Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

BDSM na osiem bitów


gry · komentarzy 8

Jill Off

Autorem dzisiejszego tekstu jest Bartłomiej Kluska, spec od starych i niezależnych gier, którego możecie znać m.in. z tekstów w „CD-Action” albo „Dawno temu w grach”, książki o historii gier, która ukazała się w sierpniu zeszłego roku. Miłej lektury. (K.)

„Mighty Jill Off” to stosunkowo świeża (2008), niezależna produkcja ze stylizowaną na ośmiobitowe czasy grafiką i utrzymaną w identycznej konwencji rozgrywką. Trochę jak „Bomb Jack”, tyle że zamiast Jacka jest Jill, zamiast ratowania świata – próba zasłużenia na perwersyjne pieszczoty, a zamiast stroju superbohatera – lateksowy kostium. Reszta się zgadza. Mniej więcej.

W kwestii formalnej, omawiana gra jest zwyczajną (choć wysoce grywalną) platformówką w zwyczajnej, rozpikselowanej oprawie, ale z niezwyczajnym tłem wydarzeń. Fabuła stanowi oczywiście tylko pretekst, lecz na tyle oryginalny, że warto się przy niej na moment zatrzymać, bo nieczęsto spotyka się klimaty BDSM w grach. A przynajmniej nie w takim ujęciu, gdyż rzecz traktuje o mozolnej wspinaczce ubranej w lateksowe wdzianko masochistki Jill na szczyt wieży, gdzie czeka na nią władcza domina z zestawem radosnych tortur i męczarni.

Jeśli jednak ktoś oczekuje erotycznych doznań spod znaku pejcza i knebelka, niech szuka w innych miejscach, bo tutaj otrzyma wyłącznie nerwowe wciskanie strzałek lewo-prawo i klawisza „Z”, który odpowiada za podskok, by omijać przeszkadzajki i mozolnie piąć się w górę, aż po sam gorący finał.

Jill Off

Uwaga! By czerpać należytą satysfakcję z zabawy, masochistą musi być nie tylko bohaterka, ale również gracz, ponieważ w „Mighty Jill Off” ginie się notorycznie i przełykając gorzkie łzy upokorzenia, trzeba zaczynać raz jeszcze od początku planszy (co zresztą nie było niczym dziwnym w ośmiobitowych latach i twórcy ślicznie tutaj nawiązują do korzeni gatunku).

Całość sprawia dużą frajdę, gra jest bardziej urozmaicona od wspomnianego wyżej „Bomb Jacka”, a mimo wysokiego poziomu trudności, szczęśliwy dla pragnącej perwersyjnych pieszczot bohaterki koniec można osiągnąć w kilkanaście minut (ale jak ktoś jest nerwowy i łatwo się zraża, nie osiągnie go w ogóle). W każdym razie warto spróbować.

gry

komentarzy 8

  • Tłukłem w to swego czasu pasjami ale szlag mnie trafił jak pierdyliardsiedemsetny raz ten sam odcinek przeskakiwałem ze słupka na słupek. Ale ściągam jeszcze raz :)

  • To piękna gra o potędze miłości.

  • Mi się udało przejść podczas jazdy pociągiem – laptop był w trybie oszczędzania energii, więc gra była wolniejsza hyhy

  • Ja nigdy nie przepadałem za koszmarnymi zręcznościówkami, ale wiele
    osób potrafiło w nie łupać godzinami…
    Nostalgia za ośmiobitową estetyką jest dość powszechna. Rozwój
    technologii paradoksalnie ją wspomógł: internet pozwala na dostęp i kontakt,
    emulatory na niewyciąganie zabytkowych kompów z piwnicy, szybki rozwój
    grafiki i dżwięku zaczął nudzić upartym fotorealizmem.
    Chyba wiele osób westchnie za starymi czasami, że ‹wtedy to była
    sztuka›. Sam chętnie zanurzam się w kanciasty świat ośmiu bitów i pisuję o
    nim z przyjemnością.

  • Mój czas: 23 minuty. Łatwa gra, może z 15 razy zginąłem :D. Muzyka wkurzająca.

  • Udało się! 27:27

  • mój komp nie daje rady z enginem :|

  • A gdzie bicz i inne akcesoria bdsm potrzebne do ostrych hardcorowych akcji? Przydałby się jeszcze do gierki jakiś obraz demo typu filmy bdsm i do boju! Kocham ośmiobitówki!

Dodaj komentarz