in internet

Anders loves Maria, więcej czadu dla Jezusa

alm03
Autorką dzisiejszego tekstu jest Marta, której nie będę przedstawiał, bo tak jakoś mi głupio. (K.)

Jakiś czas temu zaczęliśmy z Konradem czytać „Anders loves Maria”, czego pan redaktor nie omieszkał opisać. W tym czasie „AlM” zyskało wianuszek miłośników, konto na Facebooku, Twitterze, sławę, renomę i gościnne występy u takich sław jak „Questionable Content” czy „Octopus Pie”.

Próbowałam kilkakrotnie przestać czytać ten komiks. Nie utożsamiam się z żadną z tych postaci, co więcej – nie lubię żadnej. Fabuła mnie wykańcza, przeszkody, jakie stają Rene na drodze do regularnego wrzucania nowych odcinków, przestały mnie bawić pół roku temu. A jednak coś ciągle mnie tam pcha. Chyba najbardziej jestem ciekawa, jak autorka wybrnie z tego, co sama namotała. Babska zawiść, kto wie?

„Anders loves Maria” od początku rządził pewien zadziwiający schemat. Kiedy Rene zaczynała rozrysowywać dziwadła fabularne, pokręcone charaktery i życiorysy swoich bohaterów – wtedy nieuchronnie wkraczał seks i znów wracaliśmy do punktu wyjścia – czyli lekko namazanej fabułki, z cienko naszkicowanymi postaciami i rzuconymi kilkoma żartami. Kiedy zaczynała snuć narrację, zapętlać ją – zawsze kończyło się to spiętrzeniem katastrof, złości, zazdrości, kompleksów i ran, a ostatecznie bójką. Tam, gdzie gubiła się fabuła, wkraczał seks lub bijatyka. Niemal jak w życiu!

Jednak u Rene stale miałam wrażenie, że to niedociągnięcia, ciągłe potknięcia w sztuce. Coś jak cysterna pojawiająca się nagle na skrzyżowaniu podczas pościgu w filmie akcji, jak walka na torty, jak odnaleziony po latach krewniak. Taki sprytny zabieg – trwa, jest efektowny, publika się cieszy – jednocześnie nic z tego nie wynika, a jest dobrym sposobem, żeby cichaczem opuścić bohaterów. Niby pójść dalej, niby stać w miejscu. W dobrej narracji takie zagrania bawią, coś zawsze wnoszą, u Rene – niepokoją i irytują, i chyba już wiem dlaczego.

alm04

Zawsze najlepsze są przykłady: otóż nakręcam się, że ta „wylizana” okazuje się wariatką, że mój znajomy z Facebooka, Johann zaraz wszystkich pozabija. A tu co? Nic. Nie wiem nadal, co z tą jej ciążą urojoną, a Johann natrzaskał Andersa i zniknął. Widzę, że główny bohater znowu rozpina jakąś bluzkę, ale patrzę na to przez pryzmat „obyczajówki”, więc czekam raczej na rozsupłanie zawiązanych w zeszłym półroczu wątków (np. homomatka ?!), a nie na perwersyjne mizianki. Błąd. Błąd i powód mojego nieszczęścia. Pewnego słonecznego dnia olśniło mnie, że to nie ja jestem jakaś krzywa, tylko Rene nie robi tego komiksu, który powinna.

Bo jest jedna rzecz, w której Rene śmiga i zwyczajnie – ma swój styl. To seks i gniew. Myślę, że właśnie dzięki graniu tymi dwoma motywami „AlM” jest komiksem, który przykuwa i nie daje spokoju. W tym wszystkim, co napisałam powyżej, nie chodzi przecież o to, że Regenstrom jest złą scenarzystką. Ona nie kopie dialogów i potrafi grać akcją. W czytelnikach umie wywoływać bardzo silne emocje, które np. widać w gościnnych planszach, które są w większości wylewaniem pomyj na Andersa. Oprócz tej niezwykłej zdolności do budowania irytujących tłumy postaci, zazwyczaj całkiem dobrze wychodzą jej te liczne „rozpoczęcia”, ale gdy zderza się w nich z seksem – zaczyna bez sensu hamować i miotać się.

A mogłaby tego nie robić, mogłaby pójść na całość i poszaleć w tym własnym, małym, nordyckim Pandemonium, które stworzyła.

alm02

Rene kopie formę „obyczajówki”, ale jestem pewna, że mogłaby publikować dobry komiks erotyczny. Z dziwnymi postaciami, brutalno-perwersyjnymi relacjami, ze szczyptą społeczno-obyczajowych obserwacji. Oczyma wyobraźni widzę rysowane przez nią mocne erotyczne miniaturki, opięte wokół głównego wątku dwojga bohaterów, którzy nie mogą się zejść, bo na świecie tyle jeszcze nierozpiętych staników i rozporków, tyle gniewu i brudnych emocji, które muszą gdzieś ujść. Jak myślicie?

To mój mały apel do autorki „Anders loves Maria”, która w ostatnim tygodniu znowu zaczęła brnąć w zaułek „nowego” początku. Tym razem melancholijna retrospektywa z dzieciństwa – ostatnia plansza, na którą właśnie patrzę, to dziewczynka wchodząca do namiotu. Ciary, ciary. Nie wiem jak wy, ale ja spodziewam się wszystkiego najgorszego.

Skomentuj

Comment

17 Comments

  1. Is easy. Maria ma wąty do „wylizanej” bo seksiła sie z Johanem i go jej „ukradła”. A że laska ma pewnie z tego powodu masakre w zyciu (stawiam na to ze była z nim w ciazy a tata „prad jest be” kazal jej usunąc i ma ciagłe poczucia niespełnienia jako kobieta) to stad wydumana ciaża.
    Ja wciaz czekam na to aż Anders zacznie myśleć. (tak wiem ze to facet, ale to komiks, w komiksach wszystko jest mozliwe)

  2. Nawiążę do przeszkód, które stoją autorce na drodze do regularnych aktualizacji – pokręcone życie prywatne. Nie chcę jej bronić, ale wydaje mi się, że ma problemy z odmotaniem się nie tylko w komiksie, ale i w przestrzeni osobistej. (Choć i tak nie przebija np. Corey Marie tworzącej Scene Language)

    Zresztą chyba sama pani Rene ma w planach dość pospieszne zakończenie komiksu, tj. dobrnięcie do finału.

    Odnoszę wrażenie, iż AlM szło do przodu (i to w zaplanowanym dość kierunku), gdy przez krótki okres odcinki pojawiały się codziennie. Hm, a potem?

    Nordyckie towarzysko-seksualne rozpasanie? Niewykluczone.

  3. U: myślę, że przebija. Marie tylko zaszła w ciąże, Engstorm miała telefonicznego prześladowcę :) No chyba, że coś mi umknęło ostatnio.

  4. Hm, nie wyraziłam się jasno. Miałam na myśli brak aktualizacji „bez wyraźnej przyczyny” i zostawienie czytelników w stanie oczekiwania.

    A co do Engstorm – wydaje mi się, że u niej poplątało się to jeszcze bardziej.

  5. nie rozumiem tej recenzji, felietonu czy co to jest. jak to kiedy konczyla sie fabula wkraczal seks i bijatyka? a to nie sa elementy tworzace fabule? o co chodzi z tymi hamowaniami i miotaniem, kiedy zaczyna sie seks? czy to nie są zwykle RETARDACJE?

    z innych rzeczy: ja mysle, ze rene jest nienormalna albo zwyczajnie perfidna. jak potrzebowala kasy, bo jej padl skaner, czy costam, to sie wdzieczyla do czytelnikow jak marcowa kotka. a jak ma juz wszystko i pewnie jeszcze kasy jej zostalo, nagle wrzuca komiks raz na dwa tygodnie. zwykle chamstwo.

  6. To zdanie brzmi inaczej, niż je teraz napisałaś przecież i chyba jest całkiem jasne i logiczne.

  7. @JAPONfan:
    może być z tym ojcem.. faktycznie.
    a anders.. też czekam, co z nim będzie, dziwi mnie tylko, że tak wiele osób zdaje się reagować na tą postać bardzo emocjonalnie. każdy zna takich andersów.

    @U:
    już nie chciałam o tym w tekście pisać, ale Rene bez przerwy tłucze w World of Warcraft. Widać to na jej Twitterze. Pare razy miała też „najgorszy dzień w swoim życiu, wierzcie mi!”. No i fakt, miała tego prześladowcę i jej dzieci i mąż ciągle chorują.
    Może to w ogóle cud, że ona to jednak pcha do przodu..

    @unka:
    czekałam na ciebie!!!:)
    Fabuła to nie akcja, a też narracja, to trochę coś innego. I ja myślę, że ty to doskonale czujesz.
    I mi właśnie chodziło o to, że prosi się, żeby u Rene seks i bijatyka były silnym elementem fabuły – czyli całej historii Andersa i Marii. A jest tylko elementem akcji – jakimś kolejnym wydarzeniem, które w dodatku, tak jak mówisz, ostatecznie działa jak „zwykła” retardacja. A retardacja to jest strategia narracyjna, która też – może dużo dawać czytelnikowi i całej historii, a może być tylko prostym rozwiązaniem.
    A gatunkowo to są refleksje i postulaty.

  8. no nie wiem, jakos nie czuje, zeby seks nie byl tam silnym elementem fabularnym. jak anders wylizal blondyne to sporo akcji wokol tego naroslo. poza tym, mysle, ze informacje kto z kim sypia pomagaja zrozumiec istniejace miedzy nimi relacje. a podejrzewam, ze jeszcze o wielu wspolnie przespanych nocach nie wiemy i dopiero jak sie dowiemy, to zrozumiemy, czemu johann pomaga tej blond mitomance.

    a co do rene… polowe z tych najgorszych dni w życiu, tak jak i polowe chorób i podejrzewam, ze nawet przesladowce, to wymyśliła.

  9. Mie przesadzałabym z tym wymyślaniem. Chyba, że ma taką aż tak patologicznie silną potrzebę bycia usprawiedliwioną w oczach własnych i osób postronnych.

    @martasz hm, a to nie jest tak, że ona się z mężem rozstała i jest samotną matką? A raczej nie taką do końca samotną, wydawało mi się, iż ma nowego mężczyznę. Ale cóż, mogę się mylić.

  10. ona nie ma mężą. ma chlopaka, ktory jest ojcem jej dzieci. z ktorym jest. i jest strasznie chorobliwy i dzieci sa klopotliwe i grożą im źli ludzie i skanery sie psują i generalnie caly swiat sie sprzysiągl, aby a<3m nigdy nie doszedl do konca.

    brzmi aż nazbyt fantastycznie, jak dla mnie.

  11. Mały off – nowy strip jednak jest.

    Oukej, tym bardziej nie wiem, dlaczego miałam wrażenie że ten jej facet-ojciec nie nazywał się Rasmus, ale to plotkarsko-pudlowy detal.

  12. wg bloga dziewczyna jest w separacji, a znalazla sobie ostatnio faceta, ktory tez ma dzieci z inna i jakos staraja sie razem chodzic. no, cos na ten ksztalt ;)
    i dlatego byly rzadko aktualizacje-napisala, ze przez separacje ma problemy ze skupieniem sie na innych rzeczach bodajze.
    jejku, ale z nas plotkarze :D

  13. ja nie wiem, zupelnie inne rzeczy pamietam z jej wypowiedzi znalezionych gdzieśtam w odmętach internetu. mozliwe tez, ze wszyscy sie mylimy. albo wszyscy mamy racje. albo rene w ogole nie ma dzieci ani męża ani chlopaka D;

  14. I nie ma na imię rene tylko Reanult i mieszka tak naprawde w słonecznym Los Angeles. I to tylko projekt Estrady.

  15. ODcinek z 11 marca. Moge powiedzieć „a nie mówiłem”?