Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Unikalnym być


gry · komentarzy 30


Autorką dzisiejszego tekstu jest Marzena Falkowska, znana z blogu Altergranie, na którym od dawna pisze o różnych ciekawych i intrygujących grach, o których raczej nie przeczytacie w swoim ulubionym magazynie konsolowym. Miłej lektury! (K.)

Nietrudno zauważyć, że redaktorzy i czytelnicy Motywu Drogi lubią buszować po sieci w poszukiwaniu ciekawych, niestandardowych i opartych na frapującym pomyśle komiksów. Dokładnie to samo tyczy się gier. Można zatem spokojnie założyć, że są graczami, którym niestraszne są eksperymenty i którzy nie zawężają swoich horyzontów do wykorzystujących sprawdzone rozwiązania produkcji. Że są graczami otwartymi.

A swoją otwartość czasem warto wystawić na próbę. Sprawdzić, gdzie leżą jej granice. I coś takiego właśnie Wam proponuję.

Zacznijmy nie wprost. W 1952 roku amerykański kompozytor John Cage pisze utwór pod tytułem 4’33”. Utwór powstaje na dowolny instrument (lub instrumenty), a jego zapis zawiera same pauzy. W efekcie żaden z wykonujących go muzyków nie gra ani jednego dźwięku. Zgromadzeni w sali koncertowej słuchacze przez cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy obcują z ciszą, zakłócaną jedynie naturalnymi odgłosami otoczenia. Eksperyment Cage’a w późniejszych latach powtarzają w mniej lub bardziej zbliżonej formie inni muzycy, między innymi John Lennon i Orbital.

W 2009 roku Petri Purho, fiński twórca gier niezależnych, publikuje na swoim blogu grę zatytułowaną „4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness”. Po jej pobraniu i uruchomieniu naszym oczom ukazuje się czarno-biały pasek postępu. Ekran bieleje całkowicie w ciągu dokładnie czterech minut i trzydziestu trzech sekund. Wówczas wygrywamy. Jest tylko jeden warunek – musimy być jedyną osobą na świecie, która w danej chwili ma uruchomioną grę. Aplikacja łączy się bowiem z internetem i sprawdza, czy nikt inny już jej nie odpalił. Jeśli tak, obie kopie samoistnie się zamykają i obie osoby przegrywają.

Gra „4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness” zdobyła nagrodę za innowacyjność podczas tegorocznej edycji Nordic Game Jam. Dość szybko zdobyła rozgłos w kręgach twórców i sympatyków sceny indie. Jak nietrudno się domyślić, opinie były różne. Jedni chwalili oryginalność konceptu, drudzy wytykali bezsensowność, jeszcze inni stawali pośrodku („świetny pomysł, ale nazwać to grą to jak narobić na talerz, podpisać to i nazwać sztuką”).

Rzeczywiście, można by się zastanawiać, czy w ogóle mamy tu do czynienia z grą. Zależy to głównie od definicji gry, jaką przyjmiemy, a tych jest całkiem niemało. Generalnie jednak prawie wszystkie są zgodne co do trzech elementów: gra musi mieć cel, zasady oraz wymagać interakcji. Dwa pierwsze elementy są w „4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness” obecne, ale co do trzeciego można mieć wątpliwości. No bo gdzie tu interakcja, skoro wystarczy wpatrywać się przez chwilę w pasek postępu? Na dobrą sprawę nawet tego nie trzeba robić, można przecież odpalić aplikację i zająć się czymś innym.

Spróbujmy jednak spojrzeć na to z innej strony. Według słownikowej definicji, interakcja to wzajemne oddziaływanie na siebie osób, przedmiotów lub zjawisk. W tym sensie po uruchomieniu gry automatycznie wchodzimy w interakcję z grą uruchomioną w tym samym czasie przez inną osobę i odwrotnie – każda osoba uruchamiająca grę w tym samym czasie co my wchodzi w interakcję z naszą grą (zdalnie nam ją wyłączając). Faktyczna gra odbywa się zatem poza samą aplikacją. Podobnie jak w przypadku „World of Warcraft” to nie program uruchomiony na komputerze każdego z graczy jest grą, tylko wszystkie programy na wszystkich komputerach plus sieć pomiędzy nimi. W uzasadnieniu przyznania „4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness” nagrody za innowację organizator Nordic Game Jam żartobliwie gratulował autorowi stworzenia najprostszej na świecie gry MMO.

„4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness” jest interesujące jeszcze z jednego powodu. Nie będzie chyba dużym nadużyciem stwierdzenie, że prawie każdy zastanawiał się choć raz, czy jest jedynym człowiekiem na świecie wykonującym w danym momencie określoną czynność. Ta gra jako pierwsza może w końcu dać na to pytanie odpowiedź. Brzmi śmiesznie, ale jest coś frapującego w świadomości, że z wszystkich ludzi na całej Ziemi my i tylko my jako jedyni gapimy się na czarno-biały ekran. Przynajmniej dopóty, dopóki ktoś inny nie wpadnie na pomysł, by sprawdzić, czy jest tym jedynym. A w miarę, jak gra zdobywa coraz większą popularność (do czego chcąc nie chcąc też się tym tekstem przyczyniam), coraz trudniej o bycie unikalnym.

W tym miejscu mała ciekawostka: grę można uczynić bardziej emocjonującą dzięki jednoczesnemu korzystaniu z wizualizacji napisanej przez pewnego programistę, dzięki której jesteśmy w stanie śledzić na mapie świata, kto aktualnie wygrywa. W ten sposób możemy dowiedzieć się na przykład, że zwycięstwo „ukradł” nam jakiś gracz z Alaski czy Bombaju. A potem zdecydować, czy pozwolimy mu dotrwać do końca, czy raczej pobawimy się z nim w kotka i myszkę, wzajemnie się blokując. Ten patent definitywnie czyni z „4 Minutes and 33 Seconds of Uniqueness” grę pełną gębą.

Nie wszystkich jednak powyższy argument przekonuje i właściwie trudno się temu dziwić. Wielu krytyków i melomanów do dziś nie uznaje utworu 4’33” za muzykę. John Cage podważył powszechnie przyjęte definicje muzyki (czy można uznać za nią przypadkowe i niezamierzone dźwięki – takie jak skrzypienie krzeseł w filharmonii czy szum wiatru za oknem – które pojawiają się każdorazowo podczas wykonywania utworu?). Pół wieku później podobnie czyni Petri Purho, prowokując nas do namysłu nad tym, co można uznać za grę.

gry

komentarzy 30

  • Świetne!!!!!!!. Niezła abstrakcja. Brawo dla Autorki! :) Pozwalam sobie umieścić linka do tego artykułu i gry na swoim blogu. Pozdrawiam :)

  • Wciąga… ale patrzenie na wizualizację, a nie gra. Od 10 minut obserwuję jak gracze z Polski i Niemiec próbują wygrać. Jeśli komuś uda się przetrwać dłużej niż 10 sekund, to jest dobrze. A jeszcze 263 sekundy do bycia unikalnym: tik, tak, tik, tak…
    Fascynujące.

  • A ja powiem, że już sam tekst w sobie jest za-je-bis-ty. Wczoraj w tę grę grałem, raz przerwałem komuś z Californii, później ktoś mi przerwał z Danii, a później z NY chyba. I pomyślałem, że spróbuję później.

    Tekst można wykopać tutaj – chociaż pewnie zginie w gąszczu linków typu „krzesło pogryzło psa” jak to Konrad ujął. Ale warto spróbować.

  • Bądź przeklęta Louvette! Teraz już nikt nie wygra!

  • Świetny tekst! Jeden z najlepszych na MD.

  • Niezłe, przyznaję. Grać się w to długo nie da :D Ale kilka złośliwych uruchomień daje satysfakcję w miejsce porannej kawy biurowej.

  • Swietny tekst;). Co prawda sie nie skusze na partyjke, ale jednak:)

  • Bardzo dobry, dojrzały intelektualnie tekst. Rzadko kiedy na polskich blogach można spotkać tak krytyczne, wnikliwe opowieści.

  • Bardzo solidnie napisane.
    A samą grą zajmę się potem.

  • Kwl, aczkolwiek bez tej wizualizacji gra wzbudziła by pewnie o wiele mniejsze zainteresowanie…
    Teraz wypatrzeć jakiegoś USAńczyka i popsuć mu szyki, kto wie, może to znudzony Bush.

  • ‚holcman dnia 3 marca 2009 o 12:40 pm’

    Przychylam posta! A Cage to klasyka.

  • quaz (da real one)

    aaa tam, to klik klik przebija te wszystkie „abstrakcje” jedna reka nawet sie nie starajac

  • Zdecydowanie nie przebija.

  • Świetny tekst. Pomysł Cage’a wydał mi sie świetny już kiedy pierwszy raz o nim usłyszałem (tj. w podstawówce kiedy to mój brat chodził do szkoły muzycznej). Wtedy jednak wydawało mi się, że nic orginalnego z tym pomysłem już się nie da zrobić.
    Ta gra przekonała mnie jednak, że jest zupełnie inaczej ;) Takie proste, a naprawdę wciąga (ciągle mnie jakiś facet z UYsterajś blokuje, ale ja się nie dam!)

  • pomysl na gre – łał.
    troche mnie za to juz nie cieszy to cale podkladanie sobie nawzajem nogi, chyba najfajniejsze jest wlasnie to, ze jest sie na swiecie w sumie samemu przez te 4’33”, a nie, że w sumie sie niby obserwujemy… no ale ok, jak cieszy, to nie ma sie co czepiac :)

  • aw man. I lose.

  • Chyba należę do tej drugiej grupy – ,która za specjalnie nic fajnego w tym nie widzi.Sama gra , jako zjawisko , to fajna sprawa. Co do muzyki – to tak jakby na płótnie namalować trójkąt. Niektórzy dali by za to miliony – ja mam ich za głupców.

    A sam tekst fajnie i przystępnie napisany. ;]

  • Wpis rewelacyjny. Słyszałam wcześniej o utworze Cage’a, ale żeby zrobić na tej podstawie grę…

    A gra wciąga. Wyzwala pokłady czystej, wrodzonej złośliwości, na zasadzie: „Ty mnie wykopałeś – to ja teraz ciebie”. Ale może to tylko ja(;

  • @ Piotrek ‚Canty’

    Google: „suprematyzm”, „sztuka bezprzedmiotowa”.

    Jest dla mnie oczywiste, że „Biały kwadrat na białym tle” nie robi wrażenia na dzisiejszym młodym człowieku ;)

    Jest to jednak kawałek / odcinek historii sztuki bez którego nie byłoby
    postmodernizmu, w którym się dziś tak świetnie odnajdujesz :)

  • Zgadzam się z Piotrkiem, zachodzi to na sztukę abstrakcyjną, którą ktoś po prostu lubi, bądź nie. Chociaż ciekawym faktem samym w sobie, jest stworzenie gry w tym stylu.
    Zastanawia mnie jedno. Abstrakcjonizm, w każdej formie, miał jakieś podstawy teoretyczne, artyści chcieli zmienić sztukę, pokazać rzeczywistość w inny, nie klasyczny sposób, nie tylko szokować. Co tak naprawdę nowego wnosi ta gra? Grasz, przegrywasz, wygrywasz. – wypowiedź laika.

    No i gratuluje zawieszenia MD^^

  • Cieszę się, że tekst się podoba. Choć jednocześnie czuję się nieco winna, że pośrednio z jego powodu Motyw Drogi chwilowo padł :)

    Dodam jeszcze tylko w ramach uzupełnienia, że w podobny sposób w dziedzinie malarstwa droczył się z odbiorcami Robert Rauschenberg wystawiając w galerii białe, czyste płótna. I to on zainspirował Cage’a.

  • louvette – gdybyś była gwiazdą rocka, fani zerwaliby z Ciebie ubrania, wyrywali kosmyki twoich włosów i ukradli gitarę. A tak tylko przeciążyli stronę. Czyli nie najgorzej. ;)

    A Motyw padł nie przez tekst, a przez indolencję „adminów” „firmy” „hostingowej”…

  • JAPONfan

    Ja myslalem ze to takie jak w „fight clubie” super gra. Przeciazenie serwera powoduje odciecie motywu, Łukasz doprowadza do płaczu admina, admin nie wraca do domu tylko idzie pic, w barze poznaje zespol harmonistów rosyjskich, pija razem i admin daje im dostep do biura, tam grajac smutne piosenki o cichym donie doprowadzaja do wibracji podstawy budynku i w efekcie jego zawalenia.
    To jest dopiero minimalistyczna gra. kilka tysiecy znaków a taka wielka piekna katastrofa.

  • Ja jak najbardziej odnoszę się do czasów dzisiejszych .Zapewne gdybym się urodził te 100 lat temu to by mi się to podobało.Może za 100 lat ludzie nie będą widzieć sensu w komiksach.

    Sam w sobie suprematyzm to nic złego. Ale jest to sztuka ,jak dla mnie, taka bardziej dyzajnerska (bardziej jakieś plakaty , okładki etc.) . Ale okrzykiwać za to geniuszem , kupować obrazy po parę milionów – to przesada.
    Jak na dzisiejsze czasy.

  • Gratuluję świetnego i interesującego tekstu.

  • @ Piotrek ‚Canty”

    Piotrek – jezeli nie masz nic przeciwko, to zrobie sobie koszulkę z Twoim tekstem:
    „Sam w sobie suprematyzm to nic złego”
    Boskie!!!!!
    :D

    Rozumiem Twój punk widzenia. Miałam raczej ogólnie na myśli taki mechanizm, że wszystko ma swoje miejsce i sens, a koło się zamyka, itd. Bo np. Robert „Gumka Myszka” Rauschenberg [louvette :), jeszcze raz uściski i wyrazy – za ten artykuł] zinterpretował sobie rolę abstrakcji na swój sposób, nie wynosząc jej na pomniki teorii, wręcz przeciwnie – ściągając ją w dół, do śmietnika.

    I szczerze mówiąc, mi też jest bliższe takie podejście.

    A kwestia abstrakcyjnych cen za sztukę…hmm.
    ;)
    Mam taką teorię, że wciąż jest taka część artystów, którzy gdyby ich odpowiednio podejść (mam na myśli odpowiedni moment) sprzedałaby swój obraz za butelkę dobrej whisky.

  • A proszę bardzo :D a na plecach strzel sobie jeszcze
    „I szczerze mówiąc, mi też jest bliższe takie podejście.”

    A tak serio – zapomniałem dodać „jak dla mnie” . Nie jestem znawcą sztuki , który wygłasza mowę o suprematyzmie i uderza w sedno sprawy stwierdzając ,że to samo w sobie to nic złego.

    a tak poza tym to nie dostrzegam nic złego w tym zdaniu xd

  • eeej, no zdanie jest bardzo spoko :)
    koszulka już się robi. thx

Dodaj komentarz