzeba zadać sobie jedno z tych ważnych, egzystencjalnych pytań. Czy ilość równa się jakość? A do 2010 roku zapowiadanych jest jeszcze około czterech tomów.

Andrzej Pilipiuk

Historia opisywana w pierwszym tomie zaczyna się, gdy kończy się świat. Główny bohater, Marek, nauczyciel informatyki, ratuje z opresji pewnego licealistę – Staszka, by razem z nim zginąć w światowej katastrofie. W ostatnim momencie, a może i nie, ratuje ich tajemniczy przybysz z kosmosu, który chciał tak naprawdę ocalić nic innego, jak Bibliotekę Narodową (cenna wiedza rasy homo sapiens, no i ta socjalistyczna architektura). Skrat, ów kosmiczny kolekcjoner, przy okazji bierze pod opiekę głównych bohaterów i cofa, a raczej odtwarza, ich w przeszłości. Ta okazuje się niczym innym jak szesnastowieczną Norwegią. Rolę posłanniczki kosmity pełni Ina, występująca pod postacią łasicy, a przez miejscowych uważana za demona zła i zniszczenia. Oczywiście Marek i Staszek, oraz dziewiętnastowieczna szlachcianka Helena, która dołączyła do nich w międzyczasie, włączają się w bieg ważnych wydarzeń historycznych, to jest w wojnę Danii z Hanzą i walk protestantów z katolikami.

I Jakub Wędrowycz dla wszystkich

Świat przedstawiony w sadze jest niesamowicie wiernie odtworzony. Widać, że Pilipiuk wie o czym pisze i przygotował się, wiernie odtwarzając rzeczywistość szesnastowiecznej Szwecji, czy hanzeatyckiego Gdańska. Drewniane miasta, kościoły, społeczności, przyroda i otaczające bohaterów środowisko jest opisane tak, że pozwala czytelnikowi wyobrazić sobie, że sam cofnął się w przeszłość i może dotknąć choć trochę dawnej tkanki społeczeństwa. Dodatkowym atutem są rysunki Rafała Szłapy. Są to proste, czarno–białe grafiki, wiernie oddające klimat i nastrój pomieszczeń oświetlanych tylko świecą.

Jednak jest jeszcze fabuła. Przyzwyczailiśmy się do naciągania faktów, choćby w wykonaniu Wędrowycza i można przymknąć oko na różną tandetę, którą wciska autor. Jednak po sadze, która ma mieć około siedem tomów, spodziewałam się czegoś poważniejszego, bardziej realnego niż tego, co otrzymujemy już w tomie trzecim – „Drewniana Twierdza”. A im bardziej w las, tym więcej drzew. Ostatni tom, czyli „Pana Wilków”, czyta się ciężko. Jest tam za wiele rzeczy nagiętych pod pomysł autora, chociaż z drugiej strony wydaje się, że czasami nawet i tego pomysłu brak. Akcja raz ciągnie się jak flaki z ogonem, a raz przyspiesza tak, że czytelnik zostaje daleko w tyle. Rozwiązania problemów Staszka czy Marka okazują się albo banalne, i czytelnik zastanawia się, dlaczego on się tak długo nad tym zastanawiał, albo całkowicie nierealne do wyobrażenia, wręcz całkowicie absurdalne. Trzeba przyznać, że ten absurd, naginanie wątków, stwarzanie nierealnych sytuacji jest pewnym urokiem Pilipiuka, ale ma to też pewne granice.

Niezbędnik chłopa polskiego: gumiaki i widły

Do całości dochodzą jeszcze powszechnie znane poglądy autora, które próbuje podprogowo, a czasami wręcz wprost na chama, wpoić swoim czytelnikom. Jako że mam diametralnie inne poglądy, zdania typu „weszliście do Unii Europejskiej – zatraciliście suwerenność” niemiłosiernie mnie irytują. A powtarzane w kółko, przynajmniej raz na rozdział, zaczynają denerwować do granic możliwości. Chyba że ktoś jest zwolennikiem tychże teorii i lubi czytać, jaki to dwudziesty pierwszy wiek jest zniewieściały, że ludzie nic nie umieją, a w dżungli szesnastego wieku nie przeżyliby nawet godziny, bo wtedy wszystko było lepsze. Nieważne, że główny bohater ma rozterki, bo nie umie rozpoznać ziół przy drodze, prawdopodobnie jak większość mieszkańców miast z tego okresu. I nieważne, że każdy przeciętny człowiek w naszych czasach, bez problemu odróżni bazylię, rozmaryn, tymianek od innej pietruszki. Generalnie saga ma przekazać czytelnikowi, że teraz jest źle, jeżeli nie gorzej i że zatraciliśmy polskość, a nasi przodkowie w grobach się przewracają. A Balcerowicz musi odejść.

"Oko Jelenia" okładka
Ok, jednak kawałek okładki się tu znalazł

I jeszcze słów parę związanych z archeologią, bo nie umiem się bez tego obejść. Andrzej Pilipiuk jest chyba obecnie jednym z trzech najbardziej znanych archeologów polskich. Nie raz w swoich książkach nawiązuję do archeologii, przedstawiając ją stereotypowo (pochlaj party na wykopie), albo jako szanowaną naukę, pełną poświęcenia, wymagającą wiele cierpliwości. Archeolodzy wielce szanują pana Andrzeja, bo propaguje ich dziedzinę i widać, że kocha ją tak samo jak oni. I za każdym razem, gdy mogą przeczytać jakieś nawiązania, albo wyłapują te mrugnięcie oczkiem w ich kierunku, serce się raduje ogromnie! Jednak, gdy nauczyciel informatyki opowiada po raz setny o swoich archeologicznych doświadczeniach, w ogóle bez związku z akcją, która go otacza, to jednak coś trochę jest nie tak, jest to taka mała przesada. Archeolodzy i tak będą najwierniejszymi czytelnikami Pilipiuka, nie trzeba im na siłę machać ręką ze stron książki.

Saga „Oko Jelenia” zapowiadała się ciekawie, szczególnie z racji wierności opisów miejsc i wydarzeń. Jednak po tomie czwartym wydaje się, że autor trochę się zgubił w plątaninie własnych pomysłów i wątków. Chociaż koniec, jakże filmowy i sensacyjny, rodzi pewne nadzieje na lepszą przyszłość. W szczególności, że czeka nas przerwa i nowy tom nie pojawi się w przeciągu trzech miesięcy. Cyklu nie odradzam, ani nie polecam, no, chyba że historykom. Co będzie dalej? Żeby się przekonać, musimy jeszcze poczekać.

komentarzy 28

  • Mimo że sagi nie czytałem, muszę się z recenzją w pełni zgodzić — bez wątpienia oddaje istotę twórczości Pilipiuka. W kwestii oddania dawnych realiów jest naprawdę niesamowity, wiarygodny, wciągający, o czym zresztą pisałem u siebie przy okazji recenzji „Operacji Dzień Wskrzeszenia”. Natomiast z fabułą bywa różnie. „Operacja…”, czy „Dziedziczki” są zwarte i dobre, ale np. Wędrowycz od pewnego momentu jest pisany na odwal, co strasznie widać (najgorsze, że marnowane są nieraz naprawdę fajne pomysły).
    To po części wynik tego, że Pilipiuk pisze może za dużo i dlatego często znacznie poniżej swoich możliwości.

    Chętnie zobaczyłbym ilustracje, trzeba oddać Fabryce Słów, że swoje książki wydaje bardzo porządnie i solidnie, wręcz wzorowo.

  • dziabadaba

    „owy kosmiczny kolekcjoner” Owy? Chyba ów.

  • gilo (z pracy)

    A ja się nie zgadzam. Te fragmenty w których zarzucane jest, że Pilipiuk wkłada w usta bohaterów swoje poglądy, i że one są w koło Macieju tłuczone to gruba przesada. Wkłada tak samo jak każdy inny autor, bynajmniej nie jest to dominanta powieści a i wcale te tezy nie są cały czas powtarzane. A przynajmniej ja tego nie zauważyłem.
    Poza tym coś mieszasz Mroophko bo nie bardzo rozumiem jak połączyłaś rzekome wykwity o Unii Europejskiej ze zniewieścieniem XXI wieku i „analfebytyźmie kulturowo-umiejętnościowym”. Poza tym nie wiem, może ja się gdzie indziej chowałem, ale pietruszkę odróżnię, bazylii już nie. I wierzę w to co pisze Pilipiuk że człowiek z XVI wieku umiał to odróżniać, bo musiał to robić na codzień, nie było sklepów gdzie wszystko jest popaczkowane z napisaną nazwą.

    Poza tym z tego co pamiętam główny moment gdy Marek opowiada o fascynacji archeologią jest wtedy, gdy wspomina swoje życie i wtedy to jest jak najbardziej logicznie uwarunkowane. Nie przypominam sobie, żeby później główny bohater wygłaszał tyrady chwalące archeologie i które by były z czapy.
    Także uważam że się czepiasz.

  • jakaś_tam

    no cóż… dość krytyczne słowa, ale nie sposób w paru kwestiach się nie zgodzić.
    Fabuła – mocno w paru kwestiach naciągana, bohateorwie dość często wyidealizowani. Akcje w wielu miejscach ciągną się faktycznie jak flaki z olejem (flaki z ogonem?) ale ogólnie to lekka, przyjemna lektura na tzw. odchamienie, której w posesyjnym czasie domaga się wiele umysłów:) Ale powiem szczerze, że postać Heli którą gwałcą, zabijają, odradza się znów aby zostać zgwałcona i ponownie zabita i tak w kółko mnie przytłacza… trochę się zdziwiłam, ze w IV tomie nie została ani razu zgwałcona;)
    Poglądy – dziwnym było by faktem, jakby autor nie przelewał na papier swoich myśli. Naturalnym jest fakt wyrażania poglądów w książkach, wierszach, etc. Mroophko rażą Cię poglądy autora ze względu na odmienność Twoich poglądów co wyraziłaś w recenzji:) Słowacki, Mickiewicz, Żeromski, Konopnicka, Ksenofont, Platon, i wielu wieli innych prozaików, poetów właśnie na papier przelewało swoje zdanie.
    To, że się czepiasz jest zrozumiałe, bo to recenzja czyli subiektywna myśl o danej rzeczy, bardzo dobrze, że masz swoje zdanie.
    Recenzja ogólnie jest ciekawa (choć odstrasza nowego czytelnika z zapoznaniem się literatury Pilipiuka). Poprawiłabym parę rzeczy pod względem językowym, etc. Życzę powodzenia w dalszym skrobaniu o klawiaturę :) pozdrawiam

  • @jakaś_tam: Czy możesz mi wysłać jakąś wiadomość na maila? Chciałem się z Tobą skontaktować, ale ten, który podałaś w komencie jest chyba niepoprawny ;). Dzięki z góry.

    @Dziaba: Dzięki. Generalnie plask w moją stronę, bo to była pierwsza rzecz, którą zauważyłem, poprawiając wpis i jak widać nie poprawiłem ;).

  • Pilipiuk i „odchamianie”, hm.

  • jakas_tam

    no raczej Pilipiuk to nie jest literatura poważna, czyta się lekko i przyjemnie i nadzwyczaj szybko:) a nie jest to Harlequin. nie potraktujcie słowa „odchamić się” negatywnie, chodziło mi bardziej o zrelaksowanie się przy lekturze.

  • Przeczytałem pierwszy tom, do momentu, jak Helena zostaje zamknięta w klatce dla świń i gdzieś tam wywieziona. Kurde, kupiłem książkę i jakoś nie mam ochoty czytać dalej. Może dlatego, że mi czasy nie pasują…
    Ale Pilipiuk dobrym twórcą jest, a i rzeczywiście, opisy brzmią bardzo przekonywająco i realistycznie.

  • Droga do NIDROS? Kurdesz inien cykl zacząłem czytać bo głowę dam, że ten który ja przerabiam miał jako pierwszy „Droga do NidAros”. Po drugie tendencja do generalizacji. „Każdy z nas nie raz marzył(…)” skąd wiesz szanowna Mruffko o czym każdy z nas marzył? Mi na ten przykład nigdy nie chciało się żyć w onych czasach… Bardziej mi w smak lata 80 XX wieku i nowo powstający speed metal.. mmmmm … :] Ogólnie recenzja ujdzie, bo bądź co bądź cykl nie jest specjalnie odkrywczy i przełomowy, powiela wiele stereotypów i schematów zawartych we wcześniejszej twórczości Pierwszego Grafomana RP. Lektura w sam raz na porcelanowe krzesło :)

  • Czujna ekipa edytującą, to lubię ;)

  • @Jurgi:
    Niektóre z rysunków możesz zobaczyć pod opisem książek na stronie Fabryki. Na przykład tu: kliku klik

    albo o: kliku klik

    @Dziaba i K. dzięki za wskazanie błędów i jednocześnie przepraszam za niedopatrzenia. A Łukaszowi bardzo dziękuje za wszystkie poprawki.

    @Gilo:
    Może jakaś_tam ma rację, różnica poglądów sprawiła, że wydały mi się bardzo uwypuklone. Chociaż naprawdę czuję się nimi dziwnie zniesmaczona. Może sposób ich przekazywania jest nie odpowiedni? Inni pisarze swoje poglądy zgrabnie przykrywali metaforami, czy symbolami. Po prostu cały ten przekaz, moim zdaniem, za mocno bije w oczy.
    I uwierz mi, szlachcianka z tamtej epoki, tak samo jak Ty nie odróżniała pietruszki od bazylii (inna sprawa, czy znana była wtedy w Polsce bazylia :P) po prostu nie musiała chodzić na targ by je kupować, a tym bardziej w las, by je zbierać. O, taką ma opinia.
    I tak czepiam się, bo wiadomo, że autor może więcej! I jako, w miarę, wierna czytelniczka, wymagam więcej.

    @jakaś_tam:
    Oj, nie miałam na celu wystraszyć przyszłych czytelników. Starałam się pokazać, że Pilipiuk umie pisać dobrze i ciekawie, ale akurat tutaj mu to średnio wychodzi.

    @Marcin:
    Jeżeli już zacząłeś czytać, dokończ. Warto dla tych opisów przebrnąć do końca. Pilipiuk naprawdę potrafi „rekonstruować” rzeczywistość. Widać to świetnie na przykład w „Operacji Dzień Wskrzeszenia”, o której wspomina Jurgi. Ale jeżeli fabuła już Ci się znudziła, to nie sięgaj po następne tomy, możesz się zawieść jeszcze bardziej.

  • @ Inni pisarze swoje poglądy zgrabnie przykrywali metaforami, czy symbolami.

    taaa, zwłaszcza np. Żeromski albo Kaden-Bandrowski.

    @uwierz mi, szlachcianka z tamtej epoki, tak samo jak Ty nie odróżniała pietruszki od bazylii (inna sprawa, czy znana była wtedy w Polsce bazylia :P) po prostu nie musiała chodzić na targ by je kupować, a tym bardziej w las, by je zbierać. O, taką ma opinia.

    no właśnie bardziej wierzę Pilipiukowi niż Tobie, no offence. Jasne, córeczka magnata, która od małego była otoczona służbą to pewnie by w dziczy nie przeżyła, ale zwykłe szlachcianki?
    Kaman, szlachta żyła po wsiach nie w miastach. Mieli majątki, gdzie żyli głównie z rolnictwa, część miała swoich chłopów, ale były masy biedoty, które poza tytułem szlacheckim, sumiastym wąsem, szablą u boku i morgiem ziemi nie miały nic. No może złotą wolność. I tak samo jak chłopi zapierdzielali własnymi rękami w polu, a kobiety pichciły. Jak trzeba było to i bogatsi ramię w ramię ze służbą zasuwali w polu.
    I dlatego wierzę Pilipiukowi zwłaszcza, że pokazuje Helę, jako dziewczynę z przeciętnej rodziny szlacheckiej, która kuma się z powstańcami. A taka osoba musi być zaradna co obejmuje także właśnie umiejętności czysto gospodarskie a więc warzenie strawy.
    Poza tym szlachcianki nie chodziły na targ (tu zgoda), a jeśli chodziły to raczej nie po pietruszkę i buraki, bo to miały w ogródku przy domu.

    Mam wrażenie że próbujesz przeforsować wizję, w myśl której ówcześni byli tak samo niezaradni jak wrzuceni w przeszłość goście z XXI wieku, którzy mają problem z rozpaleniem ognia.
    Ejno, przecież jakby mieli taki problemy w średniowieczu, to by rasa ludzka wymarła z głodu.
    Dużo trudniej byłoby mi uwierzyć, że Marek i Staszek sobie radzą niż że Hela i te kobitki sobie nie radzą.

  • Plus, gdy szlachcic szedł na wojnę, to właśnie jego żona zarządzała całym tym rabanem. To były twarde baby.

  • na wojnę, albo chlać z koleżkami (czyli na sejmik;P)

  • jeszcze mi się przypomniało
    u Reja była taka kpina, że na szlacheckim stole mięsiwo było tak przyprawione, że się tego nie dało jeść, ale byle szlachciura się chciał pochwalić że go stać na przyprawy od kupców korzennych. No to logiczne jest, że tacy szlachcice raczej wiedzieli czym mają przyprawione jadło, skoro wydawali na to naprawdę duże pieniądze.

  • A nie przyprawiali go mocno dlatego, że często niezbyt świeże było?

  • Chyba trochę przesadzacie :) zaradność to cecha charakteru, a nie czasów, w jakich komuś przyszło żyć. Jak ktoś gotuje, to potrafi odróżniać te wszystkie zioła i przyprawy, jak nie, to nie. Ludzie z XVI w. może i lepiej radzili sobie w lesie, ale tylko z przyzwyczajenia. A np. z czytaniem było u nich już różnie. Dzisiaj do przeżycia bardziej się przydaje znajomość html’a niż ziół :)

  • Motyw Drogi poszedl w polityke… ojej… niedlugo sie zaczna disklajmery ze poglady autora wpisu nie sa koniecznie pogladami redakcji :/

    Co do samej recenzji to
    1. Tip Of The Hat dla gilo za trafne komenty.
    2. Polecam zgubic nawyk takich podsumowujacych akapitow jak ostatni bo brzmi jak z wypracowania szkolnego i w moim przypadku pogorszyl drastycznie odczucie po przeczytaniu. (To nie zarzut, to stwierdzenie)

  • Bez przesady, z tą polityką.

  • @Ale Pilipiuk dobrym twórcą jest,

    Nie jest, ale być może ten cykl to faktycznie wyjątek:)

  • pawelk odnośnie mięsiwa ma rację.
    Przyprawiano na potęgę, żeby zabić smród mięsa.

    Zacytuję Makłowicza: blisko siedemdziesiąt procent potraw, które wtedy jadano, byłoby dziś zupełnie niezjadliwych! Śmierdzące mięsa, trzymane bez lodówek, świniaki ubierane w skórę po upieczeniu, żeby było ciekawiej! Staropolska kuchnia dziś nie istnieje, a gdyby istniała, nikt by nie odważył się jej spróbować!

    i jeszcze jeden cytat:
    pobieżna analiza zwyczajów jedzeniowych Sarmatów wykazuje bez pudła, że współczesny Polak zapewne umarłby po kilku staropolskich posiłkach. Zepsute mięso, którego smród zagłuszano wonnymi korzeniami, potwornie kwaśne sosy dla równowagi zaprawiane miodem, zjełczałe masło, piwo wstrętniejsze niż za komuny (bo piwo o dzisiejszym wyglądzie i smaku stworzono w XIX wieku), okowita w przerażających ilościach (to jeszcze najmniej straszne), minimum kilkanaście jaj dziennie, mięso dzikich zwierząt z ogniska bez żadnych przypraw.

  • Głodny się zrobiłem.

  • Polecam książeczkę:
    M. Berezowska, S. i T. Przypkowscy, M. Samozwaniec :
    „Łyżka za cholewą a widelec na stole „.
    Mocarne przepisy tam są. na przykład na kurczaka, którego musiałeś cały czas karmić tylko i wyłącznie orzechami włoskimi żeby miał później specyficzny smaczek :) Kiedyś to się jadało! :)

  • Te piwo to jeszcze na dodatek nie gazowane było ^^

  • Słaby wpis. Jeśli autor pisze:
    „Rozwiązania problemów Staszka czy Marka okazują się albo banalne, i czytelnik zastanawia się, dlaczego on się tak długo nad tym zastanawiał, albo całkowicie nierealne do wyobrażenia, wręcz całkowicie absurdalne.”, to warto uzasadnić i poprzeć cytatami. W innym przypadku takie pisanie jest niskich lotów krytyką, do której nie można nawet się odnieść.

  • oi gdybym zaczęła rzucać cytatami to tekst byłby jeszcze dłuższy i bardziej chaotyczny. Ale cenna uwaga, zapamiętam sobie.

  • przeczytalem CAŁĄ sage pieciokrotnie, wszystkie inne ksiazki Pilipiuka rowniez. Jeszcze sie taki nie urodzil co by wszystkim dogodzil ale autor recenzji wyraza sie zbyt autorytatywnie. Jego zadnie jego sprawa, ale czepia sie na sile. Mam wrazenie ze niezbyt dokladnie czytal „OKO”. Pozatym Pilipiuk napisal „Dziennik Norweski” a nie „Pamietnik …” Tam te same „podprogowe” poglady i fabula nie przeszkadzaly w nazwaniu ksiazki „zwalajaca z nóg”. Myśle że poprostu ich nie przeczytal …

    brak profesjonalizmu, obiektywizmu a przedewszystkim dokladnej znajomosci ocenianego tematu

Dodaj komentarz