Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Puzzle Quest: Challenge of the Warlords


gry · komentarze 33

+4 tu, +5 tam i trzy godziny minęły przy Puzzle Quest
W środowisku graczy modny jest podział na graczy hardkorowych i graczy niedzielnych, pogardliwie określanych „casual gamers”. Grzechy tych drugich każdy „pr0” wyliczy jednym tchem. Ośmielają się wymagać od gry, żeby była ładna, niekoniecznie realistyczna i nie za trudna. No i musi dać się do niej przysiąść „na chwilkę”, bo casuale nie poświęcają za dużo czasu na granie. Traktują je jak rozrywkę… Phi!

Idealnym przykładem produktu casualowego są popularne kulki – ogólnie znane proste zasady i mikre wymagania sprzętowe sprawiają, że gra święci triumfy w biurach i jest obiektem niesłabnącej pogardy hardkorowców. Oczywiście grają i oni, ale tylko wtedy, gdy nikt nie widzi, a na komputerze trzymają je zainstalowane „dla mamy, bo ona lubi takie proste gierki”. Teraz bez obaw mogą wyjść z cienia, bowiem programiści z Infinite Interactive wpadli na pomysł pożenienia ognia z wodą – połączyli kulki z… RPG!

Którędy do Mordoru?

Podejrzewam, że większość „pr0” rzuci okiem na „Puzzle Quest:Challenge of the Warlords” i skwituje ją pogardliwym „casualowa gierka”. Błąd. Chociaż faktycznie cukierkowa mangowa grafika i pastelowe barwy mogą niektórych zniechęcić. Na pewno spodobają się tym, którzy woleli grafikę z „Heroes of Might and Magic II” od tej z „Heroes of Might and Magic III”. Mi oprawa przypadła do gustu, zwłaszcza, że dobrze pasuje do opowiedzianej w grze baśniowej fabuły, która nie dorasta może do pięt epickim RPGom, ale jest całkiem zgrabną historyjką z kilkoma wątkami pobocznymi i rozdrożami, gdzie sami możemy wybrać jak potoczą się losy. Zaczyna się typowo: królestwo Bartonii zostaje zaatakowane przez orki i nieumarłych, więc jako adept sztuki rycerskiej i wierny sługa królowej zostajemy uwikłani w działania wojenne. Z czasem odkrywamy, że inwazja ma drugie dno. Trochę szkoda, że nie zróżnicowano fabuły ze względu na cztery klasy postaci, które mamy do wyboru. A wystarczyło zmienić każdemu lokację startową…

Budujemy nowy dom...

Skojarzenia z wspomnianą serią „Heroes of…” są zresztą nieprzypadkowe, gdyż „Puzzle Quest” nieco ją w założeniach przypomina. Naszego bohatera widzimy z góry i przemieszczamy go po mapie, na której zaznaczono rozmaite lokacje. W każdym mieście możemy zajrzeć do karczmy i posłuchać plotek, wybrać się do sklepu, a także dostać rozmaite zadania, za które zyskamy doświadczenie, niezbędne by rozwijać statystyki naszego herosa. Za zdobyte złoto możemy rozbudowywać cytadelę lub kupować ekwipunek poprawiający nasze cechy. Spotkamy także towarzyszy, którzy oprócz wsparcia w walce, dadzą nam zadania, a czasem zabawią jakimś dialogiem między sobą. Esencją gry jest oczywiście walka, w której zamiast wystawić oddziały, rzucamy kulki na stół. Podstawowa zasada jest ogólnie znana – przesuwaj różnokolorowe klejnoty tak, by obok siebie umieścić 3 lub więcej tego samego koloru. I tyle właściwie zapożyczono z casualowych kulek. Zmodyfikowanie zasad o parę prostych zapożyczeń z RPG dało rozrywce niesamowitego kopa i sprawiło, ze „Puzzle Quest” i hardkorowców zmusi do zgrzytania zębami. Dopasowywanie kulek zwiększa nasze zapasy many, co z kolei pozwala na rzucanie rozmaitych czarów – od prostych ofensywnych i ochronnych, aż po zaawanowane zmieniające kolory kulek na planszy lub usuwające ich wiele za jednym razem. Możemy też dopasowywać pieniądze, co zwiększy zawartość naszej sakiewki; gwiazdki dające nam doświadczenie lub czaszki, które natychmiastowo zadają obrażenia wrogowi. Jako, że nowe kulki spadające na planszę zależne są od naszych statystyk, a każdy heros i przeciwnik dysponuje innymi czarami, możemy na serio zaszaleć z układaniem taktyk i każdą walkę rozegrać inaczej. Gra zresztą wymaga tego od nas, stawiając nam na drodze rozmaitych wrogów: od szeregowych zabijaków, aż po niemalże równych nam bossów. Trzeba być elastycznym, właściwie dobrać zaklęcia i przedmioty i cały czas kombinować, czy bardziej opłaca nam się atakować od razu, czy zbierać manę, która wzmocni nasz cios lub pozwoli się uleczyć. Opieranie się tylko na szczęściu nie zda egzaminu.

Drużyna 'Pierś Cienia'

Jeśli komuś mało jest turlania kulek w samej walce, może zagrać w liczne minigry, które oferują zmodyfikowane warianty kulek. By schwytać przeciwnika lub wierzchowca należy usunąć z planszy kulki, których liczba jest raz określona – tu „PQ” przypomina nieco „Mahjonga”. Zaklęcia i przedmioty tworzymy usuwając kulki specjalne w określonej ilości, a wierzchowca szkolimy grając na czas. Jeśli komuś jeszcze mało, gra umożliwia naszemu bohaterowi z kampanii stoczenie pojedynczych potyczek z wybranym przeciwnikiem, na określonych przez nas zasadach. Wszystko to sprawia, że „Puzzle Quest” powinna być w Wikipedii pod hasłem Syndrom „jeszcze jednej planszy”. Oczywiście nie brakuje trybu multiplayer, ale wybaczcie – gram od tygodnia i jeszcze nie przetestowałem.

Niektórzy pewnie i tak stwierdzą, że gra wygląda banalnie i żachną się, że nadaje się co najwyżej dla siedmiolatków. I zaprawdę powiadam Wam, że będą marudzić tylko do chwili, gdy „Puzzle Quest” spróbują. Sam zwykle gram w gry logiczne w małych dawkach, traktując je jako przerywnik w pracy – wyjątkiem była „The Incredible Machine”. „Puzzle Quest” jest kolejnym. Twórcy nadali grze w kulki cel i głębszy sens – z „gry na pięć minut” zrobili historię, która potrafi wciągnąć na kilka godzin. A gdy już wykonamy zadania związane z wątkiem głównym, wcale nie trzeba „PQ” porzucać. Nadal pozostały przedmioty i czary do zdobycia, przeciwnicy do schwytania i wierzchowce do wytrenowania…

Mocy Merkurego, przyyybyyywaj!

Liczba platform na jakie wydano „Puzzle Quest” oszałamia i prowadzi do wniosku, że najlepiej zaopatrzyć się w nią na jakąś przenośną konsolę i narzucić sobie zasadę „Nie gram w domu!”. W ten sposób gra pożre wam czas, który i tak by się marnował w tramwaju, poczekalni, pociągu i u cioci na imieninach. Bo jeśli odpalicie „PQ” w czasie sesji, marny wasz los. Co potwierdzają nasi czytelnicy. I Łukasz, który nie dosypia od niedzieli, i Konrad, który przeszedł 75% i rzucił dla zdrowia. I wyżej podpisany, któremu dziewczyna zabrała laptopa z zainstalowanym „PQ”, chociaż gier wcześniej nie tykała. Wy też macie szansę paść ofiarami – wersję polską na PC można nabyć za dwie dyszki z tekturkopismem „eXtra gra”. Ponadto gra dostępna jest m.in. na 3 duże konsole, a z przenośnych na PSP, Nintendo DS, iPhone i inne telefony.

Słowem uzupełnienia – ostatnio wydana druga część „Puzzle Quest: Galactrix” ponoć już nie jest tak fajna. Przeniesienie fabuły w kosmos, to ciekawy zabieg, ale następstwem tego jest usunięcie grawitacji z pola walki. Sprawia to, że potyczki w większej mierze oparte są na szczęściu i pryska cała radocha z układania misternych taktyk. Nie wykluczam jednak, że ta zmieniona formuła znajdzie swoich zwolenników.

I nie dajcie się nabrać – to nie jest „Puzzle Quest”!

gry

komentarze 33

  • napisał artykuł i nie dał linka gdzie można pobrać.

    rozumiem że dla bezpieczeństwa?

  • opcja z kieszonsolką idealna – chcę pograć w domu to odpalam Xa. ale i tak gram w PQ w domu. na DSie. Cholera.

  • aaa te gre sie kupuje w sklepie.

    to przepraszam. to zdecydowanie nie jest dla studentów :D

  • Titos: grę oczywiście można kupić w sieci i ściągnąć, choćby tutaj.

    I wybacz, ale nie będziesz tu wrzucał linka do spiraconej gry, kiedy można ją kupić w każdym kiosku za 20 zeta.

  • JAPONfan

    Alez Titosie, co Titos.
    Gra jest do kupienia w kiosku za 19,99. Dla studenta jak najbardziej.

  • A i nie wiem jak jest z pozostałymi platformami, ale na Xboxa ukazał się dodatek z misjami na południu.

  • kajam sie.

    aczkolwiek 19,99 to tydzień jedzenia w TESCO.

  • obiło mi się jak Szymon wspominał że ten Puzzle Quest jest na psp. prawda to? jest po polsku? (już się można przestać śmiać)

  • @KRL

    masz na allegro za, na razie, 25 zeta:

    kliku klik

  • KRL: po polsku jest chyba tylko na pececie, ale nie jest tam zbyt dużo skomplikowanego angielskiego.

  • kamionek

    grałem ze dwa lata temu na psp, po paru dniach miałem takiego przepaka, że każda walka kończyła się po rzuceniu dwóch czarów. ale mimo wszystko ok gierunia

  • O. Jestem większym fanem grafiki z HoMM2 niż tej z HoMM3, to czuję się targetem. Chyba dzisiaj kupię po pracy – o jakie pismo mam pytać?

  • „Ekstra gra” czy jakoś tak. Pudełko z grą jest przyczepione do tekturki, niczym te wszystkie kolekcje mang i horrorów.

  • Dopisałem info o czasopiśmie, bo mi umknęło, a ostatnią niedzielę nie każdy czytał.

    A KRL nie umie korzystać z wikipedii – specjalnie ją podlinkowałem pod hasłem liczba platform, gdyż są w niej wypisane… platformy, na które „PQ” wyszedł! Taki cymes! ;]

  • JAPONfan

    kliku klik tako to wyglada

  • po Starcrafcie i Falloucie 2 gry w moim życiu się skończyły :P :)
    Chyba że jakieś piłki kopanie, ale to nie na monitorze ;p
    ze skrinów już widzę, że nie zrozumiałbym co się dzieje jakbym to włączył…

  • @ pawelk : jak ja widzę tyle tekstu to mi się czytać nie chce. widzę- kolorowe kulki to wiadomo- kupuję.

  • kiedys pozyczylem sobie DSa z fura szpilek od kumpla i byl tam tez puzzle quest. wylaczylem go po minucie chyba. ale tez nie bez znaczenia, ze mlucilem na tym DSie przede wszytkim Castlevanie. teraz bym w sumie w PQ chetnie sprobowal sie wkrecic.

  • Fajna gra. Mnie po pewnym czasie troche znużyła (gram juz tyle, że trudno mnie zadowolić ;p), ale rzecz ta jest godna poświecenia paru(nastu/dziesięciu) godzin. Polecam.

  • Pspku :)
    Do nogi :)
    Będziesz mi tu odtwarzał tą gierkę z recenzji pana tak?

  • @Nerwoman – też gram sporo (rany, będzie z 18 lat), ale taka prostota pomysłu i genialny efekt zawsze mnie powali.

    @KRL – załamałeś mnie… Od tej pory będę zamieszczał pod tekstem streszczenie w 160 znakach, dla ludzi epoki smsa. :|

    @DeBe – jak już mówię do komputera, to raczej głośno i per debilu… Ale różni są ludzie. ;)

  • Galactrix jest dość niezły puzzlowo.

    Brak grawitacji akurat IMHO wspomógł ‚myślącą’ część klockowania, bo polega to na tym, że rzędy się uzupełniają nie od góry, tylko zgodnie z kierunkiem przesuwanego klocka. Więc sobie można planować jak się plansza poprzestawia.

    Przy tym klocki są heksowate, więc trochę z tym suwaniem trzeba pokombinować.

    Inną fajną rzeczą jest zróżnicowanie etapów klockowych – jest klasyczne klepanie, hakowanie gdzie na czas układamy konkretne kolory po kolei, eksploatacja asteroidów, gdzie musimy nazdejmować klocków z określonym surowcem zanim skończą nam się dostępne ruchy, dość podobny (choć i ze swoim „twistem”) system budowania przedmiotów, czy targowanie, w którym musimy tak zaplanować czyszczenie planszy, by nie pozostawić na niej klocków (nowych ni ma).

    Co ssie, to elementy pozaklockowe, „mapa świata” po której łazimy jest brzydka i kulawo zrealizowana, dość irytujący jest też ogólny klimat wstręęęętnej space opery.

  • @pawelk- i potem Wam się zawieszają różne sprzęty. Do nich trzeba łagodnie, niech nie wiedzą jak nimi gardzimy ;)

    Popykuje sobie. Sama fabuła itp są naprawdę wtórne i znam je z dziesiątek fantasty rpg. Ale pomysł i wykonanie „kulkowych pojedynków” niezły.
    Nie wciągnie mnie na dłuższy czas, ale pogram

  • Oj no, ta historyjka wcale nie jest zgrabna, to jedna ogromna klisza z takimi dialogami i taką muzyką (naprawdę, podczas pojedynków kulkowych krzyczę sobie „EPICKOŚĆ!” do monitora), że to aż o jakąś autoparodię zahacza w sensie pozytywnym. :)

  • Mam już 9 lvl…

  • Zgrabna znaczy trzymająca się kupy i ładnie uzasadniająca nasze działania, a nie superoryginalna – Eisnera za scenariusz PQ nie dostanie.
    A klisze w fantasy to norma. ;)

  • A, a, a, kumam!

    No ale to są ultra klisze, nawet się starają! :)

  • oj dlugo mi sie te kulki i czaszki po nocach snily, dlugo

  • Muczachan

    Praca domowa nie odrobiona.

    Uprasza się o nie porównywanie do HoMM. Świat, postacie i klimat UI są wzięte z serii gier „Warlords” (w tytule nawet).

    Warlords: 1989
    Warlords II: 1993
    HoMM: 1995

    Powinno dać się skądś ściągnąć i odpalić w dosboksie, gdyby kogoś wzięła ochota.

  • Dodam, ze Galactrix jest rownie dobry, jezeli nie lepszy. Rozgrywka jest bardziej skomplikowana, ale caly czas mozna ja kontrolowac, szczescie nie ma wcale wielkiego znaczenia. Rozwoj postaci identyczny, dochodzi jeszcze handel i ciekawsze misje poboczne. Dla kazdego fana pozycja obowiazkowa, chyba ze ma jakas straszna awersja do sci-fi.

  • muchachan – warlords 2 deluxe – najlepsi byli. ale mimo wszystko rozgrywka tam była mniej skupiona na rozbudowie i na wątkach bohaterów a bardziej na strategii – pakowaniu w jednostki.

    a pamieta ktoś jeszcze Fantasy General ?

  • @Muczachan – kajam się, w Warlords nie grałem. A HOMM skojarzyło mi się od razu.

  • fajna to gra

Dodaj komentarz