Opublikowane o 18:02, 4 marca 2009
autor: martasz

Komentarze: 17

alm03
Autorką dzisiejszego tekstu jest Marta, której nie będę przedstawiał, bo tak jakoś mi głupio. (K.)

Jakiś czas temu zaczęliśmy z Konradem czytać “Anders loves Maria”, czego pan redaktor nie omieszkał opisać. W tym czasie “AlM” zyskało wianuszek miłośników, konto na Facebooku, Twitterze, sławę, renomę i gościnne występy u takich sław jak “Questionable Content” czy “Octopus Pie”.

Próbowałam kilkakrotnie przestać czytać ten komiks. Nie utożsamiam się z żadną z tych postaci, co więcej – nie lubię żadnej. Fabuła mnie wykańcza, przeszkody, jakie stają Rene na drodze do regularnego wrzucania nowych odcinków, przestały mnie bawić pół roku temu. A jednak coś ciągle mnie tam pcha. Chyba najbardziej jestem ciekawa, jak autorka wybrnie z tego, co sama namotała. Babska zawiść, kto wie?

“Anders loves Maria” od początku rządził pewien zadziwiający schemat. Kiedy Rene zaczynała rozrysowywać dziwadła fabularne, pokręcone charaktery i życiorysy swoich bohaterów – wtedy nieuchronnie wkraczał seks i znów wracaliśmy do punktu wyjścia – czyli lekko namazanej fabułki, z cienko naszkicowanymi postaciami i rzuconymi kilkoma żartami. Kiedy zaczynała snuć narrację, zapętlać ją – zawsze kończyło się to spiętrzeniem katastrof, złości, zazdrości, kompleksów i ran, a ostatecznie bójką. Tam, gdzie gubiła się fabuła, wkraczał seks lub bijatyka. Niemal jak w życiu!

Jednak u Rene stale miałam wrażenie, że to niedociągnięcia, ciągłe potknięcia w sztuce. Coś jak cysterna pojawiająca się nagle na skrzyżowaniu podczas pościgu w filmie akcji, jak walka na torty, jak odnaleziony po latach krewniak. Taki sprytny zabieg – trwa, jest efektowny, publika się cieszy – jednocześnie nic z tego nie wynika, a jest dobrym sposobem, żeby cichaczem opuścić bohaterów. Niby pójść dalej, niby stać w miejscu. W dobrej narracji takie zagrania bawią, coś zawsze wnoszą, u Rene – niepokoją i irytują, i chyba już wiem dlaczego.

alm04

Zawsze najlepsze są przykłady: otóż nakręcam się, że ta „wylizana” okazuje się wariatką, że mój znajomy z Facebooka, Johann zaraz wszystkich pozabija. A tu co? Nic. Nie wiem nadal, co z tą jej ciążą urojoną, a Johann natrzaskał Andersa i zniknął. Widzę, że główny bohater znowu rozpina jakąś bluzkę, ale patrzę na to przez pryzmat “obyczajówki”, więc czekam raczej na rozsupłanie zawiązanych w zeszłym półroczu wątków (np. homomatka ?!), a nie na perwersyjne mizianki. Błąd. Błąd i powód mojego nieszczęścia. Pewnego słonecznego dnia olśniło mnie, że to nie ja jestem jakaś krzywa, tylko Rene nie robi tego komiksu, który powinna.

Bo jest jedna rzecz, w której Rene śmiga i zwyczajnie – ma swój styl. To seks i gniew. Myślę, że właśnie dzięki graniu tymi dwoma motywami “AlM” jest komiksem, który przykuwa i nie daje spokoju. W tym wszystkim, co napisałam powyżej, nie chodzi przecież o to, że Regenstrom jest złą scenarzystką. Ona nie kopie dialogów i potrafi grać akcją. W czytelnikach umie wywoływać bardzo silne emocje, które np. widać w gościnnych planszach, które są w większości wylewaniem pomyj na Andersa. Oprócz tej niezwykłej zdolności do budowania irytujących tłumy postaci, zazwyczaj całkiem dobrze wychodzą jej te liczne “rozpoczęcia”, ale gdy zderza się w nich z seksem – zaczyna bez sensu hamować i miotać się.

A mogłaby tego nie robić, mogłaby pójść na całość i poszaleć w tym własnym, małym, nordyckim Pandemonium, które stworzyła.

alm02

Rene kopie formę “obyczajówki”, ale jestem pewna, że mogłaby publikować dobry komiks erotyczny. Z dziwnymi postaciami, brutalno-perwersyjnymi relacjami, ze szczyptą społeczno-obyczajowych obserwacji. Oczyma wyobraźni widzę rysowane przez nią mocne erotyczne miniaturki, opięte wokół głównego wątku dwojga bohaterów, którzy nie mogą się zejść, bo na świecie tyle jeszcze nierozpiętych staników i rozporków, tyle gniewu i brudnych emocji, które muszą gdzieś ujść. Jak myślicie?

To mój mały apel do autorki “Anders loves Maria”, która w ostatnim tygodniu znowu zaczęła brnąć w zaułek “nowego” początku. Tym razem melancholijna retrospektywa z dzieciństwa – ostatnia plansza, na którą właśnie patrzę, to dziewczynka wchodząca do namiotu. Ciary, ciary. Nie wiem jak wy, ale ja spodziewam się wszystkiego najgorszego.

Komentarze

JAPONfan dnia 4 marca 2009 o 21:51

Is easy. Maria ma wąty do “wylizanej” bo seksiła sie z Johanem i go jej “ukradła”. A że laska ma pewnie z tego powodu masakre w zyciu (stawiam na to ze była z nim w ciazy a tata “prad jest be” kazal jej usunąc i ma ciagłe poczucia niespełnienia jako kobieta) to stad wydumana ciaża.
Ja wciaz czekam na to aż Anders zacznie myśleć. (tak wiem ze to facet, ale to komiks, w komiksach wszystko jest mozliwe)


U. dnia 5 marca 2009 o 0:06

Nawiążę do przeszkód, które stoją autorce na drodze do regularnych aktualizacji – pokręcone życie prywatne. Nie chcę jej bronić, ale wydaje mi się, że ma problemy z odmotaniem się nie tylko w komiksie, ale i w przestrzeni osobistej. (Choć i tak nie przebija np. Corey Marie tworzącej Scene Language)

Zresztą chyba sama pani Rene ma w planach dość pospieszne zakończenie komiksu, tj. dobrnięcie do finału.

Odnoszę wrażenie, iż AlM szło do przodu (i to w zaplanowanym dość kierunku), gdy przez krótki okres odcinki pojawiały się codziennie. Hm, a potem?

Nordyckie towarzysko-seksualne rozpasanie? Niewykluczone.


konradh dnia 5 marca 2009 o 0:50

U: myślę, że przebija. Marie tylko zaszła w ciąże, Engstorm miała telefonicznego prześladowcę :) No chyba, że coś mi umknęło ostatnio.


U. dnia 5 marca 2009 o 10:42

Hm, nie wyraziłam się jasno. Miałam na myśli brak aktualizacji “bez wyraźnej przyczyny” i zostawienie czytelników w stanie oczekiwania.

A co do Engstorm – wydaje mi się, że u niej poplątało się to jeszcze bardziej.


Maciej dnia 5 marca 2009 o 11:51

Gdzie obrazki? :(


unka dnia 6 marca 2009 o 5:42

nie rozumiem tej recenzji, felietonu czy co to jest. jak to kiedy konczyla sie fabula wkraczal seks i bijatyka? a to nie sa elementy tworzace fabule? o co chodzi z tymi hamowaniami i miotaniem, kiedy zaczyna sie seks? czy to nie są zwykle RETARDACJE?

z innych rzeczy: ja mysle, ze rene jest nienormalna albo zwyczajnie perfidna. jak potrzebowala kasy, bo jej padl skaner, czy costam, to sie wdzieczyla do czytelnikow jak marcowa kotka. a jak ma juz wszystko i pewnie jeszcze kasy jej zostalo, nagle wrzuca komiks raz na dwa tygodnie. zwykle chamstwo.


konradh dnia 6 marca 2009 o 7:22

To zdanie brzmi inaczej, niż je teraz napisałaś przecież i chyba jest całkiem jasne i logiczne.


martasz dnia 6 marca 2009 o 11:12

@JAPONfan:
może być z tym ojcem.. faktycznie.
a anders.. też czekam, co z nim będzie, dziwi mnie tylko, że tak wiele osób zdaje się reagować na tą postać bardzo emocjonalnie. każdy zna takich andersów.

@U:
już nie chciałam o tym w tekście pisać, ale Rene bez przerwy tłucze w World of Warcraft. Widać to na jej Twitterze. Pare razy miała też “najgorszy dzień w swoim życiu, wierzcie mi!”. No i fakt, miała tego prześladowcę i jej dzieci i mąż ciągle chorują.
Może to w ogóle cud, że ona to jednak pcha do przodu..

@unka:
czekałam na ciebie!!!:)
Fabuła to nie akcja, a też narracja, to trochę coś innego. I ja myślę, że ty to doskonale czujesz.
I mi właśnie chodziło o to, że prosi się, żeby u Rene seks i bijatyka były silnym elementem fabuły – czyli całej historii Andersa i Marii. A jest tylko elementem akcji – jakimś kolejnym wydarzeniem, które w dodatku, tak jak mówisz, ostatecznie działa jak “zwykła” retardacja. A retardacja to jest strategia narracyjna, która też – może dużo dawać czytelnikowi i całej historii, a może być tylko prostym rozwiązaniem.
A gatunkowo to są refleksje i postulaty.


unka dnia 6 marca 2009 o 11:42

no nie wiem, jakos nie czuje, zeby seks nie byl tam silnym elementem fabularnym. jak anders wylizal blondyne to sporo akcji wokol tego naroslo. poza tym, mysle, ze informacje kto z kim sypia pomagaja zrozumiec istniejace miedzy nimi relacje. a podejrzewam, ze jeszcze o wielu wspolnie przespanych nocach nie wiemy i dopiero jak sie dowiemy, to zrozumiemy, czemu johann pomaga tej blond mitomance.

a co do rene… polowe z tych najgorszych dni w życiu, tak jak i polowe chorób i podejrzewam, ze nawet przesladowce, to wymyśliła.


U. dnia 6 marca 2009 o 19:39

Mie przesadzałabym z tym wymyślaniem. Chyba, że ma taką aż tak patologicznie silną potrzebę bycia usprawiedliwioną w oczach własnych i osób postronnych.

@martasz hm, a to nie jest tak, że ona się z mężem rozstała i jest samotną matką? A raczej nie taką do końca samotną, wydawało mi się, iż ma nowego mężczyznę. Ale cóż, mogę się mylić.


unka dnia 6 marca 2009 o 21:01

ona nie ma mężą. ma chlopaka, ktory jest ojcem jej dzieci. z ktorym jest. i jest strasznie chorobliwy i dzieci sa klopotliwe i grożą im źli ludzie i skanery sie psują i generalnie caly swiat sie sprzysiągl, aby a<3m nigdy nie doszedl do konca.

brzmi aż nazbyt fantastycznie, jak dla mnie.


U. dnia 6 marca 2009 o 22:34

Mały off – nowy strip jednak jest.

Oukej, tym bardziej nie wiem, dlaczego miałam wrażenie że ten jej facet-ojciec nie nazywał się Rasmus, ale to plotkarsko-pudlowy detal.


JAPONfan dnia 6 marca 2009 o 23:00

Life stranger than fiction?


asdf dnia 6 marca 2009 o 23:52

wg bloga dziewczyna jest w separacji, a znalazla sobie ostatnio faceta, ktory tez ma dzieci z inna i jakos staraja sie razem chodzic. no, cos na ten ksztalt ;)
i dlatego byly rzadko aktualizacje-napisala, ze przez separacje ma problemy ze skupieniem sie na innych rzeczach bodajze.
jejku, ale z nas plotkarze :D


unka dnia 7 marca 2009 o 0:53

ja nie wiem, zupelnie inne rzeczy pamietam z jej wypowiedzi znalezionych gdzieśtam w odmętach internetu. mozliwe tez, ze wszyscy sie mylimy. albo wszyscy mamy racje. albo rene w ogole nie ma dzieci ani męża ani chlopaka D;


JAPONfan dnia 7 marca 2009 o 12:51

I nie ma na imię rene tylko Reanult i mieszka tak naprawde w słonecznym Los Angeles. I to tylko projekt Estrady.


JAPONfan dnia 12 marca 2009 o 12:38

ODcinek z 11 marca. Moge powiedzieć “a nie mówiłem”?


Napisz komentarz
Imię:
Email:
Adres strony:
Komentarze: