in papier

Baśnie: Marsz Drewnianych Żołnierzyków

Baśnie 4 - Marsz Drewnianych Żołnierzyków niedługo się rozpocznie

Czwarty tom „Baśni” jeszcze przed ukazaniem wzbudził kontrowersje proponowaną ceną (zapomnijmy na chwilę o zniżkach). Sześć dyszek to niemało, jednak zawartość dość opasłego tomu w pełni rekompensuje pustkę w portfelu. Konrad, przy okazji części trzeciej, wspomniał, że to właściwie ostatni moment, by zainteresować się serią. Coś w tym jest, bo w „Marszu…” akcja rusza z kopyta.

W pierwszym tomie poznaliśmy z grubsza Baśniogród ukryty między budynkami Nowego Jorku, a w drugim farmę, gdzie mieszkają Baśniowcy nie posiadający ludzkiej postaci. Tom trzeci przybliżył nam nieco główne postaci, ich plany i relacje między nimi. Co więc mogło znaleźć się w tomie czwartym? Dobrze się domyślacie – Ten, Którego Imienia Jeszcze Nie Znamy. Adwersarz.

Baśnie. Okładka

Oczywiście imienia Adwersarza nie poznamy nadal, ale mamy okazję z bliska przyjrzeć się armii ciemności oraz dowiadujemy się sporo o planach sił zła względem Baśniogrodu. Tom otwiera „Ostatni Bastion”, wspominkowa opowieść Niebieskiego Chłopca o ostatniej grupie ocalałych ze starego świata, którzy cudem umknęli oddziałom Adwersarza. Scenarzysta daje nam odetchnąć od baśniogrodzkich intryg i serwuje ucztę dla miłośników powieści historycznej i awanturniczej, eposu rycerskiego i heroic fantasy. Oczywiście nie zabraknie zapierającej dech w piersiach sceny batalistycznej. Zamek strzegący wrót do świata doczesnego szturmują gobliny, ogry, trolle, a nawet smoki. Nie lękajcie się jednak, bowiem w jego obronie staje sam Robin Hood ze swoją wesołą kompanią, rycerze z angielskich i szkockich legend, a nawet grecka boginka. Miło, że Bill Willingham cały czas poszerza spektrum tekstów, do jakich sięga, i nie zamyka w jednym kręgu kulturowym. Jednocześnie w tle przewijają się znane nam już postacie. Najwięcej dowiemy się o przeszłości Niebieskiego Chłopca, ale i Książę Uroczy czy Sinobrody dostają swoje pięć minut. „Ostatni Bastion” to epicka historia o krwawej i brutalnej wojnie, gdzie obrońcy walczą do końca – 48 stron czyta się jednym tchem. Do historycznego sztafażu doskonale pasuje gęsta kreska Craiga Russela – świetnie rysuje poorane zmęczeniem twarze wojowników. Zarówno postaciom jak i tłom nie brakuje detali, przez sekundę czy dwie miałem nawet skojarzenia z samym Grzegorzem Rosińskim. Opowieść teoretycznie wyrwana jest z ciągu fabularnego serii, jednak wątki z niej powrócą jeszcze w tym samym tomie.

Niebieski Chłopiec

Pozostałe niemalże 200 stron „Marszu Drewnianych Żołnierzyków” wypełnia opowieść pod tymże tytułem. Jeśli wraz z powrotem fabuły do Baśniogrodu spodziewaliście się zwolnienia tempa, to się pomyliliście. I nie sądzę, by ktoś się tym zmartwił. Bill Willingham idealnie wyważył proporcje między nowymi a starymi elementami. Zrobił to, za co kochamy seriale – każdej ważniejszej postaci poświęcił przynajmniej jedną stronę, posuwając fabułę do przodu. A jednocześnie wprowadził na scenę nowych aktorów i… pozbył się kilku starych! Podoba mi się ten zabieg – scenarzysta unika mnożenia postaci drugoplanowych, zwiększając jednocześnie dramaturgię – nigdy nie wiadomo, kto będzie następny. Tym razem kilka postaci traci życie w wielkiej bitwie, jaka rozgrywa się w samym centrum Baśniogrodu. Adwersarz daje znać, że wcale nie zapomniał o uciekinierach. Jego szpiedzy są wszędzie, a jego – dość niezwykłe – oddziały są bliżej niż myśleliście…

„Marsz Drewnianych Żołnierzyków”
pochłonąłem za jednym podejściem, mimo zmęczenia i późnej pory. Moim zdaniem to najlepszy z dotychczas wydanych tomów. Tych, którzy już pokochali tę serię, namawiać nie muszę. A reszta niech się zastanowi – może to właśnie jest ostatnia szansa na przekonanie się do „Baśni”?

Skomentuj

Comment

24 Comments

  1. Kupiłem w niedzielę… i zostawiłem u kolegi. Teraz mi taki ślinotok narobiłeś, że chyba zaraz do niego pojadę.

  2. Ja nalezę do tej grupy, której Baśnie nie przypadły do gustu. Na początku byłem napalony na serię – tyle dobrego o niej słyszałem – a koniec końców, wymiękłem w połowie pierwszego tomu :( Raczej nie siegnę po 2 i 3 tom, tylko po to by przekonać się, że w czwartym jest już lepiej ;)

  3. Mi trochę nie pasowały rysunki w „Ostatnim bastionie”, ale już podczas czytania „Marszu…” kilka razy byłem cały taki „uoaaaaa”. Kawał naprawdę emocjonującego komiksu.

  4. fomoraig: Tom pierwszy to tylko mała historia kryminalna. Tom 2 i 3 to zupełnie inna bajka (dosłownie i w przenośni;) ) i dwa poziomy wyżej. Jeśli ktoś po pierwszym tomie Baśni porzuci serię na zawsze to jest dla mnie największym komiksowym frajerem:P
    Kup Folwark Zwierzęcy i jeśli Ci się nie spodoba to możesz serię przucić ale Na Boga niech nikt tego nie robi po pierwszym przeciętnym tomie!

  5. To fakt, ja po przeczytaniu pierwszego tomu, też myślałem, że ta seria, to będą takie Kryminalne Zagadki Baśniogrodu. A tu nagle łup, jeszcze lepszy „Folwark”. Lepiej nadrób zaległości fomoraig :)

  6. Hmm, chciałem zacząć tą serię, przeglądałem trochę drugi tom w empiku i faktycznie ciekawe się wydało, ale nie kupiłem bo chciałem zacząć od tomu pierwszego, którego już nigdzie znaleźć nie mogłem, a teraz się dowiaduję, że nie mają praktycznie nic wspólnego, duh… <.<

  7. Warto dać szansę Baśniom. Tak jak mówią, koledzy wyżej… nie ma co się zniechęcać. Jak dla mnie najlepsza seria wydawana w Polsce. Dziś zamierzam łyknąć czwarty tom.

  8. Brzmi troche jak „Amerykanscy Bogowie” Neila Gaimana, szczegolnie ta batalistyka w ktorej pojawiaja sie rozni bohaterowie basni i legend zamiast bogow. Czyz nie?

  9. Alusław: pierwszy tom łączą z następnymi główne wątki, ale nie jest to nic, bez czego nie można żyć – wszystko jest i tak zawsze wyjaśnione na początku każdego albumu albo potem łatwo wynika z przebiegu akcji.

    Klemens: owszem, ale Wilingham jakoś bardziej rozpoznawalnych bohaterów używa :)

  10. Aluslaw: Wszystkie komiksy czy ksiazki mozna zazwyczaj zakupic na stronach wydawcy, a jezeli nie ma na stronie wydawcy to napewno jest odnosnik do strony sklepu.

  11. Książka „Amerykańscy Bogowie” od roku leży na mojej półce i czeka aż raczę ją dokończyć:P Została 1/3 ale jakoś wolę komiksy i nie mogę się zmusić:)

  12. Jakoś wciąż wolę wpierw dorwać ten tom pierwszy, a tera to pewnie i drugiego czy trzeciego już nie znajdę xP
    Będę musiał zamówić i pewnie bym to już dawno zrobił gdyby nie moja awersja do e-zakupów wymieszana z lenistwem <.<
    A Amerykańscy Bogowie są joł.

  13. Ehh… Kolejny bodziec na to ,żeby zacząć jednak zbierać tą serię. Wszyscy mówią, jakie to wypasione, ale z drugiej strony tyle innych wydatków na liście. Chyba kiedyś wszystko zza wody wielkiej ściągnę w całości i będzie ze łba.

  14. Czytałem dwie pierwsze części tej serii, cholernie dobry komiks. Trzeba kiedyś dorwać Kroniki Miłosne. Może na MFK się uda. W każdym razie, ja czytałem „Baśnie” i rekomenduję.

  15. w styczniu przeczytalem 11 tp fables i od tego czasu zastanawiam sie czy nie sprzedac calosci…
    o ile 9 i 10 byly naprawde dobre (10 bije chyba wszystkie dotychczasowe) to rozwiazanie konfliktu miedzy fabletown a adversarzem, ukazane w 11 tomie, pozostawia wiele do zyczenia. nie moge oprzec sie wrazeniu ze bylo to bardziej wybrniecie z klopotliwej sytuacji niz blyskotliwy punkt kulminacyjny seri. jeden slaby tom to nie problem, ale w tym wypadku jest to konkluzja poprzednich 10… troche sie zawiodlem…

  16. Hmmm.. no dobra… wymęczę ten pierwszy tom i liznę drugi i wtedy zobaczymy ;) Apropos Gaimana to mi się właśnie od samego początku „Baśnie” z nim kojarzyły. „Amerykańscy Bogowie” to znakomita książka, którą mocno polecam – „Fables” przy niej wymiekają ;)

  17. Czytałem „Amerykańskich bogów” i właściwie jedyny punkt styczności z „Baśniami”, to zaprzęgnięcie przez autorów do fabuły postaci ze znanych baśni, mitów, legend czy wierzeń. Książkę Gaimana czyta się przyjemnie, ale nie powiedziałbym, żeby była jakaś rewelacyjna.

  18. bo gaiman robi lepsze komiksy niz ksiazki.

  19. Książka jest rewelacyjna (czytając ją to widzę ale mnie męczy bo to nie komiks) tylko macie tak jak ja, skomiksowaliście się na amen:P

  20. mam to samo co paweł. zmęczony po WSK zaczałem czytac i nie mogłem się oderwac. Zdecydowanie najlepszy tom so far. Każdy rozdziałowy Cliffhanger sprawiał, że wytrzeszczałem oczy i szybko przerzucałem strony. Piękne. Nie żałuje, że zbieram te serię. Nawet ta cena nie boli, kiedy się czyta coś tak zajebistego.

  21. Świetna rzecz. Najlepsza część (niech się Nights of Snowfall schowają). Porządny, rozrywkowy komiks.
    Szkoda, że znajomość tożsamości adwersarza psuje mi całą radochę z czytania komiksu