Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Watchmen. Strażnicy


film · komentarzy 131

clock

O oczekiwaniu na „Strażników” było już nieco na łamach Motywu, więc gdy film jest wreszcie w kinach, to czy można powiedzieć, że warto było na niego czekać?

Film oglądaliśmy niemalże równocześnie – Konrad z Martą w Szczecinie, a 40 minut później zaczął się warszawski seans Łukasza. Szybka telefoniczna wymiana zdań po zakończeniu pokazała, że pomimo zasadniczych różnic w odbiorze „Watchmenów” zgadzamy się w jednym: film Snydera ani nie jest straszną herezją na moore’owskim oryginale, ani też nie jest pozycją, bez której obejrzenia nie można żyć. Jako że nie chcieliśmy tworzyć dwóch ogólnych recenzji, każdy z nas postanowił skupić się na szczegółach, które zwróciły jego uwagę. Co oczywiście nie znaczy, że Konrad uważa film za totalną klapę, a Łukasz dałby się za niego pokroić. Zapraszamy też do wzięcia udziału w ankiecie po prawej.

Konrad:
1. Za mało Rorschacha, po prostu. Najważniejsze sceny były? Były, ale zabrakło tego wszystkiego pomiędzy, co sprawiało, że Kovacs był w komiksie tak fascynującą postacią. Wiadomo, że w filmie z szóstką głównych bohaterów trudno oczekiwać, aby jedna z nich wychodziła szczególnie na plan pierwszy, ale po Jokerze Ledgera poziom w kategorii „role psychopatów” jest naprawdę trudny do przeskoczenia. Nie dano po prostu Jackie Earle Haleyowi pociągnąć tej postaci, a wierzę, że by mu się to udało. W serialu.

2. Wątek Laurie, Sally i Komedianta to chyba największa ofiara niewłaściwych skróceń. Niby wszystkie najważniejsze sceny, jak kłótnia Sally z mężem, czy spotkanie założycielskie Strażników znalazły się w filmie, ale w teoretycznie najważniejszej scenie filmu – nakłonienia Dr. Manhattana, aby wrócił na Ziemię, nie do końca wiadomo o co tej Laurie z Komediantem chodzi. Wypadło to kompletnie nieprzekonywająco.

3. Zmiana planu Ozymandiasza, pomimo że logiczna z punktu widzenia długości filmu, w gruncie rzeczy jest nijaka. Po to Moore przez cały komiks tworzył galerię drugoplanowych postaci, aby ich śmierć w finale tak mocno klepała po głowie. A tutaj? Wielka dziura na środku Nowego Jorku. I podobno też w Londynie, Paryżu i Moskwie. Przerażające.

zestaw1

4. Niespodziewane pojawienie się redakcji „New Frontiersmena” w finale. Czemu? Po co? Jak? Gdzie? Wątek pozbawiony wcześniejszego rozbudowania nagle spływa w finale. Ci co czytali komiks wiedzą o co chodzi, co to za gazeta i o jakiej tematyce. Inni? I tak jest z całym tym filmem, garść rzuconych świetnych scen, których nie łączą emocje i nastrój. Po obdarciu „Strażników” z tych wszystkich drugoplanowych smaczków i scen pozostaje tylko kryminalna intryga, która pod koniec mocno przyśpiesza. W komiksie nie było to widoczne przez wątki poboczne, w filmie je obcięto i w ciągu 15 minut wszystko jest już wiadome. A przecież „Strażnicy” to nie jest komiks o tym, jak powstrzymać świat od zagłady.

5. Wydaje mi się, że ktokolwiek, kto się nasłuchał, jaki to geniusz spłynął na Moore’a podczas pisania „Strażników”, a nigdy nie miał okazji właściwie przeczytać komiksu, po wyjściu z kina może czuć się srodze oszukany. Wycięto tyle, że osoby, które oryginału nie znają, mogę nie za wiele zrozumieć. Co też w sumie potwierdza świetna recenzja autorstwa Unki.

6. I powiedzmy sobie szczerze, szukanie nawiązań do komiksu Moore’a w filmie, który jest jego ekranizacją, to nic szczególnie interesującego, już większą frajdę sprawił mi teledysk My Chemical Romance do „Desolation Row”, piosenki, która zamykała film Snydera. Są plakaty Pale Horse, jest balon Gunga Diner, budynek Veidta, uśmieszek na centrali perkusji i knoty w pogo. Do pełni szczęścia zabrakłoby już tylko tego, aby akcja klipu rozgrywała się w Medison Square Garden, jak w komiksie, i kończyła się tak jak tam.

rorschach01-big

Łukasz:
7. Rorschacha może było za mało, ale to właśnie jego postać była prawdziwie socjopatyczna. Joker Ledgera to jedynie świetnie zagrany szaleniec. Rorschach to antyspołecznik, którego interesuje coś więcej, niż bredzenie o chaosie. Ktoś z zasadami, nigdy się niepoddający – i takim socjopatą był Kovacs. Chociaż było go za mało.

8. Bardzo mocnym punktem filmu jest sekwencja początkowa, fenomenalna, klimatyczna, estetyczna, nawiązująca do ważnych wydarzeń historycznych i przedstawiająca historię Minutemanów. Niestety to jest takie komiksowe wprowadzenie postaci, które jasne będzie tylko dla tych, którzy czytali komiks. Niby później wspomina się chociażby, że Mothman został zamknięty w psychiatryku, ale tym, którzy nie wiedzą o co chodzi, ten fakt wyłącznie mignie przed oczami. Czołówkę ogląda się z zapatym tchem, a opad szczęki zapewniło mi akurat odniesienie do pewnej ikony fotografii.

9. Brutalność – przez niektórych niezrozumiała, dla mnie uwypuklająca zepsucie społeczeństwa – najzwyczajniej do mnie trafiła (w odróżnieniu od Konrada). Rozwalone psie głowy, scena usiłowania gwałtu, flaki zostawiane przez ciała tych, którzy mierzyli się z Dr. Manhattanem – to wszystko sprawiało, że ponura wizja snuta przez Rorschacha była bardziej rzeczywista. I chyba po prostu wolę cios tasakiem w głowę, niż pojedynczy kopniak Silk Spectre powalający byczego więźnia.

zestaw2

10. Im bardziej zbliżał się koniec filmu, tym podobał on mi się mniej. Bo najlepsze rzeczy były właśnie na początku – wspomniana czołówka, ale także cudownie rozciągnięta scena zabójstwa Komedianta. Dla mnie istny balet, bardzo się cieszę, że nie była przeplatana z gadką detektywów, jak to miało miejsce w komiksie.

11. Nie będę tutaj odkrywczy, gdy powiem, że sprawdzony patent wiernego odwzorowania niektórych kadrów komiksu oraz poprowadzenia niektórych dialogów słowo w słowo to jest coś, co komiksowe tygrysy lubią najbardziej. Pewnie – widzieliśmy to w „Sin City” i „300”, ale dalej cieszy, że film przez większość czasu można oglądać z komiksem na kolanach, a dialogi nie zostały pocięte, chociaż nie pasują do masowego filmu o superbohaterach.

Za pięć 12. Z nadzieją patrzę w przyszłość, licząc że film spodoba mi się bardziej po obejrzeniu wersji reżyserskiej i „Opowieści czarnego frachtowca” na DVD. Niestety „Watchmen. Strażnicy” nie są adaptacją komiksu, na jaką zasługują fani (bo zgadzam się z częścią punktów Konrada), ale jednocześnie nie będą zrozumiali dla innych. W efekcie nie poleciłbym go nikomu nieznającemu pierwowzoru. Chociaż według mnie to jest wciąż dobry, misternie wykonany film.

komentarzy 131

  • zadnej stycznosci z komiksem wczesniej nie mialem
    i film mi sie podobal w pyte
    choc dalo sie odczuc ze niektore rzeczy sa z dupy to ogolnej zabawy mi to nie popsulo

    mojej kobiecie najbardziej sie podobala otoczka i kadry

    a mi historia do ktorej przez wasze zdanie bedzie trza siegnac -_-‚

    no i sceny akcji byly wyborne

  • Pociesz się tym, że film zmienił na tyle dużo rzeczy w fabule, że czytając komiks nadal masz przed sobą mnóstwo świeżego materiału :)

  • hm…. zakoczenie nie bylo zle z tym wykorzystaniem doktora Manhatana… Ale co oni zrobili z postaciami to masakra…
    Nawet mi sie rozpisywac nie chce…

    Ale czołówka genialna… Scena erotyczna tyz.

  • Co zrobili z postaciami? Postacie wpytę były.

  • chyba ty:P. Rozwine:P. Postacie, ktore byly istotnie byly fajne, ale nijak sie mialy do swoich komiksowych odpowienikow. Np. Puchacz byl za „bohaterski”, zupelnie inaczej odbieralem ta postac, chocby to ze jest swiadkiem smierci R. Jakby chcieli zrobic z niego takiego Madafakera. Ozymandiasz jednowymiary. Komediant równiez.Najgorsze , ze najwazniejszych postaci tak naprawde wcale nie ma…
    Gdyby to byl 12 odcinkowy serial…
    To bylby to naprawde dobry serial:)

  • Kto jest ważniejszy niż Rorszark, Laurie, Komediant, Ozymandiasz, Puchacz i Manhattan?

  • Trreker: Eeeee. A może jakieś argumenty pozwolisz? Co oznacza jednowymiarowość Ozymandiasza i Komedianta?

    „Nijak się miały”? Dr Manhattan nijak się miał? Dalej czekam na rozwinięcie, to powyżej to jakiś żart chyba.

  • Dobry film. Nie podobał mi się Veidt. Bardzo. Ale ogólnie to dobry film.

  • ok, to ja zeby nie bylo wezme do reki tomiszcze i napisze o co mi chodzi dogladnie:). Bo istotnie to moze brzmiec dziwnie. Ale najpierw rzeczy na studia:P.

  • A podobno na DVd ma być dodatkowe 40 minut. That’s true?

  • Dla mnie film był trochę jak przejażdżka kolejką górską po najważniejszych wątkach z komiksu. Efektowna i z rozmachem, ale odarta niestety z głębi pierwowzoru. Może faktycznie zrobienie z tego serialu wyszłoby Strażnikom bardziej na zdrowie. Za to zakończenie filmowe zacniejszym mi się zdaje (tzn. nie scena w redakcji, a sami- wiecie- co).

  • Film nie jest zły… Ale komiks lepszy. Nawet nie jestem pewien, czy serial by go w pełni oddał. Chyba dopiero teraz uświadomiłem sobie jak dużo lepszym środkiem przekazu jest komiks.
    Ale intro było fajne.
    A teraz przyznać się – Kto zaczął się śmiać gdy z dymu wyłonił się gigantyczny Jon z Rajdem Walkirii lecącym w tle?

  • No mnie ostro wtedy zgięło ;D.

  • U nas w kinie grupkę ludzi bawiło setnie przyrodzenie Dr. Manhattana, jak również sceny ruchania. Co smutne, byli chyba w moim wieku.
    Heh, a Warhol z obrazem Watchmenów? Też fajne. I chyba Capote tam stał koło niego.

  • Tak, tak. Dlatego mówię, że czołówka prześwietna.

    Z kolei u mnie w kinie za mną kolesie nie mogli zdzierżyć Nixona, który moim zdaniem był świetnie zrobiony, ten głos, ten kulfon… acz ja z Nixonem już urobiony jestem po „Futuramie”, to może mnie jego głos tak nie wkurwiał jak innych ;).

  • Właśnie z Nixonem trochę przegieli pałkę imho, wyglądał trochę jakby miał maskę z papier-mâché, ale ja znowu jestem po „Frost/Nixon”, gdzie wyżej wymieniony był jak żywy.

  • No, intro srogie było. Wielkie dzięki za linka. Pomyśleć, że od dnia premiery bezmyślnie w youtubie bez powodzenia stukałem…
    Kurde, serial to chyba zły pomysł. Straciłby na epickości. Może, rozbić film na 2 części… I albo drugą z miesiąc po pierwszej puścić albo dłużej poczekać, żeby widzowie kupili komiks i docenili kunszt Zacka w „dwójce” :].
    Roarsharch był świetnie dobrany.
    Puchacz nie był najgorszy.
    Z Ozymidiasza zrobili bubka.
    Dr Manhattan był też dobry (postać, nie realizacja wątku)
    Komedianta bardzo fajnie dobrali, bo facet na serio miał urok osobisty, co kłóciło się z jego skurwysyństwem. Chyba go za Sally pokochała.
    Taka moja lista :).

  • Ale i tak najśmieszniejsi sa kolesie, którzy mówią, że Dr Manhattan był taki nienaturalny, głos miał taki nieziemski… zresztą, zacytuję jednego takiego mądrego: „Dr Manhattan to najgorsza postać wykreowana chyba kiedykolwiek w filmach na podstawie komiksów – jest bezpłciowy, niezrozumiały i ciężko czuć do niego sympatię lub nienawiść”. Alan, Ty debilu, on miał taki być!

    @Soll: W razie czego mam to intro już zgrane na dysk. Quick Time *.mov 54mb – nie zginie ;).

  • komiks jest innym źródłem przekazu ale moim zdaniem , nie lepszym. W filmie główne ograniczenie to czas. Oraz to ,że od komiksu możesz się oderwać na jakąś chwilę a w kinie nie za bardzo ( inaczej jest z dvd ale kino to jednak kino). W kinie masz ruch i dźwięk co czyni z niego dużo lepszy przekaz.

    Inna sprawa jak ktoś robi gówno a nie film. Ale wtedy nawet taboret jest lepszym źródłem przekazu.

  • Nie no, castingowo to jak dla mnie było bez pudła. A serial też chyba da się zrobić epicko:) a byłoby gdzie drugoplanowe wątki powciskać. Możnaby też te fragmenty, które w komiksie są samymi literkami (z artykułów, książek itp) nakręcić w formie jakiegoś dokumentu i powplatać gdzieniegdzie.

  • mr.ciacho

    Ja byłem w kinie z kumplami którzy nigdy w życiu żadnego komiksu nie czytali, a wszystkie wątki załapali i byli filmem zachwyceni.

  • O_o, a ile wcześniej wypili?

    @canty – Ty uważaj, bo zaraz znów jakaś koszulka z Twoim tekstem poleci ;).

  • właściwie to się mogę obiema rękami pod waszą recenzją podpisać.
    czołówka zajebista, ciary all the way.

  • Tak, chichranie się dorosłych ludzi na widok niebieskiego penisa u mnie na sali też odchodziło.

  • Nie będę się powtarzał z czołówką (chyba najmodniejszy moment całego filmu – dla osoby obeznanej z komiksem ofkors); śmierć pana od plam zadziała na mnie dużo mocniej w kinie niż w czasie lektury (te trzy kadry z komiksu zostały po prostu bardzo dobrze zagrane); podkład muzyczny często sprawiał wrażenie wrzucanego na siłę; dopiero po godzinie po wyjściu z kina zorientowałem się, ile wątków rozpoczęto i nie zakończono/wyjaśniono i jak bardzo mogło to być niezrozumiałe dla odbiorcy, który nie miał styczności z komiksem…

    Zmiana fabuły: imho to zostało wymuszone długością filmu. Nie było czasu na poprowadzenie wątku zwykłych mieszkańców NY, toteż trzeba było opuścić mocno powiązany z nimi wątek komiksu, dalej poleciały porwania artystów, wyspa, potwór i sama katastrofa. W sumie szkoda, bo ucierpiał na tym odbiór ogromu ceny zapłaconej za pokój…

    Ogólnie zgadzam się z Wami – nic szczególnie nadzwyczajnego…

  • u nas nikt sie nie smial z czlowieka viagry. ale powiedzcie mi jedno – to, dlaczego manhattan jest superfajny, to wiem. ale dlaczego reszta moze skakac i wszystkich rozpiepsza? mieli jakies treningi w tybecie? pogryzly ich radioaktywne pajaki? czy po prostu sa najfajniejszymi ludzmi na swiecie? ale serio pytam.

    btw: jezu, jak to archiwuym moje strasznie wyglada…

    aha, i jeszcze jedno: skoro ten tam ozymandiasz sie jaral aleksandrem MACEDOŃSKIM, to czemu postawil sobie na biegunie EGIPSKĄ piramide? ok, rozumiem, ze macedoński podbil tez egipt, ale przeciez nie tylko. i po co mu ten kot? i czemu kot ma imie egipskiego miasta, a nie ma nigdzie konia bucefała? i czy kot jest fioletowy z konkretnego powodu, czy ma randomowy kolor jak manhattan?

  • Ja se powiedziałem że na film pójdę na czysto bez przeczytania komiksu. I Szczerze powiedziawszy to film mnie sie podobał. Intro istotnie mnie zniszczyło. Nie wiem, bo jeszcze się nie zabrałem bo czasu nie mam (sratatata czytam poprostu co innego), jak wygląda przedstawianie postaci w komiksie, ale tutaj jednak całkiem okej poradzili sobie z pokazaniem samej psychiki postaci. Co prawda przez te retrospekcje moja dziewczyna zgupiała, ale powiedziała, że Roscharch był super. Z tego co widziałem z okładek komiksów, Puchacz się zbatmanił. Póki co dla mnie to główny grzech autorów filmu.

  • JAPONfan

    Puchacz się zasowił. W stylu Sowy z „Ziemi 2”.

  • silvergary

    Film wymiata. Czołówka była bardzo dobra, potem było trochę gorzej (przez jakieś 30 minut) ostatnie 2 godziny :) były naprawdę wspaniałe.
    Rorschach był najwyższej próby socjopatą – scena „zniknięcia” waltera – nic dodać nic ująć
    Puchacz nie był taki heroiczny jak by się mogło wydawać…. na początku to trochę taki pierdołowaty
    Komediant – łaaaaaa przez cały film można się zastanawiać czy go kochać, czy go nienawidzić, czy jest dobry, czy zły. Super zagrana rola!
    Itd. itp. Film mi się bardzo podobał, a byłem z ludźmi nie znającymi komiksu i nie dość że zrozumieli wszystko to jeszcze bardzo im się podobało. To, że film nie przeniósł całego komiksu jest tylko zaleta, może dzięki temu więcej osób po niego sięgnie, bo przecież zostało jeszcze tyle do odkrycia (postacie drugoplanowe, cała historia piratów itd.).
    Polecam każdemu kto ma ochotę na dobry film, a widział już slumdoga :)

  • Bardzo celnie wypunktowaliście i zgadzam się z Wami w tych punktach. Niemniej film jako całość odbieram bardzo pozytywnie.
    Podobnie jak unka, byłem zaskoczony siłą i sprawnością bojową Watchmenów. Komiks czytałem tylko raz, ale nie zapamiętałem tych postaci jako jakichś megaherosów, którzy są w stanie rozpieprzyć we dwójkę bandę zbirów. Nie mówię, że to źle, że tacy byli w filmie bo sceny walk mi smakowały, ale byłem zaskoczony.

  • ja nie wiem, jak to jest, ze wy trafiacie na samych ludzi, ktorzy nie czytali komiksu i wszystko rozumieli i wszystko im sie podobalo. gadalam o tym z paroma osobami i opinie byly raczej, ze film jest glupawy. jeden kolega stwierdzil, ze mu sie podobal, mimo, ze byl glupawy. ale jak byl na seansie to ludzie wychodzili z sali zwyczajnie, bo nie zdzierżyli.

  • I tak mniej osób wyszło w trakcie tego seansu (dwie pod koniec), niż gdy byliśmy z Martą na pokazie prasowym „Fado”:)

  • Moja żona pewnie powiedziała, że jej się podobało, żeby nie robić mi przykrości. Muszę przeprowadzić z nią poważną rozmowę.

    Unka, po co Ty wogóle poszłaś na ten film? Po tym co przeczytałem u Ciebie na blogu, sam plakat krzyczy już do Ciebie, że to jest film, który powinnaś omijać szerokim łukiem. I jeszcze się od twórców domagasz zwrotu 3 godzin życia. To tak jakbym poszedł na Kochaj i tańcz i miał do kogolwiek pretensję o to, że zmarnowałem czas.

  • jaszczu, jak slyszysz, ze komiks byl zajebisty a nie masz go na polce, masz za to wolny wieczor i chcesz sie dowiedziec o co w tej zajebistosci chodzi, to idziesz. i oczekujesz faktycznie czegos dobrego. nie wiem, jak wygladal plakat /: nie sprawdzilam nawet, ile film mial trwac. moja wina, wiem, nastepnym razem bede sie dowiadywac. poza tym ja teraz nie mowilam nic o sobie tylko o opiniach ludzi, ktorzy tak jak ja poszli z ciekawosci oczekujac czegos fajnego. no nic nie poradze ze w przeciwienstwie do was najwidoczniej mam znaomych malkontentow.

  • Nie kuma tych wychodzących z kina. Po chuj w ogóle kupują na ten film bilet? plakatu nie widzieli? nie Zainteresowali się o czym to może być? Nie „zbadali” trochę terenu w googlach? Czy wy też chodzicie do kina na filmy, które potencjalnie wam się nie spodobają? Ja,nie. Nie obchodzą mnie „kochaj i tańcz”, filmy o księżach itp…nie muszę w ten sposób wychodzić z nich w czasie seansu a później besztać. Kurwa jakie to proste przecież- mieć świadomość tego na co się idzie do kina.
    Ale żeby nie było tylko tak źle…na moim seansie było ok. spokojnie, bez wiochy i wychodzących „widzów”.

    Jaszczu widzę napisał o sprawie w podobnym tonie co ja w tym samym czasie. telepatia fanbojów, hehe.

  • mysza, a nie przydarzylo ci sie nigdy w zyciu, ze film, ktory sporo ludzi w googlach i na youtubach obrzucalo w recenzjach miesem po czym ogladales cos i okazywalo sie, ze to jest strzal w dziesiatke, centralnie w twoj gust? bo ja tak mialam z zodiakiem i cloverfieldem np. wszyscy znajomi mowili o zodiaku „nie idź, to gowno, nuda i chala” po czym majac wolny wieczor stwierdzilam, ze i tak na to pojde z czystej przekory. podobalo mi sie niebywale. cloverfield o ktorym slyszalam ze to kila i zżyna z blair witch wgniotl mnie w fotel tak bardzo, ze bylam na nim w kinie 2 razy. wiec sorry, ze nie biore za mocno do serca negatywnych opinii.

  • Unka – jak słyszę że komiks jest zajebisty, to go czytam. amerykanie tak mają że jak słyszą że władca pierścieni jest zajebisty to czekają 50 lat aż go sfilmują.

    na marginesie – wróżę filmowi kultowość, bo reakcje są mocne i spolaryzowane, Wyborcza dała 3 gwiazdki, tyle co Matrixowi.

  • Zodiac był swietny, fakt:]
    ja wiem, że nie ma co słuchać negatywnych/ pozytywnych opinii innych a po prostu samemu się przekonywać o wartości obrazu. Ale, w przypadku Strażników to adaptacja komiksu( w tym wypadku gęsto opowiedzianego) więc specyficzny klimat jest cholernie wkalkulowany w taką produkcje. Wręcz bije z plakatu filmu, więc nie rozumiem zawodu zwiedzonych. że niby czego się spodziewać? Czegoś ala Batman i Robin? Wtedy tez by z kina wychodzili. „tak źle, tak nie dobrze”.
    W ogóle to ludziom się w dupach juz kompletnie poprzewracało…ale to tak na marginesie.

  • gonz, ja w komiksach siedze od naprawde niedawna i o strażnikach dowiedzialam sie z tego bloga wlasnie, jak byl poprzedni artykul, ze bedzie ekranizacja. potem gdzies uslyszalam ze fajny komiks i pewnie go przeczytam, jesli wpadnie mi w rece.

    mysza hahaha, w dupie mi sie poprzewracalo bo mi sie film nie podobal, no dzieki. nie, nie spodziewalam sie batmana. bardziej cos a`la x-men. ale naprawde sie nad tym glebiej nie zastanawialam. albo konrad albo lukasz gdzies napisal, ze przenoszenie komiksu jota w jote na ekran to blad. a wydaje mi sie, ze wlasnie jak najwiecej komiksu tworcy chcieli upchnac w filmie, wiec jest masa watkow pozaczynanych i niepodokanczanych albo niewyjasnionych, ktorych zwyczajnie nie rozumiem. jak dla mnie calosc nie trzyma sie kupy. jak ta laska dowiaduje sie ze komediant jest jej ojcem, to kompletnie nie wiem, czemu zaczyna histeryzowac (no dobra, probowal zgwalcic jej matke, ale to powod zeby sie rzucac na ziemie i tluc jakies krysztalowe konstrukcje – ktore, nawiasem mowiac, nie wiem, po co manhattan zrobil). nie rozumiem tez zmiany o 180 stopni jaka zachodzi w tym momencie w jej bylym, ze nagle chce ratowac ziemi i mowi costam o cudach i jakie to piekne ze z takiego typa wyszla taka ona. no zwyczajnie mnie to nie przekonuje, jakby tam jakiegos dluzszego dialogu zabraklo.

  • nie o tobie myślałem Unka, tylko o „wytrawnych, wychodzących z seansu kinomaniakach”. Ty wytrwałaś całość jak rozumiem.gratulacje.:]
    Nie no ten film jest zdecydowanie fanowski.

    —–edit—- teraz przeczytałem wpis na twoim blogu. Szczerze, piszę bez złośliwości- nie czytaj komiksu Unka. Tam jest więcej tej “idiotycznej fabuły”. Nie przebrniesz na bank.

  • no jak powiedziales, ze nie przebrne na bank, to juz wiem, ze go przeczytam. moze jak jest duzo idiotycznej fabuly to wyjasni sie pare idiotycznych nurtujacych mnie rzeczy. albo okaze sie ze pozjadane dialogi nie sa pozjadane i cos zacznie miec sens.

  • huhu, przekorna dziewczyna:] bardzo dobrze.
    Idiotyzmy idiotyzmami..wiele fabuł superbohaterskich to „idiotyzmy”, taka konwencja. Pozostaje tylko kwestia jak te „diotyzmy” są opowiedziane a to już w przypadku komiksu Strażnicy wirtuozeria.

  • nie zwróciliście tylko uwagi na to że największy żart to była muzyka w filmie.
    Strasznie irytująca.
    Ludzie od muzyki pewnie siedzieli i gadali w stylu:
    „Słuchajcie! Mam! dajmy to do tej sceny”
    „HAHAHHA. ale jaja – ty to masz łeb”
    „hahahahha”

    dla mnie to trochę kpina była z tą muzyką

  • Jeśli chodzi o dobór piosenek, to jest on trochę na zasadzie „widz lubi to co zna” i chyba jedynym momentem kiedy mi to zgrzytnęło była Nena z „99 luft balloons” podczas kolacji Puchacza z Laurie, totalnie od czapy to było. Ale już Tyler Bates z muzyką do walki w więzieniu dał radę.

  • a ja batesa nic nie wyłapałem. po obejrzeniu filmu wydawało mi się że on tylko kawałki cudze do OSTa wibierał, bo jedynu instrumental co mi sie wkręcił w ucho, to kawałek z Koyanisqatzi. W trakcie walki w więzieniu była muzyka? tam wogóle był jakikolwiek score???

  • Był, był, ale nadal koleś nie przeskoczył poziomu z „300”.

    kliku klik

  • Cloverfield… no tam to była fabuła… no i te wątki dokończone:))))

  • Nie no, „Cloverfield” był podany jako przykład filmu ze złą opinią, a nie z rewelacyjną fabułą.

  • „Cloverfield”… Film, przez który nigdy nie polecę z własnej woli do NY

  • haha, nono, jak wyszlam z kina to tylko czekalam, czy zza zieleniaka (taki popularny u nas wiezowiec) wyloni sie jakas bestia. a fabula, owszem, byla i bede jej bronić.
    “99 luft balloons” faktycznie bylo od czapy.

  • Nho te 99 to do luftu, ale ogólnie muzyka pasowała.
    Ja komiksu nie czytałem, tylko troszke sie zorientowałem co i jak (czyli ze duzo watków i ze może być kiepsko z upchnieciem tego). Jakos nie uważam ze ktos kto nie czytal komiksu nie zrozumie o co chodzi. Co prawda mozna sie zakrecić ale bez przesady nie róbmy z ludzi debili. Chyba nie trzeba za każdym razem pisać ze ta scena to retrospekcja… :)
    Unka Manhattan miał kręcka i mu sie nudziło a stary byl zegarmistrzem to se zbudowal zegarek, tylko taki większy. A pozatym co za różnica jaki domek sobie zbudował Veidt ?? Taki mu pasowal i tyle. A co do kota to pewnie byl w komiksie i tyle…przynajmniej ja taką przyjąłem strategie.

    Dr Manhattan na sali dostał ksywke Dr. Zwis :), mnie to jakoś nie ruszyło ale kolesie z tyłu mieli chyba kompleks albo ujawniła sie u nich fascynaajca meskimi członkami bo cały czas cos mówili o zwisach. Myśle ze duzo ludzi poszo na film z nastawieniem „bedzie cos jak X-men” a tu zonk. Troszke to też wina zwiastunu. Pozatym jak sie idze na film to mozna chyba zobaczyc ze trwa 3 godziny…a nie nudzić ze długi.

    Jak dla mnie film git, a poczatek to miazga.

    P.S Jak dla mnie to Rorschach mógłby być głównym bohaterem i siekać sie z Jokerem….ale to juz inna bajka.

  • A ja specjalnie dorwałem komiks,aby nie wyjść na głupa i się nie zapytać „Dlaczego Rorszarkowi się maska zmienia?” albo, jak mój znajomy zapytał się, dlaczego Watchmen przetłumaczyli jako „Strażnicy” skoro Watch to zegarek…

  • dali byście osta przed spojlerami :D prawie zaczałem to czytać

  • Titos: Komediant ginie.

  • Hulk wygrywa.

    Scena seksu Silk Spectry i Manhattana- Cumshot, credits…

  • A Święty zabija Boga…

  • a wlasnie, marcin, czemu ta maska sie zmienia?

  • W filmie nie wyjaśnili?

  • Rorsharch wykonał ja ze specjalnego materiału, wzór zmienia się według zmian temperatury ciała. Plamy te to nawiązanie do testów psychoanalityka Rorschacha, od którego Kovacs przyjął nazwisko na pseudonim.

  • Mnie zawsze zastanawiało, co on widział przez tą maskę.

  • Sama tkanina została wymyślona przez Dr Manhattana i została użyta do uszycia sukienki do pewnej młodej gwiazdki, która zginęła tragicznie i nigdy nie odebrała ciucha z warsztatu krawieckiego w którym pracował Kovacs.

    Rob: miał plamy hohoho przed oczami łohahahha

  • JAPONfan

    A nie ukradł z tej fabryki co w niej pracował?

  • Dokładnie tak.

  • konradh- A to nie było tak, że jej się najpierw nie podobała sukienka, a potem zginęła? Ofkorz, mogę się mylić. Ty tu jesteś Watchgeek.

  • Znaczy się tak, tak, ale tak czy siak, tym bardziej nie odebrała :) A jej śmierć była dla Kovacsa kolejnym dowodem na zło tego świata itd. W ogóle chyba to morderstwo było oparte na jakimś prawdziwym zdarzeniu, ale już nie pamiętam konkretnie o co chodziło.

  • nie, maciej, w filmie tego nie wyjasnili. caly czas myslalam, ze jak on zdejmie tą maske, to bedzie tam jakaś plazma co sie przelewa i tworzy te wzory. a tam zwykla twarz. i tez nie wiadomo o co chodzi. jak dobrze jest wiedziec, ze o coś chodzi…

  • COMIC!!! READ THE FUCKIN COMIC!!…
    Wracając do Kovacsa, konradh, tak to było oparte na prawdziwym zdarzeniu, gwałt i morderstwo.

  • I FICKIN WILL!!!!! OK????

    zrobic blad w fuckin – awesome fail

  • Marcin stworzył kolejny leitmotiv na koszulkę…
    WATCHMEN
    RTFC!

  • JAPONfan

    Nalezy dodac ze jej przypadk nazwany od jej nazwiska w polsce nazywamy „znieczulica społeczna”. Czyli dostajesz w rło na przystanku pełnym ludzi i nikt nie reaguje bo kazdy mysli ze zrobi to ktos inny.

  • OK!!!! trzymam za słowo :P Bo sam musiałem nieźle się namęczyć, żeby ukra…pożyczyć te 3 zeszyty. W cipę (wulgaryzm) tekstu ale dzięki tej lekturze na pewno lepiej zrozumiesz wątki filmowe.

  • Marcin: zerknij teraz na Allegro, „Strażnicy” dostępni są do kupienia chyba we wszystkich możliwych wydaniach. Choć w mocno dyskusyjnych cenach.

  • Nie mówię, że nie kupię. WSK się zbliża, a ja jestem w takim wieku, że nie pracuję ergo nie mam kasy ergo muszę oszczędzać. I tak na wyjazd, komiksy itp. związane z sobotnim spotkaniem wydam około 100 zł, dla mnie to w cholerę (wulgaryzm) kasy.

    Teraz zobaczyłem, że za 100 zł można mieć wszystkie 3 części Strażników.

  • Nie daj się ogłupić – angielskie wydanie w sklepie z takowymi kupisz już za 72. W jednym tomie – pewnie wygląda jak „From Hell”.

  • Hm.. interesujące… Mieć jedno zajebiste (wulgaryzm) wydanie po angielsku… No, to dopiero bym laski wyrywał XD

  • Rob-
    „Mnie zawsze zastanawiało, co on widział przez tą maskę.”

    Oczywiste – Manhatan przewidział to ,że tkanina pójdzie na maskę dla Kovacsa i zrobił takie czary mary ,że można było przez nią patrzeć.

    Jak się ma w komiksie taką postać jak Dr.Manhattan to wszystko można racjonalnie wyjaśnić. Oprócz samej postaci.

    Haha ale „WATCHMEN RTFC! ” to dobre jest :D

  • RTFC! pasuje też do „Wanted”, które wszyscy kojarzą ze średnim filmem.

  • Imo film jest zdecydowanie skierowany do komiksowej publiczności. Tak naprawde wydaje mi się, że osoba komiksami w ogóle się nie interesująca, obok filmu przejdzie obojętnie, albo tak jak pisaliscie wyżej, po prostu wyjdzie z sali. Bo analizując go krok po kroku, to trudno jest stwierdzić do jakiego odbiorcy (prócz komiksowego geeka) jest on skieorwany: ni to thriller, ni to kryminał, wątków sesnasyjnych też niewiele, fabuła wlecze się i tak naprawde do końca nie wiadomo co jest główną osią fabularną. Taki zwykły widz, chce się na filmie dobrze bawić, popaść w refleksję po seansie, albo po prostu zobaczyć jak fajnie piorą się po ryjkach. U takiego kogoś, oglądając „Zegarkowiczów” :P pojawia się obojętność.

    Mnie film niczym nie zaskoczył, czy to fabularnie (komiks znam bardzo dobrze) czy to wizualnie. Ot taki jedno – maksymalnie dwu -strzałowiec. Obejrzałem, ale jakichś większych emocji z nim związanych nie odczuwam.

  • Ano właśnie, jednocześnie chyba nie było w „Strażnikach” nic, od strony wizualnej, co mogłoby jakoś zostać podniesione przez następne filmy tak jak zwolnienia z „300” czy kadrowanie i zabawy kolorami jak w „Sin City”.

  • a całus przy nuklearce?

  • Film mi się podobał, wiadomo było sporo uproszczeń, niestety przy tak obszernym temacie raczej nie dało się tego uniknąć. Świetne intro, świetna scena śmierci komedianta, genialna muzyka (szczególnie jeśli ma się te prawe 40 lat na karku jak ja ;-) )

    Co mi się nie podobało? Te łebki* które siedziały za mną i przeżywały zwis Dr, scenę seksu do muzyki znanej im tylko ze Shreka itp.

    *Łebki miały pewnie 20 kilka lat, ale psychicznie :/ …

  • cytaty z unki: „aha, i jeszcze jedno: skoro ten tam ozymandiasz sie jaral aleksandrem MACEDOŃSKIM, to czemu postawil sobie na biegunie EGIPSKĄ piramide? (…)”
    Oglądałaś ten film z zamkniętymi oczami? Nie widziałaś, co on miał w biurze? Jakie miał hasło na kompie?

    unka once more: „jak ta laska dowiaduje sie ze komediant jest jej ojcem, to kompletnie nie wiem, czemu zaczyna histeryzowac”
    Ucieszyłabyś się, że twój tatuś mordował cywilów w Wietnamie i robił setki innych hm kontrowersyjnych rzeczy? Ja nie za bardzo.

    i jeszcze asu: „dla mnie to trochę kpina była z tą muzyką”
    Początek muzycznie był trochę zbyt nachalny, ale poza „Balonami” muzyka była super (zwłaszcza, gdy była wstawiona przekornie – spokojna do dynamicznych ujęć), wiele utworów ma mocno osadzone w kulturze konotacje (najbardziej oczywiste są walkirie), więc to takie puszczanie oka do widza.

    A poza tym. Początek trochę przeciągnięty, realizatorzy trochę za bardzo się skupili na smakowaniu detali, ogólnie konstrukcja serialu przeniesiona na duży ekran nie do końca się sprawdziła, film miał miejscami dłużyzny, które spokojnie można było załatwić w jakiś szybszy sposób. No i Nixon miał fatalny nochal, jak clown.

    Ale ogólnie mnóstwo okey! Nie czułem za bardzo pourywanych wątków (mojemu koledze za to „czegoś brakowało”, ale nie wie czego). To co trzeba, zostało dociągnięte do końca. Alinie też się podobało (komiksu nie zna). Stwierdziła, że niebieski był głupi, bo załatwił na końcu nie tego kolesia, którego powinien. ;)

  • > Oglądałaś ten film z zamkniętymi oczami? Nie widziałaś, co on miał w biurze? Jakie miał hasło na kompie?

    Swoją drogą, jak na najsprytniejszego człowieka na Ziemi, to hasło miał wyjątkowo debilne.

  • jarek, rob juz napisal, ze jak na najsprytniejszego… poza tym co, zbudowal piramide bo mial w gabinecie książke o ramzesie? czemu nie mial nic o swoim ukochanym aleksandrze? czy gdyby zwe zlowgrogie plany pisal w pokoju wypelnionym indianskimi totemami to wybudowalby wielki wigwam?
    a co do komedianta – manhattan tez zabijal a jakos nie przeszkadzalo jej to sie z nim pukać i odbic go żonie.

  • Wiesz, ja wolałbym żyć z morderczynią, niz być synem mordercy. Zresztą, Komediant próbował zgwałcić starą Silk Spectrę… Nie wariowałabyś, jakbyś się dowiedziała, ze facet, który próbował zgwałcić twoja matkę jest twoim biologicznym ojcem?

    Bez urazy, nie chcę nikogo urazić.

  • nie, bo to jakby ode mnie niezależne. nie mialam na cos takiego wplytu, wiec czemu mialabym wariowac? tym bardziej, że zostal zamordowany, wiec juz w ogole bez sensu plakac nad rozlanym mlekiem. znam pare osob, ktorych ojcowie sa wyjatkowymi bydlakami i jakos nikt sie przez to nie rzuca na ziemie we łzach.

    a tak z ciekawosci, marcin… jakbys zyl z morderczynią, to splodzil bys z nia dzieci? bo jak mowisz, ze gorzej byc dzieckiem mordercy to chyba nienardzo.

  • Wiecie co, chyba pogrążacie się w swoich rozważaniach w coś bardziej kretyńskie głębiny.

  • fakt ): w komiksie bylo cos wiecej niz proba gwaltu? komediant moze probowal molestowac swoja corke czy cos?

  • Nie, nic z tych rzeczy. Może się powtórzę, ale radziłbym przeczytać komiks. Pytania brane z sufitu po pewnym czasie nudzą się.

  • Unka jestem Twoim fanem:D Serio.

  • unka: „nie, bo to jakby ode mnie niezależne. nie mialam na cos takiego wplytu, wiec czemu mialabym wariowac?”
    A dlaczego ludzie odchodzą od przybranych rodziców jak sie dowiadują, że są adoptowani? Przecież nie mieli na to wpływu, że ich biologiczni rodzice ich np. porzucili? Rozważasz takie rzeczy, że po prostu nie ogarniam.

    „znam pare osob, ktorych ojcowie sa wyjatkowymi bydlakami i jakos nikt sie przez to nie rzuca na ziemie we łzach.” A ja znam paru takich bydlaków, jednego z nich dzieci musiały zakuć w kajdanki w oczekiwaniu na przyjazd policji, a nie była to ani pierwsza, ani zapewne ostatnia interwencja. Masz jeszcze jakies kretyńskie przykłady? Naprawdę musiałaś rozglądać się po sali zamiast patrzeć w ekran, skoro nie zauważyłaś, że Komediant był kawałem drania.

    To samo co do Ozymandiasa – uczepiłaś się tego Aleksandra jakby był jedynym elementem biografii Veidta.

  • Poczekam aż tvn puści ten film.

  • jarek, nie bulwersuj sie. ja sie o nic nie spieram, tylko pytam. a czemu adoptowani odchodzą – to nie wiem, znam tylko dwojke adoptowanych ludzi i nie slyszalam, aby planowali zrywac wiezy z rodziną na rzecz biologicznych rodzicow. ale takie przypadki ponoć są, w telewizji mowili /:

    i nie kwestionowalam faktu, ze komediant to kawal drania, skad ci sie to wzielo?

  • Stąd, że pytasz dlaczego SS się tak wkurzyła – nawet Konrad w tekście, który jakby na to nie patrzeć, komentujemy, poruszył ten wątek.

    Owszem, film jest skrótowy, ale oglądając go _uważnie_ można wyłapać powiązania między postaciami, nawet między Komediantem, Laurie i Sally. (Czytałem „Watchmen” jakieś 7-8 lat temu, więc nie jestem nim jakoś strasznie przeżarty, żeby mi uzupełniał luki w fabule filmu. Tyle że na początku nie łapałem polskich ksywek. ;) )

  • powiazania wylapac owszem, mozna, ale wydaje mi sie, ze mozna by je bylo tez lepiej zekranizowac. z reszta, niewazne, juz dostalam opierdol ze komiksu nie czytalam i ze jak cos nie wiem, to mam przeczytac a nie sie pytac. wiec po prostu tak zrobie.

  • :) Słusznie, komiks jest naładowany informacjami po brzegi.

    A żeby zmienić temat: Moore każe się usuwać z czołówki tak dla zasady?

  • Owszem, tak sobie założył, twardy jest.

  • Jak Roman Bratny nieprzymierzając.

  • I autor scenariusza do filmowego „Wiedźmina”.

  • No kiepsko to wygląda, jak jest napisane „Film oparty na komiksie Watchmen narysowanym i współtworzonym przez Gibbonsa” czy coś w ten deseń.

    Swoją drogą dopiero jak leciała lista płac to przeczytałem, że obok Bowiego w czołówce stał Jagger. ;)

    Maciej: TVN? No to ani Bowiego, ani Jaggera nie zobaczysz, bo ich obetną. Nie zobaczysz też polskiej telewizji na ścianie telewizorów Ozymandiasa, też obetną. ;)

  • No Jagger jest – więcej celebirites i innych smaczków z filmie wyłapał WO:
    http://wo.blox.pl/2009/03/Who-watches-the-Watchmen-again.html

  • Te smaczki Orlińskiego, to są ciekawostki na poziomie „hej, zobaczcie, tam jest ostatnia wieczerza”. Choć rozważania nad domniemaną lokalizacją biurowca Ozymandiasza są dobre.

    Po co Paweł czytasz takie rzeczy przed seansem?:)

  • Wytrzymać i doczekać się już nie mogę. Apetyt sobie zaostrzam. :)

    I tak je zapomnę, bo to są jakieś detale, których się potem szuka z palcem na pauzie.

  • ło gildia na motywie :D

  • Aha, unka, jeszcze jedno, to naprawdę nie wymaga znajomości komiksu (to taki jaskrawy przykład, że mogłem go zapodać na początku). Sprawdź kto nosił imię Ozymandias. Podpowiem: nie było to żaden Aleksander.

    I przy okazji. Nie ma się co dziwić, że najsprytniejszy facet na ziemi miał takie a nie inne hasło w komputerze. Wg niedawnych informacji ulubionymi hasłami Amerykanów są „pass” i „1234”. A co dopiero mówić o zabezpieczeniach sprzed ponad 20 lat…

    pawelk: To wcale nie są detale, które ogląda się na pauzie. Ujęcia w czołówce są bardzo długie i można spokojnie wiele rzeczy wyłapać.

  • @Jarek – to już nie love, sex i god?

  • No ja słyszałem o 1234. Rozbawiło mnie to o tyle, że są to hasła m.in. do kart kredytowych i innych usług bankowych, a wiele banków nawet w Polsce wymusza na klientach takie hasła, że ciężko je spamiętać. Ostatnio nawet hasło na pocztę musiałem zmienić na jakiegoś łamańca, bo hasło z samych małych literek, nawet jedenastu, to już za mało.

  • Doswiadczenie uczy, ze jesli sie na kims wymusi kozystanie ze skomplikowanego hasla, to te haslo bardzo szybko bedzie na przyklejonej do monitora karteczce.

  • Twoja wypowiedź tłumaczy, dlaczego Adrian miał hasło pod ręką. ;)

  • jarek, czyli twierdzisz, ze jak jest amerykaninem, to mozna go traktowac ulgowo?

  • Kurde, Unka – bez przeczytania komiksu nie da rady, tzn. ja też czytając komiks uznałem akurat fragment z hasłem za trochę giętki, no ale tam (w komiksie znaczy) wszystko jest wynikiem jakiegoś ciągu myślowego, wynikającego zresztą z monologu Rorchacha. Patent z książką był w filmie już skrajnym uproszczeniem tej komiksowej sceny.

  • ja to wszystko rozumiem! tylko nie rozumiem, czemu jarek tak zaciekle filmu broni, jakby to bylo to samo co komiks i jakby oparcie filmu na fantastycznym komiksie automatycznie czynilo owy film fantastycznym. a jarek broni chyba wszystkiego w tym filmie (;

  • Chyba broni już tak z rozpędu po prostu :)

  • Unka, jak przeczytasz komiks, to też będziesz bronić filmu:P

  • Chyba byłem na jakimś innym filmie – nikt nie wyszedł, nikt nie komentował Doktora Zwisa. Odniosłem wrażenie, że większości się podobało. Mi także. :)

  • O kurczę, dziś jest nie dość, że piątek trzynastego, to jeszcze 45 rocznica śmierci Kitty Genovese.
    klik klik

    !!!

  • Ależ Wodzu, co Wódz?

  • W „Strażnikach” to właśnie śmierć Genovese była jednym z powodów, przez które Kovacs stał się Rorschachem.

  • Ale ja o tym piątku 13.
    Że niby co – strzelasz dziś do czarnych kotów i unikasz drabin ?

  • Ja strzelam, ale z procy. A drabiny podpalam. Efektowniej.

  • To się nazywa zbieg okoliczności po prostu, Paweł. Na dodatek dzisiaj jest 20 rocznica wynalezienia WWW i 10 lecie obecności Polski w NATO.

  • a taki miły dzień się zapowiadał…

  • hmm… faktycznie… piatek 13. piekny dzien na przejazdzke do warszawy. pewnie znowu trafie do przedzialu z masą żuli albo kolesiami z pierdla.

  • Nie bronię wszystkiego w filmie, ale potrafię sobie wyobrazić, że w 1985 roku podejscie do zabezpieczeń danych było zupełnie inne, niż teraz. Poza tym film (zwłaszcza rozrywkowy) wymaga pewnych uproszczeń, trzeba widzowi niektóre rzeczy podać na tacy, bo nie może sobie wrócić do poprzednich scen albo np. sięgnąć do encyklopedii jak czegoś nie wie.

  • ok, jarek, zostawiajac te wszystkie pierdy, jakie pisalam, co mi sie nie podoba… chcialabym wiedziec, z czystej ciekawosci, co nie podobalo sie tobie. o ile cos takiego bylo.

  • Penis Manhatana! :D Majtki Manhatana. O pewnych rzeczach już nawet pisałem: 99 balonów, za długa początkowa sekwencja, nos Nixona i ogólne wrażenie skoków jakościowych, w miarę jak pojawiają się wątki z kolejnych odcinków serii (komiks miał dość wyraźne podziały). Niepotrzebna scena z kioskarzem i chłopaczkiem przy końcu, zbyt mała rola pana z tabliczką „koniec jest bliski”. Więcej nie pamiętam, znalazłoby się jeszcze parę drobiazgów.

  • Nos Nixona brzydki (zreszta jak sam Nixon) ale mi przypominał Pinokia. Proste, nachalne a jakie fajne.

    Film fajny, zastanawiam sie czy nie isc drugi raz do kina co nie zdarzyło mi sie od czasu Matrixa :).

  • E ja z dwojga złego wolę jednak poczekać na DVD.

    A co do oglądania filmów po x razy w kinie to czołówkę mojej listy okupują „Requiem dla snu” i „Oldboy” (każdy przynajmniej po 4 razy; swoją drogą bardzo ładnie wydali całą trylogię zemsty, czeka w kolejce do oglądania).

  • zeitgeist

    Ej potrzebuje 2 i 3 tom komiksu, ma ktoś ? Z chęcią odkupię ;] Nigdzie na necie nie mogę znaleźć :( 9088396, krak14@tlen.pl

  • Patrzyłeś na Allegro? Widziałem tam dziś dwa komplety za 150-200 zeta. Raczej trudno będzie Ci dostać tylko 2 i 3 tom. Ja sam pewnie za jakiś czas będę miał jeden komplet na zbyciu i raczej nie chciałbym go rozbijać.

Dodaj komentarz