Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Koralina i tajemnica grupy wiekowej


film · komentarze 23

Koralina
Dzisiejsza autorka, Zuzanna Kochańska, może Wam być znana jako odpowiedzialna za fotorelację z premiery ósmego „Jeju” lub też z blogu o animacji, który prowadzi. Zapraszam do lektury. (Ł.)

„Koralina”, film reżyserii Henry’ego Salicka, adaptacja powieści Neila Gaimana, trafiła do polskich kin 13 marca. Dzieci do obejrzenia animacji zachęcał już wcześniej śliczny różowo-fioletowy plakat wywieszony w każdym Smyku i przy Alejach Jerozolimskich, który zdawał się zapowiadać radosną i magiczną przygodę dla całej rodziny. Uspokojone tym widokiem matki czterolatków zabrały swoje pociechy na seans i… dramat.

Płacz, ryk i problemy ze snem – najmłodsi (a zwłaszcza najmłodsze) boją się filmu, a oszukani rodzice, którzy nie zadali sobie trudu, aby sprawdzić, czy „Koralina” nie jest przypadkiem oznaczona 12+, piszą na forach i w komentarzach, że animację zrobili psychopaci. Taka sytuacja miała już miejsce parę lat temu, gdy „Księżniczka Mononoke” weszła do kin i rodzice zmuszeni byli wyprowadzać dzieci z kina, kiedy na ekranie główny bohater odstrzeliwał wrogom ręce. Najwidoczniej nikt z „Mononoke” lekcji nie wyciągnął.

Koralina

Zostawię jednak zaaferowane matki i ich przestraszone dzieci i przejdę do samego filmu. „Koralina i tajemnicze drzwi” to animacja, która wizualnie robi wrażenie, stwarza napięcie, trzyma widza w siedzeniu, ale kuleje pod względem fabuły. Główna bohaterka, Koralina Jones, przeprowadza się wraz z rodzicami do starego domu na wsi, z dala od swoich przyjaciół i rozrywek. Jej rodzice zmagają się właśnie z problemami finansowymi i nadmiarem pracy, a sąsiedzi to zbiorowisko dziwadeł. Innymi słowy – w życiu małej dziewczynki nastąpił kryzys, a ona sama nie wie jak sobie z nim poradzić. Jej wybawieniem okazuje się tajemnicze przejście prowadzące do równoległego wymiaru, gdzie wszyscy mają guziki zamiast oczu. Koralina odkrywa je przypadkiem (lub nie) we własnym domu. Alternatywny wszechświat oferuje bohaterce wszystko, czego jej własny nie mógł – wiecznie uśmiechniętych rodziców, dobre jedzenie, interesujących sąsiadów, śliczne ubrania. Wszytko wydaje się być idealne, aż do momentu kiedy władczyni równoległego świata – Druga Matka – chce, aby Koralina została w nim na zawsze. W tym momencie mamy juz za sobą połowę filmu, którą trailer streszcza w 2 minutach.

Koralina
Kliknij po plakat w pełnej krasie.

Na szczęście druga połowa jest bardziej interesująca i trzymająca w napięciu – bohaterka musi najpierw uciec od drugich, już nie tak uśmiechniętych rodziców, a następnie uratować swoich i zapobiec kolejnym tragediom, zamykając tajemnicze drzwi na zawsze. Na nieszczęście, nic więcej się nie dzieje. Film pełen jest spektakularnych, psychodelicznych ujęć, ale fabularnie nie wychodzi poza to, co oferuje trailer. W pewnym momencie animacja przypomina misję rodem z gier komputerowych: „Odnajdź 3 ukryte kulki za pomocą magicznego amuletu, który najpierw otrzymasz od dwóch starszych pań, jeśli poprosisz je o cukierki. Musisz zdążyć przed zaćmieniem. Koralina musi przeżyć”. Brak jakichkolwiek głębszych zwrotów akcji, wyjaśnień dlaczego Druga Matka ma swój własny świat i potrzebuje dzieci (ten wątek rozwinięty jest w książce). Postacie poboczne są zwariowane, ale brakuje im głębi. Równolatek Koraliny – Wybie – aspiruje do głównej roli męskiej w filmie, ale zepchnięty jest na drugi plan, pojawiając się jedynie parę razy, by pomóc bohaterce. Tworząca się pomiędzy nimi przyjaźń jest jedynie zasugerowana, a szkoda, bo mogłaby dodać więcej treści produkcji.

O dziwo brak fabuły nie przeszkadza tak bardzo jeżeli widz skupi się na tym, co widzi – bo jest na co patrzeć. Koralina jest najnowszą i najlepszą pod względem techniki, płynności i dopracowania animacją stop motion. Lokalizacje są pełne szczegółów, lalki są wystylizowane ale realistyczne, a kolory w drugim świecie wywierają duże wrażenie. Osobiście zachwycałam się strojami – Druga Matka nosi niezwykłe ubrania, a sweter Koraliny (ręcznie dziergany!), którego ozdoby fosforyzują w ciemnościach, po prostu przykuwa wzrok. Film ma klimat, który również wspomaga muzyka – szczególnie w pamięć zapadają utwory wykonywane przez węgierski chór dziecięcy. Polski dubbing jest przyzwoity, a wielkie brawa należą się Izabeli Dąbrowskiej za rolę Drugiej Matki – jej krzyki były naprawdę przerażające.

Koralina
Klikając, odkryjesz tajemnicę plakatu.

Wrażenia wizualne byłyby naprawdę świetne gdyby nie przereklamowane 3D. Podobnie jak w „Piorunie”, tylko jedno trójwymiarowe ujęcie w „Koralinie” zapada w pamięć (igła idąca w stronę widza). Filmy, które teraz są wyświetlane w 3D, nie były pod nie przygotowywane, toteż siłą rzeczy nie mają scen, w którym 3D miałoby się jakkolwiek sprawdzić. Zamiast tego mamy rozmazany obraz i ciężkie okulary na głowie przez półtorej godziny. Oczywiście, hasło „film w 3D” przyciąga masy, bo tak się jakoś przyjęło, że jak coś jest w 3D to na pewno jest super. Błąd.

A skoro już mowa o błędach, to wrócę do tytułowej grupy wiekowej i płaczących dzieci. Film pełen jest psychodelicznych scen zdecydowanie nie dla nich. Rozpadające się ciała, wykrzywione nienaturalne twarze, prawie nagie ciała starszych pań i duchy zabitych dzieci – to wszystko sprawia, że co bardziej wrażliwi milusińscy będą mieć problem z zaśnięciem w nocy, a na swoje misie i lalki zaczną patrzeć zupełnie inaczej. Powstaje więc pytanie – dla kogo odpowiednia jest „Koralina”? Czy dorosłego wciągnie opowieść o jedenastoletniej dziewczynce szukającej rodziców, zwłaszcza jeśli nie jest rozbudowana? Zawsze zostaje jeszcze młodzież, ale ta średnio zazwyczaj ceni sobie animacje i woli chodzić na filmy dla dorosłych, których plakat nie wygląda już tak niewinnie. Może gdyby film byłby jeszcze straszniejszy i poszedł dalej w kierunku psychodelicznych oraz mrocznych klimatów przyciągnąłby więcej starszych widzów, nawet z tak prostą fabułą.

film

komentarze 23

  • Mnie zastanawia dlaczego w trailerze ani na polskich plakatach nie jest nigdzie wspomniane na podstawie kogo to jest. Nie było miejsca, czy może kryje się za tym teoria spiskowa?

  • ogólnie to się zgadzam, ale… ;)

    Co do 3D – ja nie wiem jak to wygląda w kinie w którym była autorka, jednak w tym w którym byłem ja okulary wcale ciężkie nie są

    pozostając w temacie 3D – Koralina była jednak z premedytacją w 3D od razu kręcona przecież. a co do ciekawych ujęć to przejście z ‚pustej części świata’ z powrotem do tego, co stworzyła matka dla mnie ciekawe było. tak samo jak rozciągający się korytarz za drzwiami (2D by się czegoś takiego nie osiągnęło, a raczej efekt byłby po prostu gorszy), czy przybliżające się drzwi przez walenie matki albo finałowa ‚walka’ – to wszystko były dla mnie ciekawe ujęcia. Ja rozumiem, że 3D daje duże możliwości (jak latanie rzeczy naokoło głowy, czy możliwość bycia w samym środku akcji itp.) jednak fakt, że nic nie było w widza rzucane itp nie uważam za brak sprawdzenia się 3D

  • Mi osobiście okulary przeszkadzają, ale to już zależy od przyzwyczajenia.

    Natomiast jeśli chodzi o wykorzystanie potencjału to uważam że w Koralinie dało się zrobić dużo więcej, w obecnym kształcie to 3D jest ale tylko dla drobnego urozmaicenia. Być może to zależy też od oka, ale dla mnie obraz jest momentami rozmazany – co przeszkadza. Wole naprawdę dobre, wysokiej jakości 2D niż efekt 3D który pojawia się to tu to tam, a na dvd i tak go nie będzie.

  • theoutsider

    brak rytuału przed wyjściem do kina: zobaczyć trailer, przeczytać kto reżyseruje i co zrobił itp. wystarczy zobaczyć którykolwiek trailer i już nie jest tak słodko. sama animacja poza 3D nie jest nastawiona na przedszkolaki. zupełnie jak wycieczki szkolne chodzące na Borata („komedia o USA”) czy Straszny film („parodia filmów grozy”) i wychodzące po 15 minutach. tyle że nastolatki to tylko „afera” w szkole, która kończy się śmiechem, a dzieci mogą dłużej przeżywać przerażające je sceny.

    oglądanie bez 3D niewiele zmienia poza dużą różnicą ceny biletów. a czasem po jakimś czasie oglądania filmu można się przyzwyczaić i nie zauważa się tych efektów 3D.

  • @theoutsider
    największą wkrętką to było swego czasu promowanie Francuskiego numeru jako super komedia roku czy coś ;p

    A co do Koraliny to ogólnie jest to najbardziej żałowa książka Gaimana jaką czytałem. Spisał koleś swój sen i poleciał. Babol straszny z jego strony. A film wynudził mnie okropnie przez pierwszą połowę. W drugiej świetnie się ubawiłem nasłuchując dzieci i konfrontując z całkiem dynamiczną akcją :)

    Co do kwestii 3D:
    No było robione pod kontem 3D, bo dziwne jakby kukiełki wykonali w 2D.
    Kwestia „intrue3D” – całkiem było niepotrzebne. Jestem wielkim wrogiem okularów. Nie po to laserem sobie dałem pociąć oczy by mi teraz znów kazali bryle zakładać:P Tym bardziej, że te tunele i inne rzeczy wcale nie nabrały mocy po dodaniu efektu „intrue” przed „3D”.

  • bardzo fajny tekst. Więcej występów pani Zuzanny na MD.
    Filmu pewnie nie obejrzę, książkę kiedyś czytałem i mi się podobała.
    Drugi plakat zacny

  • Byłem dziś. Ten tekst w kawałkach przeczytałem przed seansem. Istotnie. Film byłby fajny gdyby nie 3D. Co chwila zdejmowałem okulary bo to jakieś szarlataństwo, połowę scen mozna było bez tych ryjących gały bryli obejrzeć. I miałem wrażenie że to wciąż za bardzo burtonowskie, jak na coś na podstawie Gaimana.

  • co do ciężkości, przeszkadzajności i jakości (rozmazania obrazu itp) tych okularów 3D to naprawdę uważam, że to może się różnić w różnych kinach

  • a tam, placzące dzieci. jestesmy pokoleniem, ktoremu czytano baśnie braci grimm (przynajmniej mi mama czytala bajki na sen) i jakos nikomu to nie zaszkodzilo.

  • hhehe
    no ja bym na to jak najbardziej dzieci swoje zabrał jakbym miał
    co by twarde były a nie takie bezstresowo wychowywane cioty

    wracając do okularów
    w kinach dają okulary model pasujący dla wszystkich
    a co jest dla wszystkich jest dla nikogo
    słabo się to nosi
    nie lubię nic mieć na nosie

  • O, unka, to to. Mnie mama też czytała Grimmów… do dzisiaj pamiętam te niebieskie okładki z kruczymi głowami oraz wydziobywanie ócz.

  • Też miałem taką edycję.

  • Czytanie braci grimm to jedno- ich się słucha. Zupełni inny jest efekt gdy dziecko widzi niepokojące obrazy.

  • zuzia, nie wydaje mi sie. dzieciaki maja strasznie bujna wyobraźnie. chyba bujniejsza niż pamięć wzrokową. podejrzewam, ze rzeczy, jakie ja sobie wyobrażalam, sluchajac, nikt by dzieciom nie pokazal. poza tym grimmowie maja tak urocze bajki, ze zadnych obrazow nie potrzeba. byla taka jedna, o dziewczynce, co sobie uciela paluszek, aby otworzyc nim drzwi jak kluczem. ktos chce to ekranizowac? nie? tak myslalam.

  • Myślę ze trudniej będąc dzieckiem bać się swoich wyobrażeń niż widoków nie stworzonych przez naszą głowę. To naturalne, że jeśli jakiś obraz na straszny temat idzie ode mnie to będę się go mniej bać. Jeśli natomiast ktoś pokaże mi coś niepokojącego to będzie to dla mnie bardziej przerażające – bo pobudzi moją wyobraźnie w inny sposób.

    Widok zapewnia natychmiastową reakcje, słowa muszą być przetworzone. Nie zmienia to oczywiście faktu, że baśnie braci grimm są dość mroczne.

  • ja mysle inaczej. np niewiele jest horrorow, ktore mnie przerażają. ale jak czytam lovecrafta to sram po gaciach i spie przy zapalonym swietle. nie dlatego, ze koles opisuje jakies straszliwe rzeczy, tylko dlatego, ze opisuje rzeczy i zjawiska, ktorych ja sie zawsze balam. i jesli da sie dziecku mozliwosc wymyslenia czegos strasznego, to ono naturalnie wyobrazi sobie rzeczy, jakich boi sie najbardziej. dzieci nie maja tego fajnego mechanizmu odpychania od siebie nieprzyjemnych mysli – jak cos sie ich uczepi, cos sobie zmyślą, to pozostaje na dlugo.

    dalej – wlasnie dlatego, ze slowo musi byc przetwarzane, dlatego, ze nie jestesmy bierni w procesie powstawania w naszych glowach obrazu, zapada on w pamiec na dlużej.

    nie znaczy to, ze absolutnie wszystkie bodźce wzrokowe wylatują z glowy. pamietam, jak bylam mala i obejrzalam aliena 3, to przez lata go pamietalam. a raczej pamietalam z niego tylko jedną scene. jak go widzialam drugi raz, bedac juz nastolatką, okazalo sie, ze scena ma 10 sekund i jest jedną z nudniejszych w filmie. pamiec dziala strasznie wybiorczo /:

  • Gdy moja starsza córka miała jakieś 8-9 lat, dałem jej do przeczytania Koralinę. Po kilkunastu stronach rzuciła książkę w kąt, stwierdziła że jest straszna i się jej boi. Po jakiś 2 latach wróciła do tematu, przeczytała – dalej się bała, ale potem opowiadała wszystkim koleżankom. Obecnie czeka na wycieczkę do kina… dalej twierdzi że będzie się bać (przerażają ją te guziki) ale chce iść… jest tak zdesperowana, że chciała nawet nam (rodzicom i siostrze) zafundować bilet ;-) Bardzo ciekaw jestem jak przyjmie ten film… jedynie obawiam się tego całego 3d. Byliśmy z dziećmi na Piorunie i niestety w porównaniu z filmami dokumentalnymi kręconymi pod tą technologię było to słabe. Z recenzji wynika że teraz też się nie popisali… pożyjemy zobaczymy ;-)

    @unka
    Jestem trochę starszy ;-) ale pierwszy prawdziwy horror jaki zobaczyłem w kinie i zapamiętałem na lata też związany był z Alienami ;-) dokładnie z pierwszą częścią. Grupa dzieci z podstawówki wybrała się na film… a potem „srała” w gacie ;-)

  • Mówienie o tym, że tekst czytany w połączeniu z własną wyobraźnią wywiera większy efekt to takie romantyczne myślenie artysty :D Pobożne życzenie. Bo to tak fajnie brzmi jak się idealizuje słowo pisane nad te głupie filmy.
    Ale sory.
    Takie zjawisko może być co najwyżej jednostkowe i wyjątkowe. Obrazy, że tak powiem endogeniczne nie przerażają tak jak coś z góry nam narzuconego, nad czym się nie panuje.
    A też nie można przeceniać wyobraźni.
    Bo to jest zlepek tego co już w życiu widzieliśmy. Człowiek nie jest w stanie wymyślić czegoś czego wcześniej w życiu nie poznał, nauczył się. Kreatywność, wyobraźnia to są reprodukcje oparte na mniej lub bardziej złożonych miksach elementów z ludzkiej pamięci.
    Sory. Psychologia jest w tym temacie bezwzględna :)
    Ale fajnie się czyta takie romantyczne artystowskie teksty.

  • Właśnie dlatego, że pamięć działa tak wybiórczo, dobrze zrobione straszne ujęcie będzie miało wiekszą moc działania niż usłyszana opowieść- zwłaszcza, że człowiek zapamiętuje więcej jak widzi niż jak słyszy- podobno wzrok to aż 80% doznań (według mojego profesora). O wyższości wzroku nad słuchem świadczy chociażby fakt, ze kiedy kogoś poznamy to pamiętamy potem jego twarz, ale to o czym nam opowiadał często wypada z pamięci, zostaje bardzo zmienione.Inna tez sprawa, ze gdy potem przypominamy sobie spotkanie to nie widzimy nawet ruchu, ale statyczne obrazy (takie urywki).

    Co do kreatywności, to pamiętajmy że nie wszystkie dzieci są kreatywne. Nawet jeśli przeciętna wyobraźnia dziecka jest bujniejsza od tej dorosłego, to i tak jest mnóstwo dzieci których pomysły ograniczają się do powtarzania tego co akurat zobaczyły w telewizji, i nic poza tym.

  • A Buka to akurat była super, nikt się nie bał i wszyscy uwielbiali. A Muminki jakoś rodzicielskiego outrage’u nie powodują.

  • Ja miałem schizy po Buce… Ten mrok, ambientowa muzyka… Brrr

  • Buka wywoływała u mnie ciarki, ale młodszy brat wpadał w histerię :D
    Wyżywałem się na nim wieczorami wspominając czasem o Buce.
    Ja się bałem czarodzieja z początków Kulfona i Moniki… kiedy jeszcze jakoś w bloku razem z Tik Takiem Kulfon z Moniką mieli swój program. Tam był moment że jakiś czarodziej ganiał Kulfona.
    Mało co mnie tak przerażało jak ten koleś.

  • Ja mam 19 lat i mimo to uwielbiam Koralinę. Jest to film/Bajka, którą mogę oglądać bez końca. Lubię tego rodzaju produkcje. Oczywiście faktem jest, że nie jest dla dzieci ze względu na niektóre psychodeliczne sceny, ale warto ją zobaczyć.

Dodaj komentarz