Opublikowane o 13:41, 10 marca 2009
autor: Konrad Hildebrand

Komentarze: 87

Autorem poniższej okładki jest Grzegorz Przyboś, o którym wspominamy jako jedyni w polskim internecie - nie zrobiły tego ani serwisy komiksowe, ani wydawca komiksu. Ok, wydawca przypomniał sobie w końcu.

Jedną z rzeczy, której nie można odmówić współczesnemu polskiemu komiksowi, jest to, że może pochwalić się wieloma zdolnymi rysownikami. Problem zaczyna się jednak, gdy spróbujemy poszukać scenarzystów – tych mających ciekawe pomysły można policzyć na palcach jednej ręki. Gdy na rynku zatem pojawia się komiks napisany praktycznie przez debiutanta, to jest to coś, co musi zwracać uwagę.

Tytułowy Szrama to tajemniczy bandzior, który swoje przezwisko wziął od indyjskiej wioski, w której przyszedł na świat. Leżąca 20 kilometrów na wschód od Bombaju Shrama nie była dla niego idealnym placem zabaw. Bieda, brud, przestępczość, krowy na ulicach – wszystko to sprawiło, że rodzice naszego bohatera postanowili wyruszyć w wielki świat w poszukiwaniu lepszego jutra. Tak trafili do Nowego Jorku, do hinduskiej dzielnicy. Pech chciał, że gdy Szrama miał 10 lat, jego rodzice zginęli w tragicznym wypadku w mieszalni curry. Zaopiekował się nim jego wuj, Kudremukh, przywódca lokalnego gangu joginów specjalizującego się w wymuszeniach i ochronie pracujących na ulicach Manhattanu fakirów. Dorastając, Szrama uczył się przestępczego rzemiosła, doskonalił swój warsztat, aby w noc poprzedzającą…

Zaraz, kogo ja oszukuję, Szramę nazywają “Szramą”, bo ma bliznę na lewej połowie twarzy, a stojąca za tym legenda nie jest w ogóle interesująca. Cały problem z “Istotą legendy” polega na tym, że słowo “legenda” jest w nim nadużywane na zasadzie myślenia życzeniowego – powtarzajmy jak najczęściej, że Szrama jest legendarny i tajemniczy, a może ktoś w to uwierzy.

Szrama

Lubię różnego rodzaju formalne eksperymenty, zabawy drugim planem, szatkowanie narracji, więc gdy usłyszałem, że “Istota legendy” składa się z kilku opowiadań połączonych osobą tytułowego bohatera, to momentalnie się tym projektem zaciekawiłem. Niestety, coś poszło nie tak. A pisząc “coś” mam na myśli chyba zbyt duże mniemanie Rafała Kołsuta na temat wykreowanego przez siebie bohatera. Teoretycznie pierwszym ostrzeżeniem powinien być założony na potrzeby komiksu promocyjny blog, ale głupi myślałem wtedy, że to tylko taka konwencja, eksperyment z wykorzystaniem różnych mediów, za którym stoi coś więcej.

W teorii wszystko powinno grać: pokażmy przygody tajemniczego bandziora z zasadami za pomocą kilku różnych opowiadań, które będą łączyć się w jedną spójną całość. Problem w tym, że otrzymujemy zamiast tego historie o tym, że Szrama zabija nielojalnego wspólnika, odwiedza emerytowanego zabójcę w psychiatryku, składa stateczki z papieru, grając w szachy myśli o pojedynku na lodowcu, zabija kogoś tam, bawi się w szofera oraz płaci dziennikarzowi, aby zbierał materiały na jego temat, aby potem go za to zabić. Dałoby się to przeżyć, gdyby nie koszmarna pretensjonalność Szramy. Chodzi w starych ciuchach, jeździ starymi samochodami, strzela ze starych rewolwerów, gada o winach niczym Marek Kondrat, a tym co chyba najbardziej przeraża jego przeciwników, są wiersze, które recytuje. Coś jak Jacek Dehnel, ale z blizną przez pół twarzy. I na dodatek wygłasza teksty w stylu “życie bez honoru jest gorsze niż śmierć”, albo “do founde podaje się tylko białe wino”.

Szrama

Postać głównego bohatera tak przytłacza wchodzące w skład “Istoty legendy” opowiadania, że gdy zorientujemy się, jakim jest on nudziarzem, to okazuje się, że nic więcej nie ma w tym komiksie. A przynajmniej nie ma niczego, co by zachęcało, do śledzenia dalszych przygód Szramy. Z rysunkami jest nierówno: z jednej strony mamy świetnego Macieja Pałkę i Marka Rudowskiego, z drugiej nieco miotającego się Pawła Wojciechowicza, dwuplanszówkę Michała Zielińskiego no i Grzegorza Pawlaka, który już raz z Kołsutem popełnił komiks o Szramie do “Kolektywu”, a teraz nie dość, że znowu mamy tę samą historię, to jest jeszcze druga, która wygląda niewiele lepiej.

Zdaję sobie sprawę, że porównanie Rafała Kołsuta do Briana Azzarello jest mocno niesprawiedliwe, ale w jakiś sposób podczas czytania miałem skojarzenia z agentem Gravesem ze “100 Naboi”. Problem w tym, że temu drugiemu wystarczyło parę stron, aby uczynić z Gravesa bardzo intrygującego gościa. Po sześćdziesięciu stronach “Istoty legendy” jedyne co mogę powiedzieć o Szramie, to że jest cholernie nudny i brakuje mu jaj. Czy też, jakby to on powiedział – testicules.

Komentarze

Maciej dnia 10 marca 2009 o 15:21

LOL


Jaszczu dnia 10 marca 2009 o 16:18

Konrad, dobry wstęp. Nie myślałeś o napisaniu scenariusza o przygodach Shramy?:)


konradh dnia 10 marca 2009 o 16:21

E, raczej nie. Ale jakby ktoś miał ochotę narysować inspirowany tym akapitem komiks, to z chęcią go na Motywie opublikujemy! :)


Rob dnia 10 marca 2009 o 16:37

Ja chcę więcej Shramy!


Trreker dnia 10 marca 2009 o 16:39

hm… obawialem sie gorszego przyjecia;P. Nieco miatajacy … Pomysle nad tym.


konradh dnia 10 marca 2009 o 16:41

Trreker: aha, czyli się wyjaśniło, który z autorów to Ty :)


Grim dnia 10 marca 2009 o 16:43

Fiu, oszczędzę na chirurgii plastycznej.


Trreker dnia 10 marca 2009 o 16:46

zapraszam na moj digart:). Trreker.digart.pl :)


konradh dnia 10 marca 2009 o 17:08

Grim: Zawsze możesz się na konwentach przebierać za Timofa :)


JAPONfan dnia 10 marca 2009 o 17:13

Na forum PCWK też jest cześc indyjskiego scenariusza.
Anyway, może druga częśc bedzie nosić tytuł “Szrama, zabić nude” i bedzie pełna poscigów gołych kobiet, dobrego wina, bakarata i pojedynku na stacji kosmicznej? a wszystko to przeplatane “wkrótce kultowymi” bonmotami.
Może tak być.


Grim dnia 10 marca 2009 o 17:14

Akcja będzie osadzona oczywiście w Indiach :D


Rob dnia 10 marca 2009 o 17:39

Ma nadzieję, że będzie odpowiednio roztańczona i rozśpiewana.


Grim dnia 10 marca 2009 o 17:53

Takie bollywoodzkie noir :D


Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 10 marca 2009 o 17:59

Benny Lava!!! Oraz Shan Rukh Khan!


JAPONfan dnia 10 marca 2009 o 18:13

KHAAAAAN!!!


Grim dnia 10 marca 2009 o 18:29

Khan szepcący “Żegnaj, laleczko”…


Grzybiarz dnia 10 marca 2009 o 18:33

W 2 części Szrama będzie super hiro jak Kap. Marvel z DC – będzie darł ryja strasznie (na poł strony dymek będzie! na pół!)krzycząc coś w stylu “SHRAMA!” (prawie jak SHAZAM!) i wtedy będzie piąrun go ptrafiał! Z onomatopeją KABOOM! no i potem Szrama wszystkim nakopie jak przystało na super hiroł. A na końcu odjedzie w stronę zachodzącego słońca (jak w starych westernach, laki lukach i 3 Indim. No i Kaznodzieji ofc).

A głównym bad guyem będzie Baquażan, złowrogi kosmita! Ale co to dla indyjskiego chłopca? Drobnostka ino. A jak coś, to zawsze może poprosić o pomoc swojego ziomala – Goku.


Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 10 marca 2009 o 18:40

Po wygranej bitwie Szrama i Goku odejdą w kierunku zachodzącego słońca. I jto mógłby być koniec, gdyby nie Szrama, który zauważył krzyż na szyi przyjaciela i małą, białą czapeczkę na jego głowie. Okazało się, że Goku to tak naprawdę Zły Brat bliźniak Papieża!!!


Grzybiarz dnia 10 marca 2009 o 19:29

Wtedy Szrama zawył z wściekłości, a jego chakra wzrosła do niewyobrażalnych rozmiarów. Jego włosy stanęły i zmieniły kolor…


gilo dnia 10 marca 2009 o 19:35

bardzo dobra recenzja, miałem bardzo podobne przemyślenia zaraz po lekturze pdfa. Że właśnie “klimat”, “tajemniczość”, “błyskotliwe teksty”, próbują ukryć pustkę fabularną. Z rysowników broni się tylko Rudowski i Pałka (choć imho Pałka potrafi dużo lepiej). I dlatego lobbowałem przeciw publikacji.
Być może Szramie by dobrze zrobił pełen metraż, ale osobiście nie wierzę w scenarzystę i nie wierzę w tego bohatera.


pawelk dnia 10 marca 2009 o 19:47

Może należy go spektakularnie zabić? To nawet Supermana odświeżyło.


konradh dnia 10 marca 2009 o 19:50

No ja myślę, że najlepiej byłoby więcej nie wracać do Szramy i w ten sposób stworzyć jego legendę.


Maciej dnia 10 marca 2009 o 20:02

Myślę, że Szrama ma szansę dorównać legendzie nawet samej Paronomazji.


gilo dnia 10 marca 2009 o 20:03

ale być może gdyby zrobić pełen metraż to by tam można rozwinąć jakąś fabułę, bo przecież ten cały Szrama musi coś robić poza sadzeniem nadętych tekstów i noszeniem staroświeckiego garniaka. Bo w tych szorciakach to kołsut się skupił na pokazywaniu jaki on jest “cool&fakinstajli” zamiast zapodać choć kawałek czarnego kryminału.


lukaszb dnia 10 marca 2009 o 20:05

Ktoś powiedział Pornomazja?


gilo dnia 10 marca 2009 o 20:06

kompletnie nie rozumiem co ma Paronomazja do Szramy


Maciej dnia 10 marca 2009 o 20:08

Punktem stycznym Szramy i Paronomazji

jestem ja.


Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 10 marca 2009 o 20:09

Czy Paronomazja to to samo co paralaksat?


konradh dnia 10 marca 2009 o 20:10

Nie, “Paranomazja” to w sumie podobny w swoich założeniach do Szramy album komiksowy – zbiór historii opowiadających o tajemniczym gościu. Różnica jest taka, że Moe rzeczywiście jest tajemniczy.


Maciej dnia 10 marca 2009 o 20:10

Bo nie było kontynuacji?
I stąd legenda?


gilo dnia 10 marca 2009 o 20:13

chcesz przez to powiedzieć, że każda antologia gdzie zrobisz komiks jest legendarna?


Maciej dnia 10 marca 2009 o 20:14

Ba, zwłaszcza ta o piłce nożnej.


Grzesiek P dnia 10 marca 2009 o 20:14

Skoro jest to z założenia debiut to może wypadałoby na wstępie potraktować niektórych łagodnie? Skoro panowie “obyci” jak Pałka i Rudkowski się wybronili to już powinno zaspokoić niektóre krwiożercze żądze.
Fajnie by też było wspomnieć o autorze okładki ,którą tak ochoczo się publikuje wszędzie jak i w topie tego artykułu :] Be polite


Marcin "Dr.Agon" Górski dnia 10 marca 2009 o 20:18

@konradh- Dzięki za wyjaśnienie.
Wiecie, dzisiaj sie czegoś nauczyłem… :P


konradh dnia 10 marca 2009 o 20:20

Grześku P (Pawlaku? Przybysiu?): pozostali autorzy zostali pokrótce wymienieni i nikt się nad nimi nie pastwił, więc chyba korona z głowy nie spadła.

A okładkę się publikuje bo hej… jest okładką? Dostarczaną w materiałach prasowych przez wydawcę?


titos2k dnia 10 marca 2009 o 20:23

comic sans dobry użyty.
pro.


Grzesiek P dnia 10 marca 2009 o 20:27

Mi kororna spadła -leży tuż obok. Nigdzie nie widze w tekscie autora okładki. To nie jest wielką rzeczą, ale na “zachodzie” tak bywa drogi Panie, że jeśli autorem rysunków nie jest jeden twórca to wymienia się wszystkich


konradh dnia 10 marca 2009 o 20:29

No cóż, w takim razie bardzo mi przykro, że Ciebie pominąłem, bardzo ładna okładka.


Grzesiek P dnia 10 marca 2009 o 20:33

lol. Niech twoi niewolnicy będą odporni na astmę Dobry człowieku


kolec dnia 10 marca 2009 o 20:37

Stand mają fajny.


Rob dnia 10 marca 2009 o 20:40

Okładka bardzo ładna, tylko kto ją narysował?


au dnia 10 marca 2009 o 20:40

bardzo dobra recenzja. sam bym lepszej nie napisał. to znaczy napisałbym, ale było by tam dużo słów na k, g, ch, i d, a także wzruszająca historia o chłopcu, którego upuściła akuszerka.


konradh dnia 10 marca 2009 o 20:42

To ja jestem tym chłopcem, gdyby mnie nie upuściła, to bym nie zapomniał wspomnieć o autorze okładki.


JAPONfan dnia 10 marca 2009 o 20:50

To znaczy o kim?


GiP dnia 10 marca 2009 o 20:59

@JAPONfan: Grześku P. – Przybysiu


GiP dnia 10 marca 2009 o 21:03

ale to napisem:] nei wiem cemu taki przypadek:D
chodzi o Grześka Przybysia


Maciej dnia 10 marca 2009 o 21:04


GiP dnia 10 marca 2009 o 21:07

oo
tak łatwiej, na mnie chyba za duże wrażenie zrobiła ta recenzja


JAPONfan dnia 10 marca 2009 o 21:33

Ej, nie będzie zabawy w “nie wiem gdzie to pisze, ale kto jest autorem okładki szramy?”? :(
Wiecie jak potem google pluje wynikami?


konradh dnia 10 marca 2009 o 21:34

Nie no, jak chcesz, to możesz się w tę zabawę bawić z Grześkiem Przybysiem.


unka dnia 10 marca 2009 o 21:37

jezuchryste, ja sie boje, to to bedzie, jak mi przyjdzie wydac tomik… strasznie obrzucacie gnojem sacenarzyste, az musze przeczytac, zeby sie przekonać czy slusznie. wiec w sumie recenzja dobra, bo zachecajaca do zapoznania sie a materialem.


lukaszb dnia 10 marca 2009 o 21:39

Jak komiks gówniany, to obrzucanie gnojem może tylko pomóc.


Rob dnia 10 marca 2009 o 21:46

Ja nie wiem, gdzie to obrzucanie gnojem, natomiast widzę, że ogólnie ekipa “Szramy” jest mocno przewrażliwiona.


konradh dnia 10 marca 2009 o 21:47

Obudzę się z głową mojego Łukasza na poduszce obok?


Grim dnia 10 marca 2009 o 21:47

To dlatego, że podczas rysowania puszczałem im “My Chemical Romance”.


pawelk dnia 10 marca 2009 o 21:50

Tak, to wyjaśnia wszystko…


Grim dnia 10 marca 2009 o 21:51

Tak robił Wizjonerski Reżyser Zack Snyder.


konradh dnia 10 marca 2009 o 21:56

Ej, ale MCR jest świetne. Przynajmniej kiedy małpują Queen.


unka dnia 10 marca 2009 o 22:00

mcr to straszny zespol. ale nie znam sie na muzyce i nie umiem uzasadnić, dlaczego tak bardzo ich nieznosze.


Grim dnia 10 marca 2009 o 22:04

A ja wiem, ja wiem! Bo robili soundtrack do “Strażników” :D


unka dnia 10 marca 2009 o 22:08

nie, wczesniej tez byli emo bucami.


pawelk dnia 10 marca 2009 o 22:14

Jeden utwór to jeszcze nie cały soundtrack, na którym każdy inny artysta lepszy jest od MCR.


Sasquatch dnia 10 marca 2009 o 23:46

Szarama to kupa


konradh dnia 10 marca 2009 o 23:52

Też już zdążyłeś przeczytać?


titos2k dnia 11 marca 2009 o 1:41

podziałała na niego wasza moc PRowska :}

a dobrych scenarzystów już nie ma.
Nawet Sztybora już nie ma.

pozatym nie ma bardziej znanej szramy niż tony montana


au dnia 11 marca 2009 o 5:05

właśnie, kurwa.
konradh, Ty z głową Lukasza nie. ale Grim się obudzi z plecami konia.


CHC dnia 11 marca 2009 o 10:03

Właśnie tak się tworzy legendę.


godai dnia 11 marca 2009 o 10:06

Informacja o tym, kto zrobił okładkę jest wydrukowana na stronie tytułowej. Kto widział ten wiedział. Dajcie spokój guglowi.

A, że należy wymieniać wszystkich? Pierwsze słyszę. W opisie na stronie wydawcy to owszem, ale w recenzjach antologii to się czasem pomija spore ilości autorów, więc bez przesady.


gonz dnia 11 marca 2009 o 10:33

o, a właśnie miałem pytać ‘czy ktoś widział godai(ego)a?’ :]


Jaszczu dnia 11 marca 2009 o 10:39

Titek trafił w sedno. Prawdziwy i na prawdę legendarny Szrama to Tony “Don’t get high on your own supply” Montana.
Nie ma szans, żeby był jakiś bardziej legendarny.
Trzeba było pokombinować w innym kierunku. Może legendarny bezręki zabójca czy coś. Nie wiem. Nie znam się na klimatach noir.


gonz dnia 11 marca 2009 o 11:15

legendarny bezręki nożownik. oburęczny. to to jest materiał na legendę. że się musi uczyć nogą rzucać czy coś.


Rob dnia 11 marca 2009 o 11:18

Albo pytą.


JAPONfan dnia 11 marca 2009 o 11:24

Zaraz czy legendarny jednoreki zabojca to nie zabil zony tego doktorka?


Jaszczu dnia 11 marca 2009 o 11:33

Tamtem to był miękka faja. A ten by był w klimatach noir.


CHC dnia 11 marca 2009 o 12:01

Tony Montana to klasyka, ale inny Tony, Bullet Tooth Tony to niekwestionowany mistrz świata! Może nawet jakaś szrama by się na jego facjacie znalazła.


godai dnia 11 marca 2009 o 12:07

Nieprawdą jest, jakoby na stronie wydawcy informacji o okładce nie było.


konradh dnia 11 marca 2009 o 13:11

Niemożliwe, wczoraj nie znalazłem!


Jaszczu dnia 11 marca 2009 o 13:20

Trekker, ale w RRY#2 to już zgrabny foncik dobrałeś:)


pawelk dnia 11 marca 2009 o 13:21

Rob – od zabijania pytą jest Samuraj Nagapyta!


godai dnia 11 marca 2009 o 14:20

@konrad: szukajcie, aż się naszukacie. Proście, a będziecie prości.

Nie bądź małostkowy; ale faktycznie, uzupełniłem dopiero wczoraj w nocy.


Trreker dnia 11 marca 2009 o 16:01

Jaszczu: hm… Nie wiem czy zartujesz czy nie:). Mam nadzieje ze nie;)


Jaszczu dnia 11 marca 2009 o 16:47

Nie no, widziałem przykładową planszę na Polterze i tam jest zgrabna komiksowa czcionka. Chyba, że coś pomyliłem i to nie jest Twoja plansza.


Trreker dnia 11 marca 2009 o 19:03

ok, to moja:P. Uff;). To po prostu nowsza pracka jest…


Zuzazu dnia 12 marca 2009 o 4:17

Szrama – gówniany komiks, no…
Shrama – A zapowiadało się tak ciekawie…


Grzybiarz dnia 12 marca 2009 o 15:20

Zuzazu – czytałeś?


Zuzazu dnia 13 marca 2009 o 5:38

Oczywiście! A nawet miałem więcej wspólnego z tym komiksem niż tylko krótkie spotkanie druk-oczy (bez jakichkolwiek skojarzeń).
Mogło coś z tego wyjść, gdyby scenarzysta poświęcił więcej czasu obserwacji, bo sama inspiracja filmami/książkami noir nie wystarczy. Wyszło jak wyszło…Mamy szablonowego, arcynudnego i żałosnego tytułowego bohatera, który właściwie lepiej wygląda niż czyni. Same historie też wtórne i niczym nie interesujące, więc po co mam się silić na pozytywną opinie? Jedynie strona wizualna utrzymuje poziom (u niektórych rysowników), ale i tak to nie buduje solidnego klimatu noir.

Sugestia? Zostawić rysowników i natychmiast zmienić scenarzystę.
Kołsut, przemyśl to! A nóż ktoś lepiej zaopiekuje się twoją Szramą.

Z drugiej strony, to moje zdanie. Jestem tylko jednym z tych nie wielu czytelników…


gramot dnia 8 maja 2009 o 8:47

Nie ma się, co tak ekscytować. Szrama to ekscentryk zachowujący się dość ostentacyjnie. Fantazyjne, stylowe stroje czy samochody. Widowiskowość stylu życia. Bliznę przez całą gębę. Cechy te, w jego zawodzie, nie wróżą raczej dożycia wieku emerytalnego. A jeżeli nawet dożyje to na państwowym garnuszku oglądając świat w kratkę. Tym samym bohater dokona żywota w następnej części. To nie Nelson Mandela, długotrwały pobyt w więzieniu zrujnuje legendę.
A mówiąc już zupełnie poważnie. Rafał wpadł w pułapkę, którą zgotowała mu jego młodość. Szrama w założeniu dojrzały, doświadczony twardziel ma dużo cech nastolatka startującego dopiero w życie, próbującego oswoić czy przyswoić sobie świat, którym bez wątpienia jest autor. Mamy, więc do czynienia z podwójnym debiutem. Debiutem po obu stronach, mówiąc językiem filmowym, kamery. Z tej perspektywy jest to jak najbardziej udane przedsięwzięcie, dobrze rokujące na przyszłość.


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: