Komiksy · Filmy · Gry · Anime · Manga · Muzyka · Książki · TV · Wywiady · Warszawa

Ghost Rider: Droga ku potępieniu


papier · komentarzy 19

Z wydanych dotychczas historii o Ghost Riderze kilka było niezłych: „Rise of the Midnight Sons” czy historia powstania drugiego Ghost Ridera; jednak przeplatały się z potworkami w rodzaju „Aktów Zemsty” albo „Serc Ciemności”. Najmilej wspominam „Ghost Rider 2099”, choć ten niewiele miał wspólnego z klasycznym Duchem Zemsty. Sięgając po Mandragorowe zeszyty pióra Gartha Ennisa, miałem nadzieję, że ktoś wreszcie przedstawi Ghost Ridera jako coś więcej, niż demoniczną maszynę do zabijania.

W 2005 Garth Ennis miał już na koncie udane wskrzeszenie serii „Punisher”, nic więc dziwnego, że szefowie Marvela powierzyli mu misję odnowienia innej legendy. Z „Punishera” Ennis zrobił mroczną, poważną serię i ostatecznie wyrwał Franka Castle poza obręb superbohaterskiego uniwersum. Szkoda, że w przypadku Ghost Ridera nie podszedł do tematu podobnie. Warto odnotować, że próbowano już wskrzeszać Ducha Zemsty w miniserii „The Hammer Lane”, pióra Devina K. Graysona – nie wyszło, więc na pomoc wezwano Ennisa, bo czego on tknie, to w złoto się zamienia.

Riders on the... fire?

Jakże zawieść musieli się ci, którzy na boskiego Gartha stawiali (w tym i ja). „Droga ku potępieniu” sprawia wrażenie napisanej na kolanie i sklejonej z rozmaitych stałych motywów i starych pomysłów, które Ennis wykorzystał już choćby w „Kaznodziei”. Ghost Rider powstaje cztery lata po przygodach Jessego Custera i aż kłują w oczy różne zapożyczenia. Nie chce mi się wierzyć, że Garth Ennis nieświadomie robi tyle nawiązań – raczej skłaniałbym się ku teorii, że ma pewien stały asortyment chwytów scenariuszowych: postaci, miejsc, wydarzeń, które w komiksach wykorzystuje. Takie motywy wędrowne stosowane w niewielkich ilościach są przyjemnym puszczeniem oka – podpisem: „Tu byłem, Ennis”. Jednak „Ghost Rider” aż od nich kipi, a do tego sklejone są ze sobą wyjątkowo nieudolnie. Mamy tu i aniołów-sukinsynów, którzy myślą o swoich interesach, a na ludzi patrzą z pogardą, mamy zdeformowanego kolesia o znajomo brzmiącym imieniu „Okowdup”, jest i bezwzględny magnat finansowy, zimnokrwisty zabójca wysłany przez niebo oraz pastor, który unicestwia swoje owieczki, by wyruszyć na tajemniczą krucjatę. Jest też Ku-Klux Klan, a akcja dzieje się w Teksasie. Zupełnie jakbym oglądał enty spaghetti-western, w tych samych tekturowych dekoracjach. Jakby tego było mało, pośrodku tkwi Ghost Rider, wysłany w pościg za pewnym potężnym bytem, który uciekł z piekła. Chyba starczy.

Całość mogłyby ratować rysunki – Clayton Crain tworzy na komputerze i jak sam mówi stara się maksymalnie zbliżyć swoje rysunki do jakości zdjęć. Jego kreska charakteryzuje się sterylnością – kapitalnie wychodzą mu elementy nieożywione – maszyny, broń czy płomienie. Natomiast ludzie, choć naszkicowani realistycznie, wyglądają sztucznie – nałożone kolory i nienaturalny połysk sprawiają, że przypominają raczej manekiny sklepowe. Clayton Crain lepiej sprawdza się rysując typowych superbohaterów w trykotach, niż w serii, która ma być brutalna, brudna i bliższa realności. Jednak nie zmienia to faktu, że znakomicie komponuje kadry – nadając walkom czy pościgom dynamizm. Gorzej wychodzą mu całostronicowe ilustracje, w które wkrada się chaos, choć i tak chylę czoła przed ilością szczegółów. Niestety w polskim wydaniu kiepska jakość druku sprawiła, że wiele plansz z płomieniami i demonami wygląda jak szarobura paćka.

You shall not pass!

Kopiowanie starych patentów, z „Kaznodzieją” na czele, to nie jedyny problem tej serii. Najgorsza jest mizeria scenariuszowa. Takie nagromadzenie charakterystycznych postaci nie pozwala żadnej z nich rozwinąć skrzydeł – w efekcie obserwujemy miotających się i walczących ze sobą bohaterów, nie bardzo wiedząc, o co im wszystkim chodzi. Kiedyś, po pierwszej lekturze, miałem wrażenie, że ta historia dobrze sprawdziłaby się na kilkukrotnie większej ilości stron. Naiwnie sądziłem, że Ennis musiał się ograniczać i nie mógł się wykazać. Dziś widzę, że to po prostu biedna opowiastka, z przydługim dialogiem na końcu, który ma niby załatać wszystkie dziury i wyjaśnić niejasności.

Johnny Blaze właściwie mnie nie interesował. To kolejny umęczony piękniś. Ghost Rider w sumie jest niewiele lepszy, ale jego płonąca czaszka i piekielny motocykl stwarzały wiele możliwości.
– Garth Ennis, fragment wywiadu zamieszczonego z zeszycie #6

Po „Drodze ku potępieniu” Ennis stworzył jeszcze miniserię „Trial of Tears” i więcej z postacią Ghost Ridera styczności nie miał – w przeciwieństwie do Punishera, którego pisał przez lat kilka. Ale o tym w następnych odcinkach.

komentarzy 19

  • Ja Ghost Ridera znam tylko z filmu z Nicholasem Cage’em. Oraz z kilku gościnnych występów w starych Spider-manach. Postać fajna, ale bez rewelacji.

  • O ile potrafie bronic moich ulubionych artystow, to ten komiks jest kupą!

    PS. Ale kupą Gartha Ennisa, więc oplaca sie kupic… :>

  • Kupa zawsze pozostanie kupą…

  • A u mnie kurzy się na półce „Ghost Rider 2099” i się kurzy, się kurzy, jakoś nie chce mi się go czytać. Ale skoro mówisz, że dobry, to chyba w końcu się przełamię i poń sięgnę.

    Co do „Drogi ku potępieniu”, to wygląda na to, że to kolejny z tych komiksów, które się kupuje dla grafiki.

    Ciekaw jestem, jakby ocenił ten komiks ktoś, kto „Kaznodziei” nie zna?

  • Ja nie czytałem Kaznodziei i wcale nie narzekam na „Drogę ku potępieniu”. Czytało się to szybko, bez większych emocji. Wymienione przez Pawła elementy z Kaznodziei, które są w tym Ghost Riderze, nie przeszkadzały mi w ogóle. No i rysunki Claytona zdecydowanie dają radę w tym komiksie.

    No i zgadzam się w kwestii “Ghost Rider 2099″ – grzech nie przeczytać. Jeden z najlepszych Mega Marveli.

  • Ja z Ghost Riderem znam tylko jeden komiks, ten w którym występuje cała masa nieznanych nikomu superbohaterów i superzłoczyńców i lecą na Antarktydę łazić po zwłokach wielkiego wieloryba. Przynajmniej tyle zapamiętałem z lektury tej pozycji podczas jakiegoś powrotu z kolonii.

  • Jak dla mnie to ten Ghost Rider nie był aż taką kupą. Dobrze się bawiłem podczas czytania. Co z tego, że trącił Kaznodzieją. Kaznodzieję kocham. Pewnie dlatego jeszcze bardziej mi się podobało :D

  • Ok, ale ile razy można.
    Właśnie pochłaniam Punishera Vol.2, 3 i 4 i choć ma ennisowy szlif, to nie trąci autoplagiatem…

  • @pawelk, czekam na twoją opinię apropo tego Punishera Vol.2, 3 i 4, bo już od dawna się zastanawiam nad ich zakupem i nie wiem czy warto (tzn. mandragorowe vol.3 czytałem)

  • Oczywiście pokręciłem coś z numeracją – moje HC są bez sensu podpisane 1, 2, 3 i jedynka odpowiada temu Mandragorowemu (vol.3), a 2 i 3 zbierają chyba te 37 numerów z Vol.4., za to mam wszystko Ennisa przed MAX. A i MAX zakupię kiedyś… :-)

  • @SpellCaster: 2099 koniecznie.

    z komiksów GR bardzo fajny miał występ dwuczęściowy w timisemikowym Pogromcy- z rysunkami Tex Teixeiry

    mi się film podobał, przed świętami nawet w empiku rzucili w zestawie z Hellboyem i Punisherem. Ale to dlatego, że ja lubię komiksy i lubię też aktorów, których inni uważają za słabych: jak np. Cage’a (moja koleżanka twierdzi, że on jedną minę robi- ale w Dzikości Serca czy Panu życia i śmierci wymiatał) czy Willis.

  • MAXa polecam, bo to jedna z najlepszych serii Marvela w ogóle – jak już Marvel zdjął Ennisowi kaganiec, to ów tak się rozszalał… :)

  • Nicolas mial jeden swietny film (mroczna strona miasta) i pare dobrych, ale nie da sie go nie lubic;)

  • JAPONfan

    Ej akurat Akty zemsty i serce ciemnosci mi sie podobały. Wolverine i punisher. Czego tu nie lubic?

  • @qba: KTO POWIEDZIAŁ COŚ ZŁEGO NA WILLISA!? :[
    Film „Ghost Rider” zapowiadał się dobrze, ale został troche zarżnięty. Oglądało się to całkiem najs, ale kaman. Ta piękna scena co się drugi Ghost Rider przemienił – efektowne ujecie jak biegną/jadą – a potem on mówi, ze miał mocy tylko na jedną przemiane i sobie poszedł.
    WTF? :D
    Co nie zmienia faktu, że jak wyjdzie dwójka to sobie kupię.
    @Trekker: Bez przesady. Cage miał pare niezłych filmów. „Zostawic Las Vegas” czy „Adaptacja” (mój faworyt, powinien był dostac za to Oscara). Ale jest takie powiedzenie – im dłuższe włosy ma Cage, tym gorszy jest film. :D

  • JAPONfan

    ciekawostka. W najnowyszm „filmie” jest artykul o ekranizacjach komiksow. Ilustruja go zdjecia ze zrealizowanych filmow zestawionych z wizerunkami postaci z kart komiksu. Nicolas Cage jako Ghost rider wygląda dziwnie podobnie do Spawna. Indolencja psa jucha.

  • Pawel, skończ z opisywaniem jakich ennisowskich kaszanek :) weż się za coś dobrego pióra tego szalonego Irlandasa, niech to będzie świeże i nowatorskie spojrzenie na jakiejś jego dzieło wydane w Polsce (Kaznodzieja?), albo prezentacja czegoś dobrego, a dostepnego tylko po angielsku (Boys?). Rzekłem!

  • A co z misją, by przestrzec młodych fanów komiksu przed kaszankami z nazwiskiem Ennis? Bo zwiedzeni „Kaznodzieją” gotowi są to kupić, jako i ja uczyniłem…

    Ale bez obaw. Została jeszcze jedna kaszanka, którą jednak opiszę za czas jakiś, a poza tym już sam dobry Ennis. Niedługo mój ulubiony jego komiks (nie, nie „Kaznodzieja”).

  • @ r.sienicki: są tacy źli ludzie, nie wiedzą, co czynią. Ogólnie to nie wyłapują klimatu ;-)

Dodaj komentarz