Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pocieszka


varia · komentarzy 13

Znajome biurko

Czy po „Kapitale” Marksa, dziesiątkach seriali i Dilbercie można wymyślić coś ciekawego w kategorii „biurowy humor”? Owszem, można, grunt to oprzeć to na autentycznych historiach.

W sieci istnieje wiele blogów i stron poświęconych biurowym zmaganiom, ale pierwszą, która mnie naprawdę wciągnęła okazała się być „Pocieszka”, na którą wpadłem jakiś czas temu. Autorem tworzonego w latach 2005 – 2007 bloga był dziennikarz miesięcznika „Brief”, pisma zajmującego się marketingiem, reklamą, mediami i innymi tego typu rzeczami. Ukrywając się pod pseudonimem, opisywał perypetie swoje i reszty redakcji, której nazwa nigdzie zresztą nie padła. Z czasem o stronie wiedziało coraz więcej osób, aż wreszcie adres dotarł do kierownictwa, które zwolniło blogera. Choć nie jest powiedziane, że był to główny powód rozejścia.

Może i dziennikarze w dziennikach zarabiają dużo więcej, ale w waszych tekstach jest dużo cytatów, więc jest to mniej samodzielna praca, to i pensje macie niższe.

Istnieje możliwość, że „Pocieszka” jest zabawna tylko dla osób, które były jej bohaterami, albo które same znalazły się w podobnych sytuacjach. Sam przez prawie pół roku pracowałem w magazynie internetowym z tej samej branży co „Brief” i czytając o groźnych PRówkach czy odmóżdżających wymianach zdań między współpracownikami z redakcji, czułem się jakbym wrócił przed ekran swojego służbowego laptopa. Z kolei wiele innych opisywanych przez Hazudo sytuacji w łatwy sposób mogłem sobie zwizualizować i uznać za całkiem prawdopodobne. Oczywiście sporo w tym sugestii – skoro na początku zakładamy, że postacie są prawdziwe, to potem raczej już tego nie kwestionujemy. Najlepsze jednak jest to, że tak naprawdę nie ma znaczenia, czy opisywane historie są autentyczne, one są po prostu strasznie śmieszne i napisane z dużym wdziękiem. Wpisów jest raptem kilkadziesiąt, nie są za długie, a mimo to wszystkie postacie, całe biuro, aż prosi się o przełożenie na komediowy serial. Bo tak jak w każdym serialu, tak i w „Pocieszce” jednym z głównych źródeł jest powtarzalność motywów – macierzyńskie zmagania Pani Pocieszki, uczuciowe przeboje Koleżanki Hiszpanki czy finansowe problemy Bożydarka.

Słowniczek trudniejszych wyrazów:
burza mózgów – zebranie przeciągające się poza Twój regulaminowy czas pracy, podczas którego wszyscy zgłaszają swoje pomysły, a na końcu okazuje się, że najlepsze są te szefa

Głównym powodem dla którego „Pocieszka” mogła się nie spodobać kierownictwu „Briefu” był najpewniej sposób w jaki Hazudo przedstawiał kolejny rozdział odwiecznego konfliktu pomiędzy pracownikiem a przełożonym. Robił to cholernie inteligentne i zabawne, ale wychodzi na to, że nie każdy szef lubi uchodzić w środowisku za głupka, a w sytuacji gdy firma nie jest gigantyczną korporacją o osobisty uraz nietrudno. Co zresztą dodaje kolejnego smaczku „Pocieszce”, w końcu każdy chce się przekonać, co takiego zostało napisane, że kierownictwo się wkurzyło, choć tak naprawdę szczególnie złośliwe wpisy Hazudo popełnił już po zwolnieniu.

„Pocieszkę” należy czytać od końca, aż do gorzkiego finału i tak jak kilkakrotnie polecał Maciej Budzich, najlepiej jest to robić partiami, starczy na dłużej. Jeżeli ktoś trafił na kolejne dzieła Hazudo niech da koniecznie znać.

komentarzy 13

Dodaj komentarz