Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Quis in custodes dubitat?


film · komentarzy 49

Został już tylko tydzień do premiery ekranizacji „Strażników”, pojawiają się pierwsze recenzje z pokazów dla prasy i pomimo faktu, że zamierzam wybrać się do kina, to nie za bardzo wierzę w ten film. Bo czy tak naprawdę muszę wierzyć?

Podobnie jak w przypadku „Mrocznego rycerza” postanowiłem się odciąć od tego całego marketingowego szumu, zwiastunów, plakatów, słowem wszystkiego, czym zapychają dziury polskie serwisy komiksowe. W przypadku „Batmana” było to kierowane chęcią poznania filmu od początku do końca w kinie. Fabułę „Strażników” znam, ale po prostu chcę przeżyć ten film od A do Z najbardziej jak się da.

Jednocześnie już teraz widać, że pomimo dziesiątek różnych marketingowych zabiegów, „Watchmen. Strażnicy” nie cieszy się takim zainteresowaniem mediów jak „Mroczny rycerz” – nawet przed śmiercią Ledgera. Jeżeli ten film miałby być wydarzeniem dla kogokolwiek, to chyba tylko dla „fanów komiksu”. A przecież film Nolana to nie była żadna „adaptacja komiksu”, a po prostu kolejna przygoda Batmana, tylko że na dużym ekranie, więc gdzie tu, pod względem wagi tematu, start do dzieła, które przez wielu uważane jest za jedno z największych osiągnięć komiksowego medium w dziejach. Przy okazji, wiecie ile osób poszło w Polsce do kina na „Mrocznego rycerza”? 500 tysięcy. Na „To nie tak, jak myślisz, kotku” wybrało się 800 tyś.

Kilkakrotnie wcześniej pisałem, że nie wyobrażam sobie, jak można tak złożoną opowieść jak „Strażnicy” zmieścić w prawie trzygodzinnym filmie i że raczej widziałbym tę historię rozłożoną na dwunastoodcinkowy serial. Ale tak teraz sobie myślę, że mi jako osobie, która zna komiksowy oryginał, wierne adaptacje nie są potrzebne, wolę zobaczyć, jak nowi twórcy robią z dziełem Moore’a coś świeżego. Ale właśnie nie wierzę zbytnio, aby ludzie odpowiedzialni za tę ekranizację chcieli w jakikolwiek odkrywczy sposób interpretować oryginał. Oni, tak samo jak choćby Peter Jackson we „Władcy Pierścieni”, idą po linii najmniejszego oporu i po prostu przenoszą utwór na nowe medium. Jasne, fajnie jest obejrzeć oblężenie Helmowego Jaru, nawet co pół roku w telewizji, ale czy to wnosi cokolwiek istotnego do naszego postrzegania oryginału? „Władca Pierścieni” Jacksona, to nie jest „Tolkien wg Jacksona”, ale filmowa ilustracja do książki, ładna wizualizacja. Tak też będzie, piszę to w oparciu o podszepty mojej szklanej kuli, ze Snyderem i „Strażnikami”.

Bo czy naprawdę premiera „Strażników” ma być jakimś świętem dla „fanów komiksu”? Czy naprawdę jesteśmy tak głupi, żeby podniecać się przełożeniem na język filmu kolejnej historii, którą już znamy? Nie lepiej pójść do kina na jakiś film, który jest oparty o jakiś nowy pomysł? Że niby ekranizacje komiksów promują same komiksy i uszlachetniają obrazkowe medium? Na pewno istnieją osoby, które po obejrzeniu „Sin City”, „300” czy „V jak Vendetty”, sięgnęły po papierowe wersje. Ja osobiście wolę jednak po prostu kolejny raz obejrzeć „300”, niż przeczytać oryginał, który znam pobieżnie, więc nie przeceniałbym popularyzatorskich właściwości kina jakoś szczególnie.

Wszystko wskazuje na to, że „Watchmen. Strażnicy” Snydera będą tylko efektownym streszczeniem. Na które oczywiście z ciekawości pójdę, ale bez jakiejś szczególnej ekscytacji, to w końcu tylko hollywoodzka ekranizacja komiksu.

film

komentarzy 49

  • A i tak będziecie się podniecać, to pewne.
    Soundtrack wyciekł już do sieci.Ja poczekam, w urodziny sobie obejrzę.

  • „odobnie jak w przypadku “Mrocznego rycerza” postanowiłem się odciąć od tego całego marketingowego szumu, zwiastunów, plakatów, słowem wszystkiego, czym zapychają dziury polskie serwisy komiksowe.”

    ale sie przeciez nie da tak O_o. szum JUZ wywarl wrazenie (probujesz sie od niego odciac). ne sil sie na obiektywizm. krytyka to subiektywne odczucie.

  • Lubię, jak ktoś interpretuje rzeczy na nowo, ale potem zawsze fanboye się burzą, że „to nie tak!”, że „było inaczej! W dupach wam się poprzewracało?”, że „zrujnowaliście mi dzieciństwo!”. Jak np. w Eragonie, choć filmu nie oglądałem, a książkę tylko z obrzydzeniem przelotnie tknąłem, ale coś tam w filmie ponoć zmienili i się ludzie wykłócali.

  • Vogel: chodzi o to, że nie oglądam zwiastunów, różnych materiałów czy materiałów z planu, bo nie chcę aby przed obejrzeniem samego filmu sceny mi się nie opatrzyły. I gdzie się silę na obiektywizm? Piszę przecież, co mi na wątrobie siedzi:)

  • Ech, a z moich znajomych niekomiksowców to nikt nie wie o co cho. Jeden znajomy brata zgłosił się, by przed premierą pożyczyć. A jak innym mówię, że muszą przeczytać, to nikt się nie garnie. Zresztą co ja mam mówić? Kto czytał „1984” i poczytuje sobie książki psychologiczne lub filozoficzne specjalnie się nie zachwyci. Co innego „From hell” – gdzie mogę w jednym zdaniu zachęcić, mówiąc, że to „komiks o Kubie Rozpruwaczu, ale tak naprawdę o tym, jak powstają archetypy”. I na ten haczyk łapię. W Strażnikach zbyt dużo rajtuzów dla człowieka, który rajtuzów nie lubi. A plakat tym bardziej nie zachęci. Choć poza tym na Politechnice, to nie widziałem żadnego na mieście.

  • W przeciwieństwie do Ciebie, ja jestem pozytywnie nastawiony do filmowych strażników. Nie oczekuję rewolucji, tylko właśnie konkretnej ekranizacji, przełożenia komiksu na srebrny ekran. Akurat „Watchmen” są szczególnym przypadkiem, gdzie zbyt duża ingerencja w fabułę była by strzałem w stopę (zobaczymy co z tym zakończeniem będzie). Co nie zmienia faktu, że przełożenie komiksu na film zazwyczaj wymusza mniejsze lub większe zmiany w fabule.

    I nie wiem dlaczego moja postawa miała by być „głupia”. Też wolałbym serial, ale to złudna nadzieja, skoro nawet film kinowy miał takie trudności by powstać. Ale nie przeszkadza mi się to cieszyć z tej ekranizacji :)

  • Jej, to może zabrzmi sztucznie, ale czuję to samo. Nie miałem ochoty zaglądać na linki, którymi garściami sypał w niedzielach Łukasz, omijałem informacje o filmie na różnych serwisach. Nawet sam o nim nie pisałem. W związku z tym nie widziałem żadnego plakatu (no, oprócz tego okropieństwa przy metrze Politechnika), zwiastuna czy materiału z planu, żeby sobie nie zepsuć filmu jak Iron Mana, gdzie po obejrzeniu dwóch zwiastunów poznałem cały film i w kinie nic mnie nie zaskoczyło.
    Z drugiej strony może to dlatego, że nie lubię za bardzo Snydera. 300 mnie znudziło.

  • Iron: ale właśnie pytanie jest takie, że na co tak kompletnemu dziełu jak „Strażnicy” wierna ekranizacja?

  • dont belive in hype, jak mawiala babcia.

  • może po to, żeby potem ktoś nie mówił po oblookaniu filmu- „jejku, ale te komiksy głupie”- bo Strażnicy to taki komiks, w którym ruszysz jeden element i będziesz miał efekt domina- posypie się reszta. I ja tego się boję właśnie jeśli coś pogrzebali w treści. I nie podoba mi się wizualnie z tego, co widziałem na jednym czy dwóch zwiastunach. Ale i tak pójdę, żeby potem w spokoju móc ponarzekać.

  • Jak nie ma być premiera „Strażników” świętem dla komiksiarzy („jupi, nasi w kinie!”) to dla kogo? Reżysera? Wykluczasz wartość tego filmu dla komiksiarzy i nie-komiksiarzy. Zostaje chyba tylko reżyser i marketingowcy w zachwycie.

  • i mama rezysera…

  • Nie, dlaczego? Osoby, które „Strażników” nie znają pójdą sobie na film, może się rozerwą, może nie, może część sięgnie z nich po oryginał. Po prostu nie ma co się podniecać, że kolejny kultowy komiks został przełożony na film. Jeszcze ich nieco zostało.

    Ale coś w tym jest, z tymi marketingowcami, w końcu to Hollywood, nie?

  • Moim zdaniem dlatego, by przekaz zawarty w komiksie nie pozostał odbierany tylko przez czytelników komiksów, tylko dotarł do nowej grupy osób. Nie bez znaczenia ma też wspomniane przez qbę „postrzeganie komiksów” przez osoby ich nie czytające. To chyba główny powód dokonywania większości adaptacji w ramach innego medium.

  • Gdyby Moore chciał, aby „Strażnicy” byli filmem, to by zrobił film, nie? :)

  • Gdyby był twórcą filmowym, to pewnie tak. Ale nim nie jest. Dlatego zrobił komiks.

  • No może. Tak a propos:

    kliku klik

  • na batmana poszło 500 tys ludzi. to tylko 150 tys więcej niż czytelników komiksu o Monte Cassino. jeżeli przecieki o nakładzie się sprawdzą. widząc patronaty, są bardzo możliwe.

    choć ja chcę wierzyć, że to srogi żart był.albo nie. nie nie. chcę żeby to była prawda. bardzo.

  • @konradh – Boskie to to. Czy mi się dobrze wydaje, że to kreska Clowesa?

  • wtrace sie: raczej tobie sie wydaje to po prostu kreska udajaca kreske Dave’a:)

  • JAPONfan

    Czy Moore nie jest przypadkiem scenarzysta? Scenariusze filmowe jakos sie diametralnie roznia od komiksowych?
    Rzuce zaczytanym gdzies tesktem: „komiksy zawsze beda lepsze niz filmy. filmy sa ograniczone cg ktora za 5 lat bedzie raziła swoja sztucznoscia. W komiksie narysujesz wszystko to co chcesz jak chcesz i za 30 lat to dalej bedzie wygladało dobrze”

  • Danielu – jak to ‚jak powstają archetypy’??? Archetypy sobie po prostu są… od dekad, stuleci, mileniów…

  • U mnie przynajmniej jedna osoba sama z siebie chciała pożyczyc Strażników żeby przeczytac przed filmem.
    Moje zdanie odnośnie tego filmu jest takie – jeśli ni będzie wierne, to będzie słabe. To nie jest batman, że można sobie wymyslac całą masę jego przygód. Ten komiks to zamknięta (i genialna) historia. Każde zmiany tylko mogą to pogrążyc. Ja nie chce. Bele chciec wierne przełozenie. Długie wierne przełożenie. Bele kupic dvd. Ogladac. 3,5 h film. Bele to lubic.
    Bo mimo iz komiks Strażnicy jest awesome, to jeśli film bedzie dobry to będę go pewnie bardzo często oglądał. Przykład podobny podał kmh. „300”. Nie jestem fanem tego filmu, ani komiksu. Ale film obejrzałbym z większą przyjemnością niż przeczytał jeszcze raz komiks.

  • Bele- u mnie parę znajomych zagadalo co to jest bo cos tam uslyszeli ze na podstawie komiksu.
    Parę zassalo komiks jako sampel, moze kupia,(choc watpie).

    Kondrad- dobre :)

    Przyznam się, że ze wzgledu na role Ledgera strasznie czekalem na Batmana i na przedpremierze dostalem to czego chcialem: Jokera!!

    A Watchmeni? Na pewno nikt o zdrowych zmyslach nie mysli, że film dorowna komiksowi. Ale może być niezle.
    Chociaz po paru minutach z filmu wiszacych w internecie nieraz mnie mdli.

  • KMH will look up and shout „save us!” And Watchmen will whisper: „no.”

  • 0.0

  • W tym roku jest pełno zarąbiaszczych filmów animowanych zapowiedzianych + Watchmen + Wolverine. Troche kasy na kino pójdzie. Zwłaszcza że już wydałem na Madagaskar 2 i Benjamina Buttona.

  • @Daniel Cha
    „Kto czytał “1984″ i poczytuje sobie książki psychologiczne lub filozoficzne specjalnie się nie zachwyci.”

    Bzdura. Ja się zachwycam.

  • Ba, nie wiem o które książki filozoficzne chodzi, ale jeśli o sam „1984”, to jego wcześniejsza lektura nie przeszkodziła mi w cieszeniu się „Strażnikami” i „V jak Vendettą”.

  • @Na pewno istnieją osoby, które po obejrzeniu “Sin City”, “300″ czy “V jak Vendetty”, sięgnęły po papierowe wersje. Ja osobiście wolę jednak po prostu kolejny raz obejrzeć “300″, niż przeczytać oryginał, który znam pobieżnie, więc nie przeceniałbym popularyzatorskich właściwości kina jakoś szczególnie.

    „V jak Vendetta” jest tak odległy na poziomie (braku) refleksji od komiksu, że uważam przykład za asymetryczny:) Co do pozostałych tytułów to „300” kinowe było by lepsze gdyby podobnie jak w”Sin City” scenariusz przenieść żywcem:)
    A w kinowych „Strażników” nie wierzyłem po „V jak Vendetta” ale teraz mam gorączkę przedpremierową;)

  • A mi się właśnie w „300” podobało dodatnie wątku królowej, rozszerzyło to komiks.

  • Ja też się zachwycam „Strażnikami” wciaż i wciąż, a kto mówi, że „synkowie dawno go przeskoczyli i to na wszystkich poziomach” srodze pobłądził i chyba niezbyt dokładnie komiks Moorea i Gibbonsa przeczytał.

    Iron – mylisz się. Moore chciał zrobić komiks i komiks zrobił. Filmu nie chciał wcale. Gdyby chciał napisać opere, to by napisał operę. Prościej się nie da!

    A sam film – po prawdzie – po co on komu, kiedy mamy tak znakomity komiks?

  • film dotrze do większej ilości odbiorców niż komiks. Let’s face it.

  • Kasa.

    Czemu nie zrobić filmu, na którym można się zesrać szmalem? Podajcie jeden sensowny powód (sensowny, a nie biadolenie jakichś komiksowych ciot).

  • Ale niech ten film sobie powstaje, tylko nie widzę sensu traktować go jako mistycznego przeżycia, bo ktoś w Hollywood postanowił go wiernie przenieść na duży ekran.

  • no właśnie, postanowił przenieść wiernie czy nie?

    to się wg mnie rozbija o to, że ludzie nie myslą zbytnio krytycznie i postrzegają potem komiks poprzez film na nim oparty/skalkowany whatever- dopóki komiks nie będzie trtaktowany na równi z innymi wytworami kultury, dopóty takie wierne przeniesienia będą potrzebne. Padło juz tutaj hasło, że film dociera do szerszej publiczności i jako taki może komiksowi pomóc. Nie wiem czy w juesej to jest konieczne, ale piszę z perspektywy polskiej, a tu wiadomo jak jest.

    a plansza o tym, kto ogląda Obserwatorów- miodzio :-)

  • Mówicie pieniądze i możność dotarcia do ludzi.

    A co mnie to obchodzi? Pytając o sens adaptacji, pytam się o wartości estetyczne. W ogóle o wartości.

  • Wartości walutowe głównie.

  • Dlaczego Moore nie zrobił filmu? Bo wydać komiks było dużo łatwiej i taniej. ;)

    Rzucona tutaj uwaga, że „Watchmen” jest dziełem kompletnym (czy jakoś tak) i nie wymaga ekranizacji jest dla mnie trochę zabawny, bo można by to samo powiedzieć o całej masie książek, które doczekały się ekranizacji (a niektóre to nawet są ekranizowane w kółko aż do osrania). I zawsze się znajdzie się ktoś, kto będzie biadolił, że filmowcy zepsuli oryginał, że to, że tamto. No ale przecież nikt nikomu do kina iść nie każe. Ja tam na „Watchmen” się wybieram. I nie zamierzam przypominać sobie komiksu przed seansem.

  • Nie wymaga „wiernej” ekranizacji. Co innego interpretacje, jeśli już tak to trzeba uściślić.

  • Ajrku – no cóz, Moore trochę inaczej tłumaczy to, dlaczego zrobił komiks a nie film. I właściwie gdyby okazał trochędobreh woli, to teraz pewnikeim siedziałby w reżyserskim foteliku. Ale nie chce.

  • wlaśnie wrocilam z kina i chce zwrotu 3ech godzin mojego życia. to jeden z największych gniotów, jakie ostatnio widzialam.

  • phi… pierwsze 10 minut, znaczy od sceny pierwszej do czolowki- genialne. reszta istotnie, z malymi wyjatkami lekko ssie:)

  • Jak dla mnie niezły film. W porównaniu do innych ekranizacji, wypada dość wiernie. Nie mam na co narzekać.

  • Dla mnie dobre. Bardzo trzyma się oryginału, niewolniczo wręcz co jest ogromną zaletą. Rozumiem jednak, że dla niektórych X muza nie do końca sprostała ekranizacji, głównie z powodu – cyt. „nadmiernych zwolnień”. Na ile jednak pamiętam Strażników w formie papierowej, akcja nie toczy się w tempie zabójczym, przeważają filozoficzne dłużyzny, co właśnie mnie urzekło. Nie czytałam Strażników nigdy jak dobrego kryminału, a raczej… Strażnikami Moore zrobił komiksowi to co Dickens fantastyce. Trudne pytania, niełatwe odpowiedzi i to zostało w filmie wystarczająco gładko poprowadzone. A to akurat łatwe w tym wypadku nie było: taka tematyka zbyt niebezpiecznie ociera się o banał, a w tym wypadku reżyserowi udało się przykrego uproszczenia uniknąć.
    Miało być przygnębiająco i udało się to osiągnąć. Nie było odczuwalnych cięć na fabule, a jak ktoś ma problem że nie było tempa xmenów cóż..

  • > Strażnikami Moore zrobił komiksowi to co Dickens fantastyce.

    A co zrobił Dickens fantastyce?

  • aż zrobilam streszczenio-recenmcję komiksową na blogu. dodam, ze komiksu nie czytalkam i polowa rzecvzy wydawala mi sie kompletnymi bzdurami, ale mniemam, ze mialy jakies wyjasnienia. po co manhattan ma kolko na czole? po co ten fioletowy kot? czemu nie dalo sie wszystkiego zrobic inaczej?

  • Wyborne moja droga, wyborne!

Dodaj komentarz