Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Pielgrzym


papier · komentarze 4

Jestem tylko Pielgrzymem...
Właściwie to cykl „Ennis Invasion” powinienem był zacząć od opisu tego komiksu, gdyż to on był początkiem mojego obcowania z Garthem Ennisem. Początkiem nieświadomym, bo sięgając po „Pielgrzyma” miałem jeszcze dość mgliste pojęcie kim jest autor i jakie komiksy napisał. Nie było to zresztą istotne, bo „Pielgrzym” broni się sam.

Świat, jaki znamy, nie istnieje od ośmiu lat. Na skutek zwiększenia masy Słońca, jego powierzchnia zbliżyła się do Ziemi, paląc wszystko na popiół. Rośliny i zwierzęta zginęły, a te, którym udało się przetrwać, promieniowanie UV zmutowało w odrażające bestie. Po dnach wyschniętych oceanów wędrują nieliczni ocalali, nękani atakami szumowin i bandytów, nie widząc sensu i końca swojej tułaczki. To świat, w którym liche mieściny z Fallout byłyby kwiatami cywilizacji. Wrażenie potęguje realistyczna kreska Carlosa Ezquerry i przytłumiona, ograniczona do kilku paleta kolorów – nie uświadczycie błękitu, ni soczystej zieleni. Nadzieja jest tu towarem deficytowym, a bohaterów nie ma… I tajemniczy Pielgrzym nim nie jest. Mówi o sobie jako o „narzędziu Pana” i pokornie wykonuje Jego wolę – płacąc za to każdą cenę. A przed spotkaną grupką ocalałych skrywa coś, czego nigdy nie chcieliby poznać – sekret naprawdę mroczny i ohydny.

Eyes of the Stranger
Kliknij, by zobaczyć okładkę

Historia z „Pielgrzyma” balansuje na linii oddzielającej zbiór klisz, od twórczej interpretacji znanego pomysłu. Garth Ennis wyraźnie pożycza sobie kilka motywów z różnych światów postapokaliptycznych. Hufce bandytów w pojazdach-samoróbkach kojarzą się z wyrzutkami z „Mad Maxa II”, sam Pielgrzym w długim płaszczu i starym kapeluszu także wygląda dokładnie jak stereotypowy tajemniczy mściciel. A jednak scenarzysta tworzy coś oryginalnego. Świat jest unikalny, bo paradoksalnie bliski prawdopodobieństwa. Do realizmu zbliża go brutalności i wszechogarniające poczucie beznadziei, które stopniowo udziela się czytelnikowi. Postapokaliptyczna pustynia nie jest miejscem, gdzie chciałbyś się znaleźć i odgrywać bohatera. To arena, na której ścierają się byty złe i gorsze: zdeformowane fizycznie zwierzęta, ze zdeformowanymi psychicznie ludźmi. Czyste zło, które manifestuje się w postaci ludzkich zachowań, wywoływało we mnie uczucie na granicy niepokoju i fascynacji. Mroczna strona natury ludzkiej przeraża nawet bardziej niż wymyślne demony. Nie ma tu prostego podziału na tych dobrych i całą resztę – każdy ma na sumieniu grzechy ciężkie lub cięższe. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że akcję obserwujemy z perspektywy dziesięciolatka i oprócz niej mamy wgląd w obserwacje jakie zapisuje w dzienniku. Patrzenie przez pryzmat jego niewinnej psychiki jeszcze dobitniej przekonuje jak zwichnięty jest świat dookoła. Postapokalipsa jest tu taka, jak być powinna: brudna, surowa i chropowata.

Just a Pilgrim

Po sukcesie „Pielgrzyma” pojawiła się część druga: „Rajski Ogród”, którą oceniam niżej od pierwowzoru. Akcja dzieje się cztery lata później w niemalże rajskim ogrodzie, stworzonym przez garstkę naukowców na dnie Rowu Mariańskiego. Osadzenie historii w tak abstrakcyjnym miejscu całkowicie odrywa ją od postapokaliptycznego świata, można odnieść wrażenie, że wszystko dzieje się dziś na Ziemi lub na zgoła innej planecie. O ile jeszcze wyhodowanie ogrodu zdołam zaakceptować, to zbudowanie statku kosmicznego jest grubą przesadą. Ja wiem, że minęło 12 lat od kataklizmu, ale przecież ten świat spłonął na popiół… Pomijam już nielogiczność: w skrajnie niesprzyjających warunkach zbudowano statek na tyle zaawansowany, że zdołają go uruchomić dwie osoby – i to jednym przyciskiem. Ennis zbyt daleko uciekł w klimaty science fiction, zatracając to, co wykreował w pierwszym „Pielgrzymie”. Także zagrożenie, które zmusza ludzi do ucieczki w kosmos jest nieco zbyt wydumane. Nie chcę zdradzać wszystkiego, bo jednak część druga jest całkiem poprawna i czyta się ją nieźle, zwłaszcza na fali zachwytu pierwszym tomem. Warto też zobaczyć jak zmienia się nasz bohater, chociaż mnie jego przemiana nie do końca przekonuje – robił zbyt wiele gorszych rzeczy, by załamało go jedno wydarzenie.

Komiksów osadzonych w czymś, co można by określić jako „realia postapokaliptyczne”, nie wychodzi za dużo. A nawet jeśli byłoby inaczej, to myślę, ze wydane w 2002 roku „Pielgrzym” długo pozostanie ekstraklasą gatunku. Tom pierwszy, wydany przez Mandragorę, jest już dość ciężko dostępny, ale jeśli wpadnie Wam w ręce – nie żałujcie grosza.

komentarze 4

  • Co tu tak bez żadnego komentarza? Moje oba Pielgrzymy czekają od jakiegoś czasu w kolejce do czytania. Po powyższej pozytywnej recce myślę, że łyknę je niedługo, bo postapokaliptyczne klimaty to co, co tygryski lubią najbardziej ;>

  • WSK było, daj ludziom dojść do siebie. ;-)

  • A mi się nie podobała jedna sprawa: na ziemi robi się bardzo gorąco i woda znika. Ale jak do cholery? Nie znika magicznie od gorąca przecież, w tropikach nie ma pustyni tylko duszna wilgotna dżungla.

  • No nie wiem – zwiększenie masy Słońca = zmiany klimatyczne? Brak deszczu? Zaburzenia cyrkulacji wilgoci w atmosferze? Wizja życia na dnie wyschniętego oceanu tak mnie porwała, że nie spojrzałem tu na logikę…
    Czy jest na sali geograf? Klimatolog najlepiej.

Dodaj komentarz