Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Fury


papier · komentarzy 17

Badaboom - Fury in action!
Gdyby Motyw Drogi był normalną redakcją, to Redakor Naczelny Konrad zjawiłby się któregoś dnia przy moim biurku i ze złośliwym błyskiem w oku, jaki charakteryzuje tylko Naczelnych, rzuciłby mi na blat komiks z lakonicznym: „Zrecenzuj mi to”. A ja, udręczony pracownik, kląłbym na czym świat stoi na Naczelnego i chały które mi zleca… Nie jesteśmy jednak normalną redakcją, pretensje o wybór tematu mogę mieć tylko do siebie.

Sześć zeszytów serii „Fury” to jeszcze raz to samo, co znamy i być może lubimy, ale ileż można… Ennis zaczyna od ciekawego pomysłu – robi z Fury’ego starego dobrego wojaka, który najlepiej czuje się z karabinem na polu walki, a coraz gorzej w zbiurokratyzowanej i skomputeryzowanej S.H.I.E.L.D. Także przełożeni zaczynają patrzeć na Nicka Fury’ego jak na dinozaura, relikt zimnej wojny i Wietnamu. Jest to dość radykalna zmiana – dotychczas w świecie Marvela, gdy ktoś mówił o S.H.I.E.L.D., to myślał Fury i odwrotnie. Stary Nicky odsunięty od swojego stanowiska zaczyna się kręcić jak lew po klatce, a czytelnik domyśla się, że długo to on tak nie usiedzi.

Cisza przed furyą

W tym momencie Garth Ennis wpadł na scenariuszową mieliznę. Starał się zrobić z Fury’ego zmęczonego bohatera, który usiłuje odnaleźć się nowej sytuacji. Wyszedł mu jednak płaski stereotypowy twardziel, którego twardość objawia się paleniem cygar w miejscach niedozwolonych, braniem pół tuzina dziwek na raz i wyobrażaniem sobie mordu na chłopcu, którego przyszło mu wychowywać. Na usprawiedliwienie Nickiego dodam, że Wendel Poznowski sprawia wrażenie lekko niedorozwiniętego. Wątku tej postaci w ogóle nie jestem w stanie zrozumieć – Ennis próbował dorzucić do scenariusza bohatera komediowego, który rozjaśniałby mroczną atmosferę i rozładowywał napięcie. Wendel jest raczej żałosny. A Fury nie potrafi okazać mu miłości, co ma nas utwierdzać w przekonaniu, że jest bohaterem tragicznym.

I tak mija nam połowa komiksu – Fury pije, rozmawia z biurokratami, odwiedza starych znajomych, marzy o zabiciu Wendela. Ożywia się dopiero, gdy niejaki Gagarin, dawny wróg, proponuje rozpętanie drobnego konfliktu, by obydwaj mogli „pobawić się” jak niegdyś. Nicky oczywiście odmawia, w końcu jest z tych dobrych, ale widać, że nie daje mu to spokoju… Ennis zastosował tu ten sam chwyt, co w przypadku „Born” (o którym za tydzień) – pokazał człowieka, który całkiem poświęcił się wojnie i nie umie żyć bez dawki adrenaliny jaką ona mu daje. Nic więc dziwnego, że gdy Gagarin wprowadza groźby w życie, Nicky gwałci wszelkie procedury S.H.I.E.L.D. i wraca do akcji. Domyślacie dalszego ciągu? Pozwolę sobie streścić: „Dakka-dakka-dakka! Badaboom! Ratatatatatata! Bang-bang-bang!” i na koniec wielkie „Kaboom!”. Plus przygłupi marionetkowy dyktator komunistyczny i jego dwie puszczalskie córeczki.

Co Ty wiesz o wojnie, synu.

Jeśli ktoś przeczytał więcej niż trzy dowolne komiksy Ennisa zapewne pokochał już lub znienawidził skonność autora do autocytowania i liczne motywy wędrowne, które objawiają się w każdym. Bawił was wielki Rusek z „Punishera” i Gębodupa z „Kaznodziei”? W „Fury” dostaniecie Jeboryjowa, dwa w jednym, bo przecież tak jest śmieszniej. Ennis śmieje się sam z siebie, w dialogach wprost nawiązuje do Gębodupy – stali czytelnicy uśmiechają się pod nosem, a nowych bawi sama postać. Ale z drugiej strony uwiera mnie wykorzystywanie enty raz tych samych patentów. Oczywiście nie zabraknie przemocy – często bezsensownie i przesadnie brutalnej. Chyba tylko ze względu na nią „Fury” ukazał się w imprincie MAX – poważnej tematyki nie zauważyłem. Darrick Robertson nie zachwyca – postacie rysuje całkiem ładne, za to w tle często widać pustkę lub kilka kresek na krzyż. Aczkolwiek akcja tak rwie do przodu, że nie ma co podziwiać tła.

Czy „Fury” jest naprawdę aż tak złym komiksem, przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu, jaką są dzieła Gartha Ennisa? Nie – bo nie ma żadnej beczki – Ennis to rzemieślnik, który za pomocą kilkunastu chwytów pisze całkiem poczytne historie. Jednak zdarzyło mu się napisać kilka lepszych, więc jego nazwisko na okładce automatycznie winduje oczekiwania. Tym razem dostajemy przeciętną rąbankę, która zapewni wam chwilę rozrywki na poziomie filmów ze Stallonem. W sam raz do autobusu lub na posiedzenie w toalecie.

komentarzy 17

  • sorenito

    do kibla się nie nadaje bo papier za śliski

  • JAPONfan

    Ani słowa o tym ze „Fury” to „hej damy wam cos co juz macie a wy i tak wybulicie na to kase”? I nie pisze tu o scenariuszu tylko o calosci. Mozecie sie pobawic weźcie dowolny zeszyt F i ktorys ze Spider Jerusalem. Znajdzie 5 podobnych/identycznych kadrow i 5 tekstow. Zabawy na wiele wiecej niz przeczytanie tych komiksow.

  • Serio? Ennis rżnie z Ellisa?

  • Japon: przecież cały tekst jest o tym, że większość elementów z których składa się „Fury” już gdzieś była

  • Fuck yeah! Biały Fury to jest to. A pamiętacie film z Husselhoffem „Nick Fury”? To jest kino!

  • A wiecie co się rymuje ze słowem „Ennis” ?

  • Penis, cymbałki :D
    A ja się na „Furym” dobrze bawiłem!

  • A z jego pennisem?

  • Myślę, że w tym tygodniu już wystarczy żartów z penisem. Właściwie przesyt sięga miesiąca.

  • Ano, to się robi już stare.

  • myślałem że będę pierwszym któremu ennis skojarzy sie z penisem ale na szczęście nie.

    komiksiarze ftw.

  • @konradh, rob: Oh, you’re no fun anymore.

  • czyli w tym miesiącu temat: Gębodupa czy Jeboryjow ? (uśmiałem się btw)

  • A ja napisze cos niekonwencjonalnego.
    Fury to chyba najbardziej niedoceniony komiks Ennisa.
    To komiks z jajem. Do śmiechu i do frajdy z rozpierduchy na prawo i lewo. Ale w tej rozrywce klasy B odnaleźć można głębie psychologiczną. Ennis odarł z szat Fury’ego Steranko i przedstawił go jako staruszka bez perspektyw życiowych. A gdy już dostaje ten cel upragniony to nagle staje się tym, czego najbardziej nienawidził – zwierzęciem łaknącym przemocy i agresji. Poprowadzone jest niesamowicie, a ostatnie sceny 6 zeszytu są powalające.

    Nie sądzę, żeby Marvel miał odwagę zrobić tak odważny komiks obnażający jednego z swoich herosów. Moim zdaniem warto się zapoznać z tym komiksem i przeczytać go UWAŻNIE.

    P.S. Czy na konferencje prasowej nie zauważyliście pewnego Pająka? :)

  • Chudy – dostrzegłem to, o czym mówisz i ostatnie sceny trafiły do mnie, ale że byłem świeżo po „Born”, gdzie zakończenie jest niemalże identyczne, to wnerwiła mnie wtórność.

  • Bo ja wiem?
    W Bornie nie masz dwóch twardzieli ubabranych w krwi, tulących się do siebie na wojennym pogorzelisku. Co za groteska!

Dodaj komentarz